Medyceusze. Tajemnica MontefeltraTekst

Z serii: Historia
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

The State Must Go On

Prze­mie­rzyw­szy Fran­cję, bra­cia Gale­azza, Sfo­rza Maria i Ludwik, pod koniec stycz­nia naresz­cie powró­cili do Medio­lanu. Gdy dotarli pod bramy zamku, każdy oddziel­nie, zdali sobie sprawę, że cał­ko­wi­cie zmie­niono zasady dostępu. Teraz, pod wła­dzą Bony i Cicca, wszy­scy potrze­bo­wali pisem­nego i opa­trzo­nego stem­plem kan­ce­la­rii pozwo­le­nia wstępu, a mogli je uzy­skać jedy­nie „jako pry­watni dwo­rza­nie”. Innymi słowy, bra­cia nie byli trak­to­wani jako dzie­dzice rodu Sfo­rzów. Przed prze­kro­cze­niem mostów musieli zsiąść z koni, zosta­wić swoją świtę, a na dwór wejść pie­szo i bez broni. Ich obec­ność na zebra­niach taj­nego senatu (któ­rego byli człon­kami) była „bar­dziej cie­niem niż fak­tem”, jak póź­niej napi­sał star­szy z nich, Sfo­rza Maria38. Nic więc dziw­nego, że bra­cia natych­miast doszli do poro­zu­mie­nia ze wzbu­rzo­nym Rober­tem i bez więk­szych trud­no­ści prze­pę­dzili Cicca z apar­ta­men­tów Gale­azza, odsy­ła­jąc go z powro­tem do biur kan­ce­la­rii.

Jed­nak zwy­cię­stwo to było tylko pozorne, gdyż kanc­lerz wcze­śniej pod­jął odpo­wied­nie kroki, by się zabez­pie­czyć. Cicco znał wszyst­kie tajne przej­ścia i ukryte schody zbu­do­wane na prze­strzeni lat, dzięki czemu mógł się prze­miesz­czać przez zatło­czony zamek, sam pozo­sta­jąc nie­zau­wa­żony. Stary dwo­rza­nin oso­bi­ście nad­zo­ro­wał budowę zamku, a teraz był jedyną osobą, która miała dostęp do każ­dej kom­naty.

Bra­cia i kuzyn Gale­azza nie kryli się ze swoją nie­chę­cią do odda­nia wła­dzy w tak boga­tym i sil­nym pań­stwie wdo­wie i nie­let­niemu dzie­dzi­cowi. Ist­niała jed­nak zna­cząca prze­szkoda na dro­dze do poli­tycz­nego, jeżeli nie dosłow­nego pozby­cia się Bony i jej pier­wo­rod­nego syna Giana Gale­azza, a był nią zawsze czujny Cicco. Na początku lutego trzech kon­spi­ra­to­rów zatrud­niło męż­czy­znę o nazwi­sku Ettore Vimer­cati, by ten zakradł się do apar­ta­men­tów kanc­le­rza. By­naj­mniej nie miała to być wizyta towa­rzy­ska; bra­cia roz­ka­zali mu „posie­kać go na kawałki”. Może by mu się to udało, gdyby Cicco „nie został ostrze­żony” przez jed­nego ze swo­ich licz­nych szpie­gów39. Dzięki zezna­niom Vimer­ca­tiego wyszedł na jaw plan spi­skow­ców, zgod­nie z któ­rym Sfo­rza Maria miał zagar­nąć stra­te­gicz­nie usy­tu­owany zamek Sar­ti­rana Lomel­lina – roz­le­głe lenno rodu Simo­net­tów, z któ­rego mię­dzy innymi dostar­czano na medio­lań­ski dwór tłu­ste kapłony przy­rzą­dzane przez oso­bi­stego kucha­rza Cicca. Pod­czas swo­jego pro­cesu Vimer­cati nazwał Cicca „cie­lę­cym łbem”, nawią­zu­jąc do spo­ży­wa­nych przez niego dużych ilo­ści mięsa i skłon­no­ści do tycia. Ta nie­zbyt zdrowa dieta była praw­do­po­dob­nie przy­czyną poda­gry, która z wie­kiem coraz bar­dziej dawała o sobie znać40.

