Jak być szczęśliwym

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Co spra­wia, że ludzie są bar­dzo szczę­śliwi?

Chcąc poznać sekret wiel­kiego szczę­ścia, Mar­tin Selig­man wraz z innym ame­ry­kań­skim psy­cho­lo­giem Edem Die­ne­rem przyj­rzeli się bli­żej oso­bom, które według testów nale­żały do gór­nych 10 pro­cent nie­zmien­nie szczę­śli­wych ludzi. Naj­bar­dziej inte­re­su­ją­cym odkry­ciem oka­zało się to, że ludzie szczę­śliwi są mocno zwią­zani z innymi – ich związki oso­bi­ste są głę­bo­kie, życie towa­rzy­skie bogate, mało czasu spę­dzają sami, a zda­niem ich przy­ja­ciół i ich samych nawią­zują z innymi rela­cje naj­wyż­szej próby. Nie róż­nią się nato­miast od innych ludzi pod wzglę­dem ilo­ści snu, czasu spę­dza­nego przed tele­wi­zo­rem, zaży­wa­nego ruchu, pale­nia, ilo­ści wypi­ja­nego alko­holu czy zaan­ga­żo­wa­nia reli­gij­nego.

Czy mogę się zmie­nić?

Każdy z nas jest inny, więc to, co jed­nemu spra­wia radość, dla kogoś innego może być nie­zno­śnie nudne, są jed­nak pewne ogólne zasady, któ­rymi można się kie­ro­wać, aby popra­wić swą zdol­ność odczu­wa­nia rado­ści.

Jak wspo­mniano w roz­dziale pierw­szym, można zmie­nić spo­sób myśle­nia i zwięk­szyć szanse na osią­gnię­cie szczę­ścia. W samej rze­czy, taki wła­śnie był cel prze­pro­wa­dzo­nego w Slo­ugh eks­pe­ry­mentu i temu słu­żyć ma ta książka. Aby zwięk­szyć swoje poczu­cie szczę­ścia, kie­ruj się tym, o czym lubisz myśleć, co lubisz czy­tać albo robić w wol­nym cza­sie. Będziesz wów­czas mógł wyzna­czyć sobie cele, które będą wyma­gały pew­nego wysiłku, ale nie będą nazbyt ambitne (nie­osią­galne cele to dobrze znane źró­dło depre­sji).

Jeśli całe twoje życie zasa­dza się na braku poczu­cia wła­snej war­to­ści, gdy nauczysz się cenić i akcep­to­wać samego sie­bie, zmieni się wszystko – twój spo­sób myśle­nia, sto­sunki z ludźmi, twoje wybory. Zasłu­gu­jesz na szczę­ście – jak my wszy­scy. Pamię­taj, że szczę­ście ci służy, nie wstydź się więc o nie zabie­gać. Psy­cho­lo­go­wie przy­rów­nują drogę do szczę­ścia do poma­ga­nia ludziom, by otwo­rzyli okno i rozej­rzeli się dokoła.

Życie daje nam mnó­stwo oka­zji, byśmy mogli poczuć się spo­koj­nie i szczę­śli­wie, choć są w nim także momenty stra­chu, iry­ta­cji i roz­pa­czy. Uczu­cia te wpi­sane są w nasz kod gene­tyczny; to one spra­wiają, że jeste­śmy ludźmi. Zaprze­cza­nie ist­nie­niu trud­nych emo­cji ozna­cza życie na pół gwizdka. Możemy jed­nak być szczę­śliwsi.

Pamię­taj, życie to nie zawody. Praw­dziwe szczę­ście wypływa ze sta­wia­nia sobie coraz wyż­szych celów albo wyma­gań, a nie z porów­ny­wa­nia się z innymi. Szczę­śliwe życie stwa­rzasz ty sam – to coś nie­po­wta­rzal­nego, czego nie da się odtwo­rzyć na pod­sta­wie czy­je­goś prze­pisu.

To tak jakby być detek­ty­wem i tro­pić wła­sne życie… Nikt lepiej od cie­bie nie wie, jak wnieść do two­jego życia szczę­ście.

