Ring GirlTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Ring Girl
Ring Girl
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,80  55,84 
Ring Girl
Audio
Ring Girl
Audiobook
Czyta Masza Bogucka
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

RUNDA 5

Mój życiowy problem polegał na tym, że nie potrafiłam przyznawać się do błędów. Mogłam przecież poprosić Cartera, by został, opowiedzieć mu, co mnie dręczyło, ale takie uzewnętrznianie się kojarzyło mi się ze słabością. Tym razem jednak naprawdę miałam prawdziwego doła. W jednej sekundzie podjęłam decyzję, że polecę na święta do ojca.

Zrobię mu niespodziankę.

Szybko sprawdziłam swoją rezerwację na lot, wydrukowałam bilet i dopakowałam walizkę. Byłam prawie gotowa do wyjazdu. Czułam dziwny niepokój przed tym spotkaniem, ale gdy w wigilijny poranek wysiadłam z taksówki pod moim rodzinnym domem w Waszyngtonie, ogarnął mnie spokój. Rozejrzałam się po okolicy, którą tak dobrze znałam, a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Świąteczny nastrój wywołał przyjemne podekscytowanie w całym moim ciele.

Nie wiem, jakim cudem tata domyślił się, że przylecę, bo udekorował cały dom światełkami, a przed gankiem stał renifer owinięty w kolejne metry lampek. Wszystkie domy w okolicy były przyozdobione. Ruszyłam do drzwi, ale zanim zdążyłam zapukać, usłyszałam, że na podjazd wjechało auto. Odwróciłam się i już miałam zbiec, by uściskać ojca, ale… On nie był sam. W pierwszej chwili mnie nie zauważył, a ja przyglądałam się uważnie, jak wypakowywał z bagażnika torby, a pomagała mu w tym jakaś kobieta. I nagle mnie oświeciło. Zrozumiałam, co ojciec miał na myśli, mówiąc, że te święta będą inne.

– David, skarbie, weź jeszcze te torby! – powiedziała kobieta i spojrzała w stronę domu.

Wtedy pierwszy raz od dawna poczułam w sercu coś bardzo dziwnego. Jako dziecko byłam zazdrosna o pracę ojca, o jego zamiłowanie do boksu. Czułam się gorsza, bo nie byłam chłopcem, którego mógł trenować. A teraz, po tylu latach samotności, on znalazł sobie kogoś. Kobietę, która nazywała go skarbem, a mnie od razu wzięło na mdłości.

– Cześć, tato – odezwałam się, gdy moje i jej spojrzenia się spotkały.

Już nie miałam odwrotu.

Ojciec podniósł wzrok, a na mój widok aż uderzył głową w klapę bagażnika.

– Eden?! – pisnął, masując obolałe miejsce na czubku głowy. Nie wierzył, że to naprawdę ja.

Zbiegłam ze schodów i razem z tą kobietą podeszłyśmy do ojca.

– Czy nic ci nie jest? – zapytałam, ale cały czas gapiłam się na nią.

Ojciec za to wpatrywał się we mnie, jakby widział ducha.

– Nie, znaczy… Jestem zaskoczony. Byłem pewny, że nie przylecisz – odpowiedział, patrząc raz na mnie, raz na nią. Musiałam mieć naprawdę niezłą minę.

– A ta pani to towarzystwo tylko na Wigilię? Nie chciałeś być dziś sam? – W moim tonie można było wyczuć ironię.

– Nie. – Ojciec wyraźnie się zmieszał.

Nigdy go takiego nie widziałam. Ta kobieta zresztą też chyba nie czuła się zbyt komfortowo. W dodatku była bardzo młoda. Za młoda.

– Jestem Eden, ale to na pewno już wiesz. Ojciec ci o mnie opowiadał, prawda? – powiedziałam, wymuszając sztuczny uśmiech. Dobrze, może byłam nieco… nieuprzejma, ale nie spodziewałam się takich rewelacji.

– Bethany, tak, David sporo o tobie mówił. – Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie lekko.

– Chodźmy do środka, dziewczyny. Zaraz sobie pogadamy. – Ojciec odłożył torby, jednym ramieniem objął mnie, a drugim Bethany i ruszył w kierunku domu.

– Tak, wydaje mi się, że mamy do pogadania – bąknęłam pod nosem.

I od razu pożałowałam decyzji, że przyleciałam do domu na święta. Co mnie podkusiło? Przecież ja od dawna byłam samotna, więc co za różnica, że kolejne święta spędziłabym z dala od ojca. Gdybym wiedziała, że nie będziemy sami, na pewno bym nie przyleciała.