Cicco był nie­zwy­kle zdy­scy­pli­no­wany w kwe­stiach bez­pie­czeń­stwa. Zawsze ści­śle trzy­mał się sztyw­nych zasad sto­so­wa­nych w jego domu, gdzie pod­władni ni­gdy nie zdra­dzali ani słowa z tego, co usły­szeli, „ponie­waż gdy w domu Naj­ja­śniej­szego Pana mówi się o jego taj­nych spra­wach, nie przy­stoi, by jeden ze swo­ich o tym roz­po­wia­dał”. Ponadto według domo­wych przy­ka­zań nie wolno było wypo­wia­dać „nie­sto­sow­nych bądź nie­praw­dzi­wych słów” prze­ciw nikomu; prze­kli­nać Boga, Matki Boskiej ani świę­tych ani grać w kości. Spo­śród czte­rech „będą­cych na oso­bi­stych usłu­gach wspo­mnia­nego Cicca” tylko jeden mógł „poda­wać mu jedze­nie i napoje”. Gdy sekre­tarz znaj­do­wał się w swoim „taj­nym pokoju, by czy­tać listy i pisać”, jeden z jego urzęd­ni­ków czu­wał pod drzwiami, a pod nie­obec­ność pana nikt nie mógł „doty­kać ani ruszać listów ani żad­nych innych znaj­du­ją­cych się tam pism”. Nocą ryglo­wano wszyst­kie drzwi do jego medio­lań­skiego pałacu znaj­du­ją­cego się nie­opo­dal Zamku Sfo­rzów, a gości wpusz­czano jedy­nie po dokład­nym usta­le­niu ich toż­sa­mo­ści.

Sztywne zasady sto­so­wano z jesz­cze więk­szym rygo­rem, gdy Cicco zosta­wił swoją żonę na straży rodzin­nego pałacu, a sam prze­niósł się z powro­tem do Zamku Sfo­rzów. Teraz zza zamknię­tych drzwi kan­ce­la­rii mógł śle­dzić roz­grywki dyplo­ma­tyczne. Gra­ni­cząca z para­noją obse­sja na punk­cie utrzy­my­wa­nia wszyst­kiego w tajem­nicy oka­zała się wyjąt­kowo przy­datna, gdy doszło do zama­chu na jego życie. Pod­czas gdy umac­niał swoją pozy­cję, chwi­lowo zapo­bie­ga­jąc ata­kom skie­ro­wa­nym prze­ciwko niemu, jego naj­bliż­szym współ­pra­cow­ni­kom oraz bliż­szej i dal­szej rodzi­nie (jego żoną była medio­lań­ska szlach­cianka Eli­sa­betta Visconti; mieli sied­mioro dzieci, które stra­te­gicz­nie poślu­biły wło­skich i zagra­nicz­nych ary­sto­kra­tów), jed­no­cze­śnie wysy­łał zaszy­fro­wane wia­do­mo­ści do swo­ich sojusz­ni­ków. Zdą­żył już podyk­to­wać list w imie­niu księż­nej, sko­pio­wany przez jego syna, a pod­pi­sany przez Bonę (manu pro­pria), w któ­rym dzię­ko­wał Waw­rzyń­cowi i Julia­nowi Medy­ce­uszom za ich szczere kon­do­len­cje w związku ze śmier­cią Gale­azza. Bona pisała: „Wasz i nasz los są ze sobą sple­cione”, odwo­łu­jąc się do „sta­rej przy­jaźni”, która sięga cza­sów Fran­ciszka Sfo­rzy i Kosmy Medy­ce­usza. List koń­czył się pro­fe­tycz­nym ostrze­że­niem: „Pro­simy Was o roz­wagę i czuj­ność w mate­riach doty­czą­cych ochrony naszego pań­stwa i przy­po­mi­namy Wam, by w ciągu dnia, kiedy wyda Wam się słuszne, robić jedną rzecz zamiast innej [czyli zmie­niać czę­sto plany], na czym bar­dzo nam zależy, a to, co zro­bi­cie dla nas, będzie­cie robić dla sie­bie samych”41.

W poło­wie stycz­nia 1477 roku Cicco w imie­niu księż­nej Bony wysłał Waw­rzyń­cowi Medy­ce­uszowi cztery sokoły42. Bły­sko­tliwy adre­sat nie mógł mieć wąt­pli­wo­ści co do zna­cze­nia tego daru – Medio­lan potrze­bo­wał poli­tycz­nej pro­tek­cji ze strony Flo­ren­cji. Obawy Cicca były uza­sad­nione. Cztery naj­więk­sze potęgi woj­skowe Ita­lii – papież Syk­stus IV w Rzy­mie, król Fer­dy­nand I Ara­goń­ski w Neapolu, Repu­blika Wenecka oraz Fry­de­ryk da Mon­te­fel­tro w Urbino – były bar­dziej zain­te­re­so­wane prze­ję­ciem kon­troli nad księ­stwem niż wspar­ciem go w tym trud­nym momen­cie.

Sokoły (i pchły) we Flo­ren­cji

Każ­dego ranka zaraz po prze­bu­dze­niu Waw­rzy­niec widział przed sobą por­tret Gale­azza nama­lo­wany przez Piera Pol­la­iu­olo. Mimo dzie­lą­cych ich róż­nic w cha­rak­te­rach oraz meto­dach rzą­dze­nia Gale­azzo był naj­bliż­szym sojusz­ni­kiem Waw­rzyńca, od kiedy ten objął władz­two we Flo­ren­cji w 1469 roku. Młod­szemu o zale­d­wie pięć lat Waw­rzyń­cowi bra­ko­wało Gale­azza. Por­tret, a zwłasz­cza detal: prawa dłoń w ręka­wiczce trzy­ma­jąca lewą ręka­wiczkę, pełen był ukry­tych zna­czeń; być może przed­sta­wiał on gest łowcy dum­nego ze swo­jego sokoła, który potrafi z łatwo­ścią wró­cić na nagą dłoń pana. Weźmy pod uwagę fakt, że jedną z ostat­nich przy­sług, którą Gale­azzo wyświad­czył swo­jemu przy­ja­cie­lowi Waw­rzyń­cowi, było posła­nie mu swo­jego naj­lep­szego sokol­nika, nie­ja­kiego Pilata43. Teraz przy­szedł czas, by dzie­dzic Medy­ce­uszy stał się naj­więk­szym dra­pież­ni­kiem w Ita­lii.

Medy­ce­usze byli ban­kie­rami, któ­rym w ciągu trzech, czte­rech poko­leń udało się zgro­ma­dzić wielką for­tunę44. Kosma Star­szy, dzia­dek Waw­rzyńca, uho­no­ro­wany został nawet tytu­łem Pater patriae1. Powró­ciw­szy z wygna­nia w 1434 roku, zapo­cząt­ko­wał poli­tyczną supre­ma­cję rodziny, która z początku roz­wi­jała się we wciąż trwa­ją­cej Repu­blice Flo­renc­kiej, którą rzą­dzili wybie­rani drogą elek­cji repre­zen­tanci, jed­nak wkrótce zaczęła stop­niowo przej­mo­wać w niej kon­trolę. Kosma wska­zy­wał kan­dy­da­tów w wybo­rach, jed­no­cze­śnie zaj­mu­jąc się pomna­ża­niem rodzin­nej for­tuny. Zapew­nił wspar­cie Fran­cisz­kowi Sfo­rzy w jego dro­dze do wła­dzy w Medio­la­nie, po czym napeł­nił kie­sze­nie nowego księ­cia, który w zamian za hojne pożyczki, któ­rych czę­sto nie spła­cał, zawsze ofe­ro­wał pomoc zbrojną we wpro­wa­dza­niu w życie poli­tyki Medy­ce­uszy. W chwili śmierci w 1464 roku Kosma był powszech­nie uzna­wany za nie­ofi­cjal­nego księ­cia Flo­ren­cji.


