Psychologiczne podstawy podmiotowości

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

5.2. Efekty odnoszenia do Ja utajonych informacji

W psychologii osobowości dość powszechnie podzielane jest potoczne przekonanie o tym, że własna osoba stanowi obiekt szczególnie wyróżniony pośród innych składowych rzeczywistości. Przemawiają za tym nie tylko intuicje, ale i kolosalna liczba danych empirycznych, zgromadzonych przez psychologię od czasów Williama Jamesa (1890 – por. Greenwald, Pratkanis, 1988; Dymkowski, 1993, 1996; Brycz, 2004). Nurt poznawczy psychologii społecznej stawia jednak od lat ważne pytania o to, pod jakimi względami przetwarzanie informacji o Ja odbywa się na zasadach szczególnych względem ogólnych reguł poznawania świata. Poznawczy nurt psychologii osobowości stawia też (co i my czynimy w niniejszym opracowaniu) ważne pytanie o to, pod jakimi warunkami każdy człowiek może przybliżyć się do reguł spostrzegania siebie w sposób podobny regułom spostrzegania innych ludzi (Jarymowicz, 1994). Są podstawy, by sądzić, że za szczególne traktowanie własnej osoby odpowiedzialne są struktury stare, mechanizmy pierwotne, a rozwój osobowości umożliwia dystansowanie się wobec siebie i coraz bardziej trafne wglądy. I choć badania w zakresie psychologii spostrzegania społecznego dowodzą, że reguły egocentryczne nie zanikają nawet u ludzi bardzo dojrzałych, przetwarzających informacje świadomie, to szczególnie ujawniają się one warunkach ograniczenia kontroli poznawczej (Wojciechowski, 2008). W badaniach z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku rejestrowane były różnice w spostrzeganiu i zapamiętywaniu informacji dotyczących siebie lub innych ludzi (Markus, Sentis, 1982; Markus, 1993). Postanowiliśmy podjąć analogiczne badania dotyczące informacji utajonych. Część tych informacji generowana była przy użyciu bodźców obrazowych, a część – przy użyciu bodźców słownych (por. Część IV).

Wojciech Błaszczak (2001) zaproponował istotną innowację klasycznej metody PAPO, zaprojektowanej przez Murphy i Zajonca (1994); zmienił zadanie uczestników. Podobnie jak w metodzie oryginalnej, mieli oni oceniać eksponowane jawnie neutralne chińskie ideogramy bądź heksagramy (poprzedzane eksponowanymi podprogowo bodźcami afektywnymi), które były prezentowane jako znaki symbolizujące różne ludzkie cechy. Badani proszeni byli jednak nie o to, by odgadywali, czy dany znak symbolizuje cechę negatywną czy pozytywną, lecz o to, by odgadywali, w jakim stopniu dana cecha jest charakterystyczna dla ich Ja. Celem tej modyfikacji było zaobserwowanie nieświadomej tendencji do unikania bodźców przykrych i wiązania Ja z bodźcami przyjemnymi.

Błaszczak sformułował hipotezę przewidującą, że badani będą odnosić do Ja heksagramy poprzedzane utajonymi bodźcami negatywnymi w stopniu mniejszym niż heksagramy poprzedzane utajonymi bodźcami pozytywnymi. Przeprowadził dla sprawdzenia tej hipotezy serię eksperymentów (Błaszczak, 2004), a w jego ślady poszli inni badacze. W Ramce 2 przytaczamy wyniki dwóch badań, reprezentatywnych dla tego nurtu.

W obu badaniach okazało się, że uczestnicy wiązali z Ja w większym stopniu te neutralne, nieznane im chińskie znaki, które były poprzedzane utajonymi sygnałami radości, niż te, które były poprzedzane sygnałami wstrętu. Czynili tak pomimo braku widoczności bodźców utajonych i pomimo stosunkowo długiego czasu namysłu po każdym widocznym na ekranie heksagramie (1 sekunda) czy ideogramie (2 sekundy).

RAMKA 2

x Badanie 1 zrealizowane w ramach grantu promotorskiego KBN.


