Zawsze wierna – opowiadanie erotyczne

Tekst
Autor:Lisa Vild
Z serii: LUST
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lisa Vild

Zawsze wierna - opowiadanie erotyczne

Tłumaczenie: Ordentop

Lust

Zawsze wierna - opowiadanie erotyczne

Tłumaczenie: Ordentop

Tytuł oryginału: Alltid trogen

Język oryginału: szwedzki

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2019, 2021 Lisa Vild i LUST

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726334722

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

Elin wchodzi do ciemnego, zadymionego pomieszczenia, choć tak naprawdę nie przepada za imprezami i klubami. Jest za głośno i za duży tłum na zbyt małej przestrzeni. Ale chyba najbardziej chodzi o to nieprzyjemne poczucie osamotnienia wśród ludzkiej masy. Wszyscy, których widzi wokół siebie, emanują szczęściem i radością, rozbawieni i uśmiechnięci tańczą i śpiewają. Natomiast Elin czuje się tu absolutnie nie na swoim miejscu, po prostu obca.

Przyszła tu z koleżankami, z tym że one czują się tu jak u siebie i są w imprezowych nastrojach, a ich entuzjazm jest zaraźliwy. Dlatego mimo negatywnego nastawienia przez głowę Elin przebiega myśl, że w sumie może być to dość udany wieczór. Ale jeśli ma go przetrwać, musi wlać w siebie kilka piw, żeby się odprężyć. Z tą myślą i ze wzrokiem utkwionym w barze dryfuje przez morze ludzi.

Przy barze jak zawsze jest koszmarny ścisk, ale z determinacją, która może cechować tylko studenta kupującego piwo z dużym rabatem, Elin udaje się przepchnąć do przodu, a po chwili składa zamówienie u tyczkowatego chłopaka, który wygląda, jakby był na granicy niepełnoletniości.

Gdy wlewa chłodne piwo do ściśniętego gardła, czuje, jak pod jego wpływem napięte mięśnie karku trochę się rozluźniają. Rozgląda się wokół. Jest godzina dwudziesta druga trzydzieści cztery, a marzy tylko o tym, by pojechać do domu, do swojego partnera, wśliznąć się do ciasnego łóżka o szerokości stu dwudziestu centymetrów i zasnąć obok Sama.

– Chodź, zatańczymy –wrzeszczy jej do ucha Joel, próbując przekrzyczeć muzykę i gwar, a potem łapie Elin za ramię i ciągnie ją na ciasny i pełen ludzkiego potu parkiet.

Zaczynają tańczyć, a wokół Elin wszystko wokół się rozmywa. Nie ma już znaczenia potworna ciasnota, napaleni i obmacujący ją faceci czy to, że ktoś tak bardzo się uchlał, że rzyga w kącie. Jest tylko ona, muzyka i jej oddech.

W pewnym momencie Elin wykrzykuje:

– Potrzebuję powietrza! Idzie ktoś do palarni?

Ale nikt ze znajomych nie ma na to ochoty, więc na chwiejnych nogach sama wychodzi z ciasnego lokalu i dociera do palarni. Choć to może za dużo powiedziane, bo cała ta palarnia to niewielkie podwórko z długą ławką i ogromną popielniczką.

Elin popatruje wokół, ale widzi tylko migające na ciemnym nocnym niebie gwiazdy. Rozluźnia się, oddycha z ulgą, bo ku jej radości nie ma tu żywej duszy. Siada na ławce i opiera brodę na podciągniętych kolanach. Zamyka oczy i głęboko wdycha świeże powietrze. Wdech. Wydech. Kiedy będzie mogła wrócić do domu? Dopiero co tu przyszli całą grupą i wypili zaledwie po jednym piwie, więc na powrót jest jeszcze zbyt wcześnie. Zbyt nudno.

Gdy tak trwa w zadumie, otwierają się drzwi i głośna muzyka wdziera się do palarni, zaburzając ciszę chłodnego jesiennego wieczoru, a potem zamiera równie nagle, jak się pojawiła.

– Cześć. – Elin podnosi wzrok i napotyka parę przyjaznych brązowych oczu.

