Dziennik 2005 - 2006

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Krystyna Janda, 2018

Projekt okładki

Paweł Panczakiewicz

www.panczakiewicz.pl

Zdjęcie na okładce

© Robert Jaworski

Zdjęcia w książce

Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego Autorki.

Redaktor prowadzący

Michał Nalewski

Przygotowanie zdjęć do druku

i konsultacja merytoryczna

Maciej Łysakowski

Wydawnictwo pragnie podziękować Pani Wiesławie Różewiczowej,

która wyraziła zgodę na bezpłatne wykorzystanie

wierszy Tadeusza Różewicza Warkoczyk i Rzeź chłopców.

Korekta

Mirosława Kostrzyńska

Zofia Firek

ISBN 978-83-8123-773-4

Warszawa 2018

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Gintrowskiego 28

www.proszynski.pl

2005

1 stycznia 2005, sobota, 20:29

Dziś, po wczorajszym przyglądaniu się synom przygotowującym zabawę sylwestrową, na którą zaprosili kolegów... postanowiłam zacytować z książki Sztuka życia…

SYLWESTER

Powitanie Nowego Roku zgodnie z tradycją ma charakter nie tyle rodzinny, co towarzyski…

W Sylwestra po prostu nie wypada siedzieć w domu przed telewizorem. Świadczy to bowiem o towarzyskim wyobcowaniu lub zgnuśnieniu. Niestety, jest to coraz częstsze zjawisko. Młodzież bawi się, a ludzie w tzw. statecznym wieku siedzą w domach, uważając, że nie dla nich już hulanki i swawole. Otóż nie! Tak ani myśleć, ani robić nie wolno. Niezależnie od wieku i wewnętrznej powagi przynajmniej raz w roku w sylwestrową noc trzeba się wesoło zabawić. Niekoniecznie na wytwornym balu czy publicznej zabawie, można znacznie skromniej – w domu, w gronie przyjaciół i znajomych. Rzecz w tym, aby ruszyć się z fotela, zatańczyć, wypić szampana w miłym towarzystwie.

Nie wszyscy lubią publiczne bale. Na ogół z wyraźną niechęcią odnoszą się do nich panowie. Niemniej od czasu do czasu warto pójść na prawdziwy sylwestrowy bal. Dla pań, choć z reguły się do tego nie przyznają, jest to zawsze emocjonujące przeżycie. Głównie z tego względu, że można i trzeba wyglądać pięknie. Nowa fryzura, staranny makijaż, okazała suknia i sympatyczne towarzystwo ogromnie poprawiają samopoczucie kobiet. Niekiedy jeden udany bal jest źródłem wspomnień przez parę ładnych lat.

JAK SIĘ UBRAĆ NA BAL

Tak, aby wyglądać szałowo. Dla pań jest to zupełnie wyjątkowa okazja, aby wystąpić w niecodziennej kreacji, poczuć się księżniczką, rusałką, czarodziejką. Ongiś suknia balowa koniecznie musiała sięgać ziemi, odsłaniała plecy, błyszczała, szeleściła. Dziś moda pozwala na znacznie większe ekstrawagancje, w tym szaleńcze mini i zwiewne przeźroczystości... Nosi się to, co jest modne, co nas nie krępuje i jest oryginalne. Nic zaś tak nie psuje humoru kobiecie na balu, jak obecność innej kobiety w identycznej kreacji.

Pamiętajmy, że im bardziej kameralna sytuacja sylwestrowa, tym spokojniejszy strój. Na małej prywatce nie wypada występować w wielkiej kreacji. Najbardziej na miejscu będzie spokojna suknia wizytowa. Chyba że zostaliśmy zaproszeni na imprezę w rodzaju maskarady.

Wybierając się na bal, koniecznie trzeba sobie zapewnić transport w obie strony. Żenujący jest widok pań w długich sukniach i butach na szpilce, które idą piechotą do przystanków tramwajowych. W koszt balu trzeba z góry wliczyć wydatek na taksówkę.

Panowie bawiący się na balach powinni dołożyć starań, aby nie pomylić balu z barem. Na balu przede wszystkim się tańczy, w barze natomiast przede wszystkim pije.

