Więzy krwiTekst

Z serii: Heartland #8
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Zapraszamy na www.publicat.pl

Tytuł oryginału

Thicker Than Water

Projekt serii

ILONA GOSTYŃSKA-RYMKIEWICZ

Ilustracje na okładce

© Working Partners LTD

© zuzule / fotolia.com

Koordynacja projektu

SYLWIA MAZURKIEWICZ-PETEK

Redakcja

URSZULA HAMKAŁO

Korekta

JANINA GERARD-GIERUT

Redakcja techniczna

ADAM KOLENDA

Copyright © Working Partners Ltd, 2002

Heartland is a trademark of Working Partners Ltd.

Polish edition © Publicat S.A. MMIX, MMXIX (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved.

ISBN 978-83-271-5995-3


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej


Spis treści

Dedykacja

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Zapowiedź części 9. „Z każdym nowym dniem”

Specjalne podziękowania dla Lindy Chapman

Dla Elaine

Rozdział 1

Mała klaczka rasy Appaloosa prychnęła i zarzuciła wysoko łbem. Widać było białka jej oczu, każdy mięsień miała napięty.

– Spokojnie, Rosa, spokojnie – szepnęła piętnastoletnia Amy Fleming. W lewej dłoni dziewczyna trzymała uździenicę, a prawą ręką kreśliła małe kółka na szyi źrebaka, oddychając przy tym spokojnie. Ze stajni dochodziły dźwięki codziennej krzątaniny – głosy pracowników, prychnięcia koni, stukot ich kopyt, kroki w przejściu pomiędzy boksami – ale Amy nie była ich świadoma. Jej uwaga skupiała się wyłącznie na klaczce.

– Amy, uważaj na siebie! – zawołała Lou, która stała pod drzwiami boksu wraz z Sheri Hegland, właścicielką Rosy. Amy wyczuła niepokój w głosie siostry, kiwnęła głową w odpowiedzi, ale nie spuszczała wzroku ze źrebaka.

– Spokojnie, malutka – szepnęła. – Nic ci nie zrobię, chcę ci tylko pomóc.

– Zachowuje się tak od początku, odkąd ją kupiłam – powiedziała Sheri. – Strasznie się denerwuje, kiedy tylko próbuję założyć jej uździenicę. Nie wiem, co zrobię, jeśli jej z tego nie wyleczycie.

– Zrobimy wszystko, co w naszej mocy – odparła Lou.

– To musi być niesamowite uczucie pomagać zwierzętom z problemami, źle traktowanym – mówiła Sheri. – To dla pani na pewno ogromna satysfakcja?

Lou odchrząknęła nerwowo.

– Prawdę powiedziawszy, ja nie zajmuję się końmi. To leży w gestii Amy i naszego pomocnika, Trega. Ja tylko pomagam w prowadzeniu interesów.

To wcale nie takie „tylko” poprawiła ją w myślach siostra. Heartland – schronisko dla koni założone przez ich mamę – nie mogłoby funkcjonować, gdyby ktoś nie zajmował się sprawami ekonomicznymi.

To pomyślawszy, Amy z powrotem skoncentrowała się na klaczce. Rosie opuściła nieco łeb i chyba trochę się rozluźniła. Amy podniosła dłoń w kierunku jej uszu, ale w tej samej chwili klaczka zesztywniała. Dziewczyna cofnęła rękę i wróciła do masowania szyi zwierzęcia. Wszystko wskazywało na to, że przyzwyczajenie klaczki do zakładania uździenicy będzie długim i żmudnym procesem. Skoro potrzebna jest cierpliwość, będę cierpliwa, postanowiła Amy.

Dziesięć minut później palce Amy dotarły do końca szyi Rosy. Kiedy przesunęła dłoń w kierunku uszu klaczki, zauważyła długą bliznę biegnącą poniżej lewego ucha. Skąd się wzięła? Wypadek? Złe traktowanie?

– Nie wie pani, skąd ma tę bliznę? – Amy zwróciła się do Sheri.

– Obawiam się, że nie. Nie wiem zbyt wiele o przeszłości Rosy. Kupiłam ją na końskim targu w Maryland jako niewytresowanego źrebaka. Facet, który mi ją sprzedawał, powiedział, że niczego jej nie uczył, oprócz zakładania uździenicy. Była spokojna, ale kiedy na drugi dzień próbował założyć uździenicę ponownie, wpadła w szał, stanęła dęba i zaczęła walić łbem o ściankę boksu.

– Hmm – zamyśliła się Amy. Była pewna, że blizna ma wiele wspólnego z zachowaniem klaczki. Spojrzała jeszcze raz na pysk zwierzęcia: Rosa opuściła łeb, znowu wyglądała na zupełnie spokojną. Amy uznała, że to właściwy moment na założenie uździenicy. Chwyciła mocniej za skórzaną uprzęż i wsunęła ją na pysk źrebaka.

Rosa momentalnie szarpnęła łbem, ale Amy była szybsza. Przełożyła uprząż za uszami klaczki i zapięła sprzączkę.

– Cicho, cicho – uspokajała Rosę.

Klaczka drżała, ale wyciszyła się powoli pod dotykiem palców Amy.

– Doskonale – Lou westchnęła z ulgą.

– Teraz już będzie dobrze – powiedziała szybko Sheri. – Tylko zakładanie uździenicy wywołuje taką reakcję. Na targu miała na sobie uprząż, więc nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzać, czy pozwoli mi ją zdjąć i założyć z powrotem. Potrzymasz ją? Pójdę po derki.

Sheri wyszła ze stajni, a Amy poprawiła gumkę spinającą w kitkę jej długie brązowe włosy.

– Trochę będziemy mieli z tobą pracy – powiedziała i pogłaskała czule Rosę po szyi. Klaczka prychnęła cicho, zupełnie już spokojna.

Lou weszła do boksu. Ta krótkowłosa blondynka zupełnie nie przypominała swojej siostry.

– Myślałam, że nie uda ci się włożyć jej tej uździenicy. Ale byłaś taka cierpliwa – powiedziała z podziwem.

– To tylko doświadczenie – wzruszyła ramionami Amy. – Mama nauczyła mnie wszystkiego zanim... – głos Amy załamał się – ...zanim zmarła.

Minęło już prawie osiem miesięcy, odkąd Marion Fleming, mama Amy i Lou, zginęła w wypadku samochodowym. Ogromna rozpacz, jaka ogarnęła Amy tuż po tym wydarzeniu, teraz już nieco ucichła, ale dziewczyna przeżywała nadal głęboką żałobę i wiedziała, że to uczucie będzie jej towarzyszyło już do końca życia.

– Chciałabym być choć w połowie tak dobra jak ty – powiedziała Lou.

Amy była zaskoczona żałosną nutą w głosie siostry. Odkąd Lou zostawiła Manhattan i rozpoczęła życie w Heartlandzie, nie wykazywała specjalnego zainteresowania końmi – z wyjątkiem małego kuca, Kacperka. Teraz po raz pierwszy dawała Amy do zrozumienia, że nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy.

– Przecież możesz być! – powiedziała Amy. – Musisz tylko spędzać więcej czasu z końmi. Jeśli chcesz, nauczę cię tego wszystkiego, co przekazała mi mama.

– Naprawdę? – przez chwilę Lou wyglądała, jakby miała się zgodzić. – Nauczyłabyś mnie, jak leczyć konie, tak jak ty to robisz?

– Pewnie – odparła Amy, która wyobraziła już sobie, że Lou pomaga jej tak, jak ona sama pomagała kiedyś mamie. – Fajnie by było – dodała, a kiedy spojrzała w twarz siostry, dojrzała w niej wyraz podekscytowania.

W tej samej chwili w drzwiach ukazała się Sheri.

