Jak dobrze być razemTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Przed­mowa

2  Wpro­wa­dze­nie. Dla­czego warto inte­re­so­wać się współ­za­leż­no­ścią? Obawy i prze­szkody na dro­dze do współ­za­leż­no­ści Czy wza­jemna zależ­ność to naj­lep­szy spo­sób na roz­wi­nię­cie skrzy­deł? Sko­rzy­staj z pomocy – bo pęk­niesz! Nie­bez­pie­czeń­stwa nad­mier­nego indy­wi­du­ali­zmu Nie poświę­cać indy­wi­du­al­no­ści dla zbio­ro­wo­ści… i nie poświę­cać zbio­ro­wo­ści dla indy­wi­du­al­no­ści!

3  1. Od przy­wią­za­nia do auto­no­mii Czy małe dzieci wyma­gają czę­stego nosze­nia? Co trzeba wie­dzieć o przy­wią­za­niu Potrzeba kon­taktu, nie­zbęd­ność fizycz­nej bli­sko­ści Bez­pie­czeń­stwo emo­cjo­nalne u pod­staw auto­no­mii i kształ­ce­nia Przy­wią­za­nie do nauczy­cieli rów­nież sprzyja roz­wo­jowi w szkole Dobro­czynny wpływ bli­skich rela­cji na zdro­wie

4  2. W poszu­ki­wa­niu zło­tego środka w rela­cji „Moment ludzki” – klu­czowy i cenny Obawa przed wyklu­cze­niem – bar­dzo roz­po­wszech­niony nie­po­kój Zależ­ność emo­cjo­nalna czy kon­struk­tywne przy­wią­za­nie? Kwe­stio­na­riusz oceny poziomu pozy­tyw­nej współ­za­leż­no­ści Kiedy pro­sić o pomoc lub ją przyj­mo­wać? Altru­izm – współ­dzie­lone korzy­ści Bycie rodzi­cem – mię­dzy zależ­no­ścią a niezależ­no­ścią Twoje doświad­cze­nia nie są odosob­nione – wspól­nota czło­wie­czeń­stwa Rów­no­waga w związku

5  3. U pod­staw pozy­tyw­nej współ­za­leż­no­ści Więź spo­łeczna – każ­demu według jego potrzeb Empa­tia u pod­staw więzi zaufa­nia Kom­pe­ten­cje, dzięki któ­rym lepiej się doga­du­jemy Rola pozy­tyw­nych emo­cji W szkole: współ­praca czy współ­za­wod­nic­two? Do czego przy­daje się samo­ocena w rela­cji?

6  4. Pie­lę­gno­wa­nie trwa­łych kon­struk­tyw­nych rela­cji Pie­lę­gno­wa­nie pozy­tyw­nej współ­za­leż­no­ści w dziecku Uważna obec­ność i zdol­ność zaopie­ko­wa­nia się Przyj­mo­wać i podzie­lać wdzięcz­ność Pie­lę­gno­wa­nie rela­cji w związku To, co nadaje życiu sens Zaan­ga­żo­wa­nie soli­dar­no­ściowe na miarę Opie­rać się na już ist­nie­ją­cych siłach cha­rak­teru Pozy­tywna współ­za­leż­ność nie koń­czy się na rela­cjach mię­dzy­ludz­kich

7  Pod­su­mo­wa­nie. Korzy­sta­nie z pomocy jest głę­boko ludz­kie! Przy­wią­za­nie jest nor­malne, natu­ralne i konieczne Umie­jęt­ność pro­sze­nia o pomoc spra­wia, że nasze życie staje się bogat­sze i szczę­śliw­sze Gdy nie podej­mu­jemy wysiłku, nasze więzi ubo­żeją, a my razem z nimi Świa­do­mość wza­jem­nej zależ­no­ści uła­twia zaan­ga­żo­wa­nie, dzięki któ­remu nasze życie na ziemi staje się pięk­niej­sze Nasze spo­łe­czeń­stwo prze­ce­nia nie­za­leż­ność Przyj­mo­wa­nie pomocy sta­nowi część współ­za­leż­no­ści i warto to zaak­cep­to­wać I co teraz?

