Na szczycie. Właściwy rytmTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Co tu się, kurwa, stało?! – zapytał, widząc krew i mnóstwo policji. Próbowałem jakoś sensownie mu wytłumaczyć i opowiedzieć, ale byłem za bardzo zdenerwowany. Policja nic z nas dziś nie wydusi, bo każdy jest w szoku. W domu nie było kamer, by sprawdzić nagranie, jedynie przed domem i to jedyny trop dla policjantów, bo mają numery rejestracyjne wozu, którym odjechał ten psychopata. Wszyscy pojechaliśmy do szpitala, by sprawdzić, co z dziewczynami i Nickim. Dobrze, że Rebeka była bezpieczna w hotelu i nieświadoma tego, co się wydarzyło. Boże! Umarłbym, gdyby ona tu była i gdyby ktoś celował w jej głowę rewolwerem.

Nicki i Jess leżeli na sali operacyjnej, Sandra na szczęście została tylko lekko draśnięta. Chociaż tyle dobrego! Czekaliśmy całe długie pięć godzin, aż skończą się obie operacje. Lekarz na szczęście dał nam nadzieję i powiedział, że udało się usunąć kule. Stan Nickiego był ciężki, ale najważniejsze, że żyje. Jess była w odrobinę lepszym stanie. Całą noc spędziliśmy w szpitalu. Siedziałem między łóżkiem Nickiego i Jess, dalej leżała Sandra, przy której siedział Erick. Ich rodzice i rodzina Nickiego też już zostali powiadomieni i byli w drodze do szpitala. Trey, Clark i Jenna jeszcze nic nie wiedzieli i może to lepiej. Może wszystko dobrze się skończy i będziemy niedługo z tego żartować, jak to mamy w zwyczaju.

Koło dziewiątej rano, gdy prawie przysypiałem w fotelu, zadzwoniła moja komórka. Nie znałem numeru, ale odebrałem, bo to może ktoś z policji.

– Sedrick Mills!

– Cześć, Sed, to ja… Reb. – Usłyszałem słodki głos Rebeki. Boże! Jak dobrze, że nic jej nie jest. Jest bezpieczna w hotelu i jedynie ta myśl sprawiała, że nie zwariowałem.

– Poczekaj chwilę… – Wstałem i po cichu wyszedłem z sali, by nie obudzić śpiących Nickiego i Jess. Wybudzili się po operacjach, ale byli bardzo słabi. – Teraz możemy…

– Wiesz może, gdzie jest Erick? Wyszedł wczoraj, mówił, że na chwilę, by zadzwonić, a do tej pory go nie ma – powiedziała z przejęciem. Ona zawsze się o wszystkich martwi. Moja kochana, mała Reb.

– Erick jest tutaj ze mną w szpitalu… – powiedziałem cicho. Nie chciałem jej mówić wszystkiego, by niepotrzebnie się nie denerwowała.

– Jak to: w szpitalu? Co się stało?

– To nie jest rozmowa na telefon, Reb…

– Mam tam przyjechać do was? – Kurwa, nie! Boże, co za kobieta.

– Nie, musisz zostać w hotelu.

– Dlaczego? – Usłyszałem złość w jej głosie. Wyobrażałem sobie, jak słodko się krzywi, a moje serce chociaż na chwilę odzyskało spokojny rytm.

– Wyjaśnię ci później, zostań w hotelu i się stamtąd nie ruszaj!

– Przecież nie mogę chodzić… – warknęła wściekła.

– Reb, proszę, przyjadę potem, to pogadamy, naprawdę nie mogę teraz… – Zobaczyłem policjantów wchodzących na oddział.

– Ale Erickowi nic nie jest? – dopytywała.

– Nie… Zadzwonię później! – Rozłączyłem się i podszedłem do trzech funkcjonariuszy. Nie mieli dla mnie dobrych informacji. Auto, którym poruszał się sprawca, jest kradzione, z naszych opisów nie mogą ustalić, jak ten ktoś wygląda. Nic, kurwa, nie wiedzą! To jest policja, do cholery? Byłem jeszcze bardziej wkurwiony, aż wyszedłem przed szpital zapalić. Pierwszy raz od chyba pięciu lat. Erick przyszedł za mną i zrobił dokładnie to samo.

– Co za gówno… – powiedział, zaciągając się mocno.

– Ja pierdolę, Erick… – Patrzyłem na niego i chciało mi się płakać.

– Co za psychopata chciał was pozabijać? – zapytał, a moja komórka znowu zaczęła dzwonić. To Clark. Spojrzałem na Waltera, który pokazał, bym odebrał.

– Co tam? – odebrałem, próbując być spokojny.

– Sed, co się tam, kurwa, u was dzieje? Co to za strzelanina? – praktycznie krzyczał do słuchawki. Był zdenerwowany nie mniej niż my wczoraj.

– Skąd wiesz? – spytałem zaskoczony.

