Hania Humorek. W osiem i pół dnia dookoła świataTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Hania Humorek. W osiem i pół dnia dookoła świata
Hania Humorek. W osiem i pół dnia dookoła świata
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 37,98  30,38 
Hania Humorek. W osiem i pół dnia dookoła świata
Hania Humorek. W osiem i pół dnia dookoła świata
Hania Humorek. W osiem i pół dnia dookoła świata
Audiobook
Czyta Julia Kamińska
22,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Megan McDonald

Hania Humorek. W osiem i pół dnia dookoła świata


Ilustracje

Peter H. Reynolds

Tłumaczenie

Aldona Możdżyńska

Saga

Tytuł oryginału: Judy Moody. Around the World in 8 ½ Days

Text © 2006 Megan McDonald

Illustrations © 2006 Peter H. Reynolds

Judy Moody font © 2006 Peter H. Reynolds

Published by arrangement with Walker Books Limited,

London SE 11 5HJ.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced,

transmitted, broadcast or stored in an information retrieval system

in any form or by any means, graphic, electronic or mechanical,

including photocopying, taping and recording, without prior written

permission from the publisher.

© for the Polish edition by Egmont Polska Sp. z o.o.,

Warszawa 2007

Redakcja: Anna Jutta-Walenko

Korekta: Agnieszka Trzeszkowska

Projekt typograficzny i łamanie: Grażyna Janecka

Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o.

ul. Dzielna 60, 01-029 Warszawa

tel. 22 838 41 00

www.egmont.pl/ksiazki

ISBN 9788726166620

Megan McDonald jest wielokrotnie nagradzaną autorką serii przygód Hani Humorek. Mówi o nich: „Większość wywodzi się z prawdziwych historii, jakie mnie i moim czterem siostrom przydarzyły się w dzieciństwie”. Wyznaje: „Hania Humorek to ja! Jesteśmy identyczne! W naszej rodzinie zawsze słynęłam ze skłonności do przesady. Hania Humorek to ja, tylko... jeszcze bardziej wyolbrzymiona!”. Megan McDonald mieszka ze swoim mężem w Sebastopolu w północnej Kalifornii.

Peter H. Reynolds mówi, ze od razu poczuł więź z Hanią Humorek, gdyż jak sam mówi.: „Jako ojciec na własne oczy oglądałem przygody bardzo niezależnej dziewczynki”. Peter H. Reynolds mieszka w Dedham w stanie Massachusetts, naprzeciwko swojego brata bliźniaka.

Dla tancerek taranteli

z drużyny skautek 997

M.M.

Dla moich braci i sióstr,

Andrew, Jane, Paula i Renee,

którzy urodzili się na tym świecie

P.H.R.




Interesujące!

Dziewczynka trzymała notatnik i podkładkę. Ubrana była w niebieską plisowaną spódnicę od szkolnego mundurka i miała na ręce nie jeden, ale aż DWA zegarki. Za ucho wetknęła sobie ołówek. Niebiesko-zielone okulary bardzo wyróżniały ją spośród uczniów.

Podeszła do stolika, przy którym Hania Humorek zawsze jadała obiad, i opadła na krzesło stojące między Ryśkiem i Frankiem – przyjaciółmi Hani.

Wyglądała tak, jakby miała dziennikarski humorek.

Hania zastanawiała się, kim jest ta poważna dziewczynka w okularach.

– Mania Pisania, dziewczynka reporter – przedstawiła się nieznajoma. – Zbieram materiały.

– Hmm... Chcesz sobie coś uszyć? – spytała niepewnie Hania.

– Nie takie materiały. Chodzi mi o informacje. Jestem reporterką – wyjaśniła. – Jak Nellie Bly, pierwsza kobieta reporter.

Ona, Hania Humorek, wprost nie wierzyła własnym uszom.

– Trochę tak jak Elizabeth Blackwell, pierwsza kobieta lekarz? – odezwał się Franek.

Hania przysunęła się do dziewczynki.


