Dobry wilkTekst

Z serii: Reportaż
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

W serii ukazały się ostatnio:

Cezary Łazarewicz Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej

Zbigniew Rokita Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium

Swietłana Aleksijewicz Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości (wyd. 4)

David I. Kertzer Porwanie Edgarda Mortary. Skandal, który pogrążyłPaństwo Kościelne

Rana Dasgupta Delhi. Stolica ze złota i snu (wyd. 2)

Paweł Smoleński Królowe Mogadiszu

Rob Schmitz Ulica Wiecznej Szczęśliwości. O czym marzy Szanghaj

Marek Szymaniak Urobieni. Reportaże o pracy

Ola Synowiec Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk

Jacek Hołub Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci

Marcin Michalski, Maciej Wasielewski 81 : 1. Opowieści z Wysp Owczych (wyd. 2)

Ilona Wiśniewska Lud. Z grenlandzkiej wyspy

Remigiusz Ryziński Dziwniejsza historia

Maria Hawranek, Szymon Opryszek Wyhoduj sobie wolność. Reportaże z Urugwaju

Marcelina Szumer-Brysz Wróżąc z fusów. Reportaże z Turcji

Mariusz Surosz Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów (wyd. 2 zmienione)

Swietłana Aleksijewicz Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka (wyd. 3)

Wojciech Górecki Buran. Kirgiz wraca na koń

Piotr Lipiński, Michał Matys Niepowtarzalny urok likwidacji. Reportaże z Polski lat 90.

Grzegorz Szymanik, Julia Wizowska Długi taniec za kurtyną. Pół wieku Armii Radzieckiej w Polsce

Barbara Demick W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy (wyd. 2)

Paweł Smoleński Wnuki Jozuego

Dariusz Rosiak Żar. Oddech Afryki (wyd. 3)

Dionisios Sturis, Ewa Winnicka Głosy. Co się zdarzyło na wyspie Jersey

Marta Madejska Aleja Włókniarek (wyd. 2)

Grzegorz Stern Borderline. Dwanaście podróży do Birmy

Karolina Bednarz Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet (wyd. 2)

Jacek Hugo-Bader Biała gorączka (wyd. 4)

Kate Brown Czarnobyl. Instrukcje przetrwania

Ilona Wiśniewska Białe. Zimna wyspa Spitsbergen (wyd. 3 zmienione)

Liao Yiwu Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych (wyd. 2)

Renata Radłowska Nowohucka telenowela (wyd. 2 zmienione)

Aleksandra Boćkowska Można wybierać. 4 czerwca 1989

Agnieszka Rybak, Anna Smółka Wieża Eiffla nad Piną. Kresowe marzenia II RP (wyd. 2)

Jacek Hugo-Bader W rajskiej dolinie wśród zielska (wyd. 3)

Marta Sapała Na marne

Piotr Lipiński Gomułka. Władzy nie oddamy

Karolina Przewrocka-Aderet Polanim. Z Polski do Izraela

Marcin Kącki Białystok. Biała siła, czarna pamięć (wyd. 3)

W serii ukaże się m.in.:

Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi, pod red. Małorzaty Nocuń

Lars Berge
Dobry wilk
Tragedia w szwedzkim zoo
Przełożyła Irena Kowadło-Przedmojska


Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.


Tytuł oryginału szwedzkiego Vargattacken

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Alamy / Indigo

Copyright © by Lars Berge, 2018

First published by Albert Bonniers Förlag, Stockholm, Sweden

Published in the Polish language by arrangement with Bonnier Rights, Stockholm, Sweden and Macadamia Literary Agency, Warsaw, Poland

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2019

Copyright © for the Polish translation by Irena Kowadło-Przedmojska, 2019

Redakcja Ewa Ostafin / d2d.pl

Korekta d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Karolina Księżyc / d2d.pl

Dziękujemy Swedish Arts Council za dofinansowanie przekładu książki.

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-925-6

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

czarne.com.pl

Wydawnictwo Czarne

@wydawnictwoczarne

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

Wołowiec 2019 · Wydanie I

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Niedziela rano

Mówić językiem zwierząt

Większe, silniejsze, dziksze

Inspektor kryminalny

Odstraszacz psów

Musical z delfinami

Lobo Park

Gladiatorzy

Człowiek czynu

Dzieło życia

Otwarcie

Wilk w „domu ludu”

Prawo dżungli

Przyroda na ekranie

Hej, kollikok

Projekt Wilk

Bliski kontakt

Butelka ze smoczkiem

Język wilków

Obóz dla internowanych

Tańczący z wilkami

Kozioł ofiarny

Próba generalna

Nigdy nie wchodź na wybieg w pojedynkę!

