Druga podróż poślubna

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lucy Monroe
Druga podróż poślubna

Tłumaczenie:

Dorota Viwegier

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Czekając w eleganckim biurze byłego męża, Chloe Spiridakou czuła się nie na miejscu, i to pomimo nienagannie skrojonego, markowego kostiumu. Klasyczna tweedowa spódnica i żakiet w kolorze różu były na nią za duże i równie niedopasowane, jak niedopasowane okazało się ich małżeństwo.

Chloe nigdy nie miała zbyt zdrowego podejścia do jedzenia, ale po opuszczeniu Grecji nie potrafiła zmusić się do posiłków. Bywało, że nie jadła przez kilka dni. Jakie to szczęście, że była przy niej Rea. Gdyby nie pomoc siostry, to małżeństwo skończyłoby się o wiele gorzej. Nie mogła teraz zawieść Rei. Musiała przemóc się i stanąć oko w oko z człowiekiem, który był kiedyś jej mężem. Wychudzona, z podkrążonymi oczami, wyglądała źle i czuła się równie podle. Odkąd umówiła się na to spotkanie, nie przespała spokojnie ani jednej nocy. Nie chodziło nawet o to, że Aryston mógłby zwrócić uwagę na jej wygląd. Fakt, że w ogóle zgodził się z nią spotkać, wciąż budził podejrzenia. Miała niejasne wrażenie, że Rea źle coś zrozumiała. Aryston ani razu nie skontaktował się z nią, odkąd go porzuciła. Nie zapytał też o powody. Było to nawet zrozumiałe jak na relację, w której dzika namiętność i emocjonalny chłód bezustannie się przeplatały. Eksmąż na swój sposób okazywał zainteresowanie, czasami nawet przesadnie. Bez wątpienia był także doskonałym kochankiem. Ale wszelkie uczucia głęboko chował przed innymi. Także przed żoną. Inaczej nie potrafił.

Miała obawy, że sekretarka, umawiając spotkanie, nie wspomniała Arystonowi jej nazwiska. Kto wie, czy w napadzie wściekłości nie wyrzuci jej po prostu na ulicę. Wytarła wilgotne ze zdenerwowania dłonie w różowy tweed. Gdy się rozstali, miała absolutną pewność, że nigdy więcej go nie zobaczy. A teraz siedziała tutaj, czekając, aż ją przyjmie. Czuła się, jakby za chwilę miała zemdleć. Albo rzucić się do ucieczki. Niestety, żadna z tych opcji nie wchodziła w grę.

– Pani Spiridakou…

Podskoczyła na samo brzmienie głosu Jean, sekretarki Arystona.

– Słucham?

– Pan Spiridakou czeka na panią. – Jean posłała uśmiech, zarezerwowany dla „wyjątkowych” osób w życiu Arystona.

Chloe nie czuła się „wyjątkowa”, ale odwzajemniła uśmiech.

– Dziękuję.

Od wysokich, podwójnych drzwi, za którymi znajdował się gabinet Arystona, dzieliło ją tylko parę metrów. Jednak ich pokonanie okazało się nieznośną męką. Lewe skrzydło drzwi otworzyło się i stanęła w nich starsza kobieta, miłym uśmiechem zachęcając ją do wejścia. Chciała podziękować, ale ze ściśniętego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Skinęła tylko głową i skupiła się na kontemplowaniu wnętrza, a nie jego właściciela, co pozwoliło jej w pewnym stopniu odzyskać równowagę. Nowojorski gabinet Arystona wyglądał dokładnie tak, jak Chloe go zapamiętała. Pośrodku stało imponujących rozmiarów mahoniowe biurko. Naprzeciw dwa skórzane fotele z niskim stolikiem. Po drugiej stronie przestronnego pomieszczenia znajdowały się dwie sofy obite skórą w kolorze burgunda, a pomiędzy nimi ręcznie wyplatany turecki dywan, prezent od Chloe, kupiony podczas podróży poślubnej. Zdziwiła się, że go zatrzymał, ale potem pomyślała, że dywan po prostu pasował do wystroju wnętrza. Kto jak kto, ale Aryston na pewno nie miał skłonności do sentymentów. Część konferencyjna w pobliżu przeszklonego narożnika budynku wydawała się wyjątkowo mało gościnna. Powiedział kiedyś, że wykorzystuje to jako atut psychologiczny w trakcie wyjątkowo trudnych negocjacji.

