Krew sióstr. Czarna

Tekst
Z serii: Krew Sióstr #4
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Krew sióstr. Czarna
Krew sióstr. Czarna
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 29  23,20 
Krew sióstr. Czarna
Krew sióstr. Czarna
Audiobook
Czyta Anna Ryźlak
20 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

II. Srebrna

Zatem się dokonało. Choć okupiona wielkim poświęceniem i niepowetowanymi stratami to walka w republice scaliła wielobarwny sojusz, ziszczając się, jako zwycięska. Jednak w rezultacie tej batalii kasztanowa ziemia legła w gruzach, zginęły tysiące żołnierzy oraz dziesiątki tysięcy cywili, a Srebrna pożegnała istnienie Czarnej, swej rogatej siostry, legendarnej siostry krwi.

Wspominając bohaterską demonicę, popatrzyła na zakrzepłe rozcięcie od miecza we wnętrzu dłoni. Obok innych barw wyraźnie odznaczał się tam czarny strup, a srebrzysta dziewczyna czuła w sobie bijącą od niego złowrogą aurę.

Co to dla Srebrnej oznaczało, posiadanie czarnego elementu niczym znamienia? Niewątpliwie to, że tak długo, jak sama będzie istnieć, będzie jej towarzyszyła namiastka Czarnej, co przekładało się w prostej linii na jej większą bezwzględność. Zresztą dawała już temu wyraz, ostro strofując prowadzone na północny wschód wojsko. Miała bowiem teraz w sobie czarną i demoniczną przeciwwagę dla światła dobroci Złotej. Przez to coraz częściej dawała się ponieść bardziej drapieżnej naturze. Rzadziej myślała o wspieraniu kontynentu, a raczej o brutalnej walce o niego, nie przebierając w środkach. Na dalszy plan spychała myśli o wspieraniu niewinnych, tylko jak natchniona wypełniała się fantazjami na temat uśmiercania kolejnych wrogów. Wcześniej w nawiązaniu do morskiego świata czuła się trochę jak szlachetny delfin czy dumny płetwal srebrzysty. Na ten czas bardziej utożsamiała się z przebiegłą mureną czy krwiożerczym rekinem.

Była to znacząca odmiana charakteru. Lecz może tylko jego naturalna ewolucja albo uzupełnienie po wzbogaceniu się o mroczny pierwiastek? Zapewne tak i żywiła nadzieję, iż z czasem wszystkie barwy w jej krwi zintegrują się, aby wspólnie tworzyły harmonijny związek.

– Sprowadź do mnie tą… Bezię – warknęła do Popiela Srebrna. Uczyniła to, jadąc konno szarymi pustkowiami na czele alabastrowego legionu i srebrzystych wojowników. Zaś drapieżnego dźwięku swego głosu aż się przestraszyła. Jednak wspomniana Bezia, jej obecna przyboczna, ciągle przypominała jej o odejściu Burego. Boleśnie przypominała o śmierci, z którą nie mogła się pogodzić i za którą się obwiniała. W rezultacie negatywne odczucia z tego tytułu przenosiła na brązową poganiaczkę bydła. Początkowo ignorowała ją, każąc się trzymać z daleka od siebie, najlepiej na końcu kolumny wojsk. Lecz przecież dała słowo Bursztyn, że ta republikańska wieśniaczka będzie jej przyboczną. A skoro dała, to wypadało go dotrzymać.

Kiedy beznosa kobieta zrównała z przywódczynią swego kasztanowego rumaka, Srebrna mimowolnie skrzywiła się na łuskowatej twarzy. Chciała coś powiedzieć, ale sobie odpuściła i po prostu pozwoliła jechać Bezi koło siebie. To wszystko na co było ją stać. Ale niebawem poza swoistą emocjonalną pustką poczuła też narastającą irytację. A to z powodu zachowania przedstawicielki republiki, która gapiła się na jej łuskę niczym szara sroka w srebrzysty gnat.