Liz Hog­gard, pisarka i dzien­ni­karka

CZY JESTEŚ MAK­SY­MA­LI­STĄ?

Na pod­sta­wie prac ame­ry­kań­skiego psy­cho­loga Barry’ego Schwartza Richard Ste­vens twier­dzi, że mak­sy­ma­li­sta to ina­czej per­fek­cjo­ni­sta, który zawsze chce tego, co naj­lep­sze. Kiedy na przy­kład idzie na zakupy, spraw­dza naj­pierw wszyst­kie moż­li­wo­ści, zanim zde­cy­duje, co kupić. Osoba zado­wo­lona z tego, co jest, mówi nato­miast: „To jest dosta­tecz­nie dobre – jak dla mnie może być”. We współ­cze­snym świe­cie mak­sy­ma­li­sta ska­zany jest na porażkę, ponie­waż wybór jest ogromny. Dla mak­sy­ma­li­sty zwy­kły wypad do restau­ra­cji może zamie­nić się w pościg za haute cuisine, gdy tym­cza­sem ten, który ma mniej­sze wyma­ga­nia, myśli sobie: „O, ta wydaje się w porządku – zjedzmy tutaj”. W przy­padku mak­sy­ma­li­sty nie cho­dzi tylko o prze­ła­do­wa­nie infor­ma­cjami, ale też o to, że póź­niej żal mu wszyst­kich moż­li­wo­ści, na które się nie zde­cy­do­wał.

Ste­vens popro­sił uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu w Slo­ugh o wypeł­nie­nie ankiety przy­go­to­wa­nej przez Schwartza. Oso­bom, które uzy­skały naj­wię­cej punk­tów, zapro­po­no­wano, by spró­bo­wały zado­wo­lić się tym, co jest wystar­cza­jąco dobre, zamiast nie­ustan­nie szu­kać tego, co naj­lep­sze, szcze­gól­nie w codzien­nych spra­wach.

Jeśli chcesz się dowie­dzieć, czy jesteś mak­sy­ma­li­stą, wyko­naj poniż­szy test.

CZY JESTEŚ MAK­SY­MA­LI­STĄ?

Przy każ­dym stwier­dze­niu wpisz odpo­wied­nią liczbę mię­dzy 1 (zupeł­nie się nie zga­dzam) a 7 (cał­ko­wi­cie się zga­dzam).


____ Kiedy stoję przed jakimś wybo­rem, pró­buję wyobra­zić sobie wszyst­kie inne moż­li­wo­ści, nawet te, które w danym momen­cie nie są dostępne.
____ Bez względu na to, jak bar­dzo jestem zado­wo­lony ze swo­jej pracy, cały czas roz­glą­dam się za czymś lep­szym.
____ Gdy słu­cham w samo­cho­dzie radia, czę­sto zmie­niam sta­cje, żeby spraw­dzić, czy nie grają gdzieś cze­goś lep­szego, nawet jeśli w zasa­dzie podoba mi się to, czego słu­cham.
____ Oglą­da­jąc tele­wi­zję, prze­rzu­cam kanały i spraw­dzam inne pro­gramy, nawet jeśli chcę oglą­dać coś kon­kret­nego.
____ Związki z ludźmi trak­tuję jak ubra­nie – trzeba sporo przy­mia­rek, zanim znaj­dzie się to ide­al­nie dopa­so­wane.
____ Czę­sto z tru­dem przy­cho­dzi mi zna­leźć pre­zent dla przy­ja­ciół.
____ Wypo­ży­cza­nie fil­mów wideo to praw­dziwa mor­dęga. Zawsze sta­ram się wybrać naj­lep­szy.
____ Kiedy robię zakupy, bar­dzo trudno jest mi zna­leźć dla sie­bie coś, co naprawdę by mi się podo­bało.
____ Jestem praw­dzi­wym fanem wszel­kiego rodzaju ran­kin­gów (np. naj­lep­szych fil­mów, naj­lep­szych pio­sen­ka­rzy, spor­tow­ców, powie­ści itp.).
____ Nie­zwy­kle trudno pisze mi się listy, nawet do przy­ja­ciół, ponie­waż nie­ła­two jest wyra­zić to, co się chce powie­dzieć, w spo­sób wła­ściwy. Czę­sto naj­pierw piszę list kilka razy na brudno.
____ Bez względu na to, co robię, sta­wiam sobie jak naj­wyż­sze wyma­ga­nia.
____ Ni­gdy nie zado­wa­lam się czymś gor­szym.
____ Czę­sto marzę o tym, żeby żyć zupeł­nie ina­czej, niż żyję w rze­czy­wi­sto­ści.