– Interesujące! – zawołała dziewczynka i zapisała coś w notesie. – Chodzę do klasy pani Walentyny, III v. Czy mogę wam zadać parę pytań? Do mojej gazety?

– Masz własną gazetę? – zdziwił się Franek Perełka.

– Pewnie! – W tej chwili Superważna Dziewczynka Reporter przystawiła do ust butelkę keczupu, udając, że to mikrofon. – Jakie jest wasze ulubione danie obiadowe w szkolnej stołówce? – spytała. – Pizza, pieczony kurczak czy francuskie tosty?

– Francuskie tosty podają na śniadanie – zauważyła Hania.

– Pizza! – wrzasnęli jednocześnie Rysiek i Franek.

– Interesujące! – zawołała dziewczynka i znowu coś zanotowała.

– Ja przynoszę obiad z domu – oznajmiła Hania.

– Ile razy w tygodniu powinni podawać pizzę? – pytała dalej dziewczynka.

– Trzy – odrzekł Franek.

– Pięć! – krzyknął Rysiek. – Codziennie! Z dodatkowym serem!

– Bardzo interesujące – mruknęła dziewczynka.

Kim w ogóle była ta dziwna dziewczynka z notesem dopytująca się o pizzę? I dlaczego Rysiek i Franek, najlepsi przyjaciele Hani, tak chętnie z nią rozmawiają?

– Nie można codziennie jeść pizzy na obiad – zauważyła Hania.

– Dlaczego? – spytała dziewczynka. – Moja mama zna panie ze stołówki. Poza tym żyjemy w wolnym kraju.

– Hej, Haniu, ty też ciągle to powtarzasz! – zawołał Franek.

– Nieprawda!

– Prawda! – wykrzyknęli jednocześnie Rysiek i Franek.

– Oto pytanie numer trzy – powiedziała dziewczynka. – Co jeszcze chcielibyście zmienić w naszej szkole?

– Powinni wstawić automaty ze słodyczami! – wymyślił Franek.

– I wybudować basen! – dodał Rysiek.

– I tor wrotkarski!

– I przestać robić zdjęcia do szkolnego albumu!

Dziewczynka reporter wszystko szybko zapisywała.

– I żeby podczas obiadu nie przeszkadzali nam reporterzy – dodała Hania.

Dziewczynka przestała pisać, ale nie powiedziała: „Interesujące!”.

Hania mimo woli zawołała:

– Mam pomysł! Naprawdę! Guma do żucia w szkole!


– No! – przytaknął Rysiek.

– Tak! – zawołał Franek.

– Interesujące! – przyznała dziewczynka.

– Mogłabym założyć w szkole swoją kolekcję PG – ciągnęła Hania. – Przylepiałabym je pod moją ławką. W domu mam taką kolekcję na lampie przy łóżku.

Dziewczynka reporter wróciła do pisania.

– PG to skrót od „przeżuta guma” – wyjaśniła Hania.

– Wiem. Ja też zbieram gumy do żucia. Widziałam najwspanialszą na świecie kolekcję przeżutych gum.

– Hę? – mruknęła Hania.

– Tak! – zawołała dziewczynka. – To Aleja Gum do Żucia w Kalifornii.

– Ja kiedyś byłam w Bostonie – pochwaliła się Hania.

– Widziałam ją podczas wakacji. Idzie się aleją między dwoma budynkami, a po obu jej stronach stoi Gumowy Mur. Ludzie przyklejają do niego przeżute gumy. Niektórzy nawet robią z gumy obrazy i różne ciekawe rzeczy. W tamtejszym automacie kupiłam pięć kulek gumy, przeżułam je i dokleiłam do muru.

– Niemożliwe! – zdumiał się Rysiek.

– Możliwe! To jest taka Gumowa Galeria Sław. A właściwie raczej Gumowy Mur Sław – powiedziała dziewczynka i wybuchnęła śmiechem.

– Bomba! – zawołał Franek.

– A ja zamówiłam zestaw do własnego wyrobu gumy do żucia – mruknęła Hania, ale nikt nie zwrócił na to uwagi.

