Żona dla milionera

Tekst
Z serii: Siostry Blake #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lynne Graham
Żona dla milionera

Tłumaczenie:

Katarzyna Berger-Kuźniar

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– I co ostatecznie robimy z hotelami Royale?

Mający udzielić odpowiedzi bardzo wysoki, świetnie zbudowany Grek o kruczoczarnych włosach roześmiał się szyderczo:

– Czekamy, aż pan Blake trochę się spoci…

– Oczywiście, proszę pana. – Thomas Morrow, dyrektor ze strony brytyjskiej, który zadał pytanie na żądanie swych współpracowników, zdawał sobie sprawę, że sam był w tym momencie nieźle spocony. Spotkania sam na sam z potężnym pracodawcą, jednym z najbogatszych ludzi na świecie, należały do rzadkości i zależało mu bardzo, żeby nie palnąć niczego głupiego ani naiwnego.

Wszem i wobec było wiadomo, że Sergios Demonides nie znosi głupoty. Niestety, szczycił się też tym, że jest indywidualistą i zupełnie nie czuje potrzeby wyjaśniania powodów swych decyzji biznesowych, co, jak łatwo się domyślić, stało się udręką jego dyrektorów zarządzających. Jeszcze niedawno wejście w posiadanie grupy hoteli Royale na jakichkolwiek warunkach wydawało się priorytetem. Co więcej, aż roiło się od plotek o planach małżeńskich miliardera wobec wykwintnej Zary Blake, córki właściciela sieci hoteli. Jednak gdy tabloidy uwieczniły Zarę w ramionach pewnego włoskiego finansisty, pogłoski ucichły. Pracownicy Sergiosa nie zauważyli też najmniejszej nawet oznaki złości lub rozczarowania u swego szefa.

– Wycofałem pierwotną ofertę. Teraz Blake zejdzie z ceny – leniwie dorzucił Sergios, choć jego oczy błyszczały niebezpiecznie. Najbardziej w życiu lubił dobijać targu.

Zakup grupy Royale po zawyżonej cenie to działanie całkowicie wbrew jego naturze, lecz jeszcze parę miesięcy wcześniej był gotów zrobić wszystko, żeby tylko dokonać transakcji. Dlaczego? Jego ukochany dziadek, Nectarios, który zapoczątkował legendarne imperium pierwszym londyńskim hotelem Royale, poważnie zachorował. Ale, na szczęście, pomyślał z sentymentem Sergios, dziadek to „stary twardziel” – nie zawahał się przed operacją serca pionierską metodą w Stanach… i uratował sobie życie. Wnuk uznał, że w takiej sytuacji sieć hoteli mogłaby być odpowiednią małą niespodzianką na jego osiemdziesiąte urodziny, lecz nie zamierzał już przepłacać.

Jeśli chodzi o żonę, którą prawie już „miał” jako skutek uboczny ostatecznie niezawartej transakcji, dziękował Bogu, że zdołał się uchronić przed takim błędem. Na szczęście dla niego Zara Blake zdążyła się zaprezentować jako śliczna lalunia bez odrobiny honoru czy poczucia przyzwoitości. Z drugiej strony, jako kobieta, musiała mieć przecież jakiś instynkt macierzyński. A tego właśnie potrzebował od żony w zaistniałej sytuacji, przyznał niechętnie sam przed sobą. Oczywiście gdyby nie przedwczesna śmierć jego kuzynki i nieoczekiwana konieczność zajęcia się trójką osieroconych dzieci, długo nie myślałby o powtórnym ożenku.

Sergios zagubiony w myślach wyglądał na zasępionego. Jak dla niego jedno nieszczęście wystarczy. Ale dla dobra dzieciaków poświęci się i zrobi to ponownie. Małżeństwo fikcyjne dla uciszenia sumienia. Sam nie miał pojęcia o ojcostwie, nigdy nie chciał mieć potomstwa, ale widział, jak bardzo nieszczęśliwe są dzieci kuzynostwa i to godziło w jego honor i dumę.

– Czekamy więc, aż Blake wykona następny ruch – przerwał ciszę Thomas.

– I to szybko. Brak mu pieniędzy i ma coraz mniej opcji – dorzucił Sergios, czując rosnącą satysfakcję.

– Jesteś nauczycielką w podstawówce, radzisz sobie z małymi dziećmi, byłabyś doskonałą żoną dla Demonidesa. – Monty Blake wydawał się całkowicie głuchy na szczere zdumienie swej najstarszej córki, która stała właśnie przed nim w jego wielkim, wyłożonym drewnem biurze.

