Tajemniczy mężczyzna

Tekst
Z serii: Dream Man
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

O nie, czyli było naprawdę źle. Jakby dwumilionowy dług u gangu motocyklistów to było mało. Podejrzewałam, że trzeba się nieźle postarać, żeby wpaść w jeszcze większe tarapaty. Ale jeśli to w ogóle było możliwe, Ginger na pewno się udało.

– No… nie bardzo…. nic z tego nie rozumiem – powiedziałam z całą szczerością. Uznałam, że to najlepsza taktyka wobec Śruby.

– Słuchaj, słonko, jeżeli coś ci będzie grozić, to powołaj się na mnie. Moje imię zapewni ci ochronę – wyjaśnił. – Teraz kumasz?

– No… powiedzmy. Ale czemu miałoby mi coś grozić? – spytałam.

– Twoja siostra nasrała we własne gniazdo, nasrała w cudze gniazda, nasrała wszędzie. Weszłaś tu dziś jak gdyby nigdy nic. Ale nie właduj się podobnie, bo… – Zawiesił głos. – Nie każdemu spodobasz się tak jak mnie. Rozumiesz?

– Tak – powiedziałam cicho. Ucieszyło mnie, że mu się spodobałam, i jednocześnie zaczęłam bardzo żałować, że jednak nie zadzwoniłam do ojca albo, no nie wiem, nie wsiadłam do samolotu do Francji. – Ale… jeśli będę musiała powołać się na ciebie… co to właściwie znaczy? – wybąkałam.

– To znaczy, że mam cię na oku.

O rany.

– Na oku? – chciałam się upewnić.

Uśmiechnął się szeroko, ale nic nie odpowiedział.

– Ale co to właściwie znaczy? – powtórzyłam.

– To znaczy, że w razie czego wskoczę na motor i wyciągnę cię z opresji, ale pogadamy o tym, jak przyjdzie co do czego – rzucił.

– Na pewno nic mi nie będzie – zapewniłam go, modląc się w myślach, żeby to była prawda.

Uśmiechnął się jeszcze szerzej.

Puścił moją szyję, jednocześnie zsuwając z mojego ramienia torebkę, i zanim zdążyłam zaprotestować, już w niej grzebał. Stwierdziłam, że lepiej nie protestować. Raz już mnie dotknął i nie miałam najmniejszej ochoty na powtórkę. Nie byłam pewna, jak bym zareagowała, ale niestety mogłabym mu paść w ramiona. Poza tym uznałam, że raczej nie wygrałabym z nim przepychanki o torebkę, więc niech bierze, co chce. Miałam przy sobie swój najdroższy błyszczyk. Jeśli chce go zabrać i dać jednej ze swoich lasek, nie zamierzam protestować.

Znalazł moją komórkę, wyciągnął ją i otworzył, wstukał jakiś numer, zamknął, wrzucił z powrotem do torebki i zawiesił mi ją na ramieniu.

– Teraz masz już mój numer, kochanie. Będziesz mnie potrzebować, dzwoń. Nie będziesz mnie potrzebować, ale po prostu będziesz miała ochotę zadzwonić, dzwoń śmiało. Kumasz, mała? – spytał.

Poprawiłam torebkę na ramieniu i przytaknęłam. Musiałam mu się naprawdę spodobać.

Powstrzymałam kolejny dreszcz.

– Miło było cię poznać, Gwen – powiedział miękkim głosem.

– No, na razie – szepnęłam. Odwróciłam się i zobaczyłam, że Dog się do mnie uśmiecha.

– Cześć – rzuciłam w jego stronę.

– Na razie, kotku – powiedział tak, jakbyśmy faktycznie mieli się znów spotkać. Musiałam powstrzymać kolejny dreszcz.

Odwróciłam się do grupy motocyklistów, którzy cały czas stali w głębi sklepu. Teraz wszyscy się uśmiechali, wyglądając przy tym jeszcze bardziej przerażająco, niż gdy mieli groźne miny.

– Cześć – powiedziałam i pomachałam im ręką.

– Na razie, mała – rzucili, kiwając lekko głowami.

A potem zabrałam się stamtąd w cholerę.

Rozdział drugi
Podsłuch

Miałam o czym myśleć w drodze do domu.

Po pierwsze, zastanawiałam się nad swoją siostrą i nad tym, dlaczego się jej nie wyrzekłam jak mój ojciec i Meredith. Nie była nawet moją rodzoną siostrą, tylko przyrodnią. Wprawdzie nigdy nie przyłapałam jej w swoim salonie, robiącej laskę nieprzytomnemu kolesiowi, ale zrobiła wiele gorszych rzeczy. Dużo gorszych. Trzeba było już dawno z nią zerwać kontakt i o niej zapomnieć.

