Siostra Burzy

Tekst
Z serii: Siedem sióstr #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Siostra Burzy
Siostra Burzy
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 70,30  56,24 
Siostra Burzy
Audio
Siostra Burzy
Audiobook
Czyta Aleksandra Zawadzka, Anna Kerth, Joanna Derengowska
38 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

3

Następnego dnia rano właśnie postanowiliśmy pożeglować na Mykonos po zakupy, kiedy Theo zawołał mnie do siebie na mostek.

– Wiesz co? – zapytał zadowolony z siebie, kiedy schodziłam z górnego pokładu.

– Słucham?

– Właśnie rozmawiałem przez radio z moim kumplem, też żeglarzem. Nazywa się Andy i jest w tej okolicy swoim katamaranem. Zaproponował, żebyśmy spotkali się na drinka w zatoce na Delos. Zażartował, że na pewno go znajdę, bo obok niego stoi przycumowany wielki jacht, Tytan.

Tytan?! – wykrzyknęłam. – Jesteś pewny?

– Andy mówił, że to benetti, a wątpię, żeby jacht twojego ojca miał duplikat. Mówił też, że wcześniej w pobliżu pojawił się jeszcze jeden pływający pałac i poczuł taką klaustrofobię, że przeniósł się kilka mil dalej, za zakręt. Może przed spotkaniem z Andym wpadniemy na filiżankę herbaty z twoim ojcem? – zapytał.

– Jestem w szoku – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Tata nic nie mówił, że planuje wycieczkę na Cyklady, chociaż Morze Egejskie jest jego ulubionym miejscem do żeglowania.

– Myślę, że raczej nie spodziewał się ciebie aż tak blisko. Dla pewności możesz jeszcze sprawdzić przez lornetkę, czy to na pewno jacht twojego ojca, a kiedy trochę się zbliżymy, zawiadomimy kapitana przez radio, że do nich płyniemy. Najedlibyśmy się niezłego wstydu, gdyby to nie był jacht twojego ojca i przerwalibyśmy zabawę jakiemuś rosyjskiemu oligarsze na łodzi pełnej wódki i prostytutek. A tak w ogóle, to twój ojciec wypożycza czasem Tytana?

– Nigdy – odpowiedziałam stanowczo.

– W takim razie weź lornetkę i idź dalej odpoczywać na górze, a twój wierny kapitan przejmie ster. Pokaż mi podniesiony kciuk, kiedy zobaczysz Tytana, wtedy wyślę przez radio wiadomość, że do nich płyniemy.

Weszłam z powrotem na górny pokład i w napięciu czekałam, aż na horyzoncie pokaże się Tytan. Zastanawiałam się, jak odbiorę spotkanie mężczyzny, którego kocham najbardziej na świecie, z tym, którego z każdym dniem kocham coraz bardziej. Starałam się przypomnieć sobie, czy tata poznał któregoś z moich poprzednich chłopaków. Być może przedstawiłam mu kogoś, z kim flirtowałam w czasie studiów, ale to wszystko. Tak naprawdę jeszcze nigdy nie związałam się z nikim, kto byłby dla mnie na tyle ważny, żebym chciała przedstawić go tacie albo siostrom.

Aż do teraz…

Dwadzieścia minut później zobaczyłam znajomy kształt, więc skierowałam na niego lornetkę. Tak, z całą pewnością był to jacht taty. Zapukałam w okno mostka kapitańskiego i pokazałam Theo uniesiony kciuk. Skinął głową i podniósł słuchawkę radia.

Wróciłam do kajuty, uczesałam rozwiane włosy i ściągnęłam je w schludny kucyk. Włożyłam T-shirt i szorty. Nagle poczułam przypływ radości, że tym razem to ja mam możliwość zaskoczyć czymś ojca. Kiedy wróciłam do Theo, zapytałam, czy kapitan ojca, Hans, już się odezwał.

– Nie. Zaraz znów wyślę mu wiadomość, ale jeśli nie odpowie, chyba będziemy musieli ich zaskoczyć i pojawić się bez zapowiedzi. To ciekawe… – Theo podniósł lornetkę, by przypatrzyć się jachtowi w pobliżu Tytana. – Wiem, do kogo należy ten drugi. To Olympus, jego właścicielem jest potentat telekomunikacyjny Kreeg Eszu. Jego firma, Lightning Communications, sponsorowała mnie kilka razy podczas regat, więc spotykałem go tu czy tam.

– Naprawdę? – Byłam pod wrażeniem. Na swój sposób Kreeg Eszu był równie słynny jak Elektra. – Jaki on jest?

