Powrót Anny

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Doktorze Alderman, przejdźmy do rzeczonej nocy dziesiątego maja, dobrze?

Noah głęboko zaczerpnął powietrza.

ROZDZIAŁ SZESNASTY

MAGGIE − PRZED

Maggie weszła po schodach do pokoju w Congreve Inn, za nią podążała Anna z torbą podręczną. Była zachwycona, że Anna woli spędzić noc z nią, a nie w internacie, i już załadowały jej rzeczy do bagażnika. Ruszyły w stronę drzwi, Maggie wyjęła klucz.

– Anno, umieram z głodu, a ty? Może zamówimy jedzenie do pokoju?

– Super. − Anna wtaszczyła torbę na podest. − Podobno mają rewelacyjny room service. Słyną z zapiekanki z bakłażana z miejscowymi serami. Rodzice wszystkich zaparkowanych tutaj się zatrzymują.

– Już nie jesteś zaparkowana. − Maggie weszła do pokoju i przekręciła wyłącznik światła. Zapaliły się staroświec­kie kryształowe lampy na nocnych stolikach. W pokoju stały dwa dwuosobowe łóżka z baldachimami z cienkiej bawełny w groszki, obite perkalem fotele pasowały do spłowiałej kwiecistej tapety, na oknach wisiały perkalowe zasłonki. Wnętrze było czarujące.

Anna wniosła torbę do pokoju.

– Łóżka z baldachimem! Uwielbiam je.

– Rozgość się, a ja zamówię dwie zapiekanki z bakłażana. Co powiesz na sałatkę?

– Świetnie! − Anna zdjęła kurtkę i usiadła na łóżku.

– Zamówimy też deser. − Maggie podeszła do komody, na której pod szkłem leżało menu. − Do wyboru jest cytrynowe ciasto z makiem, ciasto czekoladowe, pudding chlebowy…

– Pudding!

– Węglowodany raz! − Maggie też uwielbiała pudding chlebowy. Zarzuciła dietę, ale to była wyjątkowa okazja. To dziewczynka! − pomyślała, choć nie powiedziała tego na głos.

– Chcesz obejrzeć film? Możemy wybrać któryś z darmowych. − Anna wzięła do ręki pilot, włączyła telewizor stojący na komodzie i zaczęła przeskakiwać po kanałach. − Jest weekend, a zresztą nie chodzę już do szkoły.

– Jasne. − Maggie podniosła słuchawkę i nacisnęła klawisz room service. − W poniedziałek zapiszę cię do Lower Merion. Nie chcę, żebyś straciła za dużo czasu.

– Będę nowa − zachmurzyła się Anna.

– Poradzisz sobie bez problemu. − Maggie złożyła zamówienie i odłożyła telefon. − Moja mama powtarzała: „Kiedy jedne drzwi się zamykają, otwierają się inne”.

– Moja babcia tak mówiła? − Anna się uśmiechnęła.

– Oraz „nie śpiewaj przy stole” i „nie nabieraj tak dużo na widelec”. − Maggie od wieków o tym nie myślała. Wspomnienia przywołała obecność Anny i poczuła przy sobie ducha matki cieszącej się jej szczęściem.

– Jak się nazywała?

– Cecilia Theresa Macari Ippoliti. Brzmi majestatycznie, co?

Anna się roześmiała.

– Mogę zobaczyć jej zdjęcia, kiedy będziemy w domu?

Dom.

– Jasne. − Serce Maggie wezbrało wzruszeniem. − Wybierzmy film i zaczynajmy nocną imprezę.

– Może ten? − Anna podświetliła tytuł Top Gun na ekranie. − Zawsze chciałam go obejrzeć.

– Twoje wykształcenie jest niekompletne, jeśli nie widziałaś Top Gun.

– Ha! Pieprz się, Congreve! − Anna włączyła film.

– Poleniuchujmy, dopóki nas nie nakarmią. − Maggie zrzuciła buty i padła na środek łóżka.

– Proszę, już − powiedziała Anna. Czołówce filmu towarzyszył rytmiczny motyw przewodni.

– Pogłośnij, dziewczyno! Inaczej stracisz cały efekt.

– Naprawdę? − Anna spojrzała na nią nieśmiało.

– Tak, podkręcaj!

– Ha! − Anna nieznacznie pogłośniła, po czym położyła się na poduszce i wskazała baldachim w groszki. − Te kropki są jak gwiazdy na białym niebie. Albo płatki śniegu w zawiei.

Maggie uniosła wzrok i pomyślała, że Anna ma rację.

– Poetycko to określiłaś. Lubisz poezję?

– Tak, a ty?

– Lubię, choć nie zawsze ją rozumiem.

– Ja też, mimo to piszę wiersze. Próbowałam wydrukować je w czasopiśmie poetyckim „The Zephyr” w Congreve, ale ich nie przyjęli. Kilka dałam do przeczytania Ellen.

– Ja też bardzo bym chciała je przeczytać.

– Dobra, ale przegapimy akcję, jeśli będziemy gadać. − Anna poprawiła się na łóżku. Maggie spojrzała na ekran, gdzie toczyła się bitwa pomiędzy myśliwcami odrzutowymi. Nagle sobie przypomniała, że to film o pilotach, z których jeden ginie. Zganiła się w myślach, niepewna, jak zareaguje Anna, skoro tak zginął Florian.

– Anno, może powinnyśmy obejrzeć jakiś romans albo coś.

– Nie, ten jest super − odparła Anna, wpatrując się znowu w ekran. − Kim są ci źli faceci, do których strzelają?

– To akademia dla pilotów myśliwców. Ćwiczą. − Maggie poprawiła się na poduszce, nadal pełna obaw. Anna obgryzała paznokcie, pochłonięta walką lotników, w trakcie której pilot imieniem Cougar dostał ataku paniki.

– Tak trzymać, Maverick!

– Tom ratuje sytuację. − Maggie bardziej się zdenerwowała przy następnej scenie, gdy dowódca ochrzania Mavericka i jego partnera przezwiskiem Goose, który później zginie.

– Rozumiem. Chce być numerem jeden. Testosteron, no nie?

Maggie wpatrywała się w Goose’a.

– Anno, nadal się zastanawiam, czy powinnyśmy oglądać właśnie ten film. Są w nim smutne sceny i opowiada o pilotach.

Anna spojrzała na nią; zrozumiała, o co chodzi Maggie.

– Nic mi nie będzie. Nie jestem małą dziewczynką.

– W porządku − odparła Maggie, choć jej niepokój wcale nie osłabł, gdy na ekranie jedna kultowa scena następowała po drugiej. Przyniesiono jedzenie, powietrze wypełniły cudowne aromaty pomidorów i mozzarelli. Nie odrywając wzroku od ekranu, Anna postawiła swoją tacę na łóżku.

– Jester wygląda na świra − oznajmiła. Popijając napój, obserwowała kolejną potyczkę w powietrzu.

– Bo nim jest. − Maggie zaczęła jeść zapiekankę z bakłażana. Anna najwyraźniej świetnie się bawiła, śmiała się, kiedy w akcji nastąpiła zmiana i bohaterowie grali w siatkówkę plażową.

– Ci faceci to niezłe ciacha! − Anna jadła z apetytem, Maggie też i obie skończyły posiłek, żartując o filmie. Zapadło niezręczne milczenie, kiedy doszło do sceny miłosnej. Maggie w głowie się nie mieściło, jak mogła być taka głupia, wybierając film z seksem i śmiercią na swój pierwszy wieczór z córką. Wreszcie ekran nieuchronnie wypełniła fatalna w skutkach bitwa powietrzna.

– O nie − jęknęła Anna, gdy myśliwiec wykonał korkociąg i zaczął tracić wysokość. Scena była tak realistyczna, że Maggie wyobraziła sobie Floriana w czasie katastrofy i zastanawiała się, jak wyglądały jego ostatnie chwile.

– O nie! − powtórzyła Anna na widok katapultującego się Goose’a, który jednak bez życia ze spadochronem opada na ziemię. Wstrząśnięta odwróciła się do Maggie. Miała rozchylone usta i oczy pełne łez.

