Na szczycie. Nieczysta gra

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Nie, nie przestawaj! Jest cudownie! – wyjęczałam, nie czując żadnego bólu. Łzy napłynęły mi do oczu z tej radości i ogromnego poczucia ulgi, że jestem w stanie to znieść. Że mój mąż sprawia, że nawet seks analny nie jest mi straszny. – Tak bardzo cię kocham – powtórzyłam i sama zaczęłam delikatnie się poruszać, czując, że on nie jest pewny.

– Nie chcę ci zrobić krzywdy, maleńka. Nie śpieszmy się. – Podciągnął mnie do siebie tak, że przyległam plecami do jego klatki piersiowej, i wysunął się ze mnie delikatnie, a potem pchnął mocniej.

– Och, tak! – Złapałam go kurczowo za biodra, uderzając głową o jego wytatuowaną pierś.

Sed nabrał pewności, że nic mnie nie boli, i zaczął się poruszać. Czułam każdy centymetr jego ciała, które wypełniało mnie do granic możliwości. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek będę w stanie odczuwać przyjemność z tego rodzaju seksu, a jednak. Sedrick dodatkowo zaczął stymulować mnie wibratorem, wsuwając go delikatnie w moją cipkę, więc po chwili szczytowałam głośno, a on razem ze mną. Jego sperma zalała mój tyłek i wypływała, gdy on pchał dalej. Czułam, jak spływa ona na moją cipkę, dając dodatkową wilgoć, i doszłam ponownie. To było istne niebo. Raj na ziemi z moim najukochańszym mężczyzną. Opadliśmy na łóżko, ja na brzuch, a Sed położył się obok i mnie objął.

– Nie wiem, który raz to powtarzam, ