Na szczycie. Właściwy rytmTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Otworzyłem jej drzwi, cały czas trzymając nad nami parasol. Opadła delikatnie na siedzenie i nieśmiało skrzyżowała dłonie na kolanach. Obszedłem samochód i szybko wsiadłem do środka.

– Przykro mi, że cię zwolnili. Nie chciałem narobić ci kłopotów. – Spojrzałem na nią. To nie najlepszy początek znajomości, skoro byłem powodem wylania jej z roboty.

– I tak miałam zamiar odejść – Wzruszyła ramionami i zapięła pas.

– Dlaczego? Przecież świetnie tańczysz – powiedziałem. Nie bardzo rozumiałem.

– Powiedzmy, że się wypaliłam. Odwieziesz mnie w końcu?

– Jasne, ale najpierw pozwól mi się zaprosić na obiad.

– O rany. – Znowu przewróciła oczami. Cholernie mi się to podobało. Była taka słodko nieokrzesana, a zarazem nieśmiała. Idealna.

– W ramach rekompensaty za to, że cię zwolnili – wytłumaczyłem. Przecież jej nie powiem, że najchętniej zabrałbym ją do domu i porządnie przeleciał.

– To nie twoja wina, nie musisz mi niczego rekompensować. – Patrzyła na mnie pytająco.

– Sedrick Mills. – Wyciągnąłem dłoń, przedstawiając się. Ona w ogóle mnie nie kojarzyła. Nie wiedziała, kim jestem, i w sumie to lepiej.

– Nie musisz mi niczego rekompensować, Sedricku. Rebeka – odpowiedziała i delikatnie ścisnęła moją dłoń. Znowu poczułem ten prąd. Ona także.

– Skoro już tam nie pracujesz, czy nadal odrzucasz moją propozycję? – zapytałem z nadzieją, a ona skrzywiła się i odpowiedziała piskliwie:

– Nie jestem dziwką!

– Niczego takiego nie powiedziałem! – O rany! Kobieta z krwi i kości.

– Ale tak myślisz. Po co proponujesz mi pieniądze?

– Bo chcę, byś tańczyła, dla mnie… – Wpadłem w tym momencie na genialny plan. Oby się na to zgodziła!

– Mogłeś mieć to w klubie, bez dodatkowych kosztów. – Znowu wywróciła oczami, a ja próbowałem się nie uśmiechnąć. Och, Rebeko, jesteś taka rozkosznie słodka.

– Tylko dla mnie.

– Prywatny taniec też wchodził w grę! – burknęła. Była oburzona, ale i zaintrygowana.

– Ale tylko tam, w klubie.

– A niby gdzie miałabym to zrobić?

– U mnie w domu – odpowiedziałem, a ona zaśmiała się głośno. Sam miałem ochotę się roześmiać, bo słyszałem, jak to zabrzmiało. W sumie nie było to dalekie od prawdy. Z chęcią bym tam teraz pojechał i ją zaliczył na blacie w kuchni, a potem pod prysznicem i jeszcze kilka razy w łóżku.

– Myślisz, że jestem taka naiwna, by iść z kolesiem do jego domu pod pretekstem tańca dla niego? – Dobra odpowiedź, skarbie. Nie była łatwa, a to już dobry znak. Będę musiał się nad nią trochę napracować, ale warto.

– Myślę, że jesteś seksowna, zmysłowa i właśnie ciebie szukałem. – Chciałem zaintrygować ją jeszcze bardziej. Ona była inna. Inna od wszystkich.

– Chyba jednak pójdę pieszo. – Złapała za klamkę. Cholera!

– Nie bój się, to nie to, o czym myślisz – powiedziałem łagodnie.

– Nie wiesz, o czym myślę. – Na szczęście nie wysiadła.

Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się lekko.

– Wiem.

– Czego chcesz? – Zmarszczyła brwi. Miałem ochotę dotknąć jej ślicznej buźki i wygładzić dłonią tę zmarszczkę powstającą na jej czole, gdy tak robiła.

– Jestem menedżerem, szukamy dziewczyny, tancerki na trasę mojego zespołu.

– Jakiego zespołu? – zapytała zaskoczona.

– Sweet Bad Sinful – odpowiedziałem, a ona spojrzała na mnie jak na kosmitę.

– Jaja sobie ze mnie robisz?

– A wyglądam, jakbym żartował? – Miałem ochotę się roześmiać na widok jej komicznej miny. Na pewno mi nie wierzyła.

– Wyglądasz, jakbyś urwał się z biura albo z wesela. – Zmierzyła mnie wzrokiem. Spostrzegawcza jest i taka kurewsko słodka.

– Właściwie to wracam z wesela, a raczej sprzed ołtarza – przyznałem się. W sumie dlaczego miałbym jej nie powiedzieć? Kara to dla mnie przeszłość, a przyszłość właśnie siedziała obok mnie w moim aucie i ponownie się skrzywiła.

– Co?

– Właśnie uciekłem z własnego ślubu – wyjaśniłem.

– Dobra, fajnie. Możesz mnie już teraz wypuścić?

