Mroczne sekrety

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Powieść zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami.

Wszystkie imiona, nazwiska, miejsca i opisy wydarzeń

zostały zmienione tak, by nikt nigdy się nie domyślił,

kogo dotyczą.

PROLOG

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

– Na wieki wieków. Amen – odpowiada młody kapłan, a następnie wykonuje znak krzyża. – Bóg niech będzie w twoim sercu, abyś skruszona w duchu wyznała swoje grzechy.

– Ostatni raz byłam u spowiedzi trzy lata temu. Pokutę… – Zacinam się.

– Tak? – Kapłan przykłada ucho do oddzielającej nas kratki.

– Proszę księdza… bo ja tak naprawdę nie wiem, czy kiedykolwiek odpokutowałam za to, co zrobiłam. – Przełykam ślinę, dając sobie kilka sekund na pozbieranie myśli. Jeszcze mam szansę na ucieczkę. – Czy można otrzymać rozgrzeszenie za morderstwo? – pytam. Już nie ma odwrotu.

Zapada cisza, którą po chwili przerywa pytanie mężczyzny:

– Morderstwo?

– Tak – mówię najciszej, jak potrafię. – Przyczyniłam się do śmierci człowieka i jest mi z tym potwornie ciężko. A to nie jedyny grzech, który mam na sumieniu…

Słyszę jego przyspieszony oddech i widzę, jak drapie się po jasnobrązowych włosach.

– Bóg stwarza każdemu szansę na odkupienie swoich win. Pytanie tylko, czy wszyscy tego chcą…

– To nie tak, proszę księdza – mówię drżącym głosem. – Nie ma dnia, bym nie żałowała tych okropieństw, które zrobiłam. Ja po prostu… Wydaje mi się, że w pewnym momencie uwierzyłam, iż moją jedyną szansą na względny spokój jest wyparcie wszystkich grzechów. – Wzdycham. – Żyłam w iluzji, wmawiając sobie, że nie ma sensu wracać do przeszłości. Próbowałam skupić się na tym, co dopiero nadejdzie. Powtarzałam sobie codziennie, że przede mną jeszcze wiele pięknych chwil…

– Człowiek nigdy nie zazna spokoju, jeśli nie wyjaś­ni sobie wszystkiego z Bogiem. – Słyszę wyświechtany frazes.

– Być może – odpowiadam – ale byłam przekonana, że Bóg i tak nigdy by mi nie wybaczył.

– Bóg wybacza wszystkie grzechy – stwierdza mój spowiednik. – Zwłaszcza te, za które żałujemy. Czy żałujesz?

– Żałuję, proszę księdza. Za wszystkie grzechy serdecznie żałuję i postanawiam poprawę.

– Zaczekaj – strofuje mnie. – Wciąż nie powiedziałaś, co to za grzechy.

– Boję się – wyznaję.

– Nie musisz. Jesteś w kościele. Tutaj nikt nie będzie cię z niczego rozliczał.

– Sama nie wiem, proszę księdza…

– Nie spiesz się – dodaje spokojnym głosem. – Mamy dużo czasu.

Poza nami w świątyni nie ma nikogo. Ostatnia msza skończyła się dwadzieścia minut temu.

– Nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam. A już tym bardziej z Bogiem…

– Najwyższy czas – stwierdza kapłan.

– No dobrze… Ale zanim wyjawię księdzu… to znaczy Bogu, co zrobiłam, chciałabym pokrótce opowiedzieć o swoim życiu.

– Oczywiście. – Mężczyzna poprawia się na siedzeniu, które cicho skrzypi.

– Często mówi się, że kobiety wybierają sobie partnerów podobnych do swoich ojców. Ja teoretycznie nie miałam takiej możliwości. Ojca nie było w moim życiu, bo nigdy mnie nie chciał. Był dużo starszy od mamy. Uwierzy ksiądz, że dzieliło ich dwadzieścia siedem lat?

– Miłość nie patrzy na wiek, lecz na duszę. – Słyszę zza kratki.

– Rodzice się nie kochali – prostuję. – Myślę, że ojciec wykorzystał mamę, bo była młoda i naiwna.

– Jak to?

Chrząkam, po czym kontynuuję:

– Mama zatrudniła się u niego jako pomoc domowa. Ojciec był starym majętnym kawalerem, który rok wcześ­niej miał poważny wypadek na polu. Od tamtej pory poruszał się na wózku inwalidzkim i z wieloma rzeczami sobie nie radził. Uważam, że po prostu nie chciał się przystosować do nowej codzienności i wolał płacić ładnej młodej dziewczynie za to, że mu usługiwała.

– Dziewczynie, która coś do niego poczuła – dopowiada ksiądz.

