Cicha nocTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Copyright © Małgorzata Rogala, 2019

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2019

Redaktor prowadzący: Szymon Langowski

Redakcja: Monika Orłowska

Korekta: Maria Moczko | panbook.pl

Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Projekt okładki i stron tytułowych: Magdalena Zawadzka

Zdjęcia na okładce: Alison Archinuk | Trevillion Images

Avesun, Potapov Alexander | Shutterstock

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN 978-83-66431-54-6

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

Ewentualne podobieństwo

do istniejących osób

lub rzeczywistych zdarzeń

jest dziełem przypadku.

17 grudnia 2015 (czwartek)

ROZDZIAŁ 1

Do odlotu pozostała godzina. Sławek poprawił uchwyt sportowej torby, która wisiała mu na ramieniu, i objął Agatę.

– Już pora – powiedział, przyciągając ją do siebie.

Szkolenie CEPOL-u na temat zwalczania cyberprzestępczości odbywało się w Budapeszcie i było adresowane nie tylko do policyjnych informatyków, ale i do śledczych, by wyposażyć ich w umiejętności w zakresie wykorzystywania zaawansowanych technologii w prowadzeniu dochodzeń. Podinspektor Wolski, biorąc pod uwagę poziom znajomości języka angielskiego u swoich podwładnych, skierował na szkolenie Tomczyka i Kalickiego. Chudy, który dwa lata wcześniej zaliczył podobny kurs i bardzo go sobie chwalił, przekonał kolegę, że warto wziąć w nim udział nawet za cenę dzielenia przez kilka dni pokoju z nielubianym współpracownikiem.

– Niedługo wrócę. – Sławek musnął wargami usta Agaty.

– Wiem. Na święta będziesz już w domu. – Chciała jeszcze coś dodać, ale po chwili zrezygnowała. To nie był dobry moment, żeby przypominać Tomczykowi o obietnicy, którą złożył kilka miesięcy temu, gdy przełożony odwołał ją z zasłużonego urlopu. Miły pobyt na Mazurach w towarzystwie dawno niewidzianej przyjaciółki został przerwany decyzją podinspektora Wolskiego, który nakazał podwładnej powrót do Warszawy i poprowadzenie wraz z Tomczykiem śledztwa w sprawie zabójstwa córki sędziego.

– Mam nadzieję, że Kalicki nie będzie mi wchodził w drogę – powiedział policjant, wypuszczając Górską z uścisku. – Mamy wspólny pokój, a nie znoszę skurwysyna.

– O wilku mowa – mruknęła Agata, spoglądając ponad ramieniem mężczyzny. Podkomisarz Grzegorz Kalicki po wejściu do hali odlotów postawił na podłodze torbę i wyjął z kieszeni telefon, ale stał zbyt daleko, żeby można było usłyszeć rozmowę, której przebieg wywołał na jego twarzy grymas złości, a ręce pobudził do gwałtownej gestykulacji. – Słyszałam plotki, że jeżeli ty i ja mamy razem zostać w wydziale, będziesz pracować z Kalickim na co dzień, więc może potraktuj to wszystko jak chrzest bojowy. – Agata parsknęła śmiechem i po chwili spoważniała. – Żartuję! Chyba wrócę na stare śmieci, rozmawiałam już z Wolskim. – Znów odbiegła spojrzeniem do Kalickiego, a później przeniosła je na młodego mężczyznę, który stał nieopodal podkomisarza w leniwej pozie i popijał kawę z papierowego kubka. Coś w jego wyglądzie wydało jej się znajome, więc wytężyła wzrok. Jednak wysiłek spełzł na niczym, ponieważ ów człowiek znajdował się zbyt daleko, by mogła dostrzec rysy jego twarzy, zwłaszcza że częściowo zasłaniał ją daszek czapki. Agata ponownie spojrzała na Kalickiego i zdała sobie sprawę, że kolega skończył telefonować i właśnie zmierza w ich stronę. Od czasu, gdy go spoliczkowała, w odwecie za nieuczciwe postępowanie, minął ponad rok. Choć emocje dawno opadły, niechęć tkwiła w niej wciąż jak zadra. Grzegorz nigdy jej nie przeprosił, ale trzymał się z daleka i od niej, i od Tomczyka, który nie ukrywał, że z przyjemnością wyśle go na oddział chirurgii szczękowej, jeśli tylko tamten da mu stosowny pretekst.