Fakty stwierdzone w przytoczonych (a także w wielu innych) badaniach wydają się godne dalszych rozważań. Kwestii zasadniczej – problemu zdolności do reagowania na afektywne bodźce podprogowe – nie warto tu podnosić. Została ona podjęta w licznych badaniach i koncepcjach teoretycznych w sposób, który wydaje się nie budzić wątpliwości: recepcja takich bodźców i reakcje na nie możliwe są i do zarejestrowania, i do objaśnienia. Natomiast kwestia wpływu zastosowanych utajonych bodźców na odnoszenie do siebie nieznanych chińskich znaków warta jest zastanowienia. Dlaczego badani kierowali się czymś, co nie tylko nie było dla nich jasne, ale i nie stanowiło żadnej sensownej przesłanki ich sądów? Czy chodziło o unikanie odnoszenia do Ja bodźców awersyjnych, wywołujących strach lub wstręt, a kojarzenie z Ja bodźców pociągających, wzbudzających zadowolenie? Być może jednak chodziło o coś innego. Zadanie uczestników miało związek z intuicyjną samooceną: proszeni byli przecież o zgadywanie czy cecha skrywana (rzekomo) przez dany chiński znak jest charakterystyczna dla Ja. Być może więc rejestrowany był wpływ niespecyficzny, bo ważny był tylko znak utajonego afektu, który wpływał na znak utajonych samoocen? Wskazywałoby to na pewną ważną konsekwencję oddziaływania utajonych bodźców: na ich moc w wyznaczaniu ocen dotyczących samego siebie. By się o tym przekonać, zaprogramowaliśmy badania, w których na poziomie utajonym eksponowaliśmy słowa odnoszące się do cech negatywnych i pozytywnych, a na poziomie jawnym mierzyliśmy – procedurą Błaszczaka – odnoszenie neutralnych znaków chińskich nimi poprzedzanych do własnego Ja lub do innych ludzi (por. Część IV: Frąchowicz-Szewczyk, 2003).

5.3. O szybkości reagowania na podprogowe bodźce negatywne i pozytywne

Jednym z przejawów asymetrii negatywno-pozytywnej jest większa wrażliwość na sygnały zagrożenia, przejawiająca się przede wszystkim niższymi progami wrażliwości i szybszymi reakcjami na bodźce negatywne niż na bodźce pozytywne (Czapiński, 1985, 1988; Cacioppo, Gardner, 2001). Jest to jedna z najważniejszych przesłanek tezy, że „emocje negatywne ważą w mózgu więcej niż emocje pozytywne” (Ito i in., 1998), wyjaśniającej przewagę tendencji obronnych nad wzrostowymi. Wagę tej dysproporcji uświadamiają wyniki naszych badań z zastosowaniem bodźców podprogowych – wykazują one, że także reakcje na bodźce utajone są szybsze, gdy mają one znak negatywny, niż gdy mają znak pozytywny (por. Jarymowicz, Giersz, Stec, 2007). Wspólne dla prezentowanych w Ramkach 3 i 4 badań było stosowanie bodźców podprogowych – albo obrazowych (fotografie twarzy), albo słownych – zadaniem uczestników zaś było bądź ocenianie stopnia negatywności/pozytywności heksagramów, bądź stopnia, w jakim odnoszą się one do Ja lub do innych ludzi.

W obu badaniach opisanych w Ramce 3 okazało się, że wykonywanie zadań było istotnie szybsze, gdy oceniane bodźce neutralne poprzedzane były utajonymi bodźcami negatywnymi, niż wówczas gdy były poprzedzane utajonymi bodźcami pozytywnymi. Wyniki te są spójne z tezą o większej wrażliwości na sygnały negatywne niż na pozytywne. A ponieważ dotyczyły reakcji na bodźce utajone, warto by wprowadzić – analogicznie do pojęcia progów percepcji – pojęcie progów recepcji, odnoszące się do zróżnicowania progów wrażliwość na bodźce podprogowe.

Podobne wyniki uzyskaliśmy w kilku innych badaniach z zastosowaniem utajonych bodźców słownych o różnym znaku ładunków afektywnych (Anisimowicz, 2002, 2006; Krawczyk, 2005). W Ramce 4 przytaczamy wyniki tylko jednego z nich – wybranego do prezentacji ze względu na fakt, że mierzone były w nim efekty odnoszenia heksagramów nie tylko do Ja, ale i do innych ludzi (co pozwoli na sformułowanie bardziej ogólnej konkluzji).