– Tu są derki i bandaż do związania ogona – powiedziała. – Zajmę się tym.

Pojawienie się Sheri zepsuło nastrój. W jednej sekundzie Lou odzyskała swoje opanowanie, gdzieś zniknęła poprzednia ekscytacja.

– Dziękuję – zwróciła się do Sheri. – W takim razie ja otworzę przyczepkę. Kiedy Rosa będzie gotowa, przyprowadźcie ją do samochodu.

– Ale Lou... – zaprotestowała Amy.

Lou omiotła ją pospiesznie wzrokiem.

– Lepiej będzie, jeśli zostanę przy tym, co umiem robić najlepiej – powiedziała cicho i wyszła z boksu.

 

– Przepraszam, chyba w czymś przeszkodziłam – Sheri była nieco zdezorientowana.

– Nic się nie stało – powiedziała Amy. Patrzyła jeszcze chwilę w ślad za odchodzącą siostrą, po czym wróciła do pracy. – Przygotujmy Rosę do drogi – to mówiąc wyjęła bandaż z ręki Sheri i zaczęła obwiązywać nim ogon klaczki.

Gdyby tylko Lou więcej pomagała przy koniach, może nasze stosunki by się poprawiły, pomyślała Amy, kiedy Sheri zaczęła zakładać ochraniacze na nogi klaczki. Może nawet mogłybyśmy zacząć razem jeździć...

Amy odepchnęła od siebie tę myśl – nie, to zupełnie nieprawdopodobne. Lou przecież nie jeździła konno już od dwunastu lat.

Zawiązała bandaż i zauważyła, ze Sheri skończyła zakładanie ochraniaczy i podniosła się. Amy zmusiła się do uśmiechu.

– No dobrze – powiedziała. – Chyba już jest gotowa.

Przyczepa Heartlandu stała na dużym parkingu. Stajnia Tall Oaks, z której zabierały Rosę, mieściła ponad siedemdziesiąt boksów, wokół parkingu rozciągały się wybiegi dla koni, po lewej stronie było widać trzy areny treningowe.

Rosa weszła bez problemów na przyczepkę – oprócz wyraźnej niechęci do zakładania uździenicy, była całkiem spokojnym koniem. Może dość cichym, powściągliwym, co Amy zauważyła obwiązując jej nogi, ale z pewnością nie nerwowym.

– Zadzwonimy wieczorem i damy znać, jak się zaaklimatyzowała – powiedziała Lou do Sheri, kiedy podnosiły rampę przyczepki. – Może pani oczywiście w każdej chwili ją odwiedzić.

– Dziękuję – powiedziała Sheri. – Mam nadzieję, że uda wam się jej pomóc. – To mówiąc, podeszła do drzwi i poklepała Rosę. – No, malutka, bądź grzeczna.

Rosa zarżała w odpowiedzi.

– Zaniosę nasze ulotki do biura – powiedziała Lou, kiedy zamknęła drzwi przyczepy. – Może będziemy mieć stąd więcej zleceń.

Amy skinęła głową. Ulotki reklamujące Heartland były pomysłem Lou; zostawiała je wszędzie, gdzie tylko mogła – w sklepach ze sprzętem do jazdy konnej, w hurtowniach paszy, w stadninach, takich jak Tall Oaks. Do tej pory przysporzyły im trochę dodatkowych zleceń i Amy – wcześniej przeciwna temu pomysłowi – musiała przyznać, że było to jednak dobre posunięcie. Podobnie zresztą, jak wymyślony przez Lou festyn w stadninie oraz dzień otwarty, podczas którego demonstrowali techniki stosowane przy leczeniu koni.

Nie wszystkie jednak pomysły Lou zakończyły się sukcesem. Amy pomyślała sobie, że czasem jej siostra tak się nakręcała zarabianiem pieniędzy, że zapominała, iż Heartland nie jest tylko prowadzonym przez nie interesem – to są przede wszystkim konie, żywe istoty.