To ironia losu, że mój ojciec najpierw ożenił się z moją matką, która była niezłym ziółkiem, a potem poślubił anioła i z tego związku wyszło im dziecko z piekła rodem.

Mama zostawiła nas, kiedy miałam trzy lata, ale co jakiś czas wracała. Niewiele pamiętam, ale wiem, że była niesamowita. Miała gdzieś zakazy i dyscyplinę. Zawsze objadałyśmy się tłustym jedzeniem, które wszystko brudziło, zabierała mnie w fajne miejsca, dobrze się razem bawiłyśmy.

Aż pewnego razu poznała kolesia, który jej się naprawdę spodobał. To było podczas naszego wspólnego weekendu. Poszła z nim do hotelu, a mnie zostawiła na dworze z torebką cukierków i przykazaniem, żebym czekała, aż mnie zawoła.

Siedziałam więc na ławce, machałam nogami i zajadałam te cukierki. I tak przez kilka godzin. Zauważył to menadżer hotelu i wezwał policję. Zanim przyjechali, ja już gdzieś sobie poszłam, bo strasznie mi się nudziło, i to policjanci mnie znaleźli. Podyktowałam im numer do domu, którego tata kazał mi nauczyć się na pamięć. Zadzwonili i tata po mnie przyjechał. Wydzierał się potem na mamę, a jej nowy kochanek krzyczał, żeby byli ciszej, bo on chciałby się wyspać. Nigdy więcej już nie widziałam mamy. Nigdy.

Przez jakiś czas za nią tęskniłam, ale tak naprawdę nie znałam jej za dobrze, a wtedy Meredith stała się już częścią naszego życia.

Meredith była cudowna. Była najlepszą macochą na świecie. Była urocza i zabawna, i bardzo kochała mojego ojca. Bardzo. Zawsze trzymała w kuchni pyszne ciasteczka. Dla dziewczynki, którą właściwie wychowywał sam ojciec, i to zupełnie typowy ojciec, Meredith była ideałem.

Wzięli ślub, a ja sypałam im kwiatki. Ale nie byłam wcale jak wszystkie inne dziewczynki sypiące kwiatki – bo Meredith, idąc do ołtarza, jedną ręką trzymała pod ramię mojego ojca, a drugą podała mnie. Najważniejszy dzień w jej życiu był naszym wspólnym świętem. Wyraźnie pokazała wszystkim, że idzie do ołtarza nie tylko po to, żeby poślubić mężczyznę, ale żeby zbudować z nim rodzinę. Miałam sześć lat i nigdy nie zapomnę, jak wspaniale się dzięki niej wtedy czułam. Nigdy.

Ale taka była Meredith. Nie po raz pierwszy tak mnie wyróżniła. I nie po raz ostatni.

Później urodziła się Ginger i to było jak czas z moją mamą, tylko razy pięć milionów.

To był bardzo brutalny zwrot akcji – dla taty, dla Meredith i dla mnie.

Jadąc do domu, rozmyślałam też o Śrubie. O tym, co powiedział, jak wyglądał, jak się przy nim czułam.

Już i tak regularnie sypiałam z mężczyzną, którego imienia nie znałam. Spotkałam go w restauracji niecałe półtora roku wcześniej, wróciliśmy wtedy razem do mnie do domu. Przespałam się z nim i to był najlepszy seks w historii. Na szczęście, a może niestety, zależy jak na to spojrzeć, on wrócił po więcej. Za każdym razem udowadniał, że ta pierwsza noc nie była szczęśliwym przypadkiem, ale zapowiedzią wielu cudownych przeżyć.

Nie dałam mu klucza. Nie wiedziałam, jak dostawał się do środka. Ale jakoś to robił. Nie przychodził co noc. Czasem tylko raz w tygodniu, czasem dwa razy.

Zdarzało się, że nie było go cały tydzień. Raz czekałam aż trzy tygodnie i zaczynałam już panikować – i to uczucie mnie przeraziło.

Jednak on zawsze wracał. Zawsze.

Mając swojego Tajemniczego Mężczyznę, nie potrzebowałam Śruby, z którym na pewno wiązały się kłopoty. No dobrze, spodobałam mu się, poza tym wiedziałam, jak ma na imię, a on znał moje (swoją drogą, Tajemniczy Mężczyzna nigdy o moje nie spytał). Tylko że moja siostra była mu winna dwa miliony dolarów i Śruba potrafił był groźny.

Powiedział, że mogę być na celowniku i że może coś mi grozić. Nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie szukał, i miałam dość własnych kłopotów, w końcu byłam też córką swojej matki. Jeszcze tego brakowało, żeby Ginger wciągała mnie w swoje sprawy.