Mężczyzna jest wysoki, ciemnowłosy i ma mocno podkręcone woskiem wąsy, przez co wygląda, jakby znalazł się w niewłaściwej epoce. Uśmiecha się ostrożnie i siada na drugim końcu długiej ławki.

Elin w odpowiedzi kiwa głową i zapada cisza.

Nieznajomy bezskutecznie próbuje zapalić papierosa, wyrzuca zużytą zapalniczkę do popielniczki i pyta:

– Może masz ognia?

Elin nerwowo grzebie w kieszeni i wyjmuje zapalniczkę. Jest fioletowa, z nadrukiem przedstawiającym nagiego i muskularnego mężczyznę z niesamowicie kształtnymi pośladkami. To jej najładniejsza zapalniczka, do tego podsuwająca dobry sposób na zaczęcie rozmowy.

Mężczyzna przysuwa się na ławce, a ona wyciąga rękę z zapalniczką, zapala mu papierosa i obserwuje, jak nieznajomy najpierw wciąga dym do płuc, a następnie go wypuszcza. Jest biały i puszysty na tle granatowego nieba.

– Dzięki. –Uśmiecha się do niej.

Trzęsącymi się dłońmi Elin też zapala sobie papierosa, a mężczyzna zerka na nią z ciekawością, na co odpowiada słabym uśmiechem.

– Czemu siedzisz tu całkiem sama? – pyta, lekko przekrzywiając głowę.

– Tak naprawdę to chcę wracać do domu. Nie czuję się za dobrze. – Słowa wydobywają jej się z ust, zanim zdążyła pomyśleć, ale gdy już to powiedziała, dociera do niej, że taka jest prawda. Nie czuje się zbyt dobrze i na pewno ma to związek z tym, że wszyscy są zadowoleni i oczekują, że ty też będziesz, tymczasem jest wprost przeciwnie. I staje się to jeszcze bardziej dołujące.

– Rozumiem. Jesteś przygnębiona, czy tak?

Ten mężczyzna nie wygląda na zaniepokojonego czy przestraszonego. Nie wygląda też na kogoś, kto chce wziąć nogi za pas, wejść do środka i w tańcu zapomnieć o ich rozmowie. Elin napotyka jego ciepłe, przyjazne, niezachwiane spojrzenie.

– Tak – odpowiada.

Gdy mężczyzna kiwa głową, Elin w tym kiwnięciu odczytuje wszystko. On doskonale wie, jak to jest. Przysuwa się do niej jeszcze bliżej i kontynuują rozmowę. Drzwi się otwierają i pojawia się grupa palaczy, ale szybko znika, bo jest cholernie zimno.

– Jak masz na imię? – Mężczyzna przysunął się już bardzo blisko, a ich zabarwione na biało oddechy mieszają się.

– Elin.

Widzi, jak po jej odpowiedzi jego źrenice się rozszerzają.

– Elin – powtarza, wypuszczając powietrze. I robi to zbyt blisko niej. – Ja jestem Roland. – Uśmiecha się tak jakoś specyficznie.

Elin orientuje się trochę za późno, że coś się dzieje. Jego spojrzenie znacząco przemyka między jej oczami a wargami, a ona dobrze wie, co to oznacza, czyli do odebrania jakich sygnałów próbuje ją nakłonić.

Elin reaguje natychmiast. Czuje łaskotanie w brzuchu i ciepło między nogami. Ma pełną świadomość, jak bardzo Roland jej pragnie, i przyprawia ją to o szaleństwo.

Z westchnieniem odwraca wzrok, ponaglając się w duchu: No dawaj, znajdź temat do rozmowy, to może być cokolwiek.

W spoconej ręce ściska zapalniczkę z nagim mężczyzną i rozchichotana wyciąga ją przed siebie.

– Czy to nie najładniejsza zapalniczka, jaką kiedykolwiek widziałeś? –

– Tak, bardzo ładna – odpowiada z uśmiechem.

Ale ten moment już minął. Niebezpieczne wibracje, które wyczuwała między nimi, zniknęły pośród nocy.

Roland wyjmuje zapalniczkę z jej dłoni i zapala kolejnego papierosa. Gdy ją oddaje, palce muskają jej dłoń i przechodzi to przez całe jej ciało niczym prąd. Elin się czerwieni i spuszcza wzrok na ziemię, na swoje stare znoszone martensy i żwir zmieszany z popiołem.