Ich spojrzenia spotkały się w końcu. Nagle zdała sobie sprawę, jak bardzo za nim tęskniła. Ból, o którym próbowała zapomnieć przez dwa lata, wrócił ze zdwojoną siłą. W poradnikach piszą, że czas leczy wszystkie rany, ale Chloe czuła się równie okropnie, jak w dniu, gdy ich małżeństwo legło w gruzach. Emocje, których nie chciała doświadczać ani nawet przyjąć do wiadomości, pochłonęły jej myśli jak niszczycielskie tsunami.

Aryston lekko uniósł brwi w oczekiwaniu.

– Napijesz się kawy?

Otworzyła usta, ale zamknęła je po chwili bez słowa, całkowicie przytłoczona obecnością mężczyzny stojącego naprzeciwko.

Nic się nie zmienił, a przecież powinien. Ona zmieniła się bardzo. Przy wzroście metr siedemdziesiąt trzy, była o wiele szczuplejsza, wręcz chuda, ale wciąż przykuwała spojrzenia mężczyzn pięknymi włosami w kolorze czekoladowego brązu, które długimi, miękkimi falami otulały ramiona. Wiele razy wspominał, że podobają mu się długie włosy u kobiet, ale w czasie ich małżeństwa Chloe uparcie ścinała je na krótko. Dziś nie była już pewna, co ją do tego pchało, ale w pamięci tliło jej się wspomnienie poczucia większej niezależności. Jakby chciała zaznaczyć, że pozostała sobą pomimo zmiany stanu cywilnego. Kiedy od niego odeszła, niezależność była dla niej słabą wprawdzie, ale jednak pociechą. Nie miała wyboru. Po trzech latach małżeństwa odkryła, że Aryston podpisał papiery rozwodowe. Odkrycie tego było dla niej ciosem. Duma domagała się, aby to właśnie ona uczyniła pierwszy krok. Nie czuła jednak satysfakcji. Miała zaledwie dwadzieścia pięć lat, a ból i poczucie porażki pozostawiły na jej twarzy siateczkę drobnych zmarszczek wokół oczu.

Tymczasem po nim nie było widać było ani zmartwień, ani zmarszczek, ani przedwcześnie posiwiałych włosów. Jedyną oznaką jego greckiego pochodzenia były lekko falujące, niemal kruczoczarne włosy. Wciąż był bardzo atrakcyjnym mężczyzną o nienagannych manierach i nieprzeniknionym wyrazie twarzy. Kolejna fala emocji zachwiała pozornym opanowaniem. Miłość, pożądanie i cierpienie pojawiły się nagle i uderzyły z taką siłą, że zabrakło jej tchu. Nie odeszła od niego z powodu zachcianki. Odeszła, ponieważ nie miała innego wyjścia. Minęły dwa lata, ale wciąż pragnęła go tak mocno, jakby dosłownie przed chwilą zamknęła za sobą drzwi eleganckiego apartamentu w Atenach. W nienagannie skrojonym garniturze Aryston, przy swoim metrze dziewięćdziesiąt wzrostu, prezentował się jak młody atleta. Na samą myśl o sprężystych mięśniach i męskich ramionach zrobiło jej się gorąco. W noc poślubną Chloe nie tylko była dziewicą, była całkowicie niewinna. Seks uprawiała tylko z jednym mężczyzną – swoim mężem. Miał w sobie coś anielskiego, ale i diabelską moc wzniecania ognia, którego nie powinna już czuć. Ciemne brwi ponownie uniosły się w górę, w kąciku ust Arystona pojawił się ślad uśmiechu świadczącego o rozbawieniu całą sytuacją. Wtedy zdała sobie sprawę, że wciąż nie odpowiedziała na pytanie.

– Nie… To znaczy, tak. Chętnie napiję się kawy.

Polecił Jean przynieść kawę, po czym spojrzał na nią wnikliwie.

– Może zechciałabyś usiąść?