– Zgadza się. Mijały miesiące, a mama coraz bardziej wierzyła, że jej miejsce jest przy ojcu. Że powinna trwać u jego boku nie jako pomoc domowa, ale jako partnerka. Nawet po latach, gdy o nim wspominała, na jej twarzy pojawiał się delikatny uśmiech, a w oczach dostrzegałam tęsknotę. Byłam pewna, że gdyby ojciec nagle zadzwonił i poprosił ją o powrót, rzuciłaby wszystko i do niego pobiegła. Był jej wielką miłością i pierwszym kochankiem. – Kręcę głową. – Nie powinnam jej winić za naiwność, bo uczucie odbiera ludziom zdrowy rozsądek. A mimo to przez długi czas chowałam w sobie urazę.

– Negatywne emocje to niszcząca siła, nad którą czasem trudno zapanować – zauważa kapłan. – Są jednak całkowicie normalne. Sztuka polega na tym, by nauczyć się ujarzmiać gniew i nie czynić z jego powodu zła. List do Efezjan mówi: „Kiedy się rozgniewacie, nie grzeszcie”.

– Brakowało mi ojca – ciągnę. – Brakowało nam mężczyzny, który zaopiekowałby się domem. Byłam coraz bardziej sfrustrowana i obwiniałam mamę o to, że nie umiała zatrzymać przy sobie taty. Zmieniłam zdanie dopiero jako nastolatka, gdy mama uznała, że może mi wreszcie opowiedzieć prawdę. Okazało się, że ojciec brutalnie zabawił się jej uczuciami. Wyrzucił mamę na bruk, gdy oznajmiła mu, że jest w ciąży. Nie minął tydzień, gdy miał już nową służkę.

– Co zrobiła twoja mama?

– Długo ukrywała ciążę. Łudziła się, że ojciec do niej wróci. Potrzebowała go. Panna z dzieckiem nie była na wsi mile widziana. W końcu jednak zrozumiała, że nie ma na co liczyć. Wyjawiła prawdę rodzicom. Mój dziadek wpadł w szał, bo dobrze znał ojca. Byli w podobnym wieku i utrzymywali koleżeńskie stosunki. To był trudny czas dla mojej mamy. Ostatecznie z pomocą rodziców wywalczyła alimenty, które regularnie odkładała. Gdy skończyłam osiemnaście lat, dostałam uzbierane pieniądze w prezencie. Mogłam wynająć kawalerkę w Warszawie i bez przeszkód studiować.

– Jaki ma to związek z twoim grzechem?

– Bo widzi ksiądz… Teoretycznie wkraczałam w dorosłe życie z czystą kartą. To prawda, mój ojciec był draniem, ale nigdy nie przekonałam się o tym na własnej skórze. Miałam oszczędności, ukończone studia i wiele ambitnych planów na życie. Wtedy na mojej drodze stanął on.

– Kto?

– Mężczyzna, który wiele lat temu zmienił moje życie w piekło.

Ksiądz luzuje sobie koloratkę.

– Żaden ziemski dramat nie może równać się z piekłem, które Pan przygotował dla największych grzeszników po śmierci.

Mam już dość jego moralizatorskiego tonu i najchętniej wyszłabym z kościoła bez słowa. Wiem jednak, że jeśli to zrobię, nie znajdę już w sobie odwagi, by kiedykolwiek się wyspowiadać.

– Myślałam, proszę księdza, że nie spotka mnie już nic gorszego niż ostatnie lata. A teraz słyszę, że to dopiero początek koszmaru.

– Nie trafisz do piekła – zapewnia mnie. – Przyszłaś tu, bo szczerze żałujesz. Mam rację?

– Tak. – Zakrywam twarz spoconymi dłońmi. – Gdybym tylko mogła cofnąć czas…

– Żal za grzechy to pierwszy krok do zbawienia – zauważa. – Wyspowiadaj się przed Bogiem ze wszystkiego, czego żałujesz.

Wypuszczam powietrze i zamykam oczy.

– Żałuję, że podzieliłam los mojej matki – wyznaję. – Straciłam czujność i pokochałam niewłaściwego mężczyznę. Nie wyciągnęłam żadnych wniosków z jej błędów. Poznałam go, gdy przez wakacje dorabiałam w kawiarni koleżanki ze studiów. Przychodził tam codziennie między dwunastą a pierwszą. Siadał zawsze przy oknie, zamawiał duży kubek herbaty malinowej, a potem czytał gazetę od początku do końca. Gdy do niego podchodziłam, by spytać, czy życzy sobie czegoś jeszcze, zagadywał mnie. Interesował się szczególnie polityką, która mnie niespecjalnie zajmowała. Mimo to coś mnie do niego przyciągało i przysiadałam do stolika, by słuchać jego monologów. Lubiłam jego niski zachrypnięty głos, starannie przystrzyżony zarost i duże szare oczy. Sama nie wiem, kiedy jego wizyty w kawiarni stały się dla mnie najważniejszym momentem dnia. – Milknę na moment i pozwalam, by wspomnienia tamtych chwil zawładnęły moimi myślami. – Gdy któregoś dnia powiedział mi, że mam piękny uśmiech, miałam ochotę rzucić mu się w objęcia i go pocałować.

