SPQR. Historia starożytnego RzymuTekst

Z serii: Historia
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Mapki

Prolog: Historia Rzymu

1. Wielka chwila Cycerona

2. Początki

3. Królowie Rzymu

4. Wielki skok naprzód

5. Szeroki świat

6. Nowa polityka

7. Od imperium do cesarstwa

8. W domowych pieleszach

9. Przemiany Augusta

10. Czternastu cesarzy

11. Cesarscy poddani

12. Rzym poza Rzymem

Epilog: Pierwsze tysiąc lat Rzymu

Tablice barwne

Przypisy

Kalendarium

Podziękowania

Spis ilustracji

Źródła starożytne

MAPKI

1. Wczesny Rzym i jego sąsiedzi


2. Rzym


3. Rzymska Italia


4. Rzym w okresie cesarskim


5. Rzymski świat


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

PROLOG
HISTORIA RZYMU

Starożytny Rzym jest ważny. Ignorowanie Rzymian to coś więcej niż tylko zamykanie oczu na odległą przeszłość. Rzym w dalszym ciągu kształtuje nasze wyobrażenia o świecie i o nas samych, od szczytnych teorii po wulgarne żarty. Mimo upływu dwóch tysięcy lat wciąż stanowi on fundament zachodniej kultury i polityki, tego, co piszemy, i sposobu, w jaki postrzegamy świat oraz nasze w nim miejsce.

Zamordowanie Juliusza Cezara 15 marca 44 roku p.n.e., w najbardziej pamiętne dla Rzymian Idy Marcowe, zapewniło precedens – i niekiedy niezręczne usprawiedliwienie – dla uśmiercania późniejszych tyranów. Podział administracyjny imperium rzymskiego dał podwaliny pod geografię polityczną współczesnej Europy i sąsiednich regionów. Londyn jest stolicą Zjednoczonego Królestwa głównie dlatego, że Rzymianie uczynili go stolicą swojej prowincji Brytanii – niebezpiecznej krainy leżącej, wedle ich wyobrażeń, za wielkim Oceanem, który oblewał dookoła cywilizowany świat. Rzym przekazał nam w spadku koncepcje wolności i postawy obywatelskiej, a także imperialnego wyzysku, oraz słownictwo, jakim posługuje się współczesna polityka, od senatorów po dyktatorów. Zostawił nam swoje powiedzonka, od „Hannibala u bram” i „Nie wierzcie Grekom przynoszącym dary” po „chleba i igrzysk” oraz „grę na lirze, gdy płonie Rzym” – a nawet „póki życia, póty nadziei”. I wzbudza w mniej więcej równej mierze śmiech, podziw i zgrozę. „Gladiatorzy” przyciągają dziś takie same tłumy jak niegdyś. Eneida, wielka epopeja Wergiliusza o założeniu Rzymu, niemal na pewno znalazła więcej czytelników w dwudziestym wieku niż w pierwszym stuleciu naszej ery.

A jednak nauka o historii starożytnego Rzymu znacznie się zmieniła na przestrzeni ostatniego półwiecza, a jeszcze bardziej w ciągu niemal dwustu pięćdziesięciu lat, jakie minęły od wydania dzieła Edwarda Gibbona The Decline and Fall of The Roman Empire [wyd. pol. Zmierzch cesarstwa rzymskiego oraz Upadek cesarstwa rzymskiego na Zachodzie] – był to swoisty eksperyment historyczny, który zapoczątkował współczesne badania rzymskich dziejów w świecie anglojęzycznym. Wynika to po części z nowego spojrzenia na dawne materiały i źródła, a także z odmiennych pytań, jakie im stawiamy. Niebezpiecznie byłoby sądzić, że jesteśmy lepszymi historykami niż poprzednicy. Podchodzimy jednak do dziejów Rzymu z innymi priorytetami – od tożsamości płciowej po kwestie wyżywienia – które sprawiają, że starożytność przemawia do nas nowym językiem.

