Jak dobrze być razem

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tytuł oryginału: Ces liens qui nous font vivre. Éloge de l’interdépendance


Przekład: Katarzyna Panfil

Opieka redakcyjna: Maria Zalasa

Redakcja: Anna Strożek, Maria Zalasa

Korekta: Alicja Laskowska

Projekt okładki i stron tytułowych: Joanna Wasilewska/ KATAKANASTA


© ODILE JACOB, 2020

Copyright for the Polish edition © JK Wydawnictwo, 2021

Copyright for the Polish translation © Katarzyna Panfil, 2021


Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.


ISBN 978-83-8225-070-1

Wydanie I, Łódź 2021


JK Wydawnictwo

ul. Krokusowa 3

92-101 Łódź

tel. 42 676 49 69

www.wydawnictwofeeria.pl


Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer firmy Elibri

Przedmowa

Jako ludzie wszyscy jesteśmy zależni jedni od drugich – i to od urodzenia.

Los dziecka, co oczywiste, zależy od jego rodziców, bez nich by nie przeżyło. Ale jeśli przyjrzymy się tej kwestii nieco bliżej, dostrzeżemy, że rodzice także są zależni od swojego dziecka – nie w kwestii fizycznego przeżycia, ale ze względu na poczucie sensu nadawane ich życiu. Jeśli dziecko umrze lub zostanie im odebrane, będą zrozpaczeni z powodu najokrutniejszej tragedii, jaka może dotknąć człowieka.

Wszyscy ludzie zależą więc od siebie nawzajem. Monteskiusz mówił o obecnym w nas „zwierzęciu społecznym”, ale w równym stopniu co społeczni, jesteśmy też słabi, przynajmniej z biologicznego punktu widzenia – bez pazurów, kłów, pancerza, rogów, z niezbyt rozwiniętymi mięśniami, a w porównaniu z dużymi drapieżnikami dysponujemy niewielką siłą… Jeśli jako gatunkowi udało nam się przeżyć i odnieść sukces (według niektórych nawet trochę przesadny!), stało się to nie tyle dzięki naszej sile fizycznej, co dzięki pielęgnowaniu zdolności wiązania się z innymi.

Od zarania dziejów grupy ludzkie zawdzięczają swoje przeżycie solidarności i wzajemnej pomocy, więzom wzajemności i współzależności tkanym między dorosłymi członkami społeczności, ale także między pokoleniami. Dzieci zależą od dorosłych, ale przyszłość dorosłych zależy też od dzieci, które pewnego dnia będą im pomagać, a potem – wspierać; osoby wiekowe wymagają opieki ze strony młodszych, jednocześnie same wciąż im pomagają na mnóstwo sposobów, są też nośnikami pamięci i doświadczeń grupy. Słowem: im ściślejsze są więzi współzależności w społeczności ludzkiej, tym jest ona bogatsza i bardziej zdolna do rozwoju i przetrwania. A jej członkowie mają większe szanse na szczęście i spełnienie.

Dlaczego zatem lekceważymy współzależność1? A co gorsza, dlaczego czasem się jej boimy?

Dzieje się tak, gdyż mylimy ją z jednostronną zależnością (jedna osoba nie może nic zrobić bez drugiej osoby, która robi dla niej wszystko), a jednocześnie żyjemy w epoce dominacji ideałów autonomii i samowystarczalności (by nie mówić o egoizmie i narcyzmie). Ale współczesna nieprzytomna pogoń za indywidualną wolnością („Żeby tylko od nikogo nie zależeć”) u coraz większej liczby osób wywołuje uczucie samotności, bezbronności, słabości. Z lęku przed słabością płynącą z zależności oddajemy się bowiem w ramiona jeszcze większej słabości, a mianowicie – samotności.

Jest na to rozwiązanie: radośnie przyjąć współzależność! Cieszyć się nią, rozumiejąc, że nas rozwija i wzbogaca, że czyni nas silniejszymi i mądrzejszymi.

Jak mówi afrykańskie przysłowie: „Samemu idzie się szybciej, ale razem – idzie się dalej”. I weselej!

A to zamierzamy pokazać ci w tej książce.

Wprowadzenie
Dlaczego warto interesować się współzależnością?