– Pogadamy przez Skype’a – powiedziała Agata, unosząc rękę w pożegnalnym geście. – Miłego lotu.

– Zaczekaj. – Sławek ponownie otoczył ją ramionami. – Nie myśl, że zapomniałem. Co powiesz na wypad w góry między świętami a sylwkiem? Ukryjemy się w małej chatce, napalimy w kominku i wyłączymy telefony aż do Nowego Roku.

Czytał w jej myślach, bez dwóch zdań.

– Brzmi dobrze – powiedziała Górska, czując radość wypełniającą każdą komórkę jej organizmu. – Nawet lepiej niż dobrze. – Zarzuciła Tomczykowi ręce na szyję i na chwilę przylgnęła do niego całym ciałem. – Idę, bo Kalicki już coraz bliżej. – Zmrużyła oczy w uśmiechu. – Nie pozabijajcie się tam.

Dochodząc do wyjścia, Agata zerknęła kątem oka w stronę bramek, ale policjanci już zniknęli z jej pola widzenia. Poszła więc na parking, nucąc pod nosem Last Christmas, wsiadła do służbowego mondeo i skierowała się w stronę centrum.

* * *

Oparty o ścianę, z jedną ręką wciśniętą do kieszeni kurtki, małymi łykami popijał kawę z papierowego kubka i obserwował Górską. Robił to od kilku tygodni, od chwili, gdy zobaczył ją w jednym z centrów handlowych. Widok policjantki tak go zelektryzował, że z trudem powstrzymał głośne przekleństwo. Wszedł za nią do sklepu i czekał z zaciśniętymi zębami, aż wybierze coś ze świątecznej tandety, pod którą już od początku grudnia uginały się półki. Później podążył jej śladem i niebawem pogratulował sobie cierpliwości i spokoju; to, co zobaczył, wynagrodziło mu wszystkie doznane krzywdy. Dalsza obserwacja przyniosła nowe dane, dlatego teraz wiedział, że policjant, którego Górska żegnała na lotnisku, jest nie tylko jej współpracownikiem, ale także, co można było wywnioskować z ich zachowania, kimś bliskim. Jeszcze nie miał pomysłu, jak wykorzysta tę wiedzę, ale był pewny, że pośpiech nie jest wskazany. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, przekonał się o tym wiele razy i dlatego emocje trzymał na wodzy. Na razie wrzucił do skrzynki pocztowej wiadomość i miał nadzieję, że koperta bez znaczka, zaadresowana na nazwisko policjantki, lada chwila trafi w jej ręce. Żywił przekonanie, że odpowiednie słowa przekazane tradycyjną drogą wzbudzą większy niepokój niż informacja wysłana drogą elektroniczną. Wkładając do skrytki papierowy list, dawał znać, że jest blisko, że zna jej adres, że może stali obok siebie w sklepie albo minęła go przed wejściem do klatki schodowej. Uradowała go myśl, że dokładnie tak było.

Teraz, kiedy zobaczył, że Górska idzie w jego stronę, leniwym ruchem odwrócił twarz w stronę szyby, zgniótł opróżniony papierowy kubek i wycelował nim do kosza. Gdy policjantka minęła go i wyszła na zewnątrz hali, wolno ruszył za nią w stronę lotniskowego parkingu. Znów poczuł zadowolenie na myśl, że jego auto stoi w pobliżu jej samochodu, a ona nie ma o tym pojęcia.