Pojawiło się też niesamowicie dużo nowych odkryć – w ziemi, pod wodą, a nawet w czeluściach bibliotek – będących źródłem antycznych nowin, które mówią nam na temat starożytnego Rzymu więcej, niż mógł wiedzieć dotąd jakikolwiek nowożytny historyk. Mamy dziś poruszający manuskrypt rzymskiego lekarza, którego najcenniejsze mienie właśnie poszło z dymem, odnaleziony w pewnym greckim klasztorze dopiero w 2005 roku. Mamy wraki śródziemnomorskich statków handlowych, które zatonęły w drodze do Rzymu z ładunkiem obcych rzeźb, mebli i szkła, przeznaczonych dla rezydencji bogaczy, oraz wina i oliwy, będących podstawą wyżywienia wszystkich. W czasie, gdy piszę te słowa, archeolodzy skrupulatnie analizują próbki wydobyte z grenlandzkiej pokrywy lodowej, by znaleźć – obecne nawet tam – ślady zanieczyszczeń wytwarzanych przez rzymski przemysł. Inni oglądają pod mikroskopem ludzkie odchody pochodzące z dołu kloacznego w Herkulanum na południu Włoch, by ustalić skład diety zwykłych Rzymian na podstawie tego, co przeszło przez ich jelita. Wynik? Zjadali w dużych ilościach jajka i jeżowce.

Historia Rzymu pisana jest wciąż na nowo, i tak było zawsze; pod pewnymi względami wiemy dziś o starożytnym Rzymie więcej niż sami Rzymianie. Rzymskie dzieje, innymi słowy, są polem nieustających prac. Ta książka jest moim wkładem w to wielkie przedsięwzięcie; przedstawiam w niej własną odpowiedź na pytanie, dlaczego jest ono tak ważne. Jej tytuł, SPQR, pochodzi od kolejnej słynnej rzymskiej formułki, Senatus PopulusQue Romanus, „senat i lud rzymski”. Impulsem do jej napisania było osobiste zaciekawienie dziejami Wiecznego Miasta, przekonanie, że dialog z antycznym Rzymem jest wciąż cenny, oraz chęć zbadania, w jaki sposób maleńka i niewiele znacząca italska wioska zdołała podporządkować sobie tak olbrzymie terytoria na trzech kontynentach.

Jest to książka o tym, jak Rzym rósł w siłę i utrzymywał przez tak długi czas swoją pozycję, nie o jego zmierzchu i upadku – jeśli istotnie do niego doszło w takim sensie, w jakim widział to Gibbon. Jest wiele wydarzeń, na których można sensownie zakończyć opowiadanie dziejów Rzymu; niektórzy wybierali nawrócenie się cesarza Konstantyna na chrześcijaństwo na łożu śmierci w 337 roku albo złupienie miasta w roku 410 przez Wizygotów pod wodzą Alaryka. Moja opowieść urywa się w kulminacyjnym punkcie w roku 212, kiedy to cesarz Karakalla uczynił każdego wolnego mieszkańca imperium rzymskiego pełnoprawnym obywatelem Rzymu, zacierając różnicę między zdobywcami a podbitymi i doprowadzając do końca zapoczątkowany niemal tysiąc lat wcześniej proces rozciągania praw i przywilejów wynikających z rzymskiego obywatelstwa na kolejne grupy ludności.

SPQR nie jest jednak li tylko owocem zachwytu. Niejeden aspekt klasycznego świata – zarówno rzymskiego, jak i greckiego – wzbudza nasze zainteresowanie i przyciąga uwagę. Bez łączności z nim nasz własny świat byłby niepomiernie uboższy. Ale zachwyt to inna sprawa. Będąc szczęśliwie dzieckiem swoich czasów, zgrzytam zębami, gdy słyszę, jak ludzie mówią o wielkich rzymskich podbojach bądź nawet o wielkim imperium rzymskim. Staram się widzieć rzeczy także od drugiej strony.