– Brzmi jak początek pięknej znajomości – odzywa się ksiądz.

– Tak było…

– W takim razie dlaczego ten człowiek tak bardzo cię skrzywdził?

Otwieram oczy.

– Jak to skrzywdził?

– No przecież sama to powiedziałaś.

– Ależ skąd, proszę księdza… Ten człowiek niczemu nie zawinił, bo niczego mi nie obiecywał. Wraz z końcem wakacji, gdy moja praca w kawiarni dobiegła końca i zaczęłam szukać czegoś poważniejszego, postanowiłam dać mu do zrozumienia, że jestem zainteresowana kontynuowaniem znajomości. Wyobraża to sobie ksiądz? Ja, młoda dziewczyna, położyłam przed nim karteczkę z moim numerem telefonu. Wtedy on przeniósł wzrok z gazety na mnie, przyglądał mi się przez chwilę z poważnym wyrazem twarzy, a potem się uśmiechnął i przeprosił.

– Przeprosił? Ale za co?

– Za to, że najwyraźniej wysyłał mi niewłaściwe sygnały. Okazało się, że kilka tygodni później miał się pobrać z wieloletnią partnerką. Od początku nie miałam u niego żadnych szans.

– Nic już nie rozumiem – odpowiada ksiądz. – To w takim razie kim jest mężczyzna, który, cytuję, zamienił twoje życie w piekło?

 

Zaciskam zęby i wyobrażam sobie, że jednym pstryknięciem palca wymazuję ze swojego życia każdą chwilę spędzoną z tym potworem. Może w jakiejś alternatywnej rzeczywistości moje losy potoczyły się zupełnie inaczej? Może zaznałam szczęścia i spełnienia?

– Jego poznałam kilka miesięcy później – wyjaś­niam. – Na stażu w biurze rachunkowym. Był naszym klientem. Reprezentował dużą firmę produkującą części do samochodów. Nieprzyjemny, zadufany w sobie typ. Był po trzydziestce, a zachowywał się tak, jakby wszystko już w życiu widział. Wydawało mu się, że może się wypowiedzieć na każdy temat, i nieustannie pouczał moją szefową. Spytałam ją kiedyś, dlaczego po prostu nie wypowie umowy. Odparła, że gdy ktoś płaci tyle, co jego firma, trzeba schować dumę do kieszeni.

– Co było dalej? – dopytuje mój spowiednik.

– Wkrótce zaczął przyjeżdżać do naszego biura pod byle pretekstem. Wtedy jeszcze nie dostrzegałam tego, że był mną zainteresowany. Zrozumiałam to, gdy pewnego dnia czekał na mnie przed budynkiem. Zaprosił mnie na kawę i powiedział, że nie przyjmie odmowy.

– Poszłaś z nim?

– Tak. Zrobiłam to, bo wciąż miałam w sercu zadrę z powodu tamtego mężczyzny. Chciałam odbudować swoje poczucie własnej wartości.

– Chciałaś się nim posłużyć… – Ksiądz mnie ocenia. Nie powinien tego robić.

– To nie tak. Podobało mi się jego zainteresowanie. Potrzebowałam tego, a poza tym wychodziłam z założenia, że nigdy nic nie wiadomo. Byłam młoda i niczego nie wykluczałam. Jedno małe rozczarowanie nie oznaczało, że już nigdy w nikim się nie zakocham.

– A zakochałaś się w nim?

– Nie – odpowiadam pewnie. – To nie była miłość. Fascynował mnie jako pierwszy mężczyzna, który o mnie zabiegał. Uważał mnie za atrakcyjną. Zasypywał mnie bukietami. Kilka razy przysłał do biura kuriera z czekoladkami. Twierdził, że mojej idealnej figurze nie zaszkodzi, jeśli trochę zgrzeszę. To wszystko dodawało mi pewności siebie.

– W takim razie na czym polegał problem? – Ksiądz rytmicznie stuka palcami o kratki.

– Na tym, że aby kogoś dobrze poznać, potrzeba czasu. A on mi go nie dał. Zaręczyliśmy się po pół roku znajomości, a trzy miesiące później wzięliśmy ślub. Nie musiałam nic robić, jego rodzina wszystkim się zajęła. Osaczyli mnie i pilnowali, żebym się nie rozmyśliła. Uwielbiali mnie, wychwalali, jego matka nazywała mnie swoją córeczką. Nie pozwalali mi złapać oddechu.

