Niepokorny mężczyzna

Tekst
Z serii: Dream Man
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zamarłam, gdy mnie dotknął. Ale ku mojemu zaskoczeniu jego palce bardzo delikatnie musnęły mój policzek i czule wśliznęły się w moje włosy. Ujął mnie za kark i przyciągnął do siebie. Poddałam się, bo nie miałam wyboru, ale też tego chciałam. Gdy byłam tuż przy nim, położyłam mu dłonie na torsie.

– Nastrój prysł, cukiereczku – powiedział cicho. – Muszę chwilę podzwonić. Jeśli jesteś zmęczona, idź się połóż, jak masz siłę, to zadzwoń do swojej przyjaciółki. To długo nie potrwa, a potem możemy się zdrzemnąć. Dobra?

– Czy on pojechał? – spytałam.

– Tak.

Przełknęłam ślinę. Przytulił mnie, a ja zobaczyłam, jak zabłysły mu oczy.

– Ale wróci, prawda? – spytał.

Przytaknęłam. Zacisnął usta.

– Daj mi chwilę, kochanie – powiedział z czułością. – Muszę wykonać kilka telefonów.

Pokiwałam głową. Jeszcze raz mnie przytulił i przeczesał moje włosy palcami, po czym zabrał dłoń. Ruszyłam do sypialni.

No dobrze, muszę przyznać, że nie skakałam z radości, gdy dziewięć miesięcy temu mój agresywny były mąż, który mnie zgwałcił, odezwał się po raz pierwszy od czterech lat, burząc złudzenie, że mogę spokojnie żyć i nie mieć z nim więcej nic wspólnego. Bardzo długo zastanawiałam się, czy iść na ten lunch.

Ale kochałam jego ojca. Donald Heller był dobrym człowiekiem, otwarcie mnie ubóstwiał i było mi bardzo przykro, gdy wymazując Damiana ze swojego życia, zostawiłam wszystko, co było z nim związane, również jego ojca. Donald próbował podtrzymywać ze mną kontakt, ale mu tego nie ułatwiałam, więc w końcu się poddał. Wiadomość, że jest ciężko chory, obudziła poczucie winy i dokładnie tak, jak Damian zaplanował, sprawiła, że zgodziłam się na lunch. To był błąd, za który miałam słono zapłacić. Zrozumiałam, że po raz kolejny dałam się wykorzystać.

Odeszłam od niego dzień po tym, jak mnie zgwałcił. Zabrałam psa i przez półtora roku mieszkałam u Marthy, po czym wreszcie się rozwiodłam i przeprowadziłam do własnego domu. Ale przez te półtora roku Damian robił naprawdę wszystko, żeby mnie „odzyskać”. Nie byłam gotowa na kolejne takie półtora roku.

Niestety, dzisiejsza przygoda nie sprzyjała planowaniu pierwszej wspólnej nocy z Brockiem Lucasem. Już dwa razy spaliśmy razem – zasnęliśmy po prostu na kanapie w czasie oglądania filmu. Nie, poprawka, licząc wczorajszą noc, to już trzy razy. Ale poza wczorajszą nocą Brock zawsze znikał, zanim się obudziłam. Bezsprzecznie to był poważny krok, na który powinnam się przygotować, ale zupełnie nie miałam do tego głowy.

Przeglądałam zawartość szuflady z nocnymi koszulami. Na szczęście moja kobiecość w końcu się odezwała i wygrzebałam bawełnianą, landrynkowo różową z nutą fioletu, siateczkową koszulkę z talią empire, ramiączkami typu spaghetti, obrębioną delikatniutką koronką. Słodka, dziewczęca i wygodna, ale odsłaniała nogi i kusiła dekoltem, więc było jasne, że włożyłam coś specjalnie dla mojego mężczyzny.

Po prostu idealna.

