Psychologiczne podstawy podmiotowości

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

4. Jak mierzyć nieświadome emocje?

Odpowiedź na postawione wyżej pytanie nie będzie wyczerpująca – zostanie ograniczona do opisu jednego tylko paradygmatu eksperymentalnego, opracowanego w celu wzbudzania procesów afektywnych określonymi, kontrolowanymi w badaniu, utajonymi bodźcami oraz rejestrowania następstw o charakterze irracjonalnym w sferze reakcji jawnych.

4.1. Metodologia eksperymentalnych badań nad nieświadomymi emocjami

Badania eksperymentalne budzą wiele kontrowersji – zarówno merytorycznych, jak i etycznych. Eksperyment jest rodzajem manipulacji, a w przypadku eksperymentów psychologicznych chodzi o manipulowanie ludźmi. Badacz zwraca się więc do potencjalnych uczestników z prośbą o udział w badaniach i uznaje, że pozytywna odpowiedź oznacza udział dobrowolny. Problem jednak w tym, że po wielokroć uczestnicy badań nie wiedzą, na co się decydują, bo nie mogą być poinformowani o tym, czego badanie dotyczy. Taka informacja miałaby wpływ na ich zachowanie, co w wielu wypadkach przekreślałoby sens badania. Badacz musi więc informować o celu badania ogólnikowo i prosić o odłożenie wszelkich nurtujących pytań na koniec spotkania. Wtedy też dokonuje tzw. odkłamania, informując o tym, o co naprawdę chodziło. Jest to jednak moment, w którym nie jest już możliwe cofnięcie sytuacji i usatysfakcjonowanie osób rozczarowanych, niezadowolonych czy zirytowanych. Badacze łagodzą dyskomfort, podkreślając całkowitą anonimowość (rejestrują dane uczestników, posługując się symbolami czy pseudonimami) i naukowy charakter badania. Od niedawna w Polsce działają specjalne komisje etyczne, bez których decyzji program badań nie może być realizowany. Komisje te mają za zadanie orzekać, czy manipulacje i niedopowiedzenia są konieczne (z punktu widzenia dobra nauki) oraz czy (bez względu na dobro nauki) nie naruszają one interesów uczestników.

Merytoryczne wątpliwości budzą zwłaszcza badania laboratoryjne, prowadzone w tych dziedzinach psychologii, których przedmiotem są złożone właściwości człowieka – jak w przypadku badań nad osobowością. Podnoszone są wątpliwości, czy metody, które z definicji mają polegać na precyzyjnym pomiarze wybranych czynników (zmiennych), mogą być przydatne do uzyskania odpowiedzi na pytania o osobowość człowieka. A jednak w naukowych badaniach w zakresie zarówno psychologii społecznej, jak i psychologii osobowości często stosuje się metody eksperymentalne. Ich przydatność zależy od adekwatności doboru metod do problemów prowokujących określone pytania badawcze. Metody „skomplikowane”, takie jak długotrwała obserwacja, kwestionariusz złożony z kilkuset pytań czy wielogodzinne wywiady lub narracje, mają swoje zalety jako narzędzia diagnozy osobowości danego człowieka, jednak ich wykorzystywanie do formułowania praw ogólnych może być nie tylko nieekonomiczne, ale zupełnie nieprzydatne. Ogromne usługi mogą oddać proste metody, pobudzające uczestników do reagowania czy działania – do takich metod należą badania eksperymentalne, wykorzystujące pewną szczególną właściwość warunków laboratoryjnych, jaką stanowi nowość sytuacji.

W sytuacjach nieznanych człowiek nie może posłużyć się wyuczonymi wcześniej specyficznymi wzorcami zachowania – zachowuje się więc zgodnie z postawami i programami działania ogólniejszymi, a te bywają ważnym przedmiotem badań. Osoby zapraszane do laboratorium są zaskakiwane nieznanymi im z doświadczenia zadaniami. Kiedy więc nagle znajdują się w niecodziennej sytuacji, nie mogą zachować się w sposób przez siebie kontrolowany, nie mogą też wykorzystać znanych z doświadczenia schematów myślenia i sposobów działania. Zatem badacz stwarza unikalną sytuację, w której możliwe jest zaskakiwanie pytaniami i prowokowanie – np. do myślenia o sprawach, nad którymi określona osoba mogła nigdy wcześniej się nie zastanowić. Można wtedy zarejestrować sposoby reagowania, kojarzenia, argumentowania, wnioskowania – świadczące o tym, co ukształtowało się w głębokich strukturach osobowości badanej osoby.

