Opowieści z angielskiego dworu. DianaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Magdalena Niedźwiedzka, 2017

Projekt okładki

Sylwia Turlejska

Agencja Interaktywna Studio Kreacji

www.studio-kreacji.pl

Zdjęcie na okładce

© EPA/PAP; Getty Images; mozZz/Fotolia.com

Redaktor prowadzący

Anna Derengowska

Redakcja

Anna Rydzewska

Korekta

Katarzyna Kusojć

Grażyna Nawrocka

ISBN 978-83-8123-586-0

Warszawa 2017

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

ul. Rzymowskiego 28, 02-697 Warszawa

www.proszynski.pl

TOM II

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Pani Parker Bowles zajęła się przycinaniem róż w ogrodzie. Na nic nie czekała. Karol wyjechał, Andrew nie było, Annabel nie miała czasu, żeby ją odwiedzić. Dzień był piękny i bezchmurny. Słońce przygrzewało. Camilla potrzebowała wysiłku, ciężkiej pracy, która nie angażuje myśli. Kwiaty dobrze zniosły zimę. Oglądała je zadowolona, wyobrażając sobie, jak rozkwitną i jak rozkosznie tu będzie w późne letnie popołudnia. Lubiła jadać w ogrodzie. Już wczesną wiosną siadywała na tarasie, popijając kawę, i patrzyła na drzewa i baraszkujące ptaki, wesołe i zaczepne, z obrączkami na małych zwinnych łapkach.

Andrew wyjechał przed dwoma dniami, nie informując jej, dokąd się wybiera. Domyśliła się, że nie zaprzątały go sprawy służbowe. Zabrał strój do jazdy konnej. Mijali się jak obcy ludzie, często bez słowa. Zdarzało się, że mąż przyjeżdżał na kilka dni, załatwiał interesy, wieczorami gdzieś znikał, w nocy kładł się na kanapie w gabinecie. Camilla nie protestowała. Bywało, że ktoś dzwonił do Andrew, ona zaś nie miała pojęcia, czy jest w domu, czy też już wyjechał. Służba wiedziała o nim więcej. Bolehyde Manor nie było jego domem. Pewnie w ogóle by tu nie zaglądał, gdyby nie dzieci. Camilla zastanawiała się czasem, co mąż do niej czuje. Obojętny uśmiech, kiedy ją spotykał na schodach, mówił w zasadzie sam za siebie. Nie irytowała go, po prostu jej nie zauważał. Rozumiała, że się dystansował od jej życia, ale nie był przecież bez winy. Od początku małżeństwa mieli kłopoty, i to z jego powodu. Nie robiła nic, żeby to zmienić, czuła jednak przygnębienie i smutek. Spychała niewygodne myśli, odsuwała od siebie, tyle że podświadomości nie dawało się oszukać. Niesmak rósł.

Pani Parker Bowles potrzebowała Annabel. Musiała się komuś zwierzyć. Tylko siostra rozumiała jej rozterki, nie szydziła i nie osądzała.

– Tata będzie na kolacji – oznajmił Tom. Stał na początku ogrodu, waląc kijem w pączkujące gałązki krzewu.

Camilla ze spokojem odebrała mu patyk.

– Nie sądzę, taty nie ma.

– Mówił, że przyjedzie – upierał się chłopak.

Pani Parker Bowles wróciła do przerwanej pracy. W głębi domu dzwonił telefon. Juana nie spieszyła się z odebraniem. Camilla nie wytrzymała; z furią zdjęła rękawice i cisnęła na ziemię.

– Juana! Na litość boską! – krzyknęła. Weszła do holu, dysząc z wściekłości. Podniosła słuchawkę. – Słucham! – rzuciła nieprzyjemnym tonem.

– Przeszkadzam?

Nogi się pod nią ugięły, serce podeszło jej do gardła. Karol.

– Skąd dzwonisz? – zapytała, byle coś powiedzieć.

– Bardziej cię interesuje skąd niż po co? – zakpił.

– Gdzie jesteś?

– Będę na wsi w przyszłym miesiącu.

– Rozumiem.

– Nie rozumiesz – rzekł gwałtownie. – Wygląda na to, że zmienimy dom. Nie zniosę tego, nie widzę sensu. Dałem polecenie…

– Po co mi to mówisz? – przerwała.

– Co mam zrobić? Odmówić Dianie? Wiesz, jak się zachowuje w Highgrove.

– Słusznie, sprzedaj Highgrove.

Zaległa cisza, po której głos Karola zabrzmiał bardziej stanowczo.

– Nie sprzedam posiadłości, nie złość się. Będę wpadał.

– Po co ci kolejna posiadłość? Możesz mieszkać w Londynie.