8  Przy­pisy

Tytuł ory­gi­nału: Ces liens qui nous font vivre. Éloge de l’interdépendance

Prze­kład: Kata­rzyna Pan­fil

Opieka redak­cyjna: Maria Zalasa

Redak­cja: Anna Stro­żek, Maria Zalasa

Korekta: Ali­cja Laskow­ska

Pro­jekt okładki i stron tytu­ło­wych: Joanna Wasi­lew­ska/ KATA­KA­NA­STA

© ODILE JACOB, 2020

Copy­ri­ght for the Polish edi­tion © JK Wydaw­nic­two, 2021

Copy­ri­ght for the Polish trans­la­tion © Kata­rzyna Pan­fil, 2021

Wszel­kie prawa zastrze­żone. Żadna część tej publi­ka­cji nie może być powie­lana ani roz­po­wszech­niana za pomocą urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych, mecha­nicz­nych, kopiu­ją­cych, nagry­wa­ją­cych i innych bez uprzed­niego wyra­że­nia zgody przez wła­ści­ciela praw.

ISBN 978-83-8225-070-1

Wyda­nie I, Łódź 2021

JK Wydaw­nic­two

ul. Kro­ku­sowa 3

92-101 Łódź

tel. 42 676 49 69

www.wydaw­nic­two­fe­eria.pl

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer firmy Eli­bri

Przed­mowa

Przed­mowa

Jako ludzie wszy­scy jeste­śmy zależni jedni od dru­gich – i to od uro­dze­nia.

Los dziecka, co oczy­wi­ste, zależy od jego rodzi­ców, bez nich by nie prze­żyło. Ale jeśli przyj­rzymy się tej kwe­stii nieco bli­żej, dostrze­żemy, że rodzice także są zależni od swo­jego dziecka – nie w kwe­stii fizycz­nego prze­ży­cia, ale ze względu na poczu­cie sensu nada­wane ich życiu. Jeśli dziecko umrze lub zosta­nie im ode­brane, będą zroz­pa­czeni z powodu naj­okrut­niej­szej tra­ge­dii, jaka może dotknąć czło­wieka.

Wszy­scy ludzie zależą więc od sie­bie nawza­jem. Mon­te­skiusz mówił o obec­nym w nas „zwie­rzę­ciu spo­łecz­nym”, ale w rów­nym stop­niu co spo­łeczni, jeste­śmy też słabi, przy­naj­mniej z bio­lo­gicz­nego punktu widze­nia – bez pazu­rów, kłów, pan­ce­rza, rogów, z nie­zbyt roz­wi­nię­tymi mię­śniami, a w porów­na­niu z dużymi dra­pież­ni­kami dys­po­nu­jemy nie­wielką siłą… Jeśli jako gatun­kowi udało nam się prze­żyć i odnieść suk­ces (według nie­któ­rych nawet tro­chę prze­sadny!), stało się to nie tyle dzięki naszej sile fizycz­nej, co dzięki pie­lę­gno­wa­niu zdol­no­ści wią­za­nia się z innymi.

Od zara­nia dzie­jów grupy ludz­kie zawdzię­czają swoje prze­ży­cie soli­dar­no­ści i wza­jem­nej pomocy, wię­zom wza­jem­no­ści i współ­za­leż­no­ści tka­nym mię­dzy doro­słymi człon­kami spo­łecz­no­ści, ale także mię­dzy poko­le­niami. Dzieci zależą od doro­słych, ale przy­szłość doro­słych zależy też od dzieci, które pew­nego dnia będą im poma­gać, a potem – wspie­rać; osoby wie­kowe wyma­gają opieki ze strony młod­szych, jed­no­cze­śnie same wciąż im poma­gają na mnó­stwo spo­so­bów, są też nośni­kami pamięci i doświad­czeń grupy. Sło­wem: im ści­ślej­sze są więzi współ­za­leż­no­ści w spo­łecz­no­ści ludz­kiej, tym jest ona bogat­sza i bar­dziej zdolna do roz­woju i prze­trwa­nia. A jej człon­ko­wie mają więk­sze szanse na szczę­ście i speł­nie­nie.