– Co na to twoja matka?

– Była zachwycona. Wmawiała mi, że druga taka szansa się nie powtórzy. On miał pieniądze, mieszkanie na kredyt i pewną posadę. Ja miałam staż, za który dostawałam marne grosze, i niepewność, czy dostanę etat.

– Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że wyszłaś za mąż dla pieniędzy? – Spowiednik stuka palcami jeszcze szybciej.

– Ależ skąd. Aż tak zdesperowana nie byłam. A może byłam? Sama już nie wiem… – Po drugiej stronie rozlega się głośne westchnienie. – Nie ma ksiądz pojęcia, jak to jest być młodą kobietą, która ciągle słyszy, że to jej jedyna szansa na dostatnie, szczęśliwe życie.

– Masz rację. Nie mam. – Chrząka. – Do czego to wszystko zmierza? W którym momencie zgrzeszyłaś?

– Najpierw zrobiłam to przed ołtarzem, gdy przyrzekałam narzeczonemu miłość, chociaż w głębi duszy wiedziałam, że go nie kocham.

– Nie o tym mówię. – Ksiądz coraz bardziej się niecierpliwi. – Pytam, kiedy złamałaś piąte przykazanie.

– W zeszłym miesiącu.

Kapłan się prostuje i wpatruje się we mnie przez kratki.

– W zeszłym miesiącu? W takim razie dlaczego opowiadasz mi o czymś, co wydarzyło się dawno temu?

– Ponieważ do tej tragedii doprowadziły błędne decyzje sprzed lat…

– Jakiej tragedii? Powiesz wreszcie, kogo zabiłaś?

W jednej chwili tracę całą odwagę.

– Nie mogę. – Ocieram palcem oczy. – Więcej grzechów nie pamiętam. Za wszystkie grzechy serdecznie żałuję i postanawiam poprawę.

– Zaczekaj. – Ksiądz próbuje mnie zatrzymać.

– Proszę o pokutę i rozgrzeszenie – dodaję, po czym wstaję z miękkiego klęcznika.

Duchowny wychodzi z konfesjonału i staje przede mną.

– Jak mogę ci dać pokutę, skoro nie znam szczegółów?

– Wystarczy, że Bóg je zna. Oby mi wybaczył – odpowiadam, po czym z pochyloną głową obracam się na pięcie i ruszam w kierunku wyjścia.

– Nie odchodź. – Słyszę za plecami.

Coś nakazuje mi zawrócić. Nie mogę się teraz poddać.

– Proszę księdza. – Przystaję. Duchowny wciąż mnie obserwuje. – Nie byłam z księdzem do końca szczera…

– Jak to? – Robi kilka kroków w moją stronę.

– Bo widzi ksiądz… – Przełykam ślinę. – Zabiłam więcej niż jedną osobę.

CZĘŚĆ 1

MAGDA

TERAZ

1

Gdy koła samolotu stykają się z pasem startowanym na Lotnisku Chopina, przechodzi mnie dreszcz. Jestem ogromnie podekscytowana. Po raz pierwszy od ponad dekady stanę na ojczystej ziemi. Cieszę się, że wreszcie tu wróciłam.

Planowałam przyjazd od dłuższego czasu. Od blisko osiemnastu lat mieszkam w Anglii i przez ten okres odwiedziłam Polskę tylko raz. Przyleciałam wtedy na kilka dni, by pochować siostrę. Nie byłyśmy zbyt blisko, nawet nie wiedziałam, że poważnie chorowała. Nie chciała mnie o niczym informować. Zrobił to jej mąż, który uznał, że powinnam być na pogrzebie.

– Jesteś jej siostrą, czy to ci się podoba, czy nie.

Przyglądałam się jej blademu wychudzonemu ciału w otwartej trumnie. Nie poznałam jej. Nie taką ją zapamiętałam. W zasadzie to nie wiem, jak ją zapamiętałam. Minęło tyle lat… Tyle straconych wspólnych chwil. Zapomniałam, jaki miała uśmiech, głos, kolor oczu… Moja rodzona siostra była mi bardziej obca niż sprzedawczyni w polskim sklepie na przedmieściach Londynu, do którego codziennie chodziłam. A jednak łączyły nas więzy krwi. Coś niepodważalnego, magicznego.

Ludzie mają obsesję na punkcie pokrewieństwa. Wierzą, że zobowiązuje ich ono do trwania przy osobach, z którymi poza genami często nic ich nie łączy. Rodzice bezwarunkowo kochają swoje dzieci i akceptują je nawet wtedy, gdy nie odwdzięczają się troską ani zainteresowaniem. Jeszcze gorsza jest sytuacja, w której potomstwo ratuje z opresji nieradzących sobie z życiem rodziców. Wierzą, że tak trzeba, bo przecież matki i ojca się nie wybiera. No właśnie. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Możemy jednak, a wręcz musimy, sami decydować, jak chcemy żyć. I nikt nie może oceniać tego, że postanowiliśmy zerwać z więzami krwi.

