Jestem żoną szejkaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Jestem żoną szejka
Jestem żoną szejka
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 60,90  48,72 
Jestem żoną szejka
Audio
Jestem żoną szejka
Audiobook
Czyta Ewa Abart
32,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Następnie ustawieni w rzędach mężczyźni, ubrani w białe diszdasze i w ghutrach z agalem na głowach, odmówili nad zmarłym modlitwy dżama’a8 oraz dżanaza9. Mary ułożone były wprost na pokrytej niebieskim dywanem podłodze meczetu. Patrzyłam na delikatną tkaninę flagi układającej się wokół zawiniętego w całun ciała szejka. Uderzyła mnie prostota obrządku pogrzebowego. Była tylko modlitwa i skupione twarze uczestników ceremonii. Najbliżej związany ze zmarłym jego brat, szejk Hamdan, ocierał zbierające się w kącikach zaczerwienionych oczu łzy. Ojciec, emir Dubaju, starał się zachować niewzruszoną twarz, jednak na pozornie kamiennym obliczu można było zobaczyć wyryte cierpienie. Wokół niego stali pogrążeni w smutku żałobnicy. To byli jedni z najbogatszych ludzi świata, ale w obliczu śmierci to nie miało najmniejszego znaczenia.

Po skończonych modlitwach bliscy zmarłego przenieśli mary do ambulansu, po czym żałobnicy udali się kolumną samochodów na cmentarz. Tam mężczyźni z najbliższej rodziny złożyli owinięte tylko w biały całun ciało szejka do grobu i własnymi rękoma, niektórzy znajdując się wprost w mogile, zaczęli sypać na nie garstki żółtego piasku. W tradycyjnym, prostym akcie szejkowie grzebali swojego bliskiego. Na ich twarzach pojawiły się pot i oznaki potwornej żałości, które szczególnie wyraźnie było widać u braci szejka Raszida.

Trzy dni po pogrzebie szejk Hamdan umieścił na Twitterze wiersz zatytułowany Słowo brat poświęcony osobistym przeżyciom związanym z odejściem ukochanego brata. W gorzkich wersach pisał o swoim wielkim bólu i niewyobrażalnej stracie. Szejk Hamdan był gotów podzielić się z bratem danym mu na tej ziemi czasem, aby tylko ten powrócił do życia i szejk mógł mu powiedzieć, jak dużo znaczył dla niego oraz dla wszystkich innych. Szejk w poetyckich strofach obrazował swoją codzienną walkę w ukrywaniu swojej żałości, kiedy wokół niego byli ludzie, i wysiłkach, aby zamienić swoje serce w twardy głaz. Ale kiedy tylko zostawał sam, każda cząstka jego serca płonęła w boleści i chociaż starał się zachować dumę, jego dusza poddawała się cierpieniu.

Pomyślałam, jak wielu z nas w swojej codziennej egzystencji musi trzymać w ukryciu swoje prawdziwe emocje i dopiero kiedy zostajemy sami, możemy pozwolić sobie na uzewnętrznienie naszych prawdziwych przeżyć i prawdziwego ja. Ile łez zostało wylanych w samotności, kiedy udręczenie było tak wielkie, że zdawało się miażdżyć od wewnątrz nasze ciało na drobne kawałki. Ile razy zapytaliśmy samych siebie: „Dlaczego właśnie mnie to spotkało?”, „Dlaczego ja?”. Myślę, że tak naprawdę każdy swoje życie przeżywa sam.

Najbardziej z całego wiersza szejka Hamdana zapadły mi w pamięć wersy porównujące związki przyjacielskie do relacji braterskich, które według niego, znajdowały się na zupełnie innym poziomie. Chociaż przyjaciele są bardzo cenieni, pisał szejk, to w momentach złości mogą pokazać nam swoje złe oblicze i tanio nas sprzedać, nie zważając na to, ile nam zawdzięczają i ile dobrego dla nich zrobiliśmy. A brat nigdy nas nie sprzeda, bo braterstwo przepełnione jest miłością od momentu urodzenia. Nie ma piękniejszego wyrazu niż słowo „brat” w ustach brata, gdyż płynie ono z samego serca.