– Narzeczona?! – mówiłam podniesionym głosem, a wtedy pojawiały się w nim piskliwe tony.

Stałam w kuchni, z kubkiem gorącego kakao w dłoniach, i patrzyłam na ojca i moją młodą przyszłą macochę. Myślałam, że śnię.

– Eden, kotku, ja wiem, że jesteś zaskoczona, ale nie chciałem ci o tym mówić przez telefon. Dlatego…

– Dlatego tak mnie namawiałeś, bym przyleciała? Bo chciałeś mi przedstawić swoją narzeczoną?! – przerwałam mu w emocjach.

Byłam cholernie zła na ojca. Dlaczego nie powiedział mi o swojej nowej „rodzinie”? Dlaczego postawił mnie w tak niezręcznej sytuacji? Ile lat mogła mieć ta jego „narzeczona”? Wyglądała na niewiele starszą ode mnie, i naprawdę by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie to, że od razu wyczułam, że chodziło jej tylko o pieniądze. Intuicja podpowiadała mi, że mam rację, ale co z tego, skoro ojciec był w niej tak ślepo zakochany. Na myśl, że pod choinkę zamiast pary skarpet dostanę zaproszenie na ślub albo, co gorsza, chrzciny mojej siostrzyczki czy braciszka, aż przeszedł mnie dreszcz. To nie mieściło mi się w głowie.

– Tak, wydawało mi się, że to odpowiednia pora. – Głos ojca był nadzwyczaj łagodny.

Doskonale wiedział, że byłam wściekła.

– To źle ci się wydawało, tato – burknęłam. – A ty dlaczego się nie odzywasz? Nie masz mi nic do powiedzenia?! – warknęłam również na Bethany.

Nie znałam jej. Nic o niej nie wiedziałam, ale uprzedziłam się od pierwszej sekundy, w której ją ujrzałam.

– Rozumiem twoją reakcję, Eden. Mówiłam Davidowi, że powinien ci powiedzieć, ale…

– On nigdy nikogo nie słucha! – przerwałam również jej. – Boże! Po co mi to wszystko było?! – dodałam, a sekundę później do oczu napłynęły mi łzy.

To było dla mnie za wiele.

Musiałam wyjść, by nie wszcząć jakiejś awantury. Ruszyłam schodami na górę, gdzie mieścił się mój pokój.

– Eden, poczekaj! – usłyszałam za plecami głos Bethany, ale ojciec od razu ją zatrzymał.

– Daj jej się uspokoić – powiedział.

Za dobrze mnie znał. Byłam taka jak on. Wybuchałam nagle, a w takich chwilach najlepszym rozwiązaniem była ucieczka. Samotność. Chwila z własnymi myślami. On to wiedział, dlatego nie poszedł za mną. Dał mi moment na ochłonięcie, ale w tym przypadku to nie było takie proste. Och, kurwa mać! Miałam ochotę coś rozwalić i wrzeszczeć ze złości.

Spędziłam w pokoju dwie godziny. Leżałam i gapiłam się w ścianę. Emocje, które się we mnie kłębiły, nie pozwalały mi się uspokoić. Tak, chwilami byłam choleryczką i wyolbrzymiałam problemy, ale najnormalniej w świecie nie lubiłam takich niespodzianek. Odkąd pamiętam, tata próbował znaleźć „zastępstwo” za mamę. Jego związki były jednak bardzo krótkie, a ja już jako dziecko przestałam liczyć i przywiązywać się do kobiet, z którymi się wiązał. Wiem, że chciał stworzyć rodzinę, ale żadna kobieta nie była w stanie zastąpić mi mamy. Od dawna jednak z nikim się nie spotykał, albo po prostu mi o tym nie mówił. Prawda była taka, że od dobrych pięciu lat oficjalnie nie miał nikogo, więc „nowina” o tym, że ma narzeczoną, wyprowadziła mnie do końca z równowagi.

Minęła kolejna godzina i zaczęły dopadać mnie wyrzuty sumienia. Och, zawsze tak było. Najpierw wybuch. Potem krótki, ale intensywny foch. A potem odzywało się sumienie. Beształam samą siebie, że znowu zareagowałam zbyt emocjonalnie. Tłumaczyłam sobie, że to przecież nic takiego, a ojciec też chce być szczęśliwy. Schowałam dumę do kieszeni i postanowiłam zejść na dół. Najpierw jednak dwa razy zawróciłam ze schodów, ale w końcu udało mi się dotrzeć do kuchni.