Wcześniejsze ataki

Panorama przyrody

Żądza krwi

Świat pełen życia

Wojna w dżungli

Vanja

Wyrok

Siła natury

Notatki i podziękowania

Przypisy

Niedziela rano

Wiem, że 17 czerwca 2012 roku nad zatokę Bråviken nadciąga z zachodu wiatr z deszczem, a temperatura wynosi trzynaście stopni. Wiem, że opady spowodowały zablokowanie odpływu wody w stajni nosorożców i że opiekunka zwierząt usiłuje odsłonić studzienki w podłodze za pomocą szczotki. Wiem, że opiekunka ma na imię Sofie i jest ostatnią osobą, która widziała Karolinę żywą.

 

Karolina, trzydziestoletnia przewodniczka i opiekunka wilków, około dziewiątej rano mija stajnię, zmierzając do swoich podopiecznych. Sekcja SPKM położona jest w zamkniętej dla publiczności części zoo Kolmården. Skrótowiec pochodzi od nazw działów: Sawanna, Pustynia, Koloseum i Małpiarnia. Oprócz nich są jeszcze Delfin i Safari. Część ogrodzonego terenu przeznaczono na projekt pod nazwą Bliski Kontakt z Wilkiem. Jest to „produkt” oferujący unikatowe doświadczenie polegające na wejściu z przewodnikiem na wybieg dla dorosłych wilków.

Wokół ogrodzenia wybiegu znajdują się stajnia, zagrody, hale maszynowe, magazyny oraz pokój socjalny i przebieralnie dla pracowników. Kulisy zoo Kolmården. Całość przypomina dość duże gospodarstwo rolne, z tą różnicą, że zamiast trzody chlewnej i krów widać długie szyje żyraf wyrastające znad blaszanych dachów oraz dwutonowe nosorożce przekopujące ziemię. W części dostępnej dla publiczności jest jeszcze drugi wybieg dla wilków. Zajmuje go nieco mniejsze stado, które ma własnych opiekunów i przewodników.

Sofie już od wpół do ósmej podaje karmę żyrafom, nosorożcom i antylopom; zamiata stajnie i rozrzuca trociny. Zamienia kilka słów z przechodzącą Karoliną, po czym wraca do swoich zajęć. Zwykły poranek w zoo. Dużo pracy.

Wiem, że Sofie i Karolina ustalają między sobą rozkład dnia. Podobnie jak wczoraj mają się spotkać za godzinę i razem otworzyć tak zwaną szkółkę zoologiczną, gdzie dzieci dowiadują się, jaka jest różnica między zębami zwierząt mięsożernych a roślinożernych i dlaczego niektóre zwierzęta gubią rogi, zrzucają skórę lub mają zimą grubsze futro. Przedtem Karolina musi jeszcze zrobić poranny obchód u wilków.

Sofie widzi, jak Karolina odchodzi w kierunku wybiegu. Jej koleżanka ma na sobie nieprzemakalne czarne ubranie robocze, na nogach grube kalosze z głęboko ryflowaną podeszwą. Sofie wraca do swoich studzienek, nad Kolmården i w okolicy Norrköping nieprzerwanie pada deszcz. Lato nie zaczęło się dobrze. W ciągu pół godziny Sofie zamiata wybieg, rozrzuca trociny i wypuszcza zwierzęta. Przechodzi do Koloseum, gdzie mieszkają słonie. Jest tam także stołówka, w której personel dostaje śniadanie. Sofie liczy, że spotka Karolinę, ale nigdzie jej nie widać.

Wiem, że Sofie dzwoni na służbowy telefon Karoliny. Nikt nie odpowiada. Zjada więc śniadanie, sprząta po sobie, wciąga wilgotny kombinezon i postanawia podejść do wybiegu dla wilków. Wiem, że istnieje coś takiego jak dziennik wilków. Jest to zeszyt, w którym pracownicy odnotowują każdy pobyt u stada. Leży na skrzyniach z karmą w pakamerze, zaraz przy wejściu na wybieg. Sofie sprawdza, czy Karolina nie przeskoczyła przez pomyłkę kilku kartek, ale nie znajduje żadnego wpisu.

