GwiazdorTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Prolog


Znasz mnie.

Nie zaprzeczaj, wiesz, że tak jest.

Może udajesz, że nie. Może skrupulatnie czyścisz historię przeglądanych stron. Może udajesz zaszokowaną, kiedy ktoś choćby wymówi słowo „porno” w twojej obecności. Może wolałabyś mnie nie znać, tak jak wolałabyś nie mieć tej szuflady, w której trzymasz lubrykant i swoją zabawkę.

Tak, wiem o twojej szufladzie.

Jednak prawda jest taka, że mnie znasz. Znasz kształt moich dłoni okalających kobiece biodra, znasz wyraz moich oczu, gdy spoglądam na kochankę, podnosząc głowę spomiędzy jej ud. Znasz kształt mojego członka, jego długość i grubość. Znasz moje złocistobrązowe włosy i jasnozielone oczy. I znasz dźwięki, które wydaję, gdy dochodzę.

Zdobyłem wszystkie nagrody, mam setki tysięcy fanów na portalach społecznościowych, a moje nazwisko pojawia się wszędzie, w „Cosmopolitanie”, w ogólnokrajowych rozgłośniach radiowych i w tym godzinnym segmencie programu „Today”, w którym dwie prowadzące potrafią się ubzdryngolić o dziewiątej rano.

Wszyscy znają Logana O’Toole’a, światowej sławy gwiazdora porno.

A przynajmniej wszystkim wydaje się, że mnie znają. Zdumiewające, że w kraju o najwyższej na świecie konsumpcji pornografii per capita tyle osób wyobraża sobie, że żyję tak, jakbym był granym przez Marka Wahlberga bohaterem Boogie Nights albo Hugh Hefnerem, albo jakąś ich dziwaczną kombinacją. Że dzień w dzień otaczają mnie seks, splendor i forsa, a ja pławię się w atmosferze klubu Studio 54, przechadzając się w jedwabnym szlafroku, obwieszony złotą biżuterią i otoczony wianuszkiem tępawych, napalonych blondynek.

Tak nie jest.

Owszem, pieprzę kobiety za pieniądze, i tak, cholernie lubię swoją pracę. Kto by nie lubił? Jestem świetny w doprowadzaniu kobiet do orgazmu, a z tego czy innego powodu ludzie lubią patrzeć, kiedy to robię. Pod tym względem jestem największym szczęściarzem na świecie. Ale nie otaczają mnie kopczyki kokainy jak jakiegoś tytułowego bohatera Człowieka z blizną i nie ciągnie się za mną sznurek kobiet błagających, bym je zerżnął. Studni z forsą też nie mam, za co mogę podziękować internetowemu piractwu i modzie na amatorskie porno. Prawda jest taka, że pracuję siedem dni w tygodniu za (nomen omen) stosunkowo niewielkie pieniądze z szerokim wachlarzem skomplikowanych, inteligentnych, czasem rąbniętych, a czasem wspaniałych ludzi. Prawda jest taka, że szaleńczo kocham ten biznes i kocham się bzykać, nawet jeśli czasem tęsknię za czymś więcej, za czymś prawdziwszym i głębszym.

Prawda jest taka, że jako gwiazdorowi porno niekiedy żyje mi się zajebiście dobrze, a niekiedy kurewsko źle, czasem zdarzają się okresy nudy, a potem przychodzą chwile tak magiczne, że aż łzy cisną mi się do oczu. Jeśli jednak pominąć bolączki finansowe, branżowe dramaty i uparte starania rządu, aby pozbawić nas źródła utrzymania, kocham swoją pracę. Uwielbiam być Loganem O’Toole’em, gwiazdorem porno, i choćby nie wiem co, nie zamierzam rezygnować ze swego zajęcia, dopóki mi włosy łonowe nie posiwieją.

Więc proszę bardzo, udawaj, że mnie nie znasz, ale wiedz, że ja nigdzie się stąd nie ruszam.

Rozdział 1


Światło jest nieodpowiednie.

Zwykle mnie to nie obchodzi. Niewieloma rzeczami się przejmuję, zwłaszcza na planie, a już na pewno nie w taki dzień jak dzisiaj, kiedy według scenariusza mam zerżnąć dwie ślicznotki.