Punk­ta­cja

Dodaj punkty.

40 i poni­żej: nale­żysz do osób umie­ją­cych zado­wo­lić się tym, co jest;

50: mie­ścisz się w śred­niej;

65 i wię­cej: jesteś mak­sy­ma­li­stą.

© B. Schwartz; wszel­kie prawa zastrze­żone

3 Nauka o szczę­ściu

Doceń to, co masz, i ciesz się każdą chwilą życia.

Yoko Ono, artystka ame­ry­kań­ska

Ter­min „psy­cho­lo­gia pozy­tywna” wymy­ślił ame­ry­kań­ski psy­cho­log, pro­fe­sor Mar­tin Selig­man, na okre­śle­nie trendu w psy­cho­logii, który sku­pia się na pozy­tyw­nych emo­cjach ludzi, ich moc­nych stro­nach i zale­tach, a nie na nega­tyw­nych sta­nach umy­słu, takich jak nie­po­kój, depre­sja i stres. Psy­cho­lo­gia pozy­tywna zachęca psy­cho­logów, by skon­cen­tro­wali się na uwy­dat­nia­niu i roz­wi­ja­niu pozy­tyw­nych aspek­tów życia.

W prze­szło­ści psy­cho­lo­go­wie sądzili, że sam brak cho­roby psy­chicz­nej ozna­cza, że dana osoba ma się dobrze. Jeśli potrzebna była pomoc, wów­czas celem było wypro­wa­dze­nie pacjenta ze stanu nega­tyw­nego, a więc cho­roby, do stanu neu­tral­nego, nor­mal­nego. Obec­nie psy­cho­lo­go­wie są prze­ko­nani, że potra­fią pod­nieść nasz poziom zado­wo­le­nia, a nie tylko wycią­gnąć nas z depre­sji.

Psy­cho­lo­gia pozy­tywna łączy ele­menty neu­ro­bio­lo­gii, psy­cho­lo­gii, medy­cyny, peda­go­giki i nauk spo­łecz­nych. Nie ma zastę­po­wać innych form tera­pii, lecz współ­dzia­łać z nimi. Jeden z zatrud­nio­nych przez BBC eks­per­tów, Brett Kahr, zauwa­żył: „Sądzę, że w eks­pe­ry­men­cie w Slo­ugh twór­cze i cie­kawe jest to, że rze­telną wie­dzę psy­cho­lo­giczną i psy­cho­te­ra­peu­tyczną mamy zamiar zasto­so­wać w prak­tyce – wła­śnie w Slo­ugh. To nie­sa­mo­wite doświad­cze­nie, zara­zem rado­sne i zatrwa­ża­jące, ponie­waż nikt z nas niczego podob­nego dotąd nie robił”.

Tak się szczę­śli­wie składa, że wiele zadań i ćwi­czeń sto­so­wa­nych w psy­cho­lo­gii pozy­tyw­nej oraz to, czego nauczyli się pod­czas eks­pe­ry­mentu w Slo­ugh jego uczest­nicy, nad­zwy­czaj dobrze spraw­dza się w codzien­nym życiu.

 

Psy­cho­lo­gia pozy­tywna naro­dziła się w roku 1998, kiedy Selig­man, który przez 30 lat zaj­mo­wał się depre­sją, zasko­czył audy­to­rium Ame­ri­can Psy­cho­lo­gi­cal Asso­cia­tion stwier­dze­niem, że psy­cho­lo­go­wie zbo­czyli z kursu. Zamiast zaj­mo­wać się wyłącz­nie ludźmi, któ­rych życie poto­czyło się fatal­nie, powinni skon­cen­tro­wać się na tych, któ­rym wszystko się udaje. Odkry­wa­jąc tajem­nice szczę­śli­wego życia, będzie można zna­leźć receptę na szczę­ście.