Tak więc w SPQR rozprawiam się z niektórymi mitami i półprawdami na temat Rzymu, na których, jak wielu ludzi, się wychowałam. Rzymianie nie pojawili się na scenie od razu z ambitnym planem podboju świata. Choć ostatecznie rzeczywiście przedstawiali swoje imperium w kategoriach misji dziejowej, pierwotne motywy, które skłoniły ich do podjęcia militarnej ekspansji na cały świat śródziemnomorski i dalej, pozostają jedną z wielkich zagadek historii. Nie chodzi o to, że budując imperium, brutalnie tłamsili spokojne ludy, które w pełnej harmonii krzątały się wokół swoich spraw, dopóki na horyzoncie nie pojawiły się legiony. Nie da się zaprzeczyć, że rzymskie triumfy były krwawe. Podbój Galii przez Juliusza Cezara nie bez racji porównywany jest z ludobójstwem i w tym właśnie duchu krytykowany był przez ówczesnych Rzymian. Jednak ekspansja Rzymu nie dokonywała się w świecie pokojowo współistniejących społeczeństw, ale wszechobecnej przemocy, konkurujących ze sobą potęg wspieranych przez armie (w zasadzie nie było wtedy żadnej innej podpory władzy) i miniimperiów. Wrogowie Rzymu byli w większości równie wojowniczy jak Rzymianie, ale – z powodów, które spróbuję wyjaśnić – nie do nich należało zwycięstwo.

 

Rzym nie był po prostu nieokrzesanym młodszym bratem klasycznej Grecji, ceniącym technikę, żołnierską sprawność i absolutyzm, podczas gdy Grecy woleli dociekania intelektualne, teatr i demokrację. Niektórym Rzymianom wygodnie było udawać, że właśnie tak się sprawy mają, podobnie jak wielu dzisiejszym historykom wygodnie jest przedstawiać klasyczny świat w kategoriach prostej dychotomii między dwiema bardzo odmiennymi kulturami. Jest to, jak zobaczymy, mylące w odniesieniu do obu stron. Greckie miasta-państwa nie mniej lubiły wygrywać bitwy niż Rzymianie, a większość z nich miała niewiele wspólnego z krótkim demokratycznym eksperymentem Aten. Dalecy od bezmyślnego opiewania imperialnej potęgi niektórzy z rzymskich pisarzy byli najzagorzalszymi krytykami imperializmu w dziejach. „Czynią pustkowie i nazywają to pokojem” – to słowa, którymi często podsumowuje się skutki zbrojnego podboju. Napisał je w II wieku rzymski historyk Tacyt, a dotyczyły rzymskiego panowania w Brytanii.

Pisanie dziejów Rzymu jest sporym wyzwaniem. Nie ma jednej historii Rzymu, zwłaszcza odkąd rzymski świat rozszerzył się daleko poza Italię. Historia Rzymu nie jest tym samym co historia rzymskiej Brytanii lub rzymskiej Afryki. Na ogół będę się skupiać na samym mieście i na rzymskiej Italii, ale zadbam też o to, by spojrzeć na Rzym od zewnątrz, z punktu widzenia ludzi żyjących na rubieżach imperium: żołnierzy, buntowników lub ambitnych jednostek współpracujących z nim. Co więcej, poszczególne okresy wymagają od historyka bardzo odmiennego podejścia. Dla najdawniejszych dziejów Rzymu i dla czasów, kiedy w IV w. p.n.e. przeistaczał się on z małej wioski w ważnego gracza na Półwyspie Apenińskim, nie ma żadnych relacji spisanych przez ówczesnych Rzymian. Opowieść o nich z konieczności musi być śmiałą rekonstrukcją, do maksimum wyzyskującą nieliczne dowody – odłamek ceramicznego naczynia albo kilka wyrytych w kamieniu liter. Dopiero trzy wieki później problem staje się dokładnie odwrotny: jak wydobyć sens z masy przeczących sobie współczesnych świadectw, które nieraz grożą kompletnym zaciemnieniem wywodu.