Słowa te bardzo mnie poruszyły. Uzmysłowiły mi, że szastający bez ograniczeń pieniędzmi arabscy książęta doskonale zdają sobie sprawę z faktu, jak wiele relacji, w tym również bardzo bliskich, kupują. I jak mogą okazać się one kruche, nawet w przypadku, gdy przyjaciele korzystali z bogactw i przywilejów szejków. Pamiętam rozgoryczenie mojego męża, kiedy okazało się, że jeden z jego bliskich pracowników, z którym wielokrotnie podróżował i który dorobił się kroci w firmie Salima, niespodziewanie zrezygnował z posady, tłumacząc się śmiertelną chorobą swojej matki w jego rodzinnym kraju. Mój mąż bardzo się tym przejął i hojnie go odprawił, a potem okazało się, że historia o obłożnie chorej matce była kłamstwem, które miało pozwolić sprytnemu mężczyźnie nie tylko opuścić firmę, lecz także sprzedać jej tajemnice za ogromne pieniądze. Od tej pory Salim stał się jeszcze bardziej nieufny, nie tylko w stosunku do swoich firmowych pracowników, ale również służących, chociaż niektórzy z nich pracowali z nami od wielu lat i nigdy nas nie zawiedli. Mąż kazał mi codziennie obchodzić liczne komnaty naszego pałacu i sprawdzać, czy nic nie zginęło, oraz mieć baczniejszą uwagę na służbę. Nieufność jest przekleństwem bogaczy. Mojego życia również.

***

Rozrzutni szejkowie wydają fortuny na ekstrawaganckie zachcianki, aby ciągle mieć poczucie wyjątkowości i nieograniczonej władzy. Prześcigają się w zamawianiu najdroższych samochodów, samolotów, jachtów, zegarków, biżuterii, rezydencji i innych luksusowych dóbr. Największy na świecie prywatny jacht, wart ponad sześćset milionów dolarów i długości stu osiemdziesięciu metrów, nazywa się Azzam, co po polsku znaczy „determinacja”, i należy do szejka Chalify ibn Zaida al-Nahajana, emira Abu Zabi i jednocześnie prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Emir Dubaju, szejk Muhammad ibn Raszid al-Maktum, jest właścicielem trzeciego co do wielkości jachtu, który kosztował trzysta pięćdziesiąt milionów dolarów i ma sto sześćdziesiąt dwa metry długości. Posiadaczem następnego stupięćdziesięciopięciometrowego giganta o wartości trzystu milionów dolarów jest Kabus ibn Sa’id, sułtan Omanu. Inne ponadstumetrowe kolosy należą do szejków z Kataru i Arabii Saudyjskiej. Na kilkupiętrowych pokładach tych superjachtów mieszczą się luksusowe apartamenty, kryte i otwarte baseny, jacuzzi, siłownie, spa, sale do gry w squasha, kina, dyskoteki, sale recepcyjne, sale koncertowe mogące pomieścić pięćdziesięcioosobową orkiestrę, biblioteki, centra biznesowe, szpitale, garaże, lądowiska helikopterów, łodzie podwodne, a na niektórych z nich nawet wyrzutnie rakietowe. Wszystko po to, aby zwyciężyć w tym nigdy niekończącym się wyścigu próżności. Aktualnie budowany jest następny superjacht, większy niż statek wycieczkowy, za oszałamiającą kwotę ponad miliarda dolarów, którego ukończenie przewiduje się na dwa tysiące osiemnasty rok. Jego długość będzie wynosić dwieście dwadzieścia dwa metry i ma on posiadać rekordową liczbę siedmiu pokładów. Dwupoziomowy apartament właściciela o powierzchni dwustu siedemdziesięciu pięciu metrów zapewni niezapomniane widoki i prywatny dostęp do lądowiska helikopterów. Mimo olbrzymich wymiarów ten wyjątkowo luksusowy jacht będzie mógł przyjąć zaledwie trzydziestu sześciu gości oraz siedemdziesięciu członków załogi i obsługi. Przewiduje się, że samo utrzymanie tego pływającego pałacu może kosztować do trzydziestu milionów dolarów rocznie. Nie wiadomo, kto zlecił budowę supergiganta, który swoją ceną, wielkością i luksusem przebije wszystkie dotychczas pływające jachty na świecie, ale wydaje się wielce prawdopodobne, że jest to jeden z szejków arabskich. Krążą plotki, że zamawiający miliarder wyraził nadzieję, że kiedy nowy jacht wypłynie na wody, to będzie go bardzo trudno pokonać pod względem wielkości i luksusu, o ile w ogóle.

Szejkowie prześcigają się nie tylko w budowaniu najbardziej ekskluzywnych jachtów, ale również w posiadaniu konstruowanych na specjalne zamówienia wyjątkowych samochodów. I nie wystarczają im już limitowane serie najdroższych marek, takich jak Mercedes-Benz, Range Rover, Aston Martin, Lamborghini, Bugatti, Porsche, Rolls-Royce, Ferrari czy Bentley, ale ich pycha wymaga bardziej spektakularnych efektów. Pokrywają więc swoje samochody szczerym złotem, w tym również białym, lustrzaną powłoką, a nawet porcelaną. Jeden z saudyjskich książąt ma kolekcję ponad trzystu samochodów, w tym wartego czterdzieści osiem milionów dolarów mercedesa-benza SL 600, w całości inkrustowanego diamentami, które błyszczą nie tylko na karoserii, ale również na logo, klamkach, felgach, a nawet na rurze wydechowej. Ten sam szejk jest też właścicielem inkrustowanego diamentami motocykla Ducati, którego cena wynosi prawie pięć milionów dolarów.