RAMKA 3


W badaniu tym okazało się, że w odniesieniu do trzech rodzajów obiektów (Ja lub Inny, anonimowy, określony jako atrakcyjny bądź nietrakcyjny) badani wykonywali ten sam rodzaj zadań istotnie szybciej, gdy chodziło o reakcje pozostające pod wpływem bodźców słownych odnoszących się do cech negatywnych niż pozytywnych. Dane te sugerują więc, że progi wrażliwości na stymulacje o różnym znaku są niższe na bodźce negatywne niż na bodźce pozytywne, i że jest to właściwość ogólna – dotyczy nie tylko jakiegoś specjalnego wyczulenia, gdy chodzi o odnoszenie bodźców do Ja. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w opisanym w Ramce 4 badaniu bodźcami utajonymi były słowa (takie jak: słowny, taktowny, zaborczy, ponury) – niewątpliwie istotne z punktu widzenia socjalizacji, ale mniej ważne dla przetrwania. Mimo to asymetria negatywno-pozytywna pojawiła się.


RAMKA 4

5.4. Szanse: rozpoznawanie utajonych słów

Na koniec tej części opracowania chcemy odwołać się do wyników badań, które są przejawem „światła w tunelu”: dowodzą, że wglądy w to, co utajone, są możliwe. Sama teza nie jest nowa, ale ze względu na jej szczególne znaczenie dla rozważań nad podmiotowością warto te badania przytoczyć – by pokazać zarówno nietypowy sposób dowodzenia, jak i spektakularne rezultaty. Stosowane były w nich utajone bodźce słowne, a zadaniem uczestników było domyślanie się, co to były za słowa.

Od dawna stosuje się w badaniach słowa jako bodźce utajone (Marcel, 1983). Wiele badań poświęcono wpływom ich atrybutów afektywnych na mierzone reakcje jawne (por.

Ramka 4). Ale wiadomo, że sygnały słowne już na poziomie podprogowym dekodowane są w sposób bardziej złożony, a reakcje okazują się spójne z treścią słowa (Carr i in., 1982). Celem badań prezentowanych w Ramce 5 było sprawdzenie, czy dekodowanie utajonych słów może dotyczyć ich treści – nawet wtedy, gdy słowa nie mają wyraźnych konotacji afektywnych (uznane są przez ekspertów za neutralne), a w ich rozpoznawaniu nie chodzi o odwzorowanie znaku, lecz znaczenia.

Czy możliwe jest odbieranie znaczenia (napisanych) słów, ukazujących się tak ulotnie, że nie tylko nie można ich przeczytać, ale nawet domyślić się, że mieliśmy z nimi styczność? Jeśli wnioskuje się o tym po sposobie zachowania badanych, to nie można rozstrzygnąć, czy znaczenie miała tylko dobrze znana forma graficzna słowa i związana z nią jego konotacja afektywna (jak w przypadku powtarzającego się słowa „Żyd” na murach naszych miast czy miasteczek), czy też doszło do rozkodowania semantycznego. Jeśli zważyć, że wiedza we wszystkich formach (w tym i słownej) tkwi w postaci latentnej i jest bezwiednie wykorzystywana, to można spodziewać się, że utajony sygnał graficzny skojarzony z określonymi strukturami semantycznymi umożliwi wpływ treści utajonego słowa na zachowanie (Hinojosa i in., 2004). Tyle, że proces dekodowania semantycznego, jako bardziej złożony, trwa dłużej, a to oznacza, że utajone bodźce słowne muszą być eksponowane dłużej niż bodźce obrazowe. Tak też się je w eksperymentach stosuje: bodźce obrazowe eksponuje się przez 4-24 milisekundy, a bodźce słowne przez 30-75 milisekund. Im dłuższy czas, tym większe prawdopodobieństwo, że część osób badanych pewne bodźce dostrzeże – co też niekiedy celowo wykorzystujemy, jeśli chcemy sprawdzić, od czego zależy szczególna wrażliwość i zdolność odczytywania bodźców „zdegradowanych”, niewyraźnych, subtelnych.