Co powiesz na podróż do sedna naszego człowieczeństwa? Człowieczeństwa w całej swej złożoności, które nie zna cudownych rozwiązań dopasowanych do każdej sytuacji, ale które skrywa niespodziewane bogactwa? Ten kontynent, który chcemy przed tobą odkryć, to współzależność. To nieco skomplikowane słowo, stosowane przez psychologów, oznacza po prostu zjawisko obecne w naszych relacjach z ludźmi. Często potrzebujemy innych, by czuć się dobrze, by posuwać naprzód nasze plany i po prostu, by przeżyć.

Weźmy za przykład przebieg twojego zwykłego dnia. Rano wstajesz z łóżka, które zostało zaprojektowane i wykonane przez ludzi, korzystasz z prysznica dzięki pracy i dbałości rzemieślników, następnie zjadasz pyszne śniadanie, którego składniki zostały starannie przygotowane przez inne osoby – począwszy od uprawy zbóż, umożliwiającej upieczenie chleba, aż po zbiór owoców, które składają się na konfiturę. Niemal każdy twój gest wykonywany w ciągu dnia uobecnia innych ludzi. Wspólnie pracujemy nad utrzymaniem równowagi we wszystkich tych relacjach współzależności.

W niniejszej książce zainteresujemy się warunkami, dzięki którym ludzka współzależność pozostaje konstruktywnym elementem każdego z nas, a także warunkiem ewolucji naszego społeczeństwa. Gdy w naszych relacjach z innymi staramy się odnaleźć jak największą równowagę między zależnością a autonomią, przypominamy linoskoczków. Nadmiar zależności jest szkodliwy, jednak jej unikanie również, i to w jednakowym stopniu. Właśnie ten paradoks spróbujemy objaśnić na kolejnych stronach.

W jakich warunkach współzależność dostarcza nam wzajemnych korzyści? W jaki sposób możemy budować relacje, które nas rozwijają, zamiast poczucia zależności, które nas zniewala? Prowadzone od wielu dziesięcioleci badania na temat konstruktywnych relacji pozwalają nam zrozumieć, jak pogodzić potrzeby, które mogą się wydawać sprzeczne: potrzebę przywiązania do drugiego człowieka i potrzebę autonomii.

OBAWY I PRZESZKODY NA DRODZE DO WSPÓŁZALEŻNOŚCI

Przyczynkiem do naszych rozważań stała się seria skierowanych do rodziców i profesjonalistów konferencji i warsztatów na temat pozytywnego wychowania. W jaki sposób wdrożyć życzliwe podejście w edukacji, nie zbaczając w stronę permisywizmu i pobłażliwości? Jak najlepiej odpowiedzieć na fundamentalne potrzeby psychiczne dzieci, respektując jednocześnie swoje potrzeby jako dorosłego? W jaki sposób odnaleźć miejsce na wolność, gdy czujemy, że masa obowiązków i zajęć przerasta nas i przytłacza? Pytania te odsyłają nas do koncepcji ludzkiej współzależności.

Współzależność – odczuwana jako przywiązanie do drugiej osoby w charakterze jej dłużnika lub jako konieczność reagowania w pierwszej kolejności na potrzeby innych (szczególnie gdy chodzi o dzieci lub o słabszych bliskich) – staje się czasem trudnym do zniesienia ciężarem, do tego stopnia, że niektórzy decydują się izolować od innych, pragnąc odnaleźć w ten sposób trochę wolności. Tyczy się to zwłaszcza rodziców doświadczających trudności w opiece nad dziećmi, którzy wolą nie prosić rodziny czy przyjaciół o pomoc z obawy, że przyjdzie im się odwdzięczyć tym samym. Poczucie zależności od innych rodzi dyskomfort, a nawet lęk. Co do zależności emocjonalnej, jest ona równie źle widziana…

Proszenie o pomoc może być interpretowane jako oznaka niekompetencji („Nie jestem już nawet w stanie zająć się własnymi dziećmi!”) lub przejaw bierności („Nie mam dość siły, by samemu zająć się swoimi problemami”). Ale u niektórych osób za tymi osądami na własny temat zdaje się kryć opór przed zależnością od innych, która miałaby stanowić oznakę słabości lub podporządkowania.

Zależność od innych jest również uważana za wyraz niedojrzałości przez osoby, które przychodzą na terapię, by pozbyć się nieadekwatnego, ich zdaniem, mechanizmu funkcjonowania: „Zawsze wpadam w pułapkę miłości – przywiązuję się do kogoś, a powinienem/powinnam potrafić samodzielnie przeżyć swoje życie”. Niektórzy szczycą się więc niezależnością od innych i sami chcą stawiać czoła wymogom sytuacji, mając trudności z zaakceptowaniem faktu, że ludzkie funkcjonowanie jest dogłębnie oparte na współzależności.