– Czego? – syknęła do niej dziewczyna.

– Szarzy ludzie są tacy inni, podziwiam – odparła prostolinijnie Bezia.

– Mało masz tu szarości do podziwiania? – Srebrna z wyrzutem pokazała na tonącą w mysiej mgle bezkresną równinę klanu Srebrzystych Traw. Zaś niezrażona kobieta bez nosa stwierdziła:

– Ty jesteś wyjątkowa nawet w szarości. Masz rybią twarz.

Srebrna nawet się nie zorientowała, a klingę miecza przystawiła do kasztanowej szyi.

– Jaką mam twarz…? – wycedziła gniewnie przez zęby, a jej oczy przybrały antracytową barwę.

– Lico jest rybie, ale tym bardziej ciekawe. Nigdy nie widziałam ludzkiej ryby. – Bezia zdawała się zupełnie nie doceniać powagi sytuacji z ostrzem przy gardle. Za to mówiła z nutą zachwytu. Słysząc brzmienie jej głosu, Srebrna poskromiła wzburzenie. Wynikało ono z tego, że kasztanowej siostrze krwi może i dała się obrażać, co nie oznaczało, iż także pierwszej lepszej wieśniaczce. Schowała miecz i dumnie skorygowała:

– Nie mam rybiej twarzy. Me lico i ciało jest po części syrenie. Tak masz je postrzegać.

– Kiedy łuska kojarzy mi się tylko z rybą. Nigdy nie widziałam syreny.

– Więc teraz widzisz! Widzisz pół-syrenę! Dociera to do ciebie beznosa kasztaniaro?!

– Tak, chyba tak. – Widząc gniew przywódczyni, Bezia zachowawczo nieco odbiła rumakiem w bok.

Jechali pewien czas w ciszy. Aż Srebrna zażenowana swym emocjonalnym rozchwianiem postanowiła się trochę zrehabilitować. Przecież w głębi siebie, szczególnie tej złocistej, rozumiała, że Bezia nie miała złych intencji, przez co sama nie powinna tak ostro reagować. Dlatego w pewnym momencie uczyniła do niej gest dłonią, aby się zbliżyła, po czym neutralnym głosem zapytała:

– Umiesz walczyć? Władać jakąś bronią?

– Nie – padła szczera odpowiedź.

– A jako moja przyboczna powinnaś! – syknęła znowuż Srebrna. Zaraz obojętnie dodała: – Powiedz Popielowi, że poleciłam mu cię szkolić. On dobierze ci odpowiednią broń i co dzień przed wieczerzą macie ćwiczyć walkę. Dotarło?

– Tak.

– To dobrze. – Srebrzysta dziewczyna kwaśno się uśmiechnęła, kąśliwie obnażając syrenie zęby. – A… co ty w ogóle potrafisz? – zagaiła jeszcze, nieufnie spoglądając z ukosa na oszpeconą kobietę.

– Umiem wiązać sznurki.

– Wiązać sznurki… – powtórzyła kpiąco srebrzysta dziewczyna. Odetchnęła głębiej i wreszcie wyrzuciła z siebie, co jej leżało na srebrzystym sercu: – Bury Mężny, twój poprzednik, znał ślepego mędrca, prawdziwego proroka. Opowiadał mi też ogrom wspaniałych historii o kontynencie Unton i tchną we mnie wiarę w moc sióstr krwi. Także podróżował przy mnie przez różnobarwne krainy, zdradzał sekrety i służył radą. A nawet mi oraz moim kompanom podczas bitwy na cmentarzysku golemów uratował życie. To potrafił Bury Mężny. Za to w jego miejsce ty umiesz… wiązać sznurki. Zejdź mi z oczu. – Srebrna wbiła wzrok daleko przed siebie, aby nawet kątem oka nie widzieć Bezi.

– Znam się też na koniach – wtrąciła beznosa kobieta.

– A ile widzisz tu koni?! – Srebrna wskazała z wyrzutem za siebie na kroczącą pieszo jej armię. Przeniosła iskrzący wzrok na Bezię i z pretensją powiedziała: – Jeszcze tu jesteś? – Ona, o dziwo, dalej dotrzymywała jej jazdy. – Nie prowokuj mnie, szpetna kobiecino. – Srebrna położyła dłoń na rękojeści miecza za pasem. Jednak beznosa kobieta i tym razem nie dała się zastraszyć, co jeszcze bardziej drażniło przywódczynię. Za to pokazała na jej złocistego rumaka, zauważając:

– Twój koń ma za ciasno założony popręg i ogłowie, do tego krzywo uzdę. Przez to skręca w lewą stronę, a ty ciągle szarpiesz za kiełzno. Za mocno szarpiesz – zaznaczyła z wyrzutem. Srebrzysta dziewczyna już chciała ją zwymyślać, przecież umiała jeździć konno. Ale się zorientowała, że jej rumak rzeczywiście co i raz zbaczał we wspomnianą stronę. Często też nerwowo parskał podczas korekty jazdy. – Zatrzymaj się – poleciła beznosa kobieta. Srebrna wybałuszyła na nią oczy, że ta śmiała jej rozkazywać. Bezia nie ustępowała: – Powiedziałam wstrzymaj wierzchowca, poprawię uprząż. – Przywódczyni wreszcie spełniła polecenie. Następnie z pewnym zaciekawieniem obserwowała, jak Bezia wyjątkowo sprawnie uporała się z uprzężą, szybko też spoufalając się z rumakiem. Dała mu brązową kostkę cukru i powróciła na swego wierzchowca. Srebrna chciała jej podziękować, ale ona, zgodnie z otrzymanym uprzednio poleceniem, już kierowała się na tyły kolumny wojsk. Tak zakończyło się pierwsze dłuższe spotkanie srebrzystej dziewczyny z Bezią, którego głównym beneficjentem zdecydowanie okazał się koń.

W kolejne szare dni naznaczone siąpiącym deszczem wojskowy pochód z wolna przemieszczał się przez bezkresne równiny. Poszarzała ziemia z mysią trawą co pewien czas przeplatana była zimnymi strumieniami o kolorze platyny czy zagajnikami burych drzew. Uczestnikom wyprawy towarzyszyły też widoczne na niebie mysie myszołowy, grafitowe jastrzębie, a w dali pierzchające stada srebrzystych reniferów. Te ostatnie stanowiły główne pożywienie maszerującego wojska.

Przy czym zwierzyna łowna uważana tu była za własność klanu Srebrzystych Traw. Jednak pomna zawarcia wstępnego sojuszu z owym klanem Srebrna niejako rościła sobie prawo do gościny na jego ziemiach. Zresztą nie miała wielkiego wyboru. Którędyś na mroźną północ musiała dotrzeć i czymś swoich ludzi wyżywić.

Sama droga przemarszu z premedytacją wiodła przez serce trawiastego klanu, ponieważ srebrzysta dziewczyna za sprawą gołębi już zapowiedziała swą wizytę w obecnej siedzibie Srebrona Etrawy. Obozowisko nie tak łatwo było odnaleźć, bo ten akurat szary lud wiódł koczowniczy tryb życia i nie zatrzymywał się zbyt długo w jednym miejscu. Lecz Srebrna szczęśliwie otrzymała wiadomość zwrotną, że setek jurt powinna wypatrywać w zakolu rzeki Traszarni w jej środkowym biegu. Była to jedna z największych na północy rzek, wyjątkowo przecinająca tę szarą krainę z południa na północ. Czyli inaczej niż większość cieków wodnych, które ciągnęły się ze Srebrzystych Gór aż do złotego królestwa ze wschodu na południowy zachód. Po drodze przywódczyni nie omieszkała też nająć napotkanych traperów w roli przewodników. Dzięki nim dość pewnie przemierzała dzikie ustępy, kierując się prosto na pożądane spotkanie.