– Anno, bardzo mi przykro. − Maggie pospiesznie wstała, podeszła do córki i ją przytuliła. Dziewczyna wybuchnęła płaczem.

– Wiem… to tylko film… ale…

– Wszystko w porządku, skarbie. − Maggie tuliła Annę i gładziła ją po wstrząsanych szlochem plecach. Wyczuwając wielki smutek córki, przysięgła sobie, że nigdy więcej jej nie zawiedzie.

Choćby nie wiem co.

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

NOAH − PO

PIĄTY DZIEŃ PROCESU

Noah powiódł spojrzeniem po galerii, ale Maggie się nie zjawiła. Poczuł ulgę, że zostanie jej oszczędzone jego zeznanie.

Linda stała przed miejscem dla świadka, mocno zapierając się nogami w podłogę.

– Doktorze Alderman, wróćmy do tamtego wieczoru, gdy Anna została zamordowana. W trakcie przesłuchania przez obronę zeznał pan, że wyszedł z pracy o osiemnastej trzydzieści, czy tak?

– Tak.

– I pojechał pan prosto na siłownię?

– Tak.

– Dojazd do siłowni zajął panu około dwudziestu minut, mam rację?

– Tak.

– Miał pan ze sobą telefon komórkowy?

– Tak.

– Nie prowadził pan żadnych rozmów telefonicznych, jadąc na siłownię?

– Nie prowadziłem.

– Czy próbował pan przeprowadzić rozmowę telefoniczną w drodze na siłownię?

– Tak, próbowałem zadzwonić do żony. To znaczy zadzwoniłem i chciałem z nią porozmawiać.

Linda uśmiechnęła się lekko.

– Jest pan precyzyjny, prawda?

Noah założył, że to było pytanie retoryczne. Był precyzyjny jako pediatra alergolog. Nie znał nikogo, kto chciałby się leczyć u nieuważnego lekarza.

– Ale pańska żona nie odebrała, czy tak?

– Nie odebrała.

– Nie zostawił pan wiadomości?

– Nie.

– Nie mieszkał pan wtedy z żoną, prawda?

– Nie.

– Wyprowadził się pan na żądanie żony, tak było?

– Tak. − Noah pamiętał każdą minutę; nawet wtedy, gdy to się działo, myślał, że zdoła wszystko naprawić. Wiedział, że Maggie kocha go tak mocno jak on ją, głęboko i prawdziwie, że ta miłość nadal w niej jest, tylko przyczaiła się w trudnym okresie, jak to bywa w małżeństwie. Ale zapuściła korzenie, wsączyła się w kości. Zmieniła na zawsze, rekonfigurując DNA. Noah po poznaniu Maggie był innym człowiekiem.

Linda przekrzywiła głowę.

– Przyjechał pan do siłowni około osiemnastej pięćdziesiąt, czy tak?

– Tak.

– I zostawił pan samochód na parkingu za siłownią?

– Tak. − Noah omówił tę kwestię z Thomasem, który go przestrzegł, że to zdradzieckie terytorium.

– Doktorze Alderman, pozwoli pan, że przedstawię dowód rzeczowy oskarżenia numer czterdzieści dwa. − Linda położyła przed Noahem jego iPhone, który policja skonfiskowała w wieczór morderstwa Anny. Nie widział go od tamtego czasu i teraz komórka z całą zawartością, rozkładem zajęć, fotografiami, kalendarzem pylenia roślin, playlistami z muzyką klasyczną, wydała mu się artefaktem z dawnego życia. Prokuratorka wskazała aparat. − Proszę sprawdzić, czy to pański telefon. Jest naładowany.

 

Noah wziął komórkę i włączył, na ekranie pojawiła się fotografia jaśniejących w uśmiechu Maggie i Caleba. Chłopiec w nagrodę za postępy dostał od logopedy dyplom i czapkę.

– To pański telefon?

– Tak. − Noah położył go na blacie. To było jego dawne życie, tak nieodwołalnie minione jak dinozaury. Wymarłe.