– Jak by to ująć? Powiedziałbym, że niespecjalnie go polubiłem. Kiedyś siedziałem obok niego przy kolacji i cały wieczór mówił tylko o sobie i o swoich sukcesach. Jego syn Zed jest jeszcze gorszy: niedojrzały, rozpuszczony facet, który uważa, że dzięki pieniądzom ojca wszystko ujdzie mu na sucho. – W oczach Theo pojawił się bardzo u niego rzadki gniew.

Stałam się czujna. Nie po raz pierwszy usłyszałam o Zedzie Eszu z ust kogoś bliskiego.

– Naprawdę jest taki okropny?

– Naprawdę. Mam koleżankę, która miała z nim do czynienia. Potraktował ją koszmarnie. W każdym razie – Theo ponownie podniósł do oczu lornetkę – chyba powinniśmy jeszcze raz odezwać się przez radio do Tytana. Wygląda, jakby miał odpływać. Może ty to zrób, Ally? Jeśli odsłucha cię twój ojciec albo jego kapitan, powinni rozpoznać twój głos.

Odezwałam się do nich przez radio, ale nie było odpowiedzi. Zobaczyłam, że Tytan nabiera prędkości i coraz bardziej się od nas oddala.

– Spróbujemy go dogonić? – zapytał Theo.

– Pójdę po komórkę i zadzwonię bezpośrednio do taty – powiedziałam.

– A ja tymczasem wycisnę z Neptuna jeszcze parę węzłów. Prawie na pewno są za daleko, żebym ich dogonił, ale jeszcze nigdy nie goniłem takiego jachtu, a to może być zabawne.

Zostawiłam Theo, żeby bawił się w kotka i myszkę z jachtem taty, i zeszłam na dół do kajuty. W pewnej chwili tak zwiększył szybkość, że musiałam się przytrzymać framugi drzwi. Przeczesałam plecak w poszukiwaniu komórki i spróbowałam ją włączyć, ale zobaczyłam tylko ciemny ekran patrzący na mnie jak zaniedbane zwierzątko, które zapomniałam nakarmić. Znów przetrząsnęłam plecak, tym razem w poszukiwaniu ładowarki, a potem jeszcze amerykańskiej przejściówki, aby skorzystać z kontaktu koło łóżka. Wszystko podłączyłam i błagałam komórkę, żeby jak najszybciej wróciła do życia.

Gdy poszłam na mostek, Theo zwolnił już i płynął z prawie normalną prędkością.

– Nie mamy szans go dogonić, nawet na najwyższych obrotach. Tytan płynie z pełną mocą. Zadzwoniłaś do ojca?

– Nie. Dopiero ładuje mi się komórka.

– Weź moją.

Podał mi swoją komórkę i wstukałam numer Pa Salta. Natychmiast włączyła się poczta głosowa, więc zostawiłam tacie wiadomość, w której wyjaśniłam sytuację. I poprosiłam, żeby jak najszybciej oddzwonił.

– Wygląda na to, że tata od ciebie ucieka – dociął mi Theo. – Może nie chce, żeby ktoś go teraz widział. Skontaktuję się przez radio z Andym i powiem mu, że popłyniemy prosto do niego.

Theo pewnie poznał po mojej minie, jaka jestem zdezorientowana, bo wziął mnie w ramiona i przytulił.

– Przecież żartowałem, kochanie. Pamiętaj, że to otwarta linia radiowa i na Tytanie mogli nas nie usłyszeć. Mnie też to się zdarzało. Szkoda, że od razu nie zadzwoniłaś do ojca z komórki.

– Tak – rzuciłam. Ale kiedy już znacznie spokojniej płynęliśmy w stronę Delos na spotkanie ze znajomym Theo, myślałam o tym, że po swoich długich wyprawach z tatą dobrze wiem, jak bardzo pilnował, żeby radio cały czas było włączone, a Hans zawsze czujnie nasłuchiwał, czy nie ma jakichś wiadomości dla Tytana.

Z perspektywy czasu wiem, że całe popołudnie byłam niespokojna. Być może przeczuwałam, że stało się coś złego.

*

Następnego dnia rano obudziłam się w ramionach Theo w pięknej bezludnej zatoczce wyspy Macheres. Z ciężkim sercem przypomniałam sobie, że po południu wracamy do Naksos. Theo już zaczął omawiać ze mną plany przygotowań do zawodów, które miały się odbyć za kilka dni. Wyglądało na to, że nasza idylla – przynajmniej na razie – się kończy.

Leżałam naga na górnym pokładzie obok Theo i powoli wychodziłam z rozmarzenia. Starałam się zmusić umysł, żeby się zrestartował i wyszedł z cudownego kokonu bycia tylko z Theo. Moja komórka zdążyła się naładować, więc podniosłam się, żeby ją przynieść.

– Dokąd idziesz? – Theo złapał mnie za rękę i przytrzymał.

– Po telefon. Powinnam w końcu wysłuchać wiadomości.

– Ale zaraz wracaj, dobrze?

Za chwilę byłam z powrotem, lecz Theo jeszcze przez godzinę nie dał mi możliwości, żebym ją włączyła.

Byłam pewna, że mam jakieś wiadomości od znajomych i od rodziny. Ale kiedy delikatnie odsuwałam jego dłoń z mojego brzucha, zauważyłam, że SMS-ów jest znacznie więcej, niż się spodziewałam. I kilka wiadomości nagranych na pocztę głosową.

Wszystkie SMS-y były od moich sióstr.

Ally, proszę, zadzwoń do mnie jak najszybciej. Całuję, Maja.

Ally, tu CeCe. Usiłujemy cię zlokalizować. Czy możesz natychmiast zadzwonić do mamy albo którejś z nas?

Ally. Tutaj Tiggy. Nie wiemy, gdzie jesteś, ale musimy z tobą porozmawiać.

Tekst Elektry przyprawił mnie o dreszcze:

O mój Boże, Ally! Prawda, że to straszne? Wprost niewiarygodne. Lecę do domu z LA.

Wstałam i przeszłam na dziób jachtu. Najwyraźniej wydarzyło się coś złego. Drżącymi palcami wybrałam pocztę głosową i czekałam, aż usłyszę, dlaczego wszystkie moje siostry tak pilnie chcą się ze mną skontaktować.

Najpierw odsłuchałam najnowsze wiadomości, więc już po chwili wiedziałam.

„Cześć, tu znowu CeCe. Wszystkie boimy się powiedzieć ci o tym, ale musisz natychmiast wracać do domu. Przepraszam, że to ja przekazuję ci złą wiadomość, ale umarł Pa Salt. Strasznie mi przykro… Proszę, zadzwoń jak najszybciej”.

CeCe pewnie myślała, że skończyła już rozmowę, bo nagle, jeszcze przed sygnałem, usłyszałam szloch.

Niewidzącym wzrokiem patrzyłam w dal i myślałam, że przecież dopiero wczoraj widziałam przez lornetkę Tytana. To jakieś nieporozumienie, pocieszałam się, lecz po chwili odsłuchałam wzywającą mnie do domu wiadomość od Mariny, a potem to samo powtórzyły Maja, Tiggy i Elektra…

– O Boże, Boże…

Przytrzymałam się poręczy, żeby nie upaść, a telefon wyślizgnął mi się z dłoni i ze stukotem wylądował na pokładzie. Pochyliłam głowę, bo miałam uczucie, jakby uszła ze mnie cała krew, i bałam się, że za chwilę zemdleję. Ciężko dysząc, opadłam na pokład i schowałam głowę w dłoniach.

– To nie może być prawda, to niemożliwe… – jęczałam.

– Co ci jest, kochanie? – Obok mnie pojawił się nadal nagi Theo. Kucnął, ujął moją twarz i obrócił w swoją stronę. – Co się stało?

 

Jedyne, co byłam w stanie zrobić, to wskazać telefon.

– Zła wiadomość? – zapytał, podnosząc go ze zmartwioną miną.

Kiwnęłam głową.

– Ally, wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha. Chodź do cienia, przyniosę ci szklankę wody.

Nadal trzymając komórkę, podniósł mnie z pokładu, pomógł mi zejść na dół i posadził na skórzanej ławie w kajucie. Pamiętam, że przez głowę przemknęło mi, że nie pierwszy raz widzi mnie tak bezsilną.

Pośpiesznie włożył szorty, a mnie przyniósł któryś ze swoich T-shirtów. Delikatnie wciągnął go na moje bezwładne jak u kukły ciało, a potem wcisnął mi w dłonie duży kieliszek brandy i szklankę wody. Ręce tak mi się trzęsły, że musiałam go poprosić, by wybrał pocztę głosową, bo chciałam odsłuchać resztę wiadomości. Pijąc brandy, plułam i krztusiłam się, ale rozgrzała mi żołądek i pomogła się uspokoić.

– Proszę – powiedział, podając mi komórkę.

W odrętwieniu ponownie odsłuchałam wiadomość od CeCe i wszystkie pozostałe, w tym trzy od Mai i jedną od Mariny. Na koniec usłyszałam nieznany mi głos Georga Hoffmana, który jak mgliście pamiętałam, był prawnikiem taty. Było jeszcze pięć głuchych wiadomości od osób, które najwyraźniej nie wiedziały, co powiedzieć, więc wyłączyły telefon.

Theo nie spuszczał ze mnie wzroku, dopóki nie położyłam komórki na siedzeniu obok siebie.

– Pa Salt nie żyje – szepnęłam cicho i na bardzo długo wlepiłam wzrok w przestrzeń.

– Jezu! Jak to się stało?

– Nie wiem.

– Jesteś tego całkiem pewna?