W drodze powrotnej myślałam też o swoim Tajemniczym Mężczyźnie. Dzień po nocnej wizycie moje myśli zawsze krążyły wokół niego. Zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak, że nie każę mu się wynosić. Martwiłam się, jak mając najsłodszego kochanka na świecie, dam radę znaleźć kogoś innego. Odkąd poznałam mojego TM, byłam może na trzech randkach i z nikim się nie kochałam. Żaden z nich nie umywał się nawet do TM, nie chciałam kolejnych randek ani kolejnych kroków. Mój TM tak cudownie całował.

Zupełnie popieprzył mi życie.

Nie, to nieprawda. Sama je sobie popieprzyłam.

Wszystkie te myśli kłębiły mi się w głowie, gdy parkowałam auto, a potem gdy doszłam do drzwi i przyglądając się swoim butom, przekręciłam klucz w zamku.

Nic nie mogło mnie przygotować na to, co się miało wydarzyć za chwilę, nawet gdybym nie bujała właśnie w obłokach, nie byłabym mniej zaskoczona.

Gdy tylko weszłam, drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Czyjaś ręka popchnęła mnie z całej siły do tyłu. Jakiś mężczyzna napierał na mnie całym swoim ciężarem, przyciskając do drzwi. Podniosłam wzrok i spojrzałam w dziwnie znajome ciemne oczy.

Tylko raz widziałam je za dnia. Nigdy nie włączał światła, gdy przychodził do mnie w nocy.

Boże, zapomniałam już, jaki jest piękny. Nawet śniąc na jawie, nie umiałam oddać jego uroku.

– Co ty tu robisz? – szepnęłam.

– Czyś ty zupełnie zwariowała? – warknął prosto w moją twarz.

– Słucham? – zapytałam zaskoczona jego agresywnym tonem i samym pytaniem.

– Pojechałaś do Ride jak gdyby nigdy nic? Czyś ty zwariowała, do cholery? – wykrzyczał.

Zamrugałam zaskoczona. Po pierwsze, skąd wiedział, że byłam w Ride? Po drugie, czemu przyszedł w ciągu dnia? I po trzecie – skąd ta wściekłość na jego przepięknej twarzy?

– No, mała, słucham – zażądał odpowiedzi.

Kurczę. Był groźniejszy niż Śruba, Dog i cały ten gang motocyklistów razem wzięty.

– Gwen, czekam na odpowiedź. – W jego głosie pobrzmiewała groźba.

Znów zamrugałam.

– Wiesz, jak mam na imię?

Spojrzał na mnie z góry.

 

Zrobił krok w tył, przeczesał palcami swoje krótko przystrzyżone czarne włosy i pokręcił głową. Jednak ani na chwilę nie uwolnił mnie z przygniatającego uścisku.

– Jezu, jesteś niemożliwa.

– Słucham? – szepnęłam.

Oparł ręce na biodrach i nachylił się tak, by jego twarz znalazła się tuż przy mojej.

– Tak, Gwen, wiem, jak masz na imię. Nazywasz się Gwendolyn Piper Kidd. Masz trzydzieści trzy lata. Jesteś redaktorką freelancerką. Płacisz podatki i rachunki na czas, podobnie jak raty kredytu. Przez dwa lata byłaś żoną kolesia, który nie umiał utrzymać fiuta w spodniach. Od tego czasu ożenił się już trzy razy i właśnie jest w trakcie czwartego rozwodu. Twój ojciec to Baxter Kidd, były wojskowy, obecnie kierownik budowy, żona Meredith Kidd, osobista sekretarka znanego adwokata rozwodowego, który przypadkiem pomógł ci się wydostać z tego bagna, w które się władowałaś z tamtym dupkiem. Przyjaźnisz się z Camille Antonine, która pracuje jako recepcjonistka na posterunku policji, i Tracy Richmond, która pracuje, gdzie popadnie. Czasem bierzecie ze sobą Troya Loughlina. Ten koleś dałby się zabić, żeby cię przelecieć, ale ty nie masz o tym pojęcia, a on nie ma jaj. Twoja siostra to typowa łajza. A ty wydajesz za dużo na ubrania. Gdy wychodzisz na miasto, nosisz za krótkie spódniczki. A jedynym kolesiem, z którym się pieprzyłaś od półtora roku, jestem ja – wyrecytował.

Już po raz drugi tego dnia opadła mi szczęka.

Zamknęłam usta, ale znów się otwarły.

– Skąd tyle o mnie wiesz? – udało mi się wreszcie wydusić.

– Mała, wiem, z kim chodzę do łóżka – wypalił. Poczułam, że moje ciało wzdrygnęło się, jakby mnie uderzył. Jego słowa były jak cios. Nie zauważył tego, a może po prostu to zignorował.

– A teraz powiedz mi lepiej, co ci, do cholery, przyszło do głowy, żeby jechać do Ride, co?