Złapałam koszulkę i moje okulary, po czym ruszyłam do łazienki. Wyjęłam szkła kontaktowe, umyłam twarz i zęby. Przebrałam się, wsunęłam na nos okulary i wyszłam z łazienki.

Wtedy usłyszałam głos Brocka.

– Nie no, bez jaj, Calhoun.

Zacisnęłam wargi na dźwięk tego nazwiska, przemknęłam do sypialni, wrzuciłam ciuchy do kosza na brudną bieliznę i czym prędzej wróciłam.

Wiedziałam, że Brock zrobi wszystko, żeby mnie chronić, ale to był mój problem. Chociaż tym razem ludzie, którym na mnie zależało, wspierali mnie i byli gotowi chronić niczym tarcza. Ale najwyższy czas, żebym wyjęła głowę z piasku.

Jakimś cudem udało mi się przetrwać. Niestety, zbyt długo udawałam, że w moim małżeństwie wszystko jest w porządku, ale Damian od początku nie był dla mnie odpowiedni i zawsze to wiedziałam, tylko nic z tym nie zrobiłam.

Dlatego musiałam się wreszcie pozbierać.

Stanęłam w drzwiach kuchni i oparta o framugę wpatrywałam się w Brocka Lucasa. Stał z zaciśniętą pięścią. Nasze spojrzenia się spotkały. I wtedy zrobił coś przepięknego. Uwierzył we mnie i w siłę, którą w sobie zgromadziłam, i powiedział:

– Zadzwoń do prokuratora i powiedz mu, żeby powiedział adwokatom tego dupka, że jeśli będzie dalej nachodził Tess, jego góra problemów prawnych powiększy się o kolejne gówno. Starczy, że podrobił jej podpisy na tych dokumentach bankowych. Mamy już nagrane zeznania i billingi, z których wynika, że nachodzi ją od pół roku. I jak prokurator będzie z nimi rozmawiał, niech użyje słów „stalking” i „molestowanie seksualne”.

Wzięłam głęboki wdech. Wiedziałam, że Brock to zauważył, ale kontynuował:

– Takie sprawy się nie przedawniają. I jestem, kurwa, pewien, że jeśli Tess O’Hara, która prowadzi cukiernię i zajmuje się posypywaniem tortów konfetti, będzie zeznawać i opowie o swoim koszmarze, to on na bank pójdzie siedzieć. Mam to w dupie, że nie mamy fizycznych dowodów. Ława przysięgłych będzie jadła jej z ręki. Jego prawnicy dobrze o tym wiedzą. Słuchaj, jeśli poczuję choćby zapach wody kolońskiej tego dupka, Calhoun, wniesiemy oskarżenie. To ma się dziś skończyć. A teraz dzwoń – przez jakieś dwie sekundy słuchał odpowiedzi, po czym warknął: – Dobra. – I rozłączył się.

Poczekałam, aż schowa telefon do kieszeni.

– Wszystko w porządku? – spytałam.

– Nie – rzucił szorstko. – Po raz pierwszy od trzech miesięcy całowałem moją kobietę, trzymając ją za tyłek, a ja naprawdę lubię jej tyłek. Przez te trzy miesiące naprawdę często myślałem o tym, żeby moja ręka znów tam trafiła. Ale nie sądziłem, że gdy to się już uda, ktoś akurat zapuka do drzwi i tym kimś będzie jej obleśny były mąż.

No cóż…

– A ty jak się czujesz? – spytał.

– Kentucky znów wydaje się atrakcyjne.

Popatrzył na mnie poważnie, po czym uśmiechnął się.

– Świetna koszulka, mała – wymruczał niskim głosem.