Dla­czego zatem lek­ce­wa­żymy współ­za­leż­ność1? A co gor­sza, dla­czego cza­sem się jej boimy?

Dzieje się tak, gdyż mylimy ją z jed­no­stronną zależ­no­ścią (jedna osoba nie może nic zro­bić bez dru­giej osoby, która robi dla niej wszystko), a jed­no­cze­śnie żyjemy w epoce domi­na­cji ide­ałów auto­no­mii i samo­wy­star­czal­no­ści (by nie mówić o ego­izmie i nar­cy­zmie). Ale współ­cze­sna nie­przy­tomna pogoń za indy­wi­du­alną wol­no­ścią („Żeby tylko od nikogo nie zale­żeć”) u coraz więk­szej liczby osób wywo­łuje uczu­cie samot­no­ści, bez­bron­no­ści, sła­bo­ści. Z lęku przed sła­bo­ścią pły­nącą z zależ­no­ści odda­jemy się bowiem w ramiona jesz­cze więk­szej sła­bo­ści, a mia­no­wi­cie – samot­no­ści.

 

Jest na to roz­wią­za­nie: rado­śnie przy­jąć współ­za­leż­ność! Cie­szyć się nią, rozu­mie­jąc, że nas roz­wija i wzbo­gaca, że czyni nas sil­niej­szymi i mądrzej­szymi.

Jak mówi afry­kań­skie przy­sło­wie: „Samemu idzie się szyb­ciej, ale razem – idzie się dalej”. I wese­lej!

A to zamie­rzamy poka­zać ci w tej książce.

Wpro­wa­dze­nie. Dla­czego warto inte­re­so­wać się współ­za­leż­no­ścią?

Wpro­wa­dze­nie


Dla­czego warto inte­re­so­wać się współ­za­leż­no­ścią?

Co powiesz na podróż do sedna naszego czło­wie­czeń­stwa? Czło­wie­czeń­stwa w całej swej zło­żo­no­ści, które nie zna cudow­nych roz­wią­zań dopa­so­wa­nych do każ­dej sytu­acji, ale które skrywa nie­spo­dzie­wane bogac­twa? Ten kon­ty­nent, który chcemy przed tobą odkryć, to współ­za­leż­ność. To nieco skom­pli­ko­wane słowo, sto­so­wane przez psy­cho­lo­gów, ozna­cza po pro­stu zja­wi­sko obecne w naszych rela­cjach z ludźmi. Czę­sto potrze­bu­jemy innych, by czuć się dobrze, by posu­wać naprzód nasze plany i po pro­stu, by prze­żyć.

Weźmy za przy­kład prze­bieg two­jego zwy­kłego dnia. Rano wsta­jesz z łóżka, które zostało zapro­jek­to­wane i wyko­nane przez ludzi, korzy­stasz z prysz­nica dzięki pracy i dba­ło­ści rze­mieśl­ni­ków, następ­nie zja­dasz pyszne śnia­da­nie, któ­rego skład­niki zostały sta­ran­nie przy­go­to­wane przez inne osoby – począw­szy od uprawy zbóż, umoż­li­wia­ją­cej upie­cze­nie chleba, aż po zbiór owo­ców, które skła­dają się na kon­fi­turę. Nie­mal każdy twój gest wyko­ny­wany w ciągu dnia uobec­nia innych ludzi. Wspól­nie pra­cu­jemy nad utrzy­ma­niem rów­no­wagi we wszyst­kich tych rela­cjach współ­za­leż­no­ści.

W niniej­szej książce zain­te­re­su­jemy się warun­kami, dzięki któ­rym ludzka współ­za­leż­ność pozo­staje kon­struk­tyw­nym ele­men­tem każ­dego z nas, a także warun­kiem ewo­lu­cji naszego spo­łe­czeń­stwa. Gdy w naszych rela­cjach z innymi sta­ramy się odna­leźć jak naj­więk­szą rów­no­wagę mię­dzy zależ­no­ścią a auto­no­mią, przy­po­mi­namy lino­skocz­ków. Nad­miar zależ­no­ści jest szko­dliwy, jed­nak jej uni­ka­nie rów­nież, i to w jed­nakowym stop­niu. Wła­śnie ten para­doks spró­bu­jemy obja­śnić na kolej­nych stro­nach.

W jakich warun­kach współ­za­leż­ność dostar­cza nam wza­jem­nych korzy­ści? W jaki spo­sób możemy budo­wać rela­cje, które nas roz­wi­jają, zamiast poczu­cia zależ­no­ści, które nas znie­wala? Pro­wa­dzone od wielu dzie­się­cio­leci bada­nia na temat kon­struk­tyw­nych rela­cji pozwa­lają nam zro­zu­mieć, jak pogo­dzić potrzeby, które mogą się wyda­wać sprzeczne: potrzebę przy­wią­za­nia do dru­giego czło­wieka i potrzebę auto­no­mii.

Obawy i prze­szkody na dro­dze do współ­za­leż­no­ści

Przy­czyn­kiem do naszych roz­wa­żań stała się seria skie­ro­wa­nych do rodzi­ców i pro­fe­sjo­na­li­stów kon­fe­ren­cji i warsz­ta­tów na temat pozy­tyw­nego wycho­wa­nia. W jaki spo­sób wdro­żyć życz­liwe podej­ście w edu­ka­cji, nie zba­cza­jąc w stronę per­mi­sy­wi­zmu i pobłaż­li­wo­ści? Jak naj­le­piej odpo­wie­dzieć na fun­da­men­talne potrzeby psy­chiczne dzieci, respek­tu­jąc jed­no­cze­śnie swoje potrzeby jako doro­słego? W jaki spo­sób odna­leźć miej­sce na wol­ność, gdy czu­jemy, że masa obo­wiąz­ków i zajęć prze­ra­sta nas i przy­tła­cza? Pyta­nia te odsy­łają nas do kon­cep­cji ludz­kiej współ­za­leż­no­ści.

Współ­za­leż­ność – odczu­wana jako przy­wią­za­nie do dru­giej osoby w cha­rak­te­rze jej dłuż­nika lub jako koniecz­ność reago­wa­nia w pierw­szej kolej­no­ści na potrzeby innych (szcze­gól­nie gdy cho­dzi o dzieci lub o słab­szych bli­skich) – staje się cza­sem trud­nym do znie­sie­nia cię­ża­rem, do tego stop­nia, że nie­któ­rzy decy­dują się izo­lo­wać od innych, pra­gnąc odna­leźć w ten spo­sób tro­chę wol­no­ści. Tyczy się to zwłasz­cza rodzi­ców doświad­cza­ją­cych trud­no­ści w opiece nad dziećmi, któ­rzy wolą nie pro­sić rodziny czy przy­ja­ciół o pomoc z obawy, że przyj­dzie im się odwdzię­czyć tym samym. Poczu­cie zależ­no­ści od innych rodzi dys­kom­fort, a nawet lęk. Co do zależ­no­ści emo­cjo­nal­nej, jest ona rów­nie źle widziana…

Pro­sze­nie o pomoc może być inter­pre­to­wane jako oznaka nie­kom­pe­ten­cji („Nie jestem już nawet w sta­nie zająć się wła­snymi dziećmi!”) lub prze­jaw bier­no­ści („Nie mam dość siły, by samemu zająć się swo­imi pro­ble­mami”). Ale u nie­któ­rych osób za tymi osą­dami na wła­sny temat zdaje się kryć opór przed zależ­no­ścią od innych, która mia­łaby sta­no­wić oznakę sła­bo­ści lub pod­po­rząd­ko­wa­nia.

Zależ­ność od innych jest rów­nież uwa­żana za wyraz nie­doj­rza­ło­ści przez osoby, które przy­cho­dzą na tera­pię, by pozbyć się nie­ade­kwat­nego, ich zda­niem, mecha­ni­zmu funk­cjo­no­wa­nia: „Zawsze wpa­dam w pułapkę miło­ści – przy­wią­zuję się do kogoś, a powi­nie­nem/powin­nam potra­fić samo­dziel­nie prze­żyć swoje życie”. Nie­któ­rzy szczycą się więc nie­za­leż­no­ścią od innych i sami chcą sta­wiać czoła wymo­gom sytu­acji, mając trud­no­ści z zaak­cep­to­wa­niem faktu, że ludz­kie funk­cjo­no­wa­nie jest dogłęb­nie oparte na współ­za­leż­no­ści.