– Musiałam pogadać z Dogiem – wyjaśniłam, bo nie byłam w stanie wydusić z siebie tysiąca innych rzeczy, które chciałam powiedzieć.

– Z Dogiem? – powtórzył zdziwiony.

– Tak – odparłam.

– Mała, wcześniej nikt się tobą specjalnie nie interesował, a teraz nagle znalazłaś się na celowniku – wykrzyczał.

– O co ci chodzi? – spytałam.

– To znaczy, że masz przerąbane – odparł.

Zaczynałam mieć już dość.

– No dobra, a co to znaczy twoim zdaniem? – ruszyłam się na centymetr od drzwi, prostując ramiona.

– Chyba się już zorientowałaś, że twoja siostra to straszne ścierwo – oznajmił.

Może Ginger i była strasznym ścierwem. Może mogliśmy nawet tak o niej mówić, ojciec, Meredith czy ja. Może nawet Śruba czy Dog, którym wisiała dwa miliony dolarów, mieli prawo tak ją nazywać.

Ale mężczyzna, który właśnie przede mną stał, którego znałam od tak dawna, ale po raz pierwszy widziałam w świetle dnia, ten, który właśnie okazał się kretynem, takiego prawa nie miał!

– Nie mów tak o Ginger – ostrzegłam.

Uniósł wysoko brwi. To było potworne, bo był tak cholernie przystojny, ta opalona skóra, te ciemne oczy, ta silnie zarysowana szczęka, te krótkie, gęste czarne włosy. Cała jego pięknie wyrzeźbiona twarz i ciało. Wyglądał na Hiszpana albo na Włocha. Był naprawdę cudowny. Najgorsze było to, że w tej chwili, z tymi brwiami uniesionymi wysoko, wydał mi się jeszcze piękniejszy, mimo że patrzył na mnie, jakbym była idiotką.

– Chcesz powiedzieć, że twoja siostra nie jest strasznym ścierwem? – zdziwił się.

– Nie, ale to nie znaczy, że możesz tak o niej mówić. Ja tak, ale ty nie – wyjaśniłam.

Skrzywił się.

– Ja pierdolę – zaklął pod nosem.

– Chyba już wystarczy – oznajmiłam i chciałam chwycić za klamkę, ale nie zdążyłam zrobić kroku, a już przyciskał mnie do drzwi całym swoim silnym, muskularnym, a przy tym zaskakująco ciepłym ciałem. Trzymając mnie za szyję, kciukami podniósł mój podbródek i zmusił, bym spojrzała mu w oczy.

– O nie, mała, jeszcze nie skończyliśmy – warknął, a ton jego głosu mnie zaniepokoił.

Bardzo się starałam, żeby znów nie rozdziawić ust, bo zaczynałam się go bać sto razy bardziej niż całego gangu motocyklistów. Udało mi się chyba tylko dlatego, że wciąż podtrzymywał mój podbródek kciukami.

– Puść mnie – zażądałam i z zadowoleniem stwierdziłam, że mój głos nawet na chwilę nie zadrżał.

Zignorował moje słowa i nawet się nie poruszył.

– Twoja siostra władowała się w niezłe bagno, a potem sama narobiła sobie wrogów, zupełnie świadomie. Wkurwiła niewłaściwych ludzi. W najlepszym wypadku znajdą ją gdzieś martwą. Wiem, że zbytnio się nie kochacie i że niemiło jest ci tego wszystkiego słuchać. Bardzo mi przykro, ale taka jest prawda.

– Puść mnie – powtórzyłam.

Ani drgnął.

– Po wizycie Darli trzeba było zatrzasnąć za nią drzwi, zapomnieć o wszystkim i wrócić do pracy. Ale nie. Musiałaś wparować do Ride, zwrócić na siebie uwagę Śruby, a wierz mi, mała, nie chcesz, żeby Śruba się tobą interesował. Przez to wszystko ujawniłaś fakt swojego istnienia ludziom, którzy nie powinni o nim wiedzieć. Ale to koniec. Od tej pory problemy twojej siostry to nie twoja sprawa. Zapomnij o niej. Nie wychylaj się, bądź rozsądna i nie ładuj się w kłopoty. Trzymaj się tylko znajomych miejsc i ludzi. Nie zmieniaj nic w swoim normalnym planie tygodnia. Rozumiesz? – skończył.

– Skąd wiesz, że była tu Darla? – spytałam.

Znów zmarszczył brwi. Wyglądał groźnie i wyraźnie miał dość.

– Zgadnij, Groszku. Zamontowałem podsłuch – rzucił.

– Podsłuch? – nie mogłam w to uwierzyć.

– Jesteś moją kobietą, więc mam cię na oku – wypalił.