– Nie wierzysz mi? – Oczywiście, że mi nie wierzyła.

– Nie i kompletnie nie wiem, o co ci chodzi. Nie zatańczę dla ciebie, nie wystąpię w teledysku czy tam w trasie, nie pójdę z tobą do łóżka. Odpowiedź na każde twoje pytanie brzmi: nie! – pisnęła zdenerwowana.

– Chcesz jechać do domu? – zapytałem złośliwie.

– Nie! – krzyknęła, a ja roześmiałem się głośno.

Wbiła we mnie wzrok i skrzyżowała dłonie na piersi. Kurwa! W tej mokrej bluzeczce jej cycki wydały się jeszcze lepsze niż na scenie.

– Więc gdzie?

– Oj, nie wkurwiaj mnie! I tak ten dzień jest do dupy! – Westchnęła, a ja miałem wrażenie, że zaraz się rozpłacze. O nie! Tylko mi tu nie płacz, maleńka.

– Masz pazurki, podoba mi się to. Myślę, że chłopcy by cię polubili! – zmieniłem temat.

– Marnujesz czas.

– Nie wysłuchasz mnie nawet? – Kurwa, wysłuchaj mnie! Raz!

– A po co? Nie mam zamiaru występować w teledyskach i zachowywać się jak te wasze wszystkie groupies! – I to mnie bardzo cieszy. Doskonale wiedziałem, że była inna. Wyjątkowa.

– Nawet za całoroczny kontrakt, trasę po całych Stanach, prywatny samochód, apartamenty i wiele innych przywilejów? – wywaliłem najcięższy argument. No, to na pewno ją zainteresuje.

– Dobrze się czujesz? – Spojrzała na mnie i przytknęła dłoń do mojego czoła. Uśmiechnąłem się.

– Doskonale. Właśnie dziś, w dniu mojego ślubu, uświadomiłem sobie, że popełniam wielki błąd. Spieprzyłem sprzed ołtarza i obiecałem sobie, że odmienię życie pierwszej dziewczynie, którą zobaczę w klubie ze striptizem. Ty nią jesteś. – No, trochę to podkolorowałem, ale co mi tam. Przecież jej nie powiem, że zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Zakochałem się? W sumie pewnie tak.

– No i odmieniłeś, wywalili mnie.

– Nie o to mi…

Przerwała mi w pół zdania:

– Daj już spokój. Dzięki, jeśli masz szczere chęci, ale ja nie mam ochoty na takie gierki. Równie dobrze mogłeś zobaczyć każdą inną dziewczynę, a padło na mnie. To tylko przypadek, nic więcej.

– Takie przypadki nie zdarzają się często. Niełatwo mi zaimponować.

Zaśmiała się głośno, zarażając mnie uśmiechem.

– Nie chciałam nikomu imponować, a na pewno nie tobie. – Uch! Ma pazurki! Podoba mi się to. Bardzo. Nie da chłopakom wejść sobie na głowę.

– Naprawdę odrzucisz taką szansę? Co masz do stracenia? – Wzruszyła bezradnie ramionami. Może ma chłopaka? Albo rodzinę? I nie może wyjechać? Kurwa! O tym nie pomyślałem.

– Przemyślę to – odpowiedziała, rozpalając we mnie nadzieję. To znaczy, że jeszcze mnie nie skreśliła.

– W takim razie jedźmy na ten obiad – zaproponowałem.

– Nie mówiłam, że chcę jechać na obiad.

– Burczy ci w brzuchu. – Spojrzałem wymownie w tę okolicę, którą zasłaniała dłonią. Była zakłopotana.

– Nie mam pieniędzy na obiad.

Popatrzyłem na nią. Nic dziś nie jadła?

– Przecież to ja zapraszam i nie martw się o pieniądze. Jeśli się zgodzisz…

– Nie zgodziłam się jeszcze! – wtrąciła oburzona, a ja wiedziałem, że mam ją w garści. I tu nie chodziło o to, co jej zaproponowałem. Chodziło jej o mnie. Czułem to!

– …to będzie cię stać na wiele i jeszcze więcej – skończyłem zdanie, by chociaż miała tego świadomość. Miałem nadzieję, że chłopaki podchwycą mój pomysł. Przecież szukamy tancerki. Tamta ostatnia uciekła tydzień temu z próby i więcej nie przyszła.

– Dobrze, jedźmy. – Pacnęła ręką po swoich udach, a ja uśmiechnąłem się szeroko. Tak jest, Mills! Misja wykonana!

– Jesteś zadziorna, Rebeko, podoba mi się to – stwierdziłem tryumfalnie i położyłem dłoń na jej kolanie.

– Hola! Ręce przy sobie! – Zdzieliła mnie po palcach, a ja się roześmiałem. Doskonała reakcja. Och, Rebeko! Nie masz pojęcia, w co się pakujesz, ale to będzie największe szaleństwo twojego życia. Mogę ci to zagwarantować.