– Nie! Wystarczy! – Bee starała się powstrzymać go także gestem, drugą ręką nerwowo odgarniając opadające na czoło, potargane ciemne włosy. Jej duże zielone oczy błyszczały z niedowierzania. Nie bez powodu obawiała się zaproszenia ojca do jego kancelarii. – Rozmawiasz ze mną, nie z Zarą, a ja nie mam najmniejszej ochoty poślubić niezaspokojonego seksualnie bogacza, który szuka niepozornej kobietki do opieki nad swoimi dziećmi.

– To nie są jego dzieci – przerwał jej tak zdecydowanie, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. – Został ich opiekunem prawnym po śmierci kogoś z rodziny. Wiem skądinąd, że ta sytuacja ani trochę mu nie odpowiada…

To ją tylko rozsierdziło. Miała olbrzymie doświadczenie z mężczyznami, którym dzieci jedynie zawadzały, nie wyłączając własnego ojca… Może jej młodsza siostra Zara dałaby się naiwnie namówić na małżeństwo z rozsądku z greckim potentatem na rynku firm przewozowych, lecz Bee nie ulegała tak łatwo wpływom i była dużo bardziej podejrzliwa. Nigdy nie szukała aprobaty, bo nie znała czegoś takiego. Bez obawy przyznawała, że nie przepada za tatą, który zupełnie się nią nie interesował, kiedy dorastała. Jej samoocena ucierpiała na kontaktach z nim, gdy przykładowo doradzał szesnastolatce, by przeszła na dietę i rozjaśniła sobie włosy. Wyobrażenie Monty’ego Blake’a na temat ideału kobiety ograniczało się do tego, że ma być szczupłą blondynką, podczas gdy Bee była szatynką o apetycznie okrągłych kształtach. Marzenia ojca ucieleśniała Ingrid, macocha Bee, dawniej szwedzka top modelka, olśniewająca platynowa blondyna, do tego chuda jak patyk.

– Przykro mi, tato, nie jestem zainteresowana – wypaliła, po chwili dopiero zauważając, że starszy pan wygląda na prawdziwie zmęczonego i zestresowanego. Może dlatego wyskoczył z tym idiotycznym ożenkiem, bo obawia się o swoje interesy?

– To się lepiej zainteresuj! Wiedziecie z matką przyjemne życie. Jeśli grupa The Royale upadnie i Demonides dostanie ją za bezcen, to pogrąży nie tylko mnie i twoją macochę, ale wszystkich, których mam na utrzymaniu…

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Doskonale wiesz, co chcę przez to powiedzieć… Nie jesteś tak głupia jak twoja siostra…

– Zara nie jest…

– Okej, przejdę do rzeczy. Zawsze byłem bardzo hojny dla ciebie i twojej matki…

– Tak, to prawda – przyznała Bee, która lubiła stawiać sprawy jasno, choć sytuacja rodzinna nie stanowiła jej ulubionego tematu do rozmów.

Nie był to też najlepszy moment na takie obserwacje, ale uważała jego hojność za uciszanie sumienia. Emilia była Hiszpanką i pierwszą żoną Monty’ego. W wyniku wypadku samochodowego została sparaliżowana i przykuta do wózka, kiedy Bee miała cztery latka. Kobieta szybko się zorientowała, że młodego, ambitnego męża odrzucało jej kalectwo i z godnością zgodziła się na separację. Z wdzięczności za bezbolesne odzyskanie wolności Monty kupił Emilii i ich córce pokaźny dom na nowoczesnym osiedlu. Następnie zlecił przysposobienie go do potrzeb niepełnosprawnej kobiety. Opłacał też opiekę, aby Bee nie była zawsze w stu procentach obarczona matką. I chociaż sytuacja w domu ograniczyła bardzo życie towarzyskie dziewczyny, była ona jednak w stanie pójść na uniwersytet, skończyć wymarzoną pedagogikę i wykonywać wymarzony zawód nauczyciela. Wszystko dzięki wsparciu finansowemu ojca.

– Obawiam się, że jeśli nie zrobisz tego, o co proszę, kranik z pieniędzmi zostanie zakręcony. Dom twojej matki należy do mnie. Mogę go więc sprzedać, kiedy zechcę.

Bee zbladła zszokowana. To było po prostu szczere ostrzeżenie… Nie znała ojca z tej strony.