– Ona nie chce mieszkać w stolicy. Chce przestrzeni, ziemi, znajomych w sąsiedztwie. Jest takie miejsce niedaleko Spencerów.

Camilla nie chciała tego słuchać. Niech sprzedaje Highgrove, mogła się tego spodziewać. Diana zawsze stawiała na swoim. Miała za sobą opinię publiczną, rodziców Karola, jego strach i wyrzuty sumienia. Wymuszała wszystko wiecznym płaczem, atakami histerii. Sprawdzał się najgorszy z możliwych scenariuszy – przeciągała księcia na swoją stronę; powoli, z trudem, ale skutecznie. Triumfowała. Camilla nie przypuszczała, że nierozgarnięta nastolatka uniemożliwi jej spotkania z Karolem tak sprytnie i z takim wyrachowaniem. Nic dziwnego, że książę jej ulegał. Stawała na głowie, by sam siebie przeklinał. Potęgowała w nim wyrzuty sumienia. Tłumaczenie mu tego mijało się z celem. Wszystko się rozpadło.

– Jesteś tam? – zapytał. Camilla milczała. Słyszał, że pali papierosa. – Jesteś panią w Highgrove – zaczął miękko, ale mu przerwała.

– Przestań pieprzyć!

– Millu, proszę.

– Dobrze robisz. To chciałeś usłyszeć?

– Sama nie wierzysz w to, co mówisz.

– Przeciwnie, tu nie miałeś życia. Byłeś nieobecny, zestresowany, chory. Nie ma sensu, żebyś tu przyjeżdżał. Nie przyjeżdżaj.

– Wciąż o tobie myślę.

Camilla roześmiała się ironicznie.

– Powodzenia – ucięła. – Poinformuj mnie, gdzie ci wysłać kartkę świąteczną.

– Zaraz u ciebie będę. Za godzinę.

– Nie wygłupiaj się! – krzyknęła.

Chyba słyszał, że płacze. Rozkleiła się jak księżna Walii, niech to szlag!

– Wsiadam w helikopter…

– Nie! Słyszysz, co do ciebie mówię? Zajmij się swoimi sprawami. Dam sobie radę. – Rzuciła słuchawkę. Dopiero wtedy zauważyła Toma. Chłopiec patrzył na nią szeroko otwartymi oczyma.

– Tata nie przyjedzie? – domyślił się.

– Nie, kotku – szepnęła, jedną ręką gładząc go po głowie, drugą ocierając łzy. – Tatuś jest w Londynie.

– Obiecał mi…

– Źle zrozumiałeś. – Upór malca ją zirytował.

Bertha wzięła dziecko za rękę i odciągnęła od matki. W drzwiach pojawiła się Juana. Spojrzała na Camillę, nie kryjąc niechęci.

– Pan Andrew będzie dziś wieczorem. Tom ma rację. Rosjanie zestrzelili koreańskiego jumbo jeta.

Camilla wzruszyła ramionami. Cóż ją to mogło obchodzić? Karol skutecznie zepsuł jej humor. Przeoczyła moment, gdy się wahał między nią a żoną. Źle się czuła. Ubłagała siostrę, by zmieniła plany i spotkała się z nią. Annabel – przebywająca u przyjaciół w sąsiedztwie – nie była zadowolona, zgodziła się jednak, słysząc histerię w głosie Camilli.

Pani Parker Bowles wsiadła w samochód i nie zważając na przepisy drogowe, pomknęła w stronę Chippenham. Zaklęła na widok patrolu. Policjant zatrzymał ją i podszedł z uśmiechem. Zasalutował. Zniecierpliwiona wysłuchała pouczenia, jak jeździć bezpiecznie. Mężczyzna raz i drugi zerknął w jej dokumenty, upewniając się, że nie pomylił nazwiska i Camilla jest tą panią Parker Bowles, słynną w Wiltshire domniemaną kochanką księcia Walii. Zastanawiał się chwilę, jak ją potraktować, wreszcie machnął ręką i pozwolił jej odjechać.

– Cholera jasna – syknęła do Annabel na powitanie. – Nawet policja nie chce mnie ukarać!

– Znów jechałaś jak wariatka?

– Mam to gdzieś.

– Zabijesz kogoś.

Antoine, właściciel kawiarni, postawił przed Camillą filiżankę wybornego cappuccino. Zrobił to z takim wdziękiem, że choć miała chęć na małą czarną, powstrzymała się od złośliwego komentarza.

– Popielniczka, Antoine. Bez morałów – uprzedziła, odprowadzając mężczyznę złym wzrokiem.

– Co się stało? – Annabel wsparła głowę na rękach i patrzyła na Camillę z rozbawieniem.

– Dzwonił Karol z rewelacją, że sprzedaje Highgrove.

– Niemożliwe!

