Niepokorny mężczyzna

Tekst
Z serii: Dream Man
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział piąty
Ciepły, słoneczny dzień

Zapatrzyłam się w swoje odbicie w lustrze. Ostatnio często mi się to zdarzało. Zaczęło się po przesłuchaniu i po tym, jak zobaczyłam swoją twarz w tym lustrze weneckim. Wtedy po raz pierwszy na siebie spojrzałam… nie… po raz pierwszy w życiu zaczęłam się sobie uważnie przyglądać.

Martha miała trochę racji, ale też bardzo się myliła.

Przez ostatnie trzy miesiące nie starałam się stworzyć nowej wersji Tess O’Hary po to, żeby przy spotkaniu Jake czy też Brock stwierdził, że dał ciała i stracił super dziewczynę. Próbowałam odkryć, kim naprawdę jestem. Nie, nawet nie to. Chciałam przestać być tym, kim się stawałam.

Dzień po przesłuchaniu przez agenta Calhouna, dotyczącym przestępczej działalności mojego byłego męża, popatrzyłam w lustro, bardzo uważnie się sobie przyjrzałam i doszłam do nieprzyjemnego wniosku, że nie mam zielonego pojęcia, kim ja jestem i dokąd zmierzam, ani nawet kim chciałabym być.

Wpatrując się w swoje odbicie, wiedziałam tylko jedno, a mianowicie, że nie chciałam być dłużej sobą.

Postanowiłam więc przyjrzeć się różnym wersjom swojej osoby.

Wiedziałam, że od jakiegoś czasu nieświadomie dryfowałam z prądem, jak to określiła Martha, chowałam głowę w piasek, ale choć może nieco apatycznie, to jednak się sobie przyglądałam i starałam się znaleźć nową siebie. Ale ponieważ w przeciwieństwie do innych kobiet nie poświęciłam sobie choćby cienia uwagi ani jako dwudziestolatka, ani nawet jako trzydziestolatka, nie umiałam znaleźć takiej wersji siebie, która by mi pasowała.

Lubiłam ozdabiać torty. Żyłam z tego, że moje torty wszystkim się podobały i wszystkim smakowały. Byłam naprawdę dumna z mojej cukierni, jej wyglądu, z jej przytulnego wnętrza. Poza tym mogłam robić coś, co kochałam, i jeszcze się z tego utrzymać.

Ale to tyle.

Moje życie gdzieś po drodze się wykoleiło i po tych trzech miesiącach wpatrywania się w swoją twarz, włosy, ciało i duszę doszłam do wniosku, że stało się to, gdy spotkałam Damiana.

Nie był szczególnie piękny ani zbyt przystojny. Ale był charyzmatyczny. Idealnie się nadawał na guru jakiejś grupy fanatyków, którzy chcieli się całkowicie podporządkować komuś silnemu i władczemu, żeby zdjął z nich jarzmo codziennych dylematów oraz ich konsekwencji, zarówno tych dobrych, jak i złych, komuś, kto będzie umiał wskazać im właściwą drogę. Tak właśnie było ze mną.

Wtedy był jeszcze maklerem giełdowym. Młody, ale już odnosił sukcesy, znał właściwych ludzi, pojawiał się, gdzie trzeba. Przyciągnęła mnie ta jego charyzma, silna osobowość, fajne auto, eleganckie ciuchy i wygodny styl życia. Ale ponieważ, jak to ja, chowałam głowę w piasek, nie zauważyłam, jak łatwo się denerwował, jak często wybuchał i że kręciły go niewłaściwe rzeczy. Musiał mieć najlepsze auto, dom i ciuchy, musiał wiecznie udowadniać swoją męskość – ze mną, pieprząc inne kobiety, pokonując innych kolesi. Mimo wszystko powoli zaczęłam coś przeczuwać i to uczucie zaczęło narastać w moim brzuchu, pęczniało, zwijało się i rozsiadło się tam w środku, cały czas mnie przy tym zatruwając, ale dalej miałam głowę w piasku i ignorowałam to, aż kiedyś skończył naszą kłótnię prawym sierpowym, a pewnej nocy zgwałcił mnie, gdy powiedziałam, że nie jestem w nastroju. Zaczęliśmy się kłócić, wybuchła dzika awantura, a on ku mojemu przerażeniu nagle stracił panowanie nad sobą i wziął to, czego chciał, nie licząc się z niczym.

