Na szczycie. Właściwy rytmTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– No chodź! – Pomogłem jej zejść z motocykla i odebrałem od niej kask.

– Plaża jest dwadzieścia minut drogi od mojego mieszkania… pieszo – rzuciła uszczypliwie, a ja odwzajemniłem jej wredny uśmiech i pociągnąłem za sobą w stronę schodów. Szkoda, że było już po zachodzie, ale miało to swój klimat.

Zeszliśmy trochę niżej, a Rebeka nagle zatrzymała się w pół kroku.

– No chodź. – Pociągnąłem ją lekko za sobą.

– Sed, ty chyba nie mówisz poważnie… – Patrzyła na mnie z przerażeniem. Cholera, no! Ona głupia nie jest. Na pewno już się domyśliła, o co mi chodziło. Błagam, Rebeko, tylko mi teraz nie uciekaj!

– Jeszcze nic nie powiedziałem, chodź. – Uśmiechnąłem się, udając, że się nie denerwuję.

– Wiem, co to jest – Nadal stała i ani drgnęła. Mills, kurwa, znowu spierdoliłeś!

– To znaczy?

– Kupiłeś ten dom, żeby mnie przy sobie zatrzymać? Tak jak to robiłeś z Karą? – odpowiedziała, a ja zrobiłem wielkie oczy. Boże! Kto jej takich głupot naopowiadał?!

– Kupiłem ten dom dla ciebie… dla nas – powiedziałem zażenowany. Jak mogła pomyśleć, że chcę ją przekupić? Że traktowałem ją jak Karę?! Ona nie była taka… Boże, ona nie jest taka jak Kara i nigdy, przenigdy bym nie zachowywał się wobec niej tak jak w stosunku do Kary.

– Ale ja nie potrzebuję twoich domów, samochodów, pieniędzy. Potrzebuję ciebie i tego, byś był ze mną szczery…

– Jestem szczery. Przyjechaliśmy tutaj, żeby o wszystkim spokojnie porozmawiać w naszym nowym domu. – Mój ton był wręcz błagalny. Nie chciałem jej urazić. Kurwa!

– Nie chcę domu, Sed, chcę ciebie.

– To wchodzi w cały pakiet. – Uśmiechnąłem się. Powiedziała to. Chciała mnie! Boże, kamień spadł mi z serca.

– Przecież masz już dom w L.A.

– Jessica w nim zamieszka, chcę mieć ją na oku. – Taa… Moja szalona siostra. Nie miałem pojęcia, co jeszcze może jej przyjść do głowy… I ten ich niby-związek z Walterem. Co to, kurwa, miało być? Szlag mnie trafiał na myśl, że ona, że oni…

– I postanowiłeś kupić drugi specjalnie dla mnie? – Chyba nie dowierzała w to wszystko. Nieba bym jej uchylił, więc co to był jakiś durny dom?

– Tak. Domyślam się, że nie pojedziesz z nami w trasę. To pewnie nawet nie byłoby wskazane po twoim wypadku, a tu będziesz miała ciszę, spokój – przytoczyłem racjonalne argumenty. No fakt… może czasami byłem impulsywny w podejmowaniu decyzji, ale robiłem to dla niej. Tylko i wyłącznie dla niej… No, może też dla swojego spokojnego sumienia.

– Mam tu mieszkać, gdy będziesz w trasie? Sama? – Jej oczy zrobiły się jeszcze większe z przerażenia.

– Nie, Jenna i Julia też tutaj będą. Będziecie tu bezpieczne. – Bezpieczeństwo! To chyba najważniejsze słowo, które kołatało mi się w głowie, gdy myślę o Rebece.

– Jenna nie jedzie z wami w trasę? – zapytała zaskoczona.

– Nie. Nie może – odpowiedziałem i mimowolnie się uśmiechnąłem. No, Clark się postarał… nie ma to tamto.

– Jak to: nie może? Zrezygnowaliście z niej? Nie będzie tancerki?

– Będzie. Zatrudniłem nową dziewczynę.

– No ale dlaczego Jenna nie może jechać z wami?

– Bo jest w ciąży. – Mina Rebeki w tym momencie była bezcenna.

– W ciąży? Z kim? Z Clarkiem?

– Tak, z Clarkiem. Dowiedziała się zaraz po tym, jak się obudziłaś – odpowiedziałem cicho. Obudziła się, a to był najlepszy dzień mojego życia – gdy moja słodka Rebeka wróciła do nas – a z drugiej strony początek kolejnego dramatu. Tak bardzo chciałem, by sobie przypomniała, co się działo. Tyle by to ułatwiło i wiele wyjaśniło, ale najważniejsze było, że się obudziła.

– O rany…

– Clark bardzo się ucieszył, ale powiedział, że nie ma mowy, by tańczyła dalej. Więc stwierdziłem, że to będzie dobre rozwiązanie.

– Ty stwierdziłeś, nawet nie pytając mnie o zdanie…

– Przecież sama chciałaś tutaj wrócić, więc chyba zamieszkanie w tym domu to nic złego? – Zmarszczyłem brwi. Boże, nie sprzeciwiaj mi się teraz. Ja to robię dla ciebie, dla twojego dobra, do cholery. Jak ona mnie chwilami wkurwiała!