* * *

Teren przed wejściem do centrum handlowego oszałamiał bogactwem dekoracji. Korony pobliskich drzew, pełne świetlnych punktów, przywodziły na myśl rozgwieżdżony nieboskłon, kilkumetrowa choinka mieniła się złotem i czerwienią, z głośnika umieszczonego nad obrotowymi drzwiami płynęły tony Let it Snow, a w powietrzu tańczyły drobne płatki śniegu. Baśniową scenerię uzupełniał siedzący w saniach święty mikołaj, który co pewien czas potrząsał dzwonkami i wołał do oszołomionych przedświąteczną atmosferą, zmierzających ku wejściu ludzi:

– Ho, ho, ho!

Kinga Tomczyk, z uśmiechem na ustach, przez kilka minut obserwowała postać odzianą w czerwony strój, a następnie dała się ponieść fali klientów, przybyłych w poszukiwaniu gwiazdkowych podarków i gotowych bez wahania uszczuplić zawartość swoich portfeli. Ruszyła główną aleją w stronę ronda z fontanną, po drodze zerkając na pełne blasku i kolorów, udekorowane witryny sklepowe. Świadomie przyszła na spotkanie z Dawidem prawie godzinę wcześniej; po pierwsze chciała nasycić się tą szczególną atmosferą, na którą czekała przez cały rok, a po drugie – wybrać prezenty gwiazdkowe dla bliskich.

Zewsząd dochodziły dźwięki świątecznych melodii, a w powietrzu unosił się zapach cytrusów i korzennych przypraw. Kinga wciągnęła w nozdrza kuszącą woń, nabierając ochoty na skosztowanie kawałka piernika oblanego gęstą, ciemną czekoladą, najlepiej z dodatkiem kandyzowanej skórki pomarańczowej. Przełknęła napływającą do ust ślinę i przyspieszyła kroku. Postanowiła najpierw zajrzeć do księgarni i wybrać coś dla Agaty i Sławka, a później odwiedzić swój ulubiony sklep z ceramiką i produktami wyposażenia wnętrz, gdzie miała zamiar kupić prezenty dla rodziców i sióstr. Po zakupach czekały ją miłe chwile z Dawidem.

* * *

– Zimnych dni będzie w tym roku więcej niż w ostatnich latach – prognozowała radiowa pogodynka. – Od początku listopada niemal w całej Europie odnotowano spadek temperatury i pojawienie się fali chłodów, a to zwiastuje wystąpienie ostrzejszej zimy.

Jakby dla potwierdzenia, w światłach samochodowych reflektorów zawirowały płatki śniegu.

– Czy to znaczy, że czekają nas białe święta? – spytał radosnym tonem prezenter. – Będzie śnieg?

– Będzie śnieg i lekki mróz – obiecała pogodynka.

– Zatem, drodzy słuchacze, trzymajmy za to kciuki, ponieważ wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia – powiedział spiker nabrzmiałym emocjami głosem. – Wszystkich nas ogarnęła świąteczna gorączka, na ulicach i w sklepowych witrynach zachwycające dekoracje, trwa zakupowe szaleństwo, więc…

Górska włączyła wycieraczki i zmieniła stację radiową. Wnętrze samochodu wypełnił śpiew Kasi Kowalskiej:

 

W blasku świec cały dom

Obok mnie pusto wciąż

Czegoś jest żal, kiedy zbliża się noc

Choć ciebie brak

Chcę dziś poczuć magię tych świąt[1].

Agata pomyślała o najmłodszej siostrze Tomczyka, Kindze, która rok temu, nie rozstając się ze słuchawkami, nieprzerwanie nuciła piosenki polskiej wokalistki. Na skrzyżowaniu Żwirki i Wigury z 1 Sierpnia światło zmieniło się na czerwone, więc Górska zahamowała i wybrała numer telefonu.

– Cześć, Kinga, co powiesz na małe przedświąteczne zakupy? – rzuciła propozycję, z góry znając odpowiedź.