Na obiad zabrałem ją do hotelowej restauracji. Były tu wynajęte pokoje dla moich niedoszłych weselnych gości, mieli tu też przyjechać chłopcy. Ciekawe, jak zareaguje na nich moja piękna towarzyszka. Kelner od razu mnie zauważył. Podszedł i zaprowadził nas do stolika na tarasie. Rebeka rozglądała się i wyglądała na zakłopotaną. W sumie może nie powinienem jej zapraszać w takie miejsce? No ale gdzie miałem ją zabrać? Do McDonalda, kurwa mać?

– Na co masz ochotę? – zapytałem łagodnie, przeglądając menu.

– Nie znam włoskiego – odpowiedziała zawstydzona, a na jej policzkach pojawił się uroczy rumieniec. Kurwa!

– Lubisz owoce morza?

– Nie.

– A makaron? – Uśmiechnąłem się, bo była naprawdę słodka.

– Lubię, ale nie powinnam go jeść.

– Jesteś uczulona? – Odłożyłem menu i przyjrzałem się jej uważnie. Chyba nigdy nie widziałem piękniejszej kobiety. Otaczały nas sztuczne laski, wytatuowane, wykolczykowane i o kolorowych włosach. A w niej nie było nic sztucznego, no, może oprócz tego uśmiechu, który zarezerwowany był zapewne dla klientów z klubu i który mi właśnie posłała.

– Nie, jestem na diecie.

Spojrzałem na nią. Na diecie?

– Oczyszczasz organizm?

– Tak, z tłuszczu. – Roześmiała się głośno, a ja zmrużyłem oczy. Nie cierpię odchudzających się lasek. Kara stale była na diecie.

– Jadłaś coś w ogóle dziś? – zapytałem zimno.

– Nie – odpowiedziała i znowu się zarumieniła.

Pokręciłem głową i zamówiłem całą masę jedzenia. Makarony, pizzę, sałatkę.

Czekaliśmy w ciszy na danie, a ja miałem okazję przyjrzeć się jej w świetle dziennym. Ubranie jej wyschło i mimo że była lekko roztrzepana, wyglądała ślicznie. Taka uroda sama się broni. Nie potrzeba jej tego całego makijażu i babskich pierdół.

– Opowiesz mi o zespole? – zapytała cicho.

– Jasne, co chcesz wiedzieć?

Uśmiechnąłem się szeroko. Chyba jest naszą fanką.

– Jacy są chłopcy? – Chyba znowu się zawstydziła. To możliwe, żeby taka dziewczyna nie miała świadomości, jak bardzo jest seksowna?

 

– Jak to gwiazdy rocka, głośni, nieposłuszni i cholernie utalentowani.

– Uwielbiam ich – pisnęła radośnie, a ja znowu się uśmiechnąłem.

– Chcesz ich poznać?

– Są w Los Angeles? – znowu pisnęła. Ciekawe, jakie rozkoszne dźwięki wydaje w łóżku. Kurwa! Pokręciłem głową, by odgonić te myśli.

– Tak, w tym hotelu… O, i właśnie przyszli!

Spojrzałem w stronę tarasowych drzwi i zobaczyłem, jak wchodzą. Cała rozwrzeszczana piątka najlepszych kumpli na świecie. Rebeka chyba nie wiedziała, co ma zrobić. Nawet nie wstała, jakby przyrosła do krzesła, ale co się dziwić. Innej reakcji na tych debili mieć nie można.

– Stary, ale dałeś popis! Nawet ja bym nie spierdolił sprzed ołtarza takiej lasce! – krzyknął z daleka Nicki. Wszyscy się przebrali i już wyglądali nie jak eleganccy panowie z wesela, tylko jak typowe gwiazdy rocka.

– Mówiłem, że nie chcę się żenić – odpowiedziałem i objąłem go.

– Kurwa, to było genialne! Szkoda, że nie widziałeś miny swojej przyszłej byłej teściowej! – Roześmiał się i spojrzał na Rebekę. – A to kto? Nowa narzeczona? – dodał i zmierzył ją wzrokiem.

– To Rebeka, wasza nowa tancerka – wytłumaczyłem z nadzieją, że nie mają nic przeciwko. Nie zapytałem ich nawet o zdanie, ale im powinno być raczej wszystko jedno.

– Słodka jesteś, mała, wytrzymasz z nami? – Nicki chwycił jej brodę, a ona niezadowolona potrząsnęła głową. Była zaskoczona i chyba lekko wkurzona.

– Jeszcze się nie zgodziłam – wydusiła z siebie i powoli wstała.

– Skoro nas poznałaś, to nie masz już wyjścia. Witaj w zespole – odezwał się Clark. Jak zawsze milutki i uroczy. Laski to, kurwa, uwielbiają. Nie wiem dlaczego.

– Nawet nie wiem, co miałabym z wami robić. – Popatrzyła na naszą szóstkę i znowu się zarumieniła.

– Nie będziesz się nudziła. Ostatnia tancerka uciekła z krzykiem po tygodniu prób! – wtrącił Alex. Chyba nie był za trzeźwy. Jak zawsze zresztą.