– Tak. Choć tylko CeCe miała odwagę wypowiedzieć te słowa… Nie rozumiem, jak to możliwe… Przecież wczoraj widzieliśmy jego jacht…

– Niestety, nie potrafię ci tego wytłumaczyć, kochanie. Ale najlepsze, co możesz zrobić, to natychmiast zadzwonić do domu – powiedział i przesunął telefon w moją stronę.

– Nie mogę.

– Rozumiem. Chcesz, żebym ja to zrobił? Jeśli podasz mi numer, to…

– NIE! – krzyknęłam. – Nie! Po prostu muszę jechać do domu. I to już! – Wstałam, rozejrzałam się bezsilnie, a potem podniosłam wzrok na niebo, jakby nagle miał się nade mną ukazać helikopter, który zaniósłby mnie w miejsce, gdzie jak najszybciej powinnam się znaleźć.

– Słuchaj, muszę na chwilę wejść do internetu i zadzwonić w parę miejsc, ale zaraz wrócę – powiedział Theo i zniknął na mostku, a ja siedziałam nieruchomo jak katatoniczka.

Mój ojciec… Pa Salt… nie żyje? Roześmiałam się z wściekłości, bo tak niedorzeczne mi się to wydało. Był niezniszczalny, wszechmocny, żył…

– Proszę, nie! – nagle zadrżałam i poczułam mrowienie w dłoniach i stopach, jakbym była w zaśnieżonych Alpach, a nie w słońcu Morza Egejskiego.

– No więc tak – zaczął Theo, gdy wrócił z mostka. – Na lot o drugiej trzydzieści z Naksos do Aten już nie zdążysz, więc musimy dopłynąć do Aten. Jutro z samego rana jest lot do Genewy. Zarezerwowałem ci miejsce, bo zostało ich już tylko kilka.

– Więc nie dam rady jeszcze dzisiaj być w domu?

– Jest już wpół do drugiej, Ally, a płynąc do Aten jachtem, musimy pokonać szmat drogi. No, a potem czeka cię jeszcze lot do Genewy. Jeśli przez większość drogi uda nam się płynąć z maksymalną prędkością, przed zachodem słońca powinniśmy dotrzeć do portu. Nawet ja nie mam ochoty wprowadzać łodzi do tak zatłoczonego portu jak Pireus po ciemku.

– Oczywiście – odpowiedziałam tępo, zastanawiając się, jak dam radę przetrzymać bezkresne godziny podróży do domu.

– Idę, bo musimy już ruszać. Chcesz posiedzieć koło mnie?

– Za chwilkę.

Pięć minut później usłyszałam rytmiczny szczęk podnoszenia kotwicy hydraulicznej i cichutkie mruczenie przywracanego do życia silnika. Wstałam, przeszłam na rufę i oparłam się o reling. Patrzyłam, jak odpływamy z wyspy, którą wczoraj uważałam za raj, a teraz na zawsze zapamiętam jako miejsce, w którym dowiedziałam się o śmierci ojca. Jacht zaczął nabierać prędkości, a mnie zrobiło się niedobrze z powodu szoku i poczucia winy. Przez kilka ostatnich dni byłam totalną egoistką. Myślałam tylko o sobie i o szczęściu, jakie mnie spotkało.

A kiedy ja leżałam w ramionach Theo, mój ojciec leżał gdzie indziej i umierał. Jak ja to sobie kiedykolwiek wybaczę?

*

Theo dotrzymał słowa i o zachodzie słońca dobiliśmy do portu w Pireusie. Koszmarną podróż przetrzymałam na mostku kapitańskim, leżąc na kolanach Theo. Jedną ręką delikatnie gładził mnie po włosach, a drugą bezpiecznie sterował jachtem po wzburzonym morzu. Kiedy staliśmy już na cumie, zszedł do kambuza i zrobił spaghetti, którym nakarmił mnie jak dziecko.

– Powinnaś się położyć – powiedział. Widziałam, że jest wyczerpany godzinami skupienia. – Jutro musimy wstać o czwartej, żebyś zdążyła na samolot.

Zdawałam sobie sprawę, że jeśli powiem, że dzisiaj się nie kładę, uprze się, żeby mi towarzyszyć, więc się zgodziłam. Przygotowana na długą bezsenną noc, pozwoliłam, by sprowadził mnie na dół. Pomógł mi położyć się do łóżka i ukołysał w swoich ciepłych ramionach.

– Kocham cię, Ally. Teraz już mi się tak nie wydaje. Wiem na pewno.

Wpatrywałam się ciemność. Od czasu, gdy otrzymałam tę straszną wiadomość, nie uroniłam ani jednej łzy, ale teraz nagle poczułam, że mam mokre oczy.

– Przysięgam, że nie mówię tego tylko po to, żeby cię pocieszyć. I tak miałem ci to dzisiaj w nocy powiedzieć – dodał.