Ale nie­pro­sze­nie nikogo o nic, prze­ko­na­nie, że wszystko można zro­bić samemu, ma swoją cenę – wypa­le­nie. Ono z kolei odbija się na bli­skim oto­cze­niu, dzie­ciach i współ­pra­cow­ni­kach… Co wię­cej, ta nega­tywna wizja ryzyka zależ­no­ści od kogoś może sta­no­wić hamu­lec przy budo­wa­niu i cemen­to­wa­niu rela­cji. To dla­tego chcemy zapro­po­no­wać ci odmienne spoj­rze­nie na kwe­stię „zależ­no­ści” od innych, oparte na bada­niach pro­wa­dzo­nych w ostat­nich dzie­się­cio­le­ciach.

W tej książce zaj­mu­jemy się róż­nymi for­mami rela­cji, począw­szy od zależ­no­ści uzna­wa­nej za pato­lo­giczną, a skoń­czyw­szy na zależ­no­ści uzna­wa­nej za zdrową (w któ­rej odnaj­du­jemy rów­no­wagę mię­dzy auto­no­mią a bli­sko­ścią). Zesta­wie­nie tych dwóch okre­śleń może wyda­wać się para­dok­salne: czy moż­liwa jest zależ­ność od innych, która nam nie zaszko­dzi?

Czy wza­jemna zależ­ność to naj­lep­szy spo­sób na roz­wi­nię­cie skrzy­deł?

Po ponad 20 latach badań w zakre­sie pomocy oso­bom doświad­cza­ją­cym trud­no­ści, Robert Born­stein, psy­cho­log i nauko­wiec spe­cja­li­zu­jący się w zależ­no­ści, stwier­dził, że naj­lep­szym spo­so­bem na roz­wój jest zaak­cep­to­wa­nie naszej współ­za­leż­no­ści, a nie próby walki z nią. To w ten spo­sób defi­niuje „zdrową”2 zależ­ność mię­dzy­ludzką. Jedną z jej oznak sta­nowi odwaga w pro­sze­niu o pomoc bez poczu­cia nie­zdol­no­ści do zmie­rze­nia się z daną sytu­acją. Zaak­cep­to­wa­nie inte­rak­cji opar­tych na tak zwa­nej zdro­wej zależ­no­ści pozwala wytwo­rzyć przy­wią­za­nie do dru­giej osoby bez poczu­cia, że ta więź nas osła­bia, lub też zaufać dru­giej oso­bie bez ryzyka utraty gruntu pod nogami, gdy poja­wią się kon­flikty. Przy­ję­cie takiego spoj­rze­nia na zależ­ność od dru­giej osoby – albo na „współzależ­ność”, bo ta zależ­ność jest prze­cież wza­jemna – pozwala nam zmie­nić sto­su­nek do nas samych i do innych. Dzięki tej zmia­nie per­spek­tywy łatwiej jest pro­sić o wspar­cie w trud­nych sytu­acjach, a jed­no­cze­śnie zacho­wać dosta­teczną wiarę w sie­bie, by czer­pać naukę z tych doświad­czeń i iść naprzód. To z kolei sprzyja rów­no­wa­dze naszych potrzeb auto­no­mii i bli­sko­ści.