– Proszę otworzyć esemesy, ja w tym czasie pokażę na ekranie dowód rzeczowy oskarżenia numer czterdzieści trzy.

Thomas pospiesznie wstał.

– Sprzeciw, wysoki sądzie. Powtarzam sprzeciw, który zgłosiłem w trakcie przesłuchiwania świadków oskarżenia, a mianowicie że esemes nie jest dowodem dopuszczalnym, ponieważ jego autentyczność nie została właściwie zweryfikowana zgodnie z zasadami z procesu Kocha i tym samym jest dowodem ze słyszenia.

Linda odwróciła się do sędziego Gardnera.

– Wysoki sądzie, tak jak wcześniej rozstrzygnięcia z procesu Kocha nie wykluczają dopuszczenia tego esemesa. Sąd Najwyższy i proces Kocha stanowią jasno, iż autentyczność tego esemesa może zostać potwierdzona przez okoliczności, takie jak zachodzące w tym przypadku, a polegające na tym, że osoby trzecie nie korzystały stale z telefonu i nie był on przechowywany w łatwo dostępnym miejscu. Nie jest to dowód ze słyszenia, ponieważ celem przedstawienia go nie jest dowiedzenie prawdziwości stanu faktycznego.

Sędzia Gardner spojrzał na Noaha.

– Doktorze Alderman, czy osoby trzecie miały zwyczaj stale korzystać z pańskiego telefonu za pana pozwoleniem?

– Nie, wysoki sądzie.

– Dziękuję. − Sędzia skinął głową. − Sprzeciw odrzucony, dopuszczam esemes.

Thomas usiadł z rezygnacją, Linda dała znak asystentowi. Na ekranie pojawił się w bardzo dużym powiększeniu tekst:

Anno, spotkasz się ze mną w moim domu o 21.15? Jest mi przykro i chciałbym wyjaśnić sprawę. Proszę, nie mów mamie.

– Doktorze Alderman, czy to jest ostatni esemes w pańskim telefonie?

– Tak.

– Czy został wysłany dziesiątego maja w wieczór, kiedy Anna została zamordowana?

– Tak.

– Esemes wysłano o osiemnastej pięćdziesiąt pięć tamtego wieczoru, czy tak?

– Tak.

– Skierowany jest do Anny, co oznacza, że do niej został wysłany, zgadza się pan?

– Tak.

– Nie dostał pan odpowiedzi, prawda?

– Nie.

– Pozwolę sobie przedstawić teraz dowód rzeczowy oskarżenia numer czterdzieści cztery, który został przyjęty wcześniej. Są to billingi z iPhone’a Anny. − Na ekranie pojawił się rejestr esemesów. − Doktorze Alderman, czy widzi pan, że Anna otrzymała wiadomość z pańskiego telefonu mniej więcej po minucie od wysłania jej?

– Tak.

Na znak Lindy asystent znowu wyświetlił na ekranie tekst wiadomości.

– Doktorze Alderman, czy wysłał pan esemesa Annie, by zwabić ją do swojego domu i podjąć kolejną próbę napastowania seksualnego?

– Nie.

– Ale wiadomość brzmi: Anno, spotkasz się ze mną w moim domu o 21.15? Jest mi przykro i chciałbym wyjaśnić sprawę. Proszę, nie mów mamie. Czy nie tak?

– Tak.

Linda zmarszczyła czoło.

– Zapytam ponownie, czy wysłał pan tę wiadomość Annie, by skłonić ją do przyjścia do pańskiego domu?

– Nie. − Noah zamrugał, czekając na kolejne pytanie. Nie widział Thomasa, bo Linda stała przed nim, zasłaniając mu widok. Podejrzewał, że robi to specjalnie.

– W takim razie o co panu chodziło, kiedy napisał pan do Anny: Anno, spotkasz się ze mną w moim domu o 21.15? Jest mi przykro i chciałbym wyjaśnić sprawę. Proszę, nie mów mamie?

– Nie napisałem tego esemesa. Wysłano go z mojego telefonu, ale ja go nie wykonałem.

