Medyceusze. Tajemnica MontefeltraTekst

Z serii: Historia
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Według wszyst­kich rela­cji świad­ków Giro­lamo Olgiati był „oczy­tany i wykształ­cony”23. Utrzy­my­wał, że on i jego towa­rzy­sze chcieli wzo­rem sta­ro­żyt­nych Rzy­mian oswo­bo­dzić kraj, zabi­ja­jąc tyrana, w nadziei, że pocią­gnie to za sobą rewoltę ludu. Rekon­struk­cja spi­sku prze­ciwko Gale­az­zowi oparta jest w dużej mie­rze na zezna­niu Giro­lama. Doku­ment ten, napi­sany zbyt emo­cjo­nalną, ale ele­gancką łaciną, pozwala nam zaj­rzeć do umy­słu zabójcy. Pełen podziwu dla sta­ro­żyt­nych auto­rów wystę­pu­ją­cych prze­ciwko tyra­nii Giro­lamo uciekł z domu dzie­sięć lat wcze­śniej, mając zale­d­wie trzy­na­ście lat, by podą­żać za swoim mistrzem, huma­ni­stą Colą Mon­ta­nem. Póź­niej Mon­tano został oskar­żony o gwałt i publicz­nie wychło­stany na roz­kaz Gale­azza; po tym upo­ko­rze­niu wygnano go do Bolo­nii. Działo się to rok przed zabój­stwem Gale­azza. Nie wia­domo, czy to Cola był auto­rem planu wymie­rzo­nego w księ­cia, pewne jest nato­miast, że to na nim spo­czywa odpo­wie­dzial­ność za wpły­nię­cie na podatny umysł mło­dego tyra­no­bójcy naśla­du­ją­cego boha­te­rów lite­rac­kich. W swoim zezna­niu Giro­lamo dum­nie przy­ta­cza dwa epi­gramy, które napi­sał: jeden poświę­cił Gale­az­zowi (Quem non arma­tae potu­erunt mille pha­lan­ges…)24, drugi Gio­van­niemu Andrei Lam­pu­gna­niemu, przy­wódcy mor­der­czego tria, który zgi­nął w kościele, a póź­niej jego ciało przez kilka dni wle­czono po uli­cach Medio­lanu, zanim rzu­cono je na pożar­cie świ­niom.


2. Fran­ci­szek Sfo­rza w marcu 1450 roku wkra­cza nie­uzbro­jony do Medio­lanu, gdzie zosta­nie ogło­szony księ­ciem, pod­czas gdy jego żoł­nie­rze roz­dają ludowi chleb.

Warto zauwa­żyć, że Giro­lamo bar­dziej oba­wiał się odej­ścia w nie­pa­mięć niż podzie­le­nia losu Lam­pu­gna­niego. Jak wielu fana­ty­ków był „czło­wie­kiem jed­nej księgi”2. Do upa­dłego stu­dio­wał kla­syczny pod­ręcz­nik kon­spi­ra­to­rów, Spi­sek Katy­liny3 Salu­stiu­sza, dzieło, od któ­rego bije jed­no­cze­śnie fascy­na­cja tyra­no­bój­stwem, jak i wstręt do niego. Giro­lamo był do tego stop­nia oma­miony dzie­dzic­twem Katy­liny, że ostat­nią rze­czą, jaką wypo­wie­dział, zanim kat zaczął ćwiar­to­wać jego bez­bronne ciało, było: „Odwagi, Giro­lamo, pamięć o twoim czy­nie pozo­sta­nie na długo. Śmierć jest gorzka, ale sława trwa wiecz­nie”25.

Dumne słowa, które ide­al­nie pasują do roman­tycz­nego mitu bun­tow­nika. Ale co wła­ści­wie kie­ro­wało spi­skow­cami? Jak się wydaje, Giro­lamo był jedy­nym spi­skow­cem, któ­rego moty­wa­cja była czy­sto ide­olo­giczna. Dwóch pozo­sta­łych żywiło oso­bi­stą i poli­tyczną nie­chęć do księ­cia. W rze­czy­wi­sto­ści zarówno Gio­vanni Andrea Lam­pu­gnani, jak i Carlo Visconti byli roz­go­ry­czo­nymi dwo­rza­nami. Mówiło się, że Gale­azzo zgwał­cił sio­strę Viscon­tiego, a potem prze­ka­zał ją mło­dzia­nowi ze swo­jej świty. Oka­zuje się, że rów­nież żona Lam­pu­gnaniego padła ofiarą chuci Sfo­rzy.