Zerknęła na zegarek – jak długo Lou zamierza tam siedzieć? Przeszła przez podwórze, minęła budynki stajni i skierowała się ku trzem wybiegom treningowym. Zauważyła tam tylko jedną osobę – młodsza od Amy dziewczyna jeździła na szarym kucu wokół wybiegu. Koń wyglądał na spiętego, a kiedy Amy podeszła do ogrodzenia, zwolnił i zatrzymał się. Zarzucił łbem, po czym próbował szarpnąć w kierunku wyjścia.

Dziewczyna była jednak dobrym jeźdźcem i siedziała pewnie w siodle. Popędziła kuca, by jechał dalej.

Amy poznała dżokejkę – była to Jo-Ann Newhart, młodsza koleżanka z tej samej szkoły podstawowej, do której ona kiedyś chodziła. Teraz jest pewnie w szóstej klasie, pomyślała Amy, obserwując, jak dziewczyna pogania kuca i nie pozwala mu zatrzymać się przy bramie.

– Uważaj na siebie, skarbie – zawołała do niej stojąca przy ogrodzeniu kobieta. – Powinnaś zaprowadzić go do stajni, on ma już chyba dość.

– Wszystko jest w porządku, mamo! – odpowiedziała prędko Jo-Ann. – No, dalej, Faraon! – zawołała, gdy szary kuc ponownie się zatrzymał. Dobrze siedziała w siodle, ale widać było, że ma zgarbione i spięte ramiona. Popędziła Faraona, oglądając się przy tym na matkę.

Ale kuc nie miał najwyraźniej zamiaru ruszyć do przodu. Potrząsnął tylko łbem i zaczął się cofać. Jo-Ann cmoknęła i wbiła pięty w boki konia, ten jednak nadal postępował do tyłu. Zawróciła go, a wtedy on zatrzymał się.

– Wystarczy tego dobrego – odezwała się ponownie pani Newhart podniesionym ze zdenerwowania głosem. – Masz go natychmiast zaprowadzić do stajni!

– Nie – powiedziała Jo-Ann z nutą desperacji w głosie. Podniosła bat i smagnęła nim po boku Faraona. W tej samej chwili Amy zauważyła, jak kuc ugina nogi.

– Uważaj! – krzyknęła, ale było już za późno. Faraon stanął dęba, unosząc kopyta wysoko w powietrze.

Jo-Ann rzuciła się do przodu i przywarła do szyi kuca. Pani Newhart krzyknęła.

– Zawróć go! – zawołała Amy, próbując przekrzyczeć wrzask pani Newhart. Przeskoczyła przez ogrodzenie, żeby chwycić lejce, nim kuc znowu stanie dęba. Zanim jednak dobiegła do konia, Jo-Ann posłuchała już jej rady i przerzucając ciężar ciała na jedną stronę, zawróciła łbem i szyją kuca. Faraon, wytrącony z równowagi, nie był w stanie ponownie wznieść przednich kopyt w górę.

– Nic ci nie jest? – zapytała Amy i chwyciła za lejce.

– Nie... – Jo-Ann pokręciła głową, pobladła z szoku. – Wszystko OK.

– Jo-Ann! Bardzo cię proszę, natychmiast zsiądź z tego konia!

Amy i Jo-Ann odwróciły się gwałtownie. Zdenerwowana pani Newhart mocowała się właśnie z otwarciem furtki.

– Nic mi nie jest, mamo – zaprotestowała dziewczyna.

– W tej chwili!

Jo-Ann niechętnie przełożyła nogę przez siodło i zsunęła się z grzbietu Faraona. Pani Newhart udało się w końcu otworzyć furtkę i biegła do córki przez środek wybiegu.

– To przelało czarę – powiedziała drżącym głosem. – Ten kuc jest niebezpieczny, twój wuj źle zrobił, że ci go w ogóle kupił!

– Ale, mamo, nic się nie stało. Nic mi nie jest.

– Teraz. A co będzie następnym razem? – zapytała pani Newhart i pokręciła głową. – Przykro mi, skarbie, ale musimy się go pozbyć. Nie pozwolę, żebyś tak ryzykowała własnym życiem.

– Mamo! – krzyknęła Jo-Ann.

Pani Newhart sprawiała wrażenie, jakby miała wyjąć lejce z rąk swojej córki, ale zrezygnowała ostatecznie z tego pomysłu.

– Dziękuję ci za pomoc – powiedziała, bowiem zdała sobie nagle sprawę z obecności Amy. – Pomogłabyś mojej córce zaprowadzić Faraona do stajni? Nie powinna iść z nim sama – dodała, najwyraźniej przekonana, że Amy jest pracownicą stadniny Tall Oaks.

Amy nie miała ochoty wyprowadzać jej z błędu.

– Oczywiście – odparła i spojrzała ze współczuciem na Jo-Ann.

– Dziękuję bardzo, ale nie jest mi potrzebna żadna pomoc – powiedziała dziewczyna ze złością. Chwyciła za lejce i zaczęła maszerować w kierunku wyjścia z wybiegu. Amy zdążyła jeszcze dostrzec łzy zbierające się w ciemnoorzechowych oczach dziewczyny.

– Będę na ciebie czekać w samochodzie – zawołała za nią pani Newhart. – Masz być za pięć minut, jasne?

Jo-Ann skinęła głową i wyprowadziła Faraona z wybiegu.

– Nic ci nie jest? – zapytała Amy, dogoniwszy dziewczynę.

– Czy nic mi nie jest? – powtórzyła Jo-Ann ze złością. – Jak może mi nic nie być? Moja mama chce sprzedać Faraona! – wykrzyknęła. Gniewne słowa zawisły w powietrzu, ale po chwili dziewczyna się zreflektowała. – Przepraszam. Nie chciałam krzyczeć. To przecież nie twoja wina, tylko mamy – przełknęła ciężko ślinę i poprowadziła dalej swojego kuca.

Amy zrobiło się bardzo żal dziewczyny.

– Twoja mama się martwi i tyle – powiedziała, idąc za nią. – Stawanie dęba może być niebezpieczne – gdyby Faraon przewrócił się na ciebie, mógłby skręcić ci kark. Może lepiej byłoby, gdybyś sprawiła sobie innego kuca.

– Ty nic nie rozumiesz! – zawołała Jo-Ann chwytając Faraona za grzywę. – Ja nie chcę innego. Mama w ogóle była przeciwna koniom, to wujek mi go kupił. No i teraz to. Już nigdy nie będę mogła mieć żadnego konia – mama ich nienawidzi. Od zawsze.

Amy była zszokowana.

– To takie niesprawiedliwe – mówiła dalej Jo-Ann, kiedy wprowadzała kuca do boksu. – Faraon nie jest wcale niebezpieczny. Owszem, miewa złe dni – zwłaszcza, kiedy mama się przygląda – ale tylko parę razy stanął dęba – powiedziała. Kuc oparł swój szary łeb o jej klatkę piersiową i parsknął radośnie.

Amy nie wiedziała, co o tym myśleć. Mama zawsze jej powtarzała, że z pyska konia można wyczytać, jaką ma osobowość. Patrząc na Faraona, miała wrażenie, że kształt jego pyska potwierdza to, co mówiła Jo-Ann. Kuc miał duże oczy w kształcie migdałów, co charakteryzowało zwykle łagodne i spokojne konie. Był mieszanką krwi arabskiej, a jego płaski pysk, żłobione uszy i pofałdowany podbródek świadczyły o bardzo wrażliwej naturze i skłonności do współpracy. Faraon z pewnością nie wyglądał na upartego, opornego i nieprzyjemnego konia.

– Mówisz, że tylko parę razy stawał dęba? – upewniła się.