Podróż do kraju ludz­kich rela­cji zaczyna się już in utero, kiedy płód żyje w sym­bio­zie z matką. Jej dal­szy ciąg nastę­puje po naro­dzi­nach wraz z pierw­szą fazą poważ­nej zależ­no­ści dziecka od naj­bliż­szych, która stop­niowo prze­kształca się w rela­cję wza­jem­nej zależ­no­ści z innymi ludźmi. Wyru­sza­jąc w tę fascy­nu­jącą podróż, w niniej­szej książce naj­pierw nieco zba­damy tery­to­rium roz­woju dziecka i odwie­dzimy kra­jo­brazy przy­wią­za­nia, po czym wyru­szymy odkry­wać nowe ścieżki rozu­mie­nia „zdro­wej” lub „pozy­tyw­nej”3 zależ­no­ści, wyty­czone w bada­niach z dzie­dziny psy­cho­lo­gii i neu­ro­nauk. Naszym celem jest wska­zać ci wszyst­kie moż­li­wo­ści pły­nące ze związ­ków z innymi i spo­soby na unik­nię­cie zasa­dzek zależ­no­ści lub ilu­zji niezależ­no­ści.

Istoty ludz­kie potrze­bują bli­skich rela­cji – źró­dła naj­więk­szych rado­ści i naj­lep­szych wspo­mnień w życiu. Bada­nia wyka­zały, że to wła­śnie więzi z innymi w naj­więk­szym stop­niu nadają sens życiu4, a „zdrowa” zależ­ność jest uży­teczna dla roz­woju czło­wieka. Takie spoj­rze­nie sprze­ci­wia się kary­ka­tu­ral­nej wizji, zgod­nie z którą roz­wój miałby być moż­liwy bez innych, albo też doszu­ki­wa­niu się w popra­wia­ją­cej dobro­stan zależ­no­ści prze­ja­wów pato­lo­gii. Roz­wój nie opiera się na niezależ­no­ści (ilu­zja, że nie potrze­buje się innych) ani na uza­leż­nie­niu od sie­bie nawza­jem (wra­że­nie, że nie da się żyć bez part­nera), lecz raczej na tym, co nazwiemy tutaj „pozy­tywną współzależ­no­ścią”.

Pro­po­nu­jemy ci wła­śnie ową zmianę spoj­rze­nia na zależ­ność od innych ludzi: jak zaak­cep­to­wać i wzmoc­nić rela­cje, które zakła­dają jakąś formę zależ­no­ści od innych, tak by umoż­li­wić każ­demu zacho­wa­nie auto­no­mii? Jak odwa­żyć się pro­sić o pomoc, by nie stało się to cię­ża­rem dla nas ani dla dru­giej osoby? Te pyta­nia doty­czą wszyst­kich nas, a bada­nia i tera­pia osób doświad­cza­ją­cych w tym obsza­rze trud­no­ści pod­su­wają nam wska­zówki doty­czące zna­le­zie­nia tej rów­no­wagi, sta­no­wią­cej źró­dło wza­jem­nego roz­woju.

Kom­pas, któ­rego uży­jemy, wyru­sza­jąc na poszu­ki­wa­nia pozy­tyw­nej współ­za­leż­no­ści, wska­zuje pły­nące z niej korzy­ści, które legły u pod­staw rela­cji mię­dzy­ludz­kich. W pierw­szym rzę­dzie – wza­jemną pomoc.

Sko­rzy­staj z pomocy – bo pęk­niesz!

„Mam dość. Moje dziecko ma 2 lata, a ja już nie mogę, nie wiem, jak sobie z nim radzić. Jedyne roz­wią­za­nie, na jakie wpa­dłam, to wsta­wić je w ubra­niu pod zimny prysz­nic, wtedy od razu się uspo­kaja” – opo­wiada Eléa pod­czas kon­fe­ren­cji o rodzi­ciel­stwie.

Sandy, inna mama, podej­muje temat: „Ja także już nie wiem, co robić. Mój syn też ma 2 lata. Kiedy ma napad szału, docho­dzi do tego, że wysta­wiam go na zewnątrz i zamy­kam drzwi. Nie wiem już, co innego mogę zro­bić”.

Kiedy pro­wa­dząca kon­fe­ren­cję pre­cy­zuje, że uczu­cie wyczer­pa­nia jest nor­malne przy małych dzie­ciach, i kiedy wska­zuje, że ist­nieją sto­wa­rzy­sze­nia mogące zapew­nić doraźne lub bar­dziej regu­larne wspar­cie w miej­scu zamiesz­ka­nia – zależ­nie od potrzeb, Eléa znów zabiera głos: „Dobrze, że coś takiego ist­nieje, ale ja mimo wszystko jesz­cze nie jestem na tym eta­pie!”.