Wszak na miejscu obok Mysi i Srebrona spodziewała się zastać również inną osobę, z którą pragnęła wejść w sojusz. Stanowiła ją niestety olbrzymka, której z wielu względów nie darzyła sympatią, za to antypatią zdecydowanie. Jednak w ocenie Srebrnej zagrożenie dla kontynentu ze strony czerwieni przewyższało to ze strony olbrzymki. Dlatego na pewien czas postanowiła schować urazy.

Kontakt z władczynią północy udało się jej nawiązać za pośrednictwem nieba i alabastrowej szkatułki, gdy po wygranej wojnie olbrzymka zadomowiła się w pałacu wielkiej księżnej. Nad nim bowiem znajdowało się anielskie niebo i kursujące na tym odcinku gołębie pocztowe skutecznie utrzymywały korespondencję pomiędzy Srebrną, a Srebrną Olbrzymią. W rezultacie obie zgodziły się na bezpośrednie spotkanie w obozie Srebrona Etrawy. Choć, co srebrzysta dziewczyna przyjęła z trudem, jej potencjalna sojuszniczka zapowiedziała pojawić się u celu za sprawą Aezona, zastrzegając, że Srebrna nie miała prawa się do niego zbliżać, by go odzyskać. Taki postawiła warunek, a siostra krwi musiała na ten dyktat przystać.

 

Ona sama przemierzyła jeszcze szmat szarych ziem, aż dotarła w pożądane zakole rzeki Traszarni. Patrząc na wyłaniające się na północno-wschodnim widnokręgu jurty, pomyślała, że powróciła do szarej krainy po raz pierwszy od Bitwy Dnia i Nocy. Od tamtego wydarzenia tak wiele się wydarzyło. Przebyła żmudną drogę nie tylko przez różnobarwne krainy, ale i zawiłe meandry własnego serca oraz umysłu. Trasa ta usłana była również niezliczonymi ofiarami, zdradami, ale też poświęceniem.

Przemknęło jej przez myśl, że w drodze ochrony kontynentu i walki o niego nie była zapewne nawet na półmetku. Zaś jakie poniesie wyrzeczenia i ilu jeszcze pożegna martwych przyjaciół nawet nie chciała wiedzieć. Wspomniała Złotą, Zieleń, Czarną, także Marrenga, czy Burego.

Z kolei co czekało ją na końcu misji, jako potencjalny owoc zwycięstwa? Jak miałby smakować ów triumf? Stanowiło to zagadkę, ale taką, która też nie nastrajała jedynie optymizmem. Ponoć za swe osiągnięcia, gdyby to jej dane było przetrwać i wygrać ostateczną konfrontację, mogłaby wypowiedzieć życzenie. Lecz już wiedziała, iż nie posiadałoby ono nieograniczonej mocy sprawczej i wcale nie musiałoby się ziścić. Więc o przywróceniu do życia zmarłych sióstr musiała w zasadzie zapomnieć. Nigdy więcej nie wypowie takowej prośby, albowiem raz już to uczyniła, swe życzenie zaprzepaściła, a z martwych nie powstała żadna z sióstr.

Jej siostry. Jak się okazywało posiadała o wiele liczniejsze rodzeństwo niż początkowo jej sugerowano. Czy wprowadzono ją w błąd? Niekoniecznie, bo legenda o siostrach krwi była ponoć stara niemal jak sam świat. Ciężko więc było znaleźć kogoś, kto niezbicie poświadczyłby prawdę o sprawach mających swe źródło w tak zamierzchłej przeszłości.