Przeglądałem dziennik wilków i wiem, jak wygląda charakter pisma Karoliny. Staranny i dynamiczny. Mocno przyciskała długopis do kartki. Jej litery są ciemniejsze niż innych opiekunów. Podpisywała swoje notatki inicjałami K. B. Pod datą 17 czerwca 2012 roku nie ma jednak żadnej wzmianki o tym, jak wilki się czują i w jakim są nastroju.

Sofie zaczyna podejrzewać, że coś jest nie tak. Karolina zawsze jest bardzo skrupulatna. Na pewno nie zapomniałaby wpisać swoich obserwacji do dziennika.

Istnieją tylko dwie możliwości. Pierwsza, że Karolina nie dotarła do wilków, bo coś ją zatrzymało po drodze. Druga, że w dalszym ciągu jest na wybiegu.

Wiem, że Sofie znów dzwoni na służbowy telefon Karoliny. Ten wciąż nie odpowiada. Minęła już przeszło godzina. Dzwoni więc do szefowej, Birgitty, żeby zapytać, czy Karolina jest u niej. Ale szefowa też nie odbiera.

Zdarza się, że przewodnicy wilków zabawiają u zwierząt trochę dłużej. Karolina należy do osób, które uważają, że czas spędzony sam na sam ze stadem jest ważny, właściwie najważniejszy dla wzajemnej relacji. W ten sposób buduje się więź opartą na zaufaniu. Nieraz Karolina i inni przewodnicy odczuli to na własnej skórze. W przypadku wilków fizyczny kontakt wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku ludzi. Wilk ma gęstą, sztywną sierść, odporną na mocne ugryzienia i temperatury około trzydziestu–czterdziestu stopni poniżej zera. Kiedy chwyta zębami skórę innego wilka, nie jest to zbyt bolesne. Ludzka skóra jest natomiast cienka i wrażliwa. Stworzona raczej do tego, by ją głaskać, a nie kąsać czy drapać długimi pazurami. Zwierzęta tego nie rozumieją. Rana, którą zadały Sofie wilcze zęby, do tej pory się nie zagoiła. Nie każdy może zostać przewodnikiem. Trzeba być odważnym i stanowczym. Nie wolno się cofać.

Ten, kto nie czuje się pewnie w towarzystwie dzikich zwierząt, nie powinien do nich wchodzić. Przewodnik odpowiada za bezpieczeństwo na wybiegu, a zwierzęta natychmiast wyczuwają osobę niepewną lub wystraszoną. Sofie nie ma z tym większych problemów. Lubi wilki, mimo że kilka tygodni temu jeden z nich ugryzł ją w rękę. Właściwie niezupełnie ugryzł. Stała na zewnątrz ogrodzenia, trzymając się siatki, i przez nieuwagę włożyła palce do paszczy zwierzęcia. Instynktownie wyrwała dłoń, a wilk się cofnął. Skończyło się na zadrapaniu, jednak na tyle głębokim, że poszła do lekarza. Uważa, że sama jest sobie winna. To tak, jakby przytrzasnęła sobie rękę w drzwiach. Może mieć pretensje tylko do siebie.

Karolina jest zawsze stanowcza i czujna. Wilki nie ośmieliłyby się zachowywać przy niej agresywnie lub kwestionować jej autorytetu. Młode samce wydają się ją uwielbiać. Inni przewodnicy są pod wrażeniem łatwości, z jaką radzi sobie z dużymi drapieżnikami. Mimo niewysokiego wzrostu – ma niewiele ponad metr sześćdziesiąt – bez trudu rozładowuje sytuacje konfliktowe.

Niegdyś często bywała u swojego kolegi z pracy Thomasa, który przez pierwsze tygodnie karmił szczenięta z butelki u siebie w domu. Przesiadywała tam niemal codziennie i jej związek z wilkami jest znacznie silniejszy niż związek pozostałych przewodników.

Sofie idzie pod górę wąską drogą prowadzącą do zagrody. Wciąż leje. Ponownie próbuje połączyć się z Karoliną, jednak teraz nawet nie ma sygnału. Dzwoni jeszcze raz, bo służbowe telefony czasem się rozłączają.