– Ja też cię kocham – szepnęłam.

– Naprawdę?

– Tak.

– Jeśli mówisz serio, to cieszę się bardziej, niż gdybym wygrał tegoroczne regaty Fastnet. A teraz postaraj się zasnąć.

I o dziwo, podtrzymywana uściskiem Theo i jego miłosnym wyznaniem, zasnęłam.

*

Następnego ranka w żółwim tempie przedzieraliśmy się przez straszne ateńskie korki, które tworzyły się już od wschodu słońca. Kątem oka widziałam, jak Theo dyskretnie zerka na zegarek. Przeważnie to ja musiałam pilnować kolegów, żeby wszędzie zdążyli, ale teraz cieszyłam się, że wziął to na siebie.

Odprawiłam się czterdzieści minut przed odlotem, kiedy zamykano już stanowisko.

– Ally, na pewno dasz sobie radę? – spytał Theo. – Na pewno nie chcesz, żebym poleciał z tobą do Genewy?

– Nie martw się. Nic mi nie będzie – zapewniłam go, idąc w stronę hali odlotów.

– Gdybym tylko mógł ci w czymś pomóc, od razu daj mi znać.

Doszliśmy do końca wijącej się między barierkami kolejki ludzi czekających na kontrolę bezpieczeństwa.

– Dziękuję ci za wszystko – powiedziałam, odwracając się do Theo. – Zachowywałeś się nadzwyczajnie.

– Nic takiego nie zrobiłem. – Nagle przyciągnął mnie do siebie. – Ale koniecznie pamiętaj, że cię kocham.

– Dobrze – szepnęłam. Udało mi się nawet leciutko uśmiechnąć.

– Jeślibyś poczuła, że trudno ci być dzielną, po prostu zadzwoń do mnie albo wyślij SMS-a.

– Jasne.

– A tak w ogóle – dodał, wypuszczając mnie z uścisku – w tych okolicznościach świetnie cię zrozumiem, jeśli nie będziesz mogła wziąć udziału w regatach.

– Jak najszybciej dam ci znać.

– Bez ciebie przegramy. – Uśmiechnął się szeroko. – Jesteś najlepsza ze wszystkich członków załogi. Do widzenia, kochanie.

– Do widzenia.

Stanęłam w kolejce i dałam się pochłonąć masie ludzi, którzy krok za krokiem zbliżali się do kontroli. Już miałam położyć plecak na tacy do prześwietlenia, ale jeszcze raz się odwróciłam.

Nadal stał tam, gdzie go zostawiłam.

– Kocham cię – powiedział bezgłośnie, wolno poruszając ustami. Przesłał mi w powietrzu całusa i pomachał ręką, a potem odszedł.

Czekając w hali odlotów, czułam, jak nagle pęka nierzeczywista bańka miłości, która otaczała mnie przez ostatnie kilka dni. Żołądek zacisnął mi się z potwornego strachu przed tym, co mnie czeka. Wyjęłam komórkę i zadzwoniłam do Christiana, młodego szypra naszej rodzinnej motorówki. Zostawiłam mu wiadomość z prośbą, żeby o dziesiątej czekał na mnie przy prywatnej przystani w Genewie i zabrał mnie do domu mojego dzieciństwa. Poprosiłam go także, by nie mówił, że przylatuję, ani moim siostrom, ani mamie, bo sama się z nimi skontaktuję.

Ale kiedy znalazłam się już na pokładzie samolotu i próbowałam się do tego zmusić, stwierdziłam, że nie jestem w stanie. Powstrzymywała mnie straszna perspektywa następnych kilku godzin w samotności ze świadomością, że ktoś z moich bliskich potwierdził wiadomość. Samolot zaczął kołować po pasie startowym i kiedy koła oderwały się od ziemi i unieśliśmy się ku wschodzącemu nad Atenami słońcu, oparłam gorący policzek o chłodną szybę, bo wpadałam w coraz większą panikę. Aby zająć czymś myśli, nieprzytomnie zerknęłam na pierwszą stronę „International Herald Tribune”, którą podała mi stewardesa. Już miałam odłożyć gazetę, kiedy w oczy rzucił mi się nagłówek:

CIAŁO MILIARDERA WYRZUCONE PRZEZ MORZE

NA GRECKĄ WYSPĘ

Było także zdjęcie w miarę znajomej twarzy wraz z podpisem:

Na plaży Morza Egejskiego odnaleziono martwego Kreega Eszu

Zszokowana wlepiłam wzrok w nagłówek. Przecież Theo mówił mi, że jacht Eszu, Olympus, stał na cumie tuż obok Tytana w zatoce Delos…

Nie zareagowałam, gdy gazeta spadła na podłogę, i kompletnie załamana patrzyłam przez okno. Niczego już nie rozumiałam. Naprawdę niczego…

Prawie trzy godziny później, kiedy samolot zaczął schodzić do lądowania nad Genewą, serce biło mi tak mocno, że z trudem łapałam oddech. Wracałam do domu. Zazwyczaj było to związane z radością i przyjemnym podnieceniem, ponieważ czekał tam na mnie człowiek, którego kochałam najbardziej na świecie, i z otwartymi ramionami przyjmował mnie w naszym własnym magicznym świecie. Wiedziałam jednak, że tym razem mnie nie przywita. I już nigdy go nie będzie.