– No tak, chciałam wrócić i sama sobie to jakoś poukładać… – upierała się dalej.

– Ja chcę tylko pomóc. Nie będę się narzucał, jeśli nie chcesz, rozumiem. – Opanowałem się i odwróciłem, by zejść niżej. Nie mogłem jej naciskać, ale tak trudno było mi się powstrzymać, by czasami na nią nie huknąć i przemówić do rozumu.

– Nie, Sed! Poczekaj! – Podbiegła do mnie i zatrzymała, chwytając za ramię.

Uśmiechnąłem się sekundę przed tym, zanim na nią spojrzałem.

– Nie chcę cię zmuszać. Mówiłaś przed wypadkiem, że chciałaś iść na studia: wrócić tutaj i studiować psychologię. Chciałem ci to ułatwić – powiedziałem spokojnie. Chciałem, by spełniała swoje marzenia, by była szczęśliwa. Tylko na tym mi zależało.

– Tak mówiłam? – zapytała, a ja stwierdziłem, że teraz albo nigdy. Powiem jej o wszystkim. O tym, jak było.

– Tak. Po tym, jak zachowałem się jak ostatni dupek i nie chciałaś mnie znać, bo wkurzyłem się na fakt, że jesteś w ciąży. – Rebeka posmutniała po tych słowach, ale ja mówiłem dalej: – Tak, byłaś w ciąży, a ja zrobiłem najgorsze, co mogłem. Oskarżyłem cię o to, że to nie moje dziecko. Pokłóciliśmy się i przez to spadłaś ze schodów, połamałaś się… Poroniłaś. Wiedziałem, że będzie trudno, ale postanowiłem wywieźć cię do Aspen, żebyś tam doszła do siebie. Przy okazji miałem nadzieję, że uda mi się to wszystko jakoś wyjaśnić i się pogodzimy. Niestety, nie miałem szans – wydusiłem z siebie jednym tchem.

– Dlaczego nie mogłeś mi tego powiedzieć od razu? – Reb usiadła na schodku i pokazała, bym usiadł obok niej. Jej spokojny ton i mnie uspokajał.

– Bo się bałem, że mnie znowu znienawidzisz. Wiem, jak się zachowałem, to wszystko moja wina i nigdy sobie tego nie wybaczę. Gdybyś nie spadła ze schodów, nie pojechalibyśmy do Aspen, nie byłoby tej całej strzelaniny i porwania. – Wielka gula stanęła mi w gardle. To było takie cholernie trudne.

– Nie mogłeś wiedzieć, co on planuje. – Złapała mnie pocieszająco za dłoń. Och, moja mała dziewczynka.

– Mogłem czy nie mogłem, to nie ma znaczenia. Fakt jest taki, że przed porwaniem nasze stosunki nie były najlepsze. Nie chciałaś mnie znać, nie chciałaś być ze mną… Nie mam prawa cię prosić o wybaczenie, bo nie pamiętasz, jak było. Jedyne, co mogę zrobić, to paść przed tobą na kolana i błagać, byś dała mi drugą szansę…

Tak więc zrobiłem. Złapałem ją za obie dłonie i uklęknąłem.

– Sed, ja…

– Błagam cię, Rebeko, nie skreślaj mnie. Udowodnię ci, udowodnię, jak bardzo cię kocham. Zrekompensuję ci to wszystko, wszystko, co nawyrabiałem, tylko proszę, daj mi szansę… – W moich oczach stanęły łzy. Boże, ja tak bardzo ją kochałem. Wiedziałem, że jeśli mnie odtrąci, to nie będę mógł normalnie żyć.

– Przecież cię nie skreśliłam – powiedziała cichutko. Jej oddech był przyśpieszony, tak samo jak mój.

– Wyjechałaś, byłaś wściekła i masz rację. Powinienem ci powiedzieć od razu, ale się bałem – dodałem. Przed tą dziewczyną nawet nie wstydziłem się pokazywać uczuć. Mogłem płakać, śmiać się i drżeć w jej ramionach. Chciałem z nią spędzić resztę życia i jeśli tylko mi na to pozwoli, to chciałem sprawić, by tak właśnie było.

– Wyjechałam, bo faktycznie byłam wściekła, wściekła, że nie mówisz mi prawdy. Większość z tych rzeczy, o których mi mówicie, jest dla mnie szokiem, ale wolę znać prawdę, nawet najgorszą prawdę, by móc zadecydować, co mam zrobić…

– Skoro już wiesz te najistotniejsze rzeczy, to mogę liczyć, że mnie nie znienawidziłaś? – zapytałem z nadzieją.

– Chciałabym jeszcze o coś zapytać. – Patrzyłem na nią niepewnie. Mogła pytać… o wszystko, co chciała..

– Słucham.

– Co łączyło mnie i Ericka? Oprócz seksu.

Wiedziałem. Wiedziałem, że dokładnie o to chodzi.