Jednocześnie nowe rodzeństwo, o którym się dowiedziała, te zrodzone z nienawiści, jak się przekonała nosiło w sobie i miłosny potencjał. Zobaczyła to dokładnie na przykładzie Bursztyn i Rudej. Jaki płynął stąd wniosek? Chyba mniej więcej taka prawda, że dana istota, również legendarna siostra, mimo naznaczenia jej natury swoistym piętnem, miłosnym czy nienawistnym, miała własną drogę przez nieskończony czas. Na niej natomiast w zależności od własnych skłonności, ale i okoliczności oraz otwarcia serca mogła stanąć w opozycji do swej pierwotnej natury. Zamiast nienawiści miała prawo wybrać miłość i to z niej uczynić wiodący drogowskaz w swym życiu. Czy ta prawda działała też w drugą stronę? Zapewne tak i w pewnych warunkach to miłość mogła zostać stłamszona, a górą być nienawistne uczucie.

Nasączona myślami o przeznaczeniu legendarnych sióstr, niczym szarym deszczem, od którego całkiem przemokła, w lnianym ubraniu Srebrna zawitała do obozowiska klanu Srebrzystych Traw. Zeskoczyła z rumaka prosto w grząskie błoto i z pewnym trudem człapała w zasysającej ją brei, kierując się do centralnej jurty z szarą płachtą u szczytu, jako godłem. Powiewała ona na wietrze, a wyhaftowana na niej wiązka siedmiu traw o odmiennych odcieniach szarości wydawała się kołysać tak naturalnie, zupełnie jak prawdziwe źdźbła.

Do celu srebrzysta dziewczyna kroczyła sama, mijając przyglądających się jej wilkiem tubylców. Wskazywali palcami jej łuskę na twarzy i między sobą szeptali. Nie zwracała na to uwagi, aż otrzymała lekkie uderzenie w łopatkę. Obróciła się, ale nie dostrzegła prowodyra, za to z jej pleców odkleiła się gruda błota, spadając w kałużę.

W odpowiedzi srebrzysta dziewczyna powiodła srogim wzrokiem po obozowiczach i z trudem się powstrzymała, aby nie skorzystać z obfitości wilgoci oraz swej srebrzystej krwi, w celu nauczenia tubylców dla siebie szacunku. Zaraz jednak wspomniała swe dzieło zniszczenia za pomocą lodu w czerwonym mieście, obrazy okaleczonych ludzi pokazane jej przez Szkarłata. To poskromiło jej mordercze zapędy i poszła dalej.

Wewnątrz jurty zastała na wywyższeniu ze skór oraz futer Mysię. Pyzata dziewczyna, która jeszcze chyba przytyła, sama była wykwintnie odziana w futra i cała w nich tonęła, upodabniając się do mysiego gałganka. Szczególnie, że niczym korona ozdabiała ją też wielka czapa z siedmioma ogonami okalająca jej pucułowatą twarz.

Mysia na widok Srebrnej nie zmieniła ani na jotę naburmuszonego wyrazu twarzy. Jedynie przeniosła spojrzenie przed siebie na zasiadających tam Srebrona oraz olbrzymkę.

Srebrna poczekała chwilę, aż zaproponuje się jej, by dołączyła do reszty. Po trudach podróży zamierzała również skorzystać z propozycji poczęstunku. Najchętniej wzięłaby na syreni ząb trochę rzecznych ryb. Jednak ani zaproszenie do zmiany pozycji, ani sugestia uraczenia strawą, nie padły. Wobec tak chłodnego przywitania, a właściwie jego braku, Srebrna tylko wzruszyła ramionami. Podeszła do trójki obecnych tu osób i usiadła naprzeciw Mysi, mając po prawej stronie Srebrona, a po lewej olbrzymkę.

Nastał czas wodzenia po sobie nawzajem podejrzliwym wzrokiem, gdzie widać było, że każdy każdemu miał tutaj coś do zarzucenia i był tu niejako na siłę. W jurcie pomiędzy czwórką osób dawało się wyczuć ciężką jak mokre niebo atmosferę, która zwiastowała trudną dysputę.