– Właśnie jestem w centrum handlowym, ale z tobą spotkam się zawsze i wszędzie – zapewniła osiemnastolatka, która przylgnęła do Agaty niemal od początku ich znajomości.

– Co prawda mam już dla ciebie prezent gwiazdkowy od Sławka i ode mnie, w końcu jakaś niespodzianka musi być. – Górska pomyślała o śnieżnej kuli, którą kupiła kilka tygodni wcześniej, po ostatnim spotkaniu z Kingą. Szaleństwo zakupowe trwało już na całego, pojawiły się stoiska z typowo świątecznymi ozdobami i w jednym z punktów siostra Sławka zauważyła śnieżną kulę ze scenką rodzajową i pozytywką. Po nakręceniu mechanizmu grała melodia, a w szklanej bańce wirowały płatki białego puchu. Kinga tak długo wpatrywała się w ozdobę roziskrzonym wzrokiem, że później Agata zostawiła dziewczynę na kilka minut w cukierni i wróciła, żeby kupić jej kulę na prezent. – Co nam jednak szkodzi pobiegać trochę po sklepach, a później wypić gorącą czekoladę? – dodała.

– Super! W sobotę?

– W sobotę – potwierdziła Górska. – O której ci pasuje?

– Spotkajmy się późnym południem – zaproponowała Kinga. – Nie masz pojęcia, jakie cuda są przed wejściem, a najlepiej je widać, jak jest ciemno.

– Dobrze. – Światło zmieniło się na zielone. Policjantka nacisnęła sprzęgło i przesunęła dźwignię biegu. – Zadzwonię w sobotę rano i dogadamy konkrety.

Agata zakończyła połączenie i ruszyła dalej Żwirki i Wigury. Jadąc, wróciła myślami do nocy sylwestrowej sprzed dwóch lat, podczas której poznała Kingę. Nastolatka, obecnie uczennica ostatniej klasy liceum, jeszcze nie tak dawno, uporczywie szukając miłości życia, nawiązywała relacje z osobnikami, którzy kompletnie nie zasługiwali na jej zaufanie. Po kolejnej przygodzie, która zaowocowała najpierw próbą gwałtu, a później wpisaniem Kingi na listę świadków w sprawie zabójstwa, dziewczyna stała się ostrożniejsza w swoich wyborach i czujna do tego stopnia, że czasem prosiła brata lub Agatę o sprawdzenie nowo poznanej osoby w bazie policyjnej. Kinga wybrała też Górską na powiernicę swoich sekretów i zwierzała się jej częściej niż członkom własnej rodziny.

Policjantka, wciąż rozmyślając o siostrze Sławka, skręciła w Racławicką, a później przecięła Wołoską. Niebawem zaparkowała przed blokiem na Odyńca i spojrzała w ciemne okna na pierwszym piętrze. Miesiąc temu przeprowadziła się do Tomczyka. Decyzja była poprzedzona długim namysłem, trudnymi rozmowami i perypetiami osobistymi, które towarzyszyły ich ostatniemu wspólnie prowadzonemu śledztwu. To Sławek zaproponował zrobienie kolejnego kroku, a ona na początku spanikowała. Bała się utraty niezależności i przestrzeni, a także była zdania, że wspólna praca i wspólne mieszkanie prędzej czy później doprowadzą do rozpadu związku. Obydwoje, w sekrecie przed drugą osobą, złożyli wnioski o przeniesienie; zanim jednak szef podjął jakąkolwiek decyzję, Franek Osa, dawny kolega z wydziału, w którym kiedyś pracowała Agata, zaproponował jej dołączenie do zespołu, który został stworzony na potrzeby nowego śledztwa.