Teraz to ja zmarszczyłam brwi.

– Jestem twoją kobietą?

– Mała, pieprzymy się, nie?

Co do tego nie było wątpliwości. Wprawdzie ukrywał twarz w mroku, ale to nie znaczy, że nic nie mówił. W łóżku był naprawdę dominujący, wszędzie poznałabym ten jego głęboki głos.

– No dobrze, może przyszedł czas, żebyśmy porozmawiali o naszym związku – stwierdziłam.

– No co ty, Gwen. Nasz związek wygląda tak, jak wygląda, właśnie dlatego, żebym nie musiał marnować czasu na podobne durne pogadanki – odparował.

Kurde, teraz to zaczynałam się już wkurzać.

– Lepiej mnie puść. Chyba powinieneś już iść – stwierdziłam.

– Pójdę, dopiero jak powiesz, że mnie posłuchasz – nie dawał za wygraną.

– Dobra, a teraz… idź już – rzuciłam.

Nawet nie drgnął i wciąż patrzył mi głęboko w oczy.

– Ej, dobra, idź już – powtórzyłam.

Nagle jego spojrzenie stopniało, a kciuki ześlizgnęły się z mojego podbródka.

– Wkurzyłaś się – powiedział miękko.

Czy on tak na poważnie?

– Aha – potwierdziłam.

– Już się nie złość – zażądał.

No nie, on nie mógł mówić poważnie.

– Myślałeś, że się ucieszę? – spytałam.

– Mała, myślisz, że ja nie mam lepszych rzeczy do roboty niż tu siedzieć? – spytał.

O Boże!

Czy ludziom pękają głowy? Bo miałam wrażenie, że moja za chwilę eksploduje.

– To może czas już ruszyć w drogę – zaproponowałam ostrym tonem.

– Ale jestem tutaj – nalegał.

– Może nie uwierzysz, ale inne twoje wizyty były dużo przyjemniejsze – palnęłam.

Wtedy się uśmiechnął, a moje serce na chwilę stanęło.

Ani razu nie widziałam jego uśmiechu, nawet podczas pierwszego wieczoru. Zawsze wydawał mi się bosko przystojny, ale jego uśmiech zwalił mnie z nóg.

O Boże, ten mężczyzna ma dołeczki.

I to dwa!

– Nie rozumiesz, czemu się wściekłem? – zapytał z łagodnym uśmiechem.

– Nie, nie rozumiem, i nic nie usprawiedliwia bycia kretynem. Dlatego proszę, jeśli jesteś taki zajęty, przestań marnować swój cenny czas i idź już – wyrzuciłam z siebie.

– Popełniłaś dziś błąd, Gwen – powiedział.

– Tak, dałeś mi to dość jasno do zrozumienia, kochanie – odparowałam.

Jego spojrzenie stało się jeszcze głębsze.

– Groszku, nie mów do mnie „kochanie”, kiedy jesteś zła – zażądał.

– A ty, kochanie, przestań nazywać mnie „Groszkiem” – odparowałam.

– Mówisz tak do mnie w łóżku – stwierdził. Nie byłam pewna, czy to dalej żądanie, czy tylko wspomnienie. Może i jedno, i drugie.

– Nie licz, że to się jeszcze powtórzy – rzuciłam.

Jego spojrzenie stało się gorące, delikatnie gładził moją twarz kciukami. Próbowałam się wyrwać, ale przytrzymał mnie mocnej.

– Nie powinnaś rzucać gróźb, których nie jesteś w stanie spełnić – powiedział miękko.

– Ile jeszcze razy mam ci powtarzać, żebyś się wynosił? – spytałam.

Nawet nie drgnął.

– To ja decyduję, kiedy jest koniec – oznajmił.

Poważnie? Czy to ma być żart?

– Miło czasem doświadczyć w życiu czegoś nowego, to odświeżające, pozwala zachować czujność – poradziłam mu.

– Nie ładuj się w to gówno, Gwendolyn. Konsekwencje mogą ci się nie spodobać – ostrzegł mnie.

– Jak masz na imię? – rzuciłam.

– Zawsze mówisz do mnie „kochanie” – odbił piłeczkę.

– Jak masz na imię? – powtórzyłam.

– Czasem „najdroższy” – ciągnął.

– Jak… masz… na imię? – naciskałam.

– Ale wolę „kochanie”.

Wzniosłam oczy do nieba.

– Boże – westchnęłam i tupnęłam nogą. Zdałam sobie sprawę, że trzymam ręce na jego biodrach, więc pchnęłam go z całej siły.

Nawet się nie zachwiał.

Spojrzałam na niego i od razu zrozumiałam swój błąd. Jego prawa ręką zniknęła, a jego usta muskały już moją szyję. Wargi cudownie drażniły to miejsce za uchem, dotknął mnie tam lekko językiem.