Problem w tym, że to mój plan. A te dwie ślicznotki to moje przyjaciółki. Wprawdzie dostają za to kasę, ale co z tego. Mogłyby teraz robić coś zupełnie innego i pewnie zarobić więcej, a jednak postanowiły poświęcić swój czas właśnie mnie. A to oznacza, że jako reżyser i przyjaciel czuję spoczywającą na sobie odpowiedzialność.

Chcę, aby ta scena wypadła dobrze.

Nie zrozum mnie źle, plan wygląda dobrze, bo jesteśmy u mnie, a mój dom jest niesamowity. Położony wysoko na wzgórzach, ma mnóstwo okien i sporą przestrzeń. Był pierwszą rzeczą, którą kupiłem, kiedy zacząłem przyzwoicie zarabiać, a choć pewnie mógłbym się przenieść nawet do Bel Air czy innej ekskluzywnej dzielnicy, wolę tu zostać. Lubię Laurel Canyon i cholernie kocham ten dom. Ale w tej chwili światło wlewa się do środka, jakby za oknem stał sam Bóg, więc dominuje jasna tonacja i wszystko jest prześwietlone – promienne i optymistyczne jak w pieprzonej reklamie portalu randkowego dla chrześcijańskich singielek.

A dzisiaj chrześcijańskim singielkom dziękujemy. Uśmiecham się do siebie, rozbawiony własnym żarcikiem, a potem rzucam spojrzenie Tannerowi, dwudziestoczteroletniemu genialnemu kamerzyście, którego jakimś cudem udało mi się namówić do pracy w mojej firmie.

– Jak to wygląda?

Tanner wzrusza ramionami, nie odrywając wzroku od kamery, w której poprawia jakieś ustawienia. W kadrze widać Ginger i Lexi, obie wciąż w bieliźnie i z komórkami w dłoniach, wyglądające jak znudzone klientki w kolejce na poczcie – jeśli nie liczyć prześwitujących staników i malinek, które już wykwitły im na szyjach.

– Możemy to trochę poprawić w postprodukcji – mówi Tanner, nie odrywając oczu od dziewczyn – ale na razie trąci to reklamą pralni.

Na ułamek sekundy przygryzam wargę. W tym biznesie liczą się szybkość i ilość, aby jak najszybciej zrobić jak najwięcej. Często kosztem jakości. Większość reżyserów miałaby w nosie oświetlenie – właściwie kiepsko oświetlone sceny są częścią tradycji. Efekt, który na początku był wynikiem taniochy i braku sprzętu, stał się charakterystyczną dla tej branży estetyką. W końcu kogo obchodzi nastrój w takiej scenie? Nastrój to pieprzenie. Jeśli tylko chce ci się przy niej brandzlować, to znaczy, że scena jest taka, jak trzeba.

Ja jednak nie tego chciałem, zakładając O’Toole Films. Chciałem trafić w niszę między lukrowanymi romansidłami, wypożyczanymi przez zamożne pary z przedmieść z okazji kolejnych rocznic ślubu, a sprośnymi pornosami kręconymi w lochach. Bo przecież musi istnieć taka nisza, prawda? Coś dla wyuzdanych pornomaniaków, którzy jednak mają dobry gust?

Podejmuję szybką decyzję.

– Całowanie dokończymy tutaj. Potem zaciągnę je obie do sypialni. Okna są od północy, więc może światło będzie mniej…

– W stylu sitcomu z lat siedemdziesiątych? – kończy za mnie Tanner.

– Chciałem powiedzieć: agresywne.

– Aha.

Wzdycham i podbiegam do dziewczyn.

– Myślę, że jak skończymy kręcić całowanie – tę scenę, w której nakłaniam was do całowania się – przeniesiemy się do sypialni.

– Powinieneś zawlec nas tam za włosy – podpowiada Ginger, opuszczając dłoń z telefonem i zwężonymi oczami spoglądając nad moim ramieniem na drzwi do sypialni, jakby wyobrażała sobie to ujęcie. – To by było rajcujące.

– Jeszcze jak – wtóruje jej Lexi, nawet nie podnosząc wzroku znad Instagrama.