I tak to było. Ale to było kiedyś. Powinnam się zająć tym, co teraz. Czy wróciłam do początku? Zaczynałam coś nowego, z zamkniętymi oczami, głową w piasku, naiwną nadzieją na wieczną miłość z fascynującym, humorzastym mężczyzną, który wciągnie mnie w swoją porywającą, ale zgubną orbitę i nie będzie się zupełnie przejmował tym, jak przy okazji się poobijam, wirując w jego osobistym cyklonie?

W tym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Idealnie.

Spojrzałam na swoje odbicie raz jeszcze. Po czym z głupią nadzieją w sercu, a jednocześnie niepewnością i wahaniem, ruszyłam w stronę wejścia.

Stanęłam na palcach i wyjrzałam przez małe kwadratowe okienko. Zobaczyłam Brocka, który wpatrywał się w coś za sobą. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, co przyciągnęło jego uwagę. Na podjeździe obok swojego auta stała Martha we własnej osobie w towarzystwie Elviry. I nawet w świetle latarni Denver było widać, że Martha miała ochotę zamordować go wzrokiem, a Elvira przyglądała mu się uważnie. Wiedziałam, że nieprzypadkowo wpadły o tej godzinie. Cóż, z drugiej strony ucieszyłam się, że ktoś podwiózł moją przyjaciółkę.

– Cześć – szepnęłam, a Brock odwrócił się do mnie.

Zanim coś powiedział, zadrgały mu kąciki ust.

– Widzę, że opowiedziałaś wszystko przyjaciółkom.

– Ja… – wymamrotałam, a on szeroko się uśmiechnął. Położył mi rękę na brzuchu i przesunął mnie, żeby wejść do środka.

– Cześć, dziewczyny – zawołałam do nich, żeby nie być niegrzeczna.

– Nie bądź głupia! – zawołała Martha w odpowiedzi, najwyraźniej nie przejmowała się konwenansami, bo było jasne, co miała na myśli. Wtedy Brock zatrzasnął drzwi.

Cóż, widać skończyłyśmy rozmowę.

Spojrzałam na niego. Wciąż się uśmiechał.

A niech to.

– Masz piwo? – spytał, a ja przytaknęłam.

Zostawił mnie przy drzwiach i ruszył przez salon do kuchni. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam, że Martha i Elvira naradzały się na chodniku. Dobra wiadomość była taka, że jeśli można było kupić jakieś materiały wybuchowe czy spluwy przez internet, nie miały dość czasu, żeby je zamówić i odebrać. Poza tym, o ile nie miało się kontaktów w światku przestępczym albo z handlarzami, takie produkty nie były dostępne na wolnym rynku. Wiedziałam, że Martha nie miała takich dojść. A Elvira była dla mnie zagadką. Z drugiej strony, ponieważ Martha co i raz przeżywała jakiś dramat, umiała znajdować kreatywne rozwiązania. Obawiałam się, że Elvira też była dość pomysłowa. Nie wróżyło to nic dobrego.

– Mała, chcesz piwo? – zawołał do mnie Brock.

– Nie – krzyknęłam w odpowiedzi, przyglądając się temu groźnemu duetowi przed moim domem.

Wyraźnie stałam tam dość długo, żeby Brock zdążył otworzyć sobie piwo i wrócić do mnie. Nagle spuścił rolety. Zamrugałam. Odwróciłam się do niego akurat, żeby zobaczyć, że się nade mną pochylał. Wziął mnie za rękę i poprowadził do kanapy. Usiadł. Po czym zrobił coś, co kiedyś robiliśmy. Przyciągnął mnie do siebie tak, że siedziałam teraz na nim okrakiem.

Brock lubił tak rozmawiać, a ja nie miałam nic przeciwko temu. Nawet to lubiłam. Była w tym miła bliskość, dobrze było go czuć i było mi po prostu wygodnie.

A jak już wspominałam, on lubił się przytulać. Zawsze wydawało mi się to trochę dziwne, ale w tym pozytywnym znaczeniu, że taki twardziel, taki dziki mężczyzna cenił sobie czułość i bliskość. Wcześniej myślałam, że to o czymś świadczy. Teraz już nie byłam taka pewna. Wziął łyk piwa, wciąż wpatrując się we mnie srebrnymi oczami. Położył mi ręce na udach. Dłonią, w której nie trzymał butelki, zaczął mnie powoli gładzić po udzie, w górę i w dół. (To kolejna rzecz, którą kiedyś robiliśmy, coś, co bardzo lubiłam i co znów wydało mi się bardzo przyjemne).

– Widzę, że moja słodka Tess daje sobie mieszać w głowie – zauważył.

Cóż. Nie byłam pewna, czy miał rację, czy nie.

– Brock – szepnęłam i zamilkłam.

Ale to wyraźnie mu nie przeszkadzało, bo sam był w rozmownym nastroju.

– Zupełnie nie rozumiem kobiet. Najgorsze jest dla mnie to, że sobie o wszystkim opowiadają. Nikt z zewnątrz nie powinien wiedzieć, co dzieje się między kobietą i jej facetem. Inne laski powinny wiedzieć tylko to, co się dzieje z ich własnymi facetami. I ten jad, który się sączy z ich ust, kiedy paplają o kolesiach swoich przyjaciółek, nawet jeśli zupełnie nie mają pojęcia, co się dzieje.

– Chyba nie mogę się z tym zgodzić – odparłam. – Martha jest moją najlepszą przyjaciółką i wiem, że chce tylko mojego dobra.

– A nie chciała twojego dobra, jak wychodziłaś za Hellera? – zapytał, a ja przytaknęłam. – Jeśliby jej na tobie zależało, to nie pozwoliłaby ci dojść z nim do ołtarza.

– Robiła, co mogła – wyznałam. – Powiedziała, że będzie moją druhną, ale jest przeciw temu małżeństwu. Nie znosiła Damiana.

– A co myśli o mnie? – spytał, choć wiedziałam, że zna odpowiedź, bo kilkukrotnie spotkał Marthę, a ona nie należała do tych dziewczyn, które udają, że lubią twojego chłopaka. Była jedną z tych, które posyłają nienawistne spojrzenia, rzucają złośliwe uwagi niby pod nosem, ale dostatecznie głośno, żeby wszyscy słyszeli, i odmieniają przez przypadki wszelkie możliwe wady danego kolesia tak, żeby nie można było o nich zapomnieć.

Z Damianem się nie znosili.

A ponieważ Brock był bardzo spostrzegawczy i widział ją co najmniej kilka razy, wliczając w to spotkanie przed chwilą, zakładałam, że wiele mu nie umknęło, więc postanowiłam nie odpowiadać. Wiedział, czemu milczałam, i wyraźnie się tym nie przejmował.

– Od dawna się znacie? – spytał.

– Od piątej klasy podstawówki.

– Nie nosi obrączki.

– Nie wyszła za mąż – przyznałam.

– Jest w twoim wieku i nie ma męża, cóż, w takim razie jest idealnym doradcą w sprawach sercowych.

– Brock – szepnęłam, a nagle jego ręka prześliznęła się po mnie jak wąż, chwycił mnie za szyję i przyciągnął do siebie.

– Tylko ty wiesz, co jest między nami. Tylko ty wiesz, co czujesz, kiedy cię całuję i gdy siedzisz na mnie tak jak w tej chwili. Tylko ty wiesz, co czułaś, kiedy byłem w tobie i kiedy dałem ci rozkosz. Tylko ty wiesz, co czułaś sześć godzin temu w tej pieprzonej kuchni. Ona nie ma o tym pojęcia.

 

– Do tej pory wybierałam raczej niewłaściwych mężczyzn – zauważyłam i od razu tego pożałowałam.

Żałowałam też, że nie mogę jakoś złapać tych słów i wepchnąć ich sobie z powrotem do gardła, bo jego dłoń mocniej zacisnęła się na mojej szyi, a w oczach pojawił się blask i napięcie tak silne, że miałam wrażenie, że zaraz polecą skry.

– Nie jestem jak Heller – warknął.

– Wiem – szepnęłam i położyłam mu ręce na torsie. – Dobra – powiedziałam spokojnie. – Może nie jesteś Damianem, ale muszę przyznać, że teraz mnie trochę przerażasz.

– Tak? – rzucił w odpowiedzi. – Właśnie porównałaś mnie do kolesia, który przez lata pompował w Denver dragi, który spierdolił życie i tym, którzy mieli z nim do czynienia, i tym, których nigdy nawet nie spotkał. Porównałaś mnie do kolesia, który lał i zgwałcił moją kobietę. Przykro mi, że cię przestraszyłem, mała, ale musisz zrozumieć, że to nie było miłe.

Boże, przez lata nikt nie wiedział, co mnie spotkało, a teraz…

Teraz musiałam ciągle o tym słuchać, a Brock ciągle o tym gadał.

Zamknęłam oczy i odwróciłam głowę.

– Wiem, czemu nie chcesz na mnie patrzeć, Tess – ciągnął. – Ale to się wydarzyło naprawdę, musisz się z tym zmierzyć. Jeżeli ma się nam udać, musimy się z tym zmierzyć razem – powiedział, a ja otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.

– A więc jesteś policjantem i jednocześnie specjalistą od radzenia sobie z traumą po gwałcie? Czy to mi próbujesz powiedzieć? – spytałam sarkastycznie, bo nagle przestałam czuć się taka niepewna. Wkurzyłam się.

– A żebyś wiedziała, bo tak się składa, że moja siostra i moja dziewczyna zostały zgwałcone. Oba przypadki były straszne, bo to zawsze jest straszne, ale tylko w jednym przypadku to był ktoś, komu dziewczyna myślała, że może zaufać. Więc tak, chyba się trochę na tym znam – wypalił, a ja zaskoczona zamrugałam, próbując przyswoić te nieoczekiwane informacje.

– Słucham? – szepnęłam w końcu.

Nie zamierzał się powtarzać, zamiast tego ciągnął dalej.

– Moja siostra znalazła pomoc, rozmawiała o tym, zmierzyła się z tym, dała sobie radę. Teraz ma męża i trójkę dzieci. Jej życie to niezły bajzel, ale głównie dlatego, że dzieciaki ciągle jej świnią tapicerkę w aucie galaretką grejpfrutową. Moja była dziewczyna nie chciała pomocy, nie rozmawiała o tym, zagrzebała to w sobie i stoczyła się na dno. Zabrał jej to, co zabrał, ale nie walcząc o siebie, ona oddała mu całą resztę.

O rany.

– Brock… – zaczęłam, ale od razu mi przerwał.

– Mała, chcę od razu o tym pogadać. Mieliśmy coś fajnego i brakowało mi tego. Chcę, żebyśmy byli znów razem, i chcę się przekonać, jak nam się ułoży, gdy moja praca nie będzie nam przeszkadzać. Dlatego tu przyszedłem. Jeśli chcesz tego samego, musimy o tym porozmawiać. Bo jeśli ty ze mną sypiasz, ja sypiam z tobą, jeśli jestem częścią twojego życia, ty jesteś częścią mojego i nie pozwolę, żeby ten skurwysyn wszędzie nam towarzyszył. Rozumiesz, o co mi chodzi?

Doskonale rozumiałam. Podobało mi się, że chce spróbować i że za mną tęsknił. Nawet bardzo mi się to podobało. Może też dlatego, że przez ostatnie trzy miesiące czułam dokładnie to samo.

– Już sobie z tym poradziłam – zapewniłam i zupełnie niespodziewanie poczułam, jak wściekłe napięcie znika, a pokój pomału wypełnia słodki szum rozbawienia.

– Jasne, moja słodka, seksowna, zupełnie nieogarnięta Tess w tych swoich okularach, z zajebistymi włosami i jeszcze bardziej zajebistym tyłkiem, która piecze ciasta, za które większość facetów oddałaby własne jaja, i która potrafi patrzeć na kolesia, jakby był jedynym skurwysynem na ziemi, przez sześć lat z nikim się nie umówiła, choć pewnie podoba się połowie kolesi, którzy przychodzą do jej cukierni, ale ona nawet o tym nie wie, jasne, ta Tess już sobie z tym poradziła. Już to widzę. Spoko. Wszystko będzie dobrze.

Cóż, sporo z tego, co powiedział, całkiem mi się spodobało. Nawet bardzo. Ale nie wszystko. O nie.

– Wcale nie jestem nieogarnięta – warknęłam i odsunęłam się trochę, ale wciąż trzymał rękę na mojej szyi i od razu przyciągnął mnie z powrotem.

