Iskra bogów. Nie odrzucaj mnieTekst

Z serii: Iskra bogów #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Czy on to mówił poważnie? Przychodziły mi do głowy tysiące rzeczy, które nie powinny zostać wynalezione. Rower znajdował się mniej więcej na końcu tej listy.

Wyraz jego twarzy zdusił mój opór w zarodku.

– Nie Cayden – zażądałam cicho, ale stanowczo. – Jeśli upierasz się przy tym, żeby ktoś zabrał mnie do domu, wolałabym, żeby to była Atena.

Rzeczywiście nagle zrobiłam się tak zmęczona, że od razu mogłabym zasnąć. Musiała się zbliżać jedenasta.

Atena zerwała się z miejsca.

– Przecież to właśnie powiedziałam.

Wcale tego nie chcąc, uśmiechnęłam się do niej.

– Będziemy cię dobrze pilnować, mała diafanio – powiedział cicho Zeus. – Nie musisz się już martwić.

Aż do wczoraj w ogóle się nie martwiłam. A przynajmniej nie o to.

– Więc to dlatego jesteście tutaj? – wyrwało mi się. Zmęczenie zniknęło bez śladu.

– Między innymi – padła zwięzła odpowiedź Apolla. Z markotną miną grzebał w przepysznym tiramisu. Gdyby Pietro to zobaczył, byłby urażony.

Cayden spojrzał na mnie ze zmarszczonym czołem, ale na szczęście Zeus nie upierał się dłużej przy tym, żeby to on odwiózł mnie do domu.

Przygotowałam rachunek i wstawiłam rower do garażu Pietro. Atena czekała cierpliwie obok drzwi. Pożegnałam się z Pietro i Francescą i poszłam z Ateną do jej samochodu. Ledwo wsiadłyśmy, tylne drzwi otworzyły się, a na siedzenie wsunął się Cayden.

– Pojadę z wami – powiedział i zignorował protest Ateny. – Nigdy dość ostrożności.

Podróż samochodem minęła w milczeniu. Nikt z nas się nie odzywał, choć na usta cisnęło mi się mnóstwo pytań. Byłam okropnie zmęczona, ale nie mogłam się odprężyć, kiedy Cayden siedział tak blisko za mną. Czułam jego oddech na karku. Ostatni raz tak się do mnie zbliżył na obozowej imprezie pożegnalnej. Chwilę później przyłapałam go z Robyn w naszym domku. Zacisnęłam dłoń na torbie leżącej na moich kolanach i pochyliłam się mocniej do przodu.

Atena zatrzymała się przed drzwiami naszego domu.

– Do zobaczenia jutro w szkole.

– Jak długo zostaniecie w mieście? – wyrwało mi się, choć właściwie chciałam wiedzieć, jak długo mam tym razem go znosić. Może powinnam zachorować.

Atena tylko wzruszyła ramionami.

– Pilnujemy cię. Przecież ojciec powiedział.

– Czy to z powodu Agriosa? – zapytałam. – Myślicie, że ten albinos gdzieś się na mnie zaczaił?

– Nie wiemy. Ale zdążyliśmy się już dowiedzieć, że nie tylko przysłał Skyllę, ale był też odpowiedzialny za wypadek, który miałyście z Robyn w drodze na obóz.

Przełknęłam ślinę. Oczywiście. Przecież sama widziałam stojącego na skraju drogi albinosa. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? To on sprawił, że zwaliło się drzewo. Odpowiadał za to, że obie z Robyn niemal umarłyśmy. Jeśli mnie ścigał...

– Przestań ją straszyć – z tyłu zabrzmiał ostry głos Caydena.

Poczułam jego dłoń na swoim ramieniu. Miękko pogłaskał mnie po nim, a ja zdrętwiałam.

– Nie martw się. Agriosa tu nie ma i on nic ci nie zrobi. Nie pozwolimy na to.

Ze złością strąciłam jego dłoń.

– Nie dotykaj mnie – wysyczałam. Jak śmiał! Tą ręką dotykał Robyn...

Otworzyłam drzwi samochodu.

– Śpij dobrze! – zawołała za mną Atena, kiedy wysiadłam i ruszyłam w stronę domu.

– Poczekaj, Jess. – Usłyszałam kroki Caydena i przyspieszyłam. – Proszę. Pozwól mi wyjaśnić.

Włożyłam klucz do zamka i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.

Wyjaśnić. Czy on robił sobie ze mnie jaja? Wyczerpana osunęłam się po ścianie w przedpokoju. Na zewnątrz rozbrzmiał dźwięk silnika. Samochód się oddalał. Głęboko odetchnęłam, ale mój puls powoli się uspokajał.