Warto jeszcze wspomnieć o porze powrotu. Nawet jeśli zabawa jest naprawdę pyszna, nie radzę jej przeciągać do białego rana. Trzeba wrócić o takiej porze, aby pierwszego dnia Nowego Roku nie spędzić w łóżku z obolałą głową.

Organizując sylwestra w domu, należy zatroszczyć się nie tylko o dostatek picia i jedzenia. Trzeba choć trochę udekorować mieszkanie, rozwiesić serpentyny, baloniki, zadbać o nastrojowe oświetlenie oraz wyszukać nagrania z odpowiednią muzyką. Należy także przygotować miejsce do tańca. Nie demolujmy z tego powodu mieszkania, ale, jeśli zachodzi potrzeba, warto odpowiednio poprzesuwać meble, a nawet przenieść je do innego pokoju. Pamiętajmy, aby podczas sylwestrowej zabawy nie ogłuszać sąsiadów muzyką i w ogóle zachowywać się tak, aby hałasy nie zakłócały nikomu spokoju.

Idąc na sylwestrową prywatkę, nie musimy się ubierać wizytowo. W gronie bliskich przyjaciół można sobie pozwolić na znaczną swobodę. Strój na takie okazje nie musi być przesadnie elegancki, a raczej nietuzinkowy, intrygujący. Kulminacyjnym momentem sylwestrowych balów, zabaw i prywatek jest nadejście północy. Gdy zegar zaczyna bić, wszyscy wstają. Powitanie Nowego Roku nie może obyć się bez szampana. Pamiętajmy jednak, że butelki trzeba otworzyć nie w momencie wybicia północy, lecz chwilę wcześniej. Gdy zbliża się dwunasta, szampan powinien być już w kieliszkach, a kieliszki w dłoniach. Równo o północy wszyscy spełniamy toast za szczęśliwy Nowy Rok i składamy sobie życzenia (Zaczynając od partnera, partnerki! Niezachowanie tej zasady, to najczęstsza przyczyna posylwestrowych wypominań i nieporozumień!)

Spędzając sylwestra u przyjaciół, pamiętajmy, aby nie nadużywać gościnności gospodarzy. W rozsądnej porze trzeba podziękować i wyjść. A za rok pomyśleć o rewanżu. Z okazji Nowego Roku zwyczajowo przesyła się krewnym i znajomym kartki z życzeniami. Nie wypada tego robić, gdy nadawca i adresat mieszkają w tej samej miejscowości. W takiej sytuacji należy złożyć życzenia telefonicznie lub osobiście, przy pierwszej nadarzającej się okazji.

A teraz, raz jeszcze, najlepsze życzenia noworoczne dla Was wszystkich.

Ach i jeszcze jedno, zobaczcie, co proponują znani kreatorzy... ciągle to samo, od lat. Nic się nie zmienia w sprawie – suknie wieczorowe, odkąd pamiętam. Nie miejmy więc z tym ani problemów, ani kompleksów. Sprawa jest w makijażach, fryzurach i dodatkach, a suknie? Może być krótka lub długa, na ramiączkach lub bez, z dekoltem z przodu lub z tyłu, takim czy innym, bez przesady. Ja wolałabym prościej i mniej strojnie. I jeszcze zapytajcie jakiegokolwiek faceta, czy pamięta, w czym były kobiety poprzedniego wieczoru na balu, nie będzie umiał odpowiedzieć sensownie, pamięta zupełnie coś innego... co było pokazane, co na pokazanie nie zasługuje, albo co było pokazane, czego się nie domyślał, a co warte było pokazania... tak więc warto pokazać, co jest tego warte, ale przede wszystkim ukryć, co jest do ukrycia... i tylko tyle, a modę mieć w nosie.


