Hania Humorek przepowiada przyszłośćTekst

Z serii: Hania Humorek #4
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Hania Humorek przepowiada przyszłość
Hania Humorek przepowiada przyszłość
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 37,98 30,38
Hania Humorek przepowiada przyszłość
Hania Humorek przepowiada przyszłość
Hania Humorek przepowiada przyszłość
Audiobook
Czyta Julia Kamińska
22,99 21,61
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Megan McDonald

Hania Humorek przepowiada przyszłość


Ilustracje

Peter Reynolds

Tłumaczenie

Aldona Możdżyńska

Saga

Tytuł oryginału: Judy Moody Predicts the Future

Text © 2000 Megan McDonald

lllustrations © 2003 Peter H. Reynolds

Judy Moody font © 2003 Peter H. Reynolds

Published by arrangement with Walker Books Limited, London SE11 5HJ.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced, transmitted,

broadcast or stored in an information retrieval system in any form

or by any means, graphic, electronic or mechanical, including

photocopying, taping and recording, without prior written permission

from the publisher.

© for the Polish edition by Egmont Polska Sp. z o.o.,

Warszawa 2004

Redakcja: Anna Jutta-Walenko

Korekta: Agnieszka Trzeszkowska

Projekt typograficzny i łamanie: Grażyna Janecka

Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o.

ul. Dzielna 60, 01 029 Warszawa

tel.22 838 41 00

www.egmont.pl/ksiazki

ISBN 9788726166651

Megan McDonald, autorka ogromnie popularnej serii przygód Hani Humorek, wychowała się w Pensylwanii w Stanach Zjednoczonych jako najmłodszaz pięciu córek. Wszyscy w jej rodzinie byli świetnymi gawędziarzami, a ponieważ Megan nigdy nie mogła dojść do słowa, postanowiła spisywać swoje opowieści. O tomiku Hania Humorek przepowiada przyszłość mówi tak: „Wiatach 60., kiedy dorastałam, pierścienie przepowiadające nastrój były dlamnie prawdziwie czarodziejskie. Gdy nastąpił ich wielki powrót, od razu wiedziałam, że i Hania Humorek musi taki mieć. Tylko ona mogła wpaść napomysł, że wystarczy założyć go na palec, by przepowiedzieć przyszłość! Ale może Hania to rzeczywiście wróżka? Zresztą, czy nie jest prawdą, że każdy z nas tworzy własną przyszłość?”. Megan mieszka w Kalifornii z mężem Richardem, dwoma psami, dwomakońmi i piętnastoma dzikimi indykami.

Peter Reynolds jest autorem ilustracji do wszystkich książek o Hani Humorek. „Hania stała się ważną częścią mojego życia – mówi. – Niekiedy mam wrażenie, żemieszkaw domu obok!”. O tej części przygód Hani mówi tak: „Hania Humorek przepowiada przyszłość porusza bardzo ważny temat: umiejętność wglądu w przyszłość. Hania poprzez zabawę bada tę kwestię, zachęcając czytelnika, by poszedł w jej ślady. Mam nadzieję, że Haniazachęci wszystkich do tego, by przepowiadali przyszłość pełną dobrych humorków”. Peter zilustrował kolejną pozycję dla wydawnictwa Walker: obrazkową książkę The Dot. Mieszka w Massachusetts.

Dla Barbary Mauk i wszystkich czytelników

z Parkview Center School

M. M.

Dla Dawn Haley, władcy czasu i przestrzeni

P. H. R.




Czarodziejski pierścień

Hania zjadła jedną, dwie, trzy miski płatków. I nic, żadnej nagrody. Napełniła czwartą, piątą, szóstą miskę. Nic. Siódmą. Wreszcie wypadła Tajemnicza Nagroda.

Hania z niecierpliwością rozerwała opakowanie.

Pierścień! Srebrny pierścień z błyszczącym oczkiem. Czarodziejski pierścień! I mała karteczka z pytaniem: W JAKIM JESTEŚ HUMORKU?



Hania wsunęła pierścień na palec, a potem przycisnęła kciuk do błyszczącego oczka. Mocno zacisnęła powieki. Raz, dwa, trzy. Miała nadzieję, że oczko zmieni kolor na fioletowy. Fiolet to najlepszy humorek. Fiolet to „wesoły jak szczypiorek na wiosnę”.

W końcu zebrała się na odwagę i spojrzała na oczko. O nie! Nie mogła uwierzyć!