– Możemy pogadać? – Stanęłam w progu, widząc, że ojciec pichcił coś na święta.

Co jak co, ale gotować potrafił od zawsze.

Tata odwrócił się i posłał mi łagodne spojrzenie.

– Jasne, siadaj. Masz ochotę na kawałek ciasta? – zaproponował.

Rozejrzałam się po kuchni, w której czuć było święta. Zapach anyżu, goździków, pomarańczy i cynamonu. Miałam wrażenie, że nie czułam tego od wieków. To mnie uspokoiło.

– Gdzie Bethany? – zapytałam. Chciałam pogadać z nimi obojgiem.

Ojciec spojrzał na mnie i westchnął.

– Wiem, że jesteś zaskoczona tą sytuacją, ale zrozum mnie.

– Tato, ja rozumiem, bo nikt nie chce być samotny, ale… Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej? I co oznacza „narzeczona”? Macie ustaloną datę ślubu? – zapytałam spokojnie.

Chciałam się dowiedzieć, co się tu działo, gdy ja siedziałam w NY i miałam gdzieś sprawy ojca. Albo po prostu ignorowałam sygnały, które mi wysyłał.

– Nie, daty ślubu jeszcze nie ma. Chcieliśmy to ustalić z tobą – odpowiedział, a ja się uśmiechnęłam. – Ale jest jeszcze coś – dodał. Ton jego głosu od razu mi się nie spodobał. Nie byłam gotowa na kolejną rewelację.

– Zostaniesz ojcem? – zapytałam bez tchu.

O Boże! Wizja mojego ojca babrzącego się w pieluchach i zasypce wcale nie była zabawna. Była przerażająca! On na szczęście się zaśmiał.

– Jezu, Eden, nie – odpowiedział, a mi naprawdę ulżyło. – Ale…

– Ale co? – Skrzywiłam się.

Wykluczyłam najgorszą z możliwości, więc cokolwiek miał mi powiedzieć, to myślałam, że jakoś to zniosę.

– Bethany pojechała po swoją córkę – wyjaśnił, a ja znowu się skrzywiłam.

– I…?

– I spędzimy święta wspólnie.

– No, dobra, a w jakim wieku jest ta dziewczynka? – dopytałam.

– Melissa ma pięć miesięcy.

– Pięć miesięcy? – zdziwiłam się. – Takie maleństwo?

– Tak, Beth musi odebrać małą od dziadków. Będziesz dla niej miła?

– Postaram się, ale wyjaśnij mi. Dlaczego kobieta z dzieckiem? – zapytałam wprost.

Byłam najnormalniej w świecie zaskoczona. Ojciec od dawna unikał odpowiedzialności. Odkąd zakończył karierę trenera, nie brał na siebie zbyt wiele. Próbę stworzenia nowej rodziny też dawno odpuścił.

– Nie wiem, nie pytaj. Poznałem Beth przypadkiem, na parkingu przed Walmartem. Melissa wtedy tak strasznie płakała, a ona nie mogła jej uspokoić. Podszedłem zapytać, czy w czymś pomóc, a ona się rozbeczała. Okazało się, że jej mąż zginął na misji, był wojskowym. Nawet nie widział córki – powiedział tata.

 

Ta historyjka nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, ale widziałam, że ojciec naprawdę się tym przejmował.

– To przykre – powiedziałam, bo wypadało.

Ja naprawdę rzadko się wzruszałam. Co było ze mną nie tak?

– Pomogłem jej wtedy, zapakowałem zakupy i odwiozłem je do domu. Dałem kontakt do siebie, gdyby potrzebowała pomocy. Nie wiem, Eden, pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego. Zrobiło mi się jej ogromnie żal. To młoda kobieta, samotna matka.

– Jak młoda? – wtrąciłam niepewne. Bałam się odpowiedzi.

– Cztery lata starsza od ciebie – oznajmił.

– C-co? – Aż mnie zatkało.

– Tak, wiem… – Tata spojrzał na mnie, a ja zaczęłam się nerwowo śmiać.

– Mógłbyś być jej ojcem! – pisnęłam.

– Eden, nie rób mi wyrzutów. Ja sam dziwnie się z tym wszystkim czuję.

– No, też bym się czuła dziwnie, mając za córkę dwudziestodwulatkę, a w łóżku dwudziestosześciolatkę! – wypaliłam.