Praw­do­po­dob­nie nie był to jedyny powód nie­chęci Lam­pu­gna­niego wobec Gale­azza. Kilka dni przed zabój­stwem powie­dział, że nie cof­nie się przed niczym, byleby książę zain­ter­we­nio­wał w spo­rze o pewne dobra. Nie­mniej jed­nak wro­gość Lam­pu­gna­niego wydaje się nie­pro­por­cjo­nalna do wagi krzywd, które ponoć wyrzą­dził mu książę. Orfeo da Ricavo sko­men­to­wał: „Wszystko to było dzie­łem tego zdrajcy Gio­van­niego Andrei, który był zły, nik­czemny, pyszny, gwał­towny, mściwy, nie­go­dziwy i naj­gor­szego uspo­so­bie­nia i natury, jakie widział świat”26.

Choć są to oskar­że­nia sfor­mu­ło­wane post fac­tum, pełny obraz furii Lam­pu­gna­niego można dostrzec w aneg­do­cie, którą przy­ta­cza Giro­lamo: uzbro­jony w szty­lety miał w zwy­czaju ata­ko­wać ubraną w złoty bro­kat drew­nianą lalkę księ­cia, szar­żu­jąc na nią z siłą byka. Praw­do­po­dob­nie rze­czy­wi­ście tak było, podob­nie jak praw­dziwy był opi­sany w zezna­niu krwawy pakt: trzej spi­skowcy udali się do ołta­rza, gdzie zanu­rzyli hostię we wła­snej krwi, po czym podzie­lili ją na trzy czę­ści i zmu­sili kapłana by im ją podał.

Wyni­ka­łoby z tego, że zabój­cami kie­ro­wała nie tylko czy­sta żądza mordu, ale jak przy­stało na praw­dzi­wych fana­tycz­nych mści­cieli, każdy z nich był prze­ko­nany, że został wybrany do wypeł­nie­nia bar­dzo waż­nej, może nawet świę­tej, misji. Poprzy­się­gli, że zamor­dują Gale­azza u stóp figury Świę­tego Ambro­żego, patrona Medio­lanu, modląc się do niego: „bądź łaskaw dla naszego dzieła i okaż, popie­ra­jąc spra­wie­dli­wość, że jesteś prze­ciwny nie­spra­wie­dli­wo­ści”27. Wybór kościoła Świę­tego Szcze­pana na miej­sce mordu także nie był przy­pad­kowy: książę – gdzie­kol­wiek się poja­wiał – był oto­czony strażą przy­boczną, przez co zaata­ko­wa­nie go na ulicy czy w miej­scu publicz­nym gra­ni­czy­łoby z cudem, pod­czas gdy miej­sce święte i tłum dawały szansę na zbli­że­nie się do niego.

Żyjący na wygna­niu bra­cia Gale­azza, Sfo­rza Maria i Ludwik, jak tylko dowie­dzieli się o śmierci księ­cia, na początku stycz­nia 1477 roku wyru­szyli z Fran­cji i choć do Medio­lanu dotarli dopiero pod koniec mie­siąca, nie było wiele czasu, by przy­go­to­wać się na ich przy­by­cie. Cicco Simo­netta zacho­wał dla sie­bie pewne infor­ma­cje doty­czące sekret­nych związ­ków z medio­lań­skim zama­chem, w tym śla­dów pro­wa­dzą­cych aż na dwór króla Fran­cji. Jako że był osobą prag­ma­tyczną, jego naj­więk­szym zmar­twie­niem było teraz utrzy­ma­nie porządku w księ­stwie, i to na tym się sku­pił. Nie ulega wąt­pli­wo­ści, że w pełni wyko­nał swoje zada­nie i ze spo­ko­jem prze­pro­wa­dził wystra­szoną księżnę Bonę przez chaos dni, które nastą­piły po śmierci jej męża.