– Jest transmisja na wszystkich kanałach informacyjnych sprzed twojego domu! Błagam, powiedz, że nikt nie zginął! – Głos mu drżał.

– Nie, wszyscy żyją, Clark, ale to jakiś koszmar… – Zamknąłem oczy i usiadłem na ławce.

– Poczekaj, Jenn chce ci coś powiedzieć! – powiedział nagle.

– Sed, to Scott! To Scott to zrobił! Jestem tego pewna! – płakała do słuchawki, a ja prawie nic nie rozumiałem.

– Co? Możesz wolniej?

– To mój mąż! To Scott! Boże, on dzwonił do mnie kilkanaście minut temu! Powiedział, że wszyscy pożałujemy, że zabrałam mu Julię!

– Co?

– Powiedział, że zabije tę małą sukę, która porwała mu córkę! On mówił o Reb! Błagam, powiedz, że nic jej nie jest!

– Uspokój się, Jenn. Reb jest w hotelu… – powiedziałem i nagle ogarnął mnie niepokój. W życiu czegoś takiego wcześniej nie czułem.

– Jedź do niej! Zabierz ją z hotelu! On jest zdolny do wszystkiego! – powiedziała, a ja od razu się rozłączyłem. Kurwa!

– Co? Co ci powiedzieli? – spytał przejęty Erick.

– On chce skrzywdzić Reb! – odpowiedziałem jakby sam do siebie i szybko wróciłem do środka, by powiedzieć o tym policji. Jednostki w całym mieście zostały postawione w stan gotowości, a ja i Erick pojechaliśmy do hotelu razem z policją. Zadzwoniłem na numer, z którego dzwoniła Reb, ale nie odbierała, komórki też. Kurwa mać! Błagałem w myślach, by nic jej się nie stało. Boże! Moja słodka, niewinna dziewczynka. Nie odezwałem się ani słowem w drodze do hotelu. Policja okrążyła obiekt i wszyscy goście zostali ewakuowani, bo nie wiadomo, do czego zdolny był Scott. Choć tak naprawdę nie wiedzieliśmy, czy to on był sprawcą tego wszystkiego. Wyprzedziłem policjantów, gdy wychodziliśmy z windy na piętrze apartamentu, i zamarłem, widząc uchylone drzwi.

– Nie! Kurwa! Nie! – krzyknąłem i wyrwałem do przodu jeszcze szybciej.

Wpadłem do środka pierwszy i zobaczyłem jedynie włączony telewizor, zmiędloną na łóżku pościel i mokry ręcznik na podłodze tuż przy drzwiach. Wpadłem do łazienki, ale tam też było pusto. Wrzeszczałem jak w amoku i padłem bezradny na kolana. Porwał ją! Mój Boże, porwał moją małą dziewczynkę i chciał ją skrzywdzić. Erick próbował mnie podnieść z podłogi, ale nie dał rady. Odepchnąłem go i walnąłem z całej siły pięścią w podłogę, ściskając w dłoniach ręcznik. Czułem na nim jej zapach, zapach jej włosów, i wpadałem w szał. Rozbiłem w drobny mak lustro nad komodą, cisnąłem w nie wazonem i chwyciłem drugi, by rzucić nim w okno, ale Erick chwycił mnie tak mocno, że nie mogłem się ruszyć.

– Kurwa, Sed! – wrzasnął.

Widziałem, że płacze. Ja nawet nie miałem siły płakać. Mój świat właśnie runął w gruzy. Policja od razu zablokowała wszystkie drogi wylotowe z Aspen, przeszukała cały hotel, sprawdziła kamery. Łatwo znaleziono nagranie i upewniono się, że to właśnie Scott stał za tym wszystkim. Doskonale było widać, jak wchodzi do hotelu, wjeżdża na piętro i wkracza do apartamentu. Dlaczego ona otworzyła mu drzwi? Na nagraniu widać Rebekę uchylającą niepewnie drzwi i to pierwszy raz, kiedy umarłem. Ostatnia chwila, w której widziano ją żywą i całą. Scott spędził w apartamencie dosłownie pięć minut. Nie wiadomo jednak, co zaszło w środku. Kamera zarejestrowała, jak mężczyzna wychodzi przebrany w policyjny mundur i wynosi na rękach nieprzytomną Rebekę, po czym kładzie ją na hotelowym wózku na bagaż i okrywa prześcieradłem. Zjeżdża w podziemia hotelu, ładuje bezwładne ciało mojej ukochanej na tylne siedzenie jakiegoś starego forda i odjeżdża. Miejskie kamery jednak są zamontowane do granic miasta i trop urwał się na wylotówce w lesie. Policja od razu się tam udała. Przy drodze znaleziono tego forda, więc sukinsyn przesiadł się do innego samochodu. Rebeki w środku nie było. Umarłem wtedy po raz drugi.

