Dom, którego nie było

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Powojenne miasto

16 stycznia 1945 roku do Radomia weszły oddziały 1 Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej. Niewiele wcześniej z miasta ewakuowały się ostatnie niemieckie jednostki wojskowe i administracja. Wydarzenia te opisał w swoim dzienniku Tadeusz Kotarbiński, mieszkający w Radomiu po upadku powstania warszawskiego:

21.01.1945

Przełom. Wygraliśmy wielki los. Przetoczył się przez nas front bojowy i żyjemy, przynajmniej my tutaj i Wandzia, i Adaś154. Ba, dom, gdzie mieszkamy, ocalał, ni jedna szyba w nim nie wypadła. W poniedziałek 15-go oddział Niemców ulicą Mleczną, tamowany przez zapory, które sami oni pobudowali w poprzek drogi, by utrudniać ataki nieprzyjacielowi. Betonowe słupy stoją, zostawiają na jezdni tylko wąską furtę. Wóz za wozem tuż, czołgi, samochody, dwoma szeregami, konie, piechota luzem. W porządku szli, ale tłoczno i szybko. [–] tamten przemarsz skończył się 15-go o 17ej [–], to w nowej formie zaczął się [–] o 7ej rano […] Noc z poniedziałku na wtorek w ubraniu… Huki dookoła. Myślałem, że to Niemcy wali[li] z dział [–]. A to były wybuchy pocisków, padających na miasto.

[…] Na Rwańskiej i na placu konst[ytucji] [–] trupy kilku Kałmyków [–], co służyli u Niemców… Rosjanie przyłapali niemieckiego komendanta miasta i [–] trzymają go w klatce… Park miejski otwarto dla polaków [–]. Rano Adaś chodzi po chleb i przynosi pół bochenka… [–] Trwa umiarkowana zima. Dziś przymroziło trochę bardziej. [–] Sowiety walą naprzód szybko155.

Przedwojenny funkcjonariusz Policji Państwowej w Radomiu, a w czasie wojny członek podporządkowanej Niemcom granatowej policji Jan Jasek w spisanych po wojnie wspomnieniach zanotował atmosferę panującą tuż przed wyzwoleniem miasta:

Nie spieszyłem się też zbytnio wracać do Komisariatu, przeczuwając lada chwila ucieczkę ostateczną niemców, obawiając się równocześnie, iż niemcy, uciekając, mogą policjantów zmusić do uciekania z nimi, a nawet wystrzelać.

Kiedy wróciłem już o zmierzchu, Komisariat zastałem zamknięty i dowiedziałem się, że niemcy w ostatniej chwili zarządzili zbiórkę wszystkich polskich policjantów w podwurzu przy ul. Reja 5, gdzie mieściła się policja niemiecka.

Po otrzymaniu tych informacji ulotniłem się z domu i w ukryciu oczekiwałem na dalsze wypadki.

Od obserwatorów dowiedziałem się jeszcze tego wieczoru, że niemcy już opuścili Radom i wszystkich policjantów polskich popędzili przed sobą.

W nocy z 15 na 16 stycznia siedzieliśmy w piwnicach, ponieważ grzmiała artyleria i pociski przelatywały nad naszym domem ze świstem.

Dnia następnego o świcie już były w Radomiu Wojska sowieckie.

Uprowadzeni przez niemców policjanci po paru dniach wracali pojedyńczo i jak opowiadali – niemcy byli tak wytrąceni z równowagi, że już mało się nimi interesowali i przy jakiejkolwiek nadarzającej się okazji można było uciekać. Kilku policjantów jednak nie wróciło156.

Przejściu frontu towarzyszył strach. Tak jak w innych miejscach, również i tu ludzie przygotowywali się na najgorsze. Nie wiadomo było, jak długo potrwa ostrzał miasta i jak zachowa się wkraczająca Armia Czerwona. Dwudziestojednoletnia wówczas Maria Fołtyn i jej brat przeżyli wyzwolenie Radomia zakopani przez matkę pod węglem. Kobieta najprawdopodobniej obawiała się, że uroda jej córki wzbudzi niebezpieczne zainteresowanie żołnierzy frontowych157.