Wiem, że personel w Kolmården ma stare samsungi, odporne na wstrząsy, z gumową obudową ochronną. Nie są najlepszej jakości. Sofie dzwoni z własnej komórki. Tym razem pod prywatny numer Karoliny. Jest już dwadzieścia pięć po dziesiątej, są prawie pół godziny spóźnione. Karolina nie odpowiada; nic dziwnego – rzadko ma w pracy swój telefon. Dziwne jest natomiast to, że zapomniała o umówionej godzinie. Czy rzeczywiście nadal przebywa na wybiegu? Półtorej godziny w deszczu?

Wiem, że w tej chwili odzywa się komórka Sofie. Może przez moment kobieta odczuwa ulgę. Ale to nie Karolina. Dzwoni Maria, inna koleżanka z pracy. W jej głosie słychać zdziwienie, może nutę irytacji. Maria pracuje w szkółce zoologicznej, która o tej porze powinna już być otwarta. Sofie wyjaśnia Marii, że idzie do sekcji SPKM szukać Karoliny. Może tam ją znajdzie.

Sofie jest już przed bramą prowadzącą na wybieg dla wilków. Na metalowych drzwiach zawieszono wielki afisz z napisem „Kolmården przychodzi z pomocą zwierzętom na świecie” i niedużą skrzynkę z broszurami, z których odwiedzający może się dowiedzieć o fundacji zarządzającej donacjami dla Kolmården.

– Wchodzę do środka – mówi Sofie do Marii.

– OK, idę w twoją stronę – odpowiada jej koleżanka.

Wiem, że Sofie otwiera teraz bramę do wybiegu. Drzwi na zawiasach sprężynowych zamykają się za nią automatycznie. Wiem to wszystko z dokładnej lektury materiałów ze wstępnego dochodzenia. Są niezwykle drobiazgowe. Czytałem je wiele razy. Czytałem, podkreślałem, zaznaczałem karteczkami samoprzylepnymi, niektóre fragmenty przepisywałem i przyklejałem na ścianie w moim biurze w suterenie, pomieszczeniu jakby żywcem wyjętym z seriali kryminalnych, w których główny bohater poluje na seryjnego mordercę. Na tej samej ścianie widnieją również imiona wilków ze stada: Farkas, Úlfur, Vilkas, Amaroq, Ookami, Tchono, Volk, Lobo i Kurt. Ostatnie z nich jest przekreślone, bo Kurt już nie żyje. Oprócz tego wisi też mapa wybiegu. W protokole z przesłuchania znajduje się dokładny opis trasy Sofie, więc zaznaczyłem jej kroki małymi punktami na planszy.

Często miałem wrażenie, że przeholowałem. Że powinienem zająć się czymś innym. Na przykład swoją pracą. Tymczasem nie odpowiadałem na telefony moich dotychczasowych zleceniodawców – redaktorów gazet, z którymi zwykle współpracuję – z obawy, że odciągną mnie od tematu ataku wilków w Kolmården. W końcu przestali dzwonić, a ja postanowiłem, że odezwę się do nich później, jak już skończę to, co mam do zrobienia. Pewnego dnia dowiedziałem się od doradcy podatkowego, że moja obsesja stopniowo zjada mi środki do życia. Umówiłem się więc z agentem nieruchomości, który wycenił nasze mieszkanie, i zaciągnąłem kredyt hipoteczny, żeby móc poświęcać cały swój czas temu, co wydarzyło się w Kolmården owej czerwcowej niedzieli w 2012 roku.

Wiem, że Sofie przechodzi najpierw przez mniejszy, wydzielony wybieg. Następnie zbliża się do drzwi ze stalowej siatki, które prowadzą do głównego wybiegu dla wilków. Nie są zamknięte na klucz, co znaczy, że Karolina najprawdopodobniej wciąż jest w środku. Sofie chowa telefon do kieszeni i dokładnie zasuwa zamek błyskawiczny. Wilki przepadają za wszystkim, co można ściągnąć. Lubią podkradać ludziom rękawiczki, czapki, aparaty fotograficzne i komórki, a potem bawić się zdobyczą. Zabrane rzeczy rzadko wracają do właściciela w pierwotnym stanie. Może się cieszyć, jeśli są jeszcze w jednym kawałku. Ale dla uczestników Bliskiego Kontaktu z Wilkiem to dodatkowa atrakcja. Najbardziej narażone są przedmioty ze skóry lub zamszu.