Tak to właśnie jest w tej branży. Mniej więcej za godzinę mój kutas znajdzie się w ich tyłkach, ale w tej chwili żadna z nich nawet nie spojrzy mi w oczy. Nie dlatego, że się wstydzą. Po prostu prawie dla nich nie istnieję, dopóki nie zaczniemy się pieprzyć.

To trochę smutna myśl.

Smutna myśl kogoś samotnego.

Chcę się za to trzepnąć. Za chwilę mam się pieprzyć z dwiema kobietami, które uwielbiam pieprzyć, i jeszcze wszyscy na tym zarobimy. Kiedy to stałem się tak cholernie ckliwy?

Od Raven. Właśnie wtedy.

Dziś jest dobrym dniem. I będzie dniem trzeźwym.

Nie pozwalam więc, aby Raven zaprzątała mi głowę, i kieruję myśli ku przyjemnym krągłościom dziewczęcych bioder Lexi, ku jej lśniącym blond włosom, błagającym, by je potargać i ciągnąć za nie.

Tanner unosi kciuki, a my przenosimy się na sofę. Znikają telefony, Ginger poprawia pończochy i już wracamy do całowania, które należy do moich ulubionych zajęć w tym fachu.

Cóż, uwielbiam wszystko, co robię, ale to w szczególności. Ginger – rudowłosa, wytatuowana weteranka tej branży, w której pracuje od dziesięciu lat, podobnie jak ja – podpełza do mnie na czworakach, jej pełne piersi omal nie wylewają się ze stanika, a usta układają się przekonująco w wyuczony dzióbek, odznaczając się na ładnej, zbyt mocno umalowanej twarzy.

Mała i smukła Lexi wtula się w mój drugi bok, pieszcząc przez jeansy mój członek, który osiąga swój pełny rozmiar, gdy ja łapczywie chwytam Ginger i przyciągam ją do siebie.

– Chodź tu – mruczę, zachwycony cichym piśnięciem, które wydaje, zaskoczona szarpnięciem. Ginger to absolutna profesjonalistka, więc za punkt honoru stawiam sobie prowokowanie jej do autentycznych reakcji, kiedy tylko to możliwe. Lubię autentyczność. I naturalność.

Lubię realizm.

Lexi płynnie przechodzi teraz do pieszczenia tyłeczka Ginger, ciągnąc za jej figi i wymierzając jej klapsy na użytek drugiej kamery, znajdującej się dokładnie po przeciwległej stronie kanapy. Tanner stoi za tą, która kręci nas z boku, aby w razie potrzeby zmienić kąt lub zrobić zbliżenie. Później zmiksujemy materiał z obu kamer, aby wydobyć z niego cały potencjał sceny. Ale właśnie od tego mam Tannera, żebym nie musiał o tym myśleć, kiedy gram – omawiamy wszystko odpowiednio wcześniej i po prostu mówię mu, o co mi chodzi. Po skończeniu zdjęć wspólnie zmontujemy całą scenę, ale w tej chwili mogę się skupić na jedynej rzeczy, na której chcę się skupić, czyli na smakowaniu ust Ginger.

 

Zgniatam jej wargi moimi i czuję, że smakują całkiem stosownie, jak guma do żucia Big Red. Całujemy się jeszcze kilka razy, a potem kładę dłoń na jej karku i mocno przyciskam jej twarz do mojej, jednocześnie rozchylając jej wargi moimi, by wsunąć język do jej ust. Próbuje się odsunąć, bo – jak większość dziewczyn – woli udawać całowanie. Ale ja nie lubię. Całuję ją jeszcze głębiej, drażniąc językiem jej język, a potem ściskam zębami jej dolną wargę. Wydaje cichy dźwięk – na znak protestu bądź zgody, nie jestem pewien – ale nie przerywam. Zgodnie z naszą umową, jeśli tylko poczuje jakiś dyskomfort emocjonalny lub fizyczny, delikatnie pacnie mnie w ramię, a ja natychmiast przestanę. Ale do tego czasu jest moja.

Nie ma sygnału, nie ma litości.