Szejk Hamad ibn Hamdan al-Nahjan, należący do rodu panującego w emiracie Abu Zabi, posiada jedną z największych kolekcji samochodów na świecie. Nosi przydomek „Tęczowy szejk”, ze względu na zamówione w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym trzecim roku siedem samochodów marki Mercedes S-Class, które pomalowane zostały na jego specjalne życzenie w siedmiu kolorach tęczy. Szejk w ciągu tygodnia jeździł takim samym modelem samochodu, jednak o innej barwie, która przypisana była danemu dniowi. Bogacz, który trwoni pieniądze lekką ręką, gdyż jak sam mówi, lubi przepływ gotówki i szybko wydaje to, co wpływa na jego konto, szczyci się również gigantycznym wehikułem, którego używa jako domu podczas wypraw na pustynię. Jest to dokładna kopia amerykańskiego samochodu ciężarowego Dodge, ale osiem razy większa od oryginału. W środku mieszczą się wewnętrzne różowe schody, cztery klimatyzowane sypialnie, salon, łazienka oraz kuchnia. Platforma samochodu używana jest jako patio, z którego podziwiać można niezapomniane pustynne widoki, a jej wielkość pozwala na lądowanie na niej helikoptera w razie potrzeby. Następnym dziwnym pojazdem szejka jest replika kuli ziemskiej w skali jeden do miliona. W ogromnej niebieskiej kuli z zaznaczonymi na niej kontynentami usytuowanych jest dziewięć sypialni i dziewięć łazienek. Wśród czterystu samochodów z kolekcji szejka znajduje się również wiele cennych zabytkowych aut, w tym również o historycznym znaczeniu, jak na przykład rolls-royce phantom 6, którego używała królowa Elżbieta II podczas swojej wizyty w Dubaju.

Szejkowie wyszukują coraz bardziej oryginalne sposoby wydawania swoich olbrzymich pieniędzy, ale wygląda na to, że w przypadku kiedy można pozwolić sobie dosłownie na wszystko, chwilowe zadowolenie z następnego imponującego gadżetu, nawet jeśli kosztował miliony, może szybko minąć. I wtedy pojawia się nuda, którą zapełnia się szukaniem coraz bardziej wymyślnych rozrywek, z biegiem czasu coraz bardziej ekstremalnych, ocierających się o granicę życia i śmierci. Bogacze uwielbiają szybką jazdę swoimi supersamochodami, gdyż wielkie ryzyko podnosi adrenalinę i zapewnia mocne przeżycia. Jeden z szejków wyznał, że prowadzenie rozpędzonych do granic możliwości pojazdów jest jedyną aktywnością wywołującą u niego gęsią skórkę. Niekiedy szybkość, którą gwarantują fabryczne silniki, nie wystarcza szejkom, więc zatrudniają oni swoich inżynierów, aby tworząc unikatowe hybrydy, podrasowali maszyny do osiągania jeszcze większych prędkości.

 

Ostatnio niezwykle modnym, ekstrawaganckim hobby wśród elit Zatoki Perskiej, a szczególnie Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które stało się symbolem wysokiego statusu ich właścicieli, jest trzymanie dzikich zwierząt jako domowych pupili. Uważa się, że jeżeli kogoś stać na kupno drogiego, dzikiego zwierzęcia, to znaczy, że może pozwolić sobie na wszystko. A bliskie przebywanie z zabójczymi drapieżcami odbierane jest jako wyraz niezwykłej odwagi, co jednocześnie zapewnia wysoki prestiż ich właścicielom. Czasami jest to faktyczne igranie ze śmiercią, bo młodzi szejkowie chełpią się mrożącymi krew w żyłach zdjęciami na forach społecznościowych lub filmikami na YouTube, na których widać, jak wkładają dłoń, rękę, a czasami nawet głowę do szeroko otworzonej paszczy lwa, którego długie, ostro zakończone kły bezpośrednio dotykają skóry człowieka. Wystarczy sekunda, aby to popisywanie się nieustraszonością zakończyło się tragicznie. Mimo to wyczyny te wzbudzają podziw ich kolegów, którzy wznoszą okrzyki wychwalające ich męskość. Najwyżej ceniony jest jak najbliższy, a tym samym bardzo niebezpieczny kontakt fizyczny z groźnym zwierzęciem, więc szejkowie jeżdżą okrakiem na lwach, prowokują drapieżniki, aby te ich goniły, a następnie się na nich rzucały, lub leżą między ich łapami i rozwartą paszczą. Im bardziej brawurowa sytuacja, tym większa chwała ryzykanta wystawiającego swoje życie na nieprzewidywalne reakcje dzikiego zwierzęcia.