Oczko zrobiło się czarne. Nawet bez instrukcji wiedziała, co oznacza czarny kolor. Czarny to „paskudny humorek. Wręcz okropny!”.


„Możę źle policzyłam” – pomyślała. Znowu zamknęła powieki i przycisnęła kciuk do oczka. Tym razem wspominała tylko przyjemne rzeczy. Same wesołe przygody.

Przypomniała sobie, jak razem z Ryśkiem i Frankiem włożyli do sedesu sztuczną dłoń, żeby zrobić kawał Smrodkowi. A potem – jak w gazecie znalazło się zdjęcie jej łokcia. I jak cała klasa III t zebrała dość butelek, by zasadzić drzewa w lesie równikowym. Myślała o fioletowych rzeczach. O skarpetkach, kamykach i lizakach.

Hania Humorek otworzyła oczy.

Nie udało się! Oczko nadal było czarne.

A może pierścionek się myli? Hania uważała jednak, że pierścionki nie potrafią kłamać. Zwłaszcza takie, do których dołączona jest instrukcja.

Ochłodziła sobie kciuk o kostkę lodu i ponownie przycisnęła palec do oczka. Czarne.

Włożyła kciuk pod gorącą wodę i znowu go przyłożyła do pierścionka. Czarny, czarny, czarniejszy od czerni. I ani odrobiny fioletu.

„Pewnie jestem w paskudnym humorku i nawet o tym nie wiem – pomyślała. – Comnie tak rozzłościło?”.

Hania Humorek zaczęła szukać przyczyn swojego paskudnego humorku.

Na podwórku znalazła tatę, który sadził cebulki jesiennych kwiatów.

– Tato, zabierzesz mnie do Zwierzyńca? – spytała.


Hania nie znosiła, kiedy tata był zbyt zajęty, żeby ją zawieźć do sklepu ze zwierzętami. Już teraz czuła, że wpada w bardzo paskudny humorek.

– Oczywiście – powiedział tata. – Tylko umyję ręce.

– Naprawdę? – zdziwiła się Hania.

– Naprawdę.

– Ale wyglądasz na bardzo zajętego. A ja powinnam odrobić pracę domową.

– Nic nie szkodzi – zapewnił ją tata. – Już prawie skończyłem. Umyję ręce i możemyjechać.

– Aco z moją pracą domową?

– Możesz ją odrobić po obiedzie.

– Już mi się odechciało jechać – powiedziała Hania.

– Słucham? – zdziwił się tata.

Hania Humorek poszła szukać lepszych przyczyn swojego paskudnego humorku.

Bardzo nie lubiła, kiedy mama kazała jej się uczesać. Specjalnie rozpuściła swoje kucyki. Teraz włosy jej sterczały jak rogi dinozaura, agrzywka opadała na oczy.

Mama siedziała w różowym fotelu i czytała książkę.

– Cześć, mamo.

– Cześć, kochanie. – Mama uśmiechnęła się do Hani.

– Nic nie powiesz?

– Na przykład co?

– Na przykład: „Idź się uczesać. Odgarnij włosy z buzi. Wyglądasz jak dinozaur”. Coś wtym rodzaju.

– Włosy ci sterczą, bo miałaś je związane w kucyki, kochanie. Wieczorem, kiedy umyjesz głowę, znowu ładnie się ułożą.

– A gdyby w tej chwili ktoś przyszedł do nas zwizytą? – spytała Hania.

– Ale kto? Rysiek?

– Nie, ale na przykład prezydent Stanów Zjednoczonych.

– Powiesz prezydentowi, że zaraz wrócisz, a potem pobiegniesz na górę i się uczeszesz.


Wszystko na nic. Hania musiała odnaleźć Smrodka. Jeżeli ktoś potrafił ją wprawić w paskudny, najpaskudniejszy humorek, to na pewno jej młodszy braciszek.

Hania pobiegła na górę i bez pukania wparowała do pokoju Smrodka.

– Smrodek! Gdzie moje lekarskie narzędzia?

– Jakie lekarskie narzędzia? Tu ich nie ma.

– Przecież zawsze mi je podbierasz.

– Ale niedawno mi zabroniłaś.

– Musisz zawsze mnie słuchać? – oburzyła się Hania i ze złością spojrzała na pierścień. – Ten pierścionek kłamie. – Zerwała go zpalca iwyrzuciła do śmieci.

Smrodek wyłowił pierścień z kosza.

– Czarodziejski pierścień? Super!