Nie byłam zła. Zaskoczona, zaszokowana – owszem, ale to nie była złość.

– Opanuj się, Eden! – Ojciec podniósł głos.

– Po prostu…

– Nie życzę sobie takich komentarzy. Zwłaszcza przy Beth! – warknął na mnie.

Poprawiłam się na krześle. Poczułam się nieswojo.

– Nie krzycz na mnie! – odpowiedziałam złością. – To nie moja wina, że znalazłeś sobie…

– Zważaj na słowa, Eden Turner! – Nagle ojciec gwałtownie wstał od stołu.

Wiedziałam, że tak będzie. Nie potrafiliśmy rozmawiać normalnie dłużej niż pięć minut.

– Bo co?! – krzyknęłam.

Nie było już we mnie ani krzty spokoju.

– Bo to mój wybór, a jeśli go nie akceptujesz, to możesz wyjść z mojego domu! – odpowiedział, uderzając pięścią w stół.

Aż zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam, ujrzałam w nim tego człowieka, którego nienawidziłam. Agresora. Niepotrafiącego się opanować boksera, który był w stanie podnieść rękę na własną córkę. I najnormalniej w świecie się przestraszyłam. W piersi poczułam kłujący ból. Zrobiło mi się gorąco. Brakowało mi tchu. Musiałam wyjść, a ojciec nawet nie próbował mnie zatrzymać.

Pobiegałam na górę, gdzie stała moja nierozpakowana jeszcze walizka. Wzięłam ją i szybko wróciłam na dół. Nawet nie zajrzałam do kuchni. W mojej głowie wył alarm, że muszę uciekać. Nie chciałam awantury. Nie chciałam, by w ojca znowu coś wstąpiło. Tego bałam się najbardziej. Od zawsze. Jego gniewu. Odtrącenia. Samotności, która i tak towarzyszyła mi od dawna.


RUNDA 6

Do taksówki wsiadałam ze łzami w oczach. W dodatku wiedziałam, że o tej porze nie załapię się na lot do Nowego Jorku, a perspektywa spędzenia nocy w hotelu wcale nie poprawiała mi nastroju. Zabukowałam bilet na rano. Serce cały czas waliło mi z emocji. Dokąd zmierzało moje życie? W takich chwilach czułam się, jakby wokół mnie naprawdę nikogo nie było. Jakbym trafiła na zupełnie obcą, wyludnioną planetę i musiała jakoś przetrwać. Teraz musiałam przetrwać kolejne samotne święta. W głębi duszy wierzyłam, że te święta w końcu będą inne. Że spędzę je z ojcem i jakoś się dogadamy. Znowu dałam się nabrać na swoje naiwne złudzenia. Jeśli chodziło o niego, to raz na jakiś czas dopadała mnie słabość, po której następowało rozczarowanie. Tak było za każdym razem, a ja nie potrafiłam się tego oduczyć.

– Do którego hotelu jedziemy? – zapytał taksówkarz, zerkając na moje odbicie w lusterku.

– Do Marriottu na Pennsylvania Avenue Northwest – odpowiedziałam.

To jeden z lepszych hoteli w mieście. Przecież nie miałam zamiaru spać w jakimś podrzędnym hotelu, skoro ojciec wygnał mnie z domu. No dobra, może przesadzałam z tym wygnaniem, ale nie mogłam tam zostać. Po drodze udało mi się zabukować pokój na jedną noc. Co prawda nie był to apartament, bo w okresie świątecznym hotele przeżywały oblężenie, ale dla mnie w zupełności wystarczył.

Zameldowałam się, zamówiłam śniadanie i poszłam pod prysznic. Mój pokój znajdował się na jednym z wyższych pięter, więc widok był ładny. Odziana w szlafrok przysiadłam na leżance pod oknem i czułam, że emocje nieco opadają.

– To tylko kolejna kłótnia z ojcem, Eden – powiedziałam, wpatrując się w swoje odbicie w szybie. Znowu zaczęłam wmawiać sobie, że to nic takiego. Za każdym razem tłumaczyłam go przed sobą, a wtedy zawsze przypominało mi się, gdy uderzył mnie po raz pierwszy. I nienawidziłam go w takich chwilach coraz bardziej.



Nie mogłam zasnąć. Telefon wibrował co chwilę, odbierając życzenia od moich znajomych, którzy i tak mieli mnie gdzieś. Wysyłali je automatycznie do wszystkich z Facebooka. Wstałam, napiłam się wody i wróciłam do łóżka. To nie pomogło.