– Czemu miałbyś aż tak skrzywdzić mamę?

– A czemu miałbym się teraz nią przejmować? Poślubiłem ją ponad dwadzieścia lat temu i od tego czasu się nią zajmuję. Większość ludzi przyznałaby, że chyba już po wielokroć spłaciłem swoje zobowiązania wobec kobiety, która była moją żoną tylko pięć lat.

– Wiesz, że w pełni doceniamy z mamą wszystko, co dla niej robisz – odparła upokorzona jego ohydnymi pogróżkami.

– Jeśli chcesz nadal mojej hojności, będzie cię to kosztowało. Demonides musi kupić moje hotele za dobrą cenę. I chciał sam tak zrobić, dopóki Zara go nie wystawiła i nie wyszła za tego Włocha…

– Zara jest przeszczęśliwa ze swoim Vitalem Roccantim – wymamrotała Bee pod nosem na obronę swej przyrodniej siostry. – Nie wiem, jak miałabym namówić wielkiego biznesmena Demonidesa na zakup twoich hoteli po dogodnej dla ciebie cenie.

– Powiem ci wprost: nie masz urody Zary, ale wszystko, czego pragnie Demonides, to znaleźć matkę dla sierot, którymi przyszło mu się opiekować. Zara nigdy ani w jednym ułamku nie byłaby tak dobrą matką jak ty. Ona nawet nie potrafi porządnie czytać! Założę się, że nie miał o tym pojęcia, gdy zgodził się ją poślubić.

Bee zesztywniała z obrzydzenia po wysłuchaniu okrutnych komentarzy ojca na temat Zary, która była po prostu dyslektyczką.

– Jestem więcej niż pewna, że mężczyzna tak wpływowy i bogaty jak Sergios Demonides mógłby sobie znaleźć wiele kobiet gotowych, by za niego wyjść i odgrywać matkę dla tych dzieci. Tak jak słusznie zauważyłeś, nie jestem najpiękniejsza, więc tym bardziej nie rozumiem, czemu się upierasz, że on mógłby się mną zainteresować?!

Monty Blake roześmiał się szyderczo.

– Bo wiem, czego on chce. Zara mi powiedziała. Kobiety, która będzie znała swoje miejsce…

– A zatem jestem ostatnią osobą, która spełniłaby jego oczekiwania! – Oczy Bee płonęły z oburzenia jak zawsze, gdy słyszała przestarzałe sformułowania zakładające niższość kobiet. – A i Zara jest bardziej zadziorna, niż myślisz. Z nią też miałby problemy.

– Ale ty jesteś inteligentna i sprytna. Potrafisz dać mu dokładnie to, czego chce. Jesteś też dużo praktyczniejsza od Zary, bo tobie nic nigdy tak łatwo nie przychodziło.

– Tato – przerwała mu nagle – czemu w ogóle prowadzimy tę idiotyczną rozmowę? Przecież widziałam tego całego Demonidesa raz w życiu i nawet na mnie nie spojrzał.

 

Taktownie pominęła milczeniem fakt, że jedyną rzeczą, którą chyba zauważył na tym spotkaniu, był jej biust…

– Chcę, żebyś do niego poszła i zaproponowała mu układ. Taki, jakiego chciał z Zarą. On może robić, co chce, ale kupuje ode mnie hotele po uzgodnionej cenie…

– Zaraz…to ja mam mu zaproponować małżeństwo?! – Bee powtórzyła z niedowierzaniem. – Nigdy w życiu nie słyszałam większej bzdury! Pomyśli, że jestem stuknięta.

Monty Blake przypatrywał jej się uważnie.

– Mam nadzieję, że wystarczy ci sprytu, żeby go przekonać. Jeśli uwierzy, że jesteś stworzona na matkę dla tych jego sierotek, wróci do tematu kupna. A mnie bardzo potrzebna jest ta transakcja. Bez niej wszystko, do czego doszedłem w życiu, rozsypie się jak domek z kart. To, rzecz jasna, dotyczy również zabezpieczenia twojej matki.

– Nie groź w ten sposób mamie.