 

Wszystkie docierające z zewnątrz bodźce odbierane są przez eksteroreceptory – komunikaty słowne w postaci konfiguracji dźwięków lub znaków graficznych (znanych nam jako litery). By słowa mogły być świadomie zrozumiane, musimy je wcześniej poznać: w przeciwnym razie dźwięki mowy pozostają „chińszczyzną”. Ale gdy należą do przyswojonego słownika, już na wczesnych etapach przetwarzania (dźwięków czy znaków graficznych) mogą być zrozumiałe. Jest to możliwe dzięki wytworzeniu się powiązań pomiędzy atrybutami zmysłowymi, afektywnymi i semantycznymi słów. Warunkiem ich rozumienia, znajomości brzmienia czy zapisu oraz odczuwania konotacji afektywnej jest wytworzenie się sieci neuronowej – powiązań funkcjonalnych pomiędzy poszczególnymi ośrodkami układu nerwowego, w których zachodzą procesy odpowiedzialne za każdy z atrybutów słowa. Z założenia o powiązaniach strukturalnych (neuroanatomicznych) i funkcjonalnych (pomiędzy znakiem a znaczeniem – deskryptywnym i ewaluatywnym) wynika ważna implikacja: wzbudzenie dowolnego miejsca sieci powiązań pobudza całą sieć. Dlatego utajona (podprogowa) ekspozycja słowa „czarny” może wywołać reakcje afektywne i behawioralne, zgodne z poznawczym stereotypem Murzyna. Gdy powiązania ulegają uszkodzeniu, zdarzają się pomyłki w odczytywaniu, przejęzyczenia, a czasem takie zaburzenia, jak w przypadku pacjenta, który napisane słowo „łódź” odczytywał „jacht”: (Eysenck, Eysenck, 1998) – co zresztą uzmysławia rolę powiązań neuronowych z możliwością wiązania znaku ze znaczeniem. W opisanym przypadku można zaobserwować typową sekwencję: dzięki bodźcowi sensorycznemu (jakim jest zapis słowa) dochodzi do wstępnego, „zgrubnego” rozpoznania znaczenia, a gdy struktury umożliwiające bardziej precyzyjne zidentyfikowanie znaczenia są uszkodzone, podmiot „strzela”, co oznaczać może trafianie obok celu. Rozpoznanie globalne jest więc za mało precyzyjne i nieadekwatne. W normalnych warunkach możliwe jest jednak trafne rozpoznawanie nawet słów utajonych.

Przytoczone niżej badania Kamili Dobrenko miały dwa cele. Po pierwsze, chodziło o to, by wypracować metodę eksponowania utajonych słów w sposób maksymalnie zbliżony do metod, jakimi posługujemy się w badaniach z zastosowaniem metod PAPO, wykorzystujących bodźce obrazowe. Po drugie, chodziło o zademonstrowanie, że utajone słowa są dekodowane ze względu na ich atrybuty nie tylko afektywne, ale także semantyczne.

W typowych procedurach, jakie stosujemy, badając następstwa bodźców utajonych, nie informujemy badanych o utajonych ekspozycjach. Natomiast w badaniach przeprowadzonych przez Kamilę Dobrenko (2005; por. też Jarymowicz, Dobrenko, 2007) uczestnicy dowiadywali się, że w czasie eksperymentu komputer będzie emitować pewne bodźce – w czasie tak krótkim, iż nie będą one widoczne, a zadaniem badanych będzie odgadywanie co to były za bodźce. Dla zakamuflowania faktu, że będą to słowa, wykorzystywana była procedura wstępna (por. Ohme, 1999), w toku której objaśnia się, że całe badanie dotyczy intuicji i czasami trzeba będzie jej użyć w stosunku do tego, co będzie widoczne, a czasami do tego, co nie będzie widoczne na ekranie. W celach „treningowych” pokazuje się uczestnikom dwie fotografie, na których widnieją jacyś ludzie, a zadaniem badanych jest odgadywanie – w jednym wypadku: „Kto z kim ma romans”, a w drugim: „Kto ile zarabia”. W ten sposób Dobrenko sugerowała, że bodźcami utajonymi będą obrazki, a nie słowa.


RAMKA 5


Wyniki badań – zaprezentowane w Ramce 5 – pokazują, że słowa utajone okazały się możliwe do rozpoznania. Rozpoznanie możliwe było nie tylko w warunkach, w których słowo utajone i jawne były identyczne, ale i wtedy, gdy jawnie pokazywano synonim lub antonim słowa utajonego. Dowodzi to, iż możliwe było dekodowanie semantyczne.