Mieczysław Wośko, wówczas kilkunastoletni chłopak, razem ze swoimi kolegami przemierzał opustoszały Radom w poszukiwaniu jedzenia. W wywiadzie, którego mi udzielił, wspominał, że ostrzał artyleryjski zaczął się pod wieczór w dniu poprzedzającym wkroczenie Armii Czerwonej. Według jego relacji pomiędzy ucieczką Niemców a wkroczeniem do Radomia wojsk radzieckich minęło wiele godzin. W tym czasie mieszkańcy rzucili się do rabowania opuszczonych mieszkań i sklepów niemieckich158. Także Tuwia Frydman, ocalały, który przeżył wyzwolenie w mieście, w swoich wspomnieniach pisze o szabrowaniu mienia pozostawionego przez Niemców:

Tymczasem ludność polska ośmielona ogólnym zamieszaniem i bałaganem rzuciła się na rabunek sklepów i magazynów. Wywiązały się zaciekłe walki, każdy brał to, co mógł i ile mógł. W rabunkach tych brali udział nie tylko starsi, ale i małe dzieci, które pomagały swym rodzicom. Nawet zupełnie starzy ludzie nie siedzieli w takiej chwili w domu, lecz „szabrowali” jak mogli159.

Tuż po wyzwoleniu Radomia do Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej (KC PPR) wpłynął meldunek, którego autor stwierdzał: „Część ludności jest solidnie zaopatrzona w towary i żywność pochodzącą z rabunku. Ludność cywilna splądrowała i rozgrabiła urządzenia biurowe wszystkich prawie urzędów”160.

Rankiem 16 stycznia 1945 roku najpierw do miasta weszły pojedyncze patrole Armii Czerwonej, a później wojska frontowe. Władzę w Radomiu objęła komendantura wojenna. Problem szabrowania przez lokalną ludność majątków pozostawionych przez Niemców nie ograniczał się najwyraźniej jedynie do okresu „bezkrólewia” i przybrał rozmiary, które miesiąc po wyzwoleniu zmusiły wojskowego komendanta powiatu i miasta Radomia, pułkownika Iwana Wołkowa, do wydania specjalnego rozkazu:

W pierwszych dniach po oswobodzeniu m[iasta] Radomia przez Armię Czerwoną wiele majątku porzuconego przez cofające się Oddziały niemieckie zostało zrabowane przez ludność miejscową. Znane są wypadki, że pojedyńcze osoby bezprawnie przyswoiły sobie automobile, skórzane wyroby, żywność itp. Jednakże są to wszystko trofea wojenne i nie mogą należeć do nikogo za wyjątkiem Armii Czerwonej. Rozkazuję przeto mieszkańcom Powiatu i m[iasta] Radomia wszystkie bezprawnie [trz]ymane rzeczy, należące przedtem do armii niemieckiej, instytucji niemieckich lub pojedynczych osób pochodzenia niemieckiego, złożyć w Komendanturze Wojennej m[iasta] Radomia ([ul.] Moniuszki 7) lub Gminnych Komendanturach Wojennych. Uprzedzam, że osoby niespełniające niniejszego rozporządzenia i ukrywające zrabowane trofea będą pociągane do odpowiedzialności wg prawa wojennego161.

Można jedynie przypuszczać, że powyższe zarządzenie spotkało się z niewielkim oddźwiękiem ze strony mieszkańców miasta.

W dniach bezpośrednio po wyzwoleniu przez Radom cały czas przechodziło wojsko. Mieczysław Wośko wspomina mieszkańców cieszących się na widok dużej kolumny jeńców niemieckich prowadzonych bez butów główną ulicą miasta oraz żołnierzy ubranych w polskie mundury i śpiewających przed parkiem miejskim polski hymn narodowy. Dwa dni po wyzwoleniu Radomia, 18 stycznia 1945 roku, w mieście pojawiły się ogłoszenia podpisane przez nowego prezydenta miasta z ramienia PPR Kazimierza Kiełczewskiego. Informował on, że objął urząd z polecenia Tymczasowego Rządu Narodowego. Wzywał obywateli miasta do „lojalnej współpracy nad unormowaniem życia publicznego”, czyli „wznowienia pracy we wszystkich dziedzinach życia społecznego i gospodarczego” oraz „natychmiastowego zaprzestania bezmyślnego rozkradania i niszczenia dobra społecznego”162. Wraz z objęciem cywilnej władzy w Radomiu komuniści zaczęli budować swoje zaplecze polityczne w mieście. Cztery dni po wyzwoleniu radomska PPR liczyła zaledwie 12 członków, a w połowie maja 1945 roku – już 2200. Na podstawie działającej w czasie okupacji organizacji konspiracyjnej powołano do życia Miejską Radę Narodową (MRN)163.