Stewardesa żegna się z pasażerami szerokim uśmiechem. Idę do holu, gdzie odbieram swoją wypchaną po brzegi walizkę. Przyleciałam na kilka tygodni. Od dawna planowałam wizytę w Polsce, ale pandemia pokrzyżowała mi plany.

Wychodzę z lotniska, gdy słyszę dźwięk telefonu. Dzwoni moja przyjaciółka Natalia. Zaproponowała, że przyjedzie po mnie samochodem, ale stwierdziłam, że to bez sensu.

– Daj spokój. Zamówię sobie taksówkę.

– Jesteś pewna? Wiesz, jak oni lubią zdzierać kasę?

– Przygotowałam się na to – zapewniam. – Czekaj na mnie w centrum.

– Nie pogniewasz się, jeśli się trochę spóźnię? – pyta Natalia. – Mała ciągle płacze i domaga się jedzenia. Maksymalnie pół godzinki.

– Nie szkodzi. Poczekam.

Rozglądam się dookoła w poszukiwaniu taksówek. W końcu stwierdzam, że skoro Natalia i tak ma poślizg, to nic się nie stanie, jeśli pojadę komunikacją. Odnajduję przystanek i kilka minut później wsiadam w autobus numer 175, który zawozi mnie prosto na Dworzec Centralny. Po drodze oglądam miasto, które kiedyś było mi tak bliskie, a teraz stało się zupełnie obce. Niektórzy pasażerowie zakrywają twarze maseczkami, inni nie. Dzień jest duszny. W pewnym momencie sama odsłaniam twarz i przysuwam się do okna. Przyjemny, letni wiatr wysusza pot na moim czole. Od razu czuję się lepiej.

Pod koniec podróży dostaję wiadomość od Natalii: „Wychodzę. Będę szybciej”. Nie widziałyśmy się na żywo od ośmiu lat. Swego czasu pracowałyśmy razem w wytwórni kart kredytowych. Byłam kierowniczką zmiany, a Natalia moją podwładną. Od razu ją polubiłam i to nie ze względu na narodowość. Nigdy nie przepadałam za Polakami w Anglii. Generalnie nie przepadam za Polakami. Postanowiłam jednak tu wrócić, między innymi by się przekonać, czy moje uprzedzenia są słuszne.

Wysiadam w okolicy dworca i idę w kierunku Złotych Tarasów. Mamy się spotkać na kawę, choć najchętniej poszłabym na obiad. Wyleciałam z samego rana i nie miałam czasu zjeść nawet śniadania.

Siadam w Costa Coffee i wysyłam Natalii wiadomość. Odpisuje, że będzie za kwadrans. Cieszę się, że ją zobaczę. Nigdy nie zapomnę, co dla mnie zrobiła. To ona przez trzy lata przed swoim wyjazdem do Polski wspierała mnie, gdy byłam w nieszczęśliwym związku. Facet, z którym się spotykałam, okazał się niewiernym draniem. Grał na dwa fronty i liczył, że uda mu się to utrzymać w tajemnicy. Liczne nieporozumienia przypłaciłam załamaniem nerwowym i rzuciłam się w wir pracy. Przyjeżdżałam do fabryki rano i wracałam późnym wieczorem. Natalia często zostawała dłużej, by dotrzymać mi towarzystwa. Sama miała nieciekawe doświadczenia z mężczyznami. Jak to mówią, nic nie łączy ludzi tak jak wspólny wróg. Stworzyłyśmy front przeciwko płci brzydkiej. Nasza przyjaźń kwitła. Gdyby nie ona, nie odważyłabym się odejść od Matthew.

Wkrótce Natalia poznała Polaka, który zawrócił jej w głowie. Gdy po roku znajomości wyznał, że myśli o powrocie do kraju, moja przyjaciółka długo się nie zastanawiała.

– Będę cię odwiedzać – zapewniała. – A poza tym mamy kontakt na Facebooku i Skypie. Zobaczysz, nic się nie zmieni.

Nie wierzyłam jej. Nie miałam wątpliwości, że nasza przyjaźń nie przetrwa rozłąki. I się nie myliłam.