Ale nieproszenie nikogo o nic, przekonanie, że wszystko można zrobić samemu, ma swoją cenę – wypalenie. Ono z kolei odbija się na bliskim otoczeniu, dzieciach i współpracownikach… Co więcej, ta negatywna wizja ryzyka zależności od kogoś może stanowić hamulec przy budowaniu i cementowaniu relacji. To dlatego chcemy zaproponować ci odmienne spojrzenie na kwestię „zależności” od innych, oparte na badaniach prowadzonych w ostatnich dziesięcioleciach.

W tej książce zajmujemy się różnymi formami relacji, począwszy od zależności uznawanej za patologiczną, a skończywszy na zależności uznawanej za zdrową (w której odnajdujemy równowagę między autonomią a bliskością). Zestawienie tych dwóch określeń może wydawać się paradoksalne: czy możliwa jest zależność od innych, która nam nie zaszkodzi?

CZY WZAJEMNA ZALEŻNOŚĆ TO NAJLEPSZY SPOSÓB NA ROZWINIĘCIE SKRZYDEŁ?

Po ponad 20 latach badań w zakresie pomocy osobom doświadczającym trudności, Robert Bornstein, psycholog i naukowiec specjalizujący się w zależności, stwierdził, że najlepszym sposobem na rozwój jest zaakceptowanie naszej współzależności, a nie próby walki z nią. To w ten sposób definiuje „zdrową”2 zależność międzyludzką. Jedną z jej oznak stanowi odwaga w proszeniu o pomoc bez poczucia niezdolności do zmierzenia się z daną sytuacją. Zaakceptowanie interakcji opartych na tak zwanej zdrowej zależności pozwala wytworzyć przywiązanie do drugiej osoby bez poczucia, że ta więź nas osłabia, lub też zaufać drugiej osobie bez ryzyka utraty gruntu pod nogami, gdy pojawią się konflikty. Przyjęcie takiego spojrzenia na zależność od drugiej osoby – albo na „współzależność”, bo ta zależność jest przecież wzajemna – pozwala nam zmienić stosunek do nas samych i do innych. Dzięki tej zmianie perspektywy łatwiej jest prosić o wsparcie w trudnych sytuacjach, a jednocześnie zachować dostateczną wiarę w siebie, by czerpać naukę z tych doświadczeń i iść naprzód. To z kolei sprzyja równowadze naszych potrzeb autonomii i bliskości.

 

Podróż do kraju ludzkich relacji zaczyna się już in utero, kiedy płód żyje w symbiozie z matką. Jej dalszy ciąg następuje po narodzinach wraz z pierwszą fazą poważnej zależności dziecka od najbliższych, która stopniowo przekształca się w relację wzajemnej zależności z innymi ludźmi. Wyruszając w tę fascynującą podróż, w niniejszej książce najpierw nieco zbadamy terytorium rozwoju dziecka i odwiedzimy krajobrazy przywiązania, po czym wyruszymy odkrywać nowe ścieżki rozumienia „zdrowej” lub „pozytywnej”3 zależności, wytyczone w badaniach z dziedziny psychologii i neuronauk. Naszym celem jest wskazać ci wszystkie możliwości płynące ze związków z innymi i sposoby na uniknięcie zasadzek zależności lub iluzji niezależności.

Istoty ludzkie potrzebują bliskich relacji – źródła największych radości i najlepszych wspomnień w życiu. Badania wykazały, że to właśnie więzi z innymi w największym stopniu nadają sens życiu4, a „zdrowa” zależność jest użyteczna dla rozwoju człowieka. Takie spojrzenie sprzeciwia się karykaturalnej wizji, zgodnie z którą rozwój miałby być możliwy bez innych, albo też doszukiwaniu się w poprawiającej dobrostan zależności przejawów patologii. Rozwój nie opiera się na niezależności (iluzja, że nie potrzebuje się innych) ani na uzależnieniu od siebie nawzajem (wrażenie, że nie da się żyć bez partnera), lecz raczej na tym, co nazwiemy tutaj „pozytywną współzależnością”.

Proponujemy ci właśnie ową zmianę spojrzenia na zależność od innych ludzi: jak zaakceptować i wzmocnić relacje, które zakładają jakąś formę zależności od innych, tak by umożliwić każdemu zachowanie autonomii? Jak odważyć się prosić o pomoc, by nie stało się to ciężarem dla nas ani dla drugiej osoby? Te pytania dotyczą wszystkich nas, a badania i terapia osób doświadczających w tym obszarze trudności podsuwają nam wskazówki dotyczące znalezienia tej równowagi, stanowiącej źródło wzajemnego rozwoju.

Kompas, którego użyjemy, wyruszając na poszukiwania pozytywnej współzależności, wskazuje płynące z niej korzyści, które legły u podstaw relacji międzyludzkich. W pierwszym rzędzie – wzajemną pomoc.

SKORZYSTAJ Z POMOCY – BO PĘKNIESZ!

„Mam dość. Moje dziecko ma 2 lata, a ja już nie mogę, nie wiem, jak sobie z nim radzić. Jedyne rozwiązanie, na jakie wpadłam, to wstawić je w ubraniu pod zimny prysznic, wtedy od razu się uspokaja” – opowiada Eléa podczas konferencji o rodzicielstwie.

Sandy, inna mama, podejmuje temat: „Ja także już nie wiem, co robić. Mój syn też ma 2 lata. Kiedy ma napad szału, dochodzi do tego, że wystawiam go na zewnątrz i zamykam drzwi. Nie wiem już, co innego mogę zrobić”.

Kiedy prowadząca konferencję precyzuje, że uczucie wyczerpania jest normalne przy małych dzieciach, i kiedy wskazuje, że istnieją stowarzyszenia mogące zapewnić doraźne lub bardziej regularne wsparcie w miejscu zamieszkania – zależnie od potrzeb, Eléa znów zabiera głos: „Dobrze, że coś takiego istnieje, ale ja mimo wszystko jeszcze nie jestem na tym etapie!”.

Jak daleko sprawy muszą zajść, żebyśmy ośmielili się poprosić o pomoc? Czy słusznie bierzemy wszystko na siebie lub chcemy sami „udźwignąć” całość zadań i obowiązków, które spadają na nas jako rodziców? I czy nie będzie jeszcze trudniej poprosić o pomoc, gdy uznamy, że już posunęliśmy się za daleko? Te pytania skłaniały nas do rozważań przez ostatnie lata. To oczywiste, że potrzebujemy innych, nawet gdy jesteśmy dorośli. Ale czy jesteśmy w stanie inaczej spojrzeć na tę potrzebę? W jaki sposób taka zmiana perspektywy mogłaby się przyczynić do zmniejszenia udręki, wypalenia i napięć w relacjach?

W odległej przeszłości konieczność niesienia sobie nawzajem pomocy – kluczowa zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i materialnej – była oczywista. Przynależność do grupy pozwalała lepiej się bronić, przetrwać kaprysy pogody lub też podzielić się zadaniami, by zaspokoić podstawowe potrzeby plemienia. Obecnie, w społecznościach zachodnich, „plemię” staje się mniej niezbędne w wymiarze materialnym, a bardziej potrzebne w wymiarze społecznym. Prowadzenie odrębnego życia (posiadanie swojego mieszkania) nie zagraża przetrwaniu, przeciwnie – jest postrzegane jako oznaka powodzenia i stabilizacji materialnej. Oddalenie się od rodziny pochodzenia służy wykształceniu poczucia niezależności, tak często poszukiwanego w kulturze indywidualizmu.

NIEBEZPIECZEŃSTWA NADMIERNEGO INDYWIDUALIZMU

Społeczeństwo, w którym żyjemy, ceni niezależność, wolność jednostki i jej indywidualność. Badacze wykazali, że w skali światowej wartości indywidualistyczne nasilają się. I tak w 2017 roku badanie obejmujące 78 krajów wykazało ogólny wzrost indywidualizmu o około 12% w całości badanych społeczeństw od 1960 roku5. Wskaźnik ten został zmierzony na podstawie opisanych zachowań i wyrażanych wartości. Zachowania uważane za wyznaczniki indywidualizmu zostały wyliczone na podstawie liczby osób przypadających na domostwo, liczby osób mieszkających samotnie, stosunku liczby rozwodów do liczby małżeństw. Wartości zaś zmierzono, prosząc uczestników o odnotowanie, jak ważne wydaje im się przekazanie swoim dzieciom wartości „niezależności” lub też wolności jednostki. Właśnie tym tak zwane indywidualistyczne społeczeństwa różnią się od społeczeństw zwanych kolektywistycznymi, w których mocno popiera się umiejętności dostosowania się do grupy i wtopienia w nią6.

