Jak być szczęśliwym

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tanecz­nym kro­kiem do szczę­ścia

Bry­tyj­czycy z dużą rezerwą odno­szą się do fizycz­nej bli­sko­ści, toteż Richard Ste­vens zaleca taniec jako spo­sób prze­ła­ma­nia zaha­mo­wań i odna­le­zie­nia stanu prze­pływu. „Na taniec skła­dają się ele­menty, które spra­wiają, że czu­jemy się szczę­śliwi – mówi. – Taniec anga­żuje ciało, wywo­łuje reak­cję emo­cjo­nalną na muzykę i ozna­cza bli­skość z innymi”. Uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu w Slo­ugh pod­dano sesjom bio­danzy, sys­temu opra­co­wa­nego przez połu­dnio­wo­ame­ry­kań­skiego psy­cho­loga Rolanda Toro. Celem bio­danzy, któ­rej zaję­cia odby­wały się pod kie­run­kiem spro­wa­dzo­nej przez Ste­vensa Patri­cii Mar­tello (sze­fo­wej bry­tyj­skiej School of Bio­danza), jest roz­wój sfery uczu­cio­wej i bli­sko­ści z innymi.

Jeden z ochot­ni­ków, któ­rzy uczest­ni­czyli w tych sesjach, tak opi­suje swoje prze­ży­cia: „Kiedy zagrała muzyka, moje ciało się jej pod­dało. Poczu­łem przy­pływ ener­gii i zaczą­łem ste­po­wać. Podo­bało mi się, że mogę wyra­zić sie­bie poprzez ruch, żad­nej nauki kro­ków, żad­nego dobrze – źle, że mogę odrzu­cić swoje zaha­mo­wa­nia i pozwo­lić ciału pod­dać się ryt­mowi. Z warsz­ta­tów wysze­dłem pełen ener­gii i czu­łem się tak przez cały tydzień”.

Nie ma zna­cze­nia, jakim jesteś tan­ce­rzem – zatra­ce­nie się w tańcu jest fan­ta­stycz­nym spo­so­bem pozby­cia się napię­cia, tak emo­cjo­nal­nego, jak i fizycz­nego. Jed­nej z uczest­ni­czek przy­nio­sło to dodat­kową korzyść, ponie­waż, jak wyznała: „Jestem w tym dobra i dało mi to ogromne poczu­cie speł­nie­nia”.

Marze­nia mogą się speł­nić

Czy pamię­tasz swoje dzie­cięce marze­nia? Może nie­które z nich mogłyby prze­nieść cię teraz w przy­jemny stan prze­pływu? Pod­czas eks­pe­ry­mentu Making Slo­ugh Happy nasz psy­cho­te­ra­peuta, Brett Kahr, stwo­rzył grupę „dzie­cię­cych” marzy­cieli. Jak wyja­śnia: „Zyg­munt Freud powie­dział kie­dyś, że «Pie­nią­dze ni­gdy nie dały nikomu szczę­ścia, ponie­waż ni­gdy nie bywają dzie­cię­cym marze­niem»”. Sądzę, że jed­nym z powo­dów, dla któ­rych wielu z nas jest nie­szczę­śli­wych, mimo posia­da­nia mał­żonka, 2,4 dziecka, jeepa, labra­dora, domku na wsi i pracy na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku, jest to, że o żad­nej z tych rze­czy nie marzy­li­śmy jako dzieci. Poprzez psy­cho­te­ra­pię poma­gam ludziom odkryć, jakie były ich wcze­sne – czę­sto wyni­ka­jące z fru­stra­cji – dzie­cięce pra­gnie­nia, i prze­ko­nać się, czy można w jakiś twór­czy spo­sób wpro­wa­dzić je w życie.

„Jak­kol­wiek psy­cho­te­ra­pia nie jest w sta­nie speł­nić marze­nia pulch­nego pięć­dzie­się­cio­latka, który całe życie chciał zostać zawo­do­wym pił­ka­rzem, to może pomóc mu zna­leźć spo­sób, by w jego życiu zna­la­zło się miej­sce na sport i poczu­cie męskiej więzi, co może spra­wić, że poczuje się szczę­śliw­szy”.