Wystą­pie­nie Selig­mana przy­jęto owa­cyj­nie. Selig­man otrzy­mał nie­ba­wem 30 milio­nów dola­rów, dzięki któ­rym sfi­nan­so­wał bada­nia aspek­tów szczę­śli­wego życia.

Dobre, bo pozy­tywne

Spe­cja­li­ści od psy­cho­lo­gii pozy­tyw­nej są zda­nia, że zdro­wie psy­chiczne powinno być rodza­jem gim­na­styki czy też sportu dla umy­słu i ducha. Naj­waż­niej­sze to usta­lić, co dokład­nie spra­wia, że czu­jemy się szczę­śliwi, i wpro­wa­dzić jak naj­wię­cej tych ele­men­tów do naszego życia. Pro­sta sprawa!, powiesz. Daj­cie mi wię­cej pie­nię­dzy, seksu i sławy! Tyle że nie w tym rzecz.

Jak wspo­mniano w roz­dziale dru­gim, jeśli zaspo­ko­jone są nasze pod­sta­wowe potrzeby mate­rialne, dodat­kowe pie­nią­dze czy wyż­szy sta­tus nie przy­niosą nam więk­szego zado­wo­le­nia, podob­nie jak nie dadzą go mło­dość, wykształ­ce­nie ani wysoki ilo­raz inte­li­gen­cji. Gdyby spo­rzą­dzić wykres poczu­cia szczę­ścia więk­szo­ści ludzi w cza­sie, przy­po­mi­nałby on krzywą w kształ­cie litery U. Ludzie zwy­kle są bar­dzo zado­wo­leni po dwu­dzie­stym roku życia. Z cza­sem ich poczu­cie zado­wo­le­nia spada, by osią­gnąć naj­niż­szy punkt około 42 roku życia. Następ­nie więk­szość z nas z wie­kiem stop­niowo zaczyna czuć się coraz lepiej – naj­bar­dziej zado­wo­lone są osoby po sześć­dzie­siątce, jeśli, ma się rozu­mieć, dopi­suje im zdro­wie.

Jak­kol­wiek poczu­cie szczę­ścia w dużej mie­rze jest uwa­run­ko­wane gene­tycz­nie, nikt z nas nie jest nie­wol­ni­kiem ewo­lu­cji. Psy­cho­lo­gia pozy­tywna – czyli nauka o szczę­ściu, jak się ją nazywa – opiera się na zało­że­niu, że szczę­ście jest sta­nem umy­słu, który każdy z nas może osią­gnąć, roz­po­zna­jąc i wyko­rzy­stu­jąc swoje mocne strony i zalety, takie jak życz­li­wość, ory­gi­nal­ność, humor, opty­mizm i hoj­ność.

Aby dopro­wa­dzić do zmian, trzeba zmie­nić spo­sób myśle­nia. Odkry­cie to było dla mnie obja­wie­niem i wła­śnie sta­ram się tego doko­nać. Przy­glą­dam się swo­jej sytu­acji i swo­jemu miej­scu w świe­cie innymi oczyma. Mam nadzieję, że uda mi się zacho­wać tę zmianę w stylu myśle­nia, gdyż jest dla mnie korzystna i jestem naprawdę szczę­śliw­szy. Czuję się pod­nie­siony na duchu.

Jeden z uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu w Slo­ugh

Nie zadrę­czaj się swo­imi wadami

Zamiast kon­cen­tro­wać się na two­ich minu­sach i pró­bo­wać zara­dzić sła­bo­ściom, psy­cho­lo­gia pozy­tywna pro­po­nuje usta­lić i wes­przeć twoje cha­rak­te­ry­styczne mocne strony i zalety. Zadaj sobie pyta­nie: kiedy czas prze­staje dla mnie ist­nieć? Kiedy robię dokład­nie to, co pra­gnę robić, i za nic nie chcę, żeby to się skoń­czyło? Roz­po­zna­jąc źró­dła szczę­ścia w naszym życiu i podej­mu­jąc świa­dome sta­ra­nia, by wycią­gnąć z nich mak­si­mum korzy­ści, więk­szość z nas powinna być w sta­nie pod­nieść swój średni poziom zado­wo­le­nia.