Kiedyś jedna z kobiet na wybiegu miała na sobie obuwie ze skóry królika i wilki zupełnie oszalały. Przewodnicy musieli oddać buty zwierzętom, bo inaczej zerwałyby je kobiecie z nóg. Jeden z opiekunów popędził do samochodu po swoje adidasy i pożyczył je poszkodowanej. Może wilki podnieca woń zwierzęcej skóry? Tak samo jest ze sztormiakami, prawdopodobnie dlatego, że materiał, z którego są zrobione, przypomina skórę i charakterystycznie pachnie. Zapachy w ogóle stanowią problem. Nie wolno mieć przy sobie snusu ani papierosów. Krem do rąk i perfumy mogą wpływać na zachowanie zwierząt. Ale ludzie lubią, jak wilki zjadają im nakrycia głowy. Ich przeżycia są wtedy intensywniejsze. Autentyczniejsze. Za to właśnie się płaci, a bilet kosztuje około tysiąca koron.

Trzecie i ostatnie drzwi mniejszego wybiegu zatrzaskują się za Sofie. Jest już teraz na terenie wilków. Pierwsze dźwięki, które słyszy prócz kropli deszczu siekącego w kaptur, to zawodzenie. Podczas przesłuchania Sofie opisze pisk wilków i ich niespokojną, nerwową bieganinę tam i z powrotem przed furtką. Nadal nie widać Karoliny. Sofie natychmiast kieruje się w lewo, w stronę wysokiego ogrodzenia okalającego wybieg. Jak codziennie rano. Opiekunowie zawsze przechodzą wzdłuż całego ogrodzenia i sprawdzają, czy któryś z wilków nie próbował się podkopać. Ostatnio była tam wczoraj. Razem z Karoliną, która w tym czasie karmiła wilki.

Sofie przemierza skalisty i śliski teren, a za nią, w pewnej odległości, podążają cztery drapieżniki. Inspektor kryminalny Anders Wallberg zapyta ją później, czy w tamtym momencie zwróciła uwagę na coś szczególnego. Tak, zaskoczyła ją jedna rzecz. Chodzi o wilka, który znajdował się najniżej w wewnętrznej hierarchii i w ostatnim czasie głównie leżał wśród gałęzi przewróconego przez wiatr świerka. Zdziwiło ją, że był wtedy w stadzie wraz z innymi.

Sofie przeszła już kilkaset metrów. Idzie ostrożnie, żeby się nie poślizgnąć. Nieco dalej spostrzega dwa kolejne wilki, które krążą wokół śluzy do podawania pokarmu. Wchodzi na niewielkie wzniesienie i zauważa na ziemi coś czarnego. Coś, co nie powinno leżeć na wybiegu. Wygląda jak śmieć. Podchodzi bliżej. To kurtka przeciwdeszczowa z zielonym logo wydrukowanym na plecach. Widziała w niej dziś rano Karolinę. Może wilki wyczuły jakiś zapach i zaczęły ją szarpać? Niewiele im trzeba, mają fenomenalny węch. Może coś wywęszyły i ze względów bezpieczeństwa Karolina była zmuszona zdjąć kurtkę i zostawić ją na ziemi, żeby zwierzęta jej nie przewróciły.

Wilki są oswojone z ludźmi i przypominają duże psy. Naturalne instynkty i skomplikowane zależności w watasze, które rozwinęły się w ciągu tysięcy lat, pozostają jednak niezmienne. W kontaktach z ludźmi wilki z natury są płochliwe i nerwowe. W porównaniu z psami wydają się tchórzliwe, lecz bywają też agresywne i nieokiełznane. Sofie wie, że potrafią rozszarpać bluzę lub kurtkę, jakby ubrania te zrobiono z papieru toaletowego. W kontakcie z wilkami trzeba być ostrożnym i jednocześnie stanowczym.