Odczuwana przez wielu mieszkańców miasta radość z zakończenia niemieckiej okupacji mieszała się z niepewnością jutra i codziennymi troskami. W liczącym około 60 000 mieszkańców Radomiu brakowało wszystkiego164. Tak jak i w innych polskich miastach w tym czasie, trudno było o żywność oraz podstawowe produkty. Przez dwa pierwsze dni po wyzwoleniu Mieczysław Wośko i cała jego rodzina jedli tylko ziemniaki – nic innego nie udawało się znaleźć165. Sytuacja aprowizacyjna nie poprawiła się znacząco w kolejnych tygodniach i miesiącach:

[…] lokalne struktury produkcyjno-usługowe nie były w stanie sprostać ogromnemu zapotrzebowaniu ludności nawet na towary pierwszej potrzeby, jak np. żywność. Bardzo źle przedstawiało się również zaopatrzenie w węgiel, a co za tym idzie w energię elektryczną. Ogromnym problemem był stały wzrost cen żywności, przy jednoczesnej konieczności zaopatrywania się w nią na wolnym rynku. Jeszcze w 1946 r. sytuację aprowizacyjną w Radomiu określano mianem „katastrofalnej”166.

Na początku 1945 roku zdobycie żywności i innych towarów pierwszej potrzeby dodatkowo utrudniała przeprowadzona na terenach zajętych przez Armię Czerwoną wymiana pieniędzy. Przyczyniła się ona do pogłębienia „chaosu gospodarczego, zatrzymania obrotu pieniężnego i podtrzymania nawyków spekulacyjnych”167. Zgodnie z wydanym przez Krajową Radę Narodową (KRN) Dekretem z dnia 6 stycznia 1945 roku o deponowaniu i wymianie banknotów Banku Emisyjnego w Polsce od 10 stycznia traciły ważność obowiązujące w czasie okupacji niemieckiej pieniądze. Do 28 lutego 1945 roku każdy pełnoletni obywatel, który nie był przedsiębiorcą, mógł wymienić pięćset złotych po kursie 1 do 1168. Jednak w regionie radomskim brakowało nawet nowych pieniędzy, a ich zdobycie nie gwarantowało możliwości zakupu poszukiwanych towarów. Pod datą 28 stycznia 1945 roku Tadeusz Kotarbiński zapisał w swoim dzienniku:

 

Nic kupić nie można, bo pieniądzom dotychczasowym odebrano wartość [–] wstecz od 11-go stycznia, a nowych pieniędzy mimo wystawania w kolejkach prawie niepodobna dostać. My mamy już dwie pięćsetki, ale nie można za nie nabyć ani źdźbła [–], bo nikt [–] mi nie chce ani nie może wydać reszty z powodu braku w obiegu banknotów drobniejszych. A jest zarządzenie, by otworzyć natychmiast wszystkie sklepy169.

Do końca 1945 roku w Radomiu podjęło działalność niewiele ponad 500 sklepów spośród ponad 2000 działających w mieście przed wojną. Miało to częściowo związek z bardzo dużym udziałem w handlu detalicznym przed wrześniem 1939 roku Żydów, z których większość zginęła w czasie Zagłady170. Panujące na terenach kontrolowanych przez komunistów trudności aprowizacyjne, źle zorganizowana wymiana pieniędzy i powszechna niepewność przybierająca czasem rozmiary paniki rynkowej przyczyniały się do gwałtownego wzrostu cen. Chłopi mniej chętnie dostarczali żywność do miast. Jeżeli czymś handlowano, to był to na ogół handel wymienny. Zwiększył się popyt na złoto i dolary, których kurs w stosunku do złotówki bardzo wzrósł171. Panowała drożyzna, a ceny towarów rosły jeszcze wiele miesięcy po wyzwoleniu. W marcu 1946 roku Miejski Oddział Informacji i Propagandy odnotował:

Co czwartek przyjeżdżają do Radomia (na targ) ekipy aprowizacyjne fabryk lub Zjednoczeń czy Central i nie licząc się z cenami, wykupują wszystkie towary znajdujące się na rynku. Jednocześnie operują również grupy „hurtowych sz[ab]rowników” – dysponujących samochodami (często urzędowymi) – zakupując żywność dla Zachodu [tj. Ziem Zachodnich]. W rezultacie ceny skaczą o około 20% co tydzień. Masło kosztujące dawniej 330–350 zł dziś kosztuje około 420–450 zł. Najbardziej groźną rzeczą jest fakt, że przybysze operują ogromnymi sumami gotówki i biorą każdy nawet często nadpsuty towar. […] W mieście mięsa nie ma prawie w ogóle, zaś wyroby masarskie podskoczyły w cenie o około 30%. […] Społeczeństwo miasta zostało niemile zdziwione po przeczytaniu notatki w „Głosie LUDU” o przybyciu do W[arsza]wy większej ilości mąki [w] 80% z lubelskiego i kieleckiego. Ironią losu, zamiast przysłać do kielecczyzny mąki dla ludności, która już od prawie 4 miesięcy nie dostaje chleba na kartki – jeszcze się mąkę eksportuje poza granice województwa172.