W domu panowała cisza. Nie było słychać nawet pomruku telewizora. To mogło oznaczać tylko jedno: mama była w łóżku. Dawniej przez całą noc oglądała jakieś bzdury i piła. Ze wschodem słońca w końcu wczołgiwała się do łóżka, pozostawiając mi obudzenie Phoebe i przygotowanie jej do szkoły. Dziś rano wstała razem z nami i przygotowała nam śniadanie. To było dziwne uczucie.

Samochód stał na podjeździe. Po balecie wszystko poszło więc gładko. Powinnam czuć większą ulgę. Lepiej sprawdzę, czy Phoebe leży w swoim łóżku. Trudno się pozbyć praktykowanych latami przyzwyczajeń.

Cicho otworzyłam drzwi do pokoju Phoebe. Świeciła się lampka nocna i otulała pokój tajemniczym światłem. Moja siostra spała jak zwykle przy szeroko otwartym oknie, by móc słyszeć morze. Odgarnęłam jej włosy z twarzy i uśmiechnęłam się na widok wytartego misia, którego mocno do siebie przyciskała. Pan Pinky był z nią od dnia urodzin. Na palcach podkradłam się do okna i rozejrzałam po okolicy. Wszystko wyglądało jak zwykle, a mimo to włosy na karku stanęły mi dęba. Skoro Agrios potrafił zwalić drzewo, dostanie się do naszego domu było dla niego błahostką. Wystarczy, że zmieni się w pająka, mysz albo coś podobnego.

W krzakach rozległ się szelest, a ja podskoczyłam ze strachu. Wybiegł z nich piesek preriowy. Nocami te zwierzątka często podchodziły do domów. Ale teraz nie mogłam już być pewna, że to był tylko niegroźny mieszkaniec plaży. Wszystko z powodu bogów. Dlaczego po prostu nie zostawili mnie w spokoju? Jeśli Phoebe coś się stanie, zapłacą za to, choć jeszcze nie wiedziałam, jak to zrobić. Zaryglowałam okiennice i zamknęłam okno bez wielkiej nadziei, że te środki ostrożności powstrzymają Agriosa.

Szybko zmyłam z ciała i włosów zapach pizzy i piwa, nałożyłam piżamę i wczołgałam się do łóżka. Bogowie byli tu, by mnie chronić. Oby tej nocy poradzili sobie z tym zadaniem lepiej niż na obozie. Byłam tak zmęczona, że każdy potwór mógłby mnie bez problemu porwać.

Zapiski Hermesa

III

– Nie uważasz, że to jest trochę nieuczciwe względem Jess? – zapytałem Atenę.

Moja siostra zmarszczyła czoło.

– Ta decyzja nie była dla mnie łatwa. Ale co mieliśmy zrobić?

Leżałem na sofie luksusowej willi w Monterey, którą zamieszkiwał mój ojciec. Bogini mądrości oczywiście nieszczególnie lubiła, gdy ją krytykowano, ale tym razem popełniła błąd, co zamierzałem wytykać jej tak długo, aż się przyzna.

– Nie patrz tak na mnie. Naprawdę dobrze się nad tym zastanowiłam.

– Nieprawda – zaprzeczyłem. – Niepotrzebnie narażasz Jess na niebezpieczeństwo.

– Musimy najszybciej jak to możliwe zamknąć drugą rundę konkursu – obiecała mi. – Jess nie oprze się Prometeuszowi, a potem wreszcie będziemy mogli zająć się poważnymi problemami.

– Czasami naprawdę mnie przerażasz – powiedziałem zszokowany. – Jak możesz być tak bezduszna? Czy ta dziewczyna jest ci całkowicie obojętna? Przecież ma złamane serce. Myślałem, że ją lubisz. – Nic nie rozumiejąc, pokręciłem głową. Dlaczego właściwie byłem zaskoczony? Atena zrobiłaby wszystko, by pomóc naszemu ojcu.

– Nie zrozumiesz tego. – Przynajmniej wyglądała na trochę zgaszoną.

Wsunąłem moje skrzydlate buty.

– To zawsze jest finalny argument, prawda? Jakbym był za głupi, żeby pojąć twoje plany. Znowu się mu podlizujesz. Jak zwykle.

– Nie mamy wyboru. Gdyby Prometeusz nie upierał się przy tym, by kontynuować zawody, nie byłoby nas tutaj.

– To się nie skończy dobrze – zakrakałem i ruszyłem w drogę do Mytikas.

.

Drugi dzień szkoły rozpoczął się lepiej, bo przed pierwszą lekcją żaden bóg nie wszedł mi w drogę, choć kiedy tylko znalazłam się w budynku, jazgot nabrał na sile. Musiałam jak najszybciej porozmawiać z Robyn. Trzeba skończyć to szaleństwo. Jeśli najpierw zacznę się bronić, nikt mi nie uwierzy. Jak wpadła na pomysł, żeby opowiadać o mnie takie historie? Zamknęłam swoją torbę w szafce i ruszyłam na pierwszą lekcję. Kiedy po drodze gapiły się na mnie dziewczyny, ja po prostu odpowiadałam im spojrzeniem. Nie zamierzałam chować głowy w piasek i wstydzić się za coś, czego nie zrobiłam. Katastrofa wydarzyła się, kiedy w czasie dużej przerwy zostałam wezwana do dyrektora. Z wysoko uniesioną głową szłam przez szkolne korytarze.