***

Za każdym razem, gdy o tym myślałem, zadawałem sobie miliardy pytań. Dlaczego? Dlaczego to właśnie jej przytrafiło się to wszystko? Wolałem umrzeć i wziąć na siebie całe cierpienie, by tylko oszczędzić jej kolejnych krzywd. Nie potrafiłem jej uchronić, obronić ani odseparować od całego zła tego świata. Kto ma taką moc? Jak miałem żyć ze świadomością, że to wszystko przeze mnie? Nic, co złe, nigdy nie powinno jej spotkać, a ona od dzieciństwa cierpiała. Najpierw wyrodna matka i jej kochanek, który molestował Rebekę, potem śmierć babci, trudności w szkole, wyjazd do Los Angeles, który miał odmienić jej życie. I odmienił… Poznała sukinsyna myślącego, że wszystko jest takie proste. Nie znałem prawdziwego życia i miłości, dopóki nie poznałem Rebeki. Z Karą wszystko było takie proste… Zbyt proste i zbyt banalne. Rebeka od początku była inna. Nie rozumiałem tego i to właśnie tak cholernie mnie w niej pociągało. Nie chodziło jedynie o ciało i fizyczność. Ona miała w sobie coś, co sprawiło, że chciałem być lepszy. Lepszy dla niej… ale nigdy, przenigdy nie chciałem jej skrzywdzić. Kurwa! Musiałem wyjść z sali, by opanować emocje. Moja chora zazdrość i tęsknota doprowadziły do tego wszystkiego. Jak miałem nie być o nią zazdrosny? Była taka piękna, a wokół niej kręciło się tylu facetów. Ona miała świadomość, jaka jest atrakcyjna? Nie wiem, kurwa, naprawdę nie wiedziałem, co o sobie sądziła, i teraz mogłem sobie gdybać. Fakt był taki, że spieprzyłem.

Noc spędzona z Laną… Ja pierdolę! Naprawdę nie pamiętałem, co tam się wydarzyło. Obudziłem się tamtego poranka u jej boku z kompletną dziurą w głowie. Jeśli z nią spałem… Boże! Wzdrygnąłem się i brzydziłem własnego ciała, jeśli faktycznie do tego doszło. Jak mogłem dotknąć innej kobiety? Zdjęcia mówiły same za siebie i to, że w klubie nas poniosło… tego się nie wypierałem, choć tego także nie pamiętałem. Byłem tak pijany, że nawet nie wiem, jak znalazłem się z nią w hotelowym pokoju. Lana zarzekała się, że spędziliśmy upojną noc, ale nie chciało mi się w to wierzyć. Byłbym aż takim idiotą? Kurwa, Mills… Jeśli pieprzyłeś się z Laną, to jesteś największym sukinsynem na świecie. Tylko jak miałem dowiedzieć się prawdy? Tego, jak było naprawdę? Jeśli Lana kłamała, to jak mogłem udowodnić swoją niewinność? Byłem świadomy, że skoro pragnę odzyskać Rebekę, to muszę dowiedzieć się wszystkiego, co faktycznie się wtedy wydarzyło, inaczej nie miałem po co zbliżać się do niej. Planowałem, że gdy tylko się obudzi, zacznę dochodzić prawdy, by móc postawić ją przed wyborem. I albo wybaczy mi moje zachowanie i da szansę, albo znienawidzi, a wtedy dam jej spokój. Łączyły nas dzieci, ale jeśli ona nie będzie w stanie zostać ze mną, to nie miałem zamiaru jej zmuszać. Nie miałem prawa niczego jej nakazywać. Tak naprawdę przychyliłbym jej nieba, jeśli tylko bym mógł.

 

Przytknąłem czoło do zimnej szyby drzwi jej sali i spojrzałem na nią.

– Wróć do mnie, skarbie… Wróć do mnie – wyszeptałem sam do siebie, powstrzymując łzy.

Zanim wszedłem do środka, musiałem się uspokoić. Nie chciałem, by moje nerwy i emocje udzielały się Rebece i maluchom. Wiem, że oni, cała trójka, odczuwają mój lęk i niepokój. Dlatego Chloe i Charlie tak często popłakują. Pielęgniarka właśnie zabrała dzieci na salkę obok, a ja, przysunąwszy krzesełko, usiadłem i tak jak zwykle położyłem głowę na miękkim materacu obok dłoni Rebeki. Spojrzałem na nią i ucałowałem każdy opuszek palca po kolei.