W tej chwili spostrzegła, że nadal stoi tuż za drzwiami. Zarumieniła się z zakłopotania.

– Och, oczywiście, dziękuję.

Jakoś udało jej się dotrzeć do fotela. Siadając, westchnęła z wyraźną ulgą. Zawsze była kiepska w blefowaniu, a każde uczucie miała od razu wypisane na twarzy. Usiłowała sobie przypomnieć, dlaczego siostra uważała to spotkanie za dobry pomysł. Chyba tylko dlatego, że na nie nalegał, a jeśli grecki magnat, Aryston Spiridakou, czegoś chciał, musiał to dostać.

Dwa lata temu odrzucił Chloe. Jednak teraz z niewyjaśnionego powodu zmienił zdanie, a przynajmniej chciał się z nią spotkać.

– Czemu zawdzięczam twoją wizytę? – zapytał uprzejmie, kiedy milczenie między nimi zdawało się przeciągać w nieskończoność. Jean zdążyła wejść, podać aromatyczną kawę i zamknąć za sobą drzwi.

– Bawisz się ze mną w kotka i myszkę? – Nawet nie próbowała kryć rozdrażnienia. – Powiedziałeś Rei, że z nią nie będziesz rozmawiać.

– Istotnie, ale wypadałoby wspomnieć o celu spotkania.

Najwyraźniej dobrze się bawił, odgrywając rolę rekina biznesu, którego miała czelność opuścić żona. Chloe zajęła się kawą, aby na niego nie patrzeć. Gdyby nie to, zawartość filiżanki niechybnie wylądowałaby na wymuskanym garniturze.

– Naprawdę musisz pytać?

– Muszę.

– W porządku. – Chloe wypiła łyk kawy, chcąc się wzmocnić przed czekającą ją przemową.

Nie chcąc wyjść na tchórza ani wdawać się w marne gierki, poszukała wzrokiem spojrzenia byłego męża.

– Jestem pewna, że doskonale wiesz, jaki jest powód tej wizyty, ale być może zastanawiasz się, dlaczego uważałam, że w czymś mi to pomoże. Szczerze mówiąc, byłam przekonana, że w niczym, ale musiałam spróbować.

Proszę bardzo. Może to sobie zapakować do fajki, ubić i zapalić. Oczywiście, gdyby palił. Bo nie pali. Niech to szlag, niesforne myśli znowu poszybowały za daleko.

– Zrobiłaś to dla ojca – powiedział bez emocji, a linia ust wyrażała dezaprobatę, a może zniechęcenie. – Dla ojca zrobiłabyś wszystko.

– Tak myślisz? – odrzekła z wyraźną nutą sarkazmu. Spędzili ze sobą trzy lata, a on zachowywał się, jakby kompletnie jej nie znał. Przez ten czas ani razu nie udawała nawet przywiązania do swojego ojca. Nie było między nimi żadnej bliskości.

To nie ona, lecz mająca żyłkę do biznesu Rea była ulubienicą ojca. Chloe nie miała szans, by z nią konkurować o jego względy. Zawsze była artystyczną duszą, podobnie jak matka, której obrazy wisiały na ścianach w ich domu jeszcze wiele lat po tym, jak odeszła z tego świata.

– Nie rozmawiałam ani nawet nie widziałam się z ojcem prawie dwa lata. – Zatrzymała spojrzenie na oryginalnym obrazie El Greco, oprawionym w złote ramy i wiszącym za biurkiem Arystona. Zawsze uwielbiała ten obraz, ale dziś ten widok nie przyniósł poprawy nastroju.

Ojciec ubił interes na zamążpójściu Chloe, nie licząc się zupełnie z jej uczuciami. Kiedy małżeństwo legło w gruzach, przypisała sporą część winy jego postępowaniu. Może mogłaby mu wybaczyć złamane serce, ale nie to, co nastąpiło później.

 

– Trudno mi w to uwierzyć.

– Czyżby? – Nie była w stanie pojąć, jak można tak lekceważyć czyjeś słowa i uczucia. Ich spojrzenia znowu się spotkały. Taksujące po jednej stronie, pełne wyrzutu po drugiej.

Przecież nigdy nie ukrywała swojego stosunku do ojca. Czy to możliwe, że nie zauważył, jak niewiele ich łączyło?