– No więc Elin… – zaczyna tak jakby trochę filuternie – może zgadniesz, ile mam lat?

Uważnie mu się przygląda, kontempluje wąsy, włosy, oczy z drobniutkimi zmarszczkami, gdy się uśmiecha. Jest starszy od niej, i to sporo. Ale ile?

– Hmm… dwadzieścia osiem? – Gdy Roland unosi brwi i prycha, Elin dodaje ze śmiechem: – Co? Mów! Ile masz lat?

– Tyle, że jestem dla ciebie stanowczo za stary. A tak w ogóle ile ty masz lat? Osiemnaście? – Przeczesuje ręką włosy i wzdycha z rezygnacją.

– Przestań, wcale nie jesteś. Tak naprawdę mam dwadzieścia jeden.

– Dwadzieścia jeden. Wow. – Napotyka jej spojrzenie, po czym wybuchają śmiechem. – Ale to prawda, jestem cholernie stary.

Elin patrzy mu prosto w oczy i nagle jakby całe te wibracje powróciły. Jej wargi się rozchylają, a słowa jakby same płyną z ust:

– Lubię starszych mężczyzn. – Po tym jej oświadczeniu zapada między nimi milczenie.

Roland przypatruje się jej, jakby chciał sprawdzić, czy mówi poważnie, czy nie. Po jej postawie widać, że powiedziała to serio, jednak on nie jest przekonany. Gdy Elin nie spuszcza z niego wzroku, Roland wzdycha i wreszcie się poddaje.

– Trzydzieści osiem. Mam trzydzieści osiem lat.

Jej pierwszą myślą jest: „Ojej”. Ale on wygląda tak bezradnie, gdy tak tu siedzi z podkręconymi wąsami.

– O czym myślisz? – pyta, gdy Elin nadal nic nie mówi.

– Trzydzieści osiem to jeszcze nie tak źle. To… w sumie prawie seksowne. – Co ona gada? Wygląda to tak, jakby wszystko, co tylko Elin pomyśli, od razu wydobywało się z jej ust, zanim zdąży się zastanowić, czy wypada to powiedzieć, czy nie.

Akurat tego nie wypada, w ogóle nie wypada, bo kilkadziesiąt kilometrów dalej w łóżku leży Sam i czeka, aż Elin wróci do domu i wśliźnie się pod ich wspólną kołdrę. A ona tu siedzi i bezwstydnie flirtuje z obcym facetem.

Jej słowa wprawiają go w zdumienie. Może się spodziewał, że się zaśmieje lub zgodzi, że to za dużo, i pójdzie w swoją stronę? Milczenie gęstnieje, napięcie się nasila. Roland przypatruje się jej intensywnie, jego spojrzenie znów wędruje od jej warg do oczu i z powrotem. Elin je odwzajemnia. Nie odwraca wzroku, chociaż powinna. I gdzieś w głębi siebie doskonale wie, jakie to fascynujące. I że podoba się jej skierowana na nią uwaga.

– Naprawdę chciałbym cię pocałować – mówi, wstrzymując oddech i rozchylając wargi. – Mogę?

 

To, że pyta, zamiast po prostu to zrobić, przyprawia ją niemal o omdlenie. Chce się zgodzić. Chce krzyknąć „Pocałuj mnie!” i poczuć jego miękkie wargi na swoich.

– Nie, nie da rady, niestety – mówi przepraszająco, czując przy tym wielki żal.

Patrzy na nią zdezorientowany, ale bez złości czy gniewu, jak w takiej sytuacji patrzyłby na nią każdy inny

– Mam chłopaka – dodaje Elin, na co Roland kiwa głową i znowu zapada milczenie.

Elin patrzy na niego i czuje, jak serce bije jej mocno w piersi. Jeszcze nikt nie spytał jej o pocałunek. W swoich fantazjach często wyobrażała sobie, że po prostu ktoś mocno i namiętnie ją całuje, i to było najseksowniejsze. Jest więc zszokowana, że tak się czuje po tym, jak o ten pocałunek spytał.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?