– Dzięki – odparłam, przekrzywiając głowę na bok. Żeby poprawić nastrój, łamałam właśnie wszystkie zasady feministycznego klubu, co pewnie mogłoby skończyć się usunięciem z niego, mimo to dodałam: – Gdybym wiedziała, że zostaniesz na noc, wykroiłabym godzinkę, wybrała się na wycieczkę do galerii i kupiła jedwabną seksowną koszulkę, która pokazywałaby, jaka to ważna okazja. – W tym momencie wzruszyłam ramionami. – Choć ty byś pewnie sobie pomyślał, że codziennie w czymś takim śpię, a to nieprawda. Ale skoro nie miałam czasu, żeby się przygotować, musiałam sobie jakoś poradzić i dlatego widzisz to – powiedziałam, wygładzając moją bawełnianą landrynkową koszulkę.

– Świetnie sobie poradziłaś w awaryjnej sytuacji – stwierdził.

– Cieszę się. – Posłałam mu rozbrajający uśmiech.

– To w czym śpisz na co dzień? – spytał.

– Cóż… – zastanowiłam się. – W różnych wersjach tej koszulki. Choć muszę cię ostrzec, żebyś się za bardzo nie nastawiał, niektóre nie są obrębione koronką.

Wtedy parsknął śmiechem i ruszył w moją stronę. Zatrzymał się przede mną i spoważniał.

– Zadzwoń do swojej przyjaciółki, skarbie, a potem się kładziemy, dobrze? – wyszeptał, pochylając się nade mną.

Pokiwałam głową.

– Rozumiem, że nasze wcześniejsze działania przekładamy na inny, dogodniejszy termin? – westchnęłam.

Uniósł dłoń, położył ją na mojej szyi i zbliżył twarz do mojej.

– Niestety tak. – Lekko mnie przytulił. – Masz rację, to jest ważna okazja, a ten kretyn wszystko zepsuł. Od tej pory wszystko, co będzie się działo między nami, będzie tylko między mną a tobą, jego duch nie będzie już nas nawiedzał.

To był dobry plan. Ucieszyłam się, że chce mi to zapewnić. On też doceniał to, że się do siebie zbliżamy. Sama świadomość, że dla niego to również była wyjątkowa okazja, była bardzo przyjemna. Żeby pokazać mu, jak bardzo mi się to podobało, wzięłam go za rękę, którą trzymał mi na szyi, stanęłam na palcach i wargami musnęłam jego usta.

– Dobrze, zadzwonię do Marthy i potem przyjdę do ciebie do łóżka – szepnęłam, odsuwając się.

Pochylił się odrobinę do przodu, oparł czoło na moim. Po chwili odsunął się, puścił mnie i ruszył w stronę sypialni.

Wzięłam torebkę i wygrzebałam z niej telefon. Zadzwoniłam do Marthy. Bezpiecznie dotarła do domu. Nie była w najlepszej formie, właśnie otworzyła butelkę czerwonego wina, żeby się lepiej poczuć albo przynajmniej zasnąć. Gadałyśmy, aż się troszkę uspokoiła, wtedy zakończyłam rozmowę.

Poszłam do sypialni. W łóżku leżał częściowo przykryty Brock Lucas, czyli Chudy. Był bez koszulki. Twarz ukrył w dłoniach.

Gdy stanęłam w drzwiach, opuścił dłonie, ten gest przywołał wspomnienie jego w tym łóżku, przyciskającego dłonie do czoła. Był zmieszany, a wyraz jego twarzy, gdy tylko się do mnie odwrócił, potwierdzał to. Żołądek ścisnął mi się z przejęcia. Przekręcił się na bok i podparł na łokciu.

– Mała, będziesz spać na stojąco czy przyjdziesz się położyć? – spytał.

Odblokowałam się, podeszłam do łóżka, podniosłam kołdrę i usiadłam po turecku. Zdjęłam okulary, odłożyłam je na szafkę nocną, wzięłam krem i zaczęłam wklepywać go w twarz. Gdy skończyłam, wreszcie zdobyłam się na odwagę.

– O czym myślałeś, gdy weszłam? – spytałam.

Ku mojemu zaskoczeniu od razu mi odpowiedział.