Westchnąłem głośno i odpowiedziałem:

– Erick zakochał się w tobie, ty w nim także. Wszyscy troje zdecydowaliśmy się na ten związek, ale ani ja, ani Erick nie pomyśleliśmy o tym, jaki to może mieć skutek dla ciebie. Nie trwało to długo, a po tym, co się wydarzyło, Erick postanowił się wycofać.

– Kochałam go?

– Tak mówiłaś, choć to pewnie było zauroczenie. Erick był przy tobie, gdy ja uciekałem jak tchórz, kiedy opowiadałaś o swoim dzieciństwie, był i wspierał cię. Zbliżyliście się do siebie, a ja wiedziałem, że on cię nie skrzywdzi. To był błąd z mojej strony, że w ogóle do tego doprowadziłem. Do tego trójkąta miłosnego, do tego, że pieprzyłaś się z Simonem. Wiedziałem, że jest ci z tym źle, że tego nie rozumiesz i że robisz to tylko dla mnie…

– Ty to lubisz? – przerwała mi nagle.

– Co?

– No, jak ktoś inny pieprzy…

– Tak. Nie. – Patrzyłem na nią zażenowany. Kurwa, to było takie trudne i skomplikowane. – Wiem, że to nie dla ciebie. Nie będę tego nigdy więcej kontynuował, Rebeko.

– Zrezygnujesz ot tak z tego, czego pragniesz i co cię podnieca? – zapytała i słodko się zarumieniła. Taka rozmowa to dla niej też nowość po tym wszystkim.

– Ty mnie podniecasz i ciebie pragnę – powiedziałem szczerze. Nikogo nigdy wcześniej tak nie pragnąłem, żadna kobieta nie działała na mnie tak jak ona.

– I jesteś w stanie zrezygnować z tych wszystkich trójkątów?

– Nie muszę z niczego rezygnować. Już dawno postanowiłem, że nigdy więcej to nie nastąpi. Gdy leżałaś w śpiączce i nie wiedziałem, czy w ogóle się obudzisz… – kontynuowałem.

– Erick bardzo cierpi. Wiesz o tym, prawda?

– Wiem, wiem, że mu trudno, ale sam podjął taką decyzję. Rozmawiałem z nim i obaj doszliśmy do wniosku, że to ze mną powinnaś być. – Kurwa, no nie brzmiało to najlepiej. My postanowiliśmy za nią… Skrzywiłem się.

– A jeśli ja wolę być z Erickiem, a nie z tobą? – odpowiedziała wkurzona, a mnie oblały zimne poty. Wybrała jego? Dlaczego?

– Wtedy podkulę ogon i dam ci spokój – odpowiedziałem. To chyba najlepsze, co mogłem zrobić w takiej sytuacji. Nie chciałem jej zmuszać, nie mogłem uszczęśliwić jej na siłę. Mój świat stanął w miejscu na te kilka sekund, bo byłem przekonany, że to koniec.

 

– Ciebie kocham – wtrąciła szeptem, gdy ja mówiłem dalej.

– I zrozumiem, jeśli… Co? – Dopiero dotarły do mnie jej słowa. Spojrzałem na nią oniemiały.

– Ciebie kocham, Sedricku, i z tobą chcę być – powtórzyła i uśmiechnęła się tak cudownie. Boże, dzięki Ci!

– I nie chcesz Ericka? – zapytałem dla pewności.

– Nie zaprzeczę, że coś jest między nami, ale on chce być z Jess – odpowiedziała podstępem. Czułem, że ich temat też zostanie dziś poruszony. Wciągnąłem głęboko powietrze.

– Wiem o tym.

– Kochali się w Sylwestra. – Rebeka zamknęła oczy, jakby spodziewała się, że wybuchnę. Musiałem jej jednak pokazać, że potrafię się opanować. Musiała mi znowu zaufać.

– Wiem o tym – powiedziałem spokojnie.

– Wiesz? – Reb była ewidentnie zaskoczona.

– Oczywiście, że wiem. Jess niczego nie potrafi ukryć. Ona pewnie myśli, że ja nie wiem, że ma kolczyk w sutku i tatuaż na pośladku. – Moja ukochana uśmiechnęła się szeroko. Jak mogłem być tak głupi i to wszystko zepsuć? Kurwa!

– Nie uważasz, że jest dziewicą?

– Żartujesz sobie? Ona miała piętnaście lat, kiedy ją zbałamucił ten durny kapitan ich szkolnej drużyny koszykówki!

Wybuchła śmiechem, a moje serce nie posiadało się z radości.

– To dlaczego, skoro wiesz o tym wszystkim, teraz nagle masz coś przeciwko temu, by była z twoim najlepszym kumplem?

– Bo to Erick… – Argument z dupy. Ona tego nie zrozumie.

– Sam mówiłeś, że by mnie nie skrzywdził… Jess też nie skrzywdzi.

– Ciekawe, jak on by się czuł, gdybym pieprzył się z Sandrą! – oburzyłem się. No kurwa! Ona nic nie rozumiała. Nie miała młodszej siostry, którą pieprzy jej najlepszy kumpel.