Ale jak roz­po­znać swoje mocne strony? W książce Praw­dziwe szczę­ście (oraz w Inter­ne­cie na stro­nie www.authen­ti­chap­pi­ness.org) Selig­man opi­suje 24 takie mocne strony (wybrane ze względu na to, że cenione są w nie­mal każ­dej kul­tu­rze) i pro­po­nuje kwe­stio­na­riusz, który pomaga ziden­ty­fi­ko­wać pięć naj­waż­niej­szych zalet. Do moc­nych stron, które według jego opi­nii są „wymierne i osią­galne”, zali­cza umie­jęt­ność kry­tycz­nego myśle­nia, inte­li­gen­cję spo­łeczną, wytrwa­łość, zdol­no­ści przy­wód­cze, dys­kre­cję i zami­ło­wa­nie do ucze­nia się. Jeśli na przy­kład uwa­żasz, że twoją naj­więk­szą zaletą jest to, że lubisz się uczyć, powi­nie­neś zadać sobie pyta­nie, czy daje ci ona:

 poczu­cie auten­tycz­no­ści („to naprawdę ja”),

 uczu­cie eks­cy­ta­cji, kiedy możesz z niej korzy­stać,

 gwał­towny wzrost przy­swo­jo­nej wie­dzy czy umie­jęt­no­ści, gdy po raz pierw­szy sko­rzy­sta­łeś ze swej zalety,

 pra­gnie­nie zna­le­zie­nia nowych spo­so­bów jej zasto­so­wa­nia,

 nie­po­ha­mo­wane pra­gnie­nie uży­wa­nia tej zalety („spró­buj­cie mnie powstrzy­mać”),

 oży­wie­nie, a nie wyczer­pa­nie,

 radość, zapał, entu­zjazm, nawet eks­tazę.

Osią­gnię­cie stanu prze­pływu

Według psy­cho­lo­gii pozy­tyw­nej, zna­jąc swoje mocne strony, możemy coraz lepiej wyko­rzy­sty­wać je w codzien­nym życiu, dzięki czemu poczu­jemy się szczę­śliwsi i bar­dziej speł­nieni. Kiedy ich uży­wamy, cał­ko­wi­cie pochła­nia nas to, co robimy, czy będzie to praca, muzy­ko­wa­nie czy sport – osią­gamy wtedy stan zwany przez spe­cja­li­stów sta­nem prze­pływu.

Węgier­ski psy­cho­log Mihaly Csik­szent­mi­ha­lyi stwier­dził, że ist­nieje pewien rodzaj zajęć, które cał­ko­wi­cie absor­bują dane osoby i które wspo­mina się potem jako wysoce satys­fak­cjo­nu­jące. Do tych rado­snych i twór­czych zajęć należą rze­czy tak różne, jak dopro­wa­dza­nie do per­fek­cji zawra­ca­nia samo­cho­dem albo ucze­nie się kro­ków salsy. Wszy­scy znamy to uczu­cie, kiedy jeste­śmy w coś tak zaan­ga­żo­wani, że prze­sta­jemy spo­glą­dać na zega­rek. A umie­jęt­ność zapo­mnie­nia na moment, kim jeste­śmy, wydaje się bar­dzo przy­jemna.

Stan prze­pływu opi­suję zawsze jako tę chwilę, kiedy jest się tak pochło­nię­tym zada­niem, że wysuwa się język. Tak robią dzieci, kiedy kolo­rują obrazki.