– Może nie sprzeda, przynajmniej na razie. Ale kupuje tej idiotce posiadłość na zachodzie. Księżna Walii nienawidzi Highgrove i nie zamierza tam mieszkać.

– To było do przewidzenia.

– Co ma przeciw Highgrove? – piekliła się Camilla. – Wszystkie prezenty ślubne tam zostały, pół ogrodu to pamiątki.

– Co ją to obchodzi? – Annabel mrugnęła porozumiewawczo. – Nie jest taka naiwna, za jaką ją uważałaś.

– Mści się! To jest wymierzone we mnie!

– Nawet jeśli tak, nic nie zrobisz – rzekła Annabel.

– Ma go, ma na własność. Czego jeszcze chce?

Siostra zerknęła na Camillę niemal ze współczuciem. Martwiła się jej stanem.

– Tego, czego pragną wszystkie żony: wyłączności – stwierdziła bezlitośnie. – Millu, opanuj się. Spójrz na to trzeźwym okiem. Czy to koniec świata? Sprzeda Highgrove i cóż z tego? Czy wasze relacje kiedykolwiek zależały od tej posiadłości?

– Zaczyna się niewinnie. – Camilla się rozpłakała. – Prośby, groźby, książę ulega, ona wygrywa. – Wyjęła z torebki dzwoniącą komórkę i zmieniła się na twarzy. Odebrała. Słuchała w milczeniu, rumieniąc się.

– Przyleciał – szepnęła. – Po rozmowie ze mną wsiadł w helikopter i jest w Highgrove. Czeka na mnie.

– Proszę, proszę – drwiła siostra. – Na pewno kupi nową rezydencję.

– Muszę jechać, wybacz, Annabel.

Siostra machnęła ręką, nie komentując. Camilla zachowywała się niepoważnie; pomieszała jej szyki. Annabel przyglądała się, jak pani Parker Bowles wycofuje auto na parkingu. Silnik zaryczał, gdy ruszyła na prostej.

 

Camilla nie spodziewała się takiego rozwoju sytuacji. Nie powinna była rzucać słuchawki. Zdawała sobie sprawę, że Karol ma plany i obowiązki, mimo to świadomie go sprowokowała. Nie wiedziała, czego się spodziewać: radosnego powitania czy karczemnej awantury. Kiedy wkroczyła do jego gabinetu, siedział z książką w dłoni. Rzucił jej przelotne spojrzenie i wrócił do lektury. Pani Parker Bowles przystanęła na progu.

– Sprzedałem posiadłość – rzekł obojętnie. – Nadarzyła się okazja.

Odłożył książkę i tym razem z uwagą przyjrzał się Camilli. Nie wierzyła, nie mógł tak po prostu sprzedać Highgrove, oddać w ręce obcych ludzi, wyrzec się miejsca, w którym byli szczęśliwi, które uwielbiał, gdzie spędzał najpiękniejsze i najspokojniejsze chwile, gdzie miał setki pamiątek i piękny ogród. Nie wierzyła, że to zrobił, bo jakaś… wredna i wyrachowana gówniara zagroziła mu kolejnym atakiem histerii.

Przyklęknęła przy Karolu. Wytrzymał jej spojrzenie. Nagle chwycił ją w objęcia, śmiejąc się na całe gardło.

– Uwierzyłaś! Dałaś się nabrać! – Przewrócił ją na dywan, ciesząc się jak dziecko z udanego żartu.

– Zabiję cię!!!

Chwycił ręce Camilli i przycisnął do dywanu. Nie mogła się uwolnić. Patrzył triumfująco, demonstrując siłę.

– Jak mogłaś uwierzyć, że będę w stanie sprzedać Highgrove? Kocham cię, idiotko.

– Kłamiesz.

– Kłamię – rzekł zduszonym głosem. Oddawała pocałunki, z trudem łapiąc oddech. – Ubóstwiam cię – szeptał – szaleję za tobą, szaleję za tym miejscem. Nigdy go nie sprzedam.

Po chwili ochłonął. Odsunął się od Camilli, wstał z dywanu i pomógł jej zrobić to samo. Zdała sobie sprawę, że nic się nie zmieniło. Książę zjawił się pod wpływem impulsu, lecz problemy podążały za nim lotem błyskawicy, nieznacznie je wyprzedzał. Nie powinni byli się spotykać. To potęgowało jego rozdarcie; czuł się winny i był rozgoryczony.

– Za łatwo nam przychodzi – mruknął, nie kończąc myśli.

– Wracasz na noc do Londynu? – zapytała bez złośliwości.

Zerknął na nią, jakby sprawdzał, czy żartuje. Miał stężałą, dziwnie szarą twarz.

– Nie wiem, jeszcze nie postanowiłem – rzucił oschle.

– Przejdźmy się, porozmawiamy – zaproponowała.