– Sandrę pieprzy Nicki – dodała, nadal śmiejąc się w głos.

– O mój Boże! – Złapałem się za głowę. Będzie z tego niezłe gówno. Wiedziałem to!

– No co?

– Co za, kurwa, patologia! – Jej śmiech był zaraźliwy.

– Jaka patologia? Przecież nie jesteście ze sobą spokrewnieni. Nicki pieprzy siostrę Ericka, Erick pieprzy się z Jess, Jenna pieprzy się z Clarkiem, Simon z Treyem…

– A ty? – Spojrzałem na nią jednoznacznie.

– Ja się z nikim nie pieprzę – odpowiedziała cichutko. Znowu ją onieśmieliłem. W sumie to dobrze. Uwielbiałem ją zdobywać, a dziś musiało mi się udać. Musiało!

– Chciałbym, żebyś pieprzyła się ze mną. – Położyłem śmiało dłoń na jej kolanie.

– Sed, ja chyba nie jestem gotowa… – zakwiliła cicho i zsunęła moją rękę. Okej! Uzbrój się w cierpliwość, Mills. Jeśli znowu to spierdolisz, to… – próbowałem się opanować.

– Nie będę naciskał – odpowiedziałem wyrozumiale. Byłem, kurwa, bardzo wyrozumiały. W chuj wyrozumiały! Najbardziej wyrozumiały, jak tylko, kurwa, mogłem.

– Nie chcę, żebyś się na mnie gniewał. – Usłyszałem poczucie winy w jej głosie. Och nie!

– Nie gniewam się, maleńka, nie przywiozłem cię tutaj po to – skłamałem. Oj, no takie małe kłamstwo. Przecież nie mogłem jej tu wywalić prawdy, bo znowu by uciekła. Wyjaśniliśmy sobie, co trzeba, to teraz idealnie byłoby przypieczętować ten cudowny moment, ale cóż… Musiałem poczekać… Jeszcze… Znowu!

– Naprawdę?

– Naprawdę. Domyślałem, domyślam się, że nie jesteś gotowa i masz wątpliwości. – „A ja nie wiem, jak cię do siebie przekonać” – dodałem w myślach.

– Boję się… – wyszeptała bardzo cicho, a do oczu napłynęły jej łzy. Boże! Nienawidziłem, gdy ona płakała. Tu nie było czego się bać.

– Wiem. – Objąłem ją i przyciągnąłem do siebie. – Wiem, skarbie, i nie zmuszaj się do niczego. Poczekam tyle, ile będzie trzeba – uspokoiłem ją. Poczekam, ile trzeba. Poczekam…

– A jeśli ten strach nigdy nie minie? – zapytała smutno.

– Już raz mi się udało go przezwyciężyć, myślę, że i teraz dam radę. – Uśmiechnąłem się pocieszająco. Było mi tak źle, gdy Reb się smuciła. Ona powinna wyłącznie się śmiać… No, na przemian z wykrzykiwaniem mojego imienia podczas orgazmu.

– I tak będziesz czekał? Nie wiadomo ile?

– Dla ciebie wszystko. – Chwyciłem delikatnie jej twarz i nachyliłem się, by ją pocałować. Ledwie musnąłem swoimi wargami jej wargi, a atmosfera między nami od razu uległa zmianie.

– Kocham cię. – Spojrzała na mnie i odwzajemniła pocałunek.

Jednym ruchem przesadziłem ją na swoje biodra i objąłem, napawając się tą bliskością. Tak bardzo mi jej brakowało. Jej delikatnego, gładkiego ciała, namiętnych ust, tego ciepła…

– Chcesz zobaczyć dom? – zapytałem, przerywając pocałunek. Nie mogłem jej poganiać, nie chciałem, by się wystraszyła i spłoszyła.

– Nie. Wolę się całować. – Uśmiechnęła się nieśmiało.

– Ja też, ale jak tak siedzisz i się ocierasz, to trudno mi się pohamować… – powiedziałem szczerze, czując ucisk w spodniach. No kurwa, nie potrafiłem nad tym zapanować.

– Przepraszam – pisnęła i od razu wstała z moich kolan. Zaśmiałem się, widząc jej zażenowanie. Była wtedy taka słodka.

– Chodźmy. – Chwyciłem ją za dłoń i pociągnąłem w stronę domu. – Możemy tu dziś spać, jeśli chcesz – powiedziałem spokojnie, gdy wchodziliśmy na podest domu. Po minie widziałem, że chyba jej się podoba. To dom w stylu śródziemnomorskim. – Nie jest może tak duży jak ten drugi, ale myślę, że się pomieścicie z Jenną i Julią – dodałem.

– Ona już się zgodziła?

– Tak, Clark już z nią rozmawiał. Uznała, że to dobre rozwiązanie.

– Kiedy ona rodzi? – zapytała, rozglądając się z zachwytem, a mnie znowu spadł kamień z serca. Podobało się jej!

– Jest jakoś w szóstym tygodniu czy coś.