– Słucham? − Linda otworzyła usta. Widzowie na galerii wyglądali na zaskoczonych, rysownik sądowy zaczął szkicować. Thomas nie chciał, by Noah to powiedział, ale nie miał wyjścia.

Maggie wciąż nie było.

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

MAGGIE − PRZED

Maggie jechała do domu z Anną, która wyglądała świeżo i ślicznie z włosami upiętymi w koński ogon. Była ubrana w sukienkę na ramiączkach w niebieskie groszki i dżinsową kurtkę. Maggie nigdy dotąd nie czuła się tak szczęśliwa. Nie potrafiła uwierzyć, że wraca do domu ze swoją córką.

– To nasza ulica − zaświergotała niczym pilot wycieczki. − Merion Avenue.

– Jak tu ładnie! Tyle drzew tu rośnie.

– Poczekaj, aż zobaczysz mój ogród.

Anna spojrzała na nią z uśmiechem.

– Zawsze chciałam nauczyć się ogrodnictwa.

– Ja też − odparła Maggie i obie wybuchnęły śmiechem. Ruszyła w dół zbocza; po drodze mijały stare kamienne domy i potężne dęby. Sąsiedzi przycinali żywopłoty, wykładali mulczem grządki, wyjmowali rzeczy z bagażników. Nikt nie miał pojęcia, że Maggie ma córkę, ale wkrótce wszyscy się dowiedzą.

– Nasz dom jest po lewej czy po prawej?

Nasz dom.

– Po lewej. Ten z żółtymi okiennicami. I muszę ci o czymś powiedzieć. Caleb cierpi na apraksję, co oznacza, że mówi dość wolno i z przerwami.

– Och. − Anna na nią spojrzała. − Widziałam coś o tym na twoim Facebooku. Kiedy dostał nagrodę.

– Właśnie. − Maggie wróciła myślami do ceremonii, którą zorganizował logopeda. − Świetnie sobie radzi. Po prostu bądź cierpliwa. Bywa skrępowany przy ludziach, których nie zna.

– Jasne, nie ma problemu.

– Dzięki. − Maggie skręciła swoim subaru na podjazd i zobaczyła, że frontowe drzwi są otwarte. Wysłała esemesa Noahowi, kiedy wylądowały, a on odpisał typowym dla siebie OK.

– Piękny dom! − Anna rozejrzała się wokół.

– A oto i chłopcy. − Maggie wyłączyła silnik, z domu wyszli Noah i Caleb. − Hej, poznajcie Annę.

– Witajcie w domu, drogie panie! − Noah ruszył ku nim z szerokim uśmiechem. Maggie wysiadła z samochodu, widząc tak samo, jak musiała widzieć Anna, idealnego tatę z przedmieścia w białej koszulce polo i wyprasowanych spodniach khaki. Wyglądał, jakby zszedł z reklamy marki Dockers, ale był seksowny.

Noah mocno uściskał żonę.

– Skarbie, tak się cieszę! To cudowny dzień!

– Prawda? − Maggie wypuściła go z objęć i wskazała Annę. − Noahu, poznaj Annę. Anno, to Noah i Caleb.

– Witaj, Anno, bardzo mi miło, że mogę cię poznać. − Noah wyciągnął rękę, którą Anna z uśmiechem uścisnęła.

– Bardzo dziękuję, że mnie przyjąłeś do swojego domu.

– Mag, mamy pizzę! − zawołał Caleb, owijając wokół niej kościste ręce. − To niespodzianka!

– Już nie! − roześmiał się Noah.

– Superpomysł! − Maggie uścisnęła Caleba, uświadamiając sobie, że nie miała okazji, by przygotować go na spotkanie z Anną. − Calebie, to jest Anna, moja córka. Mówiłam ci o niej. Będzie z nami mieszkała.

– Anna, lubisz pizzę? − Caleb uniósł ku niej wzrok, uśmiechając się nieśmiało.

– Tak, to moje ulubione danie. − Anna odwzajemniła uśmiech.