Stanął przed nią, ujął w dłonie głowę… czyją? Kim dla niego była? Jaką grę prowadziła, bo niejeden go ostrzegał, że jest sprytna?

– Skąd w tobie tyle cierpliwości, tyle ciepła?

– Kocham cię – szepnęła, zamykając oczy. – To się dzieje poza mną.

– Nie mów głupstw – żachnął się Karol.

Wyszli na przechadzkę. Z goryczą opowiadał o cierpieniu Diany. Wiatr rozwiewał poły jego kurtki.

– Wiem, że to rodzaj terroru, sposób na mnie, ale nie mogę… nie mam siły, to mnie zaczęło przerastać. Jestem chory, kiedy na nią patrzę. Te jej oczy zranionego psa. Wracam w nocy, padam z nóg po wystąpieniach, piszę następne. Diany to nie obchodzi, chce się bawić. Boże! – Zaśmiał się gorzko. – Nienawidzę głośnych klubów, plotek, idiotycznych rozmów o niczym. Po co mi to było? Nie powinienem był ulec. Nie miałaś racji, twierdząc, że to głupia mysz. Ona wszystko rozumie. Najgorsze, że wszystko wie. Kłamię każdego dnia, że to wytwory jej wyobraźni, upodlam się jak pierwszy lepszy. Nie mam siły.

– Porozmawiaj z nią. Szczera rozmowa…

– Nie rozumiesz, w jakim jest stanie – rzucił z gniewem. – Je, właściwie się obżera, napycha wszystkim, co jej wpadnie w ręce. Potem wymiotuje. To jest… obrzydliwe.

– Konsultowałeś się z lekarzami?

Usiedli na trawie. Karol skrył twarz w dłoniach. Poczuł chłód od ziemi.

– Diana nie ufa moim specjalistom. Doktor twierdzi, że to bulimia, że pod wpływem nerwów jej organizm wariuje. Chciałbym jej pomóc i nie mogę.

– Potrzebuje spokoju.

– Wiary, że nic jej nie zagraża.

– Jest twoją żoną. Co jej może grozić?

– Świadomość tego jej nie wystarcza – rzekł głucho. – Diana chce, bym poświęcił ciebie. – Książę zamilkł. Bał się reakcji Camilli. Nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy. – Gdybyś mogła mnie zrozumieć.

– I usunęła się?

Milczał. Oczy zaszły mu mgłą. Nigdy go nie widziała w takim stanie. Znów musiała decydować za dwoje i utulać w żalu.

– Coś wymyślę. Proszę tylko, żebyś nie dzwoniła… przez jakiś czas.

– Nie będę – powiedziała cicho, wstając.

Ruszył za nią. Miotał się pomiędzy dwiema kobietami swojego życia. To bolało, ale znał jedynie własne cierpienie. Nie zastanawiał się nad tym, co czuje Camilla. Nie musiał się martwić o swoją silną, przebojową Millę, Millę, która nie miała uczuć, serca, wrażliwości i nie chorowała na bulimię! Jakaż była głupia, wierząc, że ta piękna kobieta jest zbyt młoda, żeby znaleźć drogę do serca księcia; jak przekonana o swoich zdolnościach przewidywania, pewna swej pozycji! Znała smak porażki. Przeszła już w życiu przyspieszony kurs przegrywania. Nie czekało jej nic nowego.

– Zostaniesz? – spytał miękko.

– Andrew wraca.

Karol ukląkł przed nią w trawie. Zaśmiała się mimo woli. Lubił teatralne gesty. Rozejrzała się wokoło. Wiatr się wzmagał. Poklepała księcia po ramieniu.

– Musisz zostać, Millu, musisz – szeptał gorączkowo.

Nie udawał. Znała go. Nie mogła mu dokładać cierpień. Nie mogła oddać go tej idiotce. To nie było sprawiedliwe. Wierzyła, że wymyśli jakiś sposób, że ocali Karola, uchroni przed nieuniknionym, lecz nie potrafiła. Wszystko już się stało.

– Przenosimy się z Andrew do nowego domu.

– Boże – jęknął. – Nie dobijaj mnie, nie dzisiaj.

Szli w milczeniu. Celowo nie powiedziała księciu, dokąd się przenoszą. Czuła satysfakcję, że choć raz to ona ma dla niego złe wieści.

– Gdzie zamieszkacie? – spytał, gdy doszli do pałacu. Zatrzymał się przed Camillą, spojrzał smutno.

– Nie tylko ty masz plany…

– Pytam, gdzie się przenosicie! – wybuchnął. – Nie praw mi kazań, do cholery! Odpowiadaj na pytania!