– Ale to nie są puste słowa. Bank grozi mnie! Że przykręcą kurek z pożyczkami. Moje hotele znalazły się na krawędzi bankructwa i właśnie w takim momencie ten diabeł Demonides gra sobie ze mną na zwłokę. Nie stać nas na czekanie. Jeśli ja pójdę na dno, ty z matką też popłyniecie! Wyobraź to sobie tylko. Dom bez przystosowania dla osoby niepełnosprawnej, codzienna odpowiedzialność za Emilię, koniec życia prywatnego dla ciebie…

– Przestań! – przerwała mu z obrzydzeniem, myśląc o jego drogach „perswazji”. – Z drugiej strony, upadłeś chyba na głowę, jeśli myślisz, że Sergios Demonides mógłby w ogóle brać pod uwagę poślubienie kogoś takiego jak ja!

– Może i upadłem, ale przekonamy się o tym tylko wtedy, gdy do niego pójdziesz.

– Jesteś chory!

Wtedy ojciec postanowił użyć ostatecznego argumentu.

– Każę jeszcze w tym tygodniu wywiesić wywieszkę „Na sprzedaż” na domu twojej matki, wtedy uwierzysz. Chyba że pójdziesz i chociaż spróbujesz z nim porozmawiać.

– Nie mogłabym… przecież nie mogłabym tak! Nie rób tego mamie! Proszę!

– Bee, zaproponowałem ci rozsądne rozwiązanie. Znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji. Dlaczego po tylu latach korzystania z drogiego wsparcia i ekskluzywnej edukacji nie miałabyś mi pomóc?

– Och, proszę… – Dziewczyna wzdrygnęła się na dźwięk jego wypolerowanych kłamstw i sprytnego przedstawiania siebie jako odpowiedzialnego ojca. – Czy rozsądnym rozwiązaniem nazywasz żądanie, bym się sama oświadczyła nieznanemu mi greckiemu miliarderowi? W jakiej kulturze i na jakiej planecie byłoby to traktowane jako „rozsądne rozwiązanie”?

– Powiedz mu, że zajmiesz się dziećmi, a on zachowa swoją wolność. Myślę, że dla niego to może być „rozsądne rozwiązanie” – upierał się niezmiennie starszy pan.

– A co będzie, jeśli tylko się upokorzę i on mi odmówi?

– Masz się modlić, żeby się zgodził! – Monty Blake absolutnie nie zamierzał ustąpić. – Bo to jedyny sposób na uratowanie poziomu życia twojej matki!

– Wiadomość z ostatniej chwili, tato! Życie na wózku nie jest życiem na szczególnie wysokim poziomie!

– Ale życie na wózku i bez moich pieniędzy z pewnością będzie jeszcze mniej atrakcyjne – odciął się ostro, bo zawsze chciał, żeby ostatnie słowo należało do niego.

Krótko potem Bee wyszła z hotelu i złapała autobus do domu, w którym nadal mieszkały z matką. Niestety, nie udało jej się zmienić stanowiska ojca ani na jotę.

Kiedy przygotowywała kolację, Beryl, opiekunka matki, przywiozła Emilię z cotygodniowej wyprawy do biblioteki. Kobieta wjechała sprawnie do kuchni i rozpromieniła się na widok córki.

– Wyobraź sobie, kochanie: znalazłam książkę Catherine Cookson, której jeszcze nie czytałam!

– No to znów nie będziesz chciała iść spać przed północą…

Bee popatrzyła na ponad wiek zniszczoną i pomarszczoną twarz matki. Chciało jej się płakać za każdym razem, gdy mama z niezachwianym optymizmem zaczynała cieszyć się codziennymi drobnostkami. Emilia w wyniku wypadku straciła tak wiele, ale nigdy na nic się nie uskarżała.

Kiedy przygotowała matkę do snu, usiadła nad plikiem zeszytów klasowych swoich siedmiolatków, ale nie była w stanie się skupić na sprawdzaniu pracy domowej. Myślała o rozmowie z ojcem. Zalał ją pogróżkami, lecz przy okazji powiedział trochę prawdy, co zakłóciło jej poczucie bezpieczeństwa. Istotnie uważała sukces finansowy taty za coś nieprzemijającego i zakładała, że mama już nigdy nie będzie się musiała martwić o pieniądze.