4

– Czy chciałaby pani prowadzić, mademoiselle Ally? – Christian wskazał na miejsce przy sterze. Zwykle siadałam tam i prowadziłam łódź po spokojnych wodach Jeziora Genewskiego.

– Nie dzisiaj, Christian – powiedziałam, a on z powagą kiwnął głową. Jego ponura mina potwierdzała, że wiadomość, którą otrzymałam, jest prawdą. Uruchomił silnik, a ja osunęłam się na jedno z tylnych siedzeń. Zrozpaczona opuściłam głowę; przypomniałam sobie, jak Pa Salt, kiedy byłam mała, wziął mnie na kolana i po raz pierwszy pozwolił mi sterować. A za kilka minut nie tylko będę musiała zmierzyć się z rzeczywistością, ale wytłumaczyć siostrom, dlaczego nie odbierałam od nich wiadomości i dlaczego się nie odezwałam, kiedy już je odsłuchałam. Zbliżając się do Atlantis, zastanawiałam się, jaki jest ten Bóg, skoro tak nagle strącił mnie ze szczytów szczęścia w otchłań rozpaczy.

Z perspektywy jeziora wszystko, co znajdowało się za nienagannie wypielęgnowanym żywopłotem, który osłaniał zameczek przed wścibskimi oczami gapiów, wyglądało tak jak zawsze. Gdy Christian podpłynął do pomostu i bezpiecznie przycumował łódź do pachołka, pomyślałam, że na pewno nastąpiła jakaś pomyłka. Tata lada chwila mnie przywita. Musi tu być…

Nie minęło kilka sekund, a zobaczyłam, że po trawie idą w moją stronę Star i CeCe. Wkrótce pojawiła się również Tiggy. Usłyszałam, że wykrzykuje coś zza otwartych drzwi zameczku, a potem biegnie za starszymi siostrami. Pognałam im na spotkanie, ale ich zrozpaczone miny tak mnie przeraziły, że zrobiło mi się miękko w kolanach i w końcu się zatrzymałam. Ally, jesteś tu przywódczynią, musisz wziąć się w garść, nakazałam sobie.

– Ally, och, Ally. Tak się cieszę, że jesteś. – Pierwsza dotarła do mnie Tiggy. Stałam nieruchomo na trawie i usiłowałam wyglądać na spokojną. Zarzuciła mi ramiona na szyję i mocno mnie uścisnęła. – Czekamy na ciebie od dwóch dni!

Następna była przy mnie CeCe, a potem jej cień, Star, która w milczeniu dołączyła się do uścisku Tiggy. Chwilę stałyśmy we trzy, obejmując się.

W końcu odsunęłam się od nich – zauważyłam, że wszystkie mają w oczach łzy – i w ciszy ruszyłyśmy do domu.

Widok zameczku był dla mnie bolesny. Pa Salt nazywał go swoim prywatnym królestwem. Budynek pochodził z osiemnastego wieku i naprawdę wyglądał jak z bajki. Miał cztery wieżyczki i pomalowaną na różowo fasadę. Stał na prywatnym półwyspie, otoczony wspaniałymi ogrodami. Zawsze czułam się tu bezpiecznie – ale bez taty dom ział pustką.

Kiedy dotarłyśmy do tarasu, z pawilonu obok zameczku wyszła moja najstarsza siostra, Maja. Od razu zauważyłam ból na jej pięknej twarzy, ale na mój widok chyba odmalowała się na niej ulga.

 

– Ally! – zawołała i wybiegła mi na spotkanie.

– Maju… – zdołałam się odezwać, kiedy już mnie wyściskała. – To straszne, prawda?

– Okropne… Ale skąd się dowiedziałaś? Od dwóch dni staramy się z tobą skontaktować.

– Chodźmy do środka, to wszystko wam wyjaśnię.

Weszłam do zameczku pierwsza, Maja została za nami. Była najstarsza i jeśli któraś z nas miała jakiś kłopot, zwracała się do niej, by pogadać w cztery oczy, ale kiedy byłyśmy w grupie, to ja zawsze przejmowałam dowodzenie. Czułam, że Maja chce, żeby tak było również teraz.