Rzymska historia wymaga także szczególnego rodzaju wyobraźni. Pod pewnymi względami badanie starożytnego Rzymu z perspektywy XXI wieku przypomina nieco spacer po linie, bardzo ostrożną ekwilibrystykę. Jeśli spojrzymy w dół po jednej stronie, wszystko wydaje się kojąco znajome: toczą się rozmowy, do których sami moglibyśmy się przyłączyć, na temat istoty wolności albo problemów płci; są budowle i pomniki, które rozpoznajemy, a życie rodzinne toczy się w sposób zrozumiały dla nas, z nieznośnymi nastolatkami i tak dalej; są też dowcipy, które „chwytamy”. Gdy spojrzeć z drugiej strony, wydaje się, że patrzymy na całkowicie obce terytorium. Chodzi nie tylko o niewolnictwo, brud (w starożytnym Rzymie nie znano zawodu śmieciarza), mordercze walki na arenie czy śmierć z chorób, które dziś uważamy za całkowicie uleczalne, ale także o noworodki wyrzucane na śmietnik, wydawane za mąż małe dziewczynki i dziwacznie wystrojonych kapłanów-eunuchów.

Jest to świat, w który zaczniemy się zagłębiać, biorąc za punkt wyjścia pewien konkretny moment w dziejach Rzymu, który nigdy nie przestał intrygować Rzymian i którego do dziś nie przestają roztrząsać nowożytni autorzy, od historyków począwszy, na dramaturgach skończywszy. Stanowi on znakomitą prezentację kilku arcyważnych postaci starożytnego Rzymu, bogactwa rozważań Rzymian nad własną przeszłością i tego, jak w dalszym ciągu ją odtwarzamy i usiłujemy zrozumieć – oraz powodów, dla których historia Rzymu, jego senatu i jego ludu pozostaje wciąż ważna.

ROZDZIAŁ 1
WIELKA CHWILA CYCERONA
SPQR: 63 ROK P.N.E.

Nasza opowieść o starożytnym Rzymie rozpoczyna się w połowie I w. p.n.e., ponad sześćset lat od założenia miasta. Rozpoczyna się od zapowiedzi rewolucji, od terrorystycznego spisku mającego na celu zniszczenie miasta, od potajemnych działań i publicznych przemówień, od walki Rzymian przeciwko Rzymianom oraz od aresztowania i stracenia obywateli (winnych albo i nie) w trybie doraźnym przez wzgląd na bezpieczeństwo państwa. Jest rok 63 p.n.e. Po jednej stronie stoi Katylina (Lucius Sergius Catilina), sfrustrowany, zbankrutowany arystokrata oraz, jak uważano, architekt spisku zmierzającego do zamordowania obieralnych urzędników Rzymu i spalenia miasta – co unieważniłoby przy okazji wszystkie długi tak bogaczy, jak i biedaków. Jego przeciwnikiem jest Cyceron (Marcus Tullius Cicero), słynny mówca, filozof, kapłan, poeta, polityk, kpiarz i gawędziarz, jeden z tych, którzy mieli zginąć – i człowiek, który odtąd nigdy nie omieszkał wykorzystać swoich talentów krasomówczych, by szczycić się tym, że zdemaskował groźny spisek Katyliny i ocalił państwo. To była jego godzina chwały.