– Na pewno dostanie naganę – usłyszałam szeptanie. – Należy się jej.

Czy oni wszyscy zwariowali? Nawet gdyby historia Robyn pokrywała się z prawdą, to, z kim sypiam, nie było sprawą dyrektora. Te głupie lale naprawdę nie powinny się interesować tym, z kim i kiedy spędziłam noc. Nic im do tego. Mnie też nie interesowało ich życie prywatne, które zapewne było bardziej spektakularne niż moje. Ciekawiło mnie jednak, czego chciał ode mnie pan Mills. To pytanie zamarło mi na ustach, kiedy weszłam do pokoju.

Na fotelu w przytulnym kącie wypoczynkowym siedział Zeus, popijał kawę z filiżanki i uśmiechał się do mnie. Z wściekłością zmrużyłam oczy. Co on robił tu w szkole? Czułam się całkowicie osaczona.

Pan Mills, dyrektor naszej szkoły, wstał.

– Cześć, Jess. Słyszałem, że znasz już pana Rossa.

Skinęłam głową i usiadłam na miejscu, które mi wskazał.

– Opowiedział mi o twoich imponujących postępach w starogreckim. W tym roku otwieramy kurs tego języka. – Dyrektor zrobił przerwę i najwyraźniej oczekiwał ode mnie zachwytu. W minionym roku szkolnym rozmawialiśmy raz lub dwa razy na temat takiego kursu. Nie robił mi wielkich nadziei, że lekcje greckiego mogą dojść do skutku, i tylko dlatego pojechałam na ten głupi obóz.

Oszczędziłam sobie „hurra” i po prostu skinęłam głową. Moje milczenie musiało się mu wydawać zabawne. Uczył historii, mojego ulubionego przedmiotu. Na jego lekcjach zawsze miałam coś do powiedzenia.

– Chociaż twój plan lekcji pęka już w szwach, pytam, czy chciałabyś chodzić na ten kurs – kontynuował rozmowę i uprzejmie udawał, że nie zauważył mojego braku zainteresowania. To dziwne, że wezwał mnie do siebie z tego powodu. Ta akcja na pewno wzięła się z jakichś bzdur Zeusa. Chciał mieć pewność, że ja też zapiszę się na kurs, żeby mógł mieć mnie na oku.

 

Pan Mills wiedział, że chcę studiować archeologię. Uważał się za eksperta w historii starogreckiej i prawdopodobnie nim był. Jego oczy błyszczały z zachwytu. Nie chciałam go rozczarować.

– Oczywiście – oświadczyłam więc. – Bardzo chętnie.

Dyrektor potarł dłonie, a na twarzy Zeusa pojawił się uśmiech zadowolenia. Poprzedniego dnia bóg wszystkich bogów powiedział mi, że będą mnie pilnować. Ponieważ pojawili się tu wszyscy, musiało to oznaczać, że grozi mi niebezpieczeństwo. No pięknie. Zmarszczyłam czoło, ale Zeus nie dał po sobie nic poznać. Kto go takim widział, mógł naprawdę uwierzyć, że jest niewinnym nauczycielem greki. Dzisiaj założył nawet okulary. Mnie jednak nie mógł tym zwieść.

– Dobrze – powiedział pan Mills. – Więc zobaczymy, kto jeszcze się zapisze. Jestem pewien, że uda się nam zapełnić kurs.

– Dziękuję, że pan o mnie pomyślał – pożegnałam się, by nie wyjść na ostatnią niewdzięcznicę.

Pod drzwiami gabinetu czekała Atena.

– Zapiszesz się na kurs? – zapytała niecierpliwie.

Wychodzili z każdej dziury.

– A mam wybór?

– Myślałam, że się ucieszysz. – Wyciągnęła mnie na korytarz. – Mamy teraz razem matmę. Musisz siedzieć obok mnie, bo ten przedmiot nie należy do moich mocnych stron.

– Robisz mnie w balona? Jesteś boginią mądrości.

– Psst – zasyczała i rozejrzała się wkoło. – Nie musimy od razu używać tego argumentu.

Jedyną osobą poza nami, która znajdowała się w tym korytarzu, był stareńki dozorca z mopem w dłoni. Wszyscy wiedzieli, że jest prawie głuchy.

– Matma nie ma wiele wspólnego z mądrością – wyjaśniała mi dalej Atena. – Z liczbami najlepiej radzi sobie Cayden.

– Więc mam nadzieję, że nie będzie z nami siedział na lekcji i robił z nas wszystkich idiotów – oświadczyłam sarkastycznie.