Jak daleko sprawy muszą zajść, żeby­śmy ośmie­lili się popro­sić o pomoc? Czy słusz­nie bie­rzemy wszystko na sie­bie lub chcemy sami „udźwi­gnąć” całość zadań i obo­wiąz­ków, które spa­dają na nas jako rodzi­ców? I czy nie będzie jesz­cze trud­niej popro­sić o pomoc, gdy uznamy, że już posu­nę­li­śmy się za daleko? Te pyta­nia skła­niały nas do roz­wa­żań przez ostat­nie lata. To oczy­wi­ste, że potrze­bu­jemy innych, nawet gdy jeste­śmy doro­śli. Ale czy jeste­śmy w sta­nie ina­czej spoj­rzeć na tę potrzebę? W jaki spo­sób taka zmiana per­spek­tywy mogłaby się przy­czy­nić do zmniej­sze­nia udręki, wypa­le­nia i napięć w rela­cjach?

W odle­głej prze­szło­ści koniecz­ność nie­sie­nia sobie nawza­jem pomocy – klu­czowa zarówno na płasz­czyź­nie fizycz­nej, jak i mate­rial­nej – była oczy­wi­sta. Przy­na­leż­ność do grupy pozwa­lała lepiej się bro­nić, prze­trwać kaprysy pogody lub też podzie­lić się zada­niami, by zaspo­koić pod­sta­wowe potrzeby ple­mie­nia. Obec­nie, w spo­łecz­no­ściach zachod­nich, „ple­mię” staje się mniej nie­zbędne w wymia­rze mate­rial­nym, a bar­dziej potrzebne w wymia­rze spo­łecz­nym. Pro­wa­dze­nie odręb­nego życia (posia­da­nie swo­jego miesz­ka­nia) nie zagraża prze­trwa­niu, prze­ciw­nie – jest postrze­gane jako oznaka powo­dze­nia i sta­bi­li­za­cji mate­rial­nej. Odda­le­nie się od rodziny pocho­dze­nia służy wykształ­ce­niu poczu­cia nie­za­leż­no­ści, tak czę­sto poszu­ki­wa­nego w kul­tu­rze indy­wi­du­ali­zmu.

Nie­bez­pie­czeń­stwa nad­mier­nego indy­wi­du­ali­zmu

Spo­łe­czeń­stwo, w któ­rym żyjemy, ceni nie­za­leż­ność, wol­ność jed­nostki i jej indy­wi­du­al­ność. Bada­cze wyka­zali, że w skali świa­to­wej war­to­ści indy­wi­du­ali­styczne nasi­lają się. I tak w 2017 roku bada­nie obej­mu­jące 78 kra­jów wyka­zało ogólny wzrost indy­wi­du­ali­zmu o około 12% w cało­ści bada­nych spo­łe­czeństw od 1960 roku5. Wskaź­nik ten został zmie­rzony na pod­sta­wie opi­sa­nych zacho­wań i wyra­ża­nych war­to­ści. Zacho­wa­nia uwa­żane za wyznacz­niki indy­wi­du­ali­zmu zostały wyli­czone na pod­sta­wie liczby osób przy­pa­da­ją­cych na domo­stwo, liczby osób miesz­ka­ją­cych samot­nie, sto­sunku liczby roz­wo­dów do liczby mał­żeństw. War­to­ści zaś zmie­rzono, pro­sząc uczest­ni­ków o odno­to­wa­nie, jak ważne wydaje im się prze­ka­za­nie swoim dzie­ciom war­to­ści „nie­za­leż­no­ści” lub też wol­no­ści jed­nostki. Wła­śnie tym tak zwane indy­wi­du­ali­styczne spo­łe­czeń­stwa róż­nią się od spo­łe­czeństw zwa­nych kolek­ty­wi­stycz­nymi, w któ­rych mocno popiera się umie­jęt­no­ści dosto­so­wa­nia się do grupy i wto­pie­nia w nią6.