3 stycznia 2005, poniedziałek, 03:40

Wczoraj spędziłam chwilę w kościele ewangelickim w Warszawie i na wystawie „Warszawa – Moskwa” w Zachęcie. Świetna wystawa, bardzo ważna, wszystkie szkoły powinny na nią pójść. Sztuka polska, rosyjska i radziecka w latach 1900–2000. Wystawa jest pierwszą próbą spojrzenia na sztukę XX wieku obu krajów – bez politycznych obciążeń (zdanie z katalogu wystawy). Powinnam Wam o tej wystawie opowiedzieć więcej, bo bardzo na to zasługuje, ale dziś tylko trzy obrazy: Chagall, Szurpin i jeszcze jeden obraz, który spotkałam tam niespodziewanie i który nadzwyczajnie uruchomił moją wyobraźnię i zatrzymał mnie w „drodze”… nigdy go wcześniej nie widziałam, ale go przeczuwałam – Stanisław Bohusz-Siestrzeńcewicz Pani płacząca z 1903 roku, należy do stałej ekspozycji w muzeum w Płocku i pewnie po wystawie w Zachęcie tam wróci.

Czy na Was też robi takie wrażenie?

Na wystawie wspaniały „pokój ekspozycyjny”, zaprojektowany przez Leona Tarasewicza i wiele interesujących obrazów, rzeźb i instalacji. Idźcie koniecznie!

Dobrego dnia.

Napiszę Wam jeszcze coś o kościele Św. Trójcy, który znajduje się obok Zachęty, a może nic o nim nie wiecie... Klasycystyczny kościół ewangelicko-augsburski, powstał w latach 1777–1781 według projektu Szymona Bogumiła Zuga, jest uważany za jedno z najwybitniejszych dzieł polskiego klasycyzmu. Nakrywa go kopuła wysoka na 58 metrów, z latarnią. Była to przez długi czas najwyższa budowla w Warszawie, świadectwo tolerancji religijnej narodu i ostatniego króla polskiego. Świątynia planem i bryłą nawiązuje do rzymskiego Panteonu. We wnętrzu, odznaczającym się wspaniałą akustyką, często organizowane są koncerty chórów kościelnych różnych wyznań, a także koncerty muzyki poważnej.



4 stycznia 2005, wtorek, 17:02

RZADKO JEST SIĘ SZCZĘŚLIWYM NA STAROŚĆ. (Seneka Młodszy)

Uderzyła mnie dzisiaj cytowana myśl. A ja tak na to liczę, właśnie specjalnie myśląc o spokoju na starość! Że przestanę się martwić. Śpieszyć. Ścigać. Wyznaczać sobie nowe zadania, wymyślać górki do zdobycia, wyzwania przestaną mnie szukać… A tu nic? Nieprawda? Więc zdanie – „I dożyli szczęśliwej starości” ma zastosowanie tylko w bajkach?

Jak pisze pan Marek Niechwiej w swojej książce, komentując tę myśl Seneki: Ta myśl odnosi się do świadomości. Kto w pełni zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności człowieczeństwa, ten ma zasępione czoło. A właśnie starzec powinien być szczęśliwy. Zdobył doświadczenie życiowe, docenił wartość istnienia, zna swoje miejsce w świecie i jest wolny od młodzieńczych namiętności i zapałów.

 

Znacie szczęśliwych starych ludzi? Ja rzeczywiście niewielu.

Znacie starych ludzi zadowolonych ze swojego życia? Znam takich też niewielu.

Znacie starych ludzi, którzy się boją śmierci i chcieliby żyć bardzo, bardzo długo? Ja nie.

Znacie starych ludzi, którym podoba się świat, na którym przyszło im żyć na starość? Nie tak wielu jest takich, prawda?

Od jakiego wieku zaczyna się starość? Od momentu ogólnego ciągłego niezadowolenia? Sarkazmu? Gnuśności? Dolegliwości ciała? Umysłu? Braku akceptacji młodości i nowych porządków? Jeśli tak, znam starców 20-letnich i młodzieńców 70-letnich.

A z drugiej strony, jak wielu jest dziś starszych otoczonych szacunkiem, miłością, względami, uznaniem i podziwem? Niewielu. A jak często dziś starość jest pogardzana, wyszydzona, znieważana? Bardzo często.

Starość, czy znaczy dziś – mądrość, roztropność, rozwaga, spokój?