– Na pewno nie. Dziś go tu nie ma.

Nie interesowało mnie, gdzie jest. Nie zamierzałam...

– Gdzie on jest? – wyrwało mi się.

– W Mytikas. Musiał załatwić coś pilnego dla Zeusa. Ale przyjedzie. Nie martw się.

– Nie martwię się. Jeśli chodzi o mnie, może zostać tam, gdzie pieprz rośnie.

Dźwięczny śmiech Ateny rozbrzmiał w pustym korytarzu. Chwyciła mnie pod ramię.

– A na mnie nie jesteś zła, prawda?

– Właśnie, że jestem. I dlatego jesteś mi winna wyjaśnienie. – Wciągnęłam ją we wnękę okienną. Teraz było już wszystko jedno, czy się spóźnimy. Miałyśmy idealną wymówkę – przecież zostałam wezwana do dyrektora.

Atena spojrzała na mnie pytająco.

– Nie mogę ci wszystkiego powiedzieć, wiesz o tym, prawda?

– Tak, tak. – Machnęłam dłonią. – Pamiętasz dzień, kiedy Skylla prawie mnie utopiła?

Atena powoli skinęła głową.

– To było straszne, ale nie musisz się bać. Nic takiego więcej się nie wydarzy. Obiecuję. Cayden będzie na ciebie bardzo uważał.

Cayden był ostatnią osobą, która powinna na mnie uważać. Musiałam poprosić Zeusa, żeby w końcu na zawsze odesłał go do Mytikas. To zadanie równie dobrze mógł wypełnić każdy inny bóg.

– Nie o to teraz chodzi. Kiedy przyniósł mnie z powrotem do domku, udawałam, że śpię, i podsłuchałam waszą rozmowę.

– Och – powiedziała cicho Atena i zmarszczyła czoło. – Nie powinnaś tego robić. Lepiej, jeśli nie wiesz za dużo.

Na to było już zdecydowanie za późno. Wiedziałam więcej, niż chciałam. A mimo to miałam mnóstwo pytań.

– Powiedziałaś mu, że to on ma podjąć decyzję, kogo wybrać – przyszłam jej z pomocą. – Robyn czy mnie. Co miałaś na myśli?

Atena mocno zacisnęła wargi.

– Musiałaś się przesłyszeć.

– Nie przesłyszałam się i chciałabym wiedzieć, co to miało znaczyć. – Splotłam ręce na piersi.

– Nie wolno mi o tym z tobą rozmawiać. – Nerwowym ruchem założyła sobie włosy za ucho. – Gdybym wiedziała, że nie śpisz, nie prowadziłabym tej rozmowy przy twoim łóżku. Zwiodłaś mnie. Udało ci się to tylko dlatego, że jesteś diafanią.

– Dobrze wiedzieć. – Zaśmiałam się głucho, bo nie chciałam ustąpić. – Chciałabym jednak znać prawdę. Jeśli mam spisać wszystko, co się wydarzyło, musicie grać ze mną w otwarte karty. W przeciwnym razie możecie o tym zapomnieć. – Nie musiała wiedzieć, że już zaczęłam robić notatki.

– Ale nie wolno mi tego zrobić. – Sprawiała wrażenie naprawdę skruszonej. – To byłoby wbrew zasadom ojca.

– On wytyczył zasady?

Atena spojrzała mi prosto w oczy.

– Oczywiście. A jednak zdołałam go przekonać, żebyśmy podążyli za tobą. Zanim się dowiemy, co dokładnie zamierzają Agrios i Gaja, wolałam cię mieć na oku.

– Czy nie wystarczyłoby, gdybyś przybyła sama? – warknęłam.

Na pewno chciała być miła.

– Ci dwoje to potężni przeciwnicy. – Rysy twarzy Ateny niepostrzeżenie się zmieniły. Zaczęły świecić. Trudno było to dostrzec, ale były niesamowite.

– Nie powinnaś ich bagatelizować. Agrios zrobiłby wszystko, by pozbawić Zeusa władzy.

– Ale czy kiedy wszyscy tu jesteście, nie naprowadzacie go na mój ślad? Na pewno już dawno o mnie zapomniał.

– Nie byłabym tego taka pewna – przepowiedziała tajemniczo Atena.

Wydawało mi się to dziwne. Wierzyłam, że taki bóg jak Zeus jest wszechwiedzący. Dlaczego nie wiedział, gdzie zaniosło jego syna, i nie przyłożył mu błyskawicą? Najwidoczniej jednak mógł się pomylić.

– Chodźmy na matmę – powiedziała Atena. – Nie chciałabym, żebyś miała problemy.

Matma była mi aktualnie kompletnie obojętna, ale potrzebowałam czasu, żeby zrozumieć słowa Ateny. Poszłam więc za nią przez puste szkolne korytarze.