Richard Reeves, współ­twórca Making Slo­ugh Happy

Prak­tycz­nie każde zaję­cie może przy­nieść stan prze­pływu – czy­ta­nie, roz­wią­zy­wa­nie zadań mate­ma­tycz­nych, opo­wia­da­nie bajek, nawet udzie­la­nie się towa­rzy­sko – wszystko, co nas pochła­nia. Zaję­cia te mają kilka wspól­nych cech:

 sta­no­wią wyzwa­nie i wyma­gają wprawy,

 skła­niają do sku­pie­nia i zmu­szają do wysiłku umysł lub ciało,

 mają jasno spre­cy­zo­wane cele,

 natych­miast otrzy­mu­jemy infor­ma­cję zwrotną,

 jeste­śmy w nie głę­boko i bez wysiłku zaan­ga­żo­wani,

 wszystko wydaje się pod kon­trolą,

 zatra­camy poczu­cie sie­bie,

 czas prze­staje pły­nąć.

Jak twier­dzi Selig­man, poczu­cie szczę­ścia jest naj­bar­dziej auten­tyczne wów­czas, gdy wynika z zaan­ga­żo­wa­nia w coś, w czym jeste­śmy dobrzy. Z dru­giej strony, czu­jemy się wyczer­pani, kiedy robimy coś, z czym musimy się zma­gać.

Oczy­wi­ście nie­które z odkryć Selig­mana nie są nowe. „Nie wolno nam zapo­mi­nać o dzie­siąt­kach lat pracy psy­cho­lo­gów huma­ni­stycz­nych, takich jak Carl Rogers i Abra­ham Maslow – postu­luje Richard Ste­vens. – Opra­co­wali oni wiele tech­nik poma­ga­ją­cych ludziom w roz­woju i osią­ga­niu życio­wego speł­nie­nia”. Przy­go­to­wu­jąc ćwi­cze­nia dla uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu Making Slo­ugh Happy, Ste­vens korzy­stał zarówno z ich pomy­słów i metod, jak i z osią­gnięć psy­cho­lo­gii pozy­tyw­nej.

Uczest­nicy eks­pe­ry­mentu rozu­mieli poję­cie stanu prze­pływu, cho­ciaż sama nazwa była im obca. Wielu z nich doświad­czyło go też w róż­nych oko­licz­no­ściach. Jedna z ochot­ni­czek przy­znała: „Byłam naprawdę zestre­so­wana nauką do egza­minu, więc mama zapro­po­no­wała, żeby­śmy poszły pograć w bad­min­tona. Już po pię­ciu minu­tach gry kom­plet­nie zapo­mnia­łam o egza­mi­nie i po pro­stu dobrze się bawi­łam. Do nauki wró­ci­łam uśmiech­nięta”. Innemu uczest­ni­kowi ogromną radość spra­wiało śpie­wa­nie, które wyle­czyło go z jąka­nia: „Wystę­po­wa­nie na sce­nie i utrzy­my­wa­nie kon­taktu z publicz­no­ścią napeł­niało mnie nie­wy­sło­wioną wiarą w sie­bie. Odkąd biorę udział w tym eks­pe­ry­men­cie, ani razu się nie zająk­ną­łem. Naprawdę mia­łem się kiep­sko, ale teraz odzy­ska­łem ener­gię. Jestem zupeł­nie inną osobą”.

Jedna z ochot­ni­czek odkryła stan prze­pływu w dość nie­praw­do­po­dob­nej dla takiego zja­wi­ska sytu­acji – kiedy utknęła w ulicz­nym korku: „Ruch na auto­stra­dzie był potworny, więc zde­cy­do­wa­li­śmy się poje­chać do domu inną drogą. Ponie­waż mój part­ner pro­wa­dził, mnie przy­pa­dła rola pilota. Nie jestem w tym szcze­gól­nie dobra, toteż byłam z sie­bie naprawdę bar­dzo zado­wo­lona, kiedy dopro­wa­dziłam nas szczę­śli­wie do domu, nie gubiąc się ani razu. Moje zado­wo­le­nie było tym więk­sze, że udało się nam zamie­nić poten­cjal­nie nie­przy­jemne doświad­cze­nie w szczę­śliwą przy­godę”.

SKĄD NAZWA STAN PRZE­PŁYWU?

W swo­jej waż­nej książce Prze­pływ: jak popra­wić jakość życia. Psy­cho­lo­gia opty­mal­nego doświad­cze­nia Mihaly Csik­szent­mi­ha­lyi wyja­śnia, że przy­jął (a za nim Selig­man) okre­śle­nie stan prze­pływu (ang. flow), ponie­waż wielu ludzi, z któ­rymi prze­pro­wa­dzał roz­mowy, uży­wało tego wła­śnie sfor­mu­ło­wa­nia, opi­su­jąc, jak to jest, kiedy są w naj­lep­szej for­mie: „Czu­łem się nie­siony prą­dem”. Twier­dzi on, że ci, któ­rym udało się osią­gnąć stan prze­pływu, „stali się sil­niejsi i nabrali pew­no­ści sie­bie, ponie­waż wię­cej ener­gii psy­chicz­nej z powo­dze­niem inwe­sto­wali w cele, które sami sobie obrali”.

Co wię­cej, Csik­szent­mi­ha­lyi odkrył, że doświad­cze­nie stanu prze­pływu spra­wiało radość każ­demu, bez względu na kul­turę, pocho­dze­nie spo­łeczne, wiek czy płeć. Sęk w tym, powiada psy­cho­log, by nauczyć się prze­kształ­cać pracę w zaję­cia wywo­łu­jące stan prze­pływu i wymy­ślić spo­sób uprzy­jem­nie­nia naszych rela­cji z rodzi­cami, part­ne­rami, dziećmi i przy­ja­ciółmi. Nawet ruty­nowe czyn­no­ści, takie jak kosze­nie traw­nika albo domowa krzą­ta­nina, mogą być przy­jemne, jeśli prze­kształ­cimy je, wpro­wa­dza­jąc do nich cele i zasady.

Richard Ste­vens zachę­cał ochot­ni­ków ze Slo­ugh, by uru­cho­mili wyobraź­nię i wymy­ślili, jak zmie­nić zwy­kle nużące zaję­cia w bar­dziej przy­jemne. „To, czy czer­piesz z cze­goś radość czy nie – mówi Ste­vens – zależy w dużej mie­rze od two­jego nasta­wie­nia”. Ochot­nicy wypró­bo­wy­wali różne stra­te­gie uroz­ma­ice­nia prac domo­wych, na przy­kład szyb­kie zmy­wa­nie naczyń, pole­ro­wa­nie z uczu­ciem albo odku­rza­nie w rytm muzyki.

Możesz włą­czyć jakąś opty­mi­styczną pio­senkę, na przy­kład I Want to Break Free zespołu Queen, i plą­sa­jąc, sprzą­tać odku­rza­czem. Albo też wyzna­czyć sobie limit czasu i wyko­nać zada­nie nie­wia­ry­god­nie szybko. Trzeba tylko wyty­czyć sobie cele i usta­lić zasady, tak jak w grze. Każde zaję­cie może zamie­nić się w zabawę i pochło­nąć twoją uwagę – i spra­wić ci frajdę – jeśli tylko odpo­wied­nio się przy­ło­żysz.

Na potrzeby eks­pe­ry­mentu w Slo­ugh Richard Ste­vens we współ­pracy z Jane Henry, Lindą Cor­lett i Nevią Mul­lan stwo­rzył zestaw ćwi­czeń, które ochot­nicy mieli wypró­bo­wać w wol­nym cza­sie. Zna­la­zło się wśród nich ćwi­cze­nie, które miało pomóc im doświad­czać w życiu wię­cej sta­nów prze­pływu.

Każdy dzień jest coraz bar­dziej wart zachodu. Śpie­wa­nie tak mnie wzbo­gaca i spra­wia mi taką przy­jem­ność, że pra­wie nie potra­fię wyrzu­cić z głowy pio­se­nek. Jestem nie­mal w eufo­rii.

Jeden z uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu w Slo­ugh

ZNAJDŹ SWÓJ STAN PRZE­PŁYWU

Stan prze­pływu, czyli wewnętrzna radość, może wyni­kać ze wszyst­kiego, co spra­wia, że czu­jesz się pod­eks­cy­to­wany, rado­sny, try­ska­jący ener­gią, oży­wiony i szczę­śliwy. Każdy odnaj­duje swój prze­pływ w czymś innym – w grze w piłkę nożną, wizy­cie na siłowni, śpie­wa­niu w chó­rze, zaba­wie z dziećmi, cho­dze­niu na przy­ję­cia albo oglą­da­niu dobrego filmu.