Drożyznę dodatkowo potęgowały nieregularne i niezaspokajające zapotrzebowania dostawy węgla. W Radomiu trudności te odczuł zarówno przemysł, jak i gospodarstwa domowe. Miejski Oddział Informacji i Propagandy donosił: „Najbardziej tragicznie przedstawia się sprawa zaopatrzenia ludności w opał. Węgiel, o ile jest, kosztuje obecnie na wolnym rynku 4 zł za 1 kg”173. Brak węgla i zły stan techniczny elektrowni miejskiej spowodowały także dające się wszystkim we znaki częste przerwy w dostawach energii elektrycznej. Doprowadziły one do wzrostu niezadowolenia wśród mieszkańców Radomia. Najmocniej dało ono o sobie znać 30 października 1945 roku, kiedy to młodzież z radomskich szkół zorganizowała demonstrację. Jej główne hasła brzmiały: „my chcemy się uczyć”, „my chcemy światła”174. Po protestach prezydent Radomia wydał zakaz używania w godzinach największego zapotrzebowania na energię urządzeń pobierających dużo prądu (grzejniki, żelazka, kuchenki). Mieszkania miały też być oświetlane żarówkami co najwyżej pięćdziesięciowatowymi. Na poprawę sytuacji energetycznej mieszkańcy Radomia musieli jednak poczekać jeszcze kilka miesięcy. Zaopatrzenie miasta w prąd elektryczny poprawiło się dopiero na początku 1946 roku175.

Pomimo że miasto nie ucierpiało poważnie w trakcie walk, tuż po wyzwoleniu duże trudności przeżywał radomski przemysł. Przygotowując się do wycofania, Niemcy wywieźli z Radomia wyposażenie wielu fabryk, maszyny i zapasy surowca176. Z tego powodu połowa z istniejących w mieście przed wojną 133 zakładów nie mogła wznowić pracy po wyzwoleniu177. Fabryka broni, największy w Radomiu zakład przemysłowy, przedstawiała opłakany widok:

W fabryce tej pozostały gołe mury: podłogi, okna, ramy okienne zupełnie powyszarpywane, uzbrojenie terenu w 90% zdemolowane. W 9 budynkach zerwane stropy i górne piętra przez wybuch nagromadzonych materiałów wybuchowych, przeznaczonych do wysadzenia całej fabryki. Wywieziony został cały sprzęt laboratoryjny, techniczny, wszystkie obrabiarki i materiały. Razem wywieziono około 480 wagonów 15-tonowych i 500 samochodów ciężarowych. Wymontowana została cała sieć elektryczna, wodociągowo-kanalizacyjna i ogrzewnicza.

[…] Kolejowe warsztaty naprawcze […] były w roku 1944 ewakuowane do Niemiec. Ewakuacja była tak gruntowna, że wywieziono nie tylko maszyny i urządzenia, ale wyrwano również boczne tory i zerwano dachy na budynkach178.

Zniszczenie wielu radomskich zakładów przemysłowych przyczyniło się do powstania dużego bezrobocia w mieście. Dodatkowo pogłębiało się ono wraz z przybywaniem repatriantów ze wschodu oraz panującym na przełomie 1945 i 1946 roku spowolnieniem gospodarczym. Sytuacja w całym województwie kieleckim była trudna – od września 1945 roku do lipca roku następnego liczba zarejestrowanych osób bezrobotnych wzrosła aż pięciokrotnie179. Ci, którzy pomimo trudności znaleźli zatrudnienie, zarabiali często tak niewiele, że środki te nie pozwalały na przeżycie do kolejnej wypłaty180.