– Tak – potwierdziła Jo-Ann. – W zasadzie poza tym zachowuje się idealnie.

Amy zmarszczyła brwi, a następnie podsunęła rękę pod nos kuca. Powąchał ją, a wtedy przejechała palcami po jego szyi i grzbiecie.

– Może go coś boli – zasugerowała.

Oczy Jo-Ann rozbłysnęły, jakby nagle coś zrozumiała.

– Amy! – zawołała. – Przecież ty wiesz wszystko o koniach z problemami, prawda? Może ty byś mi pomogła? Mama na pewno pozwoliłaby mi go zatrzymać, gdybyś powiedziała, że go z tego wyleczysz! Mógłby zostać w Heartlandzie, dopóki mu się nie poprawi, a potem...

– Hej, hej! – przerwała jej Amy. – Nawet jeśli zabierzemy Faraona do Heartlandu, nie ma żadnej gwarancji, że uda nam się mu pomóc. Konie, które stają dęba, bywają niebezpieczne. Ale oczywiście moglibyśmy spróbować, zawsze jest jakaś szansa – dodała pospiesznie, widząc minę Jo-Ann. – Jeśli za jego wierzganiem stoi jakiś konkretny powód, na przykład ból, wtedy może moglibyśmy go z tego wyleczyć, zwłaszcza, że to wierzganie nie weszło mu jeszcze w krew.

– Proszę, powiedz, że spróbujesz! – błagała Jo-Ann.

– No dobrze – odparła Amy uginając się pod błagalnym wzrokiem dziewczyny. – Spróbuję.

– Dziękuję! – zawołała Jo-Ann. – Och! – przeraziła się nagle. – Tylko co z mamą? Przecież ona chce go sprzedać.

– Pójdę po moją siostrę – powiedziała szybko Amy. – Lou jest bardzo sugestywna. Może porozmawia z twoją mamą i przekona ją, żebyśmy mogły zabrać Faraona do Heartlandu – to mówiąc, pobiegła do przyczepki.

Lou już tam czekała.

– Zastanawiałam się właśnie, gdzie przepadłaś – powiedziała.

– Lou, muszę z tobą porozmawiać – odparła Amy, a widząc, że w sąsiednim samochodzie siedzi pani Newhart, odciągnęła siostrę na bok i opowiedziała jej o Faraonie.

– Uważam, że możemy mu pomóc – a przynajmniej spróbować. Mamy wolny boks po Walecznym Księciu.

Lou nie wyglądała na przekonaną.

– Faraon stanął dęba zaledwie kilka razy, być może kryje się za tym jakaś konkretna przyczyna – ból, albo strach. Kiedy pozbędziemy się powodu, powinien przestać wierzgać.

– Ale przecież stawanie dęba to jeden z najtrudniejszych do wyleczenia przypadków – Lou nadal wyglądała na zatroskaną. – Pamiętam, jak kiedyś mama mówiła, że nie ma bezpiecznego podejścia do takiego konia.

– Będę uważać – zapewniła ją Amy. – Powinnam przynajmniej spróbować.

– No dobrze – zgodziła się w końcu Lou, chociaż w jej wzroku kryła się niechęć. – Chodźmy po niego.

Amy wzięła głęboki oddech.

– Jest jeden problem.

Lou spojrzała na nią pytająco.

– Mama Jo-Ann.

Lou udało się przekonać panią Newhart, by pozwoliła zabrać Faraona do Heartlandu.

– Jestem pewna, że mamy szansę mu pomóc – powiedziała Lou, kiedy razem z Amy rozmawiały z mamą Jo-Ann. – Amy i Treg mają duże doświadczenie jeśli chodzi o pomaganie koniom z problemami.

– Już mieliśmy wcześniej podobne przypadki – powiedziała Amy.