Zwłoki Gio­van­niego Andrei potrak­to­wano w bar­ba­rzyń­ski spo­sób (jego prawą rękę przy­bito do kolumny i spa­lono), lecz pozo­sta­łych spi­skow­ców spo­tkał nie lep­szy los. Ich głowy zatknięto na wieży Bro­letto4, a część ich człon­ków na bra­mach mia­sta. Było to dość wymowne ostrze­że­nie przed nie­po­słu­szeń­stwem. Publiczne egze­ku­cje i roz­człon­ko­wane zwłoki miały stłu­mić wzbu­rze­nie ludu. Z pew­no­ścią nie zaszko­dziły też obniżki podat­ków zarzą­dzone przez Cicca28.

Nikt nie odwa­żył się wyjść na ulice po zacho­dzie słońca, więc zwłoki Gale­azza zostały na noc na zim­nej posadzce kościoła Świę­tego Szcze­pana. Pospieszna msza pogrze­bowa odbyła się w kate­drze. Nagła śmierć księ­cia stwo­rzyła deli­katny pro­blem natury teo­lo­gicz­nej, ponie­waż ode­brała mu moż­li­wość wyspo­wia­da­nia się z grze­chów. Księżna Bona, chcąc rato­wać duszę Gale­azza, obno­siła się ze swoją poboż­no­ścią i słała bła­galne apele do papieża Syk­stusa IV, by udzie­lił jej mężowi pośmiert­nego roz­grze­sze­nia. Lista grze­chów zmar­łego zawarta w proś­bie o abso­lu­cję z pew­no­ścią tłu­ma­czy gor­li­wość jej sta­rań: tyra­nia, pro­wa­dze­nie słusz­nej i niesłusz­nej wojny, bez­li­to­sne plą­dro­wa­nie miast, kra­dzieże, wymu­sze­nia, lek­ce­wa­że­nie spra­wie­dli­wo­ści, czynne dopusz­cza­nie się niespra­wie­dli­wo­ści, nie­le­galne nakła­da­nie podat­ków także na człon­ków ducho­wień­stwa, zdrady mał­żeń­skie, gwałty na dzie­wi­cach i cudzych żonach, korzy­sta­nie z usług pro­sty­tu­tek, skan­da­liczne symo­nie i wiele innych występ­ków, zbyt licz­nych, by je wszyst­kie wymie­niać. Ze swo­jej strony Bona przy­rze­kła modlić się za Gale­azza Marię, dopóki jego nie­szczę­sna dusza nie opu­ści czyśćca, by wstą­pić do raju. Księżna ufun­do­wała rów­nież kilka klasz­to­rów i szpi­tali oraz prze­ka­zała daro­wi­zny na mło­dych i biedne nie­wia­sty. Podobno papież udzie­lił roz­grze­sze­nia29.

Wdowa nie była wszakże jedyną kobietą, która mar­twiła się o życie Gale­azza na tam­tym świe­cie. Oprócz wielu innych inte­re­su­ją­cych szcze­gó­łów Ber­nar­dino Corio donosi, że kilka spo­śród kocha­nek Gale­azza (któ­rych imiona zostały dys­kret­nie prze­mil­czane) zebrało się na mszy pogrze­bo­wej w kate­drze. Mimo powścią­gli­wo­ści Coria można przy­pusz­czać, że jedną z nich była Lucia Mar­liani30, miłość Gale­azza z ostat­nich dwóch lat jego życia, mia­no­wana potem księżną Melzo i Gor­gon­zoli. W chwili zabój­stwa księ­cia Lucia nosiła w łonie jego dziecko. Ist­nieje pewna maka­bryczna teo­ria zwią­zana z jej udzia­łem w pogrze­bie. W 2001 roku pod­czas prac restau­ra­cyj­nych w pre­zbi­te­rium kościoła Świę­tego Andrzeja w Melzo zna­le­ziono czaszkę. Według badań kry­mi­na­li­stycz­nych sza­co­wany wiek i ślady po uży­tej broni suge­ro­wa­łyby, że jest to czaszka Gale­azza. Być może Lucii udało się zabrać „roman­tyczną” pamiątkę po swoim kochanku z pro­wi­zo­rycz­nego grobu w kate­drze, by umie­ścić ją w kościele w swoim len­nie. Jed­nak tego typu dywa­ga­cje bar­dziej przy­stoją powie­ści niż roz­pra­wie histo­rycz­nej.