– Eber Dioletis zauważył moją obecność tylko raz. Kiedy potrzebował córki do zawarcia kontraktu, który, jak sądził, ocali jego imperium.

A gdy powiedział przez telefon, że papiery rozwodowe są już podpisane, w głosie nie wyczuła nawet krztyny współczucia. Miał już zresztą swoje plany i nie interesowało go nic innego.

– Czy wiesz, co mi powiedział, kiedy zadzwoniłam powiadomić go, że wracam do Nowego Jorku? – przerwała, przypominając sobie, że nigdy i nikomu miała nie mówić o ostatecznym akcie upokorzenia, jakie spotkało ją ze strony ojca. Nie wiedziała o tym nawet jej siostra.

– Co takiego? – Aryston zrozumiał, że była żona zamierza powiedzieć coś, o czym jeszcze nie wiedział.

Podjąwszy decyzję o opuszczeniu męża, który zamierzał się z nią rozwieść, zraniona i zagubiona Chloe zadzwoniła do ojca i powiedziała, że wraca do domu. Pragnęła znów znaleźć się tam, gdzie spędziła dzieciństwo i pozostawiła wspomnienia. Jednak tak się nie stało. Ponieważ ojciec był i pozostał człowiekiem bez serca.

– Nieważne.

– Nieprawda, chciałaś mi o tym opowiedzieć.

Rzeczywiście. W przeciwieństwie do swojego ojca czy nawet Arystona Chloe nie umiała ukryć prawdy ani nawet zastosować uniku.

– Mój wspaniały ojciec miał już nowe plany wobec mnie.

Po rozwodzie czekało na nią kolejne zaaranżowane małżeństwo, tym razem z biznesmenem w podeszłym wieku, wartym kilkadziesiąt milionów, a może nawet kilka miliardów dolarów. Eber wiedział, że to małżeństwo nie przetrwa więcej niż trzy lata, i postanowił zrobić na tym kolejny świetny interes. Nadal nie wiedziała, skąd ojciec dowiedział się o podpisaniu dokumentów rozwodowych, zanim Aryston i Chloe wyruszyli do Grecji. Wiedziała tylko, że ma w ręku dowód. Tego ranka, kiedy odleciał do Hongkongu w interesach, Eber przesłał córce faks: pozew rozwodowy podpisany przez męża, na niecałe dwa tygodnie przed ich wyjazdem do Aten. Dokumenty nie trafiły jeszcze do prawnika, ale intencje męża były oczywiste. Zrozumiała, jak ogromną naiwnością była wiara w ten związek.

– Zaskoczyło cię to? – Ani przez chwilę nie wyglądał na zdziwionego planem awaryjnym Ebera.

Chloe zastanawiała się teraz, czy mógł o nim wiedzieć. Obaj mieli doskonałe wyczucie sytuacji i jeśli w grę wchodził interes, potrafili wyszperać rzeczy, o których nie powinni wiedzieć. A przecież to małżeństwo nie było niczym więcej jak czystym biznesem. Zawsze próbowała przekonywać siebie, że tak nie jest, ale fakty pozbawiły ją reszty złudzeń.

– Oczywiście, że tak! – Jak mógł przypuszczać, że było inaczej? Potem jednak przypomniała sobie, że na dobrą sprawę wcale jej nie znał, a przynajmniej nie tak dobrze jak ona jego. Nie zależało mu, żeby ją poznać, ponieważ nigdy jej nie kochał.

Wypiła łyk kawy, chcąc na chwilę oderwać się myślami od tematu rozmowy, ale nie mogła.

– Ojciec powiedział, że jeden ze znajomych szuka reprezentacyjnej żony. Nie przeszkadzało mu nawet to, że przez trzy lata naszego małżeństwa nie udało mi się zajść w ciążę, ponieważ ma już trójkę dorosłych dzieci.

– Sądzi, że jesteś bezpłodna? – zapytał ostrożnie Aryston.

– Tak. – Nikomu nie powiedziała o tym, że stosuje antykoncepcję. Nawet siostrze, która doradziła jej to od samego początku. Rea uważała, że szybkie urodzenie dziecka było przyczyną, dla której Chloe niechętnie podchodziła do pomysłu ślubu jako kontraktu biznesowego. Dlatego namawiała ją, żeby odczekała nieco i nabrała pewności, że jest gotowa na dzieci.