– Ja pierdolę – przeklęłam i pomyślałam, że zejdę do hotelowej restauracji wypić drinka. Miałam nadzieję, że to pozwoli mi zasnąć.

Ubrałam się w dres i zjechałam na dół. Cały hotel był świątecznie udekorowany, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Podeszłam do baru, zamówiłam wódkę z tonikiem i obserwowałam, jak obok w prywatnej sali jakaś rodzina świętowała Wigilię. I tak cholernie im tego zazdrościłam. Na szczęście nie byłam jedyną samotną osobą w hotelu. Kilka miejsc dalej, również przy barze, siedział facet, a dalej kobieta. Szybko opróżniłam swoją szklankę i zerknęłam na zegarek. Była już prawie północ i stwierdziłam, że czas wracać do pokoju, bo z samego rana miałam lot do NY. Ruszyłam więc do wyjścia z restauracji, ale w progu wpadłam na jakiegoś mężczyznę. Był mocno pijany, ale zachował równowagę i nas nie przewrócił. Chwycił się ramy i zerknął na mnie.

– Co się tak na mnie gapisz, laleczko? – burknął, a gdy chciałam go ominąć, zagrodził mi drogę. Podniosłam głowę, posyłając mu wkurzone spojrzenie. Facet był elegancko ubrany, ale pod tym drogim garniturkiem krył się prawdziwy burak.

– Przepraszam, ale chcę przejść – odpowiedziałam, starając się zachować spokój.

– A może pójdziesz ze mną do pokoju? Mam apartament z jacuzzi na najwyższym piętrze – zaproponował i od razu chwycił mnie za rękę. Wtedy nie wytrzymałam i chciałam ją wyrwać z jego uścisku, ale mi nie pozwolił.

– Zostaw mnie, palancie! – krzyknęłam, by ktoś mnie usłyszał, ale jak na złość nikogo nie było w zasięgu mojego wzroku.

– Nie udawaj takiej niedostępnej. Ile chcesz? No, ile?! – wybełkotał, cały czas trzymając moją rękę, a drugą dłonią wyjął z kieszeni spodni zmięty plik banknotów. – Obciągniesz mi za pięć stów? – dodał bezczelnie.

Nie byłam pewna, czy powinnam się roześmiać, czy przestraszyć. Facet był żałosny i gdyby nie to, że przewyższał mnie o głowę, to już bym mu przywaliła.

– Chyba cię pogrzało, koleś. Nie jestem dziwką, którą można sobie wynająć! – Szarpnęłam się, ale on ciągle mnie trzymał. Zabolało, gdy wzmocnił uścisk, a sekundę później to on szarpnął mną. I już wiedziałam, że to był koniec żartów. Pisnęłam z bólu, ale i ze strachu. Bałam się, że coś mi zrobi.

– Wiesz, kim ja jestem?! – odpowiedział wściekły i zamachnął się na mnie, a całe moje ciało ogarnął paraliż.

Brzydziłam się przemocą. Stałam jak wryta i już niemalże czułam ten cios, który chciał mi zadać, ale nagle między nami wyrosła jakaś postać. To trwało dosłownie ułamki sekund. Mój wybawca odepchnął tego skurwiela, powalając go na podłogę jednym prawym sierpowym. Spojrzał na mnie, jakby upewniał się, że nic mi nie jest, i zamarł, ja także, bo to był… Logan „Dante” Johnson.

– Co ty tu…? – zapytał mnie, oglądając się na ochroniarza, który właśnie do nas dobiegł.

– Najmocniej państwa przepraszam. Senator Stanley za dużo wypił i… – zaczął się tłumaczyć ochroniarz.

Najwidoczniej to nie był pierwszy raz, gdy pan senator odwalał taki numer. Następnie pomógł mu wstać z podłogi. Ten coś jeszcze bełkotał, ocierał twarz z krwi i odgrażał się prezydentem, ale Logan nic sobie z tego nie robił. Znowu na mnie spojrzał, a w jego oczach dostrzegłam łagodność.

– Nic ci nie jest? – zapytał, widząc, że nadal byłam w lekkim szoku. Cała się trzęsłam.

– Nie, chyba nic… – wydusiłam z siebie, pocierając nerwowo ramiona.

– Chodź, odprowadzę cię do twojego pokoju – zaproponował.

Pokiwałam jedynie lekko głową, a on jak dżentelmen uprzejmie podał mi ramię. I choć nigdy nie wierzyłam w przeznaczenie, to coś podpowiadało mi, że to spotkanie nie było tylko zwykłym zbiegiem okoliczności.