Z początku rozmawiałyśmy na Skypie co kilka dni. Natalia opowiadała mi o problemach ze znalezieniem pracy i o tym, jak partner ją wspierał. Kilka miesięcy później zdzwaniałyśmy się już rzadziej niż raz w tygodniu. Wkrótce nasze kontakty ograniczyły się do sporadycznych wiadomości na Facebooku. Po roku Natalia zaprosiła mnie na ślub i wesele. Rodzice jej narzeczonego wynajęli lokal na Mazurach. To miała być wielka, niezapomniana biesiada. Byłam rozczarowana, gdy się dowiedziałam, że Natalia wybrała na świadkową kogoś innego. Nigdy jej jednak tego nie powiedziałam. Przecież powinnam się tego spodziewać. Mimo to czułam straszny żal i postanowiłam nie przylatywać do Polski. Wymyśliłam na poczekaniu wymówkę, którą Natalia przyjęła bez problemu. Wtedy tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że już dawno ruszyła naprzód i było jej wszystko jedno, czy znajoma z deszczowej Anglii pofatyguje się na uroczystość.

– Magda! – Słyszę znajomy głos. Zerkam się przez ramię i widzę Natalię idącą z otwartymi ramionami. – Chodź tu, kochana!

Przytulamy się mocno i ronimy kilka łez. Chociaż regularnie widuję ją na ekranie laptopa, nic nie może się równać z fizycznym kontaktem.

– Dobrze cię widzieć, Nejt – mówię, używając pseudonimu, który kiedyś dla niej wymyśliłam.

– Ciebie też.

Po wymianie czułości podchodzimy do lady i zamawiamy dwa duże cappuccino, a potem siadamy naprzeciwko siebie i badamy się nawzajem wzrokiem.

– Dobrze wyglądasz – stwierdza Natalia. – Wydaje mi się czy schudłaś?

– Daruj sobie tę kokieterię. – Macham ręką. – Pandemia dowaliła mi trzy kilo.

– Nie żartuj. – Moja przyjaciółka kręci głową. – To co ja mam powiedzieć?

Pół roku temu Natalia urodziła trzecie dziecko. Mimo to wygląda lepiej, niż jej się wydaje. No chyba że tylko stara się być miła.

– Cieszę się twoim szczęściem. Naprawdę – mówię, wyciągając ku niej dłoń. – Siedem lat małżeństwa… Piękny staż.

– Nie przesadzaj, Evans. Przecież byłaś z Craigiem równie długo.

– No właśnie, byłam. – Biorę łyk kawy. – I co mi po tym?

Natalia przysuwa się do mnie, nie puszczając mojej dłoni.

– Masz za sobą piękny okres. Sama wiele razy podkreślałaś, że nigdy nie byłaś szczęśliwsza. Musisz skupiać się na tych dobrych wspomnieniach. Czasem po prostu związek nie wypala. Obie przez to przechodziłyśmy.

– Ja aż dwa razy. – Wzruszam ramionami. – Zmarnowałam kawał życia na facetów, którzy nie byli tego warci.

– Przestań marudzić. – Natalia lekko mną potrząsa. – Myśl pozytywnie. Przecież sama powiedziałaś, że Craig nie puścił cię z torbami. Jesteś ustawiona na długie lata. A poza tym gdyby nie te wszystkie nieudane relacje, nie byłabyś teraz szczęśliwa z Joshem. No chyba że o czymś mi nie mówisz?

– Coś ty, Nejt. Między mną a Joshem wszystko w porządku. Właściwie to myślimy nawet o zmianie mieszkania.

 

– Ty to dopiero się ustawiłaś… Chłopak młodszy o piętnaście lat, a w dodatku ułożony i pracowity. Każda babka w twoim wieku marzy o kimś takim. Będę szczera: ja też. – Wybucha śmiechem. – A właśnie, gdzie on jest?

– Musiał zostać w Londynie – wyjaśniam. – Szkoda, że nie mógł się ze mną zabrać. Miałam nadzieję, że wreszcie się poznacie.

W ciągu ostatnich trzech lat moja relacja z Natalią znacznie się poprawiła. Napisałam do niej niedługo po rozwodzie z Craigiem. Nie radziłam sobie z żalem, który trawił mnie od środka. Zaczęłyśmy regularnie pisać na Messengerze i rozmawiać przez kamerkę. Dzieliłyśmy się rozterkami i nadrabiałyśmy utracony czas. Pół roku później poznałam Josha i straciłam dla niego głowę. Nie planowałam tego, a już na pewno się nie spodziewałam, że trafię na dwudziestodziewięciolatka. Natalia odradzała mi kolejny związek, zwłaszcza z dzieciakiem.

– Odpocznij, nabierz dystansu. Ten chłopiec wyssie z ciebie resztki energii.

Nie posłuchałam jej. Josh był czuły, troskliwy i wyrozumiały. A do tego doskonały w łóżku i szalenie przystojny. Jak miałam pozwolić mu odejść? To mogła być moja ostatnia szansa na miłość jak z bajki.