Szczególną jednak przydatność mają badania eksperymentalne w przypadkach, w których chodzi o procesy i zjawiska niemożliwe do zarejestrowania innymi metodami – a wśród nich badania z zastosowaniem bodźców podprogowych i z pomiarami wywoływanych przez nie reakcji. Poniżej odwoływać się będziemy do wyników badań, w których posługiwaliśmy się właśnie takimi metodami (aparaturowymi i komputerowymi) przedstawiania specjalnie dobranych bodźców utajonych – eksponowanych tak krótko, by nie były widoczne na ekranie. Nasze badania należą więc od kategorii badań o charakterze eksperymentalnej manipulacji szczególnego stopnia. Jak wiadomo, próby stosowania bodźców podprogowych publicznie, głównie w reklamie, skończyły się całkowitym zakazem tego typu praktyk. Do celów naukowych są jednak stosowane. Ich sens można próbować oszacować po zapoznaniu się z merytorycznym znaczeniem uzyskiwanych rezultatów.

O tym, że bodźce podprogowe oddziałują, wnioskuje się na podstawie reakcji, jakie można zarejestrować. Badania te można porównać do znanego z praktyki doświadczenia, jakiemu jesteśmy poddawani, gdy chodzi o sprawdzenie sprawności słuchu. W specjalnym laboratorium wykonuje się audiogram: eksponuje się dźwięki o różnej częstotliwości, w tym tak ciche, że badany ich nie słyszy – rejestruje się ich wartości, oznaczające granice słyszalności w sprawdzanym uchu. Te niesłyszalne dźwięki to bodźce podprogowe. Wiadomo, że choć nie są świadomie odbierane, są przez organizm rejestrowane, ale to, jakie wywołują skutki, nie jest już przedmiotem badań diagnostycznych.

Powody zainteresowania naukowym wykorzystaniem metod wzbudzania procesów utajonych są najrozmaitsze, a dalszy tekst opracowania przyniesie przykłady różnych pytań badawczych. Trzeba podkreślić, że wszystkie one skupione będą wokół kwestii roli procesów utajonych w relacji do pytania o znaczenie podmiotowości w regulacji własnego funkcjonowania.

4.2. Paradygmat podprogowego poprzedzania (PPP) jako metoda pomiaru irracjonalnych wpływów utajonych emocji na jawne reagowanie

Jak się przekonać o tym, że człowiek – nie zdając sobie z tego sprawy – kieruje się nieświadomymi przesłankami zachowania w sposób pozbawiony sensu? Opiszemy tu metodę, której opracowanie (Murphy, Zajonc, 1994) zapoczątkowało gwałtowny wzrost liczby badań nad rolą utajonych afektów (por. Ohme, 2007).

Robert Zajonc (1985) wykazał wcześniej, że pierwotne reakcje afektywne na napływające stymulacje „rozlewają się”: pociągają za sobą takie samo wartościowanie wszystkich aspektów sytuacji – bez względu na to, czy wywołujące je bodźce mają związek ze wzbudzonymi emocjami, czy też go nie mają. W dalszych badaniach wykazał, że dotyczy to także reakcji na utajone bodźce afektywne, które obejmują zasięgiem swych wpływów także reakcje i zachowania świadome. Jeśli więc bodźce podprogowe wzbudzą lęk, to lęk ten wyznacza zarówno utajone, jak i jawne nastawienie obronne wobec wszystkiego, co się w tym czasie dzieje, a podmiot nie zdaje sobie sprawy ze źródeł własnych zachowań (ani utajonych, ani jawnych).

By to udowodnić i wykazać, że takie utajone, pierwotne wartościowanie może objąć świadomie spostrzegane obiekty, które nie odgrywają żadnej roli we wzbudzaniu danego typu emocji, opracowany został tzw. paradygmat podprogowego afektywnego poprzedzania obrazami (PAPO – por. Ohme, Pochwatko, Błaszczak, 1999; Ohme, 2007). Paradygmat ten wykorzystywany był następnie w różnych odmianach procedur, w tym w badaniach z zastosowaniem utajonych bodźców słownych – dlatego nazwany tu został ogólnie „paradygmatem podprogowego poprzedzania” (PPP). W metodzie oryginalnej monitoruje się następstwa afektu wzbudzonego za pośrednictwem bodźców zmysłowych – obrazowych, wywołujących najbardziej elementarne reakcje afektywne. Obserwuje się wpływ utajonych afektów na jawnie formułowane oceny i sądy. By było to możliwe, trzeba zastosować procedury spełniające kilka wymagań.