5. Andrea Ver­roc­chio, Popier­sie Waw­rzyńca Medy­ce­usza, ok. 1470

Syn Kosmy, Piotr zwany Poda­gry­kiem, ojciec Waw­rzyńca, zacho­wał rodzinną for­tunę w nie­na­ru­szo­nym sta­nie, a z pomocą wojsk Sfo­rzów obro­nił się przed zama­chem stanu zor­ga­ni­zo­wa­nym przez grupę zamoż­nych Flo­rent­czy­ków w 1466 roku. Piotr zmarł 2 grud­nia 1469 roku, zosta­wia­jąc swo­jemu nie­spełna dwu­dzie­sto­let­niemu synowi impe­rium finan­sowe do zarzą­dza­nia i kapi­tał poli­tyczny do zain­we­sto­wa­nia. Waw­rzy­niec zgo­dził się z wystu­dio­waną nie­chę­cią, utrzy­mu­jąc, że jego praw­dzi­wym powo­ła­niem jest poezja.

Ponie­dzia­łek 17 lutego 1477 roku był przed­ostat­nim dniem kar­na­wału. Waw­rzy­niec myślał już o zbli­ża­ją­cym się Wiel­kim Poście, więc pew­nie naka­zał zakryć por­tret Gale­azza czarną tka­niną na znak żałoby. Nie­mniej jed­nak Waw­rzy­niec kochał i cele­bro­wał życie, a wyra­zem jego filo­zo­fii carpe diem są z pew­no­ścią te słynne wersy, napi­sane z oka­zji kar­na­wału kilka lat póź­niej:

Jak piękna jest mło­dość

Choć tak szybko mija.

Niech się cie­szy, kto chce:

Jutro nie jest pewne.

W swo­ich sta­ra­niach o miano ide­al­nego epi­ku­rej­czyka i arbi­ter ele­gan­tia­rum Waw­rzy­niec dbał zarówno o sprawny umysł, jak i atle­tyczne ciało. W 1469 roku zwy­cię­żył w miej­skim tur­nieju (jego młod­szy brat Julian wygrał w 1475). Sły­nął też z dobrego smaku i uwiel­bie­nia luk­susu. Uzna­wany był za atrak­cyj­nego, mimo że w jego twa­rzy domi­no­wał długi, roz­płasz­czony nos (pozo­sta­łość po wypadku w dzie­ciń­stwie), który w dodatku nada­wał jego gło­sowi cha­rak­te­ry­styczny nosowy ton. Nie­stety odzie­dzi­czył też po pra­dziadku Janie wysta­jący pod­bró­dek i sze­ro­kie usta. Jed­nak brak urody ni­gdy nie sta­no­wił dla niego prze­szkody. Poślu­bił rzym­ską szlach­ciankę Cla­rice Orsini, która do tej pory dała mu dwóch synów, Pio­tra i Jana. Waw­rzy­niec był śmia­łym i ambit­nym dwu­dzie­sto­ośmio­lat­kiem, który ze swo­jej kwa­tery głów­nej w Pałacu Medy­ce­uszy kon­tro­lo­wał zarówno finanse rodziny, jak i sytu­ację poli­tyczną w mie­ście.

 

W ten ponie­dział­kowy pora­nek władca Flo­ren­cji musiał odpo­wie­dzieć na pilną prośbę o wspar­cie, która nade­szła z Medio­lanu w postaci czte­rech soko­łów. Wydał pole­ce­nie flo­renc­kim posłom, by mówili otwar­cie i „dostar­czyli Wiel­moż­nemu Cic­cowi, któ­rego osą­dowi można zawie­rzyć, zarówno list od Signo­rii, jak i każdą inną rzecz”45. Waw­rzy­niec usta­no­wił w ten spo­sób pota­jemny kanał komu­ni­ka­cji z kanc­le­rzem, wyłą­cza­jąc z niego nie tylko flo­rencką Signo­rię (repu­bli­kań­ski rząd), ale także innych zain­te­re­so­wa­nych, jak na przy­kład braci Sfo­rzów w Medio­la­nie. Pod rzą­dami mło­dego Medy­ce­usza rze­koma Repu­blika Flo­rencka w rze­czy­wi­sto­ści stała się oli­gar­chią coraz bar­dziej przy­po­mi­na­jącą ustrój medio­lań­ski.