A jeśli znaczy, czy jest to w cenie?

Starzy, starsi dziś w Polsce to głupki albo konformiści, co trwali w komunizmie i totalitaryzmie latami. Albo cynicy, co innych trzymali w szachu, trzymali władzę i raczej ci godni są zauważenia przez młodych.

Spokojna starość. Błogosławiona starość. Zasłużony odpo­czynek.

Przeklęta starość! Upokorzenie! Głodowa często i smutna starość. Bez miłości. Samotna i trudna.

Niezasłużenie trudna?

Młodzi uważają, że zasłużenie. Taki sobie kraj starzy zbudowali. Pokolenie Solidarności ma dziś 50, 60 lat.

Zasługują na dobrą, wywalczoną starość?

Milanówek, w którym mieszkam, to miasteczko starszych ludzi. Tutejszy klub kombatantów drugiej wojny światowej jest wciąż bardzo liczny. Boją się chodzić wieczorami.

W noc sylwestrową, kiedy bandy młodzieży zapalały petardy, młody człowiek krzyczał do staruszka przechodzącego nieopodal: – Dziadek! Spier... bo ci dupę rozerwie i szybciej niż myślałeś trafisz do nieba! A kiedy starszy pan coś odpowiedział, czego nie dosłyszałam, usłyszał: Spier… kombatant! Spier… nie marudź!

„Głosu młodości nie dosłyszą starzy” – mówi się. Tu nie bardzo ma to zastosowanie.

Jakie to wszystko trudne.

Dobrego dnia.

Dołączam wczorajsze zdjęcie „najmłodszych” – moje wnuczki i jedno zdjęcie z warszawskiej Pragi. Warszawa, ulica Jagiellońska. Zrobiłam je, bo wyszło słońce, zupełnie niespodziewanie.


5 stycznia 2005, środa, 16:18

W Azji po tym strasznym kataklizmie obliczono – 35 000 sierot – głównie małe dzieci i niemowlęta.

7 stycznia 2005, piątek, 08:59

Świadomość rozmiarów tragedii w Azji powiększa się. Rozpacz i przerażenie... bezsilność rozlewa się po świecie. Podobno nikt już nie pozostaje obojętnym...

Teatr jest jednym z najszczęśliwszych miejsc na świecie, odejmuje świadomość świata realnego, zajmuje emocje i myśli, powoduje utratę pamięci codzienności... nie chcę dziś wracać do życia...


8 stycznia 2005, sobota, 08:06

Mija dzień za dniem, nie zauważam. Praca izoluje. Minęło święto Trzech Króli. W jednej z książek, które czytałam, przygotowując się do pisania scenariuszy serialu Męskie-żeńskie, była zabawna historyjka zajmująca się teoretycznym założeniem, co by było, gdyby ci trzej królowie byli trzema królowymi, kobietami. Po pierwsze – nie szukałyby tak długo drogi do Betlejem, zebrałyby się szybciej, przyniosły praktyczniejsze prezenty (po co dziecku mirra, kadzidło i złoto?), zajęłyby się Marią w połogu, a natychmiast po przyjściu nie klęczałyby tak długo, tylko od razu zadbałyby, żeby dziecku nie było zimno, żeby było czysto w stajence i zrobiłyby coś do jedzenia dla wszystkich innych gości itd., itp. Tak mniej więcej zabawiał się autor czy autorka książki przypuszczeniami wynikającymi z teoretycznej zamiany płci Trzech Króli... Pamiętam, jak to czytałam, pomyślałam sobie, w przeciwieństwie do autora, że gdyby to były kobiety, pokłóciłyby się w trakcie drogi, poobrażały na siebie i w ogóle nie doszły...

Dobrze. Dziś w telewizji, w programie II, trzeci odcinek mojego serialu Męskie-żeńskie pt. Narzeczony. Nie mogę się doczekać, kiedy go zobaczycie! Jest w nim kilka kontrowersyjnych pomysłów, zdań, teorii i poglądów. Wybaczcie mi. To tylko zabawa.

Kacper+Melchior+Baltazar napisaliście na nowo, kredą na drzwiach...?