– Wróć do mnie, maleńka. Wróć do nas… – powtórzyłem te słowa po raz miliardowy. Nie usłyszałem odpowiedzi, jej dłoń nawet nie drgnęła i jedynie pikające maszyny dawały mi pewność, że ona żyje, że jest tu ze mną, tylko po prostu śpi. Może mnie słyszy? Zmęczony zamknąłem oczy i próbowałem chociaż na chwilę usnąć. Sen jednak nie przyniósł ukojenia. Znowu ten koszmar…

Rebeka wyrywa się z moich ramion i ucieka, jakby się mnie bała. Biegniemy przez las, ona przyspiesza, a ja nie mogę jej dogonić. Krzyczę, by się zatrzymała, że to ja, żeby się nie bała, ale nie reaguje. Biegnie jak w amoku, ubrana jedynie w białą koszulę. Z lasu nagle wpadamy jakby w szpitalny korytarz. Poraża mnie jasne, oślepiające światło i przez chwilę kompletnie nic nie widzę. Dostrzegam Rebekę biegnącą w stronę drzwi na samym końcu korytarza. Wchodzi do środka, a ja przyśpieszam, by ją dogonić. W ostatniej chwili łapię klamkę drzwi, za którymi zniknęła, a tu panuje kompletna ciemność. Ciemność i pustka, a mojej Rebeki nie ma…

Obudziłem się cały mokry i przerażony. Serce łomotało mi w piersi tak mocno, że ledwo mogłem złapać oddech. Spojrzałem na Rebekę i poczułem ogromną ulgę, widząc, że spokojnie spała. Nigdzie nie odeszła… po prostu spała.

– Sedricku, powinieneś jechać do domu, odpocząć. – Usłyszałem nagle głos Jamesa. Odwróciłem się i ujrzałem jej ojca stojącego w drzwiach sali.

– Nie. Nie ma mowy… – odpowiedziałem i wstałem. Poprawiłem Rebece poduszkę, po czym pogładziłem delikatnie jej policzek.

– Siedzisz tu już czwarty dzień. Zamęczysz się… – Podszedł do mnie i również przyjrzał się naszej Śpiącej Królewnie.

– Nigdzie się stąd nie ruszę!

– Sedricku… – James położył dłoń na moim ramieniu.

– Muszę przy niej być. Ona może się obudzić w każdej chwili!

– Zadzwonię do ciebie, jeśli cokolwiek się zmieni. Prześpij się chociaż kilka godzin…

– Nie! – Wstałem gwałtownie i spojrzałem na niego. Łzy napłynęły mi do oczu z tej jebanej bezsilności. – Nie było mnie przy niej całą ciążę, musiała radzić sobie sama. Daj mi być przy niej teraz! – warknąłem.

– Nie pomożesz jej w ten sposób.

– Nie pozwolę, by znowu mnie przy niej nie było, gdy się obudzi. Tak było za pierwszym razem, po pierwszej śpiączce! Teraz będę przy niej! – Ponownie usiadłem na krześle i złapałem jej dłoń. Zacząłem ją nerwowo głaskać, nie mogąc opanować emocji.

– Ona wie, że jesteś przy niej…

– I będę, aż się obudzi! – dodałem, zamykając oczy.

– Sedricku…

– James, nie przekonasz mnie. Nie opuszczę szpitala bez Rebeki… – powiedziałem stanowczo. Westchnął głośno i chyba zrezygnował z dalszego przekonywania mnie do swoich racji. Nikt nie wiedział, co czułem w tej chwili. Wiedziałem, że on też przeżywał ten koszmar, bo to jego córka, ale to zupełnie inne odczucia. Inaczej jest bać się o własne dzieci, a inaczej o osobę najbliższą i najdroższą twojemu sercu.

– Ona walczy, Sed. Jest dzielna i walczy… – odezwał się po chwili.

– Skąd wiesz? – zapytałem szeptem i znowu na nią spojrzałem.

– Bo to moja córka. Ona nigdy się nie poddaje, Sed. Walczyła całą ciążę o zdrowie dzieci. Nawet podczas porodu walczyła do ostatnich sił, by je urodzić. Nie poddała się… – Przysunął sobie krzesło i usiadł obok.

– Więc dlaczego się nie budzi? – zapytałem, prawie łkając.

– Dajmy jej czas, by odzyskała siły. Obudzi się… Zobaczysz. – Ponownie położył dłoń na moim ramieniu. Westchnąłem głośno, próbując ulżyć sobie w tym ucisku w klatce piersiowej. – Posiedzę tu z tobą, dobrze? – zapytał James.

– Oczywiście. – Wymusiłem uśmiech i zrobiłem miejsce, by usiadł obok. Przysunął sobie krzesło i tak we dwóch czekaliśmy. Czekaliśmy na cud, na jakikolwiek znak z jej strony. By nie dołować się bardziej, wróciłem myślami do chwili, w której zobaczyłem ją po raz pierwszy. To był najlepszy dzień mojego życia.

***

Kurwa! Byłem najebany, zmęczony, a na moich kolanach wiła się jakaś ruda striptizerka i próbowała zwrócić na siebie moją uwagę. Nie miałem ochoty na ten pieprzony wieczór kawalerski, no ale jak odmówić tym debilom? Spojrzałem na Ericka, Nickiego, Alexa i Clarka z ukontentowaniem wpatrujących się w drugą dziewczynę, którą wynajęli dla nas na tę noc. Simon jak zawsze obracał jakąś przypadkową pannę w boku loży. Laska jęczała nieziemsko sztucznie, a ja chyba zaraz się porzygam.