W Stanach Zjednoczonych na przykład od kilku lat stwierdza się coraz częstsze nadawanie rzadkich, a wręcz unikalnych w skali świata, imion. Po co? Dla wzmocnienia wyjątkowego charakteru dziecka7. Podobnie w amerykańskich utworach badacze odnotowali wzmożone użycie słów odwołujących się do wartości indywidualnych („ja”, „sobie”, „jedyny” itp.), w odróżnieniu od spadającego użycia terminów związanych z wartościami kolektywnymi („razem”, „posłuszeństwo” i „przynależność”)8.

Indywidualizm ma czasem kiepską prasę z powodu pochopnego zrównywania go z egoizmem, tymczasem w przeciwieństwie do tego drugiego odwołuje się także do idei samostanowienia: każda osoba może wybrać kierunek, w którym pragnie podążać, i to niezależnie od wyboru innych, a szczególnie – swoich bliskich. Indywidualizm przypisuje więcej miejsca osobistemu wyborowi, wyrażaniu swoich pragnień i braniu pod uwagę własnych potrzeb, co może skłaniać do myślenia o nim w kategoriach większego skupienia na sobie, a zatem – większego egoizmu. Niemniej w społeczeństwach nazywanych indywidualistycznymi ludzie także działają na rzecz wzajemnej pomocy zgodnie z wartościami społecznymi, ale jest to ich osobista decyzja. I tak: badacze wykazali, że w społeczeństwach tych bardziej ceni się relacje pozarodzinne, bo są one nawiązywane z wyboru i mogą sprzyjać obopólnemu rozwojowi. Indywidualizm nie oznacza więc zapominania o innych ludziach ani społecznej izolacji, ale większe uwzględnianie własnych potrzeb przy podejmowaniu decyzji.

To oczywiste, że ideę, by uważać każdą osobę za zupełnie autonomiczną i odrębną od innych, ogranicza fakt, iż rzadko można dokonać wyboru, który pozostałby bez wpływu na inne jednostki. Użyteczne jest więc rozróżnienie dwóch poziomów indywidualizmu: poziomu „makro”, obejmującego społeczeństwo, które wychwala takie wartości jak niezależność i swoboda wyrażania własnych wyborów, i poziomu „mikro”, dotyczącego osobistych wartości stojących u podstaw mniej lub bardziej indywidualistycznych zachowań. Na poziomie makro badacze interesują się ogólnymi tendencjami widocznymi w populacji, której wartości i cele nakierowane są raczej na osobę niż na zbiorowość. Na poziomie mikro, nawet w społeczeństwie indywidualistycznym, wartości i cele danej osoby różnią się w zależności od otrzymanego wychowania, od kontekstu i od relacji, której to dotyczy. Na przykład dorośli, którzy zostają rodzicami, za priorytet uznają dobrostan dzieci i tej wartości poświęcają zazwyczaj większość swoich wysiłków i zasobów, spychając na dalszy plan swoje osobiste cele.

NIE POŚWIĘCAĆ INDYWIDUALNOŚCI DLA ZBIOROWOŚCI… I NIE POŚWIĘCAĆ ZBIOROWOŚCI DLA INDYWIDUALNOŚCI!

W relacji z bliskimi nakierowanie na myślenie o celach zbiorowych i dbałość o nie pozwalają wzmocnić więź zaufania, wzajemnej pomocy, a więc także dobrostan indywidualny i zbiorowy. Niemniej przesadne uwzględnianie celów zbiorowych ze szkodą dla własnych potrzeb również może prowadzić do wypalenia, jeśli zabraknie nam możliwości zregenerowania się9. Jak odnaleźć równowagę między uwagą poświęcaną sobie a tą, którą dajemy innym?