Z półgodzinnym spóźnieniem weszłyśmy do klasy. Rozejrzałam się w poszukiwaniu wolnego miejsca, kiedy moje spojrzenie padło na Robyn. Nie zrobiła żadnej miny, jakbym była dla niej obca i, co dziwne, właśnie tak się czułam. Czy zdążyła się już zobaczyć z Caydenem? Czy chciała doprowadzić do porządku sprawy z Cameronem, bo uznała, że nigdy więcej nie zobaczy Caydena? A jeśli on naprawdę zakochał się w Robyn, a ona w nim? Ta myśl nie była całkiem szalona. Ci dwoje naprawdę by do siebie pasowali i zapewne skutecznie utrudnialiby sobie nawzajem życie. Każde z nich dostało to, na co zasługiwało. Ale jeśli stał za tym Agrios? Już raz porwał Robyn. Powinnam jej powiedzieć, że w najbliższych tygodniach musi na siebie uważać, i poprosić Atenę, żeby Zeus ochraniał też Robyn. Wprawdzie mnie zraniła, ale nie chciałam, by ten szalony albinos jeszcze raz dostał ją w swoje łapy.

Kiedy lekcja się skończyła, podeszłam do jej ławki. Żywiołowo dyskutowała ze swoją sąsiadką i nawet nie spojrzała w moją stronę.

– Czy możemy porozmawiać? – zapytałam.

Z wysoko podniesionymi brwiami odwróciła się w moją stronę.

– Nie wiem o czym.

Dziewczyna obok niej pożegnała się pospiesznie, a Robyn łaskawie skinęła głową.

– Cayden tu jest, a ja chciałam ci tylko powiedzieć, że nic nie powiem Cameronowi. To nie moja sprawa.

– Czego mu nie powiesz? – zapytała Robyn. – Nie wiem, o czym mówisz. Zachowałaś się okropnie, a teraz chcesz to zwalić na mnie?

Spojrzałam na nią z irytacją. Przecież chyba nie zamierzała zostać przy swojej wersji wydarzeń? Nie, kiedy rozmawiałyśmy o tym w cztery oczy.

– Nie zachowałam się okropnie – powiedziałam zdenerwowanym tonem. – To przecież ty...

Nagle obok mnie stanęła Atena i uspokajającym gestem położyła mi rękę na ramieniu.

– Jesteście trochę za głośno – zauważyła.

Rzuciłam okiem na dziewczyny, które wciąż stały w klasie i bezceremonialnie nas podsłuchiwały. Czy czekały, aż zaczniemy się bić? Pokręciłam głową nad ich głupotą.

Robyn porwała swoje książki.

– Zostaw mnie i Camerona w spokoju – syknęła i wypadła na zewnątrz. Nawet nie zdążyłam jej ostrzec. Cholera.

– Uspokoi się – powiedziała Atena. – Daj jej po prostu trochę czasu.

Poszłyśmy razem do bufetu.

– Czy ona wie, że Cayden tu jest?

Atena skinęła głową.

– Już się spotkali.

– I będą kontynuować to, co zaczęli na obozie? – Tak mocno zagryzłam zęby, że aż mnie zabolało, kiedy przypomniałam sobie scenę w salonie naszego domku. – Chodzi mi o to, że... nic mnie to nie obchodzi. – Nabrałam głęboko powietrza. – Przecież mogliby... Powinnam na nią uważać, żeby Agrios znów jej nie porwał.

– Nie wierzę, że Cayden będzie dalej zabiegał o Robyn – powiedziała Atena. – A ona jest dla Agriosa całkowicie nieinteresująca.

Drugie zdanie przyniosło mi ulgę, w przeciwieństwie do pierwszego, które oznaczało, że Cayden tylko ją wykorzystał. Albo ona jego.

– Ale on się z nią przespał – powiedziałam słabym głosem. Chyba jej do tego nie zmusił.

Przewróciła oczami i pokręciła głową.

– To nie ma znaczenia.

Dotarłyśmy do bufetu i ustawiłyśmy się w kolejce po odbiór jedzenia.

– On jest jeszcze większym idiotą, niż wcześniej zakładałam. Prawda? Po prostu chciał się trochę zabawić. – A ja, głupia krowa, marzyłam o wielkiej miłości.

Atena wyciągnęła rękę po tacę, położyła na niej bagietkę i nalała sobie Seven up z automatu.

– To mój kuzyn i nie chcę o nim mówić nic złego, ale on jest idiotą. Przede wszystkim jeśli chodzi o dziewczyny.

Musiałam się uśmiechnąć.

– Mogłaś mnie przed nim ostrzec.

– I co by to dało? – Czekała obok mnie, kiedy nakładałam sobie do miski porcję sałatki owocowej.

– Przypuszczalnie nic – przyznałam. – Ale teraz jestem mądrzejsza.