Gdy Ginger zaczyna dyszeć, odwracam się do Lexi. Natychmiast postanawiam, że jak tylko skończymy dzisiejsze zdjęcia, zarezerwuję ją sobie na milion kolejnych scen, bo ona ani trochę nie boi się języka, a kiedy sięgam w dół, aby pobawić się jej cipką, okazuje się, że jest już cała wilgotna.

– Grzeczna dziewczynka – mruczę jej prosto w usta. Wije się w moich dłoniach, a ja szczerzę się do niej. – Chcesz czegoś ode mnie?

– Chcę, żebyś mnie pieprzył – zawodzi.

Mówi to wyuczonym tonem doświadczonej aktorki, a ja opuszkiem palca głaszczę jej łechtaczkę, kreśląc małe kółeczko, co sprawia, że Lexi zaczyna dyszeć.

– Nie wierzę ci – szepczę, wyciągając rękę, aby dać jej klapsa. W jej westchnieniu wyczuwam prawdziwe zaskoczenie.

– Lepiej mnie przekonaj, bo może wcale cię nie zerżnę – ciągnę. – Może nie pozwolę ci dojść. Tego chcesz?

Szeroko otwiera oczy i rozchyla usta, gdy ponownie dotykam jej łechtaczki, tym razem porządnie ją pocierając. Lexi jęczy, a ja czuję jej wilgoć już na całej mojej dłoni.

– Proszę… – mruczy.

I wtedy nadchodzi moment, który tak uwielbiam, kiedy przedstawienie staje się prawdą, kiedy ciało kochanki mówi tak, tak, tak, chcesz się z nim pieprzyć, i odtąd chodzi już o coś więcej niż tylko o pieniądze czy dobrze nakręconą scenę. Chodzi o ukojenie pragnienia, które właśnie w niej rozkwita. (Lubię, kiedy po wszystkim moje dziewczyny są zadowolone. To dobry biznes, a ja jestem wręcz uzależniony od tego uczucia, które przepełnia mnie, gdy dziewczyna szczytuje, gdy w niej jestem).

Jeszcze jeden, ostatni pocałunek z Lexi, a potem zachęcam obie dziewczyny do zajęcia się sobą nawzajem. Zaczynają się całować, Ginger napiera cipką na mój wzwiedziony członek, Lexi masuje swymi małymi dłońmi jej cycki, a kiedy patrzę w dół, widzę, że Ginger zostawia na moich jeansach plamę wilgoci.

– Tak – mruczę. – Właśnie, kurwa, tak.

Liżą i lekko gryzą się nawzajem, po czym Ginger przejmuje inicjatywę i przesuwając dłonią po karku Lexi, ustami dosięga jej gardła, a potem wraca do jej warg. Przed oczami migają mi ich różowe języki i białe zęby, a przez głowę przelatuje myśl, że mój kutas wyglądałby teraz pięknie na tle ich twarzy, prześlizgując się między tymi wargami i językami. Już widzę, jak kolejno wsuwa się w usta każdej z dziewczyn, a jeśli, o mój Boże, jeśli Ginger nie przestanie ocierać się o mnie cipką, zaraz ją odwrócę i zerżnę w tyłek.

Ta myśl wywołuje we mnie pewne skojarzenie – a właściwie wspomnienie – dotyczące dwóch innych dziewczyn w innym miejscu i czasie. Zaciskam zęby i odpycham tę myśl, bo jest w niej Raven… no, może niezupełnie dlatego, bo choć Raven rzeczywiście tam była, to jednak teraz chcę myśleć o tej drugiej dziewczynie, tak jak myślałem o niej przez ostatnie trzy lata, brandzlując się.

Właśnie o Devi Dare myśli Logan O’Toole, kiedy chce się spuścić w samotności. I w tym momencie kątem oka dostrzegam, że Tanner unosi kciuk na znak, że mamy już dość materiału z grą wstępną i czas na ciąg dalszy. Niechętnie przerywam, kiedy obie dziewczyny całują się i tak przyjemnie napierają na mnie, a oczyma wyobraźni widzę Devi z jej idealnie pulchnym tyłeczkiem…

Z niskim pomrukiem zaciskam jedną dłoń na płomiennorudych włosach Ginger, a drugą na jedwabistych blond lokach Lexi, po czym wstaję i ciągnę je obie za sobą, zmuszając, by padły na kolana i dreptały za mną na czworakach jak dwie rozochocone kotki.