Logan odprowadził mnie pod same drzwi. Stanęliśmy naprzeciwko siebie, a nasze spojrzenia się spotkały.

– Wtedy to tak dziwnie wyszło. – Logan odezwał się pierwszy, nerwowo drapiąc się za uchem. To było naprawdę urocze.

– Tak, trochę dziwnie i niezręcznie. Nie wiedziałam, że masz narzeczoną – skłamałam. – Następnego dnia okazało się, że mam romans ze sławnym bokserem. To było coś! – dodałam, by rozładować atmosferę.

– Naprawdę nie miałaś pojęcia, kim jestem? – zapytał, a ja znowu skłamałam.

– A skąd miałam wiedzieć? Nie interesuję się boksem, więc nie byłam świadoma, że spotkałam taką gwiazdę.

Nie wiem, po co brnęłam w to wszystko. Przecież mogłam mu powiedzieć prawdę. Wydaje mi się, że bałam się odtrącenia. Że gdy powiem, że jestem córką Davida McGregora, to Logan z miejsca mnie znienawidzi. I choć tak naprawdę nie powinno mnie to obchodzić, bo był dla mnie kimś zupełnie obcym, to nie chciałam, by oceniał mnie po tym, kto mnie wychował. Fascynował mnie, a ja już nie próbowałam się nawet oszukiwać, że boks dla mnie nie istniał. Logan był najlepszym z najlepszych. Pretendentem do tytułu. Dzieckiem szczęścia. Chłopcem zabójcą. Był wychowankiem mojego ojca.

– Gwiazdę? – Logan się zaśmiał. – Nie przesadzałbym, ale z ciebie byłaby niezła ring girl, masz charakterek – dodał, a mnie nagle olśniło.

Mogłam milczeć, tłamsić w sobie te emocje albo… Zrobić ojcu na złość. Dowalić mu po całości. Doskonale wiedziałam, jak to zrobić. On nauczył mnie manipulacji, wymuszania czegoś złymi metodami. Gdy byłam mała i czegoś chciałam, wymuszałam wszystko płaczem albo uciekałam z domu. On wtedy miękł, martwił się, szukał mnie, a gdy wracałam, obiecywał, że da mi wszystko, co tylko zechcę. Tak mnie wychował. I mimo że byłam już dorosłą dziewczyną, to nadal stosowałam te metody, by stawiać na swoim. Nie byłam z tego dumna, ale taki wzór zachowań powielałam od zawsze i nie potrafiłam się tego oduczyć. Ojciec chciał dla mnie dobrej przyszłości, ale jego wybuchy niszczyły nas oboje. Marzył, bym skończyła studia i nie miała nic wspólnego z boksem. I właśnie w ten czuły punkt postanowiłam uderzyć. Doskonale pamiętałam, jak wkurzyły go moje zdjęcia z Loganem. Oczywiście nie miałam szans, by zostać bokserem, ale… RING GIRL. Dziewczyny owiane dziwną sławą pustych, łatwych panienek. Mogłam przełamać ten stereotyp, a jednocześnie wkurzyć ojca. Ten przypadkowy pomysł, który podsunął mi Logan, wydał mi się doskonałym elementem mojej zemsty na ojcu. On nienawidził Logana – z wzajemnością. Oczyma wyobraźni widziałam, jak ojciec wpada w białą gorączkę, widząc mnie paradującą w skąpym stroju z tabliczką z numerem rundy podczas gali bokserskiej. Może wtedy dotarłoby do niego to i owo.

– A jak zostać taką ring girl? – zapytałam.

Nie miałam aż takich znajomości. Znaczy… Miałam, ale nie chciałam powoływać się na ojca, bo zaraz dowiedziałby się o tym, co planowałam. Logan posłał mi wesołe spojrzenie i odpowiedział:

– Federacja najczęściej zleca oprawę konkretnym firmom, które współpracują z modelkami z tej branży, ale mogę zasugerować, że na moje walki chcę właśnie ciebie. Jesteś modelką, prawda?

– Nie, ale chętnie zostanę twoją ring girl. – Uśmiechnęłam się do niego.

Logan był jak zakazany owoc. Nie powinnam wdawać się z nim w jakąkolwiek relację, ale to było silniejsze ode mnie. Moja złość na ojca przysłaniała mi wszystko, a byłam pewna, że w ten sposób dam mu największą nauczkę. Nie wiedziałam jednak, jakie to będzie miało skutki dla mojego serca.