Nie byłaby więc sobą, gdyby nie rozważała teraz najgorszego scenariusza. Jeśli stracą dom z ogrodem, gdzie wszystko zostało dostosowane do potrzeb osoby niepełnosprawnej i nawet grządki kwiatowe uniesiono ponad ziemię według projektu Zary, Emilia nie będzie już tak samodzielna. Jednak Bee ma przecież stałe dochody, więc wynajmie mieszkanie, ale z kolei nikogo już nie będzie stać na płacenie całego etatu opiekunce, co spowoduje konieczność ograniczenia pracy zawodowej, a zatem ograniczy zarobki. Blake być może pokryje podstawowe rachunki, chociaż w rzeczywistości nie jest nigdzie do tego zobowiązany na piśmie. Nie istnieją żadne oszczędności. Bez wsparcia ojca będą skazane na pomoc z opieki społecznej, znikną wszelkie małe bonusy i wyjścia, które rozjaśniały odrobinę smutne życie. Ponura perspektywa…

Właśnie z tej perspektywy papierowe małżeństwo z greckim potentatem nabierało sensu. A jeśli zrobi z siebie idiotkę? Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Zrobi z siebie kolosalną idiotkę, a facet będzie miał o czym opowiadać przy obiedzie przez długie lata. Zresztą wyglądał jej właśnie na człowieka, który lubi się karmić cudzym nieszczęściem. Tak jak by mu było mało własnych… Kiedy siostra początkowo zamierzała za niego wyjść, Bee przeprowadziła szczegółowe dochodzenie w internecie i wynik zupełnie ją zniechęcił. Gdy był nastolatkiem, miał już na koncie parę drobnych przestępstw. Nic dziwnego. Dorastał w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Aten, gdzie wszyscy tak naprawdę walczyli o przetrwanie. Jakimś cudem w wieku dwudziestu jeden lat poślubił piękną Greczynkę, spadkobierczynię wielkiej fortuny. Niestety, niecałe trzy lata później pochował ją. W chwili śmierci była w ciąży. Sergios Demonides odniósł niewątpliwie wielki sukces zawodowy, lecz jego życie osobiste było jedną wielką porażką. Dodatkowo cieszył się opinią bardzo inteligentnego zimnego drania i w interesach, i z kobietami. Prawdopodobnie jako mąż wykończyłby jej wydelikaconą siostrzyczkę Zarę razem z ukochanym króliczkiem miniaturką Fluffym. Na szczęście samej siebie nie uważała za zbyt wrażliwą. Wychowanie bez ojca i zajmowanie się od małego niepełnosprawną matką zrobiły swoje. Bee była przedwcześnie dojrzała i odporna na przeciwności losu.

W wieku dwudziestu czterech lat dobrze wiedziała, że ze swoim wyglądem, konserwatywnym stylem i bagażem życiowym nie jest szczególnie atrakcyjna dla mężczyzn. Nie prezentowała się też ładnie ani kobieco. Chłopcy, z którymi dotychczas się umawiała, z jednym może wyjątkiem, byli bardziej kumplami niż „narzeczonymi”. Nigdy dotąd nie próbowała jeszcze flirtować.

Raz zdarzyło się, że przez parę szalonych miesięcy czuła się głęboko zakochana. Bardzo zabolało, gdy związek rozpadł się jednoznacznie z powodu rozmiaru jej zobowiązań wobec chorej mamy. I chociaż naprawdę nie nauczyła się nigdy dbać o swój wygląd, nie widząc w tym problemu, zrozumiała już na pewno, że odstrasza płeć przeciwną swoim intelektem. Miała niezwykle lotny umysł; wszystkie egzaminy w szkole i na studiach zdawała z wyróżnieniem i bezustannie zdobywała wszelkie możliwe dyplomy i nagrody.

Mężczyźni, z którymi miała do czynienia na co dzień, też zazwyczaj sztywnieli, gdy Bee mówiła, co myśli, nawet jeśli oznaczało to nadepnięcie komuś na odcisk. Nienawidziła niesprawiedliwości i okrucieństwa w jakiejkolwiek postaci. Nigdy nie udawała słodkiej idiotki, próbując się w ten sposób przypodobać facetowi. Mistrzynią tej tandetnej sztuki była za to Ingrid, druga żona ojca. Nic dziwnego, że jej ukochana siostra Zara urodziła się obciążona potężną dawką koszmarnego genu schlebiania mężczyznom. Jedynie najmłodsza z sióstr, Tawny, owoc romansu taty z sekretarką, przypominała Bee pod tym względem.