Cicco spo­tkał Waw­rzyńca wio­sną 1465 roku46, gdy szes­na­sto­letni dzie­dzic Medy­ce­uszy przy­był oddać cześć córce Fran­ciszka, Hipo­li­cie Marii Sfo­rzy, wyru­sza­ją­cej do Neapolu, by poślu­bić syna króla Fer­dy­nanda I, Alfonsa. Waw­rzy­niec spę­dził kilka dni w Medio­la­nie, a następ­nie odwie­dził słynną Biblio­tekę Visconti-Sfo­rza w Pawii, która znaj­do­wała się pod oso­bi­stym nad­zo­rem Cicca. Świa­tły kanc­lerz z pew­no­ścią z dumą poka­zał obie­cu­ją­cemu huma­ni­ście i przy­szłej gło­wie pań­stwa naj­cen­niej­szy okaz zbioru – nale­żące kie­dyś do Petrarki i opa­trzone jego notat­kami bogato ilu­stro­wane dzieła Wergi­liu­sza. Po opusz­cze­niu Lom­bar­dii Waw­rzy­niec zle­cił wyko­na­nie wspa­nia­łej zbroi zdo­bio­nej malun­kami przed­sta­wia­ją­cymi woj­ska i przed­się­wzię­cia Sfo­rzów i przy­siągł nie­za­chwianą lojal­ność ksią­żę­tom medio­lań­skim: „Na wiecz­ność, póki żyję ja i to, co ze mnie zosta­nie, z sza­cunku do Waszej Naj­ja­śniej­szej Signo­rii, Wasze nauki i barwy będą nie tylko wid­nieć na moich ramio­nach, ale wyryją się na zawsze w moim sercu”47.

Od czasu tej wznio­słej dekla­ra­cji w naj­lep­szych i w naj­trud­niej­szych chwi­lach dru­giej połowy XV wieku Medio­lan i Flo­ren­cja – rodziny Sfo­rzów i Medy­ce­uszy – pozo­sta­wały w naj­lep­szych sto­sun­kach. Teraz, gdy zabra­kło Gale­azza, Waw­rzy­niec zda­wał sobie sprawę, że lepiej doga­dy­wać się z zasłu­żo­nym kanc­le­rzem niż ze skłó­co­nymi braćmi. Po wyra­że­niu swo­jego podziwu dla umie­jęt­no­ści Cicca, które pozwo­liły wyjść z zama­chu „bez szwanku”48, Waw­rzy­niec poru­szył też jedną z naj­de­li­kat­niej­szych bie­żą­cych kwe­stii – wyna­gro­dze­nie Fry­de­ryka da Mon­te­fel­tro. W ostat­nich latach nie­gdyś przy­ja­zne rela­cje mię­dzy Mon­te­fel­trem i Medy­ce­uszami stały się napięte jak ni­gdy wcze­śniej. Waw­rzy­niec posu­nął się nawet do tego, że odmó­wił zapła­ce­nia Fry­de­ry­kowi zale­głego wyna­gro­dze­nia za dowo­dze­nie woj­skami flo­renc­kimi, zmu­sza­jąc tym dum­nego kon­do­tiera do upo­mi­na­nia się o to, co mu się nale­żało: „Jest to drobna sprawa i nie powinna sta­no­wić pro­blemu dla Waszej Wiel­moż­no­ści, gdyż moja prośba jest uczciwa, roz­sądna i słuszna”49. Nie był to pierw­szy raz, gdy Fry­de­ryk ściął się z Waw­rzyń­cem. Kilka lat wcze­śniej słynny najem­nik uprzej­mie odrzu­cił ofertę Flo­ren­cji, jako powód poda­jąc zobo­wią­za­nia wobec papieża i króla Neapolu, dwóch sil­nych i bli­skich sojusz­ni­ków50.