Współpraca Górskiej z Tomczykiem polegająca na wykrywaniu sprawców zabójstw, a także zdarzenia w życiu osobistym, które pozwoliły jej uporać się z traumatyczną przeszłością, spowodowały, że policjantka czuła się silna wewnętrznie i gotowa, by wrócić na stare śmieci i na nowo podjąć działania zmierzające do ujęcia tych, którzy byli zdania, że drugi człowiek jest towarem na sprzedaż i przedmiotem do sprawiania przyjemności. Agata nie miała nic przeciwko ofercie Franka, ale Wolski jeszcze nie wyraził zgody na przeniesienie.

– Jest robota, Tomczyk i Kalicki jadą na szkolenie, potrzebuję ludzi – powiedział, gdy policjantka złożyła oficjalne podanie. – Zobaczymy po Nowym Roku, a na razie pracujesz z Chudeckim.

Mijając zawieszone na ścianie skrzynki pocztowe, Górska zajrzała do środka i zauważyła biel koperty. Wyjęła przesyłkę razem z plikiem ulotek, a następnie wbiegła na pierwsze piętro, otworzyła drzwi i zapaliła światło w przedpokoju. Borys wyszedł jej na spotkanie, co znaczyło, że przywykł już do zmiany w swoim kocim życiu i przestał się kryć w zakamarkach. Na szczęście w niedalekiej przeszłości Tomczyk kilka razy zabierał go do siebie, więc kąty nowego domu nie były zwierzęciu zupełnie obce.

– Co tam, kotku? – Agata położyła klucze na szafce i wzięła Borysa na ręce. – Sprawdźmy, czy mamy coś do jedzenia.

Ze zwierzakiem w ramionach zlustrowała zawartość lodówki, a następnie napełniła kocią miskę. Po długim, rozgrzewającym prysznicu zrobiła kolację również dla siebie i usiadła przed telewizorem. Żując kawałek pieczywa, podciągnęła nogi, a pod plecy podłożyła poduszkę. W tym momencie Borys, który po jedzeniu zniknął z pola widzenia, głośnym miauczeniem ujawnił swoją obecność, wskoczył na kanapę i zaanektował drugą poduszkę.

– Co chciałbyś obejrzeć? – spytała Górska, zmieniając kanały. – Może zrobimy sobie wieczór filmowy, co ty na to?

* * *

Dawid czekał w ogródku kawiarni usytuowanej w pobliżu fontanny. Na widok Kingi z uśmiechem poderwał się od stolika, pocałował ją i wziął z rąk dziewczyny kurtkę.

– Pięknie wyglądasz – powiedział, gdy usiedli, i delikatnym ruchem odsunął ciemne pasmo z jej policzka. – Z tymi długimi włosami i rumieńcami kojarzysz mi się z Królewną Śnieżką. – Przytrzymał palcami jej podbródek. – Jesteś cudowna – wyszeptał tuż przy dziewczęcych ustach i dotknął ich swoimi wargami. – Nie wiem, jak mogłem żyć, gdy cię nie znałem.

– No co ty? – bąknęła Kinga, trochę zawstydzona jego wywołującym dreszcz spojrzeniem, ale jej serce zalała fala szczęścia.

– Czego się napijesz? – Dawid wreszcie oderwał wzrok od jej twarzy i zerknął przez ramię w poszukiwaniu kelnerki.

– Poproszę herbatę – odpowiedziała dziewczyna i wciągnęła powietrze do płuc.

– A co do herbaty? Jakieś ciacho?

Kinga znów głęboko odetchnęła.

– To może piernik, jeśli jest.

– Na pewno. Idą święta, piernik to obowiązkowa pozycja wśród ciast.

Poznali się kilka miesięcy wcześniej, pod koniec sierpnia, w klubie, w którym Kinga i jej przyjaciółka Dominika żegnały tamtego wieczoru ostatnie uczniowskie wakacje. Dawid siedział przy barze i spoglądał w ich stronę od czasu do czasu, a później zaprosił Kingę na parkiet, gdy zabrzmiały tony romantycznej melodii. Wyglądał na kilka lat starszego od niej, co potwierdził, gdy zaczęli rozmawiać podczas następnego tańca. Kołysząc ją w swoich ramionach, w rytmie One Moment in Time, powiedział, że studiuje zaocznie i jednocześnie pracuje w korporacji. Nie jest mu łatwo, więc niekiedy przychodzi tu, żeby się zrelaksować. W rewanżu Kinga wyznała, że od września zaczyna naukę w klasie maturalnej, a gdy wychodziła z klubu, Dawid zaproponował, by wymienili numery telefonów.