Bee nie znała uczucia bezsilności. Do dnia, w którym była zmuszona umówić się na spotkanie z Sergiosem Demonidesem. Chora sytuacja, idiotyczny pomysł…

Czterdzieści osiem godzin po tym, jak Bee po przegranej walce ze swą dumą umówiła się na rozmowę z Demonidesem, jego asystent zapytał, czy miliarder zechce przyjąć u siebie córkę Monty’ego Blake’a, Beatriz. Nieoczekiwanie Sergios natychmiast przypomniał sobie postawną szatynkę o bystrym spojrzeniu pięknych zielonych oczu i ze wspaniałym biustem. Tylko dzięki jej piersiom przetrwał długi i męczący obiad w nieciekawym towarzystwie, chociaż ona nie odwzajemniła zainteresowania. Ale dlaczego chciała z nim rozmawiać? Pracowała dla ojca? Chciała pośredniczyć? Wezwał asystenta, aby przed wyznaczeniem terminu spotkania, zdobył o niej wszelkie niezbędne informacje.

Następnego dnia po południu, ubrana w szary kostium, zarezerwowany na oficjalne okazje – ufała, że w garsonce i spodniach tego koloru wzbudza szacunek – Bee czekała koło recepcji w eleganckim biurowcu ze szkła i stali, w którym mieściła się londyńska siedziba główna firmy SD Shipping. Nie zaskoczyło jej wcale to, że Sergios Demonides użył własnych inicjałów na oznaczenie swego biznesu. Chyba chciał go w ten sposób nacechować swą wszechmocną osobowością, zgadywała. Serce dziewczyny biło bardzo mocno na myśl o tym, co miało za chwilę nastąpić.

– Panno Blake, pan Demonides oczekuje – poinformowała ją atrakcyjna recepcjonistka z wyuczonym pięknym uśmiechem, którego Bee niestety nie potrafiłaby powtórzyć.

Nagle aż zakręciło jej się w głowie z nerwów. Była zbyt inteligentna na to, żeby móc zignorować ośmieszenie, na które miała się zaraz narazić. Doskonale pamiętała tego Greka: olbrzymiego samca z ogromną kasą, który nie uronił ani kawałka odsłoniętego kobiecego ciała… Poczerwieniała na myśl o posiłku, który jedli przy wspólnym stole, i o wydekoltowanej wieczorowej sukni, pożyczonej na ten wieczór od przyjaciółki. Jego spojrzenie uświadomiło jej, dlaczego zazwyczaj wybierała inne sukienki. Zdziwiła ją jednak jego całkowita obojętność wobec kogoś tak pięknego jak Zara.

Gdy Beatriz weszła do gabinetu Sergiosa pewnym krokiem w mocnych, mało kobiecych butach, ten natychmiast zorientował się, że nie będzie chciała go oczarować. Jej siermiężny, szarobury kostium w żaden sposób nie podkreślał apetycznych krągłości. Gęste, ciemne włosy miała zaczesane do tyłu, a na twarzy ani śladu makijażu. Dla mężczyzny przywykłego do niesamowicie wypielęgnowanych kobiet taka niefrasobliwość na temat własnego wyglądu i pierwszego wrażenia była wręcz nie do pomyślenia i graniczyła z brakiem wychowania.

– Panno Beatriz, jestem bardzo zajętym człowiekiem, nie wiem, co panią tu sprowadza, ale cokolwiek by to było, proszę, żeby mi zajęło jak najmniej czasu – przywitał ją niecierpliwie.

Przez ułamek sekundy Demonides uniósł się nad swym biurkiem i nad Bee niczym gigantyczny postument rzucający olbrzymi cień. Cofnęła się pospiesznie, czując się przytłoczona już samym jego rozmiarem i bliskością. Zdążyła zapomnieć, że był wielki i władczy, co wyrażała cała jego postać, począwszy od olbrzymiego wzrostu po szerokość ramion i długość nóg. Jednocześnie był to mężczyzna porażająco przystojny – nawet jeśli wstydziła się tak pomyśleć – o czarnych, prawie granatowych włosach, pięknie opalony. O jego fortunie świadczyły wszystkie elementy ekskluzywnego ubioru, od cienkiego złotego zegarka i spinek do mankietów aż po nieskazitelną biel koszuli i szykowny krój ciemnego garnituru. Przez chwilę patrzyła mu w oczy o kolorze palonego brązu i to do końca odebrało jej oddech.

– Mój ojciec poprosił, żebym przyszła do pana w jego imieniu… – zaczęła poirytowana faktem, że nie może złapać tchu.

– Pani uczy w podstawówce. Cóż mogłoby mnie w tym zainteresować? – zapytał z brutalną szczerością.