– Więc w lipcu? – Nie wiedziałem, czy to stwierdzenie, czy pytanie.

– Chyba tak, nie znam się na tym za bardzo. – Wzruszyłem ramionami.

– I wy będziecie wtedy jeszcze w trasie?

– Tak, trasa miała się skończyć w czerwcu, ale przez tę przerwę musieliśmy ją przesunąć.

– A jak zacznie rodzić, a wy będziecie gdzieś na drugim końcu kraju?! – pisnęła słodko.

– To wezwiesz pogotowie, a Clark przyleci najszybciej, jak będzie mógł – odpowiedziałem spokojnie, a Rebeka wbiła we mnie spojrzenie. Roześmiałem się, bo to chyba naprawdę ją przerażało.

Weszliśmy do środka domu, a cały parter się rozświetlił.

– Mój Boże! – Aż rozdziawiła usta z zachwytu.

– Podoba ci się? – Chwyciłem ją za dłoń. Była taka ciepła i miękka.

– Ja… nie wiem, co powiedzieć…

– Chodź, zobaczysz najlepsze. – Pociągnąłem ją w stronę tarasu, by pokazać widok. Był naprawdę spektakularny i piękny. Nawet na mnie robił ogromne wrażenie.

– Dziękuję ci, Sedricku. – Podeszła do balustrady oddzielającej taras od oceanu i spojrzała na księżyc. Patrzyłem chwilę na jej cudowny profil w tym świetle. Była taka piękna.

– Nie masz za co dziękować, skarbie. – Stanąłem za nią i położyłem dłonie na barierce obok jej dłoni.

– Ale nie chcę, byś myślał, że kupując domy, samochody i te wszystkie rzeczy… że tylko dlatego z tobą jestem.

– Nie myślę tak. Nie jesteś taka – odpowiedziałem pewnie. Ona była zupełnie inna. Wyjątkowa i niezwykła. Jak można nie kochać takiej kobiety?

– Taka jak Kara? – Zadarła głowę, by na mnie spojrzeć.

– Ona nawet nie dorasta ci do pięt. Głupi byłem, będąc z nią tyle czasu, ale teraz mam ciebie i wiem, co to szczęście, mimo tych wszystkich dramatów. – Kara! Jej imię wywoływało u mnie mdłości. Nie miałem jej za złe tego, co robiła, ale to nie jest kobieta dla mnie. Rebeka była dla mnie, była moja. Moja!

– Jesteś szczęśliwy? – zapytała niepewnie.

– A ty?

– Gdy trzymasz mnie w ramionach, to tak. – Odwróciła się przodem i objęła mnie za szyję. Jej cudowne, błękitne oczy zabłyszczały w świetle księżyca.

– Jeśli ty jesteś szczęśliwa, to ja też. – Chwyciłem ją śmiało za pośladki i podsadziłem na siebie. Nie mogłem się oprzeć, więc moje usta opadły na jej i pocałowały delikatnie. Kurwa, jak ja pragnąłem tej kobiety. Stwardniałem i mimo buzującego we mnie pożądania całowałem ją dalej. Mój język nadal delikatnie penetrował jej usta, a ona to odwzajemniała. Ocierała się swoją słodką pupą o mojego twardego kutasa i gdy nagle powiedziała:

– Sed, chcę się kochać. Teraz – nie czekałem długo. Delikatny pocałunek zamienił się w namiętny, zachęcający dowód na to, że ona naprawdę tego chciała. Jej wzajemność i śmiałość dodały mi animuszu.

Ruszyłem z nią na biodrach do domu, a potem od razu na schody. Przygotowałem sypialnię na zaistniałą ewentualność. Porozkładałem świece i stworzyłem cały ten romantyczny nastrój. Miałem nadzieję, że to spełni jej oczekiwania.

– Och, Sed… – jęknęła przeciągle na widok sypialni.

– Nasz pierwszy raz nie był zbytnio udany, zważając na to, że bardzo cię bolało, a w dodatku uciekłaś mi z wanny po kłótni… więc pomyślałem, że się zrekompensuję. Nie każdy dostaje drugą szansę, by przeżyć ponownie swój pierwszy raz. Doceń to, Reb – powiedziałem rozbawiony.

– Doceniam. Doceniam. – Chyba próbowała się nie roześmiać. Dobrze, że miała do tego taki luźny stosunek. Nie musiała o nic się martwić. Ja chciałem zaopiekować się nią najlepiej, jak potrafiłem. – I niby tego nie planowałeś? – Spojrzała podejrzliwie.

– No wiesz… Miałem taką malutką nadzieję, że może uda mi się dziś cię przelecieć. – Uśmiechnąłem się zadziornie, a ona się roześmiała.

– No to na co czekasz? – Pocałowała mnie i przygryzła moją wargę. Kurwa! Rzuciłem nas na łóżko, tak że opadłem na nią kompletnie napalony. – Lustro? – zapytała, patrząc na swoje odbicie w lustrze na suficie. Ot, takie moje małe zboczenie. Nie pierwsze zresztą… i nie ostatnie.