Richard Ste­vens poma­gał ludziom, z któ­rymi pra­co­wał, odkryć, co naprawdę chcą zro­bić ze swoim życiem, i obmy­ślić reali­styczne kroki pro­wa­dzące do osią­gnię­cia tego celu. Pewna kobieta przy­go­to­wała i przed­sta­wiła mono­log saty­ryczny, inna napi­sała opo­wia­da­nie, które od dawna chciała prze­lać na papier, i zapre­zen­to­wała je gru­pie.

Myślę, że dzięki temu eks­pe­ry­men­towi doświad­czam teraz uczuć, jakich nie odczu­wa­łem od cza­sów bez­tro­skiego dzie­ciń­stwa. Spo­ty­kam wię­cej ludzi, nawią­zuję zna­jo­mo­ści, robię wię­cej rze­czy. Jestem mniej zmę­czony niż kie­dyś i wydaje mi się, że nie potrze­buję tyle snu, choć w sumie lepiej sypiam i wstaję wypo­częty i gotów do dzia­ła­nia.

Jeden z uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu w Slo­ugh

Szczę­ście na skróty

Choć wielu z nas lubi korzy­stać ze skró­tów do szczę­ścia, takich jak alko­hol, seks, zakupy czy nar­ko­tyki, dobre samo­po­czu­cie nie trwa wtedy długo. Wła­ści­wie w więk­szo­ści wolimy zapra­co­wać sobie na przy­jem­ność, żeby poczuć, że na nią zasłu­gu­jemy. Szczę­ście w dużej mie­rze polega na poko­ny­wa­niu drogi, nie tylko na samym dotar­ciu do celu.

Według pro­fe­sora Selig­mana, zado­wo­le­nie pły­nące z zajęć, w jakie się w pełni anga­żu­jemy – takich jak lek­tura dobrej książki, taniec, wspi­naczka gór­ska – jest bar­dziej dłu­go­trwałe niż zmy­słowe przy­jem­no­ści i składa się na nasz psy­cho­lo­giczny kapi­tał (bank szczę­ścia) na przy­szłość. Oczy­wi­ście Selig­man nie pro­po­nuje cał­ko­wi­tej rezy­gna­cji z przy­jem­no­ści, zaleca jedy­nie roz­ło­że­nie jej w cza­sie. Jeśli bowiem damy się zła­pać w błędne koło roz­ma­itych pra­gnień, będziemy coraz czę­ściej potrze­bo­wali coraz inten­syw­niej­szych doznań. A póź­niej­sze nega­tywne kon­se­kwen­cje – kac, prze­ra­ża­jące rachunki na kar­cie kre­dy­to­wej, obszer­niej­sza talia – mogą spra­wić, że znie­na­wi­dzimy samych sie­bie.

Skon­cen­truj się na tym, co się udało

Jeśli chcesz zmie­nić swój spo­sób myśle­nia i być szczę­śliw­szy, zacznij regu­lar­nie myśleć o rze­czach, które ukła­dają się pomyśl­nie. Za każ­dym razem, gdy zaczniesz widzieć sprawy w czar­nych bar­wach, pomyśl przez chwilę o tym wszyst­kim, co poto­czyło się dobrze. Może to być cokol­wiek – od miłej roz­mowy po udaną fry­zurę albo to, że nie padało, kiedy sze­dłeś do pracy.

Selig­man twier­dzi, że kiedy o złych rze­czach myślimy w kate­go­riach „zawsze” i „ni­gdy”, upra­wiamy trwały pesy­mizm. Jeśli nato­miast myślimy o nich w kate­go­riach „cza­sami” i „ostat­nio”, winę za nie naj­lep­szy obrót spraw skła­da­jąc na karb przej­ścio­wych trud­no­ści, towa­rzy­szy nam opty­mizm.

MYŚLE­NIE POZY­TYWNE

Pod­sta­wowa zasada psy­cho­lo­gii głosi, że to, jak myślimy, wpływa na to, jak się czu­jemy. Oto kilka spo­so­bów, które pomogą ci na dłu­żej zacho­wać dobry nastrój.

Bądź wdzięczny za to, co masz. Przy­naj­mniej raz dzien­nie pomyśl o tym, co w twoim życiu jest dobre, a może i wspa­niałe.

Pamię­taj, co w sobie lubisz. Gdy zda­rzy ci się być w nie naj­lep­szym nastroju, pomyśl o tym wszyst­kim, co w sobie lubisz.