Z czasem dałam przyjaciółce do zrozumienia, że od początku się myliła. Przy Joshu odzyskałam równowagę emocjonalną i znów zaczęłam się uśmiechać. Widząc moją przemianę, Natalia szybko zmieniła zdanie.

– W życiu najważniejsze jest szczęście. Jeśli on daje ci szczęście i czujesz, że to ten właściwy, będę cię wspierać, choćby nie wiem co.

Natalia dotrzymała słowa i od tamtej pory już się ode mnie nie odwróciła. Nic dziwnego, że była pierwszą osobą, z którą postanowiłam się spotkać po przylocie do Warszawy. Poza nią nie mam w Polsce żadnej przyjaciółki. Kiedy opuszczałam kraj, spaliłam za sobą wszystkie mosty.

No może nie do końca…

2

– Cieszę się, że przyleciałaś na dłużej. Musisz koniecznie poznać moją rodzinkę. – Natalia pokazuje mi na telefonie zdjęcia swojej najmłodszej córeczki. Wcześniej dwa razy wysłała mi je na WhatsAppie. – Może jednak zatrzymasz się u nas? Nie mamy aż takich wygód jak ty w Londynie, ale na pewno znajdzie się dla ciebie miejsce. Dzieciaki się ucieszą, że wreszcie poznają ciocię Madzię.

– Dziękuję za propozycję, ale wynajęłam już pokój w hotelu – wyjaśniam.

– W hotelu? Na kilka tygodni? – pyta zdziwiona Natalia. – A w którym, jeśli można wiedzieć?

Gdy podaję jej nazwę, unosi brwi.

– No ładnie… Faktycznie dobrze ci się żyje… – Natalia spuszcza głowę.

– Przesadzasz, Nejt. Przecież nie zatrzymałam się w Hiltonie, chociaż Josh mnie do tego namawiał. Ostatnio nieźle mu się powodzi. Rozkręca własny biznes i pozyskał już kilku świetnych klientów.

– Wreszcie masz swoją bajkę – stwierdza Natalia.

– Do bajki jeszcze długa droga – oświadczam. – Zrobiliśmy jednak pierwszy poważny krok. Teraz tylko czekam na pierścionek.

Natalia wybałusza oczy i szeroko otwiera usta.

– Myślisz, że to już ten moment?

– Jasne, że tak – mówię z przekonaniem. – Spotykamy się już ponad dwa lata. Ile jeszcze mamy czekać? Sama wiesz, Nejt, że młodsze nie będziemy. Mam czterdzieści cztery lata i przespałam moment na założenie rodziny.

– Nigdy nie mów nigdy – poucza mnie przyjaciółka.

– Jestem za stara – stwierdzam. – Nie zrobiłabym tego dziecku.

W jednej chwili Natalia blednie i wbija wzrok w blat. Dostaję gęsiej skórki, gdy dociera do mnie, że popełniłam straszne faux pas. Moja przyjaciółka jest ode mnie młodsza raptem o trzy lata. Mogłam sobie darować krytyczną uwagę na temat ciąży w późnym wieku. Wiem, że nie uda mi się z tego wyplątać, więc postanawiam zmienić temat.

– Jakieś nowinki z pracy?

– Wiesz… Łatwo nie jest.

Natalia, która z wykształcenia jest kosmetyczką, dwa lata temu wreszcie założyła swój gabinet. Gdy urodziła, zatrudniła na swoje miejsce dwudziestokilkulatkę po studiach. Niestety przez koronawirusa salon nie mógł działać. Na domiar złego właściciel budynku, w którym Natalia wynajmuje lokal, nie zgodził się na obniżenie czynszu. Moja przyjaciółka miała wybór – albo się wyniesie, albo będzie dalej płacić za czynsz i pracownicę. Została, bo zbyt długo pracowała na własny biznes i nie była gotowa na porażkę. Zawsze miała problem z harowaniem dla kogoś.

– Możesz dawać z siebie wszystko, starać się, jak tylko możesz, ale i tak nigdy nie zostaniesz doceniona – mówiła. – A wiesz dlaczego? Bo dla każdego szefa będziesz tylko parobem, który powinien być wdzięczny za to, że ktoś zechciał go zatrudnić.

– Przesadzasz. – Przewróciłam oczami. – Znam wiele osób, które szanują swoich pracowników i uczciwie ich wynagradzają.

– Naoglądałaś się chyba za dużo bajek, Magda. Rzeczywistość jest dużo mroczniejsza, niż ci się wydaje.

Zaoferowałam Natalii pożyczkę, dzięki której mogłaby opłacić wynajem lokalu za co najmniej pół roku i zapłacić pracownicy część pensji. Tak jak przewidziałam, przyjaciółka odmówiła. Natalia to szlachetna dziewczyna, która nie lubi prosić o pomoc. Uważa, że każdy powinien sobie radzić z własnymi problemami i korzystać z życzliwości innych wyłącznie w sytuacjach krytycznych.