– Mamo, proszę, zgódź się – błagała Jo-Ann. – To będzie idealne rozwiązanie. Heartland jest blisko naszego domu, będę mogła go regularnie odwiedzać.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł – pani Newhart wcale nie wyglądała na uspokojoną.

– Może zgodziłaby się pani na kilkutygodniowy pobyt Faraona w Heartlandzie – zasugerowała Lou. – Zobaczymy, czy uda nam się coś zdziałać.

– Proszę, mamo! Nie możemy go sprzedać, nie dając mu jeszcze jednej szansy!

– No dobrze – zgodziła się niechętnie pani Newhart.

– Może zostać w Heartlandzie na miesiąc – na te słowa Jo-Ann pojaśniała z radości. – Ale jeśli do tego czasu nie zmieni zachowania, sprzedamy go – dodała stanowczo.

– I dopóki nie będę pewna, że jest bezpieczny, nie wolno ci na nim jeździć!

– Dobrze mamo, obiecuję – powiedziała Jo-Ann i uściskała swoją mamę. – Dziękuję ci.

 

Amy czuła jednocześnie ulgę i niepokój. Miesiąc to mało czasu – co będzie, jeśli nie uda im się mu pomóc w ciągu tych czterech tygodni?

– Musisz mi powiedzieć wszystko, co wiesz o jego przeszłości – powiedziała Amy, kiedy poszły do stajni przygotować Faraona do podróży. – To może mi pomóc znaleźć przyczynę tego zachowania. Często się przeprowadzał? Ilu miał właścicieli? Bo wiesz, tego typu zmiany wywołują często niepokój u koni.

– Ale nie w tym przypadku – powiedziała Jo-Ann.

– Wujek kupił go od znajomych w Maryland. Faraon był u nich przez pięć lat, a sprzedawali go, bo ich najmłodsza córka z niego wyrosła. Ci państwo kupili go bezpośrednio od hodowcy – miał wtedy cztery lata. Właścicielka brała z nim udział w pokazach koni w ręku.

– Nie było więc wcześniej żadnych oznak takiego zachowania? – Amy zmarszczyła brwi.

– Nie. I zwykle zachowuje się przy mnie zupełnie normalnie. Tylko czasem wpada w taki szał. Pomożesz mu, prawda? – zapytała, spoglądając nerwowo na Amy.

– Postaram się – zapewniła ją Amy. – Zrobię co w mojej mocy.

Nie było żadnych problemów z umieszczeniem Faraona w przyczepce. Obwąchał Rosę, a potem trącił pyskiem Jo-Ann.

– Jutro przyjadę cię odwiedzić, mój mały – powiedziała, całując go. – Kocham cię – dodała szeptem.

Amy uśmiechnęła się. Jo-Ann była o kilka lat młodsza, więc w szkole nie miały ze sobą kontaktu, ale teraz, chociaż dopiero ją spotkała, zaczynała ją naprawdę lubić.

Mam nadzieję, że uda mi się pomóc jej i Faraonowi, pomyślała, kiedy dziewczyna wyskoczyła z przyczepki. Rude włosy zawirowały jej na ramionach.

– Do jutra, Amy! – zawołała.

– Do zobaczenia – uśmiechnęła się Amy, po czym wsiadła do samochodu.

– Jesteś pewna, że nie chcesz upchnąć jeszcze paru koni, skoro już tu jesteśmy? – zakpiła Lou.

– No, prawdę powiedziawszy, mamy jeszcze wolne miejsce w siodlarni – Amy udała, że traktuje poważnie pytanie siostry. – Może pójdę i zobaczę, czy nie mają tu jakiegoś małego kucyka – to mówiąc, położyła rękę na klamce.

– Za późno! – powiedziała Lou, szybko włączając silnik. Ruszyła i uśmiechnęła się do Amy – Uff. Ciekawe, co powie Treg, kiedy nas zobaczy.

Amy zaśmiała się. No właśnie, ciekawe jak on zareaguje, kiedy okaże się, że przywieźli dwa konie, a nie jednego!