Założył go na palec. Oczko zrobiło się czarne. Czarne jak skrzydła nietoperza.

– Widzisz? – powiedziała Hania. – Jest zepsuty!

Smrodek przycisnął kciuk do błyszczącego oczka.

Pojawił się zielony kolor! Zielony jak szyja żółwia. Zielony jak brzuszek ropuchy.

Hania nie wierzyła własnym oczom.

– Pokaż! – wykrzyknęła. Oczko rzeczywiście było zielone. – No, teraz możesz mi oddać mój pierścień.

– Przecież go wyrzuciłaś do śmieci – powiedział Smrodek, machając jej przed nosem ręką z pierścieniem. – Teraz jest mój.

– Ble! Ten kolor wygląda jak wodorosty.

– Nieprawda!

– Zieleń oznacza zazdrość. Bo zielenieje się z zazdrości. Zielony oznacza, że chciałbyś być mną.

– Dlaczego miałbym tego chcieć? Przecież ty już nie masz czarodziejskiego pierścienia. – Smrodek się zaśmiał.

 

– Smrodek, daj spokój. Wysypałam całe pudełko płatków, żeby go znaleźć. Dla tego pierścionka zrezygnowałam nawet z wyprawy do Zwierzyńca. Dla niego zamroziłam sobie palec, a potem go sobie oparzyłam!

– I tak jest mój – powiedział Smrodek.

– WRRR!


Ene, due, like, fake

Następnego dnia Hania miała humorek paskudny jak przypalona grzanka. Taki humorek, od którego oczko czarodziejskiego pierścienia robi się CZARNE.

Gdyby tylko zdołała przekonać Smrodka o swoich magicznych mocach! Osoba, która ma takie moce, powinna nosić czarodziejski pierścień. Jaki pożytek z tego pierścienia na palcu kogoś, kto ma zupełnie niemagiczne moce?

Poza tym gdzie się właściwie podziewa tencały Smrodek?

Pewnie siedzi w salonie i czyta encyklopedię.

Hania pobiegła na dół. Smrodek leżał na podłodze obłożony encyklopediami i bawił się swoim ruszającym się zębem.

– Zgadza się! – wykrzyknęła Hania. – Przewidziałam, że będziesz czytał encyklopedię. Mam niezwykłą moc, magiczną supermegamoc, potrafię przepowiadać przyszłość!

– Przecież ja bardzo często czytam encyklopedię – powiedział Smrodek. – Do której litery doszedłem?

– Do M.

– ŹLE! Do S.

– I tak to przewidziałam – rzekła Hania.

Co jeszcze mogła przepowiedzieć?

Poszła do kuchni i wyjęła z lodówki tuńczyka dla Myszki. Schowała puszkę do kieszeni, po czym wróciła do salonu.


– Przepowiadam, że Myszka zaraz wejdzie do tego pokoju – oznajmiła, machając tuńczykiem za plecami tak, żeby Smrodek nic nie zobaczył.

Myszka wsunęła się do pokoju.

– Myszko! – wykrzyknęła Hania. – Co za niespodzianka! Ale... ja to właśnie przepowiedziałam! Ha!

– Myszka zawsze wchodzi do tego pokoju, w którym jesteśmy – zauważył Smrodek.

– A co byś powiedział na to, gdybym potrafiła czytać w myślach naszej mamy?

– Już wolę poczytać encyklopedię – powiedział Smrodek.

– Smrodek, musisz pójść ze mną! Udowodnię moją niezwykłą moc jasnowidzenia!

Smrodek poszedł za siostrą do pracowni mamy.

– Cześć, mamo – odezwała się Hania. – Wiesz co?

– Co takiego? – spytała mama, spoglądając znad okularów.

– Wiem, o czym myślisz – powiedziała Hania. Mocno zacisnęła oczy, zmarszczyła nos i przycisnęła palce do skroni. – Myślisz... chciałabyś, żebym posprzątała pod łóżkiem, zamiast zrzucać to na ciebie. Myślisz... chciałabyś, żeby Smrodek jeszcze przed weekendem odrobił lekcje.

– Zdumiewające! Właśnie o tym myślałam! – wykrzyknęła mama.

– Awidzisz? – Hania zwróciła się do brata.

– Mamo, naprawdę o tym myślałaś? – spytał Smrodek.

– Teraz przepowiadam, że za chwilę tata wejdzie do domu – powiedziała Hania.