Wreszcie, aby przerwać impas, głos postanowiła zabrać Srebrna, zwracając się do Srebrona. To jego bowiem postrzegała, jako kluczowego sojusznika. Stała na stanowisku, że jeśli on zadeklaruje się oficjalnie być u jej boku, olbrzymce nie pozostawi wielkiego wyboru. Zapewne ta zasada działała też w drugą stronę i wystarczyło dla swych celów zwerbować Srebrną Olbrzymią. Ale przybyła tu młodociana wojowniczka co raz spoglądała na graby monstrualnej kobiety, zupełnie jakby doszukiwała się na nich srebrzystej krwi Marrenga. Przez to najpierw wolała nawiązać porozumienie z osobą, z którą nie miała jeszcze zaszłości. Jednak czy aby na pewno nie miała?

– Dziękuję ci za przednią gościnę na trawiastych ziemiach. Klan Srebrzystych Traw godzien jest swego miana wytrawnych myśliwych, ale i zacnych gospodarzy – zaczęła niemal z dworską manierą po części oderwane od rzeczywistości słowa. Tego typu kadzenia nauczyła się od złocistych dam, które w podobny sposób schlebiały jej na złotym dworze. Lecz szybko się przekonała, że w szarych realiach takie zabiegi nie przynosiły zamierzonego rezultatu w postaci rozluźnienia atmosfery. Spotkała się bowiem ze ścianą obojętności nie do sforsowania. Wobec tego postawiła na zwyczajową na srebrzystej północy prostolinijność i szczerość: – Wybacz, że wprowadziłam cię w błąd odnośnie tego, kto jest tak naprawdę srebrną królową w złocistym pałacu. Ale zauważyłam, że ciebie i Mysię połączyła prawdziwa miłość. Więc to, iż moja przyjaciółka nie jest srebrną królową chyba nie położy się antracytowym cieniem w waszym związku oraz naszych relacjach.

Srebron zareagował na te słowa, uśmiechając się drwiąco. W geście wyższości uniósł brodę i zerkając na Mysię, dumnie powiedział:

– Otóż niepotrzebnie się kajasz, szara berserko. Albowiem wiedz, że ma Mysia, jak najbardziej jest srebrną królową. Taką ją pojąłem za żonę i taką ma pozostać. Co więcej, zamierzam zatroszczyć się o to, aby została ona u mego boku panią całych szarych ziem, jak na prawdziwą srebrną królową przystało. Potem do kompletu zajmie ona złote ziemie, gdzie tytuł i koronę otrzymała. Od tego zależy mój i mej żony zimny honor.

– Ale… – jęknęła Srebrna, próbując sobie poukładać w głowie taki punkt widzenia, który własnymi czynami niejako sama u Srebrona sprowokowała. Jednak zanim coś rzekła, uprzedziła ją olbrzymka. Fuknęła gniewnie i agresywnie warknęła:

– Tytuł nic nie znaczy bez prawdziwej władzy. Taką na szarych ziemiach posiadam właśnie ja i nie zamierzam z niej rezygnować.

– Dobrowolnie raczej nie – zauważył pewnym siebie głosem Srebron. – Ale doszły mnie słuchy, że w kampanii w białej krainie straciłaś przeszło połowę armii, a swoim ludziom zabroniłaś złupić alabastrowe miasta. Przeto ci, którzy przeżyli, powrócili do swych klanów ranni, z mizernymi łupami i wychudzeni. Ciekaw więc jestem z małżonką, jak zareagują na pragnienie prowadzenia przez ciebie nowej wojny na szarych równinach. Zważywszy szczególnie, że na wojnie z nami się nie wzbogacą, a przetrzebimy ich do reszty, po czym wyruszymy na wschód z rewizytą. Zresztą wielu szarych wojowników z centralnych klanów przybywa tu, aby oferować nam wsparcie i mścić przeciw tobie Marrenga. Zatem nasze siły rosną jak trawa po roztopach, a twoje maleją niczym roztapiający się śnieg. Stąd możesz już na dobre zapomnieć o naszej podległości względem ciebie. Za to proponujemy odwrotną zależność i oddanie się pod naszą opiekę.