– Tess, skarbie, ze wszystkich mężczyzn, którzy przychodzą do twojej cukierni i których spotkałaś na drodze swojego życia, wybrałaś ostatniego, na którego warto było zwrócić uwagę. Gdy się do ciebie uśmiechnął i zapytał, czy umówisz się z nim na piwo, za nic w świecie nie należało się zgadzać.

– To byłeś ty – zauważyłam złośliwie.

– Wiem. – Uśmiechnął się. – Dla mnie to akurat dobrze, że jesteś taka nieogarnięta.

Z jednej strony komplementy Brocka sprawiały, że czułam w środku ciepło i radość, ale jednocześnie potwornie mnie wkurzały, tym razem wkurw wygrał, więc odepchnęłam się od niego z całej siły.

– Zmieniłam zdanie. Jednak chcę piwo. Puść mnie.

Nie zareagował i przyciągnął mnie jeszcze bliżej do siebie.

– Naprawdę miałem szczęście, że moja dziewczyna miała ochotę na niebezpieczną przygodę – szepnął, wpatrując się w moje usta.

Och. Wiedziałam, co to oznacza. Przez ostatnie trzy miesiące tego mi chyba najbardziej brakowało – gry wstępnej. Ale wiedziałam też, że w tej chwili nie byłam na to gotowa.

– Brock – syknęłam i szarpnęłam się mocniej.

Zignorował to i spojrzał mi głęboko w oczy.

– Nie mogę ci nic obiecać – szepnął – bo nie wiem, gdzie to nas zaprowadzi, ale mogę ci dać całego siebie i chronić cię w czasie tej niebezpiecznej przygody, będę też starał się ze wszystkich sił, żeby nigdy cię nie skrzywdzić.

Te słowa, wypowiedziane szeptem, sprawiły, że przestałam się wyrywać. Poczułam kolejny przypływ ciepła i spojrzałam na niego uważnie.

– Nie mogę ci więcej dać, mała – ciągnął Brock – ale mogę ci od razu powiedzieć, że w zamian chcę tylko to, co sama chcesz mi dać, ale musisz mi oddać też to, co ten dupek w tobie zostawił, i pozbyć się tego raz na zawsze.

O Boże. O Boże! No dobrze, może jednak naprawdę znał się na kobietach, którym wyrządzono krzywdę. Poczułam, że rozluźniam się w jego ramionach.

– Nie sądzę, żebym umiała ci to oddać – powiedziałam szczerze.

– Dasz radę, Tess – odparł z czułością. – Bardzo cię zranił, a po takiej ranie zostaje paskudna blizna, ale moja dziewczyna nie dryfowała przez sześć lat bez celu i bez mężczyzny przez jakąś bliznę. Nie rozumiałem tego wcześniej, to dlatego, że nie rozmawialiśmy o nim, gdy byliśmy razem, ale teraz już wiem. On zostawił w tobie coś wstrętnego i musisz się tego pozbyć, Tess. Musisz się od tego uwolnić, żebyś mogła zobaczyć mnie takim, jakim jestem naprawdę i jak chcę z tobą być. Musisz się od tego uwolnić, żeby mnie wpuścić, kochanie – ścisnął mnie lekko za szyję – i mam na myśli, wpuścić tak naprawdę. I chcę, żebyś wtedy czuła tylko mnie w sobie i tylko to, jaką mi to sprawia przyjemność.

– Ale przecież już cię wpuściłam – przypomniałam mu szeptem i zobaczyłam, jak cień przesłonił na chwilę jego spojrzenie.

– Tak, skarbie, ale wtedy, tuż po tym jak doszłaś, spojrzałaś na mnie, jakbym był jedynym mężczyzną na ziemi, i powiedziałaś do mnie „Jake”.

– Myślałam, że tak masz na imię – broniłam się, a on ścisnął mnie za szyję i mocniej przytulił.

– Wiem, ale kiedy jestem w tobie, chcę słyszeć moje imię. Wtedy to przeze mnie było coś między nami. Ale tego już nie ma. Chcę cię zapewnić, że w tobie też czegoś nie ma. Rozumiesz?

– Kim jest Darla? – spytałam nagle ku swojemu zaskoczeniu.

Leniwe ciepło zadowolenia zniknęło i natychmiast jego miejsce zajęło napięcie.

– Co, kurwa? – zapytał.

– Kim jest Darla? – powtórzyłam.

Przymknął oczy i zacisnął szczęki.