– Lubię wszystko widzieć – odpowiedziałem i chwyciłem ją gwałtownie pod kolanem, by ułożyć się między jej udami.

Rebeka zamarła nagle, a ja w pierwszym momencie nie wiedziałem, co się dzieje.

– Mam okres! – Aż pisnęła. Okres? Kurwa! Myślałem, że znowu się rozmyśliła.

– I co w związku z tym? – zapytałem spokojnie. Okres to nie był problem… W tym momencie nawet trzęsienie ziemi nie zatrzymałoby mnie przed tym, by w końcu ją przelecieć.

– No… – Zrobiła się cała czerwona na twarzy.

– Boli cię brzuch? – zapytałem.

– Nie.

– Masz skurcze? – Uniosłem brew. Boże, Reb, nie wymyślaj!

– Teraz nie.

– Więc w czym problem?

– Mam tampon – odpowiedziała, a ja się roześmiałem. Tampon? Kurwa!

– To go wyjmę – powiedziałem, a ona zamknęła oczy. Była naprawdę zażenowana. Jezu, Reb, to tylko okres.

– Okej – pisnęła cichutko, bijąc się z myślami.

– Ale w takim razie chodź najpierw do łazienki. – Pociągnąłem ją za sobą.

– Kąpałam się przed wyjściem. – Znowu się roześmiałem. Och, Reb… moja mała Reb. – Nie chcę się kąpać, chcę go wyjąć, żeby móc się kochać.

Spojrzałem spragniony między jej uda. Byłem na granicy! Zaprowadziłem ją szybko do łazienki i o nic nie pytając, zsunąłem jej legginsy, pogładziłem ten cudowny tyłeczek, odsunąłem śliczne majteczki na bok i wyciągnąłem tampon, po czym wyrzuciłem go do kosza. Reb skrzywiła się lekko.

– W porządku? – zapytałem dla pewności.

– Tak, tampony to chyba jednak nie dla mnie.

– Chodź, wsadzę ci coś lepszego niż tampon – powiedziałem i uśmiechnąłem się bezczelnie na widok jej zaszokowanej miny.

Ruszyła w stronę sypialni. Zdjąłem jej przez głowę bluzę i podkoszulek, po czym popchnąłem ją lekko tak, że upadła na łóżko na plecy. Ten widok sprawił, że nie mogłem czekać ani sekundy dłużej. Rozebrałem się błyskawicznie do bokserek i nadal na nią patrzyłem. Boże, była taka piękna w tej czarnej bieliźnie i na tym wielkim łóżku. Naszym łóżku.

– Nie biorę żadnych tabletek – odezwała się nagle.

– Wiem, skarbie. Mam gumki. – Pokazałem na szafkę nocną, w której miałem ogromny zapas. Miałem zamiar nie wypuścić jej z łóżka do rana.

– Może podłóż jakiś ręcznik czy coś. Szkoda tej pięknej pościeli – dodała niepewnie, gładząc satynową, kremową pościel.

– Piękna to jesteś ty… A pościel się wypierze albo wyrzuci.

– Ja nie wiem, co mam robić. – Chyba zaczęła panikować. Oj nie, Rebeko. Teraz mi już nie uciekniesz.

– Spokojnie, skarbie. Ja wszystkim się zajmę.

Wszedłem na łóżko i chwyciłem delikatnie jej stopę, by zacząć ją całować. Reb jęknęła cichutko, a ja nie potrafiłem ukryć zadowolenia. Moje usta sunęły powoli w górę, aż do połowy uda, a ona drżała tylko od tych delikatnych muśnięć. Potem druga noga, a ona cała zapłonęła. Tak! To jest to, mała.

– Och… – Zaczęła niecierpliwie się wiercić, próbując zapanować nad budzącym się w niej pożądaniem. To był taki rozkoszny widok.

– Wyobrażałem sobie ten moment przez ostatnie kilka miesięcy – zamruczałem, po czym delikatnie ugryzłem ją w kostkę, by zaraz znowu zacząć całować jej gładką, idealną skórę.

 

– Och, Sed… – Wygięła plecy w łuk, wbijając palce w pościel.

– Spokojnie. – Uśmiechnąłem się tryumfalnie i pocałowałem ją tuż nad kolanem.

– Proszę… – wyjęczała błagalnie. – Pocałuj mnie…

– Gdzie? – zapytałem zadowolony.

– W usta.

Nachyliłem się i musnąłem delikatnie jej wargi. Rebeka spojrzała wymownie między swoje uda, na moje bokserki.

– Mam je zdjąć? – zapytałem.

– No chyba i tak musisz.

– Obiecujesz, że nie będziesz się śmiać? – Boże! To była największa żenada mojego życia. Zabiję, kurwa, tego Lewina i Waltera za ten pieprzony zakład.

– Śmiać z czego? – spytała zaskoczona.

– Z tego, co zobaczysz.

– Twój penis ma mnie rozśmieszyć? – Skrzywiła się słodko. Słowo „penis” w jej ustach brzmiało tak… niewinnie?

– Nie penis, raczej to. – Ściągnąłem bokserki, a ona popatrzyła oniemiała.