Z drugiej strony lwy, tygrysy, jaguary, lamparty, gepardy i pumy traktowane są przez arabskie elity dosłownie jak domowe pupile – dzikie zwierzęta przebywają ze swoimi właścicielami w pałacach, jeżdżą w luksusowych samochodach lub pływają na moto­rówkach i jachtach. Małe tygryski baraszkują w pokojach dziecięcych z raczkującymi niemowlakami lub zjeżdżają na zjeżdżalniach z większymi dziećmi we wspaniale utrzymanych i zraszanych ogrodach. Większe okazy wylegują się na kanapach i puszystych dywanach ekskluzywnych salonów, bawią się kulami na stołach bilardowych albo skaczą po maskach najdroższych samochodów takich marek jak Mercedes, Porsche, Ferrari, Rolls-Royce lub Lamborghini. Widok lwa czy jaguara siedzącego na przednim siedzeniu range rovera i wystawiającego głowę lub łapę przez otwarte okno nie jest niczym dziwnym na dubajskich ulicach. Właściciele zabierają swoich ulubieńców na przejażdżkę po mieście, z wizytą do znajomych lub na wyprawę superszybką łodzią po wodach Zatoki.

Szczególnie cenione są rzadko występujące białe lwy, których wartość sięga pięćdziesięciu tysięcy dolarów. Jedna z księżniczek wyprawiła dla swojego białego lwa o imieniu Baby huczne czwarte urodziny. Wybieg drapieżnika został ozdobiony dużymi napisami „Happy Birthday” oraz wielkimi koszami wymyślnych, wielo­barwnych kompozycji kwiatowych. Ponadto pęki różno­kolorowych balonów o rozmaitych kształtach i rozmiarach z nadrukami „Happy Birthday Baby” przyczepiono do ogrodzenia, dekoracyjnych stosów kamieni lub wrzucono do małego basenu drapieżnika. Biały lew bawił się z upodobaniem kołyszącymi się na wietrze balonami, popychał je nosem, a następnie mocno uderzał łapą lub chwytał w paszczę i zaciskał na nich kły. Pękające z hukiem balony sprawiały mu ogromną radość, więc drapieżnik z rozbawieniem biegał od jednej wiązki do drugiej, energicznie rozrywając kolejne dmuchane zabawki. Szczególnie przypadło mu do gustu pluskanie z balonikami w wodzie, i to w niej biały lew rozpruł ich najwięcej. Po intensywnej zabawie księżniczka zrobiła sobie wiele okolicznościowych zdjęć w urządzonym z niezwykłym przepychem pałacu, pozując ze swoim pupilem na błyszczących marmurowych posadzkach i drogocennych dywanach, mając za tło kunsztownie rzeźbione fotele obite elegancką atłasową tkaniną oraz białe meble bogato inkrustowane złotem.

Młodzi szejkowie rozpieszczają swoich ulubieńców, często osobiście ich kąpiąc lub karmiąc smakołykami. Oprócz drapieżników popularne są również małpki – właściciele obnoszą je, ubrane w pampersy i ekskluzywne stroje, po pałacowych wnętrzach, karmią mlekiem z butelki i herbatnikami lub sadzają obok siebie na miękkich kanapach podczas spotkań towarzyskich albo oglądania telewizji. Kilka lat temu Paris Hilton przyjechała z Los Angeles do Dubaju, aby stanąć przy konsolecie nocnego klubu Cavalli Club. Później umieściła swoje zdjęcia ze zwierzętami na forach społecznościowych i jedno z nich podpisała: „Spędzam czas w przepięknym domu mojej przyjaciółki ze wszystkimi jej egzotycznymi zwierzętami. W niebie. To jest baby Dior”. Fotka przedstawiała zadowoloną Paris, która trzymała na rękach przytulającą się do niej małpę ubraną w ciemnoróżowe śpioszki. Na pozostałych fotografiach szeroko uśmiechnięta Paris Hilton karmiła mlekiem z butelki białe lwiątko oraz pozowała z gazelami i zebrami. Inne zdjęcie przedstawiało małego geparda siedzącego na eleganckiej kanapie wyłożonej licznymi poduszkami od znanych światowych projektantów. Prasa komentująca zafascynowanie celebrytki dzikimi zwierzętami jako domowymi pupilami stwierdziła, że nawet Paris Hilton uległa słynnej frazie „Tylko w Dubaju”. Sama zaś córka jednego z najbogatszych ludzi w Stanach Zjednoczonych, znana z ekstrawagancji i licznych skandali, która kilkakrotnie gościła w Emiratach, promując kolekcje swoich torebek, perfum i innych luksusowych produktów, z przekonaniem zachwalała położone nad Zatoką Perską miasto, nazywając Dubaj „nowymi Hawajami”.