Dziewczyna nie wierzyła, że nowy znajomy zadzwoni, a jednak kilka dni później usłyszała jego głos w słuchawce. Zaproponował spotkanie nad Wisłą i znajomość, ku obopólnemu, jak sądziła Kinga, zadowoleniu zaczęła nabierać tempa. Dawid pochodził z małej miejscowości na Mazowszu. W domu się nie przelewało, więc on i jego rodzeństwo musieli jak najprędzej osiągnąć samodzielność i zarabiać na swoje utrzymanie. Starsza siostra miała więcej szczęścia niż brat. Na drugim roku studiów poznała Austriaka, wyszła za niego za mąż i zamieszkała w Wiedniu. Dawid zaś po skończeniu szkoły średniej przyjechał do Warszawy i znalazł pracę w korporacji, na początku w charakterze przynieś-podaj-pozamiataj. Bez mrugnięcia okiem wykonywał nawet najdziwniejsze polecenia, w międzyczasie zaś poznawał ludzi w firmie. Dość szybko uświadomił sobie, z kim i na jaki temat warto rozmawiać, i gdy podjął studia zaoczne na wydziale finansów i bankowości, rozpoczął starania o przeniesienie na stanowisko, na którym mógłby zacząć zdobywać doświadczenie w branży. W taki sposób został asystentem szefa działu.

Kindze zaimponowały jego wytrwałość i siła woli. Doceniała też to, że jest uprzejmy, dobrze wychowany, nosi ładne ubrania, pachnie przyjemnie, dba o nią i uważnie jej słucha. W dobie zapatrzonych w siebie lub w smartfon młodych mężczyzn Dawid był na wagę złota. Z biegiem czasu pojawiła się między nimi bliskość, a w jej następstwie czułe gesty, przytulenia i pocałunki. Pewnego wieczoru Dawid, odwożąc Kingę samochodem po spotkaniu, zaparkował w ciemnym zaułku i obsypał ją śmiałymi pieszczotami. Wtedy dziewczyna, rozpływając się pod dotykiem jego rąk i ust, wyznała, trochę zawstydzona, że jeszcze nie ma na tym polu znaczących doświadczeń.

– Chcesz powiedzieć, że nigdy tego nie robiłaś? – spytał.

– Nie trafiłam jeszcze na właściwego faceta – odparła. – Aż do teraz – dodała po chwili.

Chłopak się cofnął, a ona pomyślała, że jest rozczarowany jej brakiem obeznania w sprawach damsko-męskich. Po chwili zrozumiała, że była w błędzie. Gdy wygładziła spódnicę na kolanach i pochyliła głowę, by zapiąć guziki bluzki, usłyszała jego, nabrzmiały czułością, głos:

– Kochanie, to cudownie!

Spojrzała na niego, zdezorientowana.

– Naprawdę? – spytała. – Nie jesteś zawiedziony?

– Ależ skąd! – zapewnił. – To takie… – Wyglądał, jakby szukał właściwego sformułowania. – Takie wzruszające. I z tego powodu nie mogę się zgodzić, żeby twój pierwszy raz odbył się byle jak, na siedzeniu w samochodzie – oświadczył. – Chcę również, żebyś była gotowa i stuprocentowo pewna.