Puszczam ich włosy i idę tyłem do sypialni na tyle powoli, by Tanner nadążył za mną z kamerą i aby dziewczyny nie posiniaczyły sobie kolan o podłogę z twardego drewna.

Ani Ginger, ani Lexi nie rusza tego rodzaju uległość, ale to nie szkodzi, bo przed kamerą znakomicie udają podniecenie, kręcąc tyłkami, trzepocząc rzęsami i kocimi ruchami sunąc w stronę sypialni. Poza tym od jakiegoś czasu (od trzech miesięcy) staram się unikać ostrych scen uległości z wielu powodów (Raven, Raven, Raven), więc taka nieco żartobliwa dominacja idealnie pasuje do tego gładkiego, nieskomplikowanego stylu pracy, któremu ostatnio hołduję.

– Dobra, w porządku. Dacie mi jakieś piętnaście minut, żebym się zainstalował? – Nie czekając na odpowiedź, Tanner biegnie do salonu po sprzęt. Wchodzę do sypialni, aby upewnić się, że nie walają się w niej jakieś żenujące śmieci, ale na szczęście nie, jeśli nie liczyć brudów do prania oraz stosów zewnętrznych twardych dysków i papierzysk podatkowych upchniętych byle jak w segregatorze. Poprawiam kołdrę na zasłanym łóżku (ścielę łóżko każdego ranka, tak jak nauczyła mnie mama) i prawie włażę na stos leżących na podłodze pudełek z płytami DVD. Podnoszę pierwszy z wierzchu film.

Teraz potrafię już przeczytać imię Raven, prawie się przy tym nie wzdrygając. Igraszki Raven to pełnometrażowy film, który nakręciliśmy na początku naszego związku, gdy byliśmy ze sobą od zaledwie dwóch miesięcy. I choć zazwyczaj wszystkie otrzymane egzemplarze DVD z filmami, w których gram, rozdaję jako nagrody i upominki, to jednak ten sobie zatrzymałem. Odwracam pudełko, aby obejrzeć zdjęcie leżącej na plecach Raven w scenie lizania cipki. Robi to uśmiechnięta dziewczyna na czworakach, o długich, cynamonowych włosach i złocistobrązowej skórze.

Mam już erekcję, ale widok Devi Dare z wypiętym, nagim tyłeczkiem może doprowadzić do szaleństwa każdego faceta. Zwłaszcza kiedy ten facet aż za dobrze pamięta, jak jej dotykał i jak wkładał kutasa w te jej roześmiane usta.

– Wszystko w porządku? – zapytałem, zanim zaczęliśmy kręcić, gdy tylko ona, Raven i ja znaleźliśmy się na łóżku.

– Tak – szepnęła. – Ale to moja pierwsza prawdziwa scena, więc…

– Mam być delikatny?

Zaśmiała się pogodnie.

– Miałam powiedzieć, że chcę to dobrze zapamiętać.

No i było to niezapomniane, przynajmniej dla mnie. Tyle razy brandzlowałem się przy tej scenie – i wspominając ją, i oglądając na DVD – że zdążyłem już zapamiętać każde westchnienie i każdy jęk. A mimo to na samą myśl o niej mógłbym dojść choćby zaraz.

Muszę kogoś przelecieć. Gdzie Tanner z tymi swoimi kamerami?

Wkopuję pod łóżko brudne bokserki i pudełka DVD z Criterion Collection, ale kiedy wychodzę z sypialni, Tanner nadal składa sprzęt, a dziewczyny znowu siedzą z nosami w swoich telefonach. Ginger najwyraźniej tweetuje selfie swoich cycków, a Lexi chichocze, czytając coś.

Widzę, że na seks przyjdzie mi jeszcze poczekać, więc poprawiam wyprężonego fiuta i pomagam Tannerowi przenieść do sypialni statywy do kamer i konsolę do sterowania oświetleniem.

– Idziesz wieczorem na imprezę do Vidy? – pyta Tanner, nie przerywając pracy. – Powinieneś. No wiesz, nawiązywanie kontaktów i tym podobne bzdury.