– Myślę, że będzie pan zaskoczony – zdążyła wycedzić Bee, gdy nagle poczuła, że w sumie cała ta sytuacja ją śmieszy – To znaczy, wiem, że tak będzie! – zażartowała nieoczekiwanie.

Niespodzianki stanowiły rzadkość w życiu Sergiosa i to raczej niemile widzianą. Doskonale wiedział, że ma manię na punkcie posiadania wszystkiego pod kontrolą i wcale nie chciał tego zmieniać.

– Nie tak dawno miał pan zamiar poślubić moją siostrę Zarę.

– I tak nic by z tego nie wyszło – odparł stanowczo.

Dziewczyna wzięła głęboki oddech i kontynuowała, nerwowo ściskając w dłoniach torebkę:

 

– Zara powiedziała mi, czego dokładnie spodziewałby się pan, zawierając związek małżeński.

Myśląc intensywnie, dokąd zaprowadzi ich ta rozmowa, starał się usilnie nie zgrzytać zębami.

– To wielce nietaktowne z jej strony.

Niezręczna sytuacja sprawiła, że policzki Bee zaróżowiły się, podkreślając niesamowitą zieleń jej oczu.

– Przejdę więc do rzeczy…

Biznesman oparł się o biurko, pochylił mocno do przodu i zmierzył ją wyjątkowo nieprzychylnym spojrzeniem.

– Czekam… – skomentował, gdy się zawahała.

W gabinecie zapadło grobowe milczenie, które można było niemalże usłyszeć. Dziewczyna wciąż oddychała tak głęboko, że jej wielki biust podnosił się i opadał pod odrobinę za ciasnym kostiumem. Mężczyzna popatrzył tam przez chwilę, bo opięty materiał podkreślał to, co tak dobrze zapamiętał z ich pierwszego spotkania.

– Mój ojciec wywarł na mnie pewnego rodzaju presję, by przekonać mnie do przyjścia tutaj. Powiedziałam mu, że to czyste szaleństwo, ale jednak przyszłam.

– Tak, przyszła pani – Sergios ziewnął – i nadal nie wiem, po co!

– Tata chce, żebym zaproponowała siebie na miejsce Zary.

Na jego twarzy zagościło niedowierzanie.

– Tak! To obłęd, ale on chce sfinalizowania waszej transakcji i uważa, że można dołożyć do tego układ dotyczący małżeństwa z odpowiednią kobietą.

– Odpowiednią?! Ale pani nie pasuje do grona kobiet, które krążą wokół mnie, aby wejść ze mną w związek – zareagował szczerze.

Taka była prawda. Beatriz Blake prezentowała się nader przeciętnie w porównaniu z kobietami, które osaczały go na każdym kroku, rozpaczliwie starając się zwrócić na siebie jego uwagę i, jeśli już nawet nie mogły pomarzyć o nagrodzie głównej w postaci ślubnej obrączki, próbowały skorzystać choćby odrobinę z jego bogactwa. Ta refleksja przywołała wspomnienia… Jego dziadek powiedział kiedyś, że mniej atrakcyjne kobiety są najlepszymi żonami. Do tej pory te słowa brzmią mu w uszach. „Twoja babka była bezinteresowna, lojalna i troskliwa. Nie mógłbym sobie wymarzyć lepszej żony. Dom utrzymywała, jakby był pałacem, kochała dzieci, a moje słowo było święte. Nigdy ani przez chwilę nie musiałem się niczym martwić. Pomyśl dobrze, nim poślubisz piękność, która żąda wiele, a w zamian daje dużo mniej”.

Pobladła trochę po tym, co usłyszała, ale szybko doszła do siebie.

– To oczywiste, że nie jestem urodziwą blondynką, ale na to miejsce nadam się dużo lepiej niż Zara.

Czuł się spięty i podświadomie fascynował go poziom jej odwagi i pewności siebie.

– Pani mówi tak, jakby bycie moją żoną miało być miejscem pracy!

– A nie jest tak? Z tego co zrozumiałam, szuka pan jedynie kandydatki na macochę dla dzieci pańskiej zmarłej niedawno kuzynki. Ja mogę się poświęcić takiej pracy w pełnym wymiarze godzin. Zara na pewno nie podjęłaby się takiego zobowiązania.

– Proszę o chwilę ciszy. – Przypatrywał jej się zachmurzony. – Jakiego rodzaju presję wywarł na pani ojciec, żeby zmusić panią do przyjścia tutaj i wygadywania tego typu nonsensownych historii?