Eber wpadłby we wściekłość, gdyby wiedział o tej rozmowie, a także o decyzji Chloe, która postanowiła pójść za radą siostry. Ojciec nigdy nie dbał o niczyje dobro, poza własnym.

– Jego plan ponownego wydania cię za mąż najwyraźniej nie zyskał twojej aprobaty? – Zadał to pytanie bez większych emocji, jakby szukał potwierdzenia oczywistości.

– Już ci to mówiłam.

Jego twarz wyrażała teraz zatroskanie.

– Musiał być rozczarowany rezultatami naszego kontraktu i starał się jakoś to naprawić.

– Nie dziwi mnie, że tak na to patrzysz. Prawdopodobnie zgodziłbyś się z nim także co do przeznaczenia odszkodowania.

– Słucham?

– Ojciec uważał, że powinnam przepisać czek na niego. Powiedział, że to minimum, które powinnam zrobić dla firmy po tym, jak go zostawiłeś z masą bezwartościowych akcji i perspektywą utraty zięcia miliardera. – W jej głosie pobrzmiewało nie tylko zgorzknienie, ale i cierpienie, które wyraźnie usiłowała ukryć.

Wyglądało na to, że wreszcie udało jej się wyprowadzić Arystona z równowagi.

– Nie przepisałaś tego czeku, bo w przeciwnym razie nie miałabyś za co utrzymać się na Zachodnim Wybrzeżu.

– Podczas tamtej rozmowy przez telefon zrozumiałam, że ojciec widzi we mnie wyłącznie kapitał, na którym można coś ugrać. Miałam dość bycia traktowaną jak karta przetargowa. Nie chciałam mieć nic wspólnego ani z nim, ani z firmą.

Chloe rozłączyła się i od tamtej pory ze sobą nie rozmawiali. Obojętność ojca bolała ją nieznośnie, kiedy była dzieckiem, ale nowsze wydarzenia przelały czarę cierpienia. Straciła miłość swojego życia, nawet jeśli odejście było jej inicjatywą. Ojca interesowały wyłącznie finanse Dioletis Industries. Wcale nie była zaskoczona tym, że ojciec zażądał teraz od Rei podporządkowania życia firmie. Przyszła na spotkanie także po to, aby do tego nie dopuścić. Jej małżeństwo okazało się porażką, ale los Rei można było jeszcze odwrócić. Gdyby tylko siostra zdołała zdjąć z siebie ciężar upadającego imperium i nierealnych oczekiwań ojca. Z prośbą o pomoc zwróciła się nie tylko Rea, ale także jej mąż, Samuel, przekonany, że jest tylko jeden sposób. Nie był jednak pewien, czy Rea zechce z niego skorzystać. Samuel chciał ratować żonę przed zaborczymi mackami Dioletis Industries. Pragnął mieć rodzinę. Takie też było marzenie Rei, zanim została zmuszona do objęcia stanowiska prezesa spółki. Teraz była zbyt pochłonięta sprawami bankrutującego przedsiębiorstwa, by widzieć, że odbywa się to kosztem życia osobistego. Rea podążała ścieżką wyznaczoną przez ojca i nawet nie dostrzegała, jak bardzo zaczyna go przypominać.

– Dawniej trudno było się domyślić, że jesteś nieszczęśliwa – przerwał te rozmyślania, cedząc powoli słowa.

– Dlaczego akurat tobie miałabym opowiadać, że czuję się wykorzystywana? – Chloe popatrzyła na niego ze zdziwieniem. To nie był jego problem. Była zresztą przekonana, że nic by go to nie obeszło. Początkowo myślała, że ich sytuacja jest podobna. Ona została zmuszona do małżeństwa przez ojca, żeby uratować firmę. On przez dziadka, który chciał dla wnuka przyzwoitej i ładnej greckiej żony. Będąc bardziej Amerykaninem niż Grekiem, Aryston wymógł na nim, aby żoną została dziewczyna wychowana w jego nowej ojczyźnie. Chloe spełniała te wymagania. Greckie pochodzenie i rodzina zyskały aprobatę seniora rodu Spiridakou. Amerykańskie obywatelstwo przekonało Arystona, szczególnie że w pakiecie z żoną otrzymał także udziały w przedsiębiorstwie, co musiało być smacznym kąskiem dla młodego i głodnego sukcesów biznesmena.