Usiadłyśmy przy wolnym stole, a już po chwili dosiedli się do nas Josh i Apollo. Chłopcy grali na wf-ie w koszykówkę w dwóch przeciwnych drużynach i Josh drażnił Apolla zwycięstwem swojego zespołu.

Apollo uśmiechał się dobrodusznie.

– Moglibyśmy kiedyś się zmierzyć w prawdziwym sporcie – zaproponował.

– Nie ma sprawy – mlasnął Josh. Właśnie kończył drugiego burgera. – Co proponujesz?

– Rzut oszczepem, wyścig rydwanów, łucznictwo? – Apollo uśmiechnął się szeroko.

– Dowcipniś. – Josh pozbierał liście sałaty ze swojego talerza i wcisnął je sobie do ust. – Pójdziemy w weekend z Leah do kina? – zwrócił się do mnie. – Wysłała mi wiadomość.

– Jasne, dlaczego nie. – Uznałam to za dobry znak, że chce z nią spędzić czas. Sama nie miałam jeszcze żadnych planów. Tęskniłam za nią. Oby mama do tego czasu pozostała trzeźwa. Jeśli nie, Leah nie będzie mogła u mnie spać. A ja bardzo potrzebowałam przyjaciółki.

– Sprawdzę, co grają – zaproponował Josh. – Chcecie też iść? – zapytał Atenę i Apolla. – Byłoby fajnie, taka powtórka z obozu. Być może zapytam też Camerona i Robyn. – Spojrzał na mnie, a ja pokręciłam głową. Robyn i tak by nie poszła, a po naszej ostatniej rozmowie nieszczególnie mi na tym zależało.

– Okej, więc będzie nas pięcioro. Najważniejsze, żebyście zostawili swojego niezrównoważonego kuzyna w domu.

Apollo zaśmiał się cicho.

– Możesz mu to sam powiedzieć.

Podążyłam za jego spojrzeniem. Cayden pojawił się dokładnie za plecami Ateny, a jego oczy ciskały pioruny.

Josh patrzył na niego niewzruszony.

– Zrobię to. Hej, idioto, nie chcę, żebyś się z nami spotkał w weekend. I trzymaj się z daleka od Jess.

Coś, co podejrzanie przypominało warczenie, wydobyło się z gardła Caydena. Chyba nie zamierzał się w nic zmienić? Czy tytani to potrafili? Skąd on się tu wziął? Czy nie musiał pilnie podrywać nimf w Mytikas? Josh odsunął krzesło i podszedł do niego. Chłopcy stali tak blisko siebie, że czubki ich nosów niemal się stykały. W bufecie zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Można by usłyszeć dźwięk spadającej szpilki.

– Najlepiej idźcie na świeże powietrze i uspokójcie się – rozległ się głos Zeusa.

Apollo odciągnął Caydena od Josha, a ja chwyciłam go za rękę. Teraz mogłam się rozkoszować wściekłym spojrzeniem Caydena. Podałam Joshowi jego torbę.

– Wyjdźmy stąd – poprosiłam. – On nie jest wart twojej złości, a ty narobiłeś już dość zamętu.

Josh przetarł sobie twarz dłońmi i otoczył mnie ramieniem.

– Najchętniej skręciłbym mu kark.

– To naprawdę niekonieczne. Wszystko jest w porządku. Nie chcę, żebyś bił się z mojego powodu. Dopiero wtedy stanę się tematem szkolnych plotek.

Na boisku szkolnym stał Zeus z Apollem, Ateną i Caydenem. Toczyli burzliwą dyskusję. Ściślej mówiąc, Zeus przemawiał do pozostałych trojga i robił przy tym wrażenie dość zdenerwowanego. Bardzo chciałam to usłyszeć. Zwykle nie byłam entuzjastką męskich walk o terytorium, ale myśl o tym, że Josh mógłby pobić Caydena, miała w sobie coś pociągającego. Z ulgą przyglądałam się, jak Cayden idzie z Zeusem do jego samochodu i obaj odjeżdżają. Im rzadziej będzie mi wchodził w drogę, tym lepiej.

 

Leah chciała wyjechać z San Francisco w piątek wczesnym popołudniem, żeby być w Monterey przed zmierzchem. Z obawą spojrzałam na niebo, na którym gromadziły się szare chmury. Oby nie było burzy. Zasunęłam zasłony w swoim pokoju, chcąc oszczędzić sobie widoku ewentualnych błyskawic. Leah i ja od powrotu z obozu wysłałyśmy sobie około miliona wiadomości. Cieszyłam się bardzo, że ją zobaczę. Wieczorem zostaniemy w domu, a następnego dnia pójdziemy z Joshem do kina. Czy Atena i Apollo wybiorą się z nami, czy po dzisiejszym epizodzie Zeus im tego zabroni? By mieć na mnie oko, nie musieli przecież być w pobliżu mnie.