 

Właściwe przeżywanie relacji społecznych wymaga odpowiedniej równowagi między poszanowaniem własnych potrzeb a uwzględnieniem potrzeb innych. Nawet u najbardziej scementowanych par pojawiają się napięcia związane z konfliktem interesów – motywacje osobiste mogą się ścierać z motywacjami dotyczącymi wspólnych planów10. Negocjacje i kompromisy, niezbędne w związku, ilustrują ryzykowny wymiar współzależności11. Gdy dochodzi do rozbieżności interesów, wybranie działania na rzecz innych lub w zależności od nich faktycznie grozi niezaspokojeniem własnych potrzeb. Niektóre osoby mówią wówczas o „poświęceniu”. Rozdźwięki między jednostkowymi a zbiorowymi motywacjami zaznaczają się najwyraźniej w tzw. społeczeństwach indywidualistycznych – ze względu na promowanie coraz bardziej niezależnego stylu życia, w którym każdy byłby w stanie „się realizować”. Tymczasem bardzo rzadko da się podążać za osobistymi aspiracjami, tak by nie kolidowały z aspiracjami innych osób. Warto więc zainteresować się modelami relacji sprzyjającymi konstruktywnej współzależności, pomagającymi w jak najskuteczniejszym dążeniu do swoich celów z jednoczesnym uwzględnieniem potrzeb innych.

Od ponad 50 lat badacze interesowali się naszym stosunkiem do fenomenu wzajemnej zależności12. W tej książce przyjrzymy się, jak nasze postrzeganie relacji z innymi może rzutować na wchodzenie w interakcje i jak interakcje te rzutują z kolei na dobrostan nasz i innych. Zainteresujemy się najpierw procesami sprzyjającymi ludzkiemu przywiązaniu, na które nowe światło rzuciły obecne badania, następnie przyjrzymy się procesom, które sprzyjają altruistycznym zachowaniom zgodnym z potrzebami osób zaangażowanych w daną relację. W trzeciej części zgłębimy warunki sprzyjające konstruktywnym relacjom. Wreszcie zakończymy wskazówkami, zainspirowanymi badaniami naukowymi, a dotyczącymi kultywowania trwałych pozytywnych relacji.

1Współzależność (lub też: „wzajemna zależność”) – termin ten przyjmuję przy tłumaczeniu francuskiego interdépendance (ang. interdependency). Choć czytelnikom literatury psychologicznej może się kojarzyć negatywnie (z „osobowością współzależną” lub ze „współuzależnieniem”), w niniejszej publikacji „współzależność” użyta jest w znaczeniu neutralnym (słownikowym) oraz pozytywnym, zgodnie z zamysłem autorów, jako zdrowe przeciwieństwo nadmiernej, patologicznej zależności czy też uzależnienia (wszystkie przypisy dolne pochodzą od tłumaczki).
2R.F. Bornstein, M.A. Languirand, Healthy Dependency, Newmarket Press, Nowy Jork 2003.
3M. Solomon, Lean on Me: The Power of Positive Dependency in Intimate Relationships, Kensington Books, Nowy Jork 1996.
4R. Baumeister, M.R. Leary, The need to belong: Desire for interpersonal attachments as a fundamental human motivation, „Psychological Bulletin” 1995, nr 117, s. 497–529.
5H. Santos, M.E. Varnum, I. Grossmann, Global increases in individualism, 2017, http://doi.org/10.1177/0956797617700622.
6H.R. Markus, S. Kitayama, Culture and the self: Implications for cognition, emotion, and motivation, „Psychological Review” 1991, nr 98(2), s. 224–253.
7J.M. Twenge, L. Dawson, W.K. Campbell, Still standing out: Children’s names in the United States during the Great Recession and correlations with economic indicators, „Journal of Applied Social Psychology” 2016, nr 46, s. 663–670.
8P.M. Greenfield, The changing psychology of culture from 1800 through 2000, „Psychological Science” 2013, nr 24, s. 1722–1731.
9M. Mikolajczak, I. Roskam, Le Burn-Out parental, Odile Jacob, 2017.
10H.H. Kelley, J.G. Holmes, N.L. Kerr, H.T. Reis, C.E. Rusbult, P.A.M. Van Lange, An Atlas of Interpersonal Situations, Cambridge University Press, Cambridge 2003.
11S.L. Murray, J.G. Holmes, N.L. Collins, Optimizing assurance: The risk regulation system in relationships, „Psychological Bulletin” 2006, nr 132(5), s. 641–666.
12H.H. Kelley, J.W. Thibaut, Interpersonal relations: A theory of interdependence, Wiley-Interscience, Nowy Jork 1978.