Po pierwsze, by wzbudzić afekty utajone, nie wystarczy skrócenie czasów ekspozycji tak, by pokazywane obrazki nie były (na ekranie tachistoskopu czy komputera) widoczne (uzyskuje się to, stosując ekspozycje nawet tak krótkie, jak 1-4 ms). Do badań trzeba dobrać także odpowiedni rodzaj bodźców – taki, który dawałby pewność, że wywoła podobne reakcje u wszystkich badanych. Najlepiej rolę tę mogą spełnić bodźce bezwarunkowe, to jest niezależne od uczenia się, związane z wrażliwością wrodzoną, wspólną dla całego gatunku. Można też dobrać bodźce warunkowe o charakterze uniwersalnym – to jest bodźce towarzyszące każdemu człowiekowi od początku życia. Za takie uznane zostały ludzkie twarze, a dokładniej – sygnały mimicznej ekspresji (Ohme, 2003). Stosuje się więc fotografie ludzkich twarzy, a gdy są to twarze z wyraźną ekspresją podstawowych afektów (takich jak radość, strach, wstręt), to wywołują automatyczne reakcje afektywne, nawet jeśli bodziec nie może być dostrzeżony i rozpoznany.

Po drugie, trzeba wykazać wpływ tak wzbudzonych afektów na wartościowanie innych bodźców, eksponowanych jawnie, które nie mają z wywołanymi afektami nic wspólnego. W tym celu te inne bodźce muszą być eksponowane nieco później. Ponadto muszą być to bodźce neutralne – po to, by same z siebie nie były źródłem afektu. Jak jednak dobrać bodźce neutralne dla wszystkich badanych? Jest to bardzo trudne, bo ludzie różnią się niepomiernie w wartościowaniu rozmaitych obiektów. Rozwiązanie tej trudności polega na tym, że jawnie eksponuje się bodźce nowe, nieznane wcześniej ogółowi badanych. Takie bodźce wyzwalają wprawdzie pewnego rodzaju afekt (pierwotną reakcję zaskoczenia na to, co nieznane – por. Plutchik, 1980), ale jest to reakcja uniwersalna, więc nieróżnicująca zachowania badanych tak bardzo, jak bodźce, z którymi ludzie mają już jakieś doświadczenia. Robert Zajonc wpadł na pomysł, by jako bodźców nieznanych i neutralnych – w odniesieniu do amerykańskich studentów – użyć chińskich ideogramów. Były one potem z powodzeniem stosowane w wielu badaniach, a my wykorzystywaliśmy często także chińskie heksagramy (prostsze, mniej dekoracyjne niż ideogramy).

 

Taki materiał stosuje się w badaniach typu PPP: tuż po bodźcach podprogowych (eksponowanych przez kilka czy kilkanaście milisekund, a więc niewidocznych, utajonych), którymi są fotografie ludzkich twarzy z ekspresją negatywnych lub pozytywnych emocji, pokazuje się na ekranie (komputera lub specjalnego urządzenia zwanego tachistoskopem) neutralne chińskie znaki. Najczęściej podaje się informację, że znaki te symbolizują różne ludzkie cechy, a uczestnicy są proszeni o to, by intuicyjne oszacować, w jakim stopniu cecha symbolizowana (rzekomo) przez dany ideogram lub heksagram jest negatywna czy pozytywna.

Procedura ta pozwala stwierdzić, czy badany ulega wpływom utajonych bodźców – czy kieruje się bezwiednie ich znakiem przy ocenianiu neutralnych bodźców. Jeśli zamiast neutralnej – racjonalnej – oceny neutralnego bodźca, osoba badana sądzi, że chiński znak reprezentuje cechę negatywną lub pozytywną, to uznaje się, że ta jawna ocena powstała pod wpływem utajonego bodźca afektywnego o określonym znaku. Innymi słowy, przyjmuje się, że pod wpływem utajonego afektu osoba badana odnosi wrażenie, iż prezentowany jej obiekt ma znaczenie negatywne bądź pozytywne, a badacz stwierdza, czy sądy te są spójne ze znakiem utajonego bodźca, który daną ocenę poprzedzał.

Statystyczna większość osób (a więc nie wszystkie!) ocenia ideogramy lub heksagramy bardziej pozytywnie, gdy są one poprzedzane fotografiami twarzy z ekspresją afektów pozytywnych, niż gdy są poprzedzane fotografiami twarzy z ekspresją afektów negatywnych. Taki obraz wyników stanowi podstawę konkluzji, że opinie i sądy, jakie człowiek formułuje, mogą być wyznaczone przez znak utajonego afektu. Tak być jednak nie musi. Jednym z głównych celów badań omówionych w dalszych partiach książki było dociekanie, od czego zależy stopień, w jakim człowiek ulega wpływom tych afektywnych, irracjonalnych podpowiedzi.

W badaniach komputerowych mierzy się też czas odpowiedzi. Przyjmuje się, że czas krótszy wskazuje na bardziej bezpośredni wpływ bodźca utajonego, a czas dłuższy oznacza, że coś pośredniczyło i spowodowało wahanie co do oceny (osoba badana nie uległa więc wyłącznie wpływowi utajonego afektu).

Podobne rezultaty uzyskuje się także wtedy, gdy stosuje się podprogowo bodźce słowne – o negatywnych bądź pozytywnych znaczeniach czy konotacjach afektywnych. W badaniach wykorzystywano słowa takie, jak: cierpienie, choroba, pluskwa czy wakacje, szczęście, róża. Stosowano też słowa skojarzone z obiektami uprzedzeń rasowych czy etnicznych. W badaniach amerykańskich takim prototypowym słowem (wywołującym przewidywalny afekt) jest słowo black, wykorzystywane w celu wzbudzenia stereotypów i związanych z nimi uprzedzeń wobec Afroamerykanów. Trzeba jednak w badaniach tego typu uwzględniać specyfikę kulturową jako wyznacznik afektywnych konotacji używanych słów. Warto może przytoczyć następujące zdarzenie, wskazujące na wagę różnic kulturowych. Otóż jedna z naszych studentek czytała opis badania amerykańskiego, w którym podprogowo eksponowano słowo „czarny”. W miejscu, w którym podana była ta informacja, tekst się urywał, bo jakiś poprzedni użytkownik czasopisma wydarł dalsze kartki (jak widać, zdarzają się kradzieże dóbr naukowych!). Bez dostępu do pełnego egzemplarza tekstu studentka próbowała odgadnąć, w jakim celu zastosowano w owym badaniu słowo „czarny”, oraz przewidzieć, co mogło z tego wyniknąć. Przyszło jej do głowy następujące przypuszczenie: zapewne sprawdzano, czy tego typu słowo, eksponowane podprogowo, wywołuje negatywny nastrój i widzenie świata w czarnych barwach.

5. Wyniki badań: przejawy wpływu utajonych procesów na jawne reagowanie

We wszystkich opisanych poniżej badaniach zastosowane zostały różne warianty metod PPP. Przyjęliśmy, że neutralne oceny neutralnych bodźców (ideogramów bądź heksagramów) oraz odpowiedzi stosunkowo mało pochopne (udzielane w czasie świadczącym o pewnym namyśle) są wskaźnikami małej podatności na wpływy utajonych afektów.

Zaczniemy od zademonstrowania wpływu czegoś, co nieświadome, na przebieg czegoś, co świadome: przedstawimy badania ukazujące przejawy uzależnienia rzeczywistych zachowań od afektów utajonych (badania opisane w Ramkach 1 i 2). Dalsze badania służyły zilustrowaniu tezy o asymetrii negatywno-pozytywnej: o większej wrażliwości na bodźce negatywne niż pozytywne (por. Ramki 3 i 4). Skończymy prezentację omówieniem wyników badań ukazujących przysłowiowe „światło w tunelu”: przejawy zdolności do wglądów podmiotu w przebieg procesów nieświadomych (por. Ramka 5).