– Bardzo chciałbym zobaczyć taki Gumowy Mur! – westchnął Franek.

– Mam zdjęcie, na którym stoję przed tym murem – powiedziała dziewczynka. – Znalazło się w ostatnim numerze mojej gazety.


Widzicie? – Odpięła z podkładki ostatnią stronę.

– Ohoho! – zawołał Rysiek. – Niesamowite. Patrzcie, ile przeżutej gumy!

– Ojej! – wykrzyknął Franek. – Naprawdę tam byłaś!

– A moje zdjęcie trafiło kiedyś do prawdziwej gazety – zaznaczyła Hania.

– Raczej zdjęcie twojego łokcia – sprostował Rysiek i razem z Frankiem parsknęli śmiechem.

– Dziękuję za wasze pomysły – powiedziała dziewczynka. – Teraz muszę porozmawiać z panem Łopuchem.

– Z panem Łopuchem? – zdziwiła się Hania. – Przecież to nasz wychowawca.

– Wiem. Ale ma dla mnie sensacyjny materiał.

– My już wiemy, że pan Łopuch się żeni – oznajmiła Hania.

– Hania przepowiada przyszłość – wyjaśnił Rysiek.

– Kiedyś przepowiedziała, że pan Łopuch niedługo się ożeni. I miała rację! – wtrącił Franek.

– Ojej! – zawołała dziewczynka. – To bardzo interesujące!

Hania wyprostowała się dumnie.

– Czy prawdziwi reporterzy noszą ołówki za uchem? – spytał Franek.

– Interesujące! – Dziewczynka sprawdziła godzinę na obu zegarkach. – No, to na razie! – zawołała, wtykając ołówek za ucho.

– Hej, ta dziewczynka bardzo przypomina ciebie, Haniu! – powiedział Franek.

– Nieee – skrzywiła się Hania.

– A właśnie, że tak! – zawołali jednocześnie Rysiek i Franek.

– Jak bliźniaczki! – zauważył Franek.

– Identyczne! – dodał Rysiek.

– Wymieńcie choćby jedno podobieństwo – mruknęła Hania.


– Mania i Hania. Wasze imiona się rymują. Identyczne! – odrzekł Franek.

 

– I co z tego? Ona ma długie, porządnie uczesane włosy i dołeczki w policzkach. No i nosi okulary – powiedziała Hania. – Ja nie noszę okularów.

– Ubiera się jak ta pierwsza kobieta reporter.

– Ja kiedyś tylko się przebrałam za Elizabeth Blackwell, pierwszą kobietę lekarza.

– Zbiera przeżute gumy, a jej zdjęcie znalazło się w gazecie – ciągnął Franek.

– I nie zapominaj, że zbiera też informacje – dodał Rysiek. – A to prawie jak przepowiadanie przyszłości.

– Pewnie lubi też plasterki i stoliczki od pizzy – zauważył Franek. – Powinniśmy ją o to spytać.

– I ciągle powtarza jakieś słowa, na przykład: „Interesujące” – dorzucił Rysiek.

– Ja nie powtarzam żadnych słów – zaprotestowała Hania.

– Zupełnie jakby z maszyny wyszły dwa identyczne egzemplarze – powiedział Rysiek.

– Może to twój klon! – zawołał Franek.

– WRRR! – warknęła Hania.

Ona, Hania Humorek, chciała być jedyna w swoim rodzaju. Oryginalna. Mama zawsze jej mówiła, że jest niepowtarzalna. Tata twierdził, że jest indywidualistką. Pan Łopuch mówił, że stanowi klasę samą w sobie (chociaż do klasy III t chodziło jeszcze dwadzieścioro innych uczniów!).

Niepowtarzalność sprawiała, że Hania czuła się wyjątkowa. Tak było zawsze, tak jest i tak będzie. Powinno być.

Tak było aż do teraz. Dopóki nie pojawiła się Mania Pisania, żująca gumę dziewczynka reporter.

Hania już nie czuła się jedyna w swoim rodzaju, czuła się, jakby zeszła z taśmy w fabryce. Była podwójnym w swoim rodzaju, nudnym, niczym niewyróżniającym się klonem.