– A co powiesz na smoka na mych usługach? – syknęła olbrzymka. – On bynajmniej nie topnieje, a to gadzie bydle jeszcze rośnie!

– Powiem tyle, że na naszych ziemiach skończy, jak jeden z twoich gigantów w białej krainie, uśmiercimy go. Zważ, iż nasze ziemie są płaskie, widoczność tu w jasny dzień klarowna aż nadto, a my mamy najlepszych myśliwych. Sklecimy więc kusze wielkości wozów i strącimy z niebios łuskowate monstrum. – Spojrzał wymownie na przykryte po części łuską lico Srebrnej. Ona, skoro ponownie zaszczycono ją uwagą, nie omieszkała z tego skorzystać:

– Problem jest taki pomiędzy wami, że ciągle nie dostrzegacie prawdziwego zagrożenia. Jest ono nie szare, czy srebrzyste, a czerwone i nie pomiędzy nami, a nadchodzi teraz z północy, by wszystkich nas równo rzucić na kolana. Zaś z tych klęczek już nie powstaniemy i na stałe będziecie mogli zapomnieć o szarym panowaniu, czyimkolwiek. Na zawsze!

Po tej odezwie Srebron i olbrzymka nieco spuścili z tonu.

– Dokonałam na smoku zwiadu najdalszej północy. Łuskowata dziewczyna ma rację. Czerwoni idą tu po nas, wszak to z tego powodu się tutaj zebraliśmy – przyznała Srebrna Olbrzymia. W podobnym tonie zawtórował jej przywódca Srebrzystych Traw:

– Z północnego wschodu powrócili nasi tropiciele i potwierdzają pochód czerwonej armii. Jednak – zaznaczył – czerwoni piechurzy kierują się prosto na południe na Srebrzyste Góry. Więc ominą trawiaste ziemie.

– A kiedy już przemaszerują przez szare szczyty, mordując tam wszystko, co srebrzyste, gdzie wtedy skierują oręż? – rzuciła z agresją Srebrna.

W tym momencie Srebron popatrzył na Mysię, jakby oczekiwał, że znała odpowiedź. I rzeczywiście:

– Jako zwykła dziewczyna skłonna jestem zaryzykować, licząc, że czerwoni ominą szare równiny i pójdą dalej na białe ziemie. Ale oddajcie mi hołd i potwierdźcie, iż jam jest waszą srebrną królową. Wówczas klan Srebrzystych Traw wesprze was w walce z czerwienią na wschodniej i centralnej północy. Zatem?

– Niedoczekanie twoje, ty poszarzała… Szczurzyco. – Srebrna Olbrzymia zacisnęła dłonie w pięści. Z kolei srebrna siostra krwi z niedowierzaniem pokręciła głową. Nagle uświadomiła sobie, iż jej wierna dotąd przyjaciółka już nią bynajmniej nie była, podobnie jak Mysią, czy Mysiakiem. Oto posadzona na futrzanym tronie osoba stała się kolejnym graczem z przerostem ambicji na kontynencie Unton i z tego siedmiobarwnego tortu zapragnęła wyciąć dla siebie jak najwięcej. Ponadto jak nikt miała teraz ku temu silne argumenty i tym samym sposobność.

Naraz w Srebrnej zawrzało. Jej jasne oczy przywdziały na siebie zasłonę z nieprzeniknionej czerni niczym odzwierciedlenie samego bezmiaru Centralnej Czeluści. W jednej chwili dobyła miecz, wstając.