Oczywiście taką optymistyczną wiadomość niesie analiza statystyczna danych, a to oznacza, że trafność rozpoznawania wykazała tylko znacząca część uczestników. Nie wszyscy odpowiadali trafnie, część odpowiedzi miała charakter przypadkowy. Powstaje ważne dla naszych rozważań pytanie o to, co leży u podstaw zróżnicowanych możliwości ludzi w rozpoznawaniu tego, co dzieje się z nimi pod wpływem niewidocznych bodźców.

5.5. Dyskusja wyników przedstawionych w Ramkach 1-5

Przedstawiliśmy wyniki ośmiu badań. To niewiele jak na złożoność podnoszonych zagadnień i formułowanych pytań o reguły funkcjonowania psychiki, w które podmiot nie ma wglądu. Oczywiście wyłaniające się z nich konkluzje empiryczne można by wzmocnić odniesieniami do wyników uzyskanych przez wielu innych badaczy. Ogromny jest dorobek neurobiologii i psychologii ostatnich lat, dotyczący procesów utajonych i jawnych przebiegających automatycznie (Bargh, 1999a; Berridge, Winkielman, 2003; Ekman, Davidson, 1998; Kihlstrom, 2004; Kolańczyk i in., 2004; Manstead i in., 2004; Niedenthal, 1990; Nuttin, 1987; Ohme, 2007; Ohman, Flykt, Lundquist, 2000). Jego omówienie przerasta ramy niniejszego opracowania, bo celem głównym tej monografii jest nie tyle opis tego, co wymyka się podmiotowi, ile eksploracja tego, co sprzyja podmiotowemu funkcjonowaniu.

Oto bowiem procesy automatycznego funkcjonowania psychiki mogą być opisywane z perspektywy nadzwyczajnej mądrości natury i wspaniałych jej właściwości: szybkie reakcje wyprzedzające świadomość mogą ratować życie, intuicje mogą być źródłem ważnych tropów, poszukiwań i odkryć, a uwaga jest bezustannie przez procesy automatyczne odciążana i może być poświęcana pasjonującym i ważnym problemom, jakie podmiot ma do rozstrzygnięcia (a nie – dla przykładu – kontrolowaniu kręcenia pedałami w czasie jazdy na rowerze). Te same procesy automatyczne mogą się jednak toczyć wedle reguł, które narażają człowieka na zachowania irracjonalne: bezpodstawne uprzedzenia, mylne interpretacje zdarzeń, udręczanie się lub samouspokajanie w kwestiach, w których należałoby podjąć określone działania. Mówiąc najogólniej – choć procesy utajone odgrywają głównie rolę konstruktywną, to zarazem mogą być źródłem funkcjonowania nieracjonalnego, prowadzącego do skutków destruktywnych. Z tego punktu widzenia ważne było zademonstrowanie irracjonalnych przejawów zachowań, wobec których podmiot może być bezbronny – po to, by przejść do postawienia pytania, czy i jak można temu przeciwdziałać.

Zasygnalizowaliśmy (przykładami wyników badań Grzegorza Pochwatki i Wojciecha Błaszczaka) więc to, że człowiek bywa bezbronny wobec niespecyficznych wpływów utajonych afektów. Konkretne przejawy dotyczyły – po pierwsze – namacalnego, fizycznego oddalania się lub przybliżania do neutralnego i nic nieznaczącego obiektu, jakim był szkic czyjejś twarzy. By nie bagatelizować tego wyniku, warto przywołać rezultat, jaki uzyskał przed laty Fromkin (1972), a chodziło także o zajmowanie krzesła dalszego lub bliższego konkretnej, siedzącej nieopodal osobie (to badanie podsunęło nam pomysł z krzesłami). Powody oddalania się nie miały związku z nieznaną osobą, a łączyły się z nieświadomą tendencją do odróżnienia się od innych, po uzyskaniu informacji o wysokim podobieństwie do innych ludzi. Krótko mówiąc, wyniki badań Pochwatki są ilustracją bezwiednych tendencji do zbliżania się czy unikania, a ich oryginalność wiąże się z wykazaniem w tym roli utajonego warunkowania. Po drugie – w badaniach Błaszczaka okazało się, że utajone sygnały afektywne wpływają na gotowość do formułowania samoocen. To wiadomość znacznie ważniejsza niż ogólna teza o wpływie utajonych bodźców na wartościowanie nieznanych neutralnych obiektów. Los nieznanych neutralnych obiektów jest „przesądzony”: istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że zostaną one ocenione raczej z perspektywy wcześniejszej wiedzy o świecie i nastawień niż w wyniku dociekliwego poszukiwania informacji o nich. Wiadomo, że dzieje się tak w odniesieniu do ludzi obcych: następuje szybka próba zaklasyfikowania nieznanego obiektu do jakiejś kategorii społecznej i posłużenia się wiedzą o kategorii (często stereotypową) dla wyrobienia sobie sądu na temat napotkanej osoby (Kwiatkowska, 1999). Natomiast to, co w sposób nieświadomy, niekontrolowany i irracjonalny wpływa na samooceny, może być poważne w skutkach – bo wizje własnej osoby mają kolosalny wpływ na funkcjonowanie. A wykorzystywanie nawet najbardziej subtelnych sygnałów w odniesieniu do siebie zachodzi w większym stopniu, niż ich tropienie i odnoszenie do „nie- Ja” (jak to stwierdziliśmy porównując przed laty wyniki naszych badań w paradygmacie PPP – por. Jarymowicz, 2007).

Zilustrowaliśmy następnie (badaniami Giersz, Samarcew i Frąchowicz-Szewczyk) tezę o szczególnym reagowaniu na bodźce negatywne. Jest to także teza o niezwykle ważnych implikacjach. W percepcji interpersonalnej sygnały negatywne mogą wyznaczyć wizerunek globalny danego człowieka lub całej kategorii ludzi i pociągnąć za sobą daleko idące, negatywne dla nich skutki. Można w tym miejscu rozważań powiedzieć ogólnie: bodźce negatywne wymuszają obronną koncentrację, co oddala możliwość skupienia się na celowym angażowaniu się w poszukiwanie dobra: jasnych stron życia, pozytywnych celów -a co najważniejsze: możliwość formułowania ideałów (o ich roli dalej).

Zasygnalizowaliśmy także tezę, zgodnie z którą podmiot nie jest wobec nieświadomej warstwy psychiki bezbronny. Tej tezie poświęcimy wszystkie dalsze rozważania, ale chodziło o to, by zacząć od pokazania, że można mieć wgląd w nieświadome. Przytoczyliśmy eksperyment dotyczący tej kwestii, by zaprezentować ścieżkę badań, które wykazują, że sygnały odnoszące się do przebiegu procesów niedostępnych świadomości są jednak przez podmiot odbierane (Bornstein, Pittman, 1992). Dane takie są znane od dawna w neuropsychologii (Herzyk, 2005).

Oto spektakularny syndrom właściwości człowieka świadczący o efektywności utajonego poznania – syndrom zwany „ślepym widzeniem” (por. Carter, 1999). Materiał filmowy (zademonstrowany na jednym ze zjazdów Polskiego Towarzystwa Psychologicznego przez Annę Herzyk, 2002) pokazuje laboratorium, w którym przed monitorem komputera siedzi niewidomy pacjent. Prowadzący badanie informuje: przez ekran komputera przesuwać się będzie pasmo – raz w górę, a raz w dół; raz w lewo, a raz w prawo. Proszę zgadywać, w którym kierunku przesunęło się w danej chwili. Pacjent protestuje, mówiąc, że nie może tego zrobić, bo nie widzi komputera. Godzi się jednak, by na każdy dany znak, zgadywać. Film pokazuje, że na 100 prób nie popełnia żadnej pomyłki. Syndrom ten jest precyzyjnie opisany, wiadomo, że zaburzone jest świadome doznanie wzrokowe, podczas gdy niezaburzona pozostaje świadomość ruchu w polu widzenia. Słowem – pomimo neurologicznego uszkodzenia odbioru w pełni świadomego, istnieją jakieś możliwości dotarcia do niewidzialnych bodźców. Nader pouczające dla zrozumienia zasad funkcjonowania psychiki są tego typu dane neuropsychologiczne (Herzyk, 1998, 2005). Ale w badaniach Dobrenko uchwyciliśmy możliwość precyzyjnego rozpoznania skomplikowanych bodźców słownych – odnoszących się treściowo do najrozmaitszych obiektów, niepowiązanych wzajemnie (każda próba była więc kolejnym wyzwaniem).