Mama już czekała na nas przy wejściu. W milczeniu przytuliła mnie w ciepłym uścisku. Zatopiłam się w jej opiekuńczych ramionach i mocno do niej przylgnęłam. Poczułam ulgę, gdy zaproponowała, żebyśmy przeszły do kuchni. Byłam po długiej podróży i miałam wielką ochotę na kawę.

Kiedy nasza gosposia Claudia parzyła kawę w dużej kafetierze, do kuchni weszła Elektra. Choć miała na sobie zwykłe szorty i T-shirt, wyglądała olśniewająco; jej długie, ciemne ręce i nogi poruszały się z niewymuszoną elegancją.

– Ally – przywitała mnie cichutko. Z bliska zobaczyłam, że wygląda na bardzo zmęczoną, jakby ktoś zrobił w niej dziurkę i wyssał cały ogień z jej niewiarygodnie pięknych, bursztynowych oczu. Objęła mnie na chwilkę i ścisnęła mi ramię.

Przyjrzałam się każdej z sióstr i pomyślałam o tym, jak rzadko spotykałyśmy się ostatnio wszystkie w jednym miejscu. Tylko że powód tego spotkania sprawił, że serce podskoczyło mi do gardła. W końcu dowiem się, jak umarł tata, ale najpierw muszę im powiedzieć, gdzie byłam, co widziałam i dlaczego aż tak długo trwało, zanim dotarłam do domu.

– No więc tak – zaczęłam i odetchnęłam głęboko. – Opowiem wam, co się stało, ponieważ, szczerze mówiąc, sama nadal tego nie rozumiem.

Gdy rozsiadłyśmy się dookoła stołu, zauważyłam, że mama stanęła z boku, więc wskazałam jej krzesło.

– Mamo, ty też powinnaś to usłyszeć. Może coś nam wyjaśnisz.

Usiadła, a ja starałam się zebrać myśli, żeby opowiedzieć im, jak przez lornetkę zobaczyłam Tytana.

– Byłam na Morzu Egejskim i trenowałam przed regatami po Cykladach, które są w przyszłym tygodniu. Znajomy z załogi zaproponował, żebym długi weekend spędziła z nim na jego jachcie motorowym. Pogoda była fantastyczna, więc cieszyliśmy się, że dla odmiany możemy po prostu odpoczywać na wodzie.

– A czyj był ten jacht? – spytała, tak jak to przewidziałam, Elektra.

– Już mówiłam: znajomego – odparłam wymijająco. Bardzo chciałam opowiedzieć siostrom o Theo, ale nie był to odpowiedni moment. – W każdym razie, kilka dni temu ten znajomy powiedział, że jego kumpel, też żeglarz, powiadomił go przez radio, że niedaleko wybrzeża Delos zauważył Tytana

Myślami wróciłam do tej chwili, upiłam łyk kawy i postarałam się dokładnie opowiedzieć, jak wysyłaliśmy do Tytana wiadomości radiowe, ale nie było na nie odpowiedzi, i jak bardzo się dziwiłam, kiedy jacht taty zaczął przed nami uciekać. Wszystkie z zapartym tchem słuchały mojej opowieści. Zobaczyłam, że mama i Maja wymieniają smutne spojrzenia. Potem wzięłam głęboki oddech i powiedziałam, że w okolicy był tak słaby zasięg, że dopiero wczoraj dotarły do mnie ich wiadomości. Nienawidziłam siebie za to kłamstwo, ale nie byłam w stanie się przyznać, że po prostu wyłączyłam komórkę. Nie wspomniałam też o Olympusie, drugim jachcie, który widzieliśmy w zatoce.

– Może któraś z was mi wyjaśni, co tu się właściwie dzieje? – poprosiłam na koniec. – I dlaczego jacht taty był przy wybrzeżu Grecji, kiedy on już… nie żył?

Wszystkie zwróciłyśmy się w stronę Mai.

– Trzy dni temu Pa Salt miał zawał serca – odezwała się, a ja widziałam, jak ostrożnie waży słowa. – Nikt nie był w stanie mu pomóc.

Wiadomość o tym, jak umarł, usłyszana z ust najstarszej siostry, nadała jego śmierci wymiar ostateczności. Usiłowałam powstrzymać łzy, a ona mówiła dalej:

– Jego ciało zabrano helikopterem na Tytana. Ojciec pragnął na zawsze spocząć w oceanie i nie chciał denerwować nas pogrzebem.

Siedziałam ze wzrokiem przykutym do Mai i powoli docierała do mnie straszna prawda.

– O mój Boże – wyszeptałam w końcu. – Być może niechcący byłam świadkiem jego pogrzebu. Nic dziwnego, że jacht tak szybko się od nas oddalił.

Dłużej nie miałam siły udawać spokojnej i silnej. Ukryłam twarz w dłoniach i oddychałam głęboko, żeby opanować ogarniającą mnie panikę. Siostry zebrały się dookoła, żeby mnie pocieszyć. Nie byłam przyzwyczajona do okazywania przy nich emocji, więc przepraszałam je w kółko niczym automat, próbując się uspokoić.