10 stycznia 2005, poniedziałek, 07:57

Obejrzałam statystyki mojej strony internetowej. Ile osób, skąd, o której godzinie najczęściej, jak długo na stronie i w którym dziale. Oglądałam te statystyki w ten sposób po raz pierwszy, pierwszy raz tak szczegółowo. Interesujące. Zdumiała mnie najbardziej liczba czytelników z zagranicy, szczególnie z Ameryki. Polonia. Teraz dopiero rozumiem, dlaczego tak często domagają się korespondenci informacji o emisjach telewizyjnych w TVP POLONIA, ale przede wszystkim rozumiem nareszcie, dlaczego tak dużo, proporcjonalnie do innych tematów, listów z tęsknotą i wspomnieniami z Polski, listów, które mają ten specjalny ton, to coś miękkiego, czułego albo wręcz przeciwnie – egzażerowanego i w ocenach, i w tonie, bo sprawy widziane z dystansu i z innej perspektywy widzi się inaczej, często dużo ostrzej.

Moi Drodzy, co ja Wam mogę dać? Co ja Wam mogę napisać? Czego ode mnie oczekujecie? To zwykłe, takie „ot sobie” zapiski aktorki, z mnóstwem osobistych problemów, i niespecjalnie starającej się albo umiejącej spojrzeć na sprawy szerzej. Nie jestem żadną reprezentantką niczego, tematy i sprawy poruszane tutaj są dość szczegółowe, specjalne, najczęściej warte tyle, ile trwa chwila. Na ile to wszystko może być ogólnoludzkie, ogólniejsze, czy polskie, czy uniwersalne, tego nie wiem i zresztą nie chcę się nad tym zastanawiać, bo nie umiem, a raczej nie mam ochoty, a zresztą ani nie czuję się upoważniona, aby inaczej zapisywać i notować życie i świat dookoła mnie, ani nie to było moim celem, kiedy zaczęłam pisać ten dziennik. Oczywiście notuję tu jedno, a tysiące innych spraw zostawiam dla siebie, z wyboru, świadomie. Czytam gazety, oglądam serwisy informacyjne, denerwuję się i martwię polityką i sprawami społecznymi, jak wielu, uczestniczę w sprawach, akcjach, przedsięwzięciach, ale o tym tu zupełnie nie wspominam, nie ma nawet zająknięcia o problemach, które tak naprawdę wypełniają moje życie i prywatne, i zawodowe, albo są tematami głównymi w polskich mediach – bo tak jest lepiej, z wielu powodów. Wybrałam sobie sposób, płaszczyznę, na której się z Wami spotykam, a spotykam się, bo mam na to ochotę, bo jest mi to potrzebne, bo jestem mniej sama, bo jest mi miło. Myślę o Was jak o rozmówcach, adresatach, przyjaciołach, ale nie czuję się na siłach, by być reprezentantką czegokolwiek, kogokolwiek, oprócz siebie samej. Nie jestem na pewno typowa, ulegam dość często humorom, nastrojom, jestem nieodpowiedzialna w związ­ku z tym, bo niestabilna emocjonalnie i nie można z powagą na mnie liczyć.

Niemniej te statystyki mnie prawdziwie zastanowiły... czy powinnam coś zmienić? Nie umiem. Zapominam więc o tym i idę sobie dalej, a raczej będę pisać sobie dalej i dalej „ot tak”, z potrzeby chwili i kaprysu… nie chcę inaczej… a wy nie przykładajcie do mnie miary większej, niż na to zasługuję, i nie stawiajcie wymagań większych niż takie, jakim chcę i mogę sprostać. Aktorstwo jest moją domeną. Zapiski aktorki.

Dziękuję, że tu jesteście, że mnie czytacie, że piszecie, że… Dziękuję. I tym tutaj w Polsce, i Wszystkim, którym przyszło czy na zawsze, czy przez chwilę, być poza naszym krajem. Pozdrawiam Wszystkich najserdeczniej. Ale przychodzi mi do głowy wiersz Norwida, tłucze mi się po głowie uporczywie, cały czas, jak to piszę i myślę o tych z Was, którzy tam gdzieś daleko…

MOJA PIOSNKA (II)

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

Dla d a r ó w Nieba…

Tęskno mi, Panie...