– To chyba nie wróży mi długiej kariery – odpowiedziała. Była ewidentnie zakłopotana, ale to takie podniecające.

– Nie idź do łóżka z każdym po kolei, to jakoś dasz radę. Tamta cizia uciekła, bo dostała jakiegoś zapalenia od nadmiaru penisów w cipce – dorzucił swoje Simon. Ten to, kurwa, potrafi się zachować. Nie ma co!

– Przymknij się, debilu! – Erick trzasnął go w ramię i wyciągnął rękę, by się przywitać. Spojrzał na Rebekę zaciekawiony i od razu wiedziałem, że mu się spodobała. – Jestem Erick, to Alex, Clark…

– Ona was zna, nie musisz przedstawiać – przerwałem ten cyrk.

– Chciałem być miły! – Rzucił mi wkurwione spojrzenie, a Rebeka się uśmiechnęła. Miałem wrażenie, że razem z nią uśmiecha się cały świat.

– Powiedz, że chcesz zaliczyć, a nie pieprzysz takie smuty! – Simon usiadł na krześle i pociągnął za sobą Rebekę. Wpadła z impetem na jego kolana i pisnęła głośno.

– Żadnego zaliczania! Skończyliście już z dymaniem tancerek! Jeśli któryś ją tknie, to wylatuje! Jasne?! – wrzasnąłem. Kurwa! Niech mi tylko któryś spróbuje ją sprzed nosa sprzątnąć, to mu kutasa przy samych jajach upierdolę.

Chwyciłem Rebekę i ściągnąłem ją z kolan Simona.

– Wyluzuj, stary! To tylko żarty – bronił się słabo.

– Znam te twoje żarty, Lewin! Żadnego dymania tancerek!

– Wystarczą nam fanki. – Alex przeciągnął się, ziewając głośno.

– Chyba fani! – przypomniał Simon.

– Zamknij się, Lewin! Byłem pijany, skąd miałem wiedzieć, że to facet!

Wszyscy ryknęli śmiechem, nawet Rebeka. Gdyby widziała tę sytuację, gdy laska Alexa okazała się mieć fiuta i jaja, to pewnie zareagowałaby tak jak my wtedy. To była największa szydera na świecie.

– Dobra, zjeżdżajcie stąd! Chcemy zjeść obiad – powiedziałem, obejmując słodką Rebekę ramieniem. Przyjemnie się ją tak przytulało. Moje myśli znowu wybiegły w nieodpowiednim kierunku. Nie mogłem jej tak po prostu zabrać do domu i przelecieć. Nie chciałem, by była laską na jedną noc.

– Jesteś nam winny wyżerkę, Sed, w tej chwili powinniśmy właśnie zajadać drugie danie z twojego weselnego menu – wtrącił Nicki.

– Nie dziś. Zamówcie sobie obiad do apartamentu, ja stawiam.

– Ekstra! – krzyknął zadowolony Alex.

– Alkohol też sponsorujesz? – zapytał Simon.

– Chyba cię pogięło! – Uderzyłem go lekko w czoło, a on jak zawsze próbował się bronić. Wyszła z tego mała przepychanka, ale zabawę przerwał nam pieprzony kelner. Kazał nam się uspokoić pod groźbą, że wywalą nas z hotelu. Dla świętego spokoju przeprosiłem i dałem chłopakowi spory napiwek.

Chłopcy niechętnie wyszli z restauracji, żegnając się z Rebeką zdecydowanie zbyt wylewnie. Myślałem, że szlag mnie trafi, gdy Simon praktycznie wsadził jej język do ust, a Nicki obmacał chamsko jej śliczny tyłek.

– Wybacz, oni tak zawsze – powiedziałem przepraszająco. Widziałem, jaka była zmieszana i kompletnie zaszokowana.

– Sed, ja się na nic jeszcze nie zgodziłam, a po tym, co zobaczyłam, wątpię, że zmienię zdanie… – odezwała się skruszona. Kurwa, no!

– Wiedziałem, że tak będzie – westchnąłem zrezygnowany. Taka dziewczyna nie bawi się w życie z gwiazdami rocka. Na pewno ma wszystko poukładane, a fakt, że pracuje, a raczej pracowała, w klubie ze striptizem, o niczym przecież nie świadczył. Ale ze mnie idiota! Kurwa!

– Nie jestem z tego typu dziewczyn, co myślałeś – dodała, jakby się tłumaczyła.

– Nie myślałem tak o tobie i nie myślę. Nie szukam dla nich kolejnej cipki do bzykania. – Skrzywiła się, gdy to mówiłem, ale taki był fakt. Wiem, jacy są, wiem, o czym pomyśleli, gdy ją zobaczyli, ale ja bym na to nie pozwolił. Na pewno bez jej zgody nic takiego by się nie wydarzyło. – Chcę, byśmy ruszyli w trasę w pełnym zespole, potrzebujemy tylko tancerki do koncertów. Jednej pieprzonej tancerki, a oni wystraszyli już z tuzin dziewczyn – dodałem.

– Dziwisz się?