Wbrew swojej woli poczułam przeszywający dreszcz.

Jego usta powędrowały do moich, jego dłoń wróciła na moją brodę.

– Aha – szepnął.

Odsunął mnie od drzwi i – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – już go nie było.

Wpatrywałam się w zamknięte drzwi, po czym podeszłam do okna, żeby się upewnić, że sobie poszedł. Ja tu wciąż byłam. On zniknął.

Odwróciłam się i obrzuciłam spojrzeniem bałagan w swoim salonie.

Byłam prawie pewna, że poczuł ten dreszcz.

Rozdział trzeci
Epifania

Mój dom kiedyś był wiejskim domem, który górował nad okolicznymi polami, ale teraz otaczały go znacznie nowocześniejsze budynki. Przetrwał w tym miejscu na przedmieściach Denver już pół wieku. Wejście ozdobione wąskimi witrażami prowadziło do salonu, który rozciągał się na całą szerokość frontu. Na prawo, za przesuwanymi szklanymi drzwiami, mieściła się jadalnia, która mogła być też składzikiem, ale w tej chwili nie było tam nic, pusta przestrzeń. Drzwi na lewo prowadziły do przestronnej kuchni. Na górze miałam trzy sypialnie, najmniejszą przekształciłam w miejsce do pracy i olbrzymią łazienkę.

Mój ojciec nie pozwolił mi się wprowadzić, dopóki razem ze swoim kolegą Rickiem nie wymienili w niej wszystkiego. Ojciec mówił, że groziła zawaleniem. Myślałam, że dramatyzuje, bo nie znosił i nadal nie znosi mojego domu. Nie wiem, czemu tak pomyślałam, bo mój tata rzadko dramatyzuje. Zgodnie z jego przewidywaniami na samym początku robót pod wanną faktycznie zarwała się podłoga.

Ojciec wyremontował więc łazienkę. Oczywiście najpierw odbudował podłogę. Teraz stały tam piękna wanna na lwich łapach i umywalka na postumencie, były podgrzewane wieszaki na ręczniki i inne dodatki. W sypialni i pracowni ojciec odnowił drewniane podłogi i zamontował wygodne rolety w oknach. Tracy, moja przyjaciółka, pomogła mi pomalować pokój do pracy. Po czym zaczęłam przyjemniejszy etap remontu, czyli zajęłam się dekorowaniem, a mój ojciec z Troyem zajęli się kuchnią. Wyremontowanie jej zajęło im aż pięć miesięcy, bo ciągle coś ich odrywało od pracy, mieli przecież własne sprawy, a do tego pojawiały się problemy z łazienką, a to dach zaczął przeciekać, a to wysiadł włącznik światła w mojej sypialni, a to zepsuł się piec. Ciągle coś się działo.

Niemniej teraz kuchnia prezentowała się wspaniale z szafkami w kolorze maślanego kremu. Na środku stał duży prostokątny drewniany stół z sześcioma krzesłami. Wybrałam blaty z ciosanego drewna. Dzięki swoim znajomościom w budowlance ojciec zdobył dla mnie piękne rzeczy, i to bardzo tanio. Były lekko z uszkodzone, ale w takich miejscach, że nie było tego widać. Urządziłam kuchnię w stylu rustykalnym z lekkim przymrużeniem oka. Od pokoleń w naszej rodzinie nikt nie uprawiał ziemi, ale moja kuchnia była kiedyś częścią wiejskiego domu i należała się jej ta rustykalność, a ja lubiłam czasem puścić wodze fantazji.

 

Kiedy TM wyszedł, ruszyłam do kuchni i zrobiłam masę na ciasteczka z czekoladą. Wzięłam miskę, łyżkę oraz kubek kawy i sięgnęłam po telefon.

Usiadłam z jedną stopą na podłodze, drugą oparłam na krześle i wgapiłam się w ekran.

Najlepiej było zadzwonić do Camille. Była szczera, była też mądra, a przy tym światowa, i nie traciła łatwo głowy. Camille mieszkała z Leo, gliniarzem. Byli razem od pięciu lat. To był dobry związek, pełen miłości, ale też wyzwań, bo zarówno Leo, jak i Camille mieli silne charaktery. Jeśliby się kiedykolwiek rozstali, byłoby to jak zerwanie Goldie Hawn i Kurta Russella, innymi słowy dowód na to, że świat chyli się ku upadkowi.

Camille wiedziała wszystko o TM i uważała, że jestem zupełnie szalona, iż wpuszczam go do domu w środku nocy, nie wiedząc nawet, jak ma na imię. Wielokrotnie radziła mi, żebym przy następnej wizycie najpierw kopnęła go w jaja, a potem zadzwoniła na policję.