– Usłyszałaś trzaśnięcie drzwi garażu – zauważył Smrodek.

– To prawda. No dobrze. Dzisiaj kolej taty na zrobienie kolacji. Przewiduję, że ugotuje spaghetti.

– On umie gotować tylko spaghetti albo inny makaron.

Smrodek pobiegł do kuchni, a Hania tuż za bratem.

– Tato, tato! – zawołał Smrodek. – Co na kolację?

– Spaghetti – powiedział tata.

– Miałaś szczęście – prychnął Smrodek.

– Nie, to telepatia – wyjaśniła Hania.

– No dobrze. Powiedz, o jakiej liczbie teraz myślę.

– To nie działa w ten sposób – oburzyła się Hania.

– Daj spokój! Jaka to liczba?

Hania złapała ściereczkę do naczyń i – jak turbanem – owinęła nią sobie głowę.

Zamknęła oczy i przycisnęła palce do skroni. Zaczęła wypowiadać jakieś dziwne wyrazy:


– Ali Baba, abrakadabra. Ene, due, like, fake.

– Czy ta ścierka pomaga ci w jasnowidzeniu? – spytał Smrodek.

– Cicho! Koncentruję się.

– Szybciej. O czym myślę?

– Myślisz, że wcale nie jestem jasnowidzem.

– Zgadza się – przytaknął Smrodek.

– Myślisz, że przepowiadanie przyszłości nie powinno trwać tak długo – dodała Hania.

– Tak! A co z moją liczbą?

Ulubioną liczbą Smrodka była zawsze ta, która oznaczała jego wiek.

– Siedem – powiedziała Hania.

– Znowu się zgadza! Teraz myślę o pewnym kolorze.

– Zielony jak wodorosty?

– Źle! Bakłażan – powiedział triumfalnie Smrodek.

– BAKŁAŻAN! Bakłażan to nie kolor! Bakłażan to warzywo. Zwyczajne, nudne warzywo.

– Ale i tak o nim myślałem – zaprotestował Smrodek. – Masz tyle mocy magicznych co bakłażan. Zwyczajny, nudny bakłażan.

– Smrodek, spójrz prawdzie w oczy. Mam niezwykłą moc. Nawet bez czarodziejskiego pierścienia.

– Więc nie muszę ci go oddawać – podsumował Smrodek, machając Hani przed nosem palcem z pierścieniem.

– Osoba obdarzona niezwykłą mocą, taka jak ja, powinna nosić czarodziejski pierścień. W jasnowidzeniu to narzędzie niezbędne jak kryształowa kula. No powiedz, czy pierścień zrobił się fioletowy na twoim palcu?

– Nie.

– A widzisz? Robi się fioletowy tylko na palcach osób o superniezwykłej mocy. Na palcach zwykłych czytelników encyklopedii robi się zielony jak wodorosty.

Smrodek popatrzył na pierścień.

– Przepowiadam, że palec ci zzielenieje i odpadnie, jeżeli nie oddasz mi mojego pierścienia – ostrzegła Hania brata.

– A ja i tak nigdy go nie zdejmę – oświadczył Smrodek.

– No to jeszcze zobaczymy – powiedziała Hania.


Żabcia wzywa

W sobotę Smrodek czytał encyklopedię. Znowu! I znowu bawił się ruszającym się zębem. Oczywiście na palcu miał czarodziejski pierścień. Pierścień lśnił. Skrzył się. Połyskiwał. Smrodek chyba ze sto razy na minutę drapał się po głowie palcem z pierścionkiem.

– Smrodek, masz wszy czy jak? – spytała go Hania.

– Nie – powiedział Smrodek. – Mam pierścień! – I zaśmiał się głupio.

Pan Weszka wprawiał Hanię wkiepski humorek. Nie mogła usiedzieć z bratem w jednym pokoju. Nie chciała już ani chwili dłużej patrzeć na pierścień, który teraz nie należał do niej. Musiała coś przemyśleć.

Wyjrzała przez tylne drzwi. Padał deszcz. Założyła kalosze, popędziła przez podwórko i wczołgała się do Klubu Siusiającej Ropuchy (czyli do starego niebieskiego namiotu).

Kap-kap, kap-kap – krople deszczu bębniły o dach. Siedząc w namiocie, Hania czuła się bardzo osamotniona. Żałowała, że nie ma z nią pozostałych członków Klubu Siusiającej Ropuchy. No, w każdym razie tęskniła za Ryśkiem i Frankiem Perełką, ale na pewno nie za Smrodkiem.

Stęskniła się nawet za Żabcią. Może jednak nie powinna była jej wypuszczać na wolność? Nawet jeżeli dzięki temu przyczyniła się do ratowania świata.

Rrrek-rrrek! Rrrek-rrrek! – rozlegał się na zewnątrz rechot ropuch.

Bingo! W jednej chwili Hania wpadła na pomysł. Genialny pomysł, jak udowodnić swe moce.

Ona, Hania Humorek, przewidziała, że Smrodek już lada moment odda jej czarodziejski pierścień. Potrzebowała tylko kubeczka po jogurcie, odrobiny szczęścia i ropuszki.


Hania otworzyła parasol i schyliła się, by poszukać ropuchy. Przetrząsnęła stertę chrustu. Zajrzała w otwór ogrodowego węża. Zerknęła pod starą wannę stojącą za szopą na narzędzia.


Rrrek-rrrek! Rrrek-rrrek!

Słyszała chyba z tysiąc ro puch, ale nie widziała ani jednej. Gdzieś tu na pewno musi być ropuszka zupełnie taka sama jak Żabcia. Przecież Hania nie szukała teraz rzadkiego okazu trzyszcza.

Już miała się poddać i wrócić do domu, kiedy coś usłyszała. Dźwięk dochodził z bliska. Właściwie to z ganku za domem. Było to coś w rodzaju rrrek-rrrek! Rrrek-rrrek!

Myszka! Myszka wydawała odgłosy jak ropucha!

Kotka piła wodę ze swojej miski.

Zaraz! To nie Myszka wydawała z siebie dźwięki przypominające rechot ropuchy, tylko jej miska! W misce Myszki pływała najprawdziwsza, żywa ropuszka!

Hania wzięła głęboki oddechy.

Powolutku, powolutku wyciągnęła rękę z kubeczkiem po jogurcie.

– Ha! – Jednym ruchem uwięziła ropuszkę pod kubeczkiem.

Była ciekawa, czy zwierzątko wygląda tak samo jak Żabcia. Podniosła kubeczek i przyjrzała się swojej zdobyczy.

Rrrek-rrrek! Hop!

Ropuszka zaczęła skakać po ganku i zeskoczyła po schodkach w mokrą trawę.

– Chodź tu, Żabciu. Grzeczna ropuszka. Ładna ropuszka. Chodź do Hani.

Rrrek-rrrek! Rrrek-rrrek!

– Mam cię! – Tym razem Hania złapała ją w ręce.

Ropucha była tej samej wielkości co Żabcia. I tak samo jak ona była usiana cętkami, brodawkami i guzkami. Mała nawet taki sam biały pasek na grzbiecie. Wyglądała zupełnie jak Żabcia.


– Identyczna! – zdumiała się Hania.

Nagle poczuła na ręce coś mokrego.

– Żabcia Numer Dwa! – wykrzyknęła.


Podstępna Hania schowała Żabcię Numer Dwa pod wiaderkiem w ogrodzie. Potem poszła odszukać Smrodka.

– Hej, Smrodek! – zawołała, stając w progu. Ociekała wodą. – Chodźmy na polowanie na podwórko za domem!

Smrodek nawet nie podniósł wzroku znad tomu encyklopedii na literę S.

– S jak sobota – powiedziała Hania. – S jak słuchaj mnie! S jak skrzyczę cię, jeżeli nie wyjdziesz na dwór.

Smrodek przewrócił kartkę.

– Idziesz ze mną czy będziesz tu siedział cały dzień? – spytała.

– Będę tu siedział cały dzień – spokojnie odrzekł Smrodek.

Hania zatupała gniewnie, a potem pstryknęła palcami.

– S jak skończ z tym! – powiedział Smrodek. – Właśnie czytam o jaszczurce, której ogon robi się niebieski. O jaszczurce scynce.

– Scynki są głupie – parsknęła Hania, ale Smrodek w ogóle nie zwrócił na nią uwagi.

Ona, Hania Humorek, tak jak wszyscy lubiła jaszczurki z niebieskimi ogonkami, ale nie była w nastroju na S, jak siedzieć spokojnie. Musiała wyciągnąć Smrodka z domu. I to szybko!

– Przed chwilą widziałam jaszczurkę.

– Gdzie? – zaciekawił się Smrodek.

– Na podwórku za domem. No chodź, Smrodek. Możemy poszukać jaszczurek!