– Kto ci o niej powiedział? – wycedził w końcu.

Przyglądałam mu się przez chwilę, po czym uznałam, że to, co widzę, wcale mi się nie podoba.

– A no właśnie – szepnęłam i znów zaczęłam się wyrywać.

Nie poszło mi za dobrze. Puścił mnie jedną ręką, ale tylko po to, żeby przechylić nas na bok, bo chciał odstawić piwo, po czym obrócił mnie i zanim się obejrzałam, wylądowałam na plecach na kanapie, Brock na mnie, w dodatku jego uda znalazły się między moimi.

Nasza poprzednia pozycja nie była może idealna do poważnych rozmów o przyszłości naszego związku, bo Brock mógł wpływać na jasność mojego umysłu tym, jaki był seksowny i gorący, ale ta była dużo gorsza.

– Pytam po raz ostatni, Tess. Kto ci powiedział o Darli? Elvira?

– No… – wymamrotałam, a on znów przymknął powieki, więc szybko dokończyłam: – Przyszła na imprezę ze swoimi koleżankami, jedną z nich była dziewczyna o imieniu Gwen. To ona powiedziała mi o Darli.

Odgiął głowę do tyłu, żeby spojrzeć gdzieś ponad moją głową.

– Ja pierdolę – warknął.

– Brock – zaczęłam i spojrzał znów na mnie.

– Wszystko, co musisz wiedzieć o Darli, to to, że nie jest tobą – wypalił.

– Ale…

– Nie, Tess, z nią to było co innego. Już ci mówiłem, że przez te cztery miesiące bardzo lubiłem moją pracę, bo mogłem być z tobą. Wystarczy, że ci powiem, że nie znosiłem mojej pracy, gdy musiałem być z nią.

– Jesteś przystojny – powiedziałam miękko.

– Co? – warknął ze złością.

– Jesteś przystojny – powtórzyłam. – Wyobrażam sobie, jak cię wysyłają na akcję, bo…

– O nie. – Pokręcił głową, napierając na mnie całym ciałem, a elektryzujące napięcie wypełniło pokój. – Nie jestem dyżurną policyjną dziwką – warknął. – To, co robiłem z Darlą, to była moja decyzja, długa akcja, i to było poświęcenie, na które musiałem się zdecydować, bo musiałem jakoś skończyć z moim życiem pod przykrywką. Pochłonęło mnie ono bez reszty. Zacząłem się dusić. To ścierwo, ci ludzie, z którymi musiałem spędzać czas, żadnego świeżego powietrza, normalnego życia, zaczynało mnie to przygniatać. Musiałem zrobić coś, żeby się stamtąd wyrwać. Ale miałem pecha, zdecydowałem się na poświęcenie, a cała akcja i tak się spieprzyła. Tess, musiałem patrzeć, jak ci debile porwali niewinną kobietę i niemal załatwili jednego kolesia. To naprawdę co innego niż z tobą. W twojej sprawie miałem za zadanie się do ciebie zbliżyć. Powęszyć. Sprawdzili twoje finanse, twoją cukiernię, wiedzieli, że raczej nie jesteś częścią tej operacji, już prędzej możesz być świadkiem, wiedzieli, że był na ciebie wściekły, ale on często do ciebie dzwonił, no i te konta były na twoje nazwisko, więc musieli to sprawdzić. Ale sprawy między nami zaszły tak daleko, bo mniej więcej po godzinie spędzonej z tobą wiedziałem, że jesteś niewinna, ale wiedziałem też, że będę to chciał kontynuować, gdy skończy się śledztwo. Włączyłem się w tę sprawę dość późno, bo kończyłem poprzednią. Gdy zająłem się tym, Tess, uwierz mi, byłaś jak ciepłe promienie słońca w piękny dzień. Darla była jak zimna, ciemna noc. – Jego twarz była tuż przy mojej. – Dobrze znów czuć to słońce – powiedział głębokim głosem.

Zapatrzyłam się w jego błyszczące oczy.

– Twoja praca jest dość wciągająca, Chudy – szepnęłam.

Teraz to on mi się przyglądał. Ogniki w oczach zniknęły, ich miejsce zajęło ciepło. Przetoczył się na bok, plecami oparł się o kanapę i pociągnął mnie za sobą. Wciąż obejmował mnie mocno ramionami, a teraz zagarnął jeszcze nogami.