Ten jutrzejszy ślub z Karą… Sam nie wiem, czy w ogóle powinno do tego dojść. Po tym, czego dowiedziałem się ostatnio, kompletnie jej nie ufałem i nawet już nie byłem pewien, czy nadal ją kocham. Nie potrafiłem jej już nawet objąć w nocy, bo przypominały mi się te wszystkie razy, gdy pieprzyła się z każdym z ekipy. Kurwa! Wiedziałem, że też nie jestem bez winy, bo sam ją na początku namawiałem na te pieprzone eksperymenty, ale nie sądziłem, że będzie to robiła za moimi plecami.

Zacisnąłem pięści ze złości i zamknąłem oczy. Mam dwadzieścia osiem lat, jestem menedżerem jednego z najlepszych zespołów rockowych na świecie, mam na głowie bandę idiotów, których na każdym kroku trzeba kontrolować i chronić przed narobieniem sobie kłopotów, a jutro mam zostać mężem kobiety, którą jeszcze niedawno uważałem za ideał… a teraz? Nie mogłem na nią patrzeć i nie wiedziałem, czy będę w stanie wsunąć jej na palec obrączkę. Która, swoją drogą, kosztowała jakieś horrendalne pieniądze. Po chuj ona wybrała akurat te obrączki? Inne też były ładne i dużo tańsze. Nie jestem oszczędny, ale Kara zdecydowanie przesadza z wydatkami. Jej suknia to jakiś wymysł pierdolniętej projektantki i wcale mi się nie podoba.

– Sed, zobacz! – wyrwał mnie z myśli głos Ericka. Spojrzałem na niego, a on stał nad Simonem posuwającym tę laskę, i kręcił filmik telefonem. Idiota! Zgubi go, film wycieknie do sieci i znowu będzie afera. Tak jak z tym pierdolonym nagraniem moim i Kary. Swoją drogą, nie miałem pojęcia, kto go umieścił. Wkurwiony zrzuciłem z siebie tancerkę i wstałem chwiejnie. Ja pierdolę! Po co tak się najebałem?

– Przestań go, kurwa, kręcić! – wybełkotałem niewyraźnie i podszedłem do nich. Simon nawet nie zwracał uwagi na pannę, która go ujeżdżała. Rozłożył się wygodnie i popijał whisky, rozmawiając z Erickiem.

– Wyluzuj, stary! To twój wieczór kawalerski! – zaśmiał się Erick i podał mi kolejną szklankę trunku, ale ja miałem dość. Wziąłem ją i wściekły rzuciłem nią o ścianę. Kryształowe naczynie roztrzaskało się na milion kawałków. Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na mnie, jakbym oszalał.

– Wychodzimy! – wrzasnąłem i chciałem stąd wyjść jak najszybciej. Nie wiem, na co byłem zły. Chyba na samego siebie, że zaprowadziłem moje życie w ślepy zaułek i kompletnie nie wiem, jak z niego wyjść.

Nawet nie czekałem, aż ta banda idiotów zbierze swoje najebane tyłki z sof. Podszedłem do drzwi naszej prywatnej salki i wyszedłem na główną salę klubu. Dobiegł do mnie Walter.

– Sed, kurwa, daj spokój! Nie psuj chłopakom zabawy! – Objął mnie ramieniem, próbując uspokoić.

– To chyba ja miałem dobrze się bawić, co? To mój wieczór kawalerski! – odpowiedziałem wściekły. Wcale nie bawiłem się dobrze, a jeśli jutro ta blond szmata zostanie moją żoną, to do końca życia będę tego żałował. Kurwa! Nie nazywaj jej tak, Mills! To twoja narzeczona! Kochasz ją! Sam próbowałem się do tego przekonać.

– Nie musisz się wyżywać za to, że sam, na własne życzenie spierdoliłeś sobie życie – odpowiedział jak zawsze szczerze. No i miał rację.

– Oj, zamknij się, Walter! – Odepchnąłem go i ruszyłem do drzwi. Zrobiło się zamieszanie, bo Nicki i Alex chcieli zabrać z nami do hotelu dwie z dziewczyn. Oparłem się o ścianę, by na nich poczekać, i podniosłem wzrok na główną scenę. Przez chwilę miałem chyba jakieś zwidy, bo wydawało mi się, że widzę realnego anioła. Zamrugałem, by wyostrzyć wzrok, i wyprostowałem się, widząc najcudowniejsze stworzenie, jakie chodzi po ziemi. Dziewczyna. Tak, dziewczyna… bo tak piękna, słodka i mimo że właśnie tańczyła na rurze, tak niewinna, że otworzyłem usta, by wyrównać oddech. Serce mi waliło i chyba wszystko przestało mieć znaczenie. Gapiłem się na nią jak zaczarowany. O kurwa! Co za dziewczyna. Nie mogłem oderwać wzroku. Poruszała się w tak seksowny sposób, a zarazem tak lekko i zwiewnie. No i ten strój anioła. Miała długie, ciemne włosy, cudownie kobiecą figurę. Od razu zauważyłem idealne cycki i zajebisty tyłek. Czułem, że w spodniach od razu zrobiło mi się ciasno, co ogromnie mnie zaskoczyło. To nawet nie kwestia tego, że była półnaga. Nie jestem typem faceta, który reaguje na każdą piękną kobietę. A takich jest przecież wiele. Widziałem już wszystko, co każdy facet może sobie zamarzyć. Zanim poznałem Karę, nie żałowałem sobie cipek i już nic nie robiło na mnie wrażenia. Ale ona…

– Sed, chodź! – Simon objął mnie i chciał wyprowadzić.