Zwraca uwagę pewien szczególny wynik przytoczonych badań Kamili Dobrenko. Badaczka wykonała wierną replikację obmyślonej procedury eksperymentalnej, zapraszając do badań studentów polonistyki (badanie 2). Spodziewała się, że stopień wglądów w utajone bodźce może zależeć od ogólnych zdolności instrumentalnych – co w przypadku wyrazów powinno przejawić się lepszym rozpoznawaniem zdegradowanych bodźców przez osoby zawodowo operujące słowem. Porów nania wyników dwóch badań nie wykazały różnic – z jednym wszakże wyjątkiem: studenci polonistyki nie wskazywali na antonimy jako na słowa, które „pasują do wcześniejszej informacji” (por. instrukcja do zadania uczestników). W istocie, trudno za „pasujący” do słowa wzorcowego przyjaźń uznać antonim wrogość (jak to było w jednym z zestawów słów utajonych z antonimami). Gdy mamy do wyboru dwa słowa, z których jedno nie ma ze słowem utajonym żadnego związku, a drugie ma jakiś związek – to choć jest to relacja przeciwieństwa znaczeń, możemy wybrać raczej to drugie słowo, niż słowo niepowiązane. Ale czy to ma sens? Na jawie nie byłoby to możliwe, ale przetwarzanie bodźców utajonych nie jest tak precyzyjne. W jego toku możliwe jest łączenie zjawisk jakoś kiedyś powiązanych – na różnych zasadach. Na przykład, jeśli wcześniej poznaliśmy określone słowa zestawione jako przeciwieństwa, to zaszła taka właśnie okoliczność: współwystępowanie w świadomości antonimów, co może być warunkiem wystarczającym późniejszego ich kojarzenia. To wyjaśnia, dlaczego w praktyce obserwujemy zaskakujące „rzeczy pomieszanie” i poważne błędy w interpretacji zdarzeń. Ktoś, kto opowiedział się przeciwko znęcaniu się nad zwierzętami, może zostać skojarzony z ich maltretowaniem. Ktoś, kto wypowiadał argumenty za i przeciw, mógł zostać usłyszany tylko w tej części, którą zdołali zasymilować słuchacze.

 

Ten wynik dał asumpt do dalszych badań Kamili Dobrenko, ukierunkowanych na poszukiwanie różnic międzyosobowych w umiejętności odczytywania subtelnych sygnałów słownych. W jednym z badań Dobrenko (2007) mierzyła nie tylko efektywność w odczytywaniu utajonych słów, ale także poziom wykonania jawnych zadań semantycznych, zaczerpniętych z testu Wechslera (służącego do pomiaru ilorazu inteligencji). Gdy podzieliła osoby badane na dwie grupy: o poziomie wyników w tych zadaniach stosunkowo niskim (N) i o poziomie wysokim (W), wówczas okazało się, że grupy te uzyskiwały istotnie różne wskaźniki efektywności odczytywania utajonych słów i to bez względu na warunki badania – bez względu na to, czy na jawie ukazywało się na ekranie słowo (1) to samo, co utajone, (2) jego synonim czy (3) jego antonim (w grupach N odpowiednie średnie wyniosły: 0,55 vs 0,55 vs 0,42 a w grupach W: 0,72, vs 0,73 vs 0,71). Wyniki te sugerują, że dobra artykulacja sprzyja możliwości wglądu w słowa eksponowane na poziomie utajonym. Dalsze hipotezy w badaniach Dobrenko dotyczą osobowościowych wyznaczników wglądów w przebieg utajonych procesów.