– Tak, kochanie, taka jest. Potrafi też nieźle namieszać w głowie. Dlatego gdy spotkałem kobietę, której dom zawsze pachnie, jakby właśnie piekła ciasto, która na motorze mocno się do mnie tuli i przyciska cycki do moich pleców, która patrzy na mnie, jakby cały świat się dla niej nie liczył, od razu wiedziałem, że nie zamierzam jej zostawić.

– Siedzi mi w brzuchu – wymamrotałam w odpowiedzi na te ciepłe, czułe słowa.

Powoli zamrugał.

– Słucham? – spytał w końcu.

– To taki zwinięty, jadowity wąż. Zwinął się w środku. Czasem tak się kurczy, że zapominam, że tam jest. Ale gdy zaczyna rosnąć, gdy się rozwija, potrafi wypełniać mnie całą, podpełza do gardła, tak wysoko, Brock, że czasem mam wrażenie, że zaraz mnie udusi. Za każdym razem gdy zaczyna się rozwijać, boję się, że tym razem mnie zaatakuje.

Zanurzył palce w moich włosach, a jego spojrzenie złagodniało.

– To ci zostawił? – spytał szeptem.

– Tak – odparłam równie cicho.

Patrzyłam na niego, jak podniósł brodę, a palcami przeczesał moje włosy, po czym przyciągnął moją głowę do swojej piersi i mocno przytulił.

Gdy znów się odezwał, jego głos był poważny i wiedziałam, co ta powaga oznacza, wiedziałam, co to oznacza dla mnie. Przywarłam mocniej do jego szczupłego ciała.

– Zrobisz coś z tym, prawda?

– Ja… – Poczułam, jak dłoń, którą trzymał na mojej głowie, napina się, zacisnęłam palce na jego koszulce i szepnęłam: – Tak.

 

– Pozwolisz, żebym ci pomógł?

Zamknęłam oczy.

– Tak – powtórzyłam szeptem.

Przytulił mnie mocniej, a ja przywarłam do niego.

– Boisz się, kochanie? – zapytał.

Nie powiedziałam „tak” po raz trzeci, tylko pokiwałam głową.

Jego ramiona mocniej się na mnie zacisnęły, a głos stał się jeszcze głębszy i bardziej zdecydowany. Poczułam, jak Brock się pochyla.

– Nie bój się – powiedział prosto w moje włosy. – Jest taka dzikość, która jest posrana, a jest taka dzikość, która jest po prostu, zwyczajnie dzika. Właśnie związałaś się z tym drugim typem, Tess, i przysięgam, kochanie, przysięgam – przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej, zanim dokończył – pokażę ci, że to dobre, bezpieczne miejsce.

Westchnęłam głęboko. Wierzę mu.

– Dobrze – szepnęłam.

Brock nic nie powiedział. Po prostu mnie tulił. I to naprawdę długo. Wystarczająco długo, żebym rozluźniła się w jego ramionach, żebym puściła jego koszulkę i położyła dłoń na jego twardej klacie, żebym zrozumiała, że cosmopolitany na tarasie w czasie bardzo złego bociankowego z dziewczynami, które były fajne i chciały dla mnie jak najlepiej, nie miały nic wspólnego z tym, co czułam w tej chwili, leżąc na kanapie. Jedynymi ludźmi, którzy wiedzieli, co się dzieje, byliśmy Brock i ja.

Po jakimś czasie Brock podniósł się, wziął piwo i ułożył się wygodnie na kanapie. Położył głowę na jednej z poduszek na oparciu, ja ułożyłam się na nim. Brock ustawił sobie butelkę z piwem na torsie. Podniosłam głowę, żeby na niego popatrzeć, i zobaczyłam, że przygląda mi się oczami koloru ciekłej rtęci.

– No dobra, mała, a teraz powiedz mi, o co chodzi z Kentucky.

Przygryzłam wargę. Uśmiechnął się. Puściłam wargę i też się do niego uśmiechnęłam.

– Muszę wyjąć moje kontakty i założyć okulary – szepnęłam.

Jego spojrzenie stało się ciepłe, a twarz złagodniała.

– Dobrze, kochanie, nigdzie się nie wybieram – szepnął i mnie puścił.

Znów się do niego uśmiechnęłam. Zeskoczyłam z kanapy i poszłam szukać okularów.