– A jakie dodatki lubisz? − zapytał Caleb; słowa wyjątkowo gładko płynęły mu z ust.

– Wolę bez dodatków.

– Ja też! − Caleb tryskał radością. Maggie i Noah wymienili spojrzenia. Maggie była pewna, że Noah przećwiczył zdania z Calebem − kolejna sztuczka, której się nauczyli, przewidując zwroty potrzebne przy spotkaniu z nowymi ludźmi. Poza tym Caleb uwielbiał pizzę i bez wątpienia dlatego Noah ją zamówił. Maggie ogarnęła wdzięczność dla męża. Położyła mu dłoń na ramieniu.

Noah ją objął.

– Chodźmy do domu, chcemy ci coś pokazać.

– To tajemnica! − Caleb pobiegł do drzwi, wymachując rękami; Maggie wiedziała, że chłopiec popisuje się przed Anną, co uznała za urocze.

– Proszę − powiedział Noah, przytrzymując drzwi. Caleb, Anna i Maggie weszli. − Calebie, oprowadźmy Annę po domu, zanim pokażemy jej niespodziankę.

– Dobrze – zgodził się Caleb, ale już bez entuzjazmu.

Maggie poszła przodem.

– To pokój rodzinny − oznajmiła. Był przestronny i wysoki, z ciepłą sosnową podłogą przykrytą dywanem marki Karastan w granatowy wzór i sofami w granatową kratę ustawionymi przed kominkiem z ceglanym murkiem. Dzięki oknom na ścianie frontowej i bocznej miał dużo światła i powietrza.

– A tu jest jadalnia, z której nigdy nie korzystamy. − Maggie poprowadziła ich przez jadalnię, w której dominował irlandzki wiejski stół kupiony przez nią w New Hope. Miał rustykalne wykończenie i pasował do sosnowej komody pod oknami po prawej stronie.

– Śliczny stół. − Anna przesunęła opuszką palca po blacie.

– Teraz kuchnia − oznajmiła Maggie. Białe szafki miały szklane drzwiczki, blaty były z białego granitu, okna wychodziły na południe, zapewniając dużo słońca. − Dodaliśmy okna nad zlewem, żebym mogła patrzeć na ogród.

– Trwało to całą wieczność − wtrącił Noah.

– Tylko pięć miesięcy. − Maggie poklepała kuchenną wyspę, przy której jedli większość posiłków. Stały przy niej tylko trzy taborety, zanotowała więc w myślach, by dokupić jeszcze jeden. − A w tej wyspie są półki na książki kucharskie. Super, co?

– Super. − Anna powiodła wzrokiem po książkach. − Lidia Bastianich. Kierownik mojego internatu ogląda jej program telewizyjny.

Caleb przestąpił z nogi na nogę.

– Możemy teraz pokazać niespodziankę?

Maggie i Noah otworzyli usta, by odpowiedzieć, ale ubiegła ich Anna.

– Caleb, chcę zobaczyć niespodziankę! Prowadź! − Podała mu rękę, a Caleb pociągnął ją w kierunku schodów.

– My za wami. − Maggie spojrzała na Noaha, który ją objął.

– Początek zapowiada się dobrze − szepnął jej do ucha.

– Wiem − odszepnęła. Ruszyli po schodach i kiedy dotarli na pierwsze piętro, Anna i Caleb stali na korytarzu, zaglądając do pokoju. Wcześniej mieścił się tu gabinet Noaha, teraz był pusty, tylko na ścianie wisiał plakat. Caleb napisał na nim kredkami: POKÓJ ANNY!

Maggie głęboko się wzruszyła.

– Skarbie, kiedy to wszystko zrobiłeś?

Noah z uśmiechem wzruszył ramionami.

– Wczoraj wieczorem, razem z Calebem.

– Gdzie są meble?

– W piwnicy. Uznałem, że większy sens ma oddanie jej gabinetu, bo jest przy nim łazienka, a przy pokoju do ćwiczeń nie.

Caleb podbiegł do plakatu.

– Popatrz, Anno!

Anna z zachwytem się roześmiała.