Owego 26 grud­nia księżna Bona obu­dziła się późno. Według Coria nawie­dzały ją straszne kosz­mary, ostat­nio także na jawie. Gdy zabra­kło jej nie­wier­nego męża, zaczęła spę­dzać więk­szość czasu w łóżku z Anto­niem Tas­sino, pocho­dzą­cym z Fer­rary sługą, który, jak chłodno zaob­ser­wo­wał Machia­velli, musiał mieć jakąś „ukrytą zaletę”31. W pełni świa­doma swo­jej nie­kom­pe­ten­cji w mate­rii pań­stwa, po śmierci księ­cia zawie­rzyła taj­nej radzie – zgro­ma­dze­niu skła­da­ją­cemu się z człon­ków medio­lań­skich elit. Gdy u wła­dzy był Gale­azzo, spra­wami pań­stwa zaj­mo­wała się tak naprawdę kan­ce­la­ria Cicca i jego naj­bliżsi współ­pra­cow­nicy. W następ­stwie tra­gicz­nych wyda­rzeń Cicco natych­miast wcie­lił w życie reformę taj­nej rady, nomi­nu­jąc sie­bie, swo­jego brata Gio­van­niego i doradcę woj­sko­wego Orfea da Ricavo na jej naj­waż­niej­szych człon­ków. Jego pier­wo­rodny syn Gian Gia­como został mia­no­wany sekre­ta­rzem. To on jest auto­rem naj­waż­niej­szego doku­mentu, dato­wa­nego na 30 grud­nia 1476 roku, zgod­nie z któ­rym rada otrzy­mała pełną wła­dzę admi­ni­stra­cyjną32. Napi­sany w imie­niu księż­nej i adre­so­wany do człon­ków taj­nej rady, teraz awan­so­wa­nej do miana taj­nego senatu, doku­ment ten był uro­czy­stym aktem cele­bra­cji przy­wi­le­jów samej rady. Celem rządu było „zacho­wa­nie stylu naszego naj­ja­śniej­szego zmar­łego władcy, ponie­waż zwo­ły­wa­nie zawsze wszyst­kich [człon­ków medio­lań­skiej admi­ni­stra­cji] byłoby zby­teczne”. W ten spo­sób usta­no­wiono de facto reżim oli­gar­chiczny. Senat ogło­sił powszechną amne­stię dla toczą­cych się pro­ce­sów i oka­zał litość prze­stęp­com (z wyjąt­kiem bun­tow­ni­ków poli­tycz­nych). Powzięto rów­nież środki zapo­bie­gaw­cze prze­ciwko poten­cjal­nym spi­skow­com: w imię porządku publicz­nego i przez sza­cu­nek do żałoby księż­nej zabro­niono zgro­ma­dzeń w pry­wat­nych domach. Od tego momentu Cicco zyskał realną wła­dzę w Księ­stwie Medio­lanu.

 

W mie­ście zapa­no­wał spo­kój. Medio­lań­czycy byli zado­wo­leni ze swo­jego nowego, łaska­wego rządu. Jed­nak zagro­że­nie dla przy­wró­co­nego sta­tus quo poja­wiło się wewnątrz panu­ją­cej dyna­stii. Kuzyn Gale­azza, Roberto da San­se­ve­rino, od lat był jedną z naj­bar­dziej wpły­wo­wych osób na dwo­rze Sfo­rzów. Odważny i zdolny kon­do­tier był osobą aro­gancką, choć nie bra­ko­wało mu doświad­cze­nia, które zdo­był w wielu woj­nach jako żoł­nierz zaciężny. Odbył on rów­nież piel­grzymkę do Jero­zo­limy w celu oczysz­cze­nia swo­jej duszy z grze­chów. Z powodu oso­bi­stych nie­po­ro­zu­mień z księ­ciem prze­niósł się do Bolo­nii, gdzie w nie­zmą­co­nym spo­koju żył Cola Mon­tano, „zgubny nauczy­ciel”, inspi­ra­tor Giro­lama Olgia­tiego i jego szajki. Na wieść o wyda­rze­niach w kościele Świę­tego Szcze­pana Roberto czym prę­dzej wyru­szył do Medio­lanu. Był szcze­gól­nie roz­sier­dzony fak­tem, że skrom­nego pocho­dze­nia kanc­lerz Cicco miesz­kał w zamku, a do tego „ze wzglę­dów bez­pie­czeń­stwa” prze­niósł się do pry­wat­nych apar­ta­men­tów Gale­azza33. Kolejne zama­chy w Medio­la­nie były tylko kwe­stią czasu.