Myśl o rze­czach pozy­tyw­nych. Kiedy dopadną cię nega­tywne myśli, pomyśl o czymś pozy­tyw­nym (z bie­giem czasu nabie­rzesz wprawy) albo choćby na chwilę zaj­mij się czymś, co lubisz robić.

A teraz pomyśl, co zro­bisz w nad­cho­dzą­cych tygo­dniach, aby popra­wić sobie samo­po­czu­cie. Zapisz pomy­sły, po które będziesz mógł w razie potrzeby się­gnąć.

© Ste­vens, Cor­lett, Henry i Mul­lan; wszel­kie prawa zastrze­żone

Sta­ram się ni­gdy nie brać niczego za pew­nik i nie zapo­mi­nać, jaki ze mnie szczę­ściarz. Bar­dzo pomaga zapi­sy­wa­nie tego, co dobre. W każ­dej chwili mam przed sobą listę pozy­tyw­nych rze­czy, o któ­rych mogę pomy­śleć.

Jeden z uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu w Slo­ugh

W roz­mo­wach z ochot­ni­kami w Slo­ugh Richard Ste­vens pod­kre­ślał, jak ważne jest, by wie­dzieli, jak naprawdę się czują, a nie jak powinni się czuć. „Porów­ny­wa­nie się z innymi ozna­cza, że w któ­rymś momen­cie na pewno poczu­jesz się nie­szczę­śliwy. Naj­waż­niej­sze to kie­ro­wać się tym, co spra­wia, że czu­jesz się dobrze, a nie tym, co zda­niem innych daje szczę­ście”.

12 KRO­KÓW DO SZCZĘ­ŚCIA

Zda­niem psy­cho­lo­gów każdy z nas może przed­się­wziąć kon­kretne kroki, by uczy­nić swe życie szczę­śli­wym.

1 Wyko­nuj pracę, którą lubisz.

2 Zacho­wuj się tak, jak­byś był szczę­śliwy. Uśmie­chaj się, uda­waj opty­mi­stę i osobę towa­rzy­ską. Pod­czas eks­pe­ry­men­tów ludzie, któ­rzy uda­wali, że mają wyso­kie poczu­cie wła­snej war­to­ści, zaczy­nali mieć o sobie lep­sze mnie­ma­nie.

3 Bądź swoim naj­lep­szym przy­ja­cie­lem. Prze­stań się kry­ty­ko­wać i sta­wiać sobie nie­re­alne wyma­ga­nia.

4 Każ­dego dnia spraw sobie jakiś pre­zent albo nagrodę – nie dla­tego, że na nie zasłu­gu­jesz, ale ponie­waż to miłe.

5 Inwe­stuj czas i ener­gię w przy­ja­ciół i rodzinę. Ma to o wiele więk­sze zna­cze­nie dla two­jego dobrego samo­po­czu­cia niż to, gdzie miesz­kasz albo ile zara­biasz.

6 Ciesz się każ­dym dniem. Opty­mi­styczne podej­ście do pro­ble­mów, jakie przy­nosi życie, nie­wy­ol­brzy­mia­nie ich i nie­po­zwa­la­nie, by cię przy­gnę­biały, to fun­da­ment, na któ­rym zbu­du­jesz swoje szczę­ście.

7 Roz­ko­szuj się przy­jem­no­ściami, jakie nie­sie życie. Doceń świe­żość zie­lo­nej sałaty, zachwyć się tym, jak plamki słońca upstrzyły traw­nik. Psy­cho­lo­go­wie pro­po­nują robie­nie „men­tal­nych foto­gra­fii” przy­jem­nych chwil, dzięki któ­rym łatwiej jest prze­żyć stre­su­jące momenty.

8 Panuj nad swoim cza­sem. Sta­wiaj sobie wiel­kie cele, a następ­nie dziel je na małe zada­nia. Za każ­dym razem, gdy na czas zre­ali­zu­jesz jedno z nich, będziesz miał uczu­cie, że nad wszyst­kim panu­jesz.

9 Opra­cuj stra­te­gię radze­nia sobie ze stre­sem i trud­no­ściami, opartą na oso­bi­stych prze­ko­na­niach reli­gij­nych czy pozy­tyw­nych myślach, na przy­kład: „Naj­gor­sze mam już za sobą”; „To, co mnie nie zabija, czyni mnie sil­niej­szym”; „Już kie­dyś tak się zda­rzyło i prze­ży­łem to”.