– Daruj sobie srebrzyste oburzenie – spróbował usadzić ją na miejscu Srebron. – Sama sprowokowałaś tę sytuację, oddając mi za żonę srebrną królową. Więc złość kieruj najwyżej do siebie. Poza tym uprzedzę twoje agresywne zapędy. Wokół obozu mam w gotowości dwa tysiące wojowników. Ludzi po zęby uzbrojonych w topory oraz miecze i zgodnie z przestrogą narzuconej mi wybranki z woskiem w uszach. Na nic więc twoje zaklinające męskie serca przyśpiewki. Do tego ty sama przyprowadziłaś tu raptem pięć setek zmęczonych piechurów. Niech zatem mojej żonie spadnie z głowy mysi włos, a nikt z przybyszy nie wyjdzie z naszych ziem żywy. Wszystkich zabijemy i dla przestrogi, zgodnie ze starym zwyczajem, oporządzimy jak łowną zwierzynę.

Wbrew groźbom Srebrna nie schowała oręża i nie usiadła. Wzburzona przeżywała we własnym wnętrzu istną śnieżną burzę z ostrym gradobiciem, zastanawiając się gorączkowo, co począć. Takich dylematów wydawała się nie mieć Mysia:

 

– Zegnij przede mną kolana, szara berserko – zasugerowała apodyktycznie. A wobec bierności niedawnej przyjaciółki, zagroziła: – Albo giń… rybi pomiocie. – Uniosła rękę i do jurty wkroczyło kilkunastu postawnych wojowników z młotami w gotowości. – Nie zdążysz skrwawić sobie dłoni. Moi ludzie nie zadadzą ci też ciętych ran, bo wiedzą, że nie można pozwolić ci krwawić. Wcześniej muszą wydrzeć z ciebie srebrzyste życie. Dlatego, powiedziałam, na kolana przed srebrną królową! I ciebie też to się tyczy! – Spojrzała z pogardą na olbrzymkę. Ta ani drgnęła, na co Mysia wyniośle do niej rzuciła: – Masz się wycofać z ziem centralnych klanów. Wschodnie tereny możesz zatrzymać, jako lenno, za które będziesz płacić mi trybut.

Po tym dyktacie olbrzymia kobieta wreszcie zareagowała. Pierwszym jej ruchem było spojrzenie z politowaniem na Mysię. Drugim kręcenie z niedowierzaniem głową. Następnie nie gasząc lekceważącego uśmiechu na twarzy, zerknęła wymownie na Srebrną. Ta równie wymownie uczyniła ku niej potwierdzający gest, opuszczając i podnosząc powieki. W efekcie obie srebrzyste wojowniczki stanęły do siebie plecami i wyciągnęły do przodu miecze, gotując się do walki.

– Na lód i mróz, na zimny honor – syknęła Srebrna.

– Ułła! Ułła! – zawyła Srebrna Olbrzymia. Obie wyglądały teraz zupełnie niczym szare siostry. Czy mogły być nimi naprawdę?

– Bardzo dobrze – skwitowała ich bojową postawę Mysia. Uczyniła gest, by wojownicy w jurcie zacieśniali krąg stworzony wokół wojowniczek. Za nimi już wchodzili do środka kolejni wojacy klanu Srebrzystych Traw.

Zanosiło się na to, że jałowa dotąd dysputa zaraz przekształci się w krwawą jatkę.

Lecz raptem z wojownikami do namiotu wśliznął się ktoś jeszcze – wyraźnie strudzony traper. Na chwiejnych nogach dotoczył się do Srebrona Etrawy i przekazał mu wieści na ucho. Wówczas przywódca klanowy wykonał gwałtowny ruch ręką, aby jego wojacy wstrzymali się z atakiem.

W tym czasie gotująca się do walki Srebrna za sprawą stanu jedności przeniknęła umysł trapera. Wyłowiła w nim słowa prawdy, które triumfująco wypowiedziała na głos:

– Część czerwonej armii skręciła i kieruje się na szary zachód. Cóż za przykra niespodzianka, szary królu oraz poszarzała królowo. I co teraz powiecie?

– Opuśćcie… broń, wszyscy. – Po widocznej walce ze sobą burknęła pyzata dziewczyna. – Jakoś się… dogadamy – dodała, a Srebron Etrawa skinął jej głową.