– Nie, ale nikt nie każe wskakiwać im do łóżka! Każda się zarzekała, że jest taka profesjonalna i w ogóle, a nie wytrzymała dłużej niż miesiąc. – Podniosłem głos. Wkurwiało mnie ich podejście, ale starałem się to tolerować.

– Oni też mają swoje za uszami. Wyglądają na przyjemniaczków…

– To gwiazdy rocka, Rebeko – stwierdziłem fakt. Ludzie nie mają pojęcia, jak wygląda nasze życie. Wcale nie jest ono takie kolorowe, jak wszystkim się wydaje.

– Ja nie przespałabym się z żadnym z nich – powiedziała pewnie.

– Wiem, dlatego chcę, byś z nami pojechała – odpowiedziałem z taką samą pewnością. Ona była zupełnie inna. Nigdy nie zwróciłbym uwagi na taką dziewczynę na przykład po koncercie. Dzięki ci, Boże, że ci debile namówili mnie wczoraj na ten pieprzony wieczór kawalerski.

– Z tobą też się nie prześpię – droczyła się ze mną, a ja uśmiechnąłem się uwodzicielsko.

– Szanuję twoje zdanie – odpowiedziałem. Oj, maleńka, daję ci kilka dni.

– Jest jeden główny problem, dlaczego nie mogę wyjechać teraz na kilka miesięcy.

– Jaki? Jesteś w ciąży? – Zrobiłem wielkie oczy. Kurwa, oby nie!

– Chryste, nie! To raczej niemożliwe, ale… – Uf! Odetchnąłem z ulgą i przerwałem jej:

– Jak: niemożliwe? Seks prowadzi do niechcianych ciąż.

– Nie uprawiam seksu. – Machnęła lekceważąco ręką. – Chciałam powiedzieć, że nie zostawię Treya.

– Twojego faceta? – Kurwa, wiedziałem. Przecież to oczywiste, że taka śliczna dziewczyna ma kogoś.

– Nie, Trey to mój przyjaciel.

Skrzywiłem się, uświadamiając sobie, co powiedziała przed chwilą.

– Zaraz, zaraz… Jak to: nie uprawiasz seksu? – Pokręciłem oszołomiony głową.

– No nie uprawiam. – Wzruszyła ramionami.

– W ogóle? – Kiwnęła twierdząco. – Jesteś lesbijką? – zapytałem, a ona zaśmiała się głośno.

– Nie, znaczy czasami mam takie myśli, ale nie.

– Kiedy ostatnio byłaś z facetem? – spytałem wprost i odchyliłem się, odkładając widelec. Byłem, kurwa, zaszokowany.

– Zależy, co masz na myśli przez słowo „byłam” – odpowiedziała lekko zmieszana.

– No kiedy ostatnio kochałaś się z facetem? – „Kochałaś”? Kiedy ja ostatnio używałem takiego słowa? No, Mills, staraj się dalej, to szybciej zatopisz w niej swojego spragnionego kutasa. Kurwa! Nie bzykałem chyba od trzech miesięcy.

– Dość dawno temu. – Odetchnąłem z ulgą. Już pomyślałem, że jest dziewicą. Nie! To przecież niemożliwe. Nie w tych czasach, nie w tym mieście, nie z takimi cyckami i takim tyłkiem.

– To jak jazda na rowerze, tego się nie zapomina.

– Wracając do rozmowy, nie zostawię Treya.

– Niech jedzie z nami – zaproponowałem. Ona musi z nami pojechać. Nie odpuszczę! Zgodzę się na każde jej warunki. Ale jesteś zdesperowany, Mills!

– Co?

– Niech pojedzie z nami, znajdzie się dla niego jakieś zajęcie.

– On studiuje.

– Studia to strata czasu. – Wiedziałem coś o tym. Studiowałem dwa kierunki i w sumie niczego się tam nie nauczyłem. No, Rebeko, błagam cię! Nie wymyślaj jakichś wymówek.

– Nie sądzę, by się zgodził…

– Skoro to twój przyjaciel, powinien zrobić coś takiego dla ciebie, to ogromna szansa. – Wziąłem ją pod włos.

– Ja jestem mu winna wiele więcej niż on mnie. – Nic nie rozumiałem, ale mniejsza z tym. Nie wymkniesz mi się, maleńka.

– Pogadaj z nim, najlepiej pogadajmy we dwoje. Co on studiuje?

– Edycję dźwięku – odpowiedziała, a ja uśmiechnąłem się szeroko.

– Żartujesz? – Teraz to ja zapiszczałem jak jakaś pizda. Kurwa! No to genialny plan się sprawdził.

Zaproponowałem jej roczny kontrakt na trasę. Musiałaby ułożyć i wykonać siedem układów do piosenek z nowej płyty. Na jej okładce znajduje się właśnie zdjęcie dziewczyny tańczącej na rurce i chciałem ten element wprowadzić na koncerty dla polepszenia efektu wizualnego. Ten jej cały przyjaciel mógłby pomagać technikom przed koncertem, po nim i w jego trakcie. Skoro studiuje edycję dźwięku, to musi się na tym znać. Nie miałem jednak pewności, czy ona się zgodzi. Co chwila powtarzała, że musi porozmawiać z Treyem. Co to za koleś? Miałem nadzieję, że okaże się w porządku i da jej rozwinąć skrzydła. To ogromna szansa dla niej i nie ukrywałem, że i dla mnie. Ta dziewczyna mnie powaliła.