W 63 r. p.n.e. Rzym był ogromną, okołomilionową metropolią większą niż jakiekolwiek inne miasto w Europie do XIX wieku i choć nie miał jeszcze cesarzy, władał imperium rozciągającym się od Hiszpanii aż po Syrię, od południowej Francji po Saharę. Stanowił rozpostartą szeroko mieszaninę luksusu i brudu, swobód i wyzysku, dumy obywatelskiej i morderczych wojen domowych. W następnych rozdziałach cofniemy się znacznie dalej, do samego zarania czasów rzymskich i do najwcześniejszych, orężnych i nie tylko, dokonań Rzymian. Zastanowimy się, co kryje się za niektórymi z owych legend o początkach Rzymu, które do dziś budzą w nas oddźwięk, od Romulusa i Remusa po Tarkwiniusza i Lukrecję. I będziemy zadawać pytania, na które odpowiedzi szukali historycy już w starożytności. Jak i dlaczego niczym niewyróżniająca się mieścina w środkowej Italii zdołała prześcignąć wielkością wszystkie inne starożytne miasta regionu śródziemnomorskiego i zyskać władzę nad tak olbrzymim imperium? Co – i czy w ogóle cokolwiek – było szczególnego w Rzymianach? Jednak rozpoczynanie opowieści o dziejach Rzymu od założenia miasta nie ma większego sensu.

Dopiero począwszy od I w. p.n.e. możemy przyjrzeć się Rzymowi, z bliska i bardzo uważnie, oczyma współczesnych. Z tego okresu dotrwała do naszych czasów niezwykła obfitość słów: od prywatnych listów po mowy publiczne, od filozofii po poezję – epicką i erotyczną, wykwintną oraz prostacką. Dzięki wszystkim tym tekstom możemy dziś śledzić codzienne poczynania rzymskich prominentów. Możemy podsłuchać ich pertraktacje i targi oraz podejrzeć, jak – nie tylko w przenośni – wbijali jeden drugiemu nóż w plecy. Udaje się nam nawet rzucić okiem na ich życie prywatne: kłótnie małżeńskie, kłopoty finansowe, żal po śmierci ukochanych dzieci albo (bywało i tak) ulubionych niewolników. Żadnego wcześniejszego okresu w dziejach Zachodu nie mamy szans poznać tak dobrze ani tak bezpośrednio (klasyczne Ateny nie pozostawiły nam nawet w przybliżeniu tak bogatych i różnorodnych świadectw). Dopiero ponad tysiąc lat później ponownie znajdujemy miejsce, które odsłania się przed nami z takim bogactwem szczegółów – w renesansowej Florencji.

Co więcej, to właśnie w pierwszym stuleciu p.n.e. rzymscy pisarze zaczęli systematycznie zgłębiać wcześniejsze dzieje swego miasta i swego imperium. Zainteresowanie przeszłością Rzymu niewątpliwie dawało o sobie znać już wcześniej: możemy przeczytać, na przykład, analizę narodzin potęgi tego miasta, napisaną w połowie II w. p.n.e. przez osiadłego w nim Greka, Polibiusza. Jednak dopiero od I w. p.n.e. rzymscy uczeni i krytycy zaczęli rozważać przeszłość, stawiając w dużej mierze te same pytania co my. Łącząc uczone dociekania z niemałą dozą inwencji twórczej, zrekonstruowali obraz wczesnego Rzymu, na którym się opieramy do dziś. Wciąż, częściowo przynajmniej, widzimy rzymskie dzieje oczyma ludzi z I w. p.n.e. Ujmując to w inny sposób, to wtedy właśnie zaczęła się historia Rzymu taka, jaką znamy.