Bee zesztywniała, lecz po chwili odrzuciła głowę w tył jakby w geście buntu, zastanawiając się nagle, czy rzeczywiście ma obowiązek trzymać w tajemnicy szantaże ojca. Jej własna godność nakazywała jedynie być uczciwą.

– Moja matka jest kaleką. Na wózku. Jeśli sprzedaż hoteli się nie powiedzie, ojciec zagroził sprzedażą naszego domu i zakończeniem finansowania opiekunki mamy. Ja utrzymuję się sama, ale ona jest zależna od niego. Nie chcę oglądać jej cierpienia. Życie już i tak nas nie rozpieszcza.

– Obawiam się, że to prawda. – Sergios, mimo że się przed tym bronił, był coraz bardziej pod wrażeniem dziewczyny. Najwidoczniej Monty Blake postępował ze swą rodziną okrutniej, niż można by pomyśleć. Nawet Nectarios, dziadek Sergiosa, człowiek słynący ze swej bezwzględności, zawahałby się przed groźbami pod adresem byłej niepełnosprawnej małżonki. Jeśli chodzi o Beatriz, jej uczciwość i lojalność wobec bliskich wzbudzały szacunek i pozwalały domyślić się, jakim jest człowiekiem. Nie przyszła tu dla jego godnego pozazdroszczenia stylu życia ani bogactwa, ale dlatego, że nie miała wyboru. Nie był to komplement, lecz Sergios pogardzał komplementami, wiedząc od dawna, że mało kogo interesuje człowiek stojący za wielką fortuną i potężną władzą. Liczą się tylko one.

– Wracając do rzeczy, proszę mi powiedzieć, czemu uważa pani, że byłaby lepszą żoną niż siostra? – przerwał milczenie Sergios, chcąc przede wszystkim zaspokoić ciekawość, a poza tym zaintrygowało go jej nietuzinkowe podejście do małżeństwa. Stanowisko żony? Żona jako pracownik? Zupełnie nowy punkt widzenia… który bardzo się mu spodobał. Jako urodzony biznesmen od razu potrafił dostrzec zalety takiego układu. „Płatna” żona lepiej uszanuje wyznaczone granice, a jednocześnie będzie się starała go zadowolić. W tak sformułowanej praktycznej umowie mało będzie miejsca dla kłopotliwych ludzkich emocji i nieporozumień.

– Bo jestem mniej roszczeniowa, a za to bardziej samowystarczalna i rozsądna. Pewnie też mniej bym pana kosztowała, bo nie zależy mi na wyglądzie. Tak jakby odrobina próżności była jedynie wadą… – Poza tym świetnie radzę sobie z dziećmi.

– A co by pani zrobiła z sześciolatkiem malującym po ścianach?

Zdziwiła się.

– Starałabym się z nim rozmawiać.

– Ale on nie odpowiada. Jego młodszy brat cały czas wiesza mi się na nogach, a ten najmniejszy szkrab po prostu patrzy przed siebie – powiedział nagle półszeptem, zatroskany i pełen niezrozumienia. – Czemu ja właściwie pani o tym mówię?

Zaskoczyła ją ta nieoczekiwana szczerość i otwartość. Widać, że pogrążał go problem przybranych dzieci.

– Może liczy pan na to, że będę miała dla pana odpowiedź?

Wtedy ktoś zapukał do biura, drzwi się otworzyły i nastąpiła krótka wymiana zdań w obcym języku, najprawdopodobniej greckim. Po chwili Sergios znów badawczo się jej przyjrzał. Czuła, jak przechodzą ją ciarki od tego spojrzenia.

– Przemyślę pani ofertę – powiedział przeciągle – ale uprzedzam: niełatwo mi dogodzić.

Zdumiała się, ale nie dała tego po sobie poznać.

– Domyśliłam się, jak pierwszy raz pana zobaczyłam – odparła, patrząc mu prosto w oczy. Dla tego człowieka nie istnieje kompromis.

– Czy następnym razem powie mi pani, że potrafi odczytać moją przyszłość z linii papilarnych?

Dziewczyna wyszła z biura Sergiosa oszołomiona. Powiedział, że rozważy jej propozycję! Może to takie uprzejme kłamstewko? Jednak nie sądziła, by należał do ludzi rzucających słowa na wiatr. Co będzie, jeśli Demonides ją zaakceptuje? Tego ani przez moment nie brała pod uwagę. Zostanie jego żoną?!

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?