– Chryste, Sed! – pisnęła i przyjrzała się durnemu tatuażowi, który musiałem sobie sprawić. Męski zakład to jednak poważna sprawa, więc musiałem się, kurwa, wywiązać.

– Przegrałem zakład – wytłumaczyłem. Byłem zażenowany do potęgi i wściekły na tych idiotów. Mogli wybrać cokolwiek innego. Mogli, ale to dwa złośliwe sukinsyny.

– Jaki zakład? – zapytała i dalej rżała ze mnie. No dobra, nie dziwiłem się, ale mogła sobie darować… no naprawdę!

– Nieważne, Erick i Simon wybierali wzór.

– Jezu! – Dalej rżała, wręcz tarzała się ze śmiechu po łóżku.

– Cudownie, że tak cię rozbawiłem, ale możesz już przestać się nabijać… – Przysiadłem na piętach. Powinna się tarzać na łóżku pode mną, a nie przez ten durny tatuaż.

– Wybacz, no ale… – Znowu spojrzała i parsknęła śmiechem. No kurwa!

– Rebeko! – warknąłem, ale nic sobie z tego nie zrobiła. W dodatku położyła się na plecach. Gdy jednak zobaczyła swoje odbicie w lustrze, spojrzałem i nie mogłem się opanować. Rzuciłem się na nią. Moje ciało opadło na jej, a ona owinęła nogi wokół moich bioder i przyciągnęła do siebie jeszcze bliżej. O tak! Pocałowałem ją namiętnie, a gdy poczułem przez jej majteczki to cudowne ciepło słodkiej cipki, jęknąłem. Zerwałem z niej stanik i dobrałem się do tych pięknych piersi. Całowałem je, ssałem, lizałem i gryzłem jak opętany. Tylko ona potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu, że nie mogę się pohamować.

– Boże, Sed! – Chwyciła mnie nagle za włosy, jęcząc głośno. Ścisnąłem jej lewą pierś, nie przestając całować prawej, Rebeka szarpnęła się i krzyknęła, dochodząc intensywnie. Wygięła plecy i próbowała zapanować nad drżącym ciałem. Och, kurwa! Będziesz drżała tak do rana, skarbie. Obiecuję ci to!

– O tak! Właśnie tak, maleńka… – wymruczałem zadowolony i ponownie zacząłem ją całować. Widać, że była zaskoczona tym nagłym orgazmem. No cóż… nie pamiętała, co potrafiłem wyprawiać z jej ciałem, ale zaraz miałem jej o wszystkim przypomnieć. Zszedłem niżej, na szyję, i sięgnąłem do szafki nocnej po gumki.

– Mogę? – zapytała, gapiąc się z podziwem na mojego fiuta. Rebeka to jedyna kobieta, przy której podniecałem się aż tak bardzo. Nie oszukujmy się… jestem facetem i mam fioła na punkcie swojego kutasa, ale przy niej… był, kurwa, ogromny!

– Co?

– Założyć ci prezerwatywę – odpowiedziała cicho.

– Chcesz to zrobić? – Uśmiechnąłem się lekko. Och, nadal była taka słodka i niewinna, ale wiedziałem, że zaraz zmieni się w moją boginię seksu.

– Nigdy tego nie robiłam, a nawet jeśli, to nie pamiętam. Najwyższy czas się nauczyć.

– Proszę bardzo. – Wyjąłem jedną z prezerwatyw i podałem jej.

– Zębami? – zapytała.

– Lepiej nie, bo możesz ją uszkodzić. Ja to zrobię, a ty następnym razem. – Wyjąłem folijkę z jej dłoni i spojrzałem łagodnie.

– Okej. – Patrzyła na mnie, gdy naciągałem prezerwatywę na całą długość swojego kutasa.

– Spokojnie, ty też się rozciągniesz i dopasujesz – powiedziałem i pochyliłem się nad nią. Boże! Ledwo mogłem się opanować. Pocałowałem ją żarliwie, by sobie ulżyć, jej zresztą też, bo mimo wątpliwości widziałem, jaka jest rozpalona.

– Sed…

– Nie bój się, skarbie, nie zrobię ci krzywdy. – Chwyciłem jej dłonie i położyłem nad głową na pościeli. Spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach i szarpnęła się dość mocno.

– Sed, nie…

– Spokojnie, maleńka. – Drugą dłonią chwyciłem ją pod kolanem i położyłem się między jej udami. Zacisnęła powieki. Och, skarbie, nie bój się. Pocałowałem ją namiętnie i naparłem biodrami na jej cipkę. Wciągnąłem powietrze przez zęby, by się opanować.

– Zrób to… – wyszeptała niepewnie. Ja jednak byłem pewny, że wszystko będzie dobrze.

– Kocham cię, Rebeko. – Puściłem jej nadgarstki i splotłem nasze dłonie. Pocałowałem czule jej szyję, po czym zacząłem delikatnie, bardzo powoli wchodzić do mojego nieba. To było niebo. Moje niebo.