– O Calhounie i o tym, że to on prowadzi dochodzenie w sprawie Hellera. To dobry facet, oddany. Razem z całą masą kolesi zbierał materiały przez trzy lata, żeby móc go dorwać. Aresztowali dwanaście osób, w tym dziesięciu poważnych graczy. Ta obława to była wielka sprawa. Bardzo dokładnie zaplanowana i przeprowadzona. Niezliczone godziny pracy. Żadna sprawa nie jest do końca pewna, ale im się udało zrobić wszystko, co mogli, żeby była. Myślałem właśnie, co by się stało, gdyby ten koleś zaczął ci grozić, a ja zrobiłbym mu to, na co miałem potworną ochotę, gdy zobaczyłem jego pieprzoną gębę. Facet ma czelność pojawić się pod twoim domem o dziesiątej wieczorem… Zdałem sobie sprawę, że wszystko bym spieprzył.

 

Przyglądałam mu się.

– Co chciałeś zrobić? – spytałam.

Spojrzał na mnie zdziwiony.

– Co chciałem zrobić? – powtórzył.

– Tak, właśnie o to spytałam.

Przyglądał mi się przez chwilę, po czym pochylił się, wyrwał mi tubkę z kremem i rzucił ją na szafkę po mojej stronie. Silnym ramieniem objął mnie i przyciągnął do siebie.

Ułożył się, wciąż trzymając mnie w ramionach.

– Ja nie jestem normalnym kolesiem, Tess – powiedział z czułością.

To już zauważyłam.

– Rozumiem – szepnęłam.

– Jestem najstarszym bratem, mam dwie siostry i brata, i matkę, która wciągnęła nas w rozwód. Ojciec to spoko koleś, co nie znaczy, że dobrze ją traktował. O nie. I w końcu czara się przelała. Mieliśmy dziwną relację, ponieważ był wobec niej nie fair, to ja stałem się najważniejszym mężczyzną w rodzinie. Zajęło to trochę czasu, ale zaczęło się, gdy miałem siedem lat. To nie od ojca nauczyłem się, jak być mężczyzną. To, kim jestem teraz, zaczęło się we mnie wykuwać, gdy byłem dzieckiem.

Nie do końca rozumiałam, o co mu chodzi, ale i tak to było fascynujące. Poza tym bardzo mi się podobało, że tak leżymy w moim łóżku i tulimy się, a on opowiada mi historię swojego życia.

– No tak – szepnęłam, gdy zamilkł.

– Próbuję ci powiedzieć, że lepiej niech nikt nie zaczepia kobiety, na której mi zależy. Mówię śmiertelnie poważnie.

O rany. Teraz zrozumiałam.

– Miałeś ochotę skrzywdzić Damiana? – spytałam cicho.

– Skrzywdzić? O tak. I to tak, żeby czuł ten ból do końca swoich popieprzonych dni. Tak, żeby nigdy nie zapomniał ani mnie, ani nauczki, jaką mu dałem. Tak, żebyś nigdy nie musiała marnować czasu na żałowanie, że go w ogóle spotkałaś, ale żeby on bardzo żałował, że próbował ci coś zrobić.

Zanim zdążyłam się zastanowić, odruchowo cała do niego przywarłam. Ale gdyby moje ciało spytało umysł o zdanie, umysł na pewno by nie protestował.

Moja dłoń powędrowała po mocnej szyi aż do nieogolonego policzka.

– Brak mi słów – wyszeptałam, patrząc mu głęboko w oczy.

Przytulił mnie mocniej.

– Tess – szepnął. – Tego już się dawno o tobie nauczyłem. Ty jesteś jedyną kobietą, która nie potrzebuje słów. Wszystko, co robisz, mówi samo za siebie. Wystarczył dotyk twojej dłoni, mała, i wszystko wiedziałem.