 

Sofie podnosi z ziemi kurtkę. Wydaje się cała. Później, przy bliższych oględzinach, okazuje się, że materiał jest podziurawiony zębami, a na kapturze, plecach i prawym ramieniu są niewielkie rozdarcia. Sofie zwija kurtkę w kulę i przerzuca ją przez ogrodzenie, żeby zwierzęta jej nie zniszczyły. Rozgląda się uważnie dookoła i usiłuje policzyć wilki znajdujące się powyżej, na skarpie. Na początku było ich dziewięć. Teraz zostało osiem, po tym jak ubiegłego lata uśpiono Kurta. Sofie robi jeszcze kilka kroków i nagle przystaje. Na ziemi leży kolejna część garderoby z tego samego nieprzemakalnego materiału co kurtka. Para spodni. To dziwne, że Karolina zdjęła je z siebie na wybiegu. W dodatku mają widoczne rozdarcia i dziury. Sofie podnosi spodnie, zwija je i przerzuca na drugą stronę, ale ubranie się rozwija i zahacza o przewód elektryczny nad ogrodzeniem. Jego górna część wygięta jest w kierunku wybiegu, żeby wilki nie mogły się wydostać. Spodnie zawisły i powiewają lekko na deszczu i wietrze.

Wilki obserwują Sofie żółtymi, przenikliwymi oczami, jak gdyby były ciekawe jej kolejnych posunięć. Zanim się dowie, co się dzieje z Karoliną, najlepiej trzymać zwierzęta na dystans. Może wciąga dłonie do rękawów, jak większość ludzi, kiedy jest im zimno. W ostatnim czasie wilki bardzo interesują się dłońmi. Podgryzają je i liżą. Szarpią za rękawy kurtek i bluz.

Sofie zwraca uwagę na coś leżącego na ziemi między pniami drzew a śluzą do podawania pokarmu. Nie widziała tego, wchodząc na wybieg, bo było zasłonięte przez duży kamień. Teraz, po przejściu całego okrążenia, zbliża się do śluzy od drugiej strony. Pierwsze, co jej przychodzi do głowy, to że ma przed sobą resztki, które zostały po wczorajszym karmieniu. Przyniosły wtedy z Karoliną wyjątkowo dużo jedzenia. Razem wciągnęły przez śluzę połowę tuszy z uboju. Sofie zastanawia się, czy leży tam niedojedzone mięso. Wilki najczęściej zabierają się do uczty, kiedy tylko opiekunowie opuszczą wybieg. Najpierw przywódca stada, a potem jego pozostali członkowie, zgodnie z panującą hierarchią. Na ogół jedzeniem dzielą się wszyscy z wyjątkiem kozła ofiarnego. Tym razem wilki chyba nie tknęły mięsa. Biorąc pod uwagę, że karmi się je tylko trzy razy w tygodniu, jest to co najmniej dziwne. Zwykle są głodne.

Wiem, że tak właśnie działa ludzki mózg. Odwołuje się do znanych wzorców i sensownych interpretacji wrażeń wzrokowych, których nie potrafi od razu odszyfrować. Sofie wie, że kawałki mięsa posypuje się białym proszkiem mineralnym, który nadaje im beżowy odcień. Podchodzi bliżej, myśli, że może mięso było zepsute, ale nagle jej wzrok pada na zegarek. Wygląda znajomo. Jej mózg potrzebuje kilku sekund, żeby zarejestrować, co widzi pośród kamieni, korzeni i zeszłorocznego igliwia. Teraz, kiedy już zobaczyła, wpada w panikę. Cofa się i idzie w kierunku śluzy, znajdującej się kilka metrów od nagiego i okaleczonego ciała Karoliny. Szuka w kieszeni klucza od kłódki. Drzwi trudno otwierają się z tej strony. Tędy się raczej nie wychodzi. Ale teraz to najkrótsza droga, inaczej musiałaby przemierzyć cały wybieg.

Między nią a głównym wyjściem znajduje się stado wilków. Sofie ma zwierzęta za plecami, a przed sobą kłódkę. Żeby ją otworzyć, musi wsunąć dłoń do wąskiej szpary między stalowymi drzwiami a ogrodzeniem. Jeśli upuści klucze na kamienne płyty, nie wiadomo, czy ich dosięgnie.

Sofie słyszy w końcu kliknięcie otwieranego zamka. Wyciąga kłódkę ze skobla i natychmiast zamyka za sobą drzwi. Zakłada na powrót kłódkę. Dopiero gdy jest już bezpieczna, zaczyna się trząść i histerycznie szlochać. Chwilę później zjawia się przy niej Maria.

Wiem, że Maria zastaje skuloną, na wpół przytomną Sofie w śluzie do podawania pokarmu. Wiem, że Sofie usiłuje wytłumaczyć, co się stało, ale słowa nie przechodzą jej przez gardło. Wiem, że Maria łączy się z numerem 112. Jest godzina 11.17, niedziela, 17 czerwca 2012 roku.