– Poczekaj! – Zatrzymałem się, by jeszcze przez chwilę poprzyglądać się temu cudownemu stworzeniu. Simon też zerknął w jej stronę.

– Stary, zapomnij! Striptizerki to najgorsze zło! – Roześmiał się i pociągnął mnie dalej.

– Zaraz do was przyjdę! – Odepchnąłem go.

Dziewczyna ze sceny spojrzała w naszą stronę, bo narobiliśmy hałasu, i miałem wrażenie, że patrzyła na mnie. Oślepiały ją jednak światła i wiedziałem, że to tylko złudzenie. Zmarszczyła się słodko na widok bandy rozwrzeszczanych facetów, których miała tu na pęczki zapewne co noc. Oparła się o rurę i mogłem podziwiać ją w całej okazałości. Nie było w niej nic sztucznego. Sama natura. Na myśl, jak cudowne muszą być w dotyku te zajebiste cycki, mój kutas stwardniał całkowicie. Ja pierdolę! Poprawiłem spodnie, by móc normalnie wyjść z klubu. Przy samych drzwiach odwróciłem się jeszcze, by spojrzeć ostatni raz, a ona zniknęła za kotarą sceny. Widziałem jedynie kilka piórek z jej stroju anioła opadających na scenę i wiedziałem – wiedziałem, że muszę tu wrócić i ją poznać. O ile będę jutro pamiętał, że w ogóle ją widziałem.

Stałem przed lustrem w kościelnej zakrystii i zastanawiałem się, co ja, do kurwy nędzy, wyprawiam. Przecież Kara to nie jest kobieta dla mnie. Obudziłem się dziś z megakacem i jedyne, co pamiętałem z wczoraj, to tamta dziewczyna. Boże, co ja gadam? To nie była dziewczyna – to był anioł. Anioł w ciele pięknej, cudownej kobiety. Przetarłem twarz dłonią, by podjąć w końcu tę decyzję. Wiedziałem, że kościół jest pełen gości. Matki moja i Kary zaprosiły połowę Hollywood, przybyła też prasa, no bo jak by inaczej. Zadałem sobie jedno najważniejsze pytanie. Jak bardzo skrzywdzę Karę, jeśli teraz wyjdę? Nie chciałem jej ranić. Jest, jaka jest, ale nie zasłużyła na nic złego. Chciałem budzić się przy niej do końca życia? Chciałem, by była matką moich dzieci?

– Sed, jeszcze krawat. – Do pomieszczenia wszedł Erick. Zawsze mnie śmieszy, gdy chłopaki zakładają garnitury. Ja miałem typowy czarny smoking z czarną koszulą i kremowym krawatem, który właśnie podawał mi Walter.

– Erick, odwołaj to wszystko. Ja wychodzę. – Ruszyłem do drzwi, a on stanął jak wryty.

– Co?!

– Wychodzę. Jadę znaleźć tamtą dziewczynę.

– Tę striptizerkę, o której gadałeś wczoraj resztę wieczoru?! – Podszedł do mnie. Był zaszokowany, ale nie ukrywał zadowolenia. Nigdy nie lubił Kary i to głównie on zawsze mi powtarzał, że nie powinienem z nią być.

– Tak, dokładnie ją.

– Wiesz, że będzie z tego niezłe gówno? – Uśmiechnął się szeroko. Wiedziałem, że mam w nim pełne wsparcie.

– Wiem, stary, ale mam to w dupie. Przeproś Karę i jej matkę. Może kiedyś zrozumieją…

Objąłem go z całej siły. To mój najlepszy przyjaciel od zawsze. Nigdy się na nim nie zawiodłem i wiem, że najbardziej żałuje tej całej sytuacji, która wyszła z Karą. Pieprzyła się też z nim, ale ja go rozumiem. Sam wciągnąłem go w ten cały trójkąt, a ona potem to wykorzystała. Nie mam do niego żalu, do żadnego z chłopaków nie mam żalu. Nawet do Simona.

 

– Przywieź ją do hotelu, jak uda ci się ją spotkać. Chętnie poznam to cudo. – Uśmiechnął się. To był uśmiech numer pięć Ericka Waltera. Nasze fanki padają od tego jak muchy od muchozolu.

– Muszę ją znaleźć! Gdzie moje kluczyki? – Rozejrzałem się po pomieszczeniu.