Do kraju tego, gdzie winą jest dużą

Popsować gniazdo na gruszy bocianie,

Bo wszystkim służą…

Tęskno mi, Panie...


Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony

Są – jak odwieczne Chrystusa wyznanie:

„B ą d ź p o c h w a l o n y!”

Tęskno mi, Panie…


Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,

Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,

Równie niewinnej…

Tęskno mi, Panie…


Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,

Do tych, co mają t a k z a t a k – n i e z a n i e –

Bez światło-cienia...

Tęskno mi, Panie...


Tęskno mi owdzie, gdzie któż o mnie stoi?

I tak być musi, choć się tak nie stanie

Przyjaźni mojej!...

Tęskno mi, Panie.

Cyprian Kamil Norwid

Jeszcze raz pozdrawiam. Jeśli mam za co, przepraszam. Dziękuję, że mnie tutaj odwiedzacie, mimo że ja tu ot tak.

Jeszcze raz życzę Nam Wszystkim Dobrego Roku i Wspaniałych Ludzi na drodze.


12 stycznia 2005, środa, 07:59

KTO NIE TRZYMA SIĘ DROGI POŚREDNIEJ, TEN NIGDY NIE KROCZY BEZPIECZNĄ ŚCIEŻKĄ. (Seneka Młodszy)

Mam wrażenie, że nie trzymam się nigdy drogi pośredniej i w związku z tym właśnie, zdaje się, rzadko „kroczę” bezpieczną ścieżką. (Myślę o sprawach zawodowych, o ostatniej premierze szczególnie). Idę więc znów na próbę, tysiące rzeczy do zrobienia, a czasu coraz mniej. Jak wejść na bezpieczną ścieżkę? No nic. Nie wychodzę z sali teatralnej. Poznań. Teatr Nowy. Namiętnie reżyseruję Namiętność Petera Nicholsa.

Dobrego dnia.

Zdjęcia z Namiętności poznańskiej.


13 stycznia 2005, czwartek, 07:34

Dziś publiczność pierwszy raz wchodzi na widownię. Zaproszeni goście i rodziny, a my mamy jeszcze dziś dużo pracy do tego momentu. Skończyliśmy wczoraj późną nocą. Wykończeni.

Zamieszczam mój list do publiczności z programu teatralnego i zdjęcie plakatu do spektaklu. Plakat autorstwa pana Rafała Olbińskiego.

Ja ze zmęczenia mam stępioną umiejętność kojarzenia, reakcje i uczucia. A gdybyście zapytali jak spektakl. Nie wiem. Mnie się podoba.

*


Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu

Sezon 2004/2005


Peter Nichols

Namiętność (Passion Play)

Przekład Elżbieta Woźniak

Prapremiera polska 14 stycznia 2005 roku

OSOBY

Agnes – MARIA RYBARCZYK

Eleanor – ANTONINA CHOROSZY

James – MARIUSZ SABINIEWICZ

Jim – MIROSŁAW KROPIELNICKI

Kate – AGNIESZKA KRUKÓWNA

(gościnnie)

Nell – DANIELA POPŁAWSKA

Psychiatra – MAŁGORZATA ŁODEJ

oraz

Krytyk I – SŁAWOMIR PIETRASZEWSKI

Krytyk II – EDWARD WARZECHA

i statyści

Reżyseria – KRYSTYNA JANDA

Scenografia – MACIEJ MARIA PUTOWSKI

Kostiumy – IRENA BIEGAŃSKA

Reżyseria światła – EDWARD KŁOSIŃSKI

Asystent reżysera – DOROTA KUCZYŃSKA-STANDEŁŁO

Szanowni Widzowie!

Każdy z Was kocha, kochał lub będzie kochał. Albo będzie mu się wydawało, że to miłość… Każdy z Was. Nie wiem, czy każdy z Was złożył przyrzeczenie wierności, czy złoży, komukolwiek i kiedykolwiek. Nie wiem… Ale wiem, że każdy z Was zdradzi, będzie zdradzony lub otrze się o zdradę; że każdego z Was to dotyczy. Do tych, których ten problem omija – nie zwracam się, bo ich moim zdaniem nie ma. Do tych, którzy nie wiedzą, co to miłość, związek, uczucia – także nie, bo są „mniej” ludźmi, a z takimi staramy się nie spotykać.

 

Każdy z Was, prawie każdy z Was walczy o to, aby przeżyć życie w zgodzie ze sobą, jednocześnie nie krzywdząc innych. Wszyscy także błagacie los, aby dał Wam przeżyć życie w godności. Nie chcecie też zmarnować życia. Staracie się nie zmarnować życia, walczycie o to, aby nie zmarnować życia. Nie chcecie pozwolić, aby zmarnowali Wam życie inni. „Najważniejsze jest, aby nie pozwolić zmarnować sobie życia” – mówi jeden z bohaterów. Kto ma zmarnować to życie? Mąż? Żona? Dzieci? Przyjaciele? Bliscy? Co to znaczy: zmarnować życie, tutaj, w naszym przypadku? Zrezygnować z uczuć? Czy zrezygnować ze wszystkiego, z godności także i szacunku do samego siebie, tylko po to, żeby „czuć” czy „czuć na nowo”?

Temat jest wieczny. Układ ludzki w naszej sztuce banalny. Problem aktualny. Zawsze aktualny.

Kiedy czytałam pierwszy raz Namiętność Petera Nicholsa, poczułam się komfortowo. To tekst o nas. Inteligentny, błyskotliwy zapis współczesnych stosunków, współczesnego pejzażu małżeńskiego. Próba zastanowienia. Kiedy doszłam do sceny, w której mąż czy raczej alter ego męża, prosi żonę o pozwolenie na drugą kobietę, drugą miłość, poczułam się jeszcze wygodniej i jeszcze bardziej u siebie. Przed oczami stanął mi rząd postaci z literatury, kobiet i mężczyzn. Pani Bovary z powieści Flauberta, Clarissa Dalloway, tytułowa bohaterka powieści Virginii Woolf, Trigorin z Czajki Czechowa, błagający Arkadinę o pozwolenie na romans jako ostatnią szansę na świeżą, „czystą” miłość, przywracającą na nowo sens i smak życia, jak mu się wydaje? „Pozwól mi, to mi pomaga na nowo żyć! Pozwól, bo jeśli nie, bez ciebie też będę nieszczęśliwy!” – mówi bohater Namiętności. Tysiąc razy słyszane argumenty i zdania – z ekranu, ze sceny, z ust przyjaciół, znajomych, czytane, przewracane w myślach. Ten tekst to, kolejny raz, próba zastanowienia. I świadomie unikam tu takich słów, jak „moralność”, bo musiałabym dodać: „chrześcijańska”, a nie chcę…

Zapragnęłam zmierzyć się z tym tekstem. Opowiedzieć z grupą przyjaciół z tutejszego teatru o tym, co i mnie dotknęło w życiu, raz, ale co przeżyłam boleśnie i stając przed koniecznością wyboru, wybrałam… własne życie, jak mi się wydawało, a nie „moralny obowiązek”. To boli do dziś, tego się nie zapomina. To boli, już bolało albo będzie bolało i Was, albo kogoś obok Was, jeśli się zdarzy.

Czy ten spektakl ma być próbą moralitetu? Nie. Tylko pretekstem do refleksji. Tylko namową do zastanowienia się nad nami. Tylko tyle. „Czy życie to gra?” – jak mówi jeden z bohaterów? I czy trzeba tylko nauczyć się grać w tę grę, a wszystko stanie się prostsze? „Nie, nigdy!” – słyszy w odpowiedzi. „Jakie znaczenie za chwilę będą miały słowa: dobroć, przyzwoitość, lojalność?” – pyta zdradzona. Ale zdradzający mówi: „Pozwól mi zdradzić! Chcę na nowo żyć!!!”.

Życzę dobrego wieczoru.

Poznań, 6 stycznia 2005 roku.

Krystyna Janda