Gdy wieść o śmierci Gale­azza dotarła do Rzymu, papież Syk­stus IV stwier­dził: „Dzi­siaj umarł pokój w Ita­lii”51. Stwier­dze­nie to zabrzmiało nie tyle jak prze­po­wied­nia, ile obiet­nica. To żadna nowość, że papie­stwo odgry­wało główną rolę w odwiecz­nych waśniach. Flo­rencka Signo­ria napi­sała do papieża, że tylko on może poło­żyć pod­wa­liny pod trwały pokój w Ita­lii. Na prośbę Waw­rzyńca wysłano także wia­do­mość o tej samej, peł­nej nie­po­koju tre­ści do czte­rech „soko­łów” – papieża, króla Neapolu, doży Wene­cji i Fry­de­ryka, księ­cia Urbino – „Pro­simy Cię, byś zro­bił wszystko, co w Two­jej mocy, a możesz wiele, by zapew­nić pokój w Ita­lii”52.

Jed­nak pochleb­czy język nie wystar­czył, by uspo­koić ambit­nych wład­ców i prze­ko­nać doświad­czo­nego kon­do­tiera. Fry­de­ryk odpo­wie­dział, że po „przed­wcze­snej śmierci” Gale­azza użyje wszel­kich dostęp­nych mu środ­ków, by utrzy­mać w Ita­lii pokój, wcze­śniej gwa­ran­to­wany obec­no­ścią księ­cia, lecz nie pod­jął ku temu żad­nych kon­kret­nych kro­ków. Uznał jed­nak, że przy­ję­cie roli media­tora może przy­nieść mu naj­wię­cej korzy­ści. Według Gio­van­niego San­tiego – autora La vita e le gesta di Fede­rico da Mon­te­fel­tro, duca d’Urbino („Życie i dzieło Fry­de­ryka da Mon­te­fel­tro, księ­cia Urbino”), wier­szo­wa­nej glo­ry­fi­ku­ją­cej bio­gra­fii powsta­łej pod koniec lat osiem­dzie­sią­tych XV wieku – Fry­de­ryk opła­ki­wał „okrutną śmierć” księ­cia Gale­azza, ponie­waż zabój­stwo to poło­żyło kres jego „pięk­nej wizji” powszech­nego rozejmu53. Fry­de­ryk da Mon­te­fel­tro utrzy­my­wał, że wal­czy w imię pokoju i jego zasługą jest poprawa sto­sun­ków mię­dzy Medio­la­nem a Neapo­lem, w efek­cie czego inne wiel­kie potęgi – w tym Wene­cja i Rzym – podob­nie jak Flo­rent­czycy nie są chętne do wej­ścia na wojenną ścieżkę i wyka­zują pełną goto­wość do zawar­cia trwa­łego pokoju.

Zabój­stwo Gale­azza chwi­lowo zabu­rzyło ist­nie­jącą rów­no­wagę i nale­żało ją natych­miast przy­wró­cić. Dla­tego też kwe­stia, kto zyska miano opie­kuna mło­dego Giana Gale­azza Sfo­rzy, była tak istotna poza gra­ni­cami księ­stwa. Cicco chciał, by Fry­de­ryk przy­był do Medio­lanu i pomógł mu wzmoc­nić wła­dzę ksią­żęcą. Waw­rzy­niec jed­nak miał inną wizję. 1 lutego napi­sał do Gen­ti­lego Bec­chiego, agenta Medy­ce­uszy prze­by­wa­ją­cego chwi­lowo w Rzy­mie: „Do Nomia – tak w sekre­cie nazy­wano Fry­de­ryka ze względu na jego zapędy do rzą­dze­nia i roz­wią­zy­wa­nia spo­rów w całej Ita­lii (nomos po grecku ozna­cza prawo) – napi­szę wła­sno­ręcz­nie, że nie sądzę, by powi­nien uda­wać się do Medio­lanu, i jestem zadzi­wiony, że król Neapolu naci­ska na to, bo w moim odczu­ciu nie wyj­dzie mu to na dobre. Przy­pusz­czam też, że papież nie byłby przy­chylny tej wypra­wie, ale robi to przez naci­ski Nomia, który lepiej rozu­mie sytu­ację niż jego patron”54. Innymi słowy, w prze­ci­wień­stwie do Cicca, Waw­rzy­niec nie chciał, by Fry­de­ryk stał się mili­tar­nym i poli­tycz­nym gwa­ran­tem rów­no­wagi w Medio­la­nie, ponie­waż obec­ność księ­cia Urbino umniej­sza­łaby wpływy Medy­ce­uszy w księ­stwie.