Posiadanie nieograniczonych bogactw prowadzi do bezustannego poszukiwania kolejnych ekscytujących wrażeń, które pozwolą dotknąć czegoś niezwykłego, zakazanego, a często śmiertelnie niebezpiecznego. I czasem szaleńcze ściganie się supersamochodami albo ryzykanckie wkładanie głowy w paszczę lwa może nie wystarczyć. Parę lat temu głośna była sprawa saudyjskiego księcia, który w walentynkową noc zabił swojego służącego, i zbrodnia ta wyraźnie miała charakter seksualny. Uważany za homoseksualistę trzydziestosześcioletni książę, należący do jednej z najbogatszych i najbardziej wpływowych królewskich dynastii Saudów, wnuk brata króla Arabii Saudyjskiej, przebywał w pięciogwiazdkowym hotelu w Londynie, w którym dzielił łoże ze swoim sudańskim służącym, trzydziestodwuletnim Bandarem. Walentynkowe święto książę uczcił, pijąc z kochankiem mnóstwo szampana i koktajli Sex on the Beach. Następnego dnia okazało się, że służący nie żyje, a liczne i poważne rany dowodziły, że dokonano na nim bardzo brutalnej zbrodni. Policzki Bandara nosiły ślady ugryzień, na głowie widniały przerażające rany spowodowane silnymi ciosami, usta były spuchnięte, zęby połamane, uszy straszyły makabrycznymi zniekształceniami, a ponadto sekcja zwłok wykazała ciężkie uszkodzenia mózgu oraz brzucha. Na szyi znajdowały się rany ze śladami rąk wskazującymi na uduszenie. Wyglądało na to, że w luksusowym hotelowym apartamencie odbył się wyjątkowo straszny, nasycony kipiącą furią, sadystyczny akt seksualny, którego kulminacją była śmierć kochanka.

Podczas procesu portier zeznał, że książę traktował swojego służącego jak niewolnika. W sądzie stwierdzono, że zbrodnia była finałem długotrwałej, głęboko uwłaczającej dla Bandara relacji, która daleko wykraczała poza typowe stosunki pracodawca – służący. Istniało nagranie z hotelowej windy, na którym wyraźnie widać, jak książę bezlitośnie bije zaciśniętymi pięściami swojego służącego po głowie oraz go bestialsko kopie. Bandar przyjmował ciosy i nawet nie próbował się bronić. Szejk, który miesiącami podróżował ze swoim służącym po całym świecie, oddając się przyjemnościom zakupów w najdroższych sklepach, jedzenia w luksusowych restauracjach oraz zabaw w modnych nocnych klubach, wykorzystywał Bandara fizycznie, emocjonalnie i seksualnie. O powtarzającym się maltretowaniu świadczyły stare ślady pobić, w tym podkrążone i spuchnięte oko ofiary, a na seksualny motyw zbrodni wskazywały plamy krwi znalezione na bieliźnie księcia.

Po upublicznieniu szczegółów dotyczących długotrwałego okrutnego traktowania służącego pojawiły się głosy, że szejk, multimiliarder, stawiał się poza prawem. Świadkowie, którzy widzieli wcześniej Bandara, zeznawali: „miał wzrok przerażonej, zaszczutej istoty, krucho wyglądał, wydawał się zmęczony”. Służący, zupełnie tak jak niewolnik, był całkowicie podporządkowany księciu oraz uległy wobec niego i nawet tragicznej nocy nie stawiał żadnego oporu, przyzwalając w niemocy i cierpieniu na zwyrodniałe zakatowanie go na śmierć. W świetle tych tragicznych faktów niewiarygodne się wydaje, a może jest to tym bardziej zatrważające, że niektórzy postrzegali szejka jako uprzejmego, dobrze wychowanego, uroczego i hojnego arystokratę, który lekką ręką dawał pięćdziesięciofuntowe napiwki. Czasami zastanawiam się, czy to prawda, że w każdym z nas drzemie bestia, która wywabiona z najdalszych, trudno dostępnych zakamarków naszego wnętrza, potrafi momentalnie nami zawładnąć, przemieniając nas w dzikiego, nieobliczalnego potwora. Zdarza się, że mój mąż…

Ostatecznie londyński sąd uznał księcia winnego zbrodni śmiertelnego pobicia i uduszenia służącego, po czym skazał na dwadzieścia lat więzienia. Po dwóch latach, na podstawie porozumienia o wymianie więźniów zawartego między Wielką Brytanią a Królestwem Arabii Saudyjskiej, książę wrócił do swojego ojczystego kraju.

Te brawurowe wyścigi swoimi wyjątkowymi supersamochodami oraz wyuzdane imprezy, na które zapraszane są panienki z agencji towarzyskich, gdzie bez umiaru leje się alkohol i zażywane są narkotyki, arabscy szejkowie urządzają w Londynie, Paryżu, Monako, Cannes, a ostatnio również w Beverly Hills. Nawet mieszkańcy tego jednego z najbardziej ekskluzywnych miast Stanów Zjednoczonych pozostają pod wrażeniem wyjątkowych pojazdów, które nie dość, że kosztują miliony, to montowane są w bardzo krótkich seriach. Ostatniego lata uwagę przechodniów przyciągnął wyścig wartego półtora miliona dolarów ferrari laferrari, który to model został wyprodukowany w zaledwie czterystu egzemplarzach, a jego cena od momentu wypuszczenia na rynek wzrosła dwukrotnie. Żółte auto należące do katarskiego księcia z wielkim rykiem pędziło po wąskich i zazwyczaj spokojnych ulicach Beverly Hills, ścigając się z białym porsche 911 GT3, nie zważając na znaki drogowe, światła i przechodniów. Prędkość, którą osiągnęło ferrari laferrari, była tak wielka, że kiedy samochód podjechał pod willę wynajmowaną przez szejka za czterdzieści pięć tysięcy dolarów miesięcznie, jego przegrzany silnik dymił. Reporter, który filmował całe zdarzenie, a następnie zjawił się dwa dni później w okolicach domu, gdzie zaparkowano ferrari, i zapytał znajdującego się tam mężczyznę, czy ten nie dba o ludzkie życie, usłyszał parę niegrzecznych zdań.

– To nie jest twój interes! Wynoś się stąd! – powiedział kilka razy zapytany, dodając wulgarne wyrazy. – Nawet gdybym cię zabił, i tak bym się z tego wywinął!

Wtedy reporter stwierdził, że to jest Ameryka, gdzie obowiązuje wolność prasy i przedstawiciele mediów mają prawo filmować z chodnika publicznej ulicy. Arab powiedział niecenzuralne słowo na temat Ameryki, po czym rzucił w reportera niedopałkiem papierosa. Ochroniarz, który się zaraz pojawił, zaczął obrażać reportera, szarpać go i uderzył trzymaną przez niego pracującą kamerę.

Badająca incydent policja Los Angeles oświadczyła, że nie jest w stanie stwierdzić, kto, narażając na niebezpieczeństwo innych, prowadził ścigające się samochody, bo kierowca żadnego z nich nie był widoczny na zdjęciach i wideo oraz nie znalazł się żaden świadek, który byłby gotowy złożyć zeznania i zidentyfikować kierowców. Policja nie nałożyła również mandatów za wielokrotne łamanie przepisów drogowych, ponieważ żaden z funkcjonariuszy nie widział tego osobiście. Jednocześnie zapewniła, że dokładnie zbada zgłoszony im przypadek kierowców traktujących ulice Beverly Hills jak tor wyścigowy.

Wkrótce po rozpoczęciu przez policję dochodzenia podejrzany szejk wraz ze swoją świtą i samochodami wyleciał ze Stanów Zjednoczonych prywatnym samolotem. Prasa podała, że luksusowe ferrari laferrari było przywiezione do Stanów nielegalnie.

Szejkowie należący do panującego w Katarze rodu są wielkimi entuzjastami automobilizmu, w związku z czym corocznie organizują w swoim kraju zarówno wyścigi samochodowe, jak i międzynarodowe targi motoryzacyjne, na których licznie przybywający turyści mogą zobaczyć modele pokazywanych po raz pierwszy supersamochodów. Katarscy książęta posiadają najdroższe pojazdy świata, w tym wartego trzy i pół miliona dolarów lykana hypersport, który jest firmowany przez Bugatti Veyron Super Sport i został wyprodukowany w zaledwie siedmiu egzemplarzach. Samochód księcia wyróżnia się podwoziem z włókna węglowego, pozłacaną maską silnika, wysadzanymi diamentami tylnymi światłami ledowymi i inspirowanym Gwiezdnymi wojnami, w pełni funkcjonalnym, interaktywnym, holograficznym wyświetlaczem. W środku znajduje się zegarek Special Edition Cyrus Klepcys wart dwieście tysięcy dolarów. Lycan hypersport osiąga prędkość stu kilometrów w dwie i osiem dziesiątych sekundy. Zafascynowani nowinkami motoryzacyjnymi szejkowie podróżują po całym świecie, zabierając ze sobą swoje supersamochody, aby na ulicach Europy lub Ameryki pochwalić się zarówno nimi, jak i swoimi wyjątkowymi umiejętnościami kierowców. Szejk, który w pośpiechu opuścił Beverly Hills, kiedy policja zaczęła się nim interesować, prowadzi samochody od dwunastego roku życia i wcześniej wielokrotnie już bywał w Los Angeles, popisując się na ulicach zdolnościami kierowcy rajdowego.