5.1. O utajonym warunkowaniu bodźców pierwotnie neutralnych jako przesłance zbliżania się lub oddalania

Skupimy teraz uwagę na bardzo szczególnym utajonym mechanizmie uczenia się, jaki dostępny jest i zwierzętom, i ludziom – na utajonym warunkowaniu klasycznym. Niewątpliwie jest to szybki, łatwy, uniwersalny mechanizm gromadzenia doświadczenia i automatycznego uczenia się znaczenia bodźców. Niewątpliwie wiele mu zawdzięczamy. Zarazem jednak jest to mechanizm pomnażania doświadczeń co do znaczenia bodźców, oparty całkowicie na regułach wartościowania afektywnego, często sprzecznego ze zdrowym rozsądkiem. W jego wyniku powstawać mogą fobie i uzależnienia. Reakcje na bodźce warunkowe (tj. bodźce, które nabrały znaczenia drogą warunkowania klasycznego) są przesądzone: przebiegają według utrwalonego wzorca odruchowego reagowania, niekontrolowanego poznawczo. Leżą więc u podstaw automatycznych wzorów reagowania – często o utajonych (a więc trudnych do przezwyciężenia) źródłach.

Warunkowanie klasyczne jest podstawowym sposobem przyswajania sobie znaczenia bodźców. Bodaj wszyscy ludzie o minimalnym choćby wykształceniu słyszeli coś na temat psów Pawłowa: wiedzą, że u psów można wywołać ślinienie się nie tylko na widok pokarmu (bodźca bezwarunkowego), ale i na widok lampki czy brzęczyka (bodźca warunkowego), który towarzyszył uprzednio podaniu pokarmu. Znacznie gorsze wydają się rezultaty wykształcenia jeśli chodzi o rozumienie mechanizmu, który do tego prowadzi, oraz jego implikacji.

Wiadomo, że samo współwystępowanie – w tym samym czasie i tej samej (dostępnej zmysłowo) przestrzeni – bodźca bezwarunkowego (wrodzonego bodźca, mającego wyraźne znaczenie negatywne – jak nagły hałas, bądź pozytywne – jak pokarm) z bodźcem neutralnym powoduje, że ten drugi nabiera podobnego znaczenia: staje się bodźcem warunkowym, wywołującym automatycznie podobne reakcje jak bodziec bezwarunkowy. Dzięki temu bez wysiłku uczymy się znaczenia kolosalnej liczby bodźców, które w naturze współwystępują i rzeczywiście mają podobne znaczenia, a zatem ich skojarzenie ma sens (jak skojarzenie odsłoniętych zębów z ugryzieniem czy widoku białego fartucha ze strzykawką, która kłuje). Przekształcanie się bodźca neutralnego w afektywny na skutek samego współwystępowania z bodźcem bezwarunkowym, bez pośrednictwa świadomego kojarzenia, pomnaża nasze doświadczenie, oszczędza czas i energię. Gdy jednak współwystępowanie jest przypadkowe, wyuczenie może być źródłem dezorientacji i zaburzeń funkcjonowania.

Mechanizm ten można opisać, odwołując się do faktu, że afekty mają charakter dyfuzyjny (Zajonc, 1985). Wzbudzony przez znaczący bodziec bezwarunkowy afekt „rozlewa się” na całą sytuację, nadając znaczenie wszystkiemu, co zmysłowo dostępne. W ten sposób obiekty neutralne (jak lampka Pawłowa) przekształcają się w obiekty o określonej wartości i dzięki temu stają się źródłem stymulacji – bodźców warunkowych, wywołujących podobne (jak bodziec bezwarunkowy) reakcje odruchowe. Zysków z tego typu uczenia nie sposób przecenić. Zarazem jednak z warunkowania klasycznego wynikają rozmaite kłopoty. Może dochodzić do automatycznego nadawania walencji pierwotnie neutralnym obiektom o de facto odmiennym znaczeniu: ze współwystępowania kiełbasy z akcją wyborczą wynikać mogą skojarzenia prowadzące do pozytywnego oceniania programu serwującej kiełbasę partii i czynnego jej wspierania, a to uznać trzeba za irracjonalną podstawę zachowań wyborczych. Jeśli już wspominamy zachowania wyborcze, to warto podkreślić, że nasze preferencje i najpoważniejsze nawet wybory są często podyktowane pozytywną reakcją czy oceną jednego atrybutu (jak czyjś fizyczny wygląd), z pominięciem innych, co może prowadzić do poważnych błędów życiowych.

Od czasów Pawłowa wiadomo, że warunkowanie klasyczne zachodzi bez świadomości, pomimo że bodźce i ich zestawienia są widoczne (utajony pozostaje tylko wpływ jednych bodźców na drugie). Jednak w ostatnich latach zaczęto gromadzić dane, by pokazać, że do warunkowania klasycznego dochodzi także wtedy, gdy oba bodźce są utajone. Wraz z rozwojem koncepcji emocji utajonych (Zajonc, 1985; LeDoux, 1996; Damasio, 1999) rozpowszechniły się badania nad utajonym warunkowaniem (Ohman, Soares, 1998). Nie ulega wątpliwości, że warunkowanie takie bezustannie zachodzi, a z jego konsekwencji nie zdajemy sobie sprawy. Przytoczymy tu wyniki dwóch badań laboratoryjnych, w których udało się nam zademonstrować stosunkowo daleko idące następstwa tego typu warunkowania.

Zwykle o zajściu warunkowania utajonego wnioskuje się na podstawie mierzonych reakcji fizjologicznych na pierwotnie neutralny bodziec, poddany warunkowaniu. Gdy neutralny bodziec nabierze znaczenia afektywnego, reakcje są żywsze (mierzy się to, na przykład, stopniem przewodnictwa skóry). W eksperymencie, który opiszemy, mierzone były reakcje wyrażające się następstwami behawioralnymi. To, co zaszło w toku opisanego poniżej badania, uzmysławia, jak ważne skutki mogą mieć efekty utajonego warunkowania.

Grzegorz Pochwatko (2003) eksponował podprogowo bodźce w postaci fotografii ludzkich twarzy z ekspresją emocji negatywnych bądź pozytywnych, a każdej fotografii towarzyszył rysunek – jeden z dwóch szkiców neutralnej twarzy. Układ tych bodźców w eksperymencie był taki, że rysunek jednej z neutralnych twarzy występował wyłącznie w zestawieniach z fotografiami twarzy o ekspresji negatywnej, a rysunek drugiej z neutralnych twarzy wyłącznie w zestawieniach z fotografiami twarzy o ekspresji pozytywnej (rysunki były rotowane: dany rysunek wykorzystywany był w badaniu z udziałem części uczestników w powiązaniu z bodźcami negatywnymi, a innym uczestnikom był pokazywany w zestawieniu z bodźcami pozytywnymi). Miało to doprowadzić do utajonego uwarunkowania bodźców neutralnych za sprawą ich współwystępowania z bodźcami afektywnymi: bodźce neutralne miały zostać skojarzone z czymś przyjemnym lub z czymś przykrym. W drugim etapie badania rysunek neutralnej twarzy wyeksponowano na jednej ze ścian laboratorium (co ważne – w połowie prób wisiał on po lewej, a w połowie po prawej stronie szeregu krzeseł). Obserwowano zachowanie badanych, gdy przemieszczali się w laboratorium: rejestrowano dystans fizyczny każdego z uczestników względem rysunku, poddanego wcześniej warunkowaniu.

Wyniki dwóch badań opisanych w Ramce 1 wskazują na to, że doszło do utajonego warunkowania. Niezbyt wyraźny szkic kobiecej czy męskiej twarzy, eksponowany podprogowo wespół z bodźcami afektywnymi, nabrał podobnego znaczenia – mniej lub bardziej przykrego bądź przyjemnego. Wyraziło się to większym lub mniejszym fizycznym dystansem od rysunku, gdy następnie widoczny był on na ścianie, a badany mógł się usadowić bliżej lub dalej. Zastosowane (rutynowe w badaniach tego typu) testy świadomości (wypytywanie uczestników po eksperymencie o wszystko, co widzieli na monitorze) wykazały, że nie dochodziło do świadomej percepcji bodźców eksponowanych podprogowo (ani fotografii twarzy z ekspresją emocji, ani rysunków twarzy neutralnych). Mimo to badani wykazali tendencje do zbliżania się lub unikania: siadali bliżej lub dalej od neutralnego rysunku.