– Mogę wejść? – zapytałem, gdy podjechaliśmy pod kamienicę, w której podobno mieszkała. To jedna z tych biedniejszych dzielnic. Dziwne, bo przecież jako tancerka musiała sporo zarabiać.

– Mam bałagan.

Kurwa! Wiedziałem, że łatwo nie będzie.

– Zawsze jesteś taka niedostępna? – Uśmiechnąłem się lekko, by jej nie spłoszyć.

– Jestem ostrożna.

– Nie zrobię ci krzywdy.

– Moje mieszkanie… nie jest duże i dobrze urządzone. – Posłała mi błagalne spojrzenie, ale ja nie odpuszczę. Nie miałem zamiaru spędzić tej nocy samotnie.

– Mnie to nie przeszkadza.

– Nie zaliczysz dziś – odpowiedziała, jakby czytała w moich myślach.

– Dziś? – Uniosłem wymownie brwi, a ona się uśmiechnęła. Tak słodko i cudownie szczerze. Cała ona była taka prawdziwa, a z drugiej strony nierealnie niewinna i seksowna. Same sprzeczności w takim małym ciałku.

– Ani dziś, ani jutro, ani nigdy.

– Zaproponuj chociaż herbatę.

– No dobrze, to ci mogę zaoferować – odpowiedziała lekko zirytowana i wiedziałem, co sobie myślała. Co za natrętny typ! Śmiać mi się chciało, bo wiedziałem, że była zaintrygowana, a z drugiej strony chciała, bym dał jej po prostu święty spokój.

Otworzyła drzwi mieszkania na ostatnim piętrze i gestem zaprosiła mnie do środka. Mieszkanko było małe, ale jak na te okolice, zadbane. I ładnie pachniało.

– Zabiję go – pisnęła na widok brudnych kubków w zlewie i porozrzucanych ubrań w saloniku. Ona chyba nie widziała naszego autobusu.

– Studenckie życie. – Przeszedłem do kuchni połączonej z salonem. Były tam: kanapa, szafka z telewizorem i komoda. W oknach wisiały kremowo-brązowe zasłonki.

– Wybacz, nie mam czasu sprzątnąć. – Wskazała stos ubrań.

– Teraz już masz, jesteś bezrobotna. – Uśmiechnąłem się szeroko.

– Bardzo śmieszne, naprawdę. – Pokazała mi język i zniknęła w łazience. Chciałbym poczuć ten język na swoim… kutasie. Mills, uspokój się, do kurwy nędzy!

– Gdzie masz herbatę? – zapytałem, przeglądając zawartość szafek. No dobra! Trochę chamsko sprawdzam, co ona tu ma. Nic nie poradzę, że chcę się dowiedzieć o niej wszystkiego.

– W górnej prawej – odpowiedziała jakby zawstydzona.

– Usiądź. Ja zrobię – zaprotestowałem, gdy sięgnęła po pudełko. Umiem zrobić herbatę!

– Jesteś moim gościem.

Chwyciła za gałkę szafki, a ja w tym samym momencie zrobiłem to samo. Moja dłoń wylądowała na jej cudownie miękkiej i ciepłej dłoni. Szybko cofnęła rękę i spojrzała na mnie kompletnie oniemiała. Uśmiechnąłem się i popatrzyłem na nią. Doskonale wiedziałem, że też to poczuła. To przyciąganie, iskry, pieprzone fajerwerki. Nigdy wcześniej żadna kobieta nie działała na mnie w ten sposób.

 

– Mówił ci ktoś, że masz piękne oczy? – wypaliłem. Byłem nią oczarowany i chyba faktycznie zakochałem się od pierwszego wejrzenia.

Jej reakcja mnie zaskoczyła. Parsknęła mi śmiechem prosto w twarz. Skrzywiłem się.

– No cholera! Ale tekst! – Pokładała się ze śmiechu i klepnęła mnie w ramię. Po kumpelsku. O nie! Nie będę dla niej tylko kumplem. Nie ma, kurwa, takiej możliwości.

– Nie wiem, co w tym śmiesznego. Mówię szczerze.

– Wyrywasz na to tyle lasek? – Nadal ze mnie rżała, aż oparła się o blat szafki. Ja bym jej pokazał, na co wyrywam tyle lasek, kurwa! Co za nieokrzesana, wkurwiająca kobieta.

– Nie wyrywam lasek, mówiłem ci, że do dzisiejszego ranka miałem narzeczoną – warknąłem. No wiecie co? Taka słodka, a tu sobie ze mnie jakieś żarty robi.

– Przepraszam, nie chciałam cię urazić. – Opanowała się na jakąś sekundę.