W ten spo­sób Waw­rzyń­cowi udało się zapo­biec przy­by­ciu Fry­de­ryka do Medio­lanu. Gdyby tego nie zro­bił, wszystko mogłoby się poto­czyć zupeł­nie ina­czej. On nato­miast poparł jego bez­po­śred­niego kon­ku­renta, wie­ko­wego i mniej ambit­nego Ludwika III Gon­zagę, mar­kiza Man­tui. 24 lutego pod nad­zo­rem Gon­zagi księżna Bona i bra­cia Gale­azza wresz­cie pod­pi­sali w Zamku Sfo­rzów szcze­gó­łowo opra­co­wane poro­zu­mie­nie55. W zamian za posłu­szeń­stwo Bona przy­zna­wała dzie­dzi­com roczną pen­sję w wyso­ko­ści 12 tysięcy duka­tów na głowę (pokaźna kwota, która umoż­li­wiała życie godne potom­ków księ­cia), dowódz­two nad setką eli­tar­nych żoł­nie­rzy i klu­cze do dru­go­rzęd­nej twier­dzy. Jed­nak mimo tych for­mal­nych ustępstw kon­trola nad rzą­dem w imie­niu księż­nej na­dal spo­czy­wała w rękach Cicca. W roli świadka przy pod­pi­sy­wa­niu umowy wystą­pił Roberto da San­se­ve­rino, praw­do­po­dob­nie powstrzy­mu­jąc chęć sko­cze­nia kanc­le­rzowi do gar­dła.

Waw­rzy­niec prze­czu­wał, że tak jak bra­cia Gale­azza nie mogli docze­kać się obję­cia wła­dzy w Medio­la­nie, podob­nie jego dobry przy­ja­ciel Roberto miał jesz­cze coś w zana­drzu po śmierci swo­jego kuzyna. Flo­rent­czyk podzi­wiał odwagę kon­do­tiera, był jed­nak kry­tyczny wobec jego poryw­czej i lek­ko­myśl­nej natury. Uznał, że lepiej mieć go na oku, by upew­nić się, że nie podej­mie żad­nych pochop­nych dzia­łań prze­ciwko rzą­dzą­cemu Cic­cowi. Znał kogoś, kto ide­al­nie nada­wał się do tego zada­nia: poetę Luigiego Pul­ciego2, autora słyn­nego poematu hero­iko­micz­nego Mor­gante.

Bły­sko­tliwy wał­koń Pulci przy­jaź­nił się z Waw­rzyń­cem, gdy ten był jesz­cze enfant pro­dige. Spę­dzali czas na pisa­niu saty­rycz­nych wier­szy wychwa­la­ją­cych piękno flo­renc­kiej wsi, naśla­du­jąc wza­jem­nie swój styl, a Pulci miał w zwy­czaju wysy­łać żar­to­bliwe listy swo­jemu młod­szemu, choć roz­trop­niej­szemu kole­dze. Gdy Waw­rzyńca wezwano do zarzą­dza­nia pań­stwem, zaczął odda­lać się od przy­ja­ciela z mło­dzień­czych lat. Teraz także nie był do końca prze­ko­nany, czy powi­nien powie­rzyć stałą funk­cję tak nie­od­po­wie­dzial­nej oso­bie. Gdy jed­nak przed­sta­wił go Rober­towi, oby­dwaj natych­miast weszli w komi­tywę. W pew­nym sen­sie zuchwały dowódca przy­wo­dził Pul­ciemu na myśl chrze­ści­jań­skich pala­dy­nów, któ­rych przy­gody opi­sy­wał kpiar­sko w swoim Mor­gante.