Teraz, patrząc na Dawida popijającego kawę przy kawiarnianym stoliku, Kinga, upojona przedświąteczną atmosferą, poczuła wzbierającą w niej falę emocji i zdała sobie sprawę, że jest zakochana po uszy. Utwierdziła się w tym przekonaniu, gdy Dawid rzucił jej uwodzicielskie spojrzenie, jedno z tych, które dawały jej do zrozumienia, że jest dla niego jedyną dziewczyną na ziemi. Kinga postanowiła, że powie mu o swoich uczuciach i w ten sposób zachęci go do wyznania wzajemności. Przełknęła kawałek pełnego aromatycznych przypraw piernika, popiła herbatą i nabrała powietrza do płuc. Zanim jednak powiedziała słowo, z głośnika popłynął lekko zachrypnięty głos Mariah Carey:

I don’t want a lot for Christmas

There’s just one thing I need…[2]

– Uwielbiam tę piosenkę. – Kinga poruszyła się na krześle, wykonując kilka tanecznych ruchów.

– Ja też. I mam dla ciebie niespodziankę – oświadczył Dawid, odstawiając filiżankę z kawą na spodek. – Chciałabyś zobaczyć jarmark bożonarodzeniowy w Wiedniu?

– Ale jak to? – Kinga rozchyliła wargi ze zdumienia. – To znaczy oczywiście, chciałabym, pewnie! Może kiedyś.

I just want you for my own

More than you could ever know…

– Może nie będziesz musiała czekać na bliżej nieokreślone „kiedyś” – powiedział ze śmiechem. – Rozmawiałem z kolegą i jego dziewczyną, oni też chcą pobuszować między straganami, mamy zatem świetną okazję. Moglibyśmy zabrać się jednym samochodem, więc i koszty byłyby znacznie mniejsze.

– Ale…

– Wszystko przemyślałem, a o forsę nie musisz się kłopotać – zapewnił Dawid. – Chcę ci zrobić prezent, w końcu pracuję i zarabiam. Pojechalibyśmy po południu, przekimamy gdzieś po stronie polskiej, a wczesnym rankiem ruszymy dalej i przed południem będziemy na miejscu. Dzwoniłem już do siostry, możemy się u niej zatrzymać na jedną noc, a kolejnego dnia wrócimy. – Położył rękę na dłoni Kingi. – Co ty na to? – Posłał jej rozpromienione spojrzenie, pod którym topniała niczym rozgrzany słońcem śnieg.

– Nie wiem, czy mnie rodzice puszczą – powiedziała i pomyślała o matce, która była zdania, że współczesny świat obfituje w wiele zagrożeń, których kiedyś próżno by szukać, i z tego powodu wciąż próbowała trzymać najmłodszą córkę pod kloszem.

– Jesteś pełnoletnia, nie potrzebujesz zgody mamy i taty. – Dawid delikatnie uścisnął palce Kingi i posłał jej proszące spojrzenie małego psa.

– Fakt, ale nie chcę, żeby się martwili. – Parsknęła śmiechem. – Nie patrz tak na mnie, bo mi serce pęknie, taki los najmłodszej córki. Kiedy ten wyjazd?

– W sobotę wczesnym popołudniem – odpowiedział Dawid. – W poniedziałek pod wieczór będziemy z powrotem, więc jeszcze zdążysz ulepić pierogi na wigilię. – Mrugnął do niej, rozbawiony. – Będzie cudownie, zobaczysz – dodał. – Następna okazja dopiero za rok.

 

– Wiem, wiem. Pogadam z rodzicami – obiecała Kinga. – W końcu jarmark bożonarodzeniowy to wyjątkowa sytuacja.

– No właśnie. – Dawid, nie wypuszczając jej dłoni, pochylił się w stronę dziewczyny, spojrzał jej głęboko w oczy i zanucił razem z wokalistką:

– Make my wish come true / All I want for Christmas / Is you…

– You baby – dokończyła Kinga, czując wszechogarniające szczęście.

[1] Kasia Kowalska, Magia tych świąt.

[2] Tu i dalej: All I Want for Christmas is You, tekst Mariah Carey i Walter Afanasieff.