 

W Sta­nach Zjed­no­czo­nych na przy­kład od kilku lat stwier­dza się coraz częst­sze nada­wa­nie rzad­kich, a wręcz uni­kal­nych w skali świata, imion. Po co? Dla wzmoc­nie­nia wyjąt­ko­wego cha­rak­teru dziecka7. Podob­nie w ame­ry­kań­skich utwo­rach bada­cze odno­to­wali wzmo­żone uży­cie słów odwo­łu­ją­cych się do war­to­ści indy­wi­du­al­nych („ja”, „sobie”, „jedyny” itp.), w odróż­nie­niu od spa­da­ją­cego uży­cia ter­mi­nów zwią­za­nych z war­to­ściami kolek­tyw­nymi („razem”, „posłu­szeń­stwo” i „przy­na­leż­ność”)8.

Indy­wi­du­alizm ma cza­sem kiep­ską prasę z powodu pochop­nego zrów­ny­wa­nia go z ego­izmem, tymcza­sem w prze­ci­wień­stwie do tego dru­giego odwo­łuje się także do idei samo­sta­no­wie­nia: każda osoba może wybrać kie­ru­nek, w któ­rym pra­gnie podą­żać, i to nie­za­leż­nie od wyboru innych, a szcze­gól­nie – swo­ich bli­skich. Indy­wi­du­alizm przy­pi­suje wię­cej miej­sca oso­bi­stemu wybo­rowi, wyra­ża­niu swo­ich pra­gnień i bra­niu pod uwagę wła­snych potrzeb, co może skła­niać do myśle­nia o nim w kate­go­riach więk­szego sku­pie­nia na sobie, a zatem – więk­szego ego­izmu. Nie­mniej w spo­łe­czeń­stwach nazy­wa­nych indy­wi­du­ali­stycz­nymi ludzie także dzia­łają na rzecz wza­jem­nej pomocy zgod­nie z war­to­ściami spo­łecz­nymi, ale jest to ich oso­bi­sta decy­zja. I tak: bada­cze wyka­zali, że w spo­łe­czeń­stwach tych bar­dziej ceni się rela­cje poza­ro­dzinne, bo są one nawią­zy­wane z wyboru i mogą sprzy­jać obo­pól­nemu roz­wo­jowi. Indy­wi­du­alizm nie ozna­cza więc zapo­mi­na­nia o innych ludziach ani spo­łecz­nej izo­la­cji, ale więk­sze uwzględ­nia­nie wła­snych potrzeb przy podej­mo­wa­niu decy­zji.

To oczy­wi­ste, że ideę, by uwa­żać każdą osobę za zupeł­nie auto­no­miczną i odrębną od innych, ogra­ni­cza fakt, iż rzadko można doko­nać wyboru, który pozo­stałby bez wpływu na inne jed­nostki. Uży­teczne jest więc roz­róż­nie­nie dwóch pozio­mów indy­wi­du­ali­zmu: poziomu „makro”, obej­mu­ją­cego spo­łe­czeń­stwo, które wychwala takie war­to­ści jak nie­za­leż­ność i swo­boda wyra­ża­nia wła­snych wybo­rów, i poziomu „mikro”, doty­czą­cego oso­bi­stych war­to­ści sto­ją­cych u pod­staw mniej lub bar­dziej indy­wi­du­ali­stycz­nych zacho­wań. Na pozio­mie makro bada­cze inte­re­sują się ogól­nymi ten­den­cjami widocz­nymi w popu­la­cji, któ­rej war­to­ści i cele nakie­ro­wane są raczej na osobę niż na zbio­ro­wość. Na pozio­mie mikro, nawet w spo­łe­czeń­stwie indy­wi­du­ali­stycz­nym, war­to­ści i cele danej osoby róż­nią się w zależ­no­ści od otrzy­ma­nego wycho­wa­nia, od kon­tek­stu i od rela­cji, któ­rej to doty­czy. Na przy­kład doro­śli, któ­rzy zostają rodzi­cami, za prio­ry­tet uznają dobro­stan dzieci i tej war­to­ści poświę­cają zazwy­czaj więk­szość swo­ich wysił­ków i zaso­bów, spy­cha­jąc na dal­szy plan swoje oso­bi­ste cele.