– To takie słodkie! Śliczny plakat i pokój. Jest dwa razy większy od mojego pokoju w internacie!

– I patrz! − Caleb wskazał na dół plakatu, gdzie narysował małe łóżka, fotele, lampy i Ralpha Demolkę. − To nasz kot. Śpi na moim łóżku. Tak wygląda.

– Dziękuję − odparła wesoło Anna. − Nie wiedziałam, że macie kota. Kocham koty!

– Patrz, twoja łazienka. − Caleb pobiegł, żeby zapalić w niej światło. − Ja też mam łazienkę. Oboje mamy.

– To moja własna łazienka? − Anna z uśmiechem wyrażającym zaskoczenie spojrzała Maggie w oczy. − W szkole dzieliłam łazienkę z trzema dziewczynami.

– Fuj! − Caleb zmarszczył nos. Patrząc na niego, Maggie nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz była taka szczęśliwa, i czuła, że wszystko cudownie się układa w jedną całość. Noahowi należał się mocny uścisk za to, że swoim zwyczajem na pierwszym miejscu postawił Caleba i Annę.

Anna zmarszczyła lekko czoło.

– Noahu, mam nadzieję, że nie sprawiłam kłopotu.

Zbył jej wątpliwości machnięciem ręki.

– Absolutnie. Obaj świetnie się bawiliśmy, a pokój w piwnicy jest gotowy.

– Mój mąż jest najwspanialszym facetem na świecie − wtrąciła Maggie.

Czoło Anny się wygładziło.

– Dziękuję. Naprawdę to doceniam.

– Chcesz pomalować ściany? − zapytała Maggie. − Biały jest nudny, nie uważasz?

– Z radością! Na jaki kolor?

– Jaki zechcesz! Pokażę ci narzutę i zobaczymy, co myślisz. To twój pokój, więc ty decydujesz. Wpadnę do sklepu z farbami po próbki.

Caleb złapał Annę za rękę, patrząc na nią jaśniejącym wzrokiem.

– Pokażę ci mój pokój pociągowy.

– Pomocowy? − Anna spojrzała na niego z lekkim zdumieniem.

– Nie! Chodź! − Caleb wyprowadził ją z pokoju na korytarz.

– Cieszę się, że jesteś szczęśliwa, skarbie. − Noah uśmiechnął się do żony, odgarniając kosmyk włosów z jej czoła. − Kocham cię.

– Ja też cię kocham − odparła Maggie, bardziej niż kiedykolwiek o tym przekonana.

– Masz to, czego pragnęłaś, ha?

– Złowiłam swoje życzenie? − Maggie zacytowała powiedzenie Caleba.

Z głębi korytarza dobiegł wybuch śmiechu i oboje poszli do pokoju, w którym Noah i Caleb zbudowali tory dla kolejki w miasteczku otoczonym drzewami, z jeziorem przez Ralpha wykorzystywanym jako miska z wodą.

 

– Anna, patrz! − Caleb przekręcił dźwignię na konsoli, przerzucając pociąg na nowy tor.

– Niesamowite! − Anna z uśmiechem obejrzała się na Maggie.

– Rewelacyjne, prawda? − Maggie doceniała, że Anna tak miło odnosi się do Caleba i jego kolejki. Noah zachęcił go do tego zajęcia, by pomóc mu zbudować poczucie własnej wartości, bo była to czynność niewerbalna.

Caleb pociągnął Annę za kurtkę.

– Chcesz spróbować? Pokażę ci, jak to zrobić. To łatwe.

– Dzięki. − Anna wzięła od niego konsolę i Maggie się wycofała, zabierając Noaha ze sobą.

– Myślę, że ją lubi, prawda?

– Jasne.

– Ładna jest, zgadzasz się? − uśmiechnęła się Maggie.

– Jest piękna. − Noah musnął dłonią policzek Maggie. − Jak jej mama.

Uszczęśliwiona Maggie kiwnęła głową.

– Ma moje dołeczki, zauważyłeś?

– Pewnie, że tak − przyznał Noah z uśmiechem.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?