Czas do przyjazdu Leah męcząco się dłużył. Aby go jakoś przetrwać, szukałam w Internecie informacji, czy wszyscy tytani potrafią się przeobrażać, czy tylko Agrios posiada tę moc. Musiałam dowiedzieć się jeszcze więcej o greckich bogach i ich umiejętnościach. Ci, którzy zadomowili się w Monterey, niestety nie byli szczególnie wylewni. Wszystko, o czym czytałam, wiedziałam już wcześniej. Zeus zmienił się w łabędzia i byka, by porwać Ledę i Europę. O innych bogach i ich darach też nie dowiedziałam się nic nowego. Czy to więc możliwe, że tylko najwyższy z bogów i jego syn Agrios posiadali tę umiejętność? Gdyby Cayden, czyli Prometeusz, potrafił się przeobrażać, na pewno by to zrobił, kiedy Zeus kazał go przykuć do skały. Jako mysz albo mucha z pewnością od razu umknąłby orłowi.

Na zewnątrz zagrzmiało, a ja postanowiłam pójść do kuchni, do mamy i Phoebe, które gotowały tam spaghetti. Phoebe promieniała szczęściem, a ja wyjątkowo pozwoliłam sobie mieć nadzieję, że trzeźwość mamy tym razem potrwa dłużej.

– Zjesz z nami? – zapytała. – Czy poczekasz na Leah? – Mama od dawna nie obchodziła się ze mną w tak nieskomplikowany sposób, jak z Phoebe. Spojrzała na mnie błagalnie.

– Zjem z wami jedną porcję, a potem dokładkę z Leah.

Przechodząc obok Phoebe, zmierzwiłam jej włosy i wyciągnęłam z szafki tarkę do sera.

– Hej, zostaw mnie. Nie jestem już dzieckiem! – parsknęła.

– Nie jesteś? – Natychmiast połaskotałam ją w bok, który był szczególnie podatny na gilgotki.

Zachichotała.

– Nie jestem. Czy Leah przyjeżdża ze względu na Josha?

– Czytałaś potajemnie moje wiadomości?

Bez cienia wyrzutów sumienia wzruszyła ramionami.

– Zostawiłaś komórkę w kuchni. To prawie jak zaproszenie.

– Jesteś potworem, wiesz o tym? Poczekaj, aż ja zacznę czytać twoje wiadomości.

– Phi – padło w odpowiedzi. – Nigdy nie wpadłabym na tak łatwe hasło, jak twoje.

– Mała mądrala. – Chwyciłam komórkę, by ustawić sobie trudniejsze hasło.

Phoebe uśmiechnęła się do mnie zarozmiale. Będzie próbowała odgadnąć moje nowe hasło.

– Jess. – Mama nerwowo bawiła się widelcem i wykorzystała moment, kiedy Phoebe poszła do toalety. Prawie nic nie zjadła. – Tym razem wytrzymam – powiedziała, zacinając się. – Obiecuję. Nie musisz się martwić.

Nie umiałam jej spojrzeć w oczy. Tę obietnicę składała mi już nie pierwszy raz. Skinęłam głową i nawinęłam sobie na widelec resztkę spaghetti.

– Spróbuję, okej? – Więcej nie mogłam jej zaproponować.

Oczy mamy zaszkliły się podejrzanie, bo nie chciałam wyjść jej naprzeciw. Rozmowa o nałogu musiała ją wiele kosztować. Być może uwierzę jej, jeśli minie więcej czasu, a ona rzeczywiście zachowa trzeźwość.

Właśnie sprzątałyśmy kuchnię, kiedy zabrzmiał dzwonek do drzwi. Podbiegłam, żeby otworzyć. Przede mną stała Leah z plecakiem przewieszonym przez prawe ramię. Jej twarz promieniała. Padłyśmy sobie w ramiona, jakbyśmy nie widziały się nie prawie dwa tygodnie, a dwa lata. Najchętniej zaczęłabym krzyczeć ze szczęścia, ale to byłaby już lekka przesada.

– Pozwól dziewczynie najpierw wejść do środka –

powiedziała stojąca za mną mama.

Zmieszana odsunęłam się od Leah i pociągnęłam ją za sobą do domu.

– Dzień dobry, pani Harper – przywitała się grzecznie Leah. – A ty musisz być Phoebe – zwróciła się do mojej siostry. – Dużo o tobie słyszałam. – Mrugnęła. – Prawie same dobre rzeczy.

Phoebe uśmiechnęła się z dumą. Chociaż czasem grała mi na nerwach, kochałam ją całym sercem, a ona dobrze o tym wiedziała.

– Jesteś głodna? – zapytała mama. – Zostało jeszcze trochę spaghetti.

– Bardzo dziękuję. Zjadłam po drodze – odpowiedziała Leah.

– Pójdziemy do mojego pokoju? – zaproponowałam. Nie miałam ochoty się nią dzielić z mamą i siostrą. Miałyśmy o wiele za dużo do omówienia.