Sym­pa­tia poety została w pełni doce­niona. Pulci pisał, że nawią­zał „zaży­łość z Naj­ja­śniej­szym Panem i znaj­duję go jako czło­wieka wdzięcz­nego i łaska­wego wobec każ­dej istoty ludz­kiej, a zwłasz­cza tych, któ­rzy go miłują”56. W domy­śle wyra­żał żal, że Waw­rzy­niec nie jest tak hoj­nym mece­na­sem. Pulci towa­rzy­szył Rober­towi da San­se­ve­rino w Medio­la­nie we wrze­śniu 1473 roku, a podróż tę upa­mięt­nił dwoma saty­rycz­nymi sone­tami w dia­lek­cie lom­bardz­kim. Jego poezje były zde­cy­do­wa­nie bar­dziej doce­niane niż jego służba dyplo­ma­tyczna. W 1476 roku flo­rencki amba­sa­dor przed­sta­wił go Gale­az­zowi Sfo­rzy jako dość dziw­nego wysłan­nika: „Wymo­czek nie­wiel­kiej postury, szybko można się na nim poznać, choć zdaje mu się, że tyle wie i rozu­mie, gdy Naj­ja­śniej­szy Pan go pozna, będzie­cie mieć z tego nie­małą roz­rywkę: a póź­niej trzeba ode­słać go z powro­tem, bo to pomiot pijawki, który od razu się przy­ssie”57. Pulci szybko stał się godny repu­ta­cji krwio­pijcy wybrzmie­wa­ją­cej w jego wła­snym nazwi­sku.

Na początku 1477 roku Pulci napi­sał do Waw­rzyńca: „Sły­sza­łem o śmierci księ­cia; cier­pię na myśl o Twoim cier­pie­niu […] jeśli potrzeba, bym w jakiejś Two­jej spra­wie udał się do naszego Pana Roberta albo gdzie indziej, sio­dłam konia. Zdaje się, że to bar­dzo dobrze, że Roberto tam jest, i to z wielu powo­dów. Cie­szę się, zwłasz­cza w tej przy­krej sytu­acji, że on jest teraz cały Twój i zależy od Two­ich pie­nię­dzy, któ­rymi tylko Ty możesz dys­po­no­wać według wła­snego uzna­nia, jak zechcesz”58. Pulci jak nikt inny potra­fił wyczuć zamiary San­se­ve­rina.

W poło­wie lutego 1477 roku szpieg dyle­tant wyru­szył do Medio­lanu, gdzie urzęd­nicy pań­stwowi nie spusz­czali z niego oka. W rezul­ta­cie gdy w marcu pró­bo­wał wysłać tajną wia­do­mość do Waw­rzyńca, jego listy zostały prze­chwy­cone przez flo­renc­kiego amba­sa­dora na pole­ce­nie wszech­obec­nego Cicca Simo­netty. Cicco nie pochwa­lał „pie­kła odma­lo­wa­nego”59 przez dow­cip­nego Pul­ciego, który prze­wi­dy­wał moż­li­wość przej­ścia Roberta na stronę Wene­cji. Waw­rzy­niec i Cicco zgo­dzili się co do tego, że Flo­ren­cja powinna się doło­żyć do nowego wyna­gro­dze­nia kon­do­tiera, choć nie zamie­rzali speł­niać jego żąda­nia gaży rów­nej tej, którą otrzy­my­wał Fry­de­ryk. Miał jed­nak nadejść dzień, gdy rywa­li­za­cja o sławę i pie­nią­dze mię­dzy dwoma kon­do­tierami sta­nie się zabój­cza w skut­kach.