Rok 63 p.n.e. jest znaczący w tym przełomowym stuleciu. Nad miastem zawisło widmo katastrofy. Na przestrzeni tysiąca lat, którym będziemy przyglądać się w tej książce, Rzym wielokrotnie zaznawał niebezpieczeństw i klęsk. Około 390 r. p.n.e., na przykład, miasto opanowała banda grasujących po Italii Galów. W roku 218 p.n.e. kartagiński wódz Hannibal przeprawił się z trzydziestoma siedmioma słoniami przez Alpy i zadał Rzymianom straszliwe straty, zanim udało im się w końcu go powstrzymać. Biorąc pod uwagę rzymskie oszacowania liczby poległych w bitwie pod Kannami w 216 r. p.n.e., sięgające 70 tysięcy zabitych w ciągu jednego popołudnia, mamy do czynienia z rzezią porównywalną z Gettysburgiem lub pierwszym dniem bitwy nad Sommą, może nawet większą. W latach siedemdziesiątych I . p.n.e. zaś, co zdawało się Rzymianom nie mniej przerażające, zbieranina byłych gladiatorów i zbiegłych niewolników pod dowództwem Spartakusa okazała się zbyt trudnym przeciwnikiem dla paru źle wyszkolonych legionów. Rzymianie nigdy nie byli tak niepokonani w boju, jak nam się wydaje albo jak sami lubili udawać. W roku 63 p.n.e. mieli jednak do czynienia z wrogiem wewnętrznym: z terrorystycznym spiskiem w łonie rzymskiego establishmentu.

Jesteśmy w stanie prześledzić przebieg tego kryzysu w najdrobniejszych szczegółach, dzień po dniu, niekiedy wręcz godzina po godzinie. Wiemy dokładnie, gdzie rozegrała się większość wydarzeń, a w kilku z tych miejsc możemy wciąż podziwiać budowle, które tworzyły scenerię w roku 63 p.n.e. Możemy prześledzić prowokacje, którym Cyceron zawdzięczał wiedzę o spisku, i iść tropem Katyliny, który – przepędzony z miasta – udał się do swej stojącej na północ od Rzymu prowizorycznej armii i podjął bitwę z oficjalnymi rzymskimi legionami, w której stracił życie. Możemy także rzucić okiem na spory, kontrowersje i pytania ogólnej natury, które zrodził ten kryzys i które wciąż pozostają aktualne. Bezwzględna reakcja Cycerona – w tym owe doraźne egzekucje – jaskrawo unaoczniła kwestie, które także nas dzisiaj trapią. Czy usprawiedliwione jest likwidowanie „terrorystów” z pominięciem odpowiednich procedur prawnych? Jak dalece można poświęcać prawa obywatelskie w interesie bezpieczeństwa kraju? Rzymianie bez końca roztrząsali spisek Katyliny, jak go określano. Czy Katylina był skończonym łotrem, czy może da się powiedzieć coś na obronę jego czynów? Za jaką cenę uniknięto rewolucji? Wydarzenia z roku 63 p.n.e. oraz ukute wtedy hasła odbijały się od tamtej pory echem w dziejach Zachodu. Niektóre ze słów wypowiedzianych w pełnych napięcia dyskusjach, jakie toczyły się po wykryciu spisku, w dalszym ciągu znajdują miejsce w naszej retoryce politycznej i, jak zobaczymy, wciąż pojawiają się na plakatach i transparentach, a nawet w tweetach współczesnej opozycji.


1. Masywne arkady i kolumny Tabularium, wbudowane w Palazzo Senatorio projektu Michała Anioła, są do dziś charakterystycznym obiektem tej części Forum Romanum. Wzniesione zaledwie kilkadziesiąt lat przed konsulatem Cycerona w roku 63 p.n.e., Tabularium zapewne uchodziło wówczas za jedną z najokazalszych budowli. Jego funkcja jest mniej jasna. Był to najwyraźniej jakiegoś rodzaju gmach publiczny, ale niekoniecznie „Archiwum” (tabularium), jak się zwykle zakłada.

Niezależnie od swoich racji i błędów „spisek” ten wprowadza nas w sam środek rzymskiego życia politycznego I w. p.n.e., z jego konwencjami, kontrowersjami i konfliktami, co pozwala nam podejrzeć w działaniu senat oraz lud rzymski – dwie instytucje, których nazwy zaszyfrowane są w tytule tej książki. Obie – każda z osobna, niekiedy w zaciętej opozycji – stanowiły główne źródła władzy politycznej w Rzymie I w. p.n.e. Wspólnie składały się na poręczne skrótowe określenie prawowitych władz państwa rzymskiego, którym posługiwano się przez całe dzieje Rzymu i które we Włoszech używane jest nawet w XXI wieku. Co więcej, senat (bez PopulusQue Romanus) użyczył swej nazwy współczesnym zgromadzeniom ustawodawczym całego świata, od Stanów Zjednoczonych po Ruandę.