Tomcio Paluch

Hania pomagała Smrodkowi w pracy domowej. Przepytywała go z przyrody.

– Wymień cztery pory – poprosiła.

– To łatwe. Rano, popołudnie, wieczór i noc.

– Pory ROKU, Smrodku. Zresztą nieważne. Może to? Jak powstaje rosa?

– Kiedy liście się pocą – odpowiedział niepewnie Smrodek.

– NIE! – krzyknęła Hania. – No to jeszcze jedno. Co to jest kość strzałkowa?


– Och, wiem. To kostka, z której wycina się strzałki do rzucania w tarczę.

– Źle! To kość w nodze! Między kolanem a kostką. Powinieneś jeszcze się pouczyć. A teraz czy mogę ci zadać pewne pytanie?

– Przecież cały czas to robisz...

– Ale to nie pytanie z przyrody. Co byś zrobił, gdyby się okazało, że istnieje jeszcze jeden Smrodek, zupełnie taki sam jak ty?

– Dokuczałbym ci dwa razy tyle co dotąd.

– Nieważne. Spytam mamę i tatę.

Najpierw Hania spytała mamę. Mama tylko ją przytuliła i powiedziała:

– Haniu, dla mnie jesteś jedyna.

– Potrzebne ci to na przyrodę? Czy na wiedzę o społeczeństwie? – zainteresował się tata.

– Nic nie rozumiesz – odparła Hania. – Ty jesteś tylko jeden. Mama też jest jedna i Smrodek tak samo. A ja... hmm... Co byś zrobił, gdybyś spotkał człowieka takiego samego jak ty? I gdybyś przestał już czuć się wyjątkowy?

– Przynajmniej zyskałbym nowego przyjaciela – odrzekł tata.

Hmm. To dało Hani do myślenia. Przyjaciel? Czy wróg?


Następnego dnia na przerwie do Hani podeszła dziewczynka reporter, Przyjaciel--Wróg.

– Cześć! Pamiętasz mnie?

– Interesujące pytanie – odrzekła Hania, marszcząc brwi.

– Na pewno pamiętasz! Ty masz na imię Hania, prawda? A jak brzmi twoje nazwisko? Chciałabym napisać w swojej gazecie o twoim pomyśle założenia w szkole kolekcji przeżutych gum.


Hania natychmiast się ożywiła.

– Humorek. Hania Humorek.

– Hania Humorek? Naprawdę? Hej, masz zabawne nazwisko! Zupełnie jak ja!

– Zupełnie tak samo! – przytaknęła wesoło Hania.

– Czy inne dzieci cię przezywają? Do mnie czasami mówią: „Mania Pisania, masz manię na punkcie pisania?”.

– Na mnie czasami mówią „Hania Potworek” albo „Hania Motorek”.

– Właśnie! Fajnie, że nasze nazwiska są takie niezwykłe. Mogłabyś wstąpić do mojego klubu.

– Już należę do jednego. Do Klubu Siusiającej Ropuchy. Razem z przyjaciółmi.

– Ale to prawdziwy klub, nie dla każdego. To klub dla ludzi z całego świata, którzy mają oryginalne nazwiska. Nazywa się Klub Niezwykłych Nazwisk.

– Naprawdę?

– Naprawdę! – Mania sięgnęła do kieszeni i wyjęła jakiś kartonik. Była to oficjalna, bardzo prawdziwa legitymacja członkowska.

– BOMBA! – zawołała Hania. – Naprawdę mogłabym wstąpić do tego klubu?


Do najprawdziwszego międzynarodowego klubu?

– Pewnie! Mogę cię wpisać na listę!

– I dostałabym taką legitymację? Prawdziwą legitymację członkowską z moim imieniem i nazwiskiem?

– Jasne!

– Ojej! Jak to możliwe, że wcześniej się nie spotkałyśmy?

– Och, bywało się tu i tam... – Mania wybuchnęła śmiechem.