Patrzyliśmy sobie w oczy. Pokiwałam głową. Na jego twarzy odmalowała się czułość. Pochylił się i nasze usta się spotkały.

– Wyłącz światło, skarbie – zamruczał.

Znów pokiwałam głową, zabrałam dłoń i przetoczyłam się do szafki nocnej. Wyłączyłam lampkę i skuliłam się na mojej połowie łóżka. Naciągnęłam kołdrę na ramiona i ułożyłam policzek na złożonych dłoniach.

– Dobranoc, skarbie – powiedziałam.

Sekundę później przeciągnął moje ciało na drugą stronę łóżka. Na włosach poczułam jego wargi.

– Śpij dobrze, Tess – powiedział cicho.

Brock Lucas wtulił się we mnie. Zasnęłam z uśmiechem.

Rozdział ósmy
Dzika

Delikatne dźwięki I Know Fiony Apple zmusiły mnie do otwarcia oczu. Było jeszcze wcześnie. Przez chwilę słuchałam jej kontraltu, fortepianu, delikatnego basu i subtelnej perkusji, aż zaczęła śpiewać coraz głośniej. Oparłam się na łokciu i wcisnęłam odpowiedni guzik, żeby już głośniej nie grała, a ja żebym mogła posłuchać sobie mojej muzyki o poranku.

Gdy chciałam zrzucić z siebie kołdrę, nagle coś mnie pociągnęło w tył i wpadłam na coś bardzo, bardzo mocnego i bardzo ciepłego.

O rany. Jak mogłam zapomnieć? Brock był ze mną.

Jego ciało było silne i rozgrzane. Leżał za mną, obejmując mnie ramieniem. Poczułam jego usta na szyi.

– Skarbie – szepnęłam, a jego wargi powędrowały wyżej i poczułam je na uchu.

Przebiegł mnie dreszcz.

– Dzień dobry, kochanie – usłyszałam jego zaspany, niski i lekko zachrypnięty głos.

O rany.

Jego usta zsunęły się za moje ucho, a dłoń powędrowała w górę mojego brzucha i dalej. Wstrzymałam oddech, dopóki się nie zatrzymała. Wypuściłam powietrze, ale znów zabrakło mi tchu, gdy wierzchem dłoni zaczął delikatnie muskać dół moich piersi.

O rany.

Przylgnęłam do niego plecami, a on na mnie naparł. Językiem dotknął wrażliwe miejsce za uchem, a kciukiem przejechał tuż pod moim sutkiem.

Serce zaczęło mi walić jak młotem.

– Brock – westchnęłam.

– Jeśli nie musisz biec, żeby piec ciasta, cukiereczku – szepnął mi do ucha – możemy wrócić do zajęć, które musieliśmy wczoraj odłożyć.

– Na szczęście Biały Dom zawsze zamawia z wyprzedzeniem – odparłam bez tchu.

– Zajebiście – szepnął Brock.

Odwrócił mnie do siebie, zanurzył dłonie w moich włosach. Oplotłam go ramionami i odchyliłam głowę do tyłu tak, żeby sięgnął moich ust. Pocałował mnie.

Wtedy, w mojej kuchni, Brock mówił prawdę. Nasz pierwszy raz nie był zaplanowany. Nie uwiodłam go. Zaczęło się jak zawsze, bawiliśmy się, ale wcześniej zawsze kontrolował sytuację. Z reguły skupiał się na mnie, odkrywał moje ciało, nakręcał mnie. Ale nagle coś się stało. I choć naprawdę dużo o tym myślałam, nadal nie miałam pojęcia, co to było, ale to coś go zalało, porwał mnie z kanapy, zaniósł do sypialni i zatopiliśmy się w sobie.

Tym razem było zupełnie inaczej. Nie był już mężczyzną, którego prawdziwego imienia nie znałam. Nie było powodu, żeby zachowywał dystans, żeby kontrolował sytuację, żeby kontrolował siebie czy mnie. Więc się wyluzował. I było jeszcze lepiej. Nie potrzebował hamować się, jak tej pamiętnej nocy, więc gdy leżeliśmy w leniwym świetle poranka, wystarczyło, że nasze języki się spotkały, a nasza namiętność wybuchła.

Było lepiej niż kiedykolwiek. Już nie tylko on odkrywał moje ciało i mnie nakręcał. Teraz odkrywaliśmy się nawzajem. Po raz pierwszy w życiu czułam się wolna, chciałam brać i dawać. I właśnie temu się oddałam. To było dzikie i gorące, pełne energii i ruchu, przetaczaliśmy się, obłapialiśmy, języki, usta, palce, rozkoszne westchnienia, długie jęki, oboje braliśmy, oboje dawaliśmy.

Klęczałam między jego nogami, brałam go głęboko w usta. Nagle się zerwał, złapał mnie za ramiona i pociągnął do góry. Przetoczył mnie na plecy. Oplotłam go ramionami, rozkładając nogi, a jego biodra zbliżyły się do mnie.

Nasze spojrzenia się spotkały i sekundę później już się we mnie wbijał. Wygięłam szyję, chwyciłam go mocniej ramionami, uniosłam kolana i ścisnęłam udami.

– Tess, usta – jęknął.

Nasze wargi się spotkały, poczułam w ustach jego język. Głęboko we mnie wchodził. O Boże, tak głęboko i mocno. O Boże. To było takie słodkie. Boże, o Boże. Takie intensywne i niewiarygodnie słodkie. Narastało, było szybko i gorąco i wiedziałam, że zaraz będzie mi cudownie. Zanim mnie to zalało, oderwałam wargi od jego ust i wtuliłam twarz w jego szyję.

– Brock – jęknęłam.

– O tak, kochanie. O tak – stęknął, wbijając się głęboko.

Wzięłam głęboki wdech i zalał mnie orgazm. Głowa opadła mi na poduszkę. Widziałam i czułam, jak się we mnie porusza. Nie mogłam mieć choćby cienia wątpliwości, że Brock Lucas był bardzo zadowolony z tego, co się działo.

Bardzo. Naprawdę bardzo. Oparł się na jednej ręce, a ja oplotłam go nogami. Objął mnie w talii, przygniatając do łóżka. Odgięłam biodra, a z jego ust dobiegł rozkoszny jęk. Nasze spojrzenia się spotkały. Dotknęłam jego twarzy, kciukiem pogładziłam policzek, a potem usta.

Ukrył twarz w mojej szyi.

– Tess – jęknął i wbił się, jak mógł najgłębiej, dochodząc.

Zanurzyłam palce w jego włosach. Ukryłam twarz w jego szyi. Przycisnęłam usta do gorącej skóry. Zamknęłam oczy i chłonęłam go wszystkimi zmysłami. Czułam zapach jego skóry, jego ciepło wokół mnie i głęboko we mnie, słuchałam jego ciężkiego oddechu.

Jeszcze przez jakieś dwie sekundy czułam jego ciężar na sobie, po czym zagarnął mnie i jakimś cudem podniósł się na kolana i podniósł mnie, nie przerywając naszego połączenia. Wciąż nas trzymał i przewrócił się na plecy. Teraz to ja byłam na nim. Nieźle.

– Nieźle – szepnęłam mu w szyję.

Parsknął tym swoim niskim, rozbrajającym śmiechem. Poczułam, że przesuwa głowę po poduszce, a już po chwili całował moje włosy.

O rany. To też było miłe.

Obejmował dół moich pleców, a nagle jego dłoń powędrowała w górę kręgosłupa. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego z góry. Przekrzywił podbródek i popatrzył na mnie oczami w kolorze ciekłej rtęci. Uśmiechnął się, zmęczony i zadowolony. Było mu dobrze, a ten słodki, ciepły szum jego rozbawienia wypełnił powietrze, gładził moją skórę jak balsam.

– Ale jesteś dzika – szepnął.

Zamrugałam.

– Słucham? – spytałam.

– Kochanie, ja pierdolę – przytulił mnie mocniej – nieźle się na mnie rzucałaś.

Znów zamrugałam. I poczułam, jak moje ciało sztywnieje. A niech to. W łóżku zawsze dawałam się prowadzić. Ostrożnie i uważnie się przyglądałam i słuchałam, żeby mieć pewność, że to, co robię, daje przyjemność, zapamiętywałam, co się podoba mojemu partnerowi, żebym mogła dalej to robić albo zapamiętać na przyszłość. Zawsze się kontrolowałam. Nie umiałam się wyluzować.

Te dwa razy, gdy kochałam się z Brockiem, to był najlepszy seks w moim życiu. Bezkonkurencyjny. Tak naprawdę, bez dłuższej „pracy” ze strony mojego partnera (a często się poddawali) w ogóle rzadko miewałam orgazm.

Ale tym razem nie kontrolowałam się. Poddałam się chwili i instynktom. Moje ciało, jego potrzeby i pragnienia, przejęły kontrolę nad umysłem, który się zupełnie wylogował. Całkowicie. A niech to.

Zaczęłam się podnosić, ale Brock mnie zatrzymał. Poczułam jego ciepłą dłoń na szyi.

– Hej – powiedział, ściskając mnie lekko. Rzuciłam mu szybkie spojrzenie i powędrowałam wzrokiem ponad jego głową na poduszkę, a potem jeszcze wyżej. Poczułam, jak jego dłoń się napina. – Hej, Tess – powtórzył. – Mała, oczy – warknął.

Spojrzałam na niego.

– Ja pierdolę, co się stało, kochanie? – szepnął, przyciągając moją twarz jak najbliżej swojej.

– Wiesz… – zaczęłam, ale w jego oczach pojawił się cień i nie chciał zniknąć.

– Jezu – przerwał mi. – Czy ja cię zraniłem?

Pokręciłam niepewnie głową.

– Nie, tylko…

Nie wiedziałam, jak dokończyć, bo sama tego nie rozumiałam.

Zaczął mnie lekko gładzić po policzku. To było takie słodkie.

– Tylko co? – nalegał delikatnie.

– Sama nie wiem – szepnęłam.

Przyjrzał mi się uważnie i już nic nie powiedział. Nagle usłyszałam swój własny głos.

– Przestałam się kontrolować.

– To źle? – spytał.

– Nie wiem – zaczęłam, przyglądając mu się uważnie. – To źle?

Spojrzał na mnie, nie próbując nawet ukryć zdziwienia. Po czym objął mnie z całych sił i zaczął się śmiać, odrzucając głowę do tyłu. Po jakichś kilku sekundach tej radości przetoczył nas i poczułam na sobie jego ciężar, jego uda między nogami, a on śmiał się w najlepsze prosto w moją szyję, bo tam właśnie wtulił głowę.

– Brock – syknęłam. – Ja… nie mogę… – Uniósł głowę i spojrzał na mnie z góry. Uśmiechnął się szeroko i oparł jedną ręką na łóżku, zdejmując ze mnie ciężar swojego ciała. Drugą ręką objął mnie za szyję. – Oddychać – dokończyłam.

Pogładził mnie kciukiem bo brodzie, wciąż się uśmiechał, patrząc na mnie z góry, ale nic nie powiedział.

– Cóż… chyba pora już wstawać…

– Spoko, mała, możesz sobie wstać za chwilę – przerwał mi. – Ale najpierw musimy sobie coś wyjaśnić.

Wytrzymałam jego spojrzenie, przygryzłam tylko wargę. Spojrzał na moje usta, zacisnął wargi, choć w jego oczach tańczyły ogniki.