– Tak myślisz? – zastanowił się Smrodek.

Zamknął encyklopedię.

– Deszcz to najlepsza pogoda na polowanie na jaszczurki! – oznajmiła Hania.

Smrodek zaczął szukać jaszczurek w szczelinach podłogi na ganku. Zajrzał do donicy na kwiaty. Zerknął pod miskę Myszki.

– Skąd wiesz, ze znajdziemy jakieś jaszczurki? – spytał wkońcu.

– Mam paranormalne zdolności wyczuwania jaszczurek. Szukaj dalej.

– Szukam, szukam.

– Kto pierwszy znajdzie jaszczurkę, wygrywa lody z Pychotki. Czekaj. Co to takiego?

Hania zamknęła oczy.

– Abrakadabra, hokus-pokus, czary-mary. Czuję czyjąś obecność.

– Jaszczurki?

– Słyszę... jakiś dźwięk.

– To jaszczurka czy coś?

– Raczej „czy coś”. – Hania znów zamknęła oczy. Przycisnęła palce do czoła. – Tak! Widzę kolor. Zielonkawobrązowy.

– Wszystko na podwórku jest zielonkawobrązowe.

– Widzę guzki – ciągnęła Hania. – To coś jest pokryte guzkami.

– Jaszczurki nie mają guzków – zauważył Smrodek.

– To coś z całą pewnością ma guzki.

– Ma taką chropowatą powierzchnię jak suche liście. Jaszczurki wprost uwielbiają suche liście.

– Te guzki przypominają brodawki – wyjaśniła Hania. – Teraz widzę coś, co ma jakiś związek zwodą.

 

Smrodek się rozejrzał.

– Pada deszcz. Wszędzie jest woda.

– Powiedziałam, że to ma coś wspólnego z wodą – poprawiła go Hania.

Wiaderko. Wiaderko. Z całych sił próbowała telepatycznie przekazać Smrodkowi tę myśl, ale do niego kompletnie nic nie docierało.

– Czekaj! To coś do mnie mówi. Tak, mówi wyraźnie: „Rrrek-rrrek! Rrrek-rrrek!“.

– Ropucha? – spytał Smrodek. – Czy to ropucha?

– Tak. Nie. Zaraz. Tak!

– Ropucha? Naprawdę? Żabcia? Czy to Żabcia woła?


– TAK! – wykrzyknęła Hania. – To Żabcia. Żabcia do mnie woła. BOMBA!

– Gdzie? Gdzie ona jest?

– Czekaj. Nie. Przepraszam. Wiedziałam, ale teraz przestaję ją słyszeć.

– NIE! – wrzasnął Smrodek. – Zamknij oczy jeszcze raz. Skup się jak najmocniej. Wyczuj, gdzie ona jest.

– Zrób to razem ze mną – zaproponowała Hania. Wzięli się za ręce i zamknęli oczy. – Powiedz: „Ene, due, like, fake”.

– Ene, due, like, fake.

– Tak! Widzę ją! Widzę wiaderko. I coś niebieskiego. Niebieski dach? Nie. To namiot. Tak. Niebieski namiot!

Smrodek wbiegł do namiotu, rzucił się prosto do wiaderka ije podniósł.

Rrrek-rrrek!

– Żabcia Numer Dwa! – powiedziała uroczyście Hania.

– Żabcia Numer Dwa?

– Yyy... to znaczy po prostu Żabcia.

– Żabciu! Wróciłaś! – wykrzyknął Smrodek. Wziął w ręce ropuszkę i uśmiechnął się szeroko, pokazując swoją szczerbatą szczękę. – Tęskniłem za tobą. Wróciłaś. Naprawdę. Tak jak przepowiedziała Hania.

– Tak jak przepowiedziałam. – Hania skinęła głową. – Możesz do mnie mówić Madame Humorek. Wskrócie: Madame H.

– Czy to naprawdę ona? – spytał Smrodek.

– Aktóz by inny?

– Żabciu, to nie ja cię wypuściłem. To Hania. Słowo daję. Już nigdy więcej ode mnie nie odchodź.

Smrodek trzymał Żabcię w dłoniach.

– Nieważne, czy znowu zostanę członkiem Klubu Siusiającej Ropuchy – powiedział.

– Ble – skrzywiła się Hania.

Smrodek pocałował Żabcię w guzkowaty łepek zoczkami jak koraliki.

– Czy teraz oddasz mi mój pierścień? – spytała Hania.


Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?