*

Wróciła do domu nad ranem. Nie wiedziała, co myśleć o zamiarach Karola; przegrała czy przeciwnie, zjednała go cierpliwością i wyrozumiałością. Nienawidziła się za bezwolność, głupią wiarę, że powstrzymując wszelkie reakcje dla jego dobra, zyska więcej, niż otwarcie walcząc o pozycję u jego boku. Jeżeli miała szansę wygrać, teraz był najlepszy moment; teraz, gdy jej pragnął. Kolejne rozstanie nie wróżyło niczego dobrego. Poświęciła Karolowi wszystko. Nawet tego nie zauważył.

Wchodząc do domu, zbudziła Andrew. Usiadł, ziewając. Demonstracyjnie spojrzał na zegarek; dochodziła piąta.

Camilla miała ochotę wypłakać się na ramieniu męża. Andrew zaniepokoił jej wygląd. Coś w twarzy żony powstrzymywało go przed drwiną. Zrobiło mu się jej żal. Źle wybrała, powtarzał to setki razy. Wdepnęła w bagno. Wątpił w to, że jej samej ten romans sprawiał jeszcze przyjemność.

– Wiem, o czym myślisz – powiedziała z westchnieniem, bardziej zmęczona niż zmartwiona konsekwencjami. – Że złamałam dane ci słowo.

– A złamałaś? – Skrzywił się.

– Nie uwierzysz, jeśli ci powiem…

– Przestań się zastanawiać, w co uwierzę. Raz w życiu powiedz prawdę.

– Wszystko szlag trafił – szepnęła.

– Kiedyś musiało się rozpaść – stwierdził już bez gniewu. – Jak ci wiadomo, nic nie trwa wiecznie.

Camilla usiadła obok niego. Była strzępkiem nerwów, pożałowania godnym wrakiem kobiety. Poklepał ją po plecach.

– Tylko nie płacz – rzekł łagodnie.

– Nigdy nie płaczę.

– Nieprawda, płaczesz, moja pani… kiedy nikt nie widzi. Płaczesz, Millu. Wszyscy płaczą.

Pomyślała, że dawno jej tak nie nazywał. Zapomniała, że potrafi być czuły.

– Jest piękna – odezwała się po długiej ciszy.

– Wy, kobiety. – Parsknął śmiechem. – Tak, jest piękna. Teraz to zauważyłaś?

Oboje wiedzieli, o kim mowa. Imiona były zbędne.

– Zabronił mi do siebie dzwonić – wyznała.

– Rzeczywiście, niedobrze.

– Szuka nowej posiadłości. Ona nie chce tu przyjeżdżać.

– Fatalnie. I? – zapytał.

– I nic, rozstaliśmy się.

– Gdzie byłaś w takim razie?

– U przyjaciół Annabel.

Andrew spojrzał rozbawiony.

– Milla, Milla – mruknął, z niedowierzaniem kręcąc głową. – Jeśli obecna królowa nie wygna cię z kraju, przyszła zrobi to na pewno. A gdybym tak zadzwonił do Annabel? I zapytał?

– Widziałam się z nią!

Parker Bowles wstał, przeciągając się.

– A tak przy okazji, jakim cudem Karol tu jest? Wczoraj w radiu relacjonowano…

– Wziął helikopter.

– Helikopter? Co za zbytek. To dwie godziny samochodem. Wiesz, że Diana jest w ciąży? – Pokiwał głową, widząc minę Camilli. Nie wiedziała. Książę pan zapomniał jej powiedzieć, że wypadła z gry. Cóż za przygnębiający koniec marzeń o potędze. Pomyślał, że straszny dupek z Karola. Działał na dwa fronty. Okłamywał obie. – Przykro mi – rzucił.

Camilla położyła się na kanapie i zamknęła oczy. Wcale nie było mu przykro.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Dianie przestał się podobać pomysł odwiedzenia Parkerów Bowlesów, kiedy zobaczyła przygotowania Karola. Stał przed lustrem, przymierzając krawaty z niezwykle głupią miną. Księżna uważała, że mąż ma szczególny dar robienia idiotycznych min, czasem jednak przechodził samego siebie. Mrużył oczy, krzywiąc usta, i przykładał do piersi kolejny krawat, jakby chciał go dopasować do odcienia brwi.