– To dziwne, że przeprowadzili się właśnie do Monterey. – Leah włożyła dłoń do paczki chipsów, która leżała pomiędzy nami na łóżku. – Nie uważasz?

Od jej przyjazdu nie rozmawiałyśmy o niczym innym.

Oczywiście, że tak uważałam. Ale nie mogłam jej powiedzieć, że są tu tylko po to, by chronić mnie przed popapranym albinosem. Szczelniej przykryłam się kocem, kiedy na zewnątrz zagrzmiało kolejny raz. Czy Zeus nie mógł sobie tego podarować? Był wściekły czy właśnie prowadził pojedynek z Agriosem? Ci dwaj powinni załatwiać swoje niesnaski w Mytikas. Dlaczego Zeus nie znalazł Agriosowi pracy, jak swoim pozostałym dzieciom? Pomiędzy posadą bogini mądrości, boga uzdrawiania i polowania, czy czego tam jeszcze, z pewnością została jakaś wolna działka. Zeus był przecież najwyższym z bogów, na pewno wymyśliłby coś, by pojednać się ze swoim synem.

Poza tym, na miejscu Agriosa też byłabym raczej zła, gdyby ojciec wywinął taki numer z moją mamą. W gruncie rzeczy tak się właśnie stało. Mężczyźni byli naprawdę strasznymi stworzeniami. Gdyby Prometeusz stworzył z błota tylko kobiety, światu oszczędzono by wielu kłopotów.

– Rozmawiasz ze mną jeszcze czy śnisz na jawie? – Leah pstryknęła palcami przed moim nosem. – Więc co oni tu robią? Dziadek i babcia byli mocno poirytowani, kiedy państwo Ross oznajmili im, że rezygnują z pracy. Chociaż dziadek naprawdę się ucieszył, że pan Sparks wraca. Stary ponurak. Myślałam, że już go więcej nie zobaczę.

– Pan Ross pracuje w naszej szkole jako nauczyciel – powiedziałam. – Prowadzi kurs starogreckiego.

– I nie wydaje ci się to dziwne?

– Tak, trochę. Ale nasz dyrektor od dawna chciał otworzyć taki kurs. Na pewno to czysty przypadek, że pan Ross zgłosił się na to miejsce.

– Dziwny przypadek, bo nikt z ich pięciorga na obozie nie mówił o tym, że mają zamiar przeprowadzić się do Monterey. A to byłaby przecież ważna informacja.

Podniosłam się i uklękłam przed Leah.

– Jeśli opowiem ci coś kompletnie dziwacznego, obiecujesz, że nie będziesz się śmiać i że nie uznasz mnie za pomyloną?

– To zależy. – Leah spojrzała na mnie nieufnie.

Ponownie podałam jej paczkę chipsów i zastanawiałam się, w którym miejscu mam zacząć. Na zewnątrz zagrzmiało tak głośno, że aż się wzdrygnęłam. Kilka sekund później w pokoju stanęła moja mama.

– Wszystko w porządku, skarbie?

Oczywiście, że wiedziała o moim strachu przed burzą, choć przez ostatnie dwa lata było jej to raczej obojętne. Moje dłonie drżały trochę, ale poza tym nie czułam żadnych objawów paniki. Ponownie zanurkowałam pod koc obok Leah, a mama sprawdzała przy oknie, czy zasłony są dobrze zasłonięte, żebym nie zobaczyła błyskawic.

– Macie wszystko, czego potrzebujecie? – zapytała potem. Skinęłyśmy głowami. – Będziemy z Phoebe oglądać film. Jeśli chcecie, możecie do nas dołączyć. – Robiła wrażenie trochę zmieszanej.

– Nie dzisiaj, mamo, dziękujemy bardzo – odpowiedziałam.

– Jasne. Na pewno macie sobie wiele do opowiedzenia. – Odwróciła się w stronę drzwi.

– Pani Harper, dziękuję, że mogę u pani spać – zawołała za nią Leah.

– Och, to żaden kłopot. Cieszę się, że tu jesteś. – Mama promieniała na całej twarzy. – A teraz zostawiam was same.

Poczekałyśmy, aż zamknie za sobą drzwi.

– Więc co takiego dziwacznego chciałaś mi opowiedzieć?

Odchrząknęłam.

– Myślę... myślę, że Josh lubi cię bardziej, niż to przyznaje.

Leah spojrzała na mnie ze zdumieniem i uśmiechnęła się szeroko.

– Powiedział ci to?

– Nie, ale mam takie przeczucie. Załatwił bilety do kina. – Cieszyłam się, że mama weszła do pokoju. W przeciwnym razie prawdopodobnie popełniłabym wielkie głupstwo i opowiedziałabym Leah o bogach. – Więc jeśli usiądziesz obok niego w kinie, wtedy...