– Jesteś niemożliwa. Nawąchałaś się czegoś? – Wrzuciłem dwie torebki herbaty do kubków i zapytałem: – Słodzisz?

– Nie, cukier chyba się skończył. – Podrapała się po głowie.

– Trudno, wypiję gorzką, ale będziesz mi to musiała jakoś wynagrodzić.

– Na pewno mam jakieś ciastka w swoim tajnym zapasie. Poczekaj, zaraz coś przyniosę – rzuciła i zniknęła gdzieś za drzwiami jednego z pokoi. Zapewne swojego.

Rozglądałem się chwilę po kuchni i ruszyłem za nią. Stanąłem w progu i zobaczyłem, jak wypina swój zajebisty tyłek, szukając czegoś pod łóżkiem. Zaschło mi w ustach. Kurwa! Co ja bym zrobił z tą dupką! Nie wierzę, jak reaguje na nią moje ciało. Znowu zrobiłem się twardy jak skała i próbowałem to jakoś dyskretnie ukryć. No żebym reagował na nią, jakbym miał piętnaście lat! To do chuja niepodobne! A na pewno nie do mnie.

– Znalazłam! – Pokazała dwa opakowania jakichś ciastek.

– Szkoda, że tak szybko – mruknąłem, a ona zrobiła wielkie oczy. O tak! Właśnie tak masz na mnie reagować, maleńka. Ja mam ciasno w spodniach, a ty masz mieć mokro w majtkach. To dość sprawiedliwe i wiążące.

– Mogę poszukać czegoś jeszcze – odpowiedziała, nadal wpatrując się we mnie.

– Mogę ci pomóc.

Podszedłem i klęknąłem obok niej, zaglądając pod łóżko. No, lekki bałagan. U nas w autobusie było gorzej. Widziałem jakieś książki, resztki jedzenia i… o, proszę! Chwyciłem śliczne koronkowe, różowe stringi.

– Mój Boże, zostaw to! – pisnęła i próbowała mi je wyrwać. Zabrałem rękę, by tego nie zrobiła.

– Ładne. Co robią pod łóżkiem? – Rozciągnąłem cieniutkie paseczki na palcach i miałem ochotę sprawdzić, czy są świeże. Ja pierdolę! Co się ze mną dzieje? Chyba naprawdę potrzebuję porządnego pieprzenia.

– Kurzą się – odpowiedziała zażenowana, a ja trąciłem ją delikatnie w ramię, by trochę wyluzowała.

– Złośnica z ciebie.

– Po prostu mi je oddaj, to dość intymna część garderoby…

– Więc powinna chyba być w szufladzie, a nie pod łóżkiem – droczyłem się z nią. W sumie to powinna je mieć teraz na tyłku i mi się zaprezentować. O tak!

– Oddaj! – Wyrwała mi je i rzuciła w kąt, a ja się zaśmiałem.

– Masz takich więcej?

– Nie twoja sprawa! – Wstała i kopnęła pod łóżko dwa opakowania łakoci, które pod nim znalazła.

– Miałem na nie ochotę. – Nachyliłem się i wyciągnąłem ptasie mleczko o smaku wiśniowym. Produkują je jeszcze?

– Nie ma! Będziesz pił gorzką! – Wyrwała mi je z ręki i rzuciła na łóżko. Ale słodko się złości. Mogłaby tak spożytkować tę wściekłość na mnie w sypialni.

– Na pewno będziesz pasowała, nie dasz sobie wejść na głowę.

– Świetnie, jeśli to jakiś test i właśnie go zaliczyłam, to możesz już iść.

– Wyganiasz mnie? – No cholera, faktycznie ma pazurki. Byłem zaszokowany, a ona znowu się ze mnie śmiała.

– Tak trochę, nie chcę być niemiła.

– To niegrzeczne – dodałem zirytowany, że wyśmiewa się ze mnie już drugi raz.

– Kto mówił, że jestem grzeczna? – Przygryzła wargę i wyszła z pokoju, zostawiając mnie tu z megawzwodem, na podłodze własnej sypialni. Ja pierdolę! Odczekałem chwilę, by mi przeszło, ale to niewiele dało. A chuj tam! Otworzyłem ptasie mleczko i wróciłem do kuchni.

– Myślałem, że już ich nie produkują – powiedziałem, wrzucając do ust jedną kostkę. Nie jadłem ich ze dwa lata albo i dłużej. To była chyba jakaś edycja limitowana.

– Znam jeden sklep, w którym można je dostać. To moje ulubione, mam ogromny zapas. – Uśmiechnęła się szeroko.

– Już cię uwielbiam! – Podszedłem do niej i podsunąłem jej jedno pod usta.

– Nie powinnam. – Spojrzała błagalnie.

– Daj spokój! No już – Włożyłem jej kawałek czekolady do ust, a ona zamruczała. Ja jebię! To, co sobie teraz wyobraziłem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

– Jestem od tego uzależniona. – Zamknęła oczy, rozkoszując się smakiem, a ja miałem ochotę pchnąć ją na szafkę i zerżnąć. Kurwa mać! Oszaleję chyba.

– Tylko od tego? – zapytałem. Pokręciła przecząco głową, nawet nie otwierając oczu. Miała takie długie, ciemne rzęsy i słodkie, delikatne zmarszczki mimiczne przy oczach. – To dobrze, nie będą cię kusić różne głupoty w trasie – dodałem. Nie chciałem żadnych problemów. Chłopakom nie trzeba wiele zachęty do robienia głupot. Toleruję alkohol, dymanie panienek i wiele innych rzeczy. Dragów jednak nigdy nie zaakceptuję i wszyscy to doskonale wiedzą. Dragi równa się wypad z zespołu.

– A to już ustalone, że jadę z wami? – Otworzyła oczy i uniosła brew.

– A nie?

– Trey… – wymówiła imię swojego przyjaciela, a on w tym momencie jak pieprzony czarodziej wszedł do kuchni. No proszę! Przystojny sukinsyn. Już widzę, że są tylko przyjaciółmi. Nie podobała mi się ta myśl.

– No, jestem, Reb. Co tam? – Upił łyk wody. – Kto to? – Wskazał na mnie. Chyba biegał. Musiałem przyznać, że był naprawdę niezły. Nie gustuję w facetach, ale potrafię rozróżnić zwykłego kolesia od przystojniaka. On na pewno należał do tej drugiej grupy.

– Sedrick Mills – przedstawiłem się. Co oni z księżyca się urwali? Ten też nie wiedział, kim jestem?

– Trey Mallroy. – Przywitał się uściskiem dłoni. – Sorry, że pytam, ale czy ty jesteś tym Sedrickiem Millsem? – dodał. No, chociaż on się orientował.

– Tak, to ja.

– Co robisz w naszym… mieszkaniu? – prawie pisnął. Tego pisku chyba nauczył się od słodkiej Reb.

– Przyszedłem do Rebeki, a raczej do Reb. – Spojrzałem na nią i się uśmiechnąłem. Jej widok chyba zawsze będzie wywoływał uśmiech na mojej twarzy.

– Mała, co tu jest grane? Co menedżer Sweet Bad Sinful robi w naszej kuchni, zajadając twoje ptasie mleczko i popijając herbatkę? – Skrzywił się. Oho! Będą z nim jakieś problemy? Patrzyłem na niego i nie wydawał się wkurzony, raczej lekko zaszokowany.

– To, co powiedziałeś: wyjada moje ptasie mleczko i pije herbatę – odpowiedziała Rebeka, wzruszając ramionami. Gdyby tu nie przylazł, możliwe, że teraz posuwałbym jego przyjaciółkę w ich kuchni. No ale na to muszę niestety poczekać.

– Wyrwałaś go gdzieś? Czy co? – Chyba nie wierzył, że jestem właśnie w ich mieszkaniu. Miał naprawdę komiczną minę.

– Poznaliśmy się w klubie, w którym Rebeka tańczy – wyjaśniłem.

– Tańczyłam – wtrąciła.

– Zwolniłaś się? – zapytał Trey. Chyba teraz się wkurwił.

– Suzanne mnie zwolniła.

– Za co?

– Za całokształt. Trey, to długa historia, pogadamy później, okej? – Popatrzyła na niego błagalnie. To chyba inny rodzaj relacji, niż myślałem. On był raczej jak starszy brat, a to dla mnie zdecydowanie lepiej.

– Twoja matka do mnie dzwoniła z pretensjami, że nie chcesz jej wysłać pieniędzy! – dodał, a ja spojrzałem na nich oboje. Jej matka do niego wydzwania? Może to z nią rozmawiała, gdy wyszła z klubu? I dlatego płakała?

– Bo nie mam, nie zapłaciła mi…

Posłałem jej spojrzenie. Nie zapłaciła jej? No kurwa, bez jaj!

– Suka! – warknął Trey, zaciskając pięści.

– Mam ją gdzieś.

– Z czego teraz będziesz żyła? Wiesz, że nie mam ci pożyczyć nawet dolca, jest koniec miesiąca – odpowiedział Trey, patrząc na mnie lekko zakłopotany. W sumie mu się nie dziwiłem. Rozmowa o pieniądzach, a raczej ich braku, nigdy nie jest fajna. Zwłaszcza przy zupełnie obcej osobie. Pamiętam, jak pożyczałem pieniądze od ojca, by chłopcy mogli nagrać swoje pierwsze demo. Było mi cholernie głupio, ale miałem pewność, że im się uda.

– Poradzę sobie jakoś, poradzimy sobie razem. – Posłała mu taki słodki uśmiech, a ja czułem się zazdrosny. Kurwa! Uśmiechnij się tak do mnie, maleńka.

– Coś kombinujesz, nie podoba mi się to. – Trey skrzyżował dłonie na piersi. Nieźle był przypakowany, ale to dobrze. Poradzi sobie, bo praca w trasie to ciężka harówa. Szczególnie przed koncertem i po nim.

– Trey, jestem tutaj, bo mam dla was propozycję pracy – wtrąciłem.