Nie miała racji. Książę patrzył w lustro i przymierzał kolejne krawaty z przyjemnym uczuciem, że którykolwiek wybierze, będzie wyglądał świetnie. Zastanawiał się nad marynarką, nie wiedząc, jaki charakter będzie miało przyjęcie. Cała Camilla. Głowę by dał, że od dwóch tygodni nie myślała o niczym innym, każdy punkt menu znała na pamięć, wiedziała, gdzie co stanie na stole, kto obok kogo usiądzie, jaka będzie pogoda i czy Karol przyjdzie sam, lecz charakter przyjęcia, a więc i rodzaj stroju były jej obojętne. Takie myśli wprawiały go w doskonały nastrój. Zerknął na zegarek. Uznawszy, że nadszedł czas, by się przebrać, wskazał kamerdynerowi wybrany smoking i uśmiechnął się do Diany. Pomyślał, że będzie może nieco zbyt elegancki, ale to do niego pasowało, był w końcu centralną postacią niemal każdego spotkania, chyba że znajdował się w towarzystwie matki, wtedy… cóż. Książę Walii prowadził dialog wewnętrzny i to również bardzo go bawiło. Wyglądał na zachwyconego głupią formalnością, tak bowiem Diana traktowała obowiązek odwiedzenia majorostwa i nie mogła zrozumieć, czemu mąż ubiera się dla tej prostaczki jak na raut u króla Juana Carlosa.

– Moja żona będzie pięknie wyglądać? – spytał, cmokając Dianę w policzek.

Zniechęcona wyszła z pokoju. Nie zamierzała się stroić, na pewno nie dla jego kochanki. Choć naturalnie zamierzała włożyć coś wyjątkowego, przyćmić tę poczwarę.

Parkerowie Bowlesowie zmienili dom. Zdaniem księżnej nie był to wystarczający powód, by zapraszać następcę tronu, skoro jednak książę lubił się pospolitować, machnęła ręką, oświadczając, że i ona się do nich wybierze. Chciała mieć męża na oku. Tylko czekała, żeby zabronił jej jechać. Była gotowa podnieść krzyk i wylać morze łez, by go odwieść od zamiaru wizyty u starej przyjaciółki, choć to akurat przekraczało chyba nie tylko jej możliwości. Kiedy Karol przy czymś się uparł, nic nie działało. Diana chciała iść, świadoma, że i ona budzi zainteresowanie. Wszędzie miała wielbicieli, dom Parkerów Bowlesów nie mógł być wyjątkiem. Na przykład Andrew – był miły i przystojny. Dawno go nie widziała. Kiedyś umiał ją rozbawić. Miał łagodne wielkie, lekko wyłupiaste oczy, którymi potrafił wiele wyrazić. Ktoś jej opowiadał, że za czasów narzeczeńskich bardzo źle traktował Camillę. To jedno wystarczyło, żeby zyskać sympatię Diany. Chętnie się z nim spotka.

Decyzja żony zaskoczyła Karola. Chciał odwieść ją od odwiedzin u Parkerów Bowlesów, ale nie śmiał. Bał się oskarżeń, że wybiera się na schadzkę z Camillą. Czuł zresztą, że księżna pojedzie niezależnie od jego woli.

Wahała się do ostatniej chwili mimo uczesanych włosów i przygotowanej sukni. Pomyślała wreszcie, że nie ma wielkiego wyboru. Może tylko siedzieć w czterech ścianach wiejskiej posiadłości i czekać na powrót Karola, bo nie miała złudzeń, że pojechałby tam bez niej. Nie przyznawała się przed mężem, ale była ciekawa nowego domu Camilli.

– Po co się przenosić kilka kilometrów dalej? – spytała. – No, chyba że jej zależało na zaoszczędzeniu paru minut.

– Nie rozumiem – rzekł Karol, okręcając się przed lokajem, który z miękką szczotką w dłoni lustrował stan jego garnituru, czasem strzepując z niego pyłki, których Diana mimo doskonałego wzroku nie mogła dostrzec.

 

– Kiedy cię będzie odwiedzać w Highgrove, co tu rozumieć? – wyjaśniła. – Zaoszczędzi teraz parę minut na dojazdach.

Karol westchnął ciężko, uznając, że to dowcip, a nie początek awantury. Diana śmiała się, zadowolona z wrażenia, jakie zrobiła. Zarejestrowała odmieniony wygląd męża, wypoczętą twarz, zapach nowej wody toaletowej, a właściwie starej, tej, której używał w czasach przedmałżeńskich. Zmieniła ją jakiś czas temu na taką, która jej odpowiadała. Pomyślała, że tamta na pewno była prezentem od Camilli i dlatego skropił się nią teraz. Podejrzenie rozśmieszyło ją jeszcze bardziej. W dobrym humorze wsiadła do samochodu.

– Ładnie pachniesz – zauważyła.

Książę odsunął się zmieszany. Diana zbliżyła twarz do jego szyi, nie przestając chichotać.

– Di, wybrudzisz mi koszulę – mruknął, odsuwając się na bezpieczną odległość. – Jesteś w pełnym makijażu.

Poczuła się nieswojo. Wiedziała, że nie będzie to udany wieczór. Karol zmieniał się przy tej kobiecie, zapominał o obowiązkach. Camilla miała coś w sobie; coś, co sprawiało, że kultura osobista i wychowanie, jakie odebrał, przestawały się liczyć. Usta mu się przy niej nie zamykały. Kobiety miały się spotkać po raz pierwszy od dnia ślubu Diany z Karolem. Nie będą mogły udawać, jak niegdyś, że łączy je nie przyjaźń wprawdzie, gdyż nigdy nie było między nimi nawet pozorów takowej, lecz poprawna znajomość. Księżna była pewna, że kochany stary Karol zrzucił na nią całą winę za wykreślenie nazwiska Camilli z listy gości zaproszonych na przedślubny obiad i przyjęcie weselne. Ciekawa była, jak Camilla ją powita. Nie liczyła na szczególną wylewność.

Czasem ją bawiło, że ona i Karol są parą książęcą. Lubiła się popisywać. Pragnęła, by Camilla miała świadomość, jak bardzo się różnią nie tylko wiekiem i wyglądem, ale i pozycją społeczną. To, że następca tronu tolerował panią Parker Bowles, nie oznaczało, że była mu równa.

Kiedy samochód stanął przed siedemnastowiecznym domostwem Parkerów Bowlesów, księżna nadal siedziała nieruchomo, jakby nie dostrzegła, że są na miejscu. Brała przykład z męża, który nigdy się nie spieszył z opuszczeniem auta. Twierdził, że te kilkanaście sekund oczekiwania na otwarcie drzwi daje mu dobry ogląd sytuacji; przyglądał się, kto gdzie stoi, z kim się będzie witał. Tym razem jednak widząc gospodarzy, książę sam nacisnął klamkę. Ucałował Camillę i spojrzał w stronę księżnej z dłonią Andrew w swojej dłoni, zaskoczony, że żona się ociąga. Wysiadła z dostojeństwem królowej. Na widok pani Parker Bowles straciła resztki ochoty, by udawać sympatię. Nie podobał jej się dobry nastrój pani domu, jej zwężająca się w talii sukienka, buty na wysokim obcasie, najbardziej zaś to, że miała idealne wyczucie, jak się ubrać, by pobudzić męską wyobraźnię. Diany nie dziwiło, że po tym, jak ją oglądali w dżinsach i wyciągniętych T-shirtach, nagłe stwierdzenie, że ma talię i piersi, działa na nich podniecająco. Camilla przeszła kompletną metamorfozę.

Wewnątrz domu było nie więcej niż trzydzieści osób znanych Dianie i niespecjalnie przez nią lubianych. Byli to najgorsi z przyjaciół Karola, tacy, którym zależało na porażce księżnej Walii, znajomi z czasów kawalerskich, sfora psów szczerzących kły, gdy ktoś próbował grozić ich panu. Nie znosiła tych ludzi, sprzyjali Camilli, co księżną trochę dziwiło. Myślała, że po ślubie Karola przejdą na jej stronę. Atmosfera spotkania była fatalna. Diana nie miała wprawdzie podstaw, żeby się uskarżać; kogokolwiek mijała, składał jej należny ukłon, ale na tym poprzestawał. Mąż zostawił ją samą, ale do tego akurat zdążyła się już przyzwyczaić.

Z bijącym sercem usiadła na kanapie. Książę dyskutował z Andrew. Patrzyli na zwieńczenie okien, najwyraźniej pochłonięci omawianiem detali architektonicznych.

– Dlaczego księżnej nie podano aperitifu? – oburzyła się Camilla.

Karol spojrzał na przyjaciółkę, nie kryjąc rozbawienia. Lubił przedstawienia w jej wykonaniu. Doceniał to, że dba o Dianę, lecz nie przypuszczał, by naprawdę się nią przejmowała. Krążyła między gośćmi, niezastąpiona w podnoszeniu temperatury każdego spotkania. Zawsze mu się podobała jej smukła sylwetka, lecz tego dnia dość przewrotnie wyeksponowała kształtny tyłeczek i miał pewne kłopoty z koncentracją.

– Proszę o wodę – odezwała się księżna. – Mam migrenę. Wszystko mnie drażni.

Camilla ruchem głowy przywołała męża i z uśmiechem wycofała się na taras, gdzie czekała na niego z widoczną irytacją.

– Zajmij się nią – syknęła.

Andrew przewidywał szybki koniec zabawy księcia Karola i, nie wiedzieć czemu, bardzo go to bawiło.

– Niech to zrobi Jego Wysokość.

– Andrew, zlituj się. Zrób coś, bo ją zamorduję w twoim domu.