Cóż.

Mogłam też zadzwonić do Tracy. Tracy była romantyczką. Ale nie umiała być szczera, nawet na torturach nie powiedziałaby nic, co mogłoby cię urazić czy być niemiłe. Tracy miała trzech chłopaków, wszyscy byli palantami, ale była z nimi, bo nie leżało w jej naturze, żeby z kimś zrywać, nawet jeśli ten ktoś był palantem. Oczywiście tylko do czasu, aż zaczynało się jej nudzić, wtedy znajdowała kogoś nowego. Tracy znosiła w pracy sporo upokorzeń, bo nie umiała się postawić.

Tracy była zachwycona historią z TM. Jej zdaniem któregoś dnia TM się ujawni, zapali światło, ujmie moją twarz w dłonie i powie, że jego słońce wschodzi i zachodzi tylko dla mnie. A potem błyskawicznie weźmie ze mną ślub jak z bajki i będzie mnie traktował jak księżniczkę do końca moich dni. Mimo że upłynęło już sporo czasu, Tracy dalej była święcie przekonana, że tak właśnie będzie. Nic nie było w stanie zachwiać jej pewności. Na wieść o ostatniej wizycie TM pewnie podskoczyłaby z radości. Zignorowałaby fakt, że w rzeczywistości to było głupie, natarczywe i przede wszystkim potwornie wkurzające najście.

Nie mogłam powiedzieć Troyowi, bo po tym, co powiedział o nim TM, zaczęłam trochę świrować. Troy to był Troy. Znałam go od zawsze, jeszcze przed Camille i Tracy. Był zawsze obok. Był obok, jeszcze zanim poznałam Scotta Leightona, w czasie gdy go poznałam, gdy za niego wyszłam i gdy Scott Leighton złamał mi serce. Troy był moim przyjacielem i sama myśl, że chciałby mnie przelecieć, przerażała mnie niemal na równi z tym, co wydarzyło się tego dnia.

Nabrałam na łyżkę trochę masy, wciąż gapiąc się na telefon.

Szybko przełknęłam ciasto, odłożyłam łyżkę i sięgnęłam po aparat. Podjęłam pierwszą dobrą decyzję od momentu, gdy dłoń TM dotknęła moich pleców wczoraj wieczorem.

Wybrałam numer, przełknęłam ślinę i przyłożyłam telefon do ucha.

– Co tam, Gwen? – Camille przywitała mnie tymi słowami.

– Wczoraj był u mnie Boski TM – zaczęłam.

– Gwen… – jęknęła.

Zapadła cisza.

– Wrócił dzisiaj. Był tu, jak wróciłam do domu, i wyszedł jakieś dwadzieścia minut temu.

Nadal cisza. Teraz wydała mi się absolutna, jakby wszystkie dźwięki na świecie wessała próżnia.

– Cam? – rzuciłam w tę próżnię.

– Wyszedł dwadzieścia minut temu? – spytała.

– Aha.

– Przyszedł w ciągu dnia?

– Aha.

– I nie spłonął ani nic?

– Nie – odparłam, uśmiechając się.

– Co się stało? – chciała wiedzieć.

Wtedy opowiedziałam jej o wszystkim, co się wydarzyło od wczorajszej nocy: o Darli, Dogu i Śrubie, o zaskakującej wizycie Boskiego TM, miłosnej pogawędce i próbie określenia zasad naszego związku.

– Kurde – jęknęła, gdy skończyłam.

– Co kurde? – spytałam.

– Dziewczyno, ja wiem, kto to jest ten Kane Allen pseudonim Śruba, to główny boss Chaos MC. Z całą pewnością nie chcesz mieć z nim do czynienia. Plotki mówią, że za swojej kadencji chciał wysprzątać klub i nawet mu się to udało, tylko że dla tych kolesi „wysprzątać” znaczy trochę coś innego niż dla ciebie czy dla mnie. Zapracowali na ten „Chaos” w nazwie, oni nie są tacy jak inni ludzie. Nie mają żadnych cywilizowanych zasad. Nie żyją w świecie prawa, ale w świecie, gdzie każdy walczy o przetrwanie, a rządzą instynkty. To zwierzaki. Gwen, ja nie żartuję.

O rany.

– Wiesz, w sumie ja się z nim nie umówiłam – przypomniałam.

– I nie próbuj. Nigdy. Nie będzie dla ciebie odwrotu. Rozumiesz? – spytała.

Ups.

– Cam, on był przerażający, nie zamierzam do niego dzwonić – upewniłam ją.

– Boże, mam nadzieję – powiedziała tonem, który zdradzał, że mi nie uwierzyła. Ale z drugiej strony poznałyśmy się w czasie zamieszania wokół mojego rozwodu ze Scottem, wiedziała wszystko o tym przystojnym kretynie – był przystojny, ale był kretynem. Wiedziała też o TM, który też był przystojny, znacznie przystojniejszy od Scotta, a okazał się do niego bardzo podobny, kolejny kretyn.

– Porozmawiam z Leo i spróbuję dowiedzieć się czegoś o tej twojej siostrze – ciągnęła Cam. – Jedno trzeba przyznać TM, dał ci dobrą radę. Musisz siedzieć cicho. Ginger to Ginger, od dawna prosiła się o prawdziwe tarapaty i wygląda na to, że je znalazła – powiedziała i wzięła głęboki wdech.

Wiedziałam, co to znaczy. Zamierzała powiedzieć coś, co mi się nie spodoba. Camille potrafiła mówić wprost, ale to nie znaczy, że była bezduszna. Była troskliwa i delikatna.

– Wiem, że to twoja siostra, dziewczyno – zaczęła właśnie tak delikatnie. – Ale Ginger Kidd na pewno poświęci każdego, żeby ratować swój chudy biały tyłek, i każdego pociągnie ze sobą na dno. Jest w tarapatach i jeśli dowie się, że może cię wykorzystać, to to zrobi. Nie będzie się zastanawiać – powiedziała.

Niestety to była prawda.

– Od tego momentu oficjalnie się jej wyrzekam – zadeklarowałam.

– Wreszcie – jęknęła Cam.

– Zadzwoń do mnie, jak porozmawiasz z Leo – poprosiłam.

– Gwen? – powiedziała.

– Tak, kochanie? – odparłam.

– Powiem mu też o TM.

O nie! Tylko nie to. Ojciec i Meredith nie wiedzieli o TM. Troy też nie. Leonard Freeman tym bardziej. Jedyne osoby, którym powiedziałam, to Camille i Tracy, każąc im przysiąc, że zachowają to w tajemnicy.

To wiele mówiło o mnie i o moim podejściu do TM. Wstydziłam się tego, co robiłam, i swoich motywów. Wychodziłam na zdesperowaną i puszczalską. A żadna dziewczyna nie powinna być ani jednym, ani drugim. Nigdy. Kochałam ojca, Meredith, Troya i Leo. Nie chciałam, żeby uznali, że jestem zdesperowaną zdzirą.

– Gwen – zaczęła Cam.

– Nie, Cam, nie. Nie mów Leo o Boskim TM – powiedziałam stanowczo.

– Posłuchaj, Gwen – zaczęła równie stanowczo. – Ten koleś potrafi przenikać przez ściany, ma środki, żeby cię szpiegować i podsłuchiwać. To znaczy, że na pewno jest w naszym systemie. A jeśli tam jest, to może Leo będzie w stanie go namierzyć – wyjaśniła.

– Może i tak, ale ja nie chcę, żeby Leo go namierzył – odparłam.

– Dlaczego? – Cam zaczęła się niecierpliwić. – Przecież on cię szpieguje.

– Może i tak, ale dziś właśnie oficjalnie wyrzekłam się swojej siostry i oficjalnie kończę swój porąbany związek nie związek z Boskim TM. To koniec. Raz na zawsze.

Znów zapadła cisza.

– Poważnie? – spytała.

– Tak, Cam, poważnie! – wykrzyczałam. – Mówiłam ci, jak ze mną rozmawiał, co powiedział o naszym związku. On mnie szpiegował. Wie o mnie wszystko. Powiedział, że to on decyduje, kiedy coś się kończy. Nie chciał mi powiedzieć, jak ma na imię! Już wcześniej to było porąbane i nie sądziłam, że może być gorzej, ale teraz jest. Czas się ocknąć. To koniec – wyrzuciłam z siebie.

Znów cisza.

– Mam nadzieję. Mówiłam to już wcześniej i powiem jeszcze raz. Naprawdę są przystojni kolesie, którzy nie są pieprzonymi dupkami. Nie muszą wykorzystywać dziewczyny, żeby się wybić. Naprawdę są kolesie, którzy wiedzą, jak należy traktować kobietę, i kiedyś na pewno takiego spotkasz, kochanie, ale tylko pod warunkiem że pozbędziesz się tego, który cię źle traktuje – wyrecytowała.

Cała Camille Antonie. Prosto z mostu. Mądra dziewczyna z głową na karku.

– To był dzień epifanii. Ginger i Boski TM to już historia – ogłosiłam z powagą.

– Alleluja – odpowiedziała Cam.

Po dziesięciu minutach skończyłyśmy rozmowę. Siedziałam potem przy stole, gapiąc się na telefon, i zjadłam ciasto, mając nadzieję, że wytrwam przy swoim wielkim postanowieniu.

Po czym wzięłam telefon i zadzwoniłam do Tracy.