Wyniki przytoczonych badań potwierdziły więc zdolność intuicyjnego różnicowania utajonych bodźców – nie tylko ze względu na ich znak, ale i na treść. Nie było to jednak możliwe dla wszystkich osób badanych. Z kolei, część badanych potrafiła dostrzec bodźce eksponowane jako utajone, co wykazał tzw. test świadomości. Po skończonym eksperymencie zadaje się uczestnikom najpierw pytanie otwarte o to, czy mają jakieś spostrzeżenia, czy coś zwróciło ich uwagę, czy mają jakieś pytania. Gdy badani sygnalizują, że „coś” widzieli, są wypytywani dalej o rodzaj spostrzeżeń, a gdy mówią, że widzieli jakieś migające obrazki (czy słowa) – są wypytywani o to, co zauważyli, co było na tych obrazkach (czy jakie to były słowa). Dane pochodzące od osób, które „coś” widziały, są z analiz wyników albo wykluczane, albo analizowane osobno dla różnych innych celów (jak dociekania co do roli bodźców nie podprogowych, lecz ledwie widocznych – „silnie zdegradowanych”). Trzeba dodać, że podawany w publikacjach czas ekspozycji bodźców utajonych nie jest w warunkach badań komputerowych tak precyzyjnie określony, jak w przypadku posługiwania się tachistoskopem. Stosuje się więc ekspozycje na tyle krótkie, by bodźce nie były widoczne, niedokładnie panując nad tym, jakie są rzeczywiste czasy ekspozycji. Generalnie przy danych warunkach ekspozycji jedne osoby widzą bodźce bardzo krótko prezentowane, a inne osoby ich nie widzą. W różnych badanych grupach mieliśmy do czynienia z osobami, które częściowo widziały materiał prezentowany jako utajony.

Warto dodać, że w toku eksperymentów progi wrażliwości bardzo się obniżają: prowadzący badania widzą cały, czy prawie cały eksponowany „podprogowy” materiał. Podajemy tę informację jako niezwykle merytorycznie ważną. Po pierwsze – ze względu na ogólną wiedzę o naturze progów (uważanych do niedawna za przejaw wrodzonej wrażliwości). Po drugie – ze względu na przedmiot niniejszych rozważań: w prostych badaniach chwytamy przejawy tego, że człowiek może stosunkowo szybko zyskiwać wglądy w to, co niewidoczne. Warto też dodać dwie inne konkluzje. Progi wrażliwości ulegają zmianom jako „efekt samej ekspozycji” (Zajonc, 1985): pod wpływem samego kontaktu ze stymulacjami możliwe jest ich dostrzeżenie (co w naszych badaniach polega na tym, że uczestnicy patrzą w ekran przekazujący eksponowane bodźce jawne i utajone). A gdy podmiot jest prowokowany do czujności – możliwe staje się dekodowanie znacznie bardziej specyficzne.

Fakt, że część badanych w czasie trwania eksperymentu dostrzega coś, czego wcześniej nie widziała, można skomentować słowami: wystarczy patrzeć, by zobaczyć (choć część badanych patrzyła i jednak nie widziała). Fakt, że część badanych zdolna była do zrozumienia treści utajonych słów, można powiązać z dyrektywą: żeby zobaczyć, trzeba wypatrywać – skupić się, dociekać. A to nie jest możliwe bez wiedzy o tym, czego się szuka. To zaś przekłada się na tezę, zgodnie z którą człowiek może uzyskać wglądy w nieznaną rzeczywistość, jeżeli wie, czego poszukuje.

Na koniec komentarz metodologiczny dotyczący badań Dobrenki. Ich wyniki (istotne dla dalszego toku wywodu) prowadzą do optymistycznej konkluzji: wszak to, co człowiek zna i rozumie (słowa użyte w badaniach), miało wpływ na utajone procesy (dekodowanie eksponowanych podprogowo słów) – a to oznacza, że to, co przemyślimy, oddziałuje na to, co toczy się bezwiednie. Ponadto te same eksperymenty pokazują, że rozpoznawanie informacji utajonych może być nieprecyzyjne (jedno słowo zostało zastąpione innym: synonimem albo antonimem) – a to bywa wielce zgubne w skutkach. Precyzowanie myśli jest atrybutem myślenia refleksyjnego, a nie intuicyjnego. Można jednak spodziewać się, że im ktoś bardziej precyzyjnie myśli, tym bardziej precyzyjne jest jego przetwarzanie informacji utajonych i tym bardziej precyzyjne przewidywania, jakie przychodzą mu do głowy. Procedury zastosowane przez Dobrenko nie pozwalały na testowanie stopnia precyzji wglądów osób badanych w treści utajonych słów. Uczestnicy badań mieli szansę wskazania na jedną z tylko dwóch odpowiedzi. Nie wiadomo, jak zachowaliby się wówczas, gdyby pojawiła się opcja „nie wiem” lub pytanie o stopień, w jakim słowo powiązane jest z bodźcem utajonym. Być może niektóre osoby tylko wtedy mówiłyby „wiem”, gdyby wskazane słowo było precyzyjnie dopasowane do bodźca utajonego.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?