Co masz zamiar zro­bić w ciągu następ­nych kilku tygo­dni, aby czę­ściej prze­ży­wać stan prze­pływu? Zasta­nów się, co lubisz robić, i zapisz poni­żej kilka pomy­słów. Będziesz mógł wró­cić do tych nota­tek w kolej­nych tygo­dniach. W ten spo­sób przy­po­mnisz sobie, czego w twoim życiu powinno być jak naj­wię­cej.

© Cor­lett, Ste­vens, Mul­lan i Henry; wszel­kie prawa zastrze­żone

MOC PŁY­NĄCA Z POZY­TYW­NYCH DOŚWIAD­CZEŃ

Od lat sys­te­ma­tycz­nie gro­ma­dzone są dane pocho­dzące z tysięcy badań poziomu szczę­ścia u przed­sta­wi­cieli roz­ma­itych kul­tur, zawo­dów, reli­gii, warstw spo­łecz­nych i grup eko­no­micz­nych. Wyko­rzy­stuje się w nich różne metody badaw­cze, z któ­rych jedną jest „rekon­struk­cja dnia”. Łączy się ona z pro­wa­dze­niem zapi­sków i wypeł­nia­niem dłu­ga­śnych kwe­stio­na­riu­szy wyszcze­gól­nia­ją­cych wszystko, co robiło się poprzed­niego dnia i z kim się prze­by­wało, oraz pozwa­la­ją­cych oce­nić emo­cje towa­rzy­szące poszcze­gól­nym zda­rze­niom.

 

Metodę tę zasto­so­wano pod­czas badań 900 tek­sań­skich kobiet. Rezul­taty były zadzi­wia­jące. Oka­zało się, że pięć naj­bar­dziej pozy­tyw­nych zajęć to (w porządku male­ją­cym): seks, spo­tka­nia towa­rzy­skie, relaks, modli­twa lub medy­ta­cja oraz jedze­nie. Po nich nastę­po­wały gim­na­styka i oglą­da­nie tele­wi­zji. Daleko na końcu listy zna­la­zło się „opie­ko­wa­nie się dziećmi”, które upla­so­wało się za goto­wa­niem i tuż przed pra­cami domo­wymi!

W bada­niach ogól­no­kra­jo­wych nato­miast ludzie czę­sto twier­dzą, że dzieci są dla nich naj­więk­szym źró­dłem zado­wo­le­nia. W son­dażu prze­pro­wa­dzo­nym w grud­niu 2004 roku przez cza­so­pi­smo „Time” około 35 pro­cent czy­tel­ni­ków umie­ściło dzieci i wnuki na samym szczy­cie listy. Jak więc wyja­śnić waha­nia w oce­nie pozy­tyw­nych doświad­czeń i zajęć przy­no­szą­cych naj­wię­cej satys­fak­cji?

Psy­cho­log Daniel Kah­ne­man z Prin­ce­ton Uni­ver­sity przy­pi­suje je zasad­ni­czej róż­nicy, jaka wystę­puje pomię­dzy „doświad­cza­niem” a „zapa­mię­ty­wa­niem” sie­bie. Jego bada­nia wska­zują, że na to, co zapa­mię­tu­jemy z danego prze­ży­cia, szcze­gólny wpływ mają zwią­zane z nim wyże i niże emo­cjo­nalne oraz jego zakoń­cze­nie. Tak więc, jeśli na początku waka­cji we Wło­szech jakiś kie­rowca zatrąbi na cie­bie, gdy będziesz pró­bo­wał prze­bić się przez uliczne korki, nie­wy­klu­czone, że zepsuje ci to humor i mocno zapad­nie w pamięć. To samo zda­rze­nie pod koniec waka­cji, kiedy będziesz wypo­częty i będziesz miał przy­jemne wspo­mnie­nia zwią­zane ze smacz­nymi posił­kami i inte­re­su­ją­cymi wyciecz­kami, wywrze na tobie o wiele mniej­sze wra­że­nie.