Oprócz pracy w Radomiu w tym czasie trudno było również o znalezienie mieszkania. Jeszcze w 1946 roku w mieście przypadało średnio 2,1 osoby na izbę, podczas gdy współczynnik dla całego kraju wynosił 1,7. Stosunek liczby ludności do dostępnych pomieszczeń mieszkalnych był w Radomiu tylko trochę lepszy niż w zniszczonej Warszawie (2,2) i stanowiącym początkowo centrum życia politycznego Lublinie (2,2). O własny kąt było w Radomiu nawet trudniej niż w Łodzi (1,8), największym w tym okresie polskim mieście181. Oprócz powojennych migracji na tak duże zagęszczenie ludności w Radomiu wpływał dodatkowo fakt, że wiele osób przybyło do miasta jeszcze w czasie wojny. Prawdopodobnie najwięcej ludzi napłynęło jesienią 1944 roku ze stolicy, po upadku powstania warszawskiego. Przybyło wtedy wielu przedstawicieli inteligencji. Nie wszyscy opuścili miasto natychmiast po wyzwoleniu. Część z nich brała udział w odbudowie instytucji miejskich, organizacji społecznych i zakładów przemysłowych:

Władze miejskie przeprowadziły rejestrację inżynierów i techników, przebywających na terenie miasta. Okazało się, że Radom był w tym czasie dużym skupiskiem inteligencji technicznej. Większość zarejestrowanych pochodziła z Warszawy, a znalazła się w Radomiu po upadku Powstania Warszawskiego. Około 600 osób zadeklarowało na apel władz udział w pracy ekip obejmujących przemysł182.

Wśród przedstawicieli inteligencji przebywających tuż po wojnie w Radomiu nie brakowało także znakomitych humanistów, naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego, jak Tadeusz Kotarbiński. Andrzej Wajda, który jako młody chłopak również w czasie wojny przybył do Radomia i po wyzwoleniu uczył się w jednym z tamtejszych gimnazjów, wspominał, że miasto przeżywało wówczas okres niezwykłego ożywienia:

Tylko raz stał się Radom ośrodkiem intelektualnym, centrum kulturalnym. […] Tuż po zakończeniu wojny. Był to najpiękniejszy okres w moim życiu. Któż tam wtedy nie przyjeżdżał [lub mieszkał]? Tadeusz Kotarbiński właśnie w Radomiu wygłosił w formie odczytów „Traktat o dobrej robocie”. Przyjeżdżał Julian Przyboś, Jerzy Andrzejewski, Jan Parandowski. Odbywały się odczyty o literaturze polskiej: wtedy dopiero dowiedziałem się, kim jest Tuwim, Słonimski, Staff, Broniewski… Prelekcje te organizowała biblioteka miejska; w niej też urządzałem różnego rodzaju wystawy183.

Ożywienie intelektualne Radomia nie trwało długo. Osoby, które zmuszone okolicznościami okupacyjnymi osiedliły się w mieście, po wyzwoleniu stopniowo wracały tam, skąd przyszły, lub przenosiły się do innych ośrodków. W końcu kwietnia 1945 roku Kotarbiński zapisał w swoim dzienniku:

Trzeba niedługo wyjeżdżać z Radomia. Potrzebowałbym zostać tu jeszcze ze dwa miesiące, wyłożyć kurs logiki do końca, przeegzaminować chętnych… Chociaż ciągle ktoś opuszcza miasto z nas i wyjeżdża, Sawicki, Górnicki, Śliwczyński… Ale rozstrzyga o wyjeździe nas wizyta p. Bieńkowskiego184, wiceministra oświaty, który zajechał tu autem przedwczoraj wieczorem. Zahuczało „Akyż!”… Długa rozmowa przy herbatce… Na zebraniu profesorów i docentów z Wars[zawy] złożonym z zamieszkałych tu osób wybrano komisję do [zajmowania się] sprawami Uniw[ersytetu] Warsz[awskiego] z zebranych prof[esorów] […]185.

Sam Kotarbiński wyjechał z Radomia w maju 1945 roku, aby objąć stanowisko rektora organizującego się uniwersytetu w Łodzi.

Trudno jednoznacznie nazwać emocje towarzyszące zakończeniu niemieckiej okupacji. Kilkunastoletni wówczas Roman Loth po latach opisał tę atmosferę w swoich wspomnieniach:

Dominującym uczuciem stało się podniecenie i radość, że to już. Ale wraz z nią – niepewność i niepokój. Paradoksalnie, gdy działania wojenne odsuwały się od nas, gdy można było liczyć na jaki taki spokój, czuliśmy się bezradni, zawierzający mglistej nadziei, zagubieni w nowym świecie, który wyłaniał się z Chaosu jak w pierwszych dniach stworzenia186.