By podkreślić rzetelność przytoczonych danych, dodamy dwie informacje, odwołując się do dwóch innych badań. Jedna z nich pochodzi z kolejnego eksperymentu, wykonanego pod kierunkiem Grzegorza Pochwatki. Podprogowo eksponowane były fotografie twarzy z ekspresją strachu bądź złości. Okazało się (Jeżowski, 2006), że uczestnicy zajmowali później dalsze krzesła jeśli rysunek twarzy neutralnej współwystępował podprogowo z fotografią twarzy z ekspresją strachu, a bliższe – gdy współwystępował wcześniej z fotografią twarzy z ekspresją złości (średnie wskaźniki dystansu – dla strachu 3,30, a dla złości 2,80; F[1,93]=10,923, p=0,01). Tego też spodziewali się autorzy, bo sygnały zagrożenia (widoczne na czyjejś twarzy) skłaniają do oddalania się, a sygnały złości – do atakowania, a to wymaga zbliżenia się do obiektu.

RAMKA 1

* Badanie 1 wykonane w ramach pracy doktorskiej, zrealizowanej w Instytucie Psychologii PAN. Badanie 2 wykonane w ramach pracy magisterskiej (niepublikowanej) Roberta Mierzwy w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej.

 

Druga informacja pochodzi ze złożonego i bardzo starannie opracowanego badania, przeprowadzonego w New York University (Chen, Bargh, 1998). Wyłącznie biali badani uczestniczyli w trzech różnych warunkach eksperymentu. Dwie grupy przechodziły najpierw procedurę podprogowego poprzedzania: w obu warunkach eksponowano fotografie twarzy (przez 13 ms); w jednym warunku były to fotografie osób rasy białej, a w drugiej rasy czarnej – w tym drugim przypadku chodziło o zaktywizowanie stereotypu Afroamerykanina. Wiadomo, że na stereotyp ten składają się (w USA) przeświadczenia o wrogości i agresywności czarnych współobywateli wobec białych – co oczywiście wzbudza wrogość białych. Wszyscy badani z obu grup wkrótce potem wzięli udział w drugiej fazie eksperymentu, w której każdy spotykał się z nieznanym (białym) partnerem by wspólnie uczestniczyć w pewnej grze i uzyskać za to nagrodę. Badani zeznawali potem, czy dobrze im się grało z danym partnerem, czy też nie, a w szczególności, czy partner irytował ich swoim zachowaniem (rejestrowano też rzeczywiste zachowania partnerów na taśmie i potem oceniano częstość przejawów złości w kontaktach obu partnerów). Autorzy spodziewali się, że eksponowane podprogowo fotografie twarzy osób rasy czarnej wzbudzą rozdrażnienie, które pobudzi irytację w kontakcie z napotkanym później partnerem, co – z kolei – w nim również wzbudzi złość. Tak się też stało: przejawy złości były wyraźnie bardziej nasilone w interakcjach pomiędzy partnerami, z których jeden poddawany był wcześniej procedurze z podprogowymi ekspozycjami fotografii osób rasy czarnej, a drugi takiej procedury nie przechodził, niż w diadach, w których żaden z partnerów nie był poddawany procedurze. Innymi słowy, nieobecny w całej sytuacji Afroamerykanin wzbudził nieświadomą irytację u jednej z osób, to wpłynęło na zachowania wobec partnera, a partner reagował (nieświadomie) również irytacją. Warto na marginesie wyników tego badania podkreślić, że wymiana sygnałów emocji poprzez ekspresję mimiczną obejmuje komunikaty tak subtelne, iż nie są one widoczne ani dla nadawcy, ani dla odbiorcy, a wywierają wpływ na zachowanie (Ohme, 2003). Taką drogą dokonują się wpływy otoczenia, z których podmiot nie zdaje sobie sprawy. Tak właśnie uczymy się, w warunkach naturalnych, znaczenia tego, z czym się spotykamy: rejestrując objawy zadowolenia czy niezadowolenia osób wokół nas (a w pierwszym etapie życia są to głównie rodzice, co sprawia, że możliwa jest międzypokoleniowa transmisja postaw wobec świata – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych).

W przytoczonych badaniach podprogowo wzbudzane emocje miały więc realny wpływ na zachowania uczestników. W badaniach Pochwatki i jego uczniów wpływ ten był wynikiem krótkotrwałego, utajonego uczenia się: skojarzenia nic nieznaczącego szkicu twarzy z twarzą sygnalizującą strach, złość bądź zadowolenie. W badaniu Chena i Bargha (1998) źródłem zachowania były utrwalone wcześniej stereotypy i związane z nimi wzorce automatycznego afektywnego reagowania.