– Och, Sed… – jęknęła. Poczułem, jak rozluźniła się momentalnie i uświadomiła sobie, że nie będzie bólu. Będzie czysta przyjemność.

– Boże, maleńka! – krzyknąłem głośno, gdy znalazłem się w niej cały. Jej cipka… kurwa, tak ciasna i mokra. Ja pierdolę, ta kobieta rozpierdala mnie na kawałki. Swoim ciałem, osobowością i tym, jak cudownie wyglądała, gdy mój kutas właśnie w nią wszedł. – Wszystko w porządku? – zapytałem czule, choć widziałem, jaka była oszołomiona. W dobrym znaczeniu tego słowa.

– Tak – odpowiedziała, więc wycofałem się powoli i po chwili pchnąłem mocno. O kurwa, tak! Krzyknęła głośno, robiąc przy tym cudowną minę.

– Jeszcze? – zapytałem, nabierając śmiałości i pewności.

– Tak! – wyjęczała i wypchnęła delikatnie biodra.

Włożyłem jej dłoń pod pupę i zacząłem się poruszać. Wie ktoś, jak to jest być w niebie? Pchałem coraz śmielej i mocniej, a jej ciało przyjmowało mnie. Reagowało i drżało na każde otarcie mojego kutasa w jej cipce. Rebeka jęczała głośno i bezwstydnie, doprowadzając mnie na skraj orgazmu bardzo szybko. Musiałem jednak się powstrzymać. Zachęcałem ją, by zachowywała się jeszcze głośniej, bo sam nie miałem zamiaru tego opanować. Jęczałem z rozkoszy, którą dawała mi moja cudowna kobieta. Gdy poczułem, że nadchodzi jej drugi orgazm, przyśpieszyłem, a ona rozpadła się pode mną na milion kawałków. Ścisnęła moją dłoń i zacisnęła powieki, przeżywając intensywnie ten cudowny dowód na to, że nadal działałem na nią tak jak kiedyś. Otworzyła oczy i spojrzała w lustro na nasze odbicie.

– Zaraz dojdę! – zasyczałem przez zęby. Kurwa, nie mogłem tego opanować! Taka przerwa to za dużo. Nie dam rady dłużej.

– O Boże! Ja też! – krzyknęła Rebeka, a mnie hamulce kompletnie puściły. Zacząłem ją pieprzyć szybko i mocno, dochodząc przy kolejnych pchnięciach.

– Kurwa, Reb! – Ścisnąłem jej dłonie niepohamowanie mocno i pchałem dalej, wylewając się w nią intensywnie. Nawet ta pieprzona gumka nie przeszkadzała mi w tym momencie.

Gdy Rebeka doszła po raz kolejny, prawie zemdlałem, czując te intensywne skurcze jej cipki na moim kutasie. Tak mi tego brakowało. Kurwa! Opadłem na nią kompletnie wykończony i tak cholernie szczęśliwy.

***

– Proszę pana. Proszę pana! – Usłyszałem kobiecy głos i poczułem, jak ktoś delikatnie dotyka mojego ramienia. Podniosłem głowę z drewnianego stolika i uświadomiłem sobie, że musiałem zasnąć. – Niedługo zamykamy. Zapłaci pan za swoje zamówienie? – Kelnerka spojrzała na mnie niepewnie. Musiałem wyglądać żałośnie, bo jej mina mówiła wszystko.

– Tak, ile się należy? – zapytałem, wyciągając portfel z kieszeni spodni. Dziewczyna przyniosła rachunek, a ja, nawet nie patrząc, wyjąłem plik banknotów i zostawiłem go na stole. Wstałem, ale w głowie mi się zakręciło. Kurwa! Nie spałem normalnie od kilkunastu dni, a te kilka szklanek whisky wcale mi nie pomogło.

– Dobrze się pan czuje? – zapytała, patrząc chyba lekko przestraszona. Westchnąłem głęboko i usiadłem, bo chyba nie byłem w stanie iść sam.

– Wezwiesz mi taksówkę? – Potrząsnąłem głową, próbując normalnie myśleć. Powinienem być teraz przy Rebece, a nie tutaj. Muszę skończyć z piciem raz na zawsze. To wcale mi nie pomaga i nie ułatwia, a gdyby Rebeka zobaczyła mnie w takim stanie, to pewnie zupełnie byłbym u niej stracony. O ile już nie jestem. Ta myśl mnie dobiła. Spojrzałem na kelnerkę i dodałem: – Płacą ci za nadgodziny?

– Tak, a dlaczego pan pyta? – Skrzywiła się lekko i nerwowo poprawiła swój długi blond kucyk.

– To przynieś mi jeszcze jedną szklankę whisky z lodem. – Wyjąłem kolejne sto dolarów z portfela i dodałem: – Reszta dla ciebie…

Dziewczyna nic nie powiedziała, tylko zrealizowała moje zamówienie. Nie miałem pojęcia, która jest godzina. W tym momencie najmniej mnie to interesowało. Taki właśnie miałem sposób na problemy. Alkohol. Życie mnie tego nauczyło. Pierdolone życie.