1 Daw­niej w Ita­lii ist­niała tra­dy­cja ciocco nata­li­zio – bożo­na­ro­dze­nio­wego pieńka, który spa­lano w domach przez dwa­na­ście dni świąt, od Wigi­lii do Święta Trzech Króli. [wróć]

Cave ab homine unius libri (łac.) – „strzeż się czło­wieka jed­nej księgi”, czyli jed­no­stron­nego, słowa św. Toma­sza z Akwinu. [wróć]

De coniu­ra­tione Cati­li­nae – dzieło rzym­skiego histo­ryka i poli­tyka Salu­stiu­sza. [wróć]

4 Ówcze­sna sie­dziba władz miej­skich, dzi­siej­szy Palazzo della Ragione. [wróć]

2
Obse­syj­nie ostrożny

Zamek Sfo­rzów – Castello Sfo­rze­sco – powstał na ruinach zamku Viscon­tich zbu­rzo­nego przez Medio­lań­czy­ków po śmierci okrut­nego księ­cia Filipa Marii Viscon­tiego w 1447 roku. Gdy w 1450 roku Fran­ci­szek Sfo­rza został księ­ciem, obie­cał, że nie odbu­duje tego daw­nego sym­bolu opre­sji, jed­nak szybko zdał sobie sprawę z potrzeby wznie­sie­nia twier­dzy, która chro­ni­łaby nie tyle mia­sto, ile jego rodzinę przez zewnętrz­nym zagro­że­niem. Wezwał do Medio­lanu flo­renc­kiego archi­tekta Anto­nia Aver­lina, zwa­nego Fila­rete34. Pod­czas prac nad zam­kiem, około 1464 roku, napi­sał on swój epo­kowy Trat­tato di archi­tet­tura („Trak­tat o archi­tek­tu­rze”), w któ­rym opi­sał uto­pijne mia­sto Sfo­rzinda pełne budyn­ków zapro­jek­to­wa­nych tak, by przy­pa­dły do gustu kró­lowi Zoga­lii (oczy­wi­sty ana­gram Galiazo, czyli Gale­azzo). Zamek miał powstać w cen­trum Sfo­rzindy i być oto­czony wie­żami straż­ni­czymi, fosami oraz labi­ryn­tem murów. Wiele skom­pli­ko­wa­nych i inno­wa­cyj­nych pomy­słów Fila­re­tego zna­la­zło zasto­so­wa­nie w sieci pod­ziem­nych tuneli i piw­nic w Zamku Sfo­rzów. Budowa została ukoń­czona pod czuj­nym okiem Cicca Simo­netty.

Archi­tekt i kanc­lerz współ­pra­co­wali rów­nież przy moder­ni­zo­wa­niu budyn­ków uży­tecz­no­ści publicz­nej w Medio­la­nie, na przy­kład Ospe­dale Mag­giore, roz­le­głego i ele­ganc­kiego kom­pleksu szpi­tal­nego, nie­zbęd­nego w gęsto zalud­nio­nym mie­ście, które czę­sto doty­kała zaraza. Ponadto te dwa świa­tłe umy­sły łączyła pasja do skom­pli­ko­wa­nych gier umy­sło­wych, a zwłasz­cza pozor­nie nie­moż­li­wych do zła­ma­nia szy­frów35.