10 Słu­chaj muzyki. Muzyka działa zarówno odprę­ża­jąco, jak i pobu­dza­jąco. Może też popra­wić spraw­ność umy­słu!

11 Zaj­mij się hobby, które wymaga ruchu. Uczyni cię ono szczę­śliw­szym niż zaję­cie, któ­remu można się oddać, koko­sząc się w fotelu (ogrod­nicy i teatro­mani są szczę­śliwsi niż tele­wi­dzo­wie).

12 Kon­struk­tyw­nie wyko­rzy­stuj „zmar­no­wany” czas. Jeśli przy­ja­ciel spóź­nia się na spo­tka­nie, zamiast się dener­wo­wać, spró­buj pro­duk­tyw­nie spę­dzić te chwile. „Ogól­nie jako spo­łe­czeń­stwo mamy bar­dzo nie­wiele czasu na myśle­nie – mówi Jes­sica Pryce-Jones. – Cią­gle coś robimy, ale rza­dziej myślimy albo czu­jemy. Warto więc mieć kilka chwil na zebra­nie myśli”.

 

Razem ze swo­imi kole­żan­kami, Jane Henry, Lindą Cor­lett i Nevią Mul­lan, Richard Ste­vens popro­wa­dził czte­ro­dniowe warsz­taty na temat szczę­ścia. Pierw­sze przed­po­łu­dnie poświę­cone było stra­te­giom roz­woju bar­dziej pozy­tyw­nego nasta­wie­nia. Powy­żej w tym roz­dziale zamiesz­czone zostało jedno z wyko­rzy­sta­nych wów­czas ćwi­czeń.

Pozbądź się swego wewnętrz­nego pesy­mi­sty

Psy­cho­lo­gia pozy­tywna uczy, że nasze nawy­kowe reak­cje – to, co mówimy sobie, kiedy coś idzie nie tak – to zazwy­czaj defor­ma­cje, złe nawyki myślowe ukształ­to­wane na sku­tek nie­przy­jem­nych doświad­czeń w prze­szło­ści, zwią­za­nych na przy­kład z suro­wymi rodzi­cami, kon­flik­tami w dzie­ciń­stwie albo sro­gim nauczy­cie­lem. Ponie­waż jed­nak teraz wydaje się nam, że płyną z naszego wnę­trza, trak­tu­jemy je jak świę­tość.

To, że boimy się, iż nie spo­sób nas poko­chać albo że do niczego się nie nada­jemy, nie ozna­cza jesz­cze, że tak jest naprawdę. Do naszego wewnętrz­nego pesy­mi­sty należy koniecz­nie pod­cho­dzić z dystan­sem, przy­naj­mniej dopóki nie prze­ko­namy się, czy rze­czy­wi­ście ma rację. Bar­dzo czę­sto czarne myśli to wynik zbyt gwał­tow­nej reak­cji. Na przy­kład zda­rza ci się pew­nego razu zła­mać zasady diety, więc myślisz sobie: „Jestem wie­przem” i zarzu­casz jej prze­strze­ga­nie – a prze­cież nie tędy droga. Zadaj sobie pyta­nie: „Czy da się zoba­czyć to zda­rze­nie w nieco korzyst­niej­szym świe­tle?”.

Psy­cho­te­ra­peutka Nevia Mul­lan, która współ­pra­co­wała przy eks­pe­ry­men­cie w Slo­ugh, radziła uczest­ni­kom, aby nie wyol­brzy­miali nega­tyw­nych emo­cji. „Kiedy zda­rza się coś nie­do­brego, należy pamię­tać o wszyst­kich pozy­tyw­nych aspek­tach życia, aby jedno nega­tywne zda­rze­nie nie miało nad­mier­nego wpływu na nasze samo­po­czu­cie”.

Jest rze­czą oczy­wi­stą, że prze­ra­mo­wa­nie – roz­po­zna­wa­nie i kwe­stio­no­wa­nie auto­ma­tycz­nie poja­wia­ją­cych się pesy­mi­stycz­nych myśli – wymaga wprawy. Bada­nia dowo­dzą, że potrzeba 21 dni, aby w mózgu wytwo­rzył się nowy nawyk, i kolej­nych 63 dni jego regu­lar­nego ćwi­cze­nia, aby przy­swoić sobie na dobre to, czego się nauczy­łeś. Na początku możesz czuć się dziw­nie, lecz nie prze­ry­waj ćwi­czeń, a nie­ba­wem będzie ci się wyda­wało, że zawsze zacho­wy­wa­łeś się w taki wła­śnie, nowy spo­sób.