– A co wy robicie w tym klubie? – spytała Hania.

– Głównie nosimy tę legitymację. Ale możesz też napisać do innych członków klubu. Niektórzy odpisują i wysyłają pocztówki. Z fajnym znaczkiem z innego kraju.

– Ho, ho!

– Tak, tak! Ja dostaję pocztówki od ludzi z całego świata, na przykład od... Frani Niani, Anny Chudej, Natalii Smykałki i Tolka Banana.

– Niemożliwe!

– Możliwe! Dostałam pocztówkę nawet od kogoś, kto się nazywa Tomcio Paluch.

– Jak z bajki!

– Myślę jednak, że to był żart. Moje ulubione nazwisko to Czesław Keczup.

– Jak taki keczup do frytek?

– Właśnie taki!

Hania i Mania wybuchnęły jednocześnie śmiechem.

– Chcę wstąpić do tego klubu! – zawołała Hania.

– Świetnie! Wpadnij do mnie w sobotę rano. Załatwię ci legitymację członkowską.

– Spytam rodziców, czy mogę. Muszę coś zapłacić? – spytała Hania.

– Nie. Członkostwo jest darmowe.

– No to spoko! – ucieszyła się Hania.

– No to czad!

– Super, ekstra!

Ze śmiechu aż zgięły się wpół.

Mania Pisania miała głowę nie od parady. I lubiła żartować. A do tego, w okularach, z dwoma zegarkami na ręce i ołówkiem za uchem, wyglądała na bardzo ważną osobę.

A poza tym miała śmieszne nazwisko i należała do bombowego, najfajniejszego na świecie klubu. I znała tajemnicę pana Łopucha.

Mania Pisania z najgorszego wroga zmieniła się w najlepszą przyjaciółkę Hani Humorek!

Klub Snoba

Następnego dnia przed wyjściem do szkoły Hania przetrząsnęła górną szufladę komody w poszukiwaniu swojego starego fioletowego zegarka. Chodził! Założyła go na rękę koło nowego w czerwone paski.

Zaczęła szukać podkładki z klipsem na kartki, ale nie mogła znaleźć. Zatknęła za ucho ołówek i wyruszyła do szkoły.

– Hej, masz ołówek za uchem – zauważył Rysiek.

– Zgadza się – odrzekła Hania. – Mania Pisania poprosiła, żebym jej pomogła przy tworzeniu gazety. Dobry reporter zawsze powinien mieć w pogotowiu ołówek.

– A dlaczego założyłaś dwa zegarki? – zdziwił się Franek.

– Żeby lepiej widzieć godzinę – powiedziała Hania głosem wilka z Czerwonego Kapturka.

– Ale tak poważnie – nalegał Franek.

– Mania Pisania też ma dwa zegarki. Jeden pokazuje nasz czas, a ten drugi – godzinę we Francji. Nellie Bly, kobieta śmiałek, także nosiła dwa zegarki. Mania mówi, że Nellie Bly jeden z nich ustawiała na godzinę, która była w Nowym Jorku, jej rodzinnym mieście. Drugi wskazywał godzinę w Anglii, we Włoszech lub we Francji – tam, gdzie akurat w danym czasie przebywała.


– I co z tego? – mruknął Rysiek.

– Ale dlaczego jeden z zegarków Mani wskazuje godzinę we Francji? – zdziwił się Franek.

– Nie wiem – odparła Hania. – Chwileczkę, tylko sobie zapiszę, dobrze? – Wyjęła ołówek zza ucha i coś zanotowała. Zupełnie jak prawdziwy reporter! – Może ją o to spytam, gdy po pierwszej przerwie przyjdzie do naszej klasy, żeby nam zdradzić wielką tajemnicę, którą zna jedynie pan Łopuch.

– Zaraz. Ona ma tu przyjść? Na lekcję pana Łopucha? – spytał Rysiek.

– Chyba nie będzie chodziła do naszej klasy? – zaniepokoił się Franek.

– Nie. Ma nam tylko zdradzić wielką tajemnicę.

– Skąd wiesz? – odezwał się Rysiek.