 

Wyścigi samochodowe w zamieszkałych dzielnicach narażające na niebezpieczeństwo ludzkie życie nie są jedynymi ekscesami arabskich szejków, które – upublicznione – elektryzują opinię publiczną. Czasami wyciekają znacznie bardziej wstrząsające fakty z ekstrawaganckiego życia szejków i dotyczy to często organizowanych przez nich, ale rzadko ujawnianych, orgii seksualnych.

Perwersyjne zachowanie dwudziestodziewięcioletniego saudyjskiego księcia wyszło na jaw, kiedy w nocy jedna z zatrudnionych przez niego pomocy domowych, krwawiąc i krzycząc o ratunek, próbowała pokonać dwuipółmetrowy mur otaczający wartą trzydzieści siedem milionów dolarów posiadłość w Los Angeles. Sąsiedzi wezwali policję, która aresztowała księcia. Rozpoczął się proces i zdrożne czyny szejka, które odtwarzała prasa na podstawie akt sądowych, zszokowały miejscową społeczność.

Saudyjski książę został oskarżony o zażywanie kokainy, seksualną napaść na pokojówkę, zmuszenie pracownicy do seksu oralnego oraz grożenie śmiercią kobiecie, która opierała się jego zalotom. Trzy zatrudnione w jego luksusowej posiadłości kobiety wniosły przeciwko niemu pozew, ujawniając szczegóły kilkudniowej wyuzdanej imprezy, którą zorganizował. Zeznały, że książę, mocno pijany i będący pod wpływem narkotyków, kazał im przyglądać się swojemu wzniesionemu członkowi, którego stymulował ręką klęczący przed nim mężczyzna. Kiedy kobiety chciały opuścić pokój, książę wrzasnął: „Musicie na to patrzeć!”. W innym momencie seksualnego orgiastycznego szaleństwa szejk próbował wyjąć swojego penisa ze spodni i oddać w salonie mocz na trzy pokojówki, krzycząc przy tym dziko: „Chcę siku, siku!”. Powstrzymał go od tego aktu jego saudyjski lokaj. Pokrzywdzone były też świadkami sytuacji, kiedy wypięty do tyłu mężczyzna puszczał gazy na twarz księcia na jego wyraźne życzenie. Szejk również wielokrotnie molestował i napastował seksualnie kobiety, nie zważając na ich stanowcze protesty. Jedna z pokojówek ujawniła, że książę skoczył na nią, po czym w agresywnie seksualny sposób zaczął się o nią ocierać, każąc jednocześnie innej, aby ta „lizała jego całe ciało”. Kiedy napastowana błagała go o to, żeby przestał, ten zezłoszczony ryknął: „Ty nie jesteś kobietą! Jesteś nikim! Jestem księciem i zrobię to, co chcę, i nikt mi nic nie zrobi!”. Innym razem szejk kazał rozebrać się wszystkim pracownicom nad basenem, bo chciał zobaczyć ich „nagie cipki”. Polecił też obnażyć się ochroniarzom. Pracownicy nie mogli dobrowolnie opuścić posiadłości oraz mieć żadnych przerw, ponieważ książę potrzebował dwudziestoczterogodzinnej obsługi. Pokrzywdzone później zeznawały, że przez kilka dni były trzymane w niewoli.

Wyjątkowo bulwersujący jest fakt, że lista nieprzyzwoitych czynów księcia, których dopuścił się zaledwie w ciągu kilkudziesięciu godzin, jest bardzo długa. Szejk pił bardzo dużo alkoholu, zażywał kokainę oraz zamawiał asystę z agencji towarzyskich. Pewnego razu zażądał, żeby pokojówka, która szczególnie przypadła mu do gustu, stała przy nim przez całą noc. Oznajmił jej przy tym bez żadnych skrupułów: „Podobasz mi się. Jutro mam z tobą imprezę i zrobisz wszystko, co ci każę, albo cię zabiję”, a następnie gwałtownie kopnął ją powyżej kolan. Zastraszona i upokorzona kobieta, aby tylko uwolnić się od nieustających żądań ogarniętego niezaspokojonymi żądzami szejka, myślała nawet o tym, żeby uciec, skacząc z drugiego piętra luksusowego pałacu. Powstrzymała ją myśl, że może doznać ciężkich obrażeń lub nawet zginąć i już nigdy nie zobaczyć swoich dzieci.