– Może czułaś, że jesteś mi to winna, bo byłem po drugiej stronie tego układu, który doprowadził do małżeństwa.

– Nasze małżeństwo było dla ciebie niczym. Nie byliśmy sobie bliscy, a ty nigdy nie byłeś zainteresowany moimi uczuciami. – Nie miała zamiaru uzgadniać teraz wspólnej wersji wydarzeń zgodnie z jego sugestiami.

– Przecież to nie ja odszedłem.

– Podpisałeś pozew. Plan był zapewne taki, że zostanie doręczony, kiedy będziesz w Hongkongu, tyle że ja zdążyłam już wylecieć do Nowego Jorku.

Tuż po powrocie do Stanów otrzymała dokumenty rozwodowe, co przekonało ją, że ta wersja była prawdziwa.

– O czym ty mówisz? – Ton głosu jej byłego męża mógłby zamrozić lawę.

– Daj spokój, nie mam zamiaru grać w twoją grę.

– Możesz wyrażać się jaśniej?

– Przygotowałeś i podpisałeś papiery rozwodowe. – Chloe powtórzyła wolno, akcentując i oddzielając wyraźnie każde słowo, aby komunikat dotarł do Arystona. – Dwa tygodnie później mieliśmy wyjechać do Aten.

Zgodnie ze zwyczajem, który mąż pielęgnował od czasu wejścia w dorosłość, Chloe przystała na to, aby jeden na cztery miesiące spędzali w Atenach. Oznaczało to wprawdzie sporo podróżowania, ale z czasem się przyzwyczaiła. Dla Arystona, który prowadził interesy na całym świecie, taki tryb życia był zupełnie normalny.

– Skąd o tym wiesz? – zapytał, nie mogąc ukryć zdumienia.

– Ojciec przefaksował mi kopię dokumentów.

– Kto mu je przekazał?

– Nie mam pojęcia. Ma swoje kontakty tak samo jak ty.

– Ja nie korzystam z pomocy szpiegów – warknął urażony.

– Z pewnością. – Nie umiała powstrzymać sarkazmu.

– Wyłącznie zmysł do interesów i kontakty biznesowe – próbował się jeszcze bronić.

– Nazywaj to, jak chcesz.

– Zatem wyjechałaś, bo bałaś się, że złożę pozew? – Aryston wrócił do tematu.

Miała ochotę krzyknąć mu to prosto w twarz, ale tylko wzruszyła ramionami.

– Odeszłam, bo nie widziałam innego wyjścia. Nasze małżeństwo nie było udane.

– A ja myślałem, że było bardzo udane.

– Na pewno.

Gdyby tak było, nie podpisałby pozwu. Najwyraźniej w tym jednym, najważniejszym dla niego aspekcie, małżeństwo było porażką. Chloe nie została matką.

– Co przez to rozumiesz?

Nie chciała mówić o swojej miłości i emocjonalnym dystansie, jaki ich dzielił.

– Pragnęliśmy różnych rzeczy, to wszystko.

– Z tym muszę się zgodzić. – W jego głosie dało się wyczuć nutę rozdrażnienia, może nawet złości.

Wiedziała, że każde z nich oczekiwało po tym małżeństwie czegoś innego, ale kiedy przytaknął, zabolało ją do żywego. Musiała w końcu pchnąć swoje życie na nowe tory. Wydawało jej się, że ma to za sobą, kiedy zostawiła go i pogodziła się z perspektywą rozwodu praktycznie bez walki. Wyprowadzka na Zachodnie Wybrzeże, otwarcie sklepu i galerii – wszystko to miało przypieczętować zerwanie i zamknąć rozdział zatytułowany „małżeństwo”. Jednak teraz Chloe coraz wyraźniej widziała, że jeśli nie poradzi sobie ze wspomnieniami i uczuciami, nigdy nie uwolni się od Arystona.