– Zamierzam spędzić bardzo dużo czasu – zaczął – robiąc to, co przed chwilą, w różnych miejscach, pozycjach i wariacjach. A nie brakuje mi pomysłów.

O rany. Poczułam przyjemne mrowienie.

– Jeśli kiedykolwiek – ciągnął, pochylając się nade mną i patrząc na mnie śmiejącymi się oczami – powtarzam, kiedykolwiek, będziesz próbowała się kontrolować, zamiast cieszyć się nami, będę wiedział, że robię coś nie tak.

O rany.

– Brock – szepnęłam, ale przerwałam, bo przysunął się jeszcze bliżej.

– Kochanie, to było zajebiste. Wszystko, co robiłaś, każda najdrobniejsza rzecz mi się podobała. Zapamiętaj sobie, cukiereczku, ja lubię dzikość, a ty byłaś właśnie… dzika i bardzo mnie to kręciło. Nie wiem, czego nagadali ci mężczyźni, z którymi chodziłaś do łóżka, ale z całą pewnością to było chore. Przegoń ten cień z twarzy, Tess, bo, skarbie, wyraźnie masz wrodzony talent.

 

Jego słowa sprawiły, że moje wnętrze zalała fala ciepła. Zanurzyłam palce w jego włosach. Oboje pochyliliśmy lekko głowy. Pocałowałam go. Chciałam, żeby to był głęboki, ale słodki pocałunek. Objął mnie, a ja znów poczułam na sobie ciężar jego ciała, przetoczył mnie, znów byłam na nim i teraz to on mnie całował, było równie namiętnie i głęboko, i z całą pewnością słodko.

Przerwał pocałunek, ale się nie odsunął.

– Masz talent – powiedział prosto w moje usta.

Uśmiechnęłam się, wciąż czując jego wargi na moich.

Odpowiedział mi takim samym uśmiechem.

– Prysznic – szepnął, a mnie przeszył cudowny dreszcz.

Poczuł go i uśmiechnął się leniwie. Wyciągnął nas z łóżka i zaprowadził do łazienki pod prysznic.

Później zjedliśmy śniadanie. A potem całowaliśmy się na moim ganku na oczach budzącej się okolicy. Podniósł głowę i spojrzał mi oczy.

– Wyślę ci mój adres. Weź rzeczy, żeby zostać na noc. Dziś ja gotuję – szepnął.

– Zgoda – odpowiedziałam szeptem. – Ale ja przyniosę deser.

Zadrgały mu kąciki ust.

– Nie ma sprawy, cukiereczku. A teraz puść mnie, zanim zrobię coś, za co nas oboje aresztują, bo mam wielką ochotę rzucić cię na ten trawnik i urządzić twoim sąsiadom niezłe przedstawienie.

Puściłam go. Zaśmiał się, kiwnął na mnie brodą, odwrócił się i ruszył biegiem do swojej furgonetki.

Przyglądałam się, jak odjeżdża, i miałam gdzieś, że powinnam zachować dystans, odwrócić się i zamknąć za sobą drzwi. Stałam tak i patrzyłam za nim, aż jego ciężarówka zniknęła mi z oczu. Dopiero wtedy wróciłam do domu. Włączyłam muzykę, ale tym razem nie Fionę Apple. Lubiłam różne kawałki, które akurat wpadły mi w ucho. A ponieważ The Devil Went Down to Georgia i In America były świetnymi kawałkami, miałam w domu płytę z hitami Charliego Danielsa.

I właśnie tego słuchałam, przygotowując się na ten dzień. Może to nie był mój styl, ale na całe gardło śpiewałam The Devil… i In America i nikt chyba nie mógł powiedzieć, że The South’s Gonna Do It Again to słaby kawałek.

Ubrałam się i gotowa, by ruszyć przed siebie i piec ciasta, wsiadłam do auta. Pomyślałam, że to najlepszy poranek w całym moim cholernym życiu.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?