Agresja szejka wzrastała w błyskawicznym tempie. Widziano, jak ciągnął swoich lokajów za uszy, bił ich po twarzy oraz rzucał w nich przedmiotami. Do jednej z pokojówek wrzasnął: „Idź na górę! Ja tam przyjdę za dwie minuty i zrobisz wszystko, co zechcę. A jeżeli nie, to cię zabiję!”. Szejk wykrzykiwał coraz bardziej obraźliwe słowa, a „jego oczy były pełne wściekłości”, jak zeznała jedna z ofiar. Kiedy pokojówka przerażona rozjuszonym, pełnym nienasyconych chuci szejkiem uciekła na zewnątrz rezydencji, zobaczyła tam następne dwie wylęknione, trzęsące się i płaczące kobiety, z których jedna miała całą twarz oraz ciało pokryte siniakami i krwią. Niedługo potem przyjechała policja i aresztowała szejka, został on jednak zwolniony kilkanaście godzin po zatrzymaniu za kaucją w wysokości trzystu tysięcy dolarów. Wkrótce sąsiedzi zobaczyli kawalkadę samochodów, do których wynoszono rzeczy z wynajmowanej przez księcia rezydencji. Jeden ze świadków pospiesznej wyprowadzki szejka gorzko zauważył: „Jestem pewien, że teraz odlatuje już swoim prywatnym samolotem. Nie sądzę, żeby nawet potrzebował paszportu, aby się stąd wydostać”.

Mimo że istniały poważne przesłanki, iż ofiar terroryzowania, zastraszania oraz znęcania się fizycznego i seksualnego było więcej, w tym również w Nowym Jorku, to ostatecznie prokurator nie przedstawił szejkowi żadnych zarzutów, argumentując swoją decyzję brakiem dowodów. Zadowolony oprawca mógł zostawić nieprzyjemną dla siebie sprawę za sobą i beztrosko planować następne ekscesy…

Amerykańskie media opisujące liczne wybryki bogatych szejków znad Zatoki Perskiej, którzy czuli się absolutnie ponad prawem i którym zazwyczaj udawało się uniknąć kary za swoje skandaliczne zachowania, przytaczały słowa słynnego pisarza Francisa Scotta Fitzgeralda z jego opowiadania The Rich Boy: „Pozwól, że opowiem ci o bardzo bogatych. Oni różnią się od ciebie i mnie… Oni myślą, głęboko w swoich sercach, że są lepsi od nas, bo my musimy odkrywać zadośćuczynienia i ostoje życia przez samych siebie. Nawet jeżeli oni wejdą w głąb naszego świata albo zanurzą się poniżej nas, to nadal myślą, że są lepsi od nas”.

Zgadzam się całkowicie z zacytowanymi słowami amerykańskiego pisarza. Nonszalancką arogancję, która często cechuje mieszkańców bajecznie bogatych państw położonych nad Zatoką, zauważyłam nie tylko ja, ale również wiele moich koleżanek cudzoziemek. „Kim, do diabła, oni myślą, że są?!!!” – z oburzeniem w głosie powtarzała moja brytyjska znajoma. – „Przypadek sprawił, że mają ropę, i tyle!”. Jednak nierzadko zdarza się, że rdzenni mieszkańcy krajów naftowych postrzegają możliwość korzystania z profitów, które zapewnia im dostęp do bogatych złóż i sprzedaż płynnego złota, za szczególny przywilej wskazujący na to, że są wybrańcami losu. Jeżeli to właśnie oni dostali te baśniowe bogactwa, to znaczy, że mogą z nich w nieograniczony sposób korzystać i czuć się wyróżnionymi spośród zwykłej ludzkiej masy. W związku z tym mają prawo do pełnego zaspokajania swoich nawet najdziwaczniejszych zachcianek i najbardziej perwersyjnych żądz. Mieniące się diamentami albo złotem samochody, lwy wylegujące się na luksusowych kanapach okazałych pałaców, gepardy prowadzane na smyczy w publicznych miejscach, małpy ubrane w drogie stroje zabierane do nocnych klubów, w których właściciele oferują im drinki z wódki, tygrysy trzymane w głównych siedzibach wielkich międzynarodowych firm, wymyślne pojazdy, w których wnętrzach znajdują się wygodne apartamenty, oraz całe rzesze atrakcyjnych kobiet i mężczyzn gotowych na każde skinienie spełnić najbardziej wyszukaną i obrzydliwą seksualną fantazję – wszystko można kupić, włącznie z wolnością, nawet jeśli dopuściło się najohydniejszych czynów, takich jak morderstwa, gwałty i nieokiełznana, ordynarna rozpusta.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?