– Po prostu wiem. Albo... spytam ją, kiedy pójdę do niej na zebranie naszego nowego klubu.

– Jakiego nowego klubu? – zaciekawił się Rysiek.

– Jakiego nowego klubu? – zawtórował mu Franek.

– Klubu Niezwykłych Nazwisk – wyjaśniła Hania.

– Możemy do niego wstąpić? – spytał Franek.

– To klub dla ludzi z całego świata, którzy mają niezwykłe nazwiska. Na przykład Hania Humorek. Mania Pisania. „Perełka” to wcale nie takie oryginalne nazwisko. W nazwisku Ryśka też nie ma niczego niezwykłego.

– To niesprawiedliwe – oburzył się Rysiek. – Nie nasza wina, że nosimy zwykłe nazwiska.

– Nie ja ustalałam te zasady – oznajmiła Hania.

– A gdybym zmienił nazwisko na podwójne – Poławiacz Pereł? To brzmi dość oryginalnie.

Hania i Rysiek zgodnie wybuchnęli śmiechem.

– Wtedy musielibyśmy mówić do ciebie „Poławiacz” – zauważył Rysiek. – Dziwnie by to brzmiało.

– No dobrze. W takim razie dalej mówcie na mnie „Franek” i przyjdźcie w sobotę rano na zebranie Klubu Siusiającej Ropuchy. Haniu, nie idź do tej dziewczynki o dziwnym nazwisku.

– Dlaczego? – zdumiała się Hania.

– Smrodek nic ci nie mówił? Zwołaliśmy walne, bardzo ważne zebranie naszego klubu – wyjaśnił Franek.

– Po co?

– Chcemy wystawić Żabcię do wyścigu, który w sobotę przed południem ma się odbyć w sklepie zoologicznym Zwierzyniec. Można wygrać tarantulę.

– Smrodek wam o tym powiedział? – spytała Hania.


– Mhm.

– To tarantula dziewczynka. Nazywa się Tulcia – dodał Franek. – To tarantula malowana w pomarańczowe paski.

– Ma cztery pary oczu, kły i odstrasza złodziei – powiedział Rysiek.

– Złodziei! – wykrzyknęła Hania. – W naszej okolicy nie ma żadnych złodziei!

– Ależ są. Złodzieje przyjaciół – mruknął Rysiek. – Może zadziała na ludzi, którzy kradną innym przyjaciół, na przykład na pannę Wiecie-Którą...

– Bardzo mi przykro, ale muszę iść do swojego nowego klubu. Mania Pisania mówi, że...

– Mania Pisania to, Mania Pisania tamto... Tylko o niej bez przerwy gadasz – prychnął Rysiek.

– Moim zdaniem Mania Pisania brzmi głupio – oznajmił Franek.

– Ha! Mania Pisania mówiła, że tak powiesz! – zawołała Hania.

Rysiek spojrzał na Franka. Franek spojrzał na Ryśka. Obaj wzruszyli ramionami.

– Chłopaki, o co wam chodzi? – spytała Hania. – Jeszcze wczoraj ją lubiliście.

– Tak, a wczoraj to ty jej nie lubiłaś – przypomniał Rysiek.

– A polubiłaś ją tylko dlatego, że tak samo jak ty ma niezwykłe nazwisko – dodał Franek. – My pierwsi się z tobą zaprzyjaźniliśmy. Jeszcze zanim pojawił się ten nowy klub.

– Właśnie. Przyszła jakaś tam Mania Pisania, a ty od razu o nas zapomniałaś – powiedział z wyrzutem Rysiek.

– Założę się, że ropucha nigdy nie nasiusiała jej na rękę – ciągnął Franek. – Mania nie może więc wstąpić do NASZEGO klubu. Nie ma mowy.

– Ćśś! Idzie! – szepnęła Hania.

Bonjour! – zawołała Mania Pisania. – To po francusku i znaczy „dzień dobry”.

 

– I co z tego? – mruknął Rysiek.

– Słuchaj, czy możemy zadać ci pewne pytanie? – spytał Franek.