Szansa kanc­le­rza

Od około trzy­dzie­stu lat Cicco Simo­netta miał w zwy­czaju codzien­nie wsta­wać o świ­cie i uda­wać się do swo­jej kan­ce­la­rii, by upew­nić się, że kore­spon­den­cja z poprzed­niego dnia została pra­wi­dłowo pose­gre­go­wana do odpo­wied­nich prze­gró­dek. Nie każdy list miał tę samą wagę: nie­które były zamy­kane na klucz w jego oso­bi­stym gabi­ne­cie, inne z kolei szy­fro­wano przed wysła­niem. W cza­sach, gdy kore­spon­den­cja podró­żo­wała konno po nie­bez­piecz­nych dro­gach Europy, każdy poli­tyk wie­dział, że wyszu­kany sys­tem kodo­wa­nia jest nie­zbędny. Cicco opra­co­wał zło­żoną metodę szy­fro­wa­nia wia­do­mo­ści do swo­ich współ­pra­cow­ni­ków i sojusz­ni­ków. Każ­demu zagra­nicz­nemu amba­sa­do­rowi w Medio­la­nie przy­pi­sany był inny szyfr. Łącz­nie było około dwu­stu pięć­dzie­się­ciu przy­pad­ko­wych sym­boli, które odpo­wia­dały poje­dyn­czym lite­rom albo gru­pom dwóch lub trzech zna­ków. Kolejne pięć­dzie­siąt było przy­pi­sane do osób i państw. Po kilku mie­sią­cach wszyst­kie kody były zmie­niane.


3. Minia­tura przed­sta­wia sie­dzą­cego na tro­nie księ­cia Gale­azza Marię Sfo­rzę, a po pra­wej stro­nie Cicca Simo­nettę z doku­men­tami, ok. 1475 roku.

Jako kanc­lerz naj­po­tęż­niej­szego mia­sta-pań­stwa w Ita­lii, Cicco był w pełni świa­domy odpo­wie­dzial­no­ści spo­czy­wa­ją­cej na jego bar­kach. Fran­ci­szek Sfo­rza był dosko­na­łym żoł­nie­rzem i zdol­nym poli­ty­kiem, ale ni­gdy nie zarzą­dzał zor­ga­ni­zo­wa­nym pań­stwem. Za to skromny Kala­bryj­czyk od początku swo­jej kariery zgłę­biał taj­niki komu­ni­ka­cji dyplo­ma­tycz­nej. Jak tylko osie­dlił się w Medio­la­nie, wybrał dla Fran­ciszka naj­lep­szych agen­tów i usta­no­wił pierw­szych rezy­du­ją­cych36 amba­sa­do­rów w Ita­lii i resz­cie Europy. Z każ­dym z nich kore­spon­do­wał i stwo­rzył naj­szer­szą siatkę prze­pływu infor­ma­cji, jaka była moż­liwa w XV wieku. Gdy po śmierci ojca Gale­azzo został nowym signo­rem, utrzy­ma­nie nad nią kon­troli było nie­zbędne do zacho­wa­nia przez niego wła­dzy.

Po począt­ko­wych wąt­pli­wo­ściach Gale­azzo, podob­nie jak ojciec, powie­rzył Cic­cowi czy­ta­nie całej przy­cho­dzą­cej kore­spon­den­cji i odpo­wia­da­nie na dużą jej część. Za cza­sów rzą­dów Gale­azza Cicco miał w zwy­czaju odwie­dzać księ­cia w jego kom­na­tach i zda­wać mu rela­cję z bie­żą­cych wyda­rzeń. Nie­stety Gale­azzo nie był ran­nym ptasz­kiem. Cza­sem przyj­mo­wał sekre­ta­rza pół­nagi, ledwo co wypchnąw­szy z łóżka zdo­bycz z poprzed­niej nocy. Cicco, przy­zwy­cza­jony do takiego widoku, cze­kał, aż nikogo nie będzie w zasięgu słu­chu, po czym prze­ka­zy­wał naj­waż­niej­sze infor­ma­cje dnia, czę­sto pomi­ja­jąc wiele detali, by utrzy­mać uwagę roz­ko­ja­rzo­nego księ­cia na naj­pil­niej­szych spra­wach. Wymyślny pod­pis Cichus, któ­rym zakoń­czone były tysiące listów wysła­nych z dworu Sfo­rzów w pewien spo­sób repre­zen­to­wał całe Księ­stwo Medio­lanu.

Jede­na­ście dni po śmierci Gale­azza, w dniu święta Trzech Króli 1477 roku, Cicco obu­dził się w pokoju księ­cia. Pierw­szy raz od wielu lat nie miał komu zda­wać raportu, chyba że bez­u­ży­tecz­nej księż­nej, która całą swoją wła­dzę oddała w ręce kanc­le­rza. Dla Cicca był to zarówno zaszczyt, jak i brze­mię. Kolejne wyzwa­nia poja­wiły się na hory­zon­cie, gdy nowy władca dowie­dział się, że poprzed­niej nocy z Bolo­nii przy­był Roberto da San­se­ve­rino i wła­śnie wje­chał do mia­sta.

Aku­rat tego dnia miało się odbyć zwo­łane przez Cicca pierw­sze posie­dze­nie taj­nego senatu. Roberto wdarł się do sali obrad i miał tupet zażą­dać gaży rów­nej tej, którą otrzy­my­wał Fry­de­ryk da Mon­te­fel­tro, książę Urbino i naj­le­piej opła­cany kon­do­tier w Ita­lii. Powie­dział, że jeśli jego prośba nie zosta­nie speł­niona, nie będzie tra­cił wię­cej czasu, ponie­waż „nie chce wcho­dzić w dys­ku­sje z uczo­nymi, ale usta­lić należne stawki”37.

Już przed zebra­niem kanc­lerz dobrze wie­dział, że musi natych­miast zająć się umac­nia­niem sto­sun­ków księ­stwa z sąsia­du­ją­cymi pań­stwami. Tego samego dnia napi­sał zaszy­fro­wany list do swo­jego sojusz­nika, Fry­de­ryka da Mon­te­fel­tro. Nie będę tu oma­wiał dyplo­ma­tycz­nego żar­gonu, lecz przejdę od razu do rze­czy: Cicco potrze­bo­wał, by jego stary przy­ja­ciel przy­był do Medio­lanu, uspo­koił nastroje i poha­mo­wał nad­mierne zapędy Roberta da San­se­ve­rino. Fry­de­ryk już raz przy­je­chał do Medio­lanu z odsie­czą, w 1466 roku, zaraz po natu­ral­nej śmierci Fran­ciszka Sfo­rzy, by pomóc Cic­cowi zapo­biec rewol­tom, do któ­rych mogło dojść, zanim Gale­azzo objął wła­dzę w księ­stwie.


4. Fak­sy­mile pod­pisu kanc­le­rza Cicca Simo­netty, który można zna­leźć na tysią­cach doku­men­tów w Archi­wum Sfo­rzów.

Cicco znał Roberta od dziecka. Jako sio­strze­niec Fran­ciszka Sfo­rzy zawsze cie­szył się na dwo­rze spe­cjal­nym trak­to­wa­niem. Bar­dzo szybko dały o sobie znać jego spraw­ność fizyczna i walecz­ność: w prze­ci­wień­stwie do Gale­azza, który uwiel­biał ele­gan­cję i wytwor­ność, kuzyn o wiele bar­dziej inte­re­so­wał się jazdą konną i walką w tur­nie­jach. Był uro­dzo­nym żoł­nie­rzem, uwiel­biał dowo­dzić i podej­mo­wać ryzyko. Jeśli cho­dzi o Gale­azza, nie­stety wysiłki peda­go­giczne Fran­ciszka mające zapo­biec jego depra­wa­cji nie przy­nio­sły pożą­da­nych rezul­ta­tów.

Cicco spo­dzie­wał się, że zmę­czony despo­ty­zmem Gale­azza Roberto zgłosi pre­ten­sje do pozba­wio­nego księ­cia dworu Sfo­rzów. Choć Cicco nie­raz poma­gał Rober­towi w trud­nych momen­tach, dobrze wie­dział, że kon­do­tier jest w gorą­cej wodzie kąpany i jest gotów roz­pra­wić się z każ­dym, kto mu sta­nie na dro­dze, a zwłasz­cza z sześć­dzie­się­cio­sied­mio­let­nim star­cem, do któ­rego ni­gdy nie żywił sym­pa­tii. Z dru­giej strony, nie­mal pięć­dzie­się­cio­letni, poryw­czy Roberto nie miał zbyt wiele sza­cunku dla wyma­ga­ją­cej cier­pli­wo­ści poli­tyki. Nie rozu­miał sztuki per­swa­zji ani idei kom­pro­misu. By zaspo­koić swoje ambi­cje, potrze­bo­wał za to pomocy pozba­wio­nych skru­pu­łów wspól­ni­ków. Posta­no­wił więc przez kilka tygo­dni grać na zwłokę.