– Nie jestem jeszcze na dnie. Jeśli tam trafię, dam ci znać. Możemy się tak umówić?

Teraz siedzi przede mną zmęczona, pomarszczona i ubrana w nieuprasowaną koszulę. Mimo to w jej oczach dostrzegam błysk szczęścia.

– Masz rodzinę, Nejt. – Ściskam jej dłoń. – To najważniejsze. Wszystko inne nie ma znaczenia.

– Tylko za co tę rodzinę wyżywić? Piotr też ostatnio mało wyciąga. – Natalia dopija kawę. – Nie obraź się, Magda, ale już dawno nie musisz się przejmować prawdziwym życiem. Cieszę się, że nie masz żadnych zmartwień. Naprawdę. Zawsze dobrze ci życzyłam. – Wiem, że mówi szczerze. – No dobra, koniec użalania się nad sobą. Mam jeszcze trochę czasu i szczerze mówiąc, zgłodniałam.

– Czekałam, aż to powiesz.

– Niedaleko jest restauracja, w której podają pysznego pieczonego łososia. Co myślisz?

– Czemu nie.

*

Obiad upływa nam w przemiłej atmosferze, a ryba smakuje wyśmienicie. Wypijam dwa kieliszki białego chardonnay, podczas gdy Natalia zadowala się wodą z cytryną.

– Nie chcę pić, ciągle karmię i gdy wrócę do domu, mała od razu rzuci się do cycka – tłumaczy.

Po wszystkim, czego się dowiedziałam o jej problemach finansowych, proponuję, że opłacę rachunek.

– Żartujesz? Przecież to ja cię tu zaprosiłam.

– To dla mnie żaden problem, Nejt – mówię, uśmiechając się szeroko. – Jestem wdzięczna, że znalazłaś dla mnie czas.

– Jesteś pewna? – pyta zawstydzona. Wiem jednak, że mój gest jest jej bardzo na rękę.

– Tak – zapewniam. – Zapłacę kartą – zwracam się do kelnera.

– Oczywiście.

– Dzięki, Magda. – Natalia zerka na mnie spode łba. – To bardzo miłe z twojej strony.

– Odwdzięczysz mi się dobrą domową kolacją.

– Bardzo chętnie.

Idziemy w stronę parkingu, gdy Natalia pyta, jakie mam plany na resztę dnia.

– Zaniosę walizkę do hotelu, odpocznę, a potem może pojadę do Łazienek. Kiedyś uwielbiałam po nich spacerować.

– No dobrze. W takim razie do zobaczenia.

– Do zobaczenia.

Czekam, aż odjedzie, siadam na najbliższej ławce i wyciągam z torebki telefon. Nie byłam z Natalią do końca szczera. Nie przyleciałam do Polski tylko po to, by powspominać stare czasy i przeczekać pandemię. Wróciłam w konkretnym celu.

Przyjechałam, bo jest ktoś, z kim muszę się spotkać. Ktoś, o kim Natalia nie ma pojęcia.

3

Wysyłam jej na WhatsAppie wiadomość o treści: „Jestem już wolna. A ty?”. Odpisuje kilka minut później. Pyta, gdzie jestem.

Niedaleko Dworca Centralnego. Gdzie chcesz się spotkać?

Może pawilony na Nowym Świecie?

Nie znam tego miejsca.

Nie wiesz, gdzie jest Nowy Świat?

Po tylu latach z dala od Warszawy nikogo nie powinno to dziwić. Nie chcę jej jednak spłoszyć, więc odpisuję, że sobie poradzę. Umawiamy się za pół godziny.

Z pomocą Google Maps odnajduję właściwy przystanek tramwajowy. Podróż trwa raptem kilka minut, dlatego nawet nie kupuję biletu. Przystrzyżony nastolatek w szortach pomaga mi wynieść na przystanek ciężką walizkę. Dziękuję mu, siadam na ławce i sprawdzam mapę w smartfonie. Jestem już blisko. Kilka minut później stoję przy przejściu do Pawilonów i niepewnie rozglądam się dookoła. Widziałam jej zdjęcia i powinnam ją rozpoznać. To wyjątkowo charakterystyczna dziewczyna, ewidentnie lubi się wyróżniać i żyć na przekór całemu światu. Pytanie tylko, czy ona rozpozna mnie. Ją też okłamałam i przesłałam jej swoje zdjęcia sprzed kilku lat. Wyglądałam wtedy zgrabniej. Od tamtej pory przybyło mi kilka kilogramów, a wolałam się zaprezentować z jak najlepszej strony. Ale w prawdziwym życiu nie ma miejsca na pozory.