– Strzelaj – zgodziła się Mania. – Ale pospiesz się, bo muszę iść na pogadankę do waszej klasy.


– Czy ropucha nasiusiała ci kiedyś na rękę? – spytał Rysiek.

– Co takiego?! NIE! NIGDY! – wykrzyknęła Mania.

– A widzisz? – zwrócili się do Hani Rysiek i Franek.

Nellie Bly żegna się z wami

– Dzieci! – zawołał pan Łopuch, zapalając i gasząc światło, żeby zwrócić uwagę uczniów. – Przerwa już się skończyła. Wszyscy na miejsca, proszę. Dziś mamy wyjątkowego gościa. Przekaże nam bardzo ciekawą informację.

– Czy to ta pani od kredek? – spytał ktoś.

– Czy to ona jest tym gościem? – Bartek wskazał na Manię Pisanię. – Przecież to zwykła dziewczynka. Chodzi do klasy pani Walentyny.


– Dzieci, przedstawiam wam Manię Pisanię – powiedział pan Łopuch.

Kiedy tylko wymówił jej nazwisko, kilkoro dzieci zachichotało.

Hania Humorek nieomal wyskoczyła ze swojej ławki.

– Ja ją znam! – zawołała. – Łączą nas trzy rzeczy. Obie mamy niezwykłe nazwiska. Ona podziwia Nellie Bly, pierwszą kobietę reportera, a ja podziwiam Elizabeth Blackwell, pierwszą kobietę lekarza. No i obie zbieramy gumy do żucia.

– Dziękuję, Haniu. Właśnie miałem powiedzieć, że być może znacie Manię z klasy III v, której wychowawczynią jest pani Walentyna.

– Ona mieszka przy mojej ulicy – odezwała się Alicja S.

– A ja już wcześniej zauważyłam twoje niebiesko-zielone okulary – powiedziała Julka Wróbel.

– Byłaś z nami na wycieczce w szpitalu? – spytała Samanta.

– Dlaczego zawsze nosisz tę niebieską plisowaną spódnicę? – spytał Rysiek.

– Po co ci ten plastikowy chlebak? – spytał Franek.

– Dajmy szansę Mani – poprosił pan Łopuch. – Przyszła, żeby nam opowiedzieć o Nellie Bly, reporterce, która w siedemdziesiąt dwa dni objechała cały świat.

– Czy ktoś z was widział film W osiemdziesiąt dni dookoła świata? – spytała Mania. Podniosło się tylko kilka dłoni. – Nellie Bly była reporterką – zaczęła Mania swoją opowieść. – Pisała artykuły do gazet. Kiedyś przeczytała książkę o panu Foggu, wymyślonym podróżniku, który w osiemdziesiąt dni objechał cały świat. Pomyślała, że fajnie byłoby pobić jego rekord. Redaktor naczelny jej gazety wysłał ją w taką podróż. Kiedy dowiedział się o tym inny reporter, też zapragnął pobić ten rekord, ale to Nellie zwyciężyła. Objechała cały świat w siedemdziesiąt dwa dni, sześć godzin, jedenaście minut i czternaście sekund.

Mania Pisania zerknęła na pana Łopucha.

– Doskonale ci idzie! – pochwalił ją.

– W przyszłości chciałabym zostać reporterką i tak jak Nellie Bly objechać dookoła cały świat – dodała Mania.

– Może nam opowiesz, jak Nellie Bly przygotowała się do swojej podróży? – zaproponował nauczyciel.

– Miała zaledwie trzy dni na przygotowania. Mogła zabrać tylko jedną małą torbę wielkości bochenka chleba. – Mania wskazała na swój plastikowy chlebak.

– Zastanówcie się, dzieci – powiedział pan Łopuch. – Co byście wzięły ze sobą w podróż dookoła świata, gdyby trzeba to było zmieścić w tak małej torbie? Julko?

– Aparat fotograficzny.

– Haniu?

– Kredki-potworki.

– Bartek?

– Czystą bieliznę.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

– Julko, coś jeszcze?