Ni­gdy nie pró­buj roz­wią­zać pro­blemu w środku bez­sen­nej nocy. Powiedz sobie: „Teraz jest noc i nie jestem w sta­nie niczego wymy­ślić. Jutro znajdę odpo­wied­niej­szą porę, by o tym pomy­śleć”.

Przede wszyst­kim zaś nie oskar­żaj się o to, że masz nega­tywne myśli – to tak, jak­byś wymie­rzał sobie podwójną karę.

Dobrze jest mieć pozy­tywne nasta­wie­nie do życia i wie­rzyć, że jutro nasta­nie dobry dzień.

Jeden z uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu w Slo­ugh

Szczę­ście i ambi­cje

Zanim zain­we­stu­jesz w coś mnó­stwo ener­gii, odpo­wiedz sobie na kilka istot­nych pytań:

 Czy naprawdę chcę to zro­bić?

 Na ile jest praw­do­po­dobne, że w dają­cej się prze­wi­dzieć przy­szło­ści będę czer­pać z tego przy­jem­ność?

 Czy jest to warte ceny, jaką przyj­dzie mnie – i innym – za to zapła­cić?

 Czy będę umiał ze sobą żyć, gdy już tego doko­nam?

Jak zauważa Mihaly Csik­szent­mi­ha­lyi, pra­co­ho­lik może zdać sobie sprawę, że „wię­cej przy­jem­no­ści daje poga­wędka z dwu­let­nim dziec­kiem niż gra w golfa z pre­ze­sem firmy”.

Pod­czas warsz­ta­tów prze­pro­wa­dza­nych z ochot­ni­kami ze Slo­ugh Richard Ste­vens i jego współ­pra­cow­nicy kła­dli nacisk na to, jak ważne jest, by zatrosz­czyć się o sie­bie, szcze­gól­nie w chwi­lach wzmo­żo­nego stresu. Pro­sili uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu, aby zasta­no­wili się, w jaki spo­sób naj­bar­dziej lubią trosz­czyć się o sie­bie.

Zgod­nie z prze­sła­niem tego ćwi­cze­nia Richard Ste­vens zabrał sze­ściu ochot­ni­ków do spa, gdzie sko­rzy­stali z komory depry­wa­cji sen­so­rycz­nej, masażu i aro­ma­te­ra­pii.

Pod­bu­duj szczę­ście uprzej­mo­ścią

„Poma­ga­nie innym to dobry spo­sób, by pomóc samemu sobie – mówi Richard Ste­vens. – Bada­nia dowo­dzą, że ludzie szczę­śliwi czę­ściej poma­gają innym. Ozna­cza to rów­nież, że oka­zana innym uprzej­mość popra­wia samo­po­czu­cie. A więc pomóż nie­zna­jo­memu pozbie­rać zakupy, które mu się wysy­pały, zwol­nij i pozwól innemu kie­rowcy włą­czyć się do ruchu albo otwórz komuś drzwi. Uprzej­mość naprawdę daje szczę­ście”.

JAK O SIE­BIE ZADBAĆ

W okre­sie wzmo­żo­nego stresu albo napię­cia przy­dają się stra­te­gie, które pomogą nam odzy­skać dobre samo­po­czu­cie i poczu­cie szczę­ścia. Spo­rządź listę rze­czy, które możesz zro­bić, żeby poczuć się lepiej. Oto kilka pomy­słów:

 Pozwól sobie na pół godziny odpo­czynku/drzemki/słod­kiego nie­rób­stwa albo zafun­duj sobie spo­kojną i relak­su­jącą kąpiel aro­ma­tyczną.

 Wybierz się na spa­cer, naj­le­piej za mia­sto albo do parku, lub zaj­mij się ogród­kiem.

 Posłu­chaj muzyki albo obej­rzyj zabawny film.

 Umów się na wizytę u fry­zjera, masa­ży­sty, kosme­tyczki albo na sesję z tera­peutą.

 Kup sobie coś, z czego dochód prze­zna­czony jest na dzia­łal­ność dobro­czynną.

 Przejdź się na siłow­nię, basen albo do sauny, wybierz się na ryby albo idź pograć w tenisa.