– Przeżyłaś straszny szok, kiedy się o wszystkim dowiedziałaś. Bardzo nam przykro – łagodnie odezwała się Tiggy.

– Dziękuję – wykrztusiłam, a potem zaczęłam pleść jakieś banały o tym, jak tata kiedyś mi powiedział, że chciałby być pochowany w morzu. Co za bezsensowny zbieg okoliczności, że natknęłam się na Tytana podczas ostatniej podróży Pa Salta! Myśl o tym przyprawiła mnie o zawroty głowy. Poczułam, że natychmiast muszę wyjść na powietrze. Słuchajcie – odezwałam się tak spokojnie, jak tylko mogłam. – Bardzo byście się na mnie obraziły, gdybym chwilkę pobyła sama?

Wszystkie uznały, że to dobry pomysł, więc wyszłam z kuchni żegnana ich ciepłymi wyrazami wsparcia.

Stanęłam w holu i rozpaczliwie rozejrzałam się, usiłując znaleźć miejsce, które da mi ukojenie, ale zdawałam sobie sprawę, że wszędzie, gdzie się zwrócę, będę odczuwać brak taty i nic tego nie zmieni.

Niepewnym krokiem wyszłam za ciężkie dębowe drzwi. Chciałam tylko znaleźć się na powietrzu, aby pozbyć się uciskającego mi klatkę piersiową uczucia paniki.

Ciało automatycznie zaprowadziło mnie na przystań, gdzie z ulgą zobaczyłam przycumowaną do pomostu żaglówkę Laser. Weszłam na pokład, podniosłam żagle i zluzowałam liny.

Gdy oddaliłam się od brzegu, poczułam, że jest dobry wiatr, więc postawiłam spinaker i pożeglowałam po jeziorze najszybciej, jak się dało. W końcu się zmęczyłam i zarzuciłam kotwicę w zatoczce osłoniętej półwyspem.

Czekałam, aż przez głowę znów popłyną mi myśli. Może znajdę wtedy jakiś sens w tym, czego właśnie się dowiedziałam. W tej chwili miałam w niej taki mętlik, że patrzyłam tylko w dal na wodę i nie myślałam absolutnie o niczym. Pragnęłam znaleźć coś, czego mogłabym się uchwycić, żeby zrozumieć. Nie potrafiłam połączyć faktów w sensowną całość. Widziałam z daleka coś, co najwyraźniej musiało być pogrzebem ojca… Ale dlaczego właśnie ja to zobaczyłam? Czy był po temu jakiś powód? Czy to tylko przypadek?

Serce stopniowo się uspokoiło, a w końcu zaczął funkcjonować także i mózg. Powoli docierała do mnie naga prawda. Pa Salt odszedł i prawdopodobnie nie ma w tym żadnego sensu. I jeśli ja, wieczna optymistka, mam to przetrwać, muszę zaakceptować fakty. Niestety, wszystkie moje dotychczasowe sposoby wydostawania się z trudnych sytuacji teraz na nic się nie przydawały. W obliczu żałoby i zwątpienia stały się pustymi banałami. Zrozumiałam, że nie jestem w stanie nic wymyślić, bo już nigdy nic nie ukoi mojego bólu z powodu tego, że ojciec opuścił mnie bez pożegnania.

Długo siedziałam na rufie łodzi ze świadomością, że właśnie mija następny dzień na ziemi, na której nie ma taty. Zastanawiałam się, jak ukoić straszliwe poczucie winy, że wybrałam własne szczęście, kiedy on i siostry tak bardzo mnie potrzebowali. W najważniejszej chwili wszystkich zawiodłam. Podniosłam wzrok na niebo, a po policzkach popłynęły mi łzy i poprosiłam Pa Salta o wybaczenie.

Potem łyknęłam trochę wody i położyłam się na rufie. Owiewała mnie lekka bryza, a delikatne kołysanie łodzi jak zawsze bardzo mnie uspokoiło; nawet na chwilkę się zdrzemnęłam.

Mamy tylko chwile, Ally. Nigdy o tym nie zapominaj.

Obudziłam się z myślą, że było to jedno z ulubionych powiedzeń taty. Nadal rumieniłam się ze wstydu na myśl o tym, co robiłam z Theo, kiedy on umierał. Zobaczyłam to jako ostre przeciwstawienie początku i końca życia – i tłumaczyłam sobie, że ani dla taty, ani dla reszty świata nie miałoby znaczenia, gdybym zamiast tego piła herbatę albo spała jak kamień. Poza tym, byłam przekonana, że tata bardziej niż ktokolwiek inny cieszyłby się, że znalazłam kogoś takiego jak Theo.