Podobnie jak w innych miejscach Polski w tym okresie, życie w Radomiu, oprócz radości z zakończenia niemieckiej okupacji i codziennych trudności aprowizacyjnych, miało także dużo mroczniejszą stronę. Zaraz po wkroczeniu Armii Czerwonej do miasta rozpoczęły się aresztowania osób posądzanych o kolaborację z Niemcami, ale też przedwojennych urzędników i członków polskich organizacji podziemnych. Do pierwszej grupy aresztowanych należał granatowy policjant Jan Jasek, który został zatrzymany już kilka godzin po wyzwoleniu:

Dnia 16 stycznia 1945 r., gdy wojska sowieckie były już w Radomiu, wyszedłem rano do miasta w ubraniu cywilnym, by gdzieś w piekarni kupić chleba.

Uszedłem zaledwie około 100 metrów od domu, gdy z przeciwnej strony szło dwóch żołnierzy sowieckich uzbrojonych w automatyczne karabiny, a przed nimi chłopiec lat 12–14, który przechodząc mimo mnie, odwrócił się do żołnierzy, mówiąc: „o, ten też służył w policji”.

Żołnierze zatrzymali mię, pytając, gdzie pracuję i gdzie mieszkam, po czym kazali się prowadzić do mieszkania mojego, gdzie mię wylegitymowali, a następnie poprowadzili ze sobą na ul. Moniuszki 4a, zabierając jeszcze mieszkających w sąsiedztwie ze mną 2-ch policjantów […]187.

Po dwudziestu czterech godzinach przetrzymywania w piwnicy budynku zajętego przez NKWD i krótkim przesłuchaniu mężczyznom kazano wracać do domów. Kilka dni później NKWD wezwało do siebie wszystkich policjantów, a następnie ich zwolniło. Sytuacja powtórzyła się jeszcze w kolejnych dniach. Jasek postanowił się wtedy ukryć u brata w oddalonym o trzydzieści kilometrów miasteczku. Kiedy okazało się, że nie kursują pociągi, wrócił do domu. Stamtąd 29 stycznia 1945 roku zabrało go NKWD. Tym razem przesłuchujących go oficerów interesowała nie tylko służba w granatowej policji, ale też organizacje polityczne, z którymi Jasek stykał się przed wojną, w czasie pracy w Policji Państwowej. Wraz z dużą grupą osób aresztowanych w Radomiu Jan Jasek został wywieziony w głąb Związku Radzieckiego na początku lutego188. Najprawdopodobniej powodem aresztowania i wywózki na wschód było już samo wyjście na jaw faktu służby w przedwojennej Policji Państwowej lub – w czasie okupacji – granatowej policji, a nie konkretne czyny popełnione przez aresztowanych. W grupie wywiezionych znalazł się także komisarz Franciszek Troll, były komendant jednego z komisariatów granatowej policji w mieście, który w czasie likwidacji radomskiego getta uratował kilkanaście osób189. Takich jak opisana we wspomnieniach Jaska historii było w Radomiu dużo więcej. Iwan Sierow, odpowiedzialny za pracę NKWD przy jednostkach 1 Frontu Białoruskiego, prowadzącego działania w rejonie Warszawy i Radomia w styczniu 1945 roku, informował szefa NKWD Ławrientija Berię, że w ciągu pierwszych kilkunastu dni ofensywy:

 

[…] grupy operacyjne oraz jednostki NKWD działające w pasie 1 Frontu Białoruskiego wykonały następującą pracę:

Ogółem aresztowano 2219 osób, w tym: 63 szpiegów i dywersantów, 345 [osób] kadry dowódczej ROA190 i zdrajców Ojczyzny, 661 aktywnych członków wrogich organizacji podziemnych (Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, Narodowych Sił Zbrojnych [NSZ] i innych), 60 [osób] kadry dowódczo-operacyjnej policji, więzień, obozów i organów karnych, 16 [osób] kadry kierowniczej prokuratury, sądów i trybunałów wojskowych, 57 burmistrzów i kadry kierowniczej organów władzy, 9 kierowników wielkich organizacji administracyjnych i gospodarczych, 99 [osób] pozostałego wrogiego elementu191.

Największą grupę narodowościową wśród aresztowanych według autora raportu stanowili Polacy – 1562 osoby. Jak pisze Marcin Zaremba: „Aresztowania obejmowały ziemian, zarządców, aparat administracyjny i samorządowy, służbę leśną, kolejarzy, nauczycieli, duchowieństwo. Radziecki kontrwywiad aresztował wielu radomskich sędziów, adwokatów i administracyjnych pracowników sądownictwa”192. Chociaż trudno o jakiekolwiek dane szacunkowe, to wydaje się, że liczba osób zatrzymanych w Radomiu w pierwszych dniach i tygodniach po wyzwoleniu była bardzo duża. „Ciągle się słyszy, że kogoś aresztowano, trzymano, badano, b[ardzo] często – puszczono wreszcie” – zapisał pod koniec stycznia 1945 roku w swoim dzienniku Kotarbiński193.