 Opisz swoje uczu­cia, napisz list albo wiersz, poczy­taj inspi­ru­jącą książkę.

 Wsłu­chaj się w sie­bie i zgod­nie ze swoją sytu­acją oraz upodo­ba­niami uzu­peł­nij powyż­szą listę i/lub odpo­wied­nio dosto­suj podane pro­po­zy­cje do swo­ich potrzeb. Dowiedz się, jak radzą sobie w takich chwi­lach inni. Posta­raj się co tydzień robić przy­naj­mniej jedną czy dwie rze­czy z listy. Pozwól sobie czer­pać z tego radość.

Wypisz kilka spo­so­bów, w jakie możesz o sie­bie zadbać. Niech ta lista zmo­bi­li­zuje cię do tego, by wpro­wa­dzić je w czyn.

© Ste­vens, Mul­lan, Cor­lett i Henry; wszel­kie prawa zastrze­żone

Nie­któ­rzy z uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu szcze­gól­nie mocno sta­rali się być bar­dziej uprzejmi, a rezul­taty ich zachwy­ciły. Jedna z ochot­ni­czek opo­wie­działa nam, jak skom­ple­men­to­wała kole­żankę z biura: „Jej twarz się roz­pro­mie­niła. To było super – naprawdę spra­wiło mi radość”.

Przy­ję­cie na cześć wdzięcz­no­ści

Richard Ste­vens uważa, że nie dość czę­sto wyra­żamy wdzięcz­ność i uzna­nie, jakie skąd­inąd czu­jemy wzglę­dem innych. „Gdy ktoś wyświad­czy ci przy­sługę albo gdy szcze­gól­nie cenisz to, co ktoś robi – powiedz mu, jak bar­dzo to doce­niasz. Mogą to być rze­czy małe – na przy­kład podzię­ko­wa­nie kie­rowcy auto­busu, który zacze­kał na cie­bie, gdy dobie­ga­łeś do przy­stanku. Ale możesz też spró­bo­wać wyra­zić wdzięcz­ność tym oso­bom, które ode­grały szcze­gólną rolę w twoim życiu. Nie tylko spra­wisz im radość, ale możesz być pewien, że ty rów­nież poczu­jesz się szczę­śliw­szy”.

Korzy­sta­jąc z metody Selig­mana, Ste­vens urzą­dził „przy­ję­cie na cześć wdzięcz­no­ści”, w któ­rym udział wzięło kil­koro uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu. Każdy z nich wybrał sobie kogoś, kto z jakichś powo­dów był dla niego nie­zwy­kle ważny. Dwie kobiety wybrały swoje matki, dwóch ochot­ni­ków wybrało przy­ja­ciół, dwóch innych swoje mał­żonki. Każdy miał napi­sać podzię­ko­wa­nie dla wybra­nej osoby i opra­wić je albo w jakiś inny spo­sób przy­go­to­wać. Następ­nie, nie zdra­dziw­szy się przed wybra­nymi oso­bami ani sło­wem, ochot­nicy zapro­sili je na przy­ję­cie i przy wszyst­kich odczy­tali swoje podzię­ko­wa­nia. Było to bar­dzo poru­sza­jące wyda­rze­nie. Zarówno uczest­nicy przy­ję­cia, jak i obser­wa­to­rzy nie­raz wzru­szyli się do łez. Ste­vens pod­su­mo­wał to nastę­pu­jąco: „W naszym spo­łe­czeń­stwie nie ma zwy­czaju wyra­ża­nia wdzięcz­no­ści, trzeba więc wymy­ślać oka­zje, takie jak ta. To gwa­ran­to­wany spo­sób na uszczę­śli­wie­nie ludzi. A sądząc po naszych doświad­cze­niach w Slo­ugh, taka radość jest dłu­go­trwała”.

Miej serce pełne miło­ści i zawsze pamię­taj, by być wdzięcz­nym za to, co masz.

Bro­oke Shields, aktorka ame­ry­kań­ska

CZĘŚĆ DRUGA

4 Przy­ja­ciele

Naj­gor­szą samot­no­ścią jest brak praw­dzi­wej przy­jaźni.

sir Fran­cis Bacon (1561–1626), angiel­ski praw­nik i filo­zof

TRO­CHĘ FAK­TÓW NA TEMAT PRZY­JAŹNI

 Więk­szość z nas w każ­dym okre­sie życia ma śred­nio około 30 przy­ja­ciół, z któ­rych sze­ściu uważa za osoby szcze­gól­nie bli­skie.