– Jedziesz swoim?

– Tak. Nie będę czekał na taksówkę. – Chwyciłem pęk kluczy z komody i wyszedłem.

– Sed! – zawołał za mną Erick.

– Co?

– To najlepsza decyzja, jaką mogłeś podjąć! – Pokazał mi środkowy palec. Zawsze tak robił w geście uznania. Uznania dla mnie, bo dla innych wiadomo, co to oznacza.

– Pieprz się, Walter! – zaśmiałem się głośno i wyszedłem bocznym wyjściem.

Widziałem swojego ojca i Jess stojących przy głównym wejściu do kościoła. Ojciec zrobił wielkie oczy, widząc, że idę na parking zamiast do nich. Nie ruszył jednak za mną. Doskonale wiedział, że ten cały ślub to pomyłka. Mimo odległości w jego oczach też widziałem uznanie. Gorzej będzie z matką, ale jakoś sobie z nią poradzę. Wsiadłem do mojego astona martina i ruszyłem szybko.

Klub, w którym tańczy mój anioł, mieści się prawie na drugim końcu Los Angeles. Dojechałem tu po prawie półtorej godziny przedzierania się przez to pieprzone miasto. Moja komórka zaczęła dzwonić, gdy tylko wyjechałem z terenu kościoła. Dzwoniły na zmianę Kara i nasze matki. Spojrzałem na wielką nazwę klubu nad wejściem i błagałem w myślach, by ONA tam była. Skoro wczoraj miała wieczorną zmianę, to dziś po południu równie dobrze może jej po prostu nie być w pracy. Wziąłem głęboki oddech, minąłem w wejściu dwóch rosłych karków i wszedłem. Od razu ją zauważyłem! Znowu tańczyła na głównej scenie, tym razem też w jakimś stroju z piórami, ale to nie ten, co wczoraj. Mimo to znowu mnie powaliła. Wyglądała dokładnie tak, jak zapamiętałem. Usiadłem dyskretnie w rogu sali, by się jej jeszcze chwilę poprzyglądać i pomyśleć, co mam jej w ogóle powiedzieć. Jej blondwłosa towarzyszka na scenie zdjęła stanik, a ja wyszczerzyłem się szeroko, bo w takim razie słodka nieznajoma też zaraz to zrobi. Okręciła się zgrabnie na rurze i nagle spojrzała na mnie. O kurwa! Zaparło mi dech w piersi. Anioł zatrzymał się i przestał tańczyć układ, wpatrując się we mnie. Tak! To jest moja szansa. Wstałem szybko i ruszyłem w stronę sceny. Patrząc wprost na nią, pokazałem palcem, by się do mnie pochyliła. Koleżanka popchnęła ją delikatnie, by właśnie to zrobiła. Uśmiechnąłem się, bo widziałem, że była zaskoczona i chyba zawstydzona. Kurwa! Padła na kolana i zaczęła wić się do mnie w tak cholernie seksowny sposób, że w spodniach zrobiło mi się ciasno. Usiadła na brzegu sceny, dokładnie naprzeciwko mnie, i rozłożyła szeroko nogi. Nie patrzyłem jednak nigdzie indziej niż w te cudownie niebieskie oczy.

– Tańczysz prywatnie? – zapytałem. To jedyne, co przyszło mi do głowy. No kurwa, Mills! Mogłeś wymyślić coś innego.

– Zależy dla kogo… i za ile. – Patrzyła na mnie z dystansem.

– Chodzi o prywatny taniec, ale nie tutaj – dodałem, rozglądając się po lokalu.

– Nie tańczę poza klubem – odpowiedziała zirytowana. Nie wyglądało to za dobrze. Kurwa, Mills, wymyśl coś.

– Podaj cenę, jestem w stanie wiele zapłacić. – No to wymyśliłem.

– Przykro mi, nie tańczę poza klubem. – Zmarszczyła brwi. Ja pierdolę, co za idiota ze mnie.

– Jeśli zmienisz zdanie, zadzwoń – spróbowałem w taki sposób. Wyjąłem wizytówkę i wsadziłem jej za materiał ślicznych majteczek. Kurwa! Zerwałbym z niej te majtki szybciej, niż myśli. Może mnie chociaż rozpoznała? Z bliska była jeszcze piękniejsza. Mimo scenicznego makijażu widać tę delikatną urodę.

– Nie zmienię zdania. – Usłyszałem irytację w jej głosie. Oddała mi wizytówkę, wkładając ją do kieszeni mojej marynarki. Dobra! Drugie podejście.

– Naprawdę mogę zapłacić dużo.

– Ile? – zapytała, unosząc brwi. Chodzi jej tylko o kasę? No tak! Mogłem się domyślić.

– Tysiąc dolarów? – odpowiedziałem, a ona zaczęła się śmiać. – Dwa tysiące? – dodałem, nie rozumiejąc, co ją bawi. Za mało?