W miarę oddalania się frontu uwaga organów bezpieczeństwa nowych władz skupiła się na zwalczaniu opozycji i zbrojnego podziemia antykomunistycznego. Radom i okolice były terenem szczególnie intensywnych działań grup partyzanckich walczących przeciwko komunistom. Dwa największe oddziały zbrojnego podziemia walczącego z nowym reżimem operujące w 1945 roku w okolicach Radomia były dowodzone przez Antoniego Hedę (pseudonim „Szary”) oraz Stefana Bembińskiego (pseudonimy „Harnaś”, „Sokół”)194. Antykomunistyczna partyzantka operowała na ogół poza miastem, lecz czasem była obecna także w samym Radomiu. Takie sytuacje opisał urzędnik Miejskiego Oddziału Informacji i Propagandy w sprawozdaniu z września 1945 roku: „Dnia 22.9.[19]45 r. wieczorem bojówkarze NSZ-u legitymowali bezkarnie przez półtorej godziny w ciemnych, bocznych ulicach śródmieścia przechodniów w poszukiwaniu członków PPR. […] miały miejsce najścia na mieszkania prywatne ­członków PPR i Bezpieczeństwa [UB]. Zanotowano pobicia […]”195. O sile zbrojnego podziemia w regionie świadczy to, że liczące około stu pięćdziesięciu osób połączone oddziały Hedy i Bembińskiego zdołały rozbić więzienie w Kielcach w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 roku196. Miesiąc później oddział Bembińskiego na krótko opanował radomskie więzienie i uwolnił przetrzymywane w nim osoby. Wicewojewoda kielecki Henryk Urbanowicz informował o napadzie Ministerstwo Administracji Publicznej (MAP):

dnia 9. września b. r. o godz. 21.40 miał miejsce napad grupy ludzi, złożonej z około 60 osób w mundurach Wojska Polskiego i sowieckich, uzbrojonych w broń automatyczną, na więzienie i II-gi Komisariat MO w Radomiu. W wyniku tej zbrodniczej akcji napastnikom udało się zwolnić 310 więźniów (w tej liczbie wielu „Volksdeutschów”) oraz zawładnąć wyżej wymienionym Komisariatem MO, gdzie zrabowano broń oraz wiele innych rzeczy należących do ekwipunku milicjantów. W trakcie strzelaniny zabitych zostało 8 osób (w tym 5 cywilnych). Uwol[nio]nych 310 więźniów napastnicy uprowadzili ze sobą197.

Fakt, że operujące w Radomiu i okolicach oddziały zbrojnego podziemia mogły z powodzeniem przeprowadzić tak duże akcje w centrum miast, świadczy o ich dużej liczebności, dobrym uzbrojeniu i mocnym oparciu w społeczeństwie. Na to, jaką siłę miały oddziały podziemia antykomunistycznego działające w regionie, wskazują także stosunkowo duże straty po stronie nowych władz. Według danych Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa (WUBP) w Kielcach w drugiej połowie 1945 roku w województwie kieleckim zginęło dwudziestu trzech funkcjonariuszy UB, piętnastu milicjantów, czternastu żołnierzy Armii Czerwonej i dwóch żołnierzy Wojska Polskiego. Życie straciło także trzech członków PPR, dwóch członków Stronnictwa Ludowego i czterech urzędników państwowych198. W tym samym czasie rozbrojonych zostało sześćdziesięciu trzech żołnierzy WP, piętnastu funkcjonariuszy UB, pięciu MO i jeden żołnierz Armii Czerwonej. Dokonano trzydziestu sześciu napadów na posterunki MO, dwukrotnie napadnięto na siedziby Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i ośmiokrotnie na posterunki Służby Ochrony Kolei. Sto sześćdziesiąt zajść zakwalifikowano jako napady terrorystyczne, co w języku dokumentów z epoki oznacza, że uznawano je za akty polityczne, a sprawstwo przypisywano organizacjom prowadzącym zbrojną walkę z komunistami199. Dane te wskazują na toczący się w regionie Radomia bardzo gwałtowny konflikt, niekiedy przypominający wręcz wojnę domową. Nawet w samym Radomiu dochodziło do walk między funkcjonariuszami MO i UB a członkami trudnych do zidentyfikowania grup. W październiku 1945 roku Komenda Miejska MO informowała, że patrol z jednego z radomskich komisariatów został w ciągu dwóch dni dwukrotnie ostrzelany przez ludzi, których chciał wylegitymować200.

Analizując bardzo wiele zdarzeń, niezwykle trudno odróżnić akty zbrojnej walki politycznej od pospolitej przestępczości. Nie tylko ze względu na proces „bandycenia się” oddziałów podziemia, lecz także dlatego, że tuż po wojnie również zwykli przestępcy często posługiwali się bronią automatyczną, nosili mundury, podszywali się pod różne formacje wojskowe lub funkcjonariuszy MO albo UB201. Dodatkowo w większości przypadków sprawcy nigdy nie zostali ujęci, a nawet zidentyfikowani. Gdy przegląda się statystyki napadów z okresu tuż po wyzwoleniu, uderza ogromna liczba zdarzeń, zwłaszcza napadów, uznanych przez władze bezpieczeństwa za przestępstwa pospolite. Rabowano niemal zawsze pod groźbą użycia broni palnej, zarówno siedziby przedsiębiorstw, jak i mieszkania osób prywatnych. Najgorzej było w 1945 roku. W samym tylko Radomiu i okolicy liczba napadów rabunkowych znacznie przekroczyła setkę. Odnotowano też kilkadziesiąt zabójstw202. Jeśli doda się do tego fakt, że wiele przestępstw z pewnością w ogóle nie było zgłaszanych milicji, wyłania się przerażający obraz. Wprawdzie w miarę umacniania się nowej władzy oraz intensywnych działań jej instytucji poziom przestępczości obniżył się, ale w kolejnych latach sytuacja w Radomiu również daleka była od ideału. W samym tylko okresie od końca czerwca do końca lipca 1946 roku w mieście dokonano pięciu napadów na instytucje oraz sześciu napadów na mieszkania prywatne. Dwukrotnie zaatakowano też przechodniów na ulicy203. Liczba napadów dokonywanych w Radomiu stopniowo spadała, ale jeszcze w grudniu 1947 roku odnotowano aż dziesięć przypadków204. Jednocześnie coraz mniej przestępstw w mieście popełniano z pobudek politycznych. Wzrastała wykrywalność. W końcu grudnia 1947 roku komendant MO w Radomiu i szef Sekcji Służby Kryminalno-Śledczej MO informowali:

Największym powodem do przestępczości jest alkocholizm, który na terenie m[iasta] Radomia jest bardzo szeroko rozpowszechniony. W celu zmniejszenia opilstwa os[a]dza się pijaków w aresztach do wytrzeźwienia, poczem karze się ich mandatami karnymi. Na naogowców i awantorników sporządza się doniesienia karne do Starostwa Grodzkiego205.

Nadużywanie alkoholu i powszechna dostępność broni palnej skutkowały częstym sięganiem po broń podczas rozwiązywania konfliktów i sprzeczek. Według danych Wojewódzkiego Urzędu Informacji i Propagandy w Kielcach w samą tylko noc sylwestrową kończącą rok 1945 w Radomiu „wskutek bójek wynikłych z nadmiernego nadużycia alkoholu i stanu opilstwa poniosło śmierć 16 osób, a z tego, jak powiadają pogłoski szerzone w mieście, 9 osób zostało zastrzelonych przez funkcjonariuszy Bezpieczeństwa Publicznego”206. Niebagatelną rolę odgrywało również wysokie bezrobocie, a tuż po wyzwoleniu także fakt przebywania w regionie wielu osób, które socjolog Stefan Czarnowski nazwał „ludźmi zbędnymi” – przywykłych do „wojennego stylu życia” zdemobilizowanych mężczyzn, dezerterów, włóczęgów, bezrobotnych, spekulantów207.

Oddzielną grupę przestępstw stanowiły czyny popełniane przez żołnierzy lub dezerterów z Armii Czerwonej. W drugiej połowie 1945 roku, wraz z przemarszem przez województwo kieleckie wojsk radzieckich, przez region przetoczyła się fala przemocy seksualnej, zabójstw, rozbojów i kradzieży. O niezwykłej brutalności czynów popełnianych przez radzieckich żołnierzy donosił starosta kielecki w sprawozdaniu do Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach:

[…] gwałty, rabunki i kradzieże popełniane przez żołnierzy Armii czerwonej są codziennym zjawiskiem i masowym.