– Szczerze mówiąc, nie myślałem o tym – odpowiadam, ale to kłamstwo. Myślałem o tym całkiem sporo. Vida Gines – była gwiazda porno, obecnie producentka – to wielka znawczyni branży, a dzisiejszą imprezę urządza z okazji przejęcia przez jej firmę popularnego holenderskiego studia Lelie, specjalizującego się w pornografii feministycznej. I to właśnie stanowi dla mnie problem.

Nie zrozum mnie źle, uwielbiam feministyczne porno – tę autentyczność, prawdziwe kobiety i prawdziwe orgazmy. Nawet trochę zazdroszczę reżyserkom ich kreatywności i zmysłu estetycznego. Nie mówiąc już o tym, że od czasów Igraszek Raven moja muza erekcji Devi Dare kręci wyłącznie takie prokobiece porno, a ja staram się nie przegapić żadnego z jej filmów.

Poza tym impreza u Vidy będzie olbrzymia, a choć O’Toole Films radzi sobie całkiem dobrze, nie zaszkodzi otrzeć się o branżowych menedżerów i dystrybutorów czy poznać jakieś nowe talenty.

Nie, problem w tym, że na tej imprezie spotka się cały światek porno w swoich trzech odmianach: feministycznej, artystycznej i alternatywnej, zaś w samym środku znajdzie się…

Raven.

Mój mózg zawiesza się na chwilę, a ja wpatruję się tępo w konsolę, którą przed chwilą postawiłem na podłodze.

Tanner czyta mi w myślach.

– Może jej tam wcale nie będzie, wiesz?

– Wiem – mówię obronnym tonem, jakby mojego mózgu nie zalała właśnie fala straszno-cudownych wspomnień.

– A nawet jeśli będzie, to może już czas, abyś pokazał jej, że zostawiłeś to za sobą… cokolwiek to było. Twoje nazwisko należy teraz do największych w branży – to jest też twoje boisko. Nie możesz wiecznie się kryć.

Daję sobie czas do namysłu, mocując się ze stojakiem do konsoli znacznie dłużej, niż to konieczne. W końcu odpowiadam, mówiąc tylko dwa słowa.

– Masz rację.

Tanner jest zadowolony.

– Oczywiście, że mam rację. Zawsze mam rację. Miałem rację co do tacos na śniadanie i mam rację co do imprezy u Vidy. Idziesz, olśniewasz wszystkich swoim uśmiechem i fiutem, a Raven żałuje dnia, w którym cię zostawiła.

W ustach Tannera brzmi to tak prosto, że przez chwilę widzę tę scenę tak, jakbym ją sfilmował. Ujęcie wprowadzające przedstawia modernistyczną rezydencję Vidy, mocno oświetloną, z cichą, lecz chwytliwą muzyką w tle. Potem ja – śmieję się i rozbawiam innych. Raven stoi sama, z niezadowoleniem wpatruje się w swój kieliszek kiepskiego, białego wina. W jednej ze scen – nakręconej kamerą w ruchu i z odpowiednim podkładem muzycznym – minąłbym ją, idąc gdzieś, może na balkon. Ona podniosłaby wzrok i w moich oczach ujrzałaby moje słynne opanowanie i pewność siebie – i nic więcej. Nie ujrzałaby w nich tych pustych butelek po szkockiej ani tej nocy, kiedy trzy razy z rzędu obejrzałem Goldfingera w kinie grającym klasykę filmową, bo nie mogłem znieść myśli o powrocie do pustego domu. Nie, ujrzałaby prawdziwego Logana, nowego Logana. Logana, który wkrótce skopie wszystkim tyłki (po czym spuści się na każdy z nich).

Adrenalina pulsuje mi w żyłach. Od trzech miesięcy moje życie składa się z pieprzenia, filmowania i montażu. Widuję tylko tych przyjaciół, którzy są częścią mojego cyklu filmowania i pieprzenia. Ale dziś wieczorem to się zmieni. Dziś wieczorem odzyskam swoje dawne życie.

– Przyprowadź dziewczyny – mówię Tannerowi z szerokim uśmiechem na ustach, rozpinając przy tym jeansy. – Jestem gotowy.

Dziś wieczorem Logan O’Toole w końcu powróci z krainy złamanych serc.