Camilla weszła do domu w chwili, kiedy Karol zmierzał już ku tarasowi, zaintrygowany jej nagłym zniknięciem. Pięknie pachniał. Chciała do niego podejść, objąć go, poczuć dotyk jego skóry, niestety, mogła go jedynie zagadnąć, pieścić wzrokiem, musnąć przypadkiem. Nie rozumiała, dlaczego przyszedł w towarzystwie żony, co chciał w ten sposób udowodnić. Obawiała się, że to żałosne i nieobliczalne stworzenie może zepsuć jej przyjęcie. Wystarczy, że ją pozbawiła towarzystwa Karola. Książę zachowywał pozory. Kiedyś nie liczył się z plotkami; gdy szedł do Camilli, szedł jak taran – nikt i nic nie mogło go powstrzymać. Pani Parker Bowles pomyślała, że nigdy nie odwiedziłaby swej rywalki, za żadną cenę. Nie zrobiłaby tego ani z miłości, ani z nienawiści do męża. Miewała do czynienia z mężowską zdradą, mimo to potrafiła zachowywać się z godnością. Nagle dotarło do niej, że przecież Karol jest Dianie wierny. Wzruszyła ramionami. Nie odpowiadało jej nadskakiwanie tej idiotce. Nie obchodziło jej, czy książę Walii uwielbia żonę, czy przeciwnie. Diana była beznadziejna.

– Twoja żona jest w ciąży? – zapytała chłodno.

Karol spojrzał z roztargnieniem. Nie wiedział, o czym Camilla mówi, wzięła więc to za potwierdzenie. Żachnęła się, próbując go ominąć.

– Nic mi o tym nie wiadomo.

Pani Parker Bowles uniosła głowę, mrużąc oczy. Książę mówił prawdę.

– Camillo, ty myślałaś…?

Zrezygnowana przeszła do salonu. Nigdy dotąd nie uczestniczyła w równie nudnym, drętwym przyjęciu. Nikt się dobrze nie bawił. Czekano na rozwój wydarzeń, czekano, aż Karol wyprowadzi Dianę albo księżna zdecyduje się na jawny atak i rozrusza imprezę. Szeptano, że Diana bywa nieobliczalna, zamienia się w furię, krzyczy, używając wielce nieparlamentarnego języka. Miło byłoby zobaczyć próbkę możliwości pięknej księżnej.

– Głowa mnie boli, czuję się fatalnie – oznajmiła żona następcy tronu, gdy wszyscy zasiedli do stołu.

Kilka osób pospieszyło z dobrymi radami. Karol miał rozbiegany wzrok, powstrzymywał irytację. Nie musiał się domyślać, gdyż był absolutnie pewny, że małżonka kłamie. Zdjęty lękiem, że Diana urządzi scenę w domu Camilli, zastanawiał się, jak zapobiec skandalowi. Znał żonę. Jasna skóra na jej twarzy zaróżowiła się lekko, kąciki ust opadły, oczy spoglądały ku niemu z jakąś dziką satysfakcją, lodowate niczym ostrze noża. Nadszedł czas zemsty? Książę poczuł gorąco.

– Dom jest naprawdę piękny.

– Tak, straciłam głowę – podchwyciła Camilla. – Jestem zakochana. Andrew wie, jak ze mną postępować.

Książę zerknął na nią i zobaczył niepewność i zmieszanie. Ona także widziała, na co się zanosi. Nie życzyła sobie awantur. Zaklął w duchu. Prosiła go wzrokiem, żeby wyprowadził Dianę, zabrał, unieszkodliwił, zmusił do milczenia, niestety, nie miał wpływu na żonę.

– Kochanie, zjedz coś – prosił. – Gwarantuję, że ból głowy minie.

– Źle się czuję – przerwała Diana histerycznie i serca gości zabiły żywiej. – Jak możesz mnie namawiać, żebym jadła, gdy nie widzę z bólu?

Zrobiła to celowo, przyjechała z księciem na przyjęcie wyłącznie po to, by mu zepsuć zabawę. Towarzystwo pozornie nie zwracało uwagi na parę książęcą. Księżna Walii ich śmieszyła. Nie była w końcu nikim więcej niż młodą rozkapryszoną dziewczyną, która próbuje wytresować męża. Widok był smakowity, bo rzadki w ich kręgach.

– Mam doskonały lek od bólu głowy – odezwała się Camilla.

– Nie zażyję żadnego twojego leku. Nie mam najmniejszego zamiaru. Chcę wracać do domu. Słyszysz, Karolu?

– Kochanie, Milla chce dobrze.

– A ja ci powtarzam, że nie będę się stosować do jej rad. Nie wychodzę na tym najlepiej. Prawda?

Karol zwiesił głowę. Czuł wzrok Camilli. Wiedział, że Diana robi z niego idiotę, cóż miał jednak uczynić? Zbesztać ją? Udawać, że niczego nie słyszy? Nie znali jego żony, nie mieli pojęcia, co ich czeka, jeśli uzna, że mąż uraził jej godność.