– Moją pluszową świnkę Chrumkę.

– Franek?

– Hamburgera. I poduszkę.


– Ale poduszka jest większa od bochenka chleba – zauważył Bartek.

– Rysiek?

– Napchałbym do niej pieniędzy!

– Maniu, zechciałabyś nam pokazać, co masz w tym chlebaku?

– To samo co Nellie Bly miała w swojej torbie. Mydło. Igłę z nitką. Piżamę i kapcie.

– A poduszki nie? – zdziwił się Franek.

– Bieliznę – ciągnęła Mania.

– A nie mówiłem?! – zawołał Bartek.

– Atrament, pióra i ołówki.

– Wiedziałam! – zawołała Hania.

– Trzy czapki, kubek i płaszcz przeciwdeszczowy...

– Niemożliwe! – wykrzyknęli wszyscy, a wtedy Mania rozłożyła maleńkie zawiniątko i oczom dzieci ukazał się płaszcz.

– Ooooo! – rozległy się okrzyki zdumienia.

– I jeszcze... swój szczęśliwy pierścionek na kciuk.

Coś takiego! – pomyślała Hania. Pierścionek na kciuk! To prawie tak fajne jak czarodziejski pierścień przewidujący nastrój właściciela.

– A pieniądze? – zainteresował się Rysiek.

– Włożyła je do woreczka, który powiesiła na szyi.

– A ubrania? – spytała Julka Wróbel.

– Miała tylko jedną sukienkę. Plisowaną, niebieską, jak moja spódnica. – Mania wskazała na swoją spódnicę.

– A do czego ci ten patyczek? – spytał ktoś. – Ona też miała taki?

– Kiedy znalazła się w kraju o nazwie Jemen, musiała myć zęby za pomocą patyka.

– Nie do wiary, że jakiś kraj może się tak nazywać! – zdziwił się Franek.

– Widziała wielbłądy i ludzi jeżdżących na słoniach, a w połowie swojej podróży przygarnęła małpkę o imieniu McGinty!

– Maniu, może pokażesz nam na globusie trasę jej podróży? – zaproponował pan Łopuch.

– Dobrze. Ten globus zrobiłam dziś rano. Jest jeszcze trochę wilgotny. – Mania podniosła wielką kulę z masy papierowej. – Wyruszyła stąd, z Hoboken.

– Ruszyła bokiem?

– Hoboken to miasto w stanie New Jersey – wyjaśniła Mania. – Potem pojechała do Anglii, Francji i Włoch. Następnie do Egiptu w Afryce. – Trasa była zaznaczona czarnym flamastrem. Opowiadając, Mania wodziła po niej palcem. – Czy ktoś mógłby potrzymać globus? – poprosiła.

– Ja! – zawołał Franek.

– Ja też! – zawołał Rysiek.


Hania nie wierzyła własnym uszom. Zaledwie dziesięć minut temu Rysiek i Franek nazwali Manię złodziejem przyjaciół, a teraz chcą jej pomagać!

Franek ujął w dłonie globus z masy papierowej.

– Gdzie jest ten Jemen? – spytał.

– Widzę go! – powiedział Rysiek. Podszedł do tablicy informacyjnej i wziął z niej pinezkę. – Jest tutaj, nad Morzem Czerwonym. – Wbił pinezkę w to miejsce.

Bum! Rozległ się głośny huk i wszyscy aż podskoczyli.

Franek gwałtownie się cofnął.


W środku globusa był balon!

Teraz z głośnym sykiem uszło z niego całe powietrze i zrobiony przez Manię Pisanię globus zapadł się i sflaczał.

Franek spojrzał na Ryśka. Rysiek spojrzał na Franka.

– Globus eksplodował! – zawołał Rysiek, parskając śmiechem.

Mania Pisania stała przed klasą III t, trzymając w rękach kleistą, bezkształtną mokrą masę papieru. Obrzydliwą, lepką i ociekającą wodą.

– Nellie Bly żegna się z wami! – wykrzyknęła Mania i wybiegła z sali.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?