 W ciągu życia nawią­zu­jemy około 400 przy­jaźni, lecz jedy­nie 10 pro­cen­tom udaje się prze­trwać próbę czasu. Gdy liczba zna­jo­mych prze­kra­cza 150 osób, utrzy­my­wa­nie kon­tak­tów zaczyna być pro­ble­mem.

 Męż­czyźni mają prze­cięt­nie mniej bli­skich przy­ja­ciół niż kobiety. Męż­czyźni z klasy śred­niej mają nato­miast wię­cej przy­ja­ciół niż robot­nicy.

 W prze­pro­wa­dzo­nej ankie­cie ponad 60 pro­cent Bry­tyj­czy­ków stwier­dziło, że przy­jaź­nie są dla nich waż­niej­sze niż kariera zawo­dowa, pie­nią­dze, a nawet rodzina.

 Zarówno kobiety, jak i męż­czyźni uwa­żają, że przy­jaź­nie z kobie­tami są emo­cjo­nal­nie bar­dziej satys­fak­cjo­nu­jące niż przy­jaź­nie z męż­czy­znami.

 Osoby cie­szące się sil­nym wspar­ciem spo­łecz­nym i mające bli­skich przy­ja­ciół rza­dziej cho­dzą do leka­rza.

 Jedna osoba na trzy naj­wię­cej przy­jaźni nawią­zuje przez pracę.

 O śmiech trzy­dzie­ści razy łatwiej w towa­rzy­stwie niż w samot­no­ści.

Według The Con­cise Oxford Dic­tio­nary przy­ja­ciel to „osoba, którą łączą z kimś bli­ska zaży­łość i wza­jemna życz­li­wość, nie­za­leżne od miło­ści rodzin­nej czy pociągu sek­su­al­nego; osoba, która działa dla czy­je­goś dobra; sym­pa­tyk, pomoc­nik, opie­kun; ktoś, kto nie jest wro­giem; ktoś, kto jest po tej samej stro­nie”.

Przy­jaźń jest rze­czą nad­zwy­czaj cenną, a jed­no­cze­śnie jed­nym z naj­tań­szych spo­so­bów na szczę­ście. Ludzie w róż­nym wieku twier­dzą, że w naj­lep­szym nastroju są wów­czas, gdy prze­by­wają z przy­ja­ciółmi. Bada­nia wska­zują, że związki z innymi ludźmi mają więk­szy wpływ na nasze zdro­wie fizyczne i psy­chiczne niż pie­nią­dze, sława, suk­ces czy dobra mate­rialne. Jak ujął to jeden z naukow­ców, twój notes z adre­sami praw­do­po­dob­nie ma dla cie­bie więk­szą war­tość niż szkolne czy uni­wer­sy­tec­kie kwa­li­fi­ka­cje.

„Przy­ja­zne nasta­wie­nie jest prze­ja­wem zdro­wia psy­chicz­nego”, twier­dzi Brett Kahr. Ogól­nie ludzie samotni żyją kró­cej i są bar­dziej cho­ro­wici i nie­szczę­śliwi. Nie powinno więc wcale dzi­wić, że ludzie szczę­śliwi są naj­lep­szymi przy­ja­ciółmi – wszy­scy lubią z nimi prze­by­wać. Z kolei osoby cie­szące się bli­skimi, satys­fak­cjo­nu­ją­cymi przy­jaź­niami są szczę­śliw­sze. Tak więc mamy tu do czy­nie­nia z kla­syczną kwa­dra­turą koła.

Nie­któ­rym ludziom z tru­dem przy­cho­dzi nawią­zy­wa­nie przy­jaźni, lecz wraz z naby­wa­niem kom­pe­ten­cji emo­cjo­nal­nej nabiera się więk­szej wprawy. Zmiana samo­po­czu­cia naprawdę może mieć cudowny wpływ na twoje życie towa­rzy­skie.

Ze wszyst­kich rze­czy, jakie daje czło­wie­kowi mądrość, by mógł prze­żyć życie w szczę­ściu, bodaj naj­więk­szą jest posia­da­nie przy­ja­ciół. Jedze­nie czy picie bez przy­ja­ciela jest jak życie lwa albo wilka.

Epi­kur, filo­zof grecki

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?