Wśród głównych aktorów tego kryzysu znajdziemy jedne z najsłynniejszych postaci rzymskiej historii. Gajusz Juliusz Cezar, wówczas trzydziestokilkuletni, złożył radykalną propozycję w dyskusji nad sposobem ukarania spiskowców. Marek Licyniusz Krassus, rzymski plutokrata, który zasłynął stwierdzeniem, że nie należy uważać za bogatego nikogo, kogo nie stać na wystawienie prywatnej armii, odegrał jakąś tajemniczą rolę za kulisami. Jednak w centrum sceny, na pozycji głównego przeciwnika Katyliny, znajdujemy człowieka, którego mamy możność poznać lepiej niż kogokolwiek w całym starożytnym świecie. Zachowane przemówienia, traktaty, listy, dowcipy i wiersze Cycerona zapełniają dziesiątki tomów współczesnego druku. Nie było w starożytności, aż do czasów Augustyna – chrześcijańskiego świętego, płodnego teologa i zapalonego autoanalityka – czterysta pięćdziesiąt lat później, drugiej osoby, której życie, tak w sferze publicznej, jak i prywatnej, byłoby udokumentowane na tyle obficie, by dało się zrekonstruować wiarygodną biografię w dzisiejszym rozumieniu. I to w znacznej mierze przez pryzmat pism Cycerona, jego doświadczeń i jego uprzedzeń, widzimy rzymski świat z I w. p.n.e. oraz znaczną część wcześniejszych dziejów miasta. Rok 63 p.n.e. był punktem zwrotnym jego kariery: sprawy nigdy już nie układały się dla Cycerona tak dobrze. Dwadzieścia lat później spotkał go marny koniec. Wciąż przekonany o swojej ważności, niekiedy darzony szacunkiem, lecz nieodgrywający już pierwszoplanowej roli, zginął zamordowany w czasie wojny domowej, która rozpętała się po zamachu na Juliusza Cezara w roku 44 p.n.e., a jego głowę i prawą rękę wywieszono na rostrze [mównicy] w centrum Rzymu, by każdy mógł je oglądać – i poniewierać.

 

2. SPQR jest wciąż wszechobecne w Rzymie, umieszczane na wszystkim, od pokryw studzienek po kosze na śmieci. Jego początki sięgają czasów Cycerona, co czyni je najbardziej długowiecznym akronimem w dziejach. Rzecz jasna, doczekało się parodii. Sono Pazzi Questi Romani to ulubiona wersja Włochów: „Ci Rzymianie to szaleńcy”.

Makabryczna śmierć Cycerona zapowiadała jeszcze poważniejszą rewolucję w I w. p.n.e., która rozpoczęła się od pewnej formy rządów ludu – nawet jeśli nie demokracji w pełnym znaczeniu tego słowa – a zakończyła przejęciem władzy przez autokratę i powstaniem cesarstwa rzymskiego. Cyceron w roku 63 p.n.e. być może ocalił państwo, ale prawdą jest, że państwo takie, jakie znał, nie przetrwało wiele dłużej. Nadciągała kolejna rewolucja, której dopisało więcej szczęścia niż planowanej przez Katylinę. Do senatu i ludu rzymskiego wkrótce dołączyła wyniosła postać cesarza, ucieleśniona w szeregu autokratów, którzy – obsypywani pochlebstwami i przeklinani, budzący posłuch i ignorowani – przez setki lat stanowili część historii Zachodu. Tym jednak zajmiemy się później. Teraz bowiem wkraczamy w jedną z najbardziej doniosłych, treściwych i wymownych chwil w dziejach Rzymu.