– Za tyle znajdziesz sobie porządną dziwkę w niedalekim burdelu, podać ci adres? – burknęła wściekła. Okej! Już rozumiem. Uraziłem ją. Czyli jest nadzieja!

– Nie chodzi mi o seks, tylko o taniec – wytłumaczyłem, a ona uniosła jedną brew. Była zaskoczona, ale i chyba zafascynowana. Oj, nieważne! Była przepiękna.

– Rebeka, złaź ze sceny! – krzyknęła nagle jakaś kobieta z końca sceny. Mój anioł odwrócił się i zrobił przestraszoną minę.

– Przepraszam, mój występ się skończył. – Zerwała się na równe nogi i ruszyła w kierunku kobiety, a ja nie wiedziałem, co mam zrobić, by ją zatrzymać. Bez zastanowienia chwyciłem ją za szczupłą kostkę. Miała taką miękką i ciepłą skórę. Pisnęła zaskoczona i spojrzała na mnie.

– Zastanów się, proszę – powiedziałem błagalnie. Nie miałem pojęcia, co we mnie wstąpiło.

– Co pan robi?!

– Proszę… – powtórzyłem i w tym momencie dopadło mnie dwóch ochroniarzy i powaliło na podłogę pod sceną. Kurwa! Obezwładnili mnie jak jakiegoś zboka. Nie miałem jednak zamiaru się szarpać. Wywalili mnie na zewnątrz i dopiero gdy zorientowali się, kim jestem, przeprosili za swoje brutalne zachowanie. Miałem ich jednak gdzieś. Musiałem się jeszcze z nią zobaczyć.

Wsiadłem do auta i postanowiłem poczekać przed klubem, aż skończy pracę. Widząc na swoim telefonie mnóstwo nieodebranych połączeń, po prostu go wyłączyłem. Oparłem głowę o zagłówek i próbowałem wymyślić, co jej powiem, gdy wyjdzie. Nie miałem jednak zbyt dużo czasu na zastanowienie, bo wkrótce zobaczyłem, jak ochroniarze praktycznie wyrzucają ją z klubu. Co, do cholery?! Chciałem wysiąść, ale dostrzegłem, jaka jest wściekła. Odpaliła papierosa, a zaraz potem zadzwoniła jej komórka. Ruszyłem powoli autem, by mnie nie zauważyła. Pomógł mi w tym właśnie zaczynający padać deszcz. Kończyła rozmawiać, więc przyśpieszyłem i zrównałem się z nią, jadąc wolno przy krawężniku. Opuściłem szybę po stronie pasażera i zawołałem:

– Wsiadaj!

Dziewczyna spojrzała do środka i na mój widok wywróciła oczami, a ja uśmiechnąłem się szeroko. Była taka słodka.

– Nie, dzięki – warknęła i przyśpieszyła kroku.

– Nie wygłupiaj się! Wsiadaj, proszę! – powtórzyłem i nie widząc reakcji, nacisnąłem na klakson. Podskoczyła przestraszona, a ja znowu się uśmiechnąłem. Była jak sarenka, którą łatwo można spłoszyć. Wiedziałem, że to nie będzie łatwa przeprawa.

– Oszalałeś?! – krzyknęła wściekła.

Wysiadłem z auta, chwytając parasol w dłoń, i dogoniłem ją szybko. Stanąłem dokładnie naprzeciwko niej, tak by ochronić ją od deszczu. Spojrzałem w jej śliczne oczy i dostrzegłem, że płakała. Dlaczego te piękne oczy muszą płakać? Miałem nadzieję, że to nie przeze mnie. Ona także na mnie patrzyła, oddychała płytko i praktycznie czułem ciepło jej cudownego ciała.

– Wsiądź, proszę. – Położyłem dłoń na jej nagim ramieniu, a ona zadrżała. O kurwa! Oboje to czujemy.

– Po co? – zapytała cichutko.

– Odwiozę cię do domu.

– Sama trafię, dziękuję! – Znowu zrobiła tę wkurzoną minkę.

– Jesteś przemoczona.

– Jestem zwolniona, przez ciebie, palancie! – krzyknęła na mnie.

Co?!

– Zwolnili cię? – zapytałem kompletnie zaskoczony.

– Głuchy jesteś?

Chciała mnie wyminąć, ale nie pozwoliłem. Nie dam jej teraz znowu uciec. Ponownie dotknąłem jej ramienia, a ona zadrżała. Przesunąłem dłoń po chłodnej od deszczu skórze aż do nadgarstka, a dziewczyna wydała z siebie cichutki jęk. Wciągnąłem powietrze nosem, by się opanować. Kurwa! Co za dziewczyna. Uśmiechnąłem się szeroko na myśl, jak na mnie reaguje. Spoglądała na mnie nieśmiało i wiedziałem, doskonale wiedziałem, że także to poczuła.

– Wsiądź, proszę – powtórzyłem, a ona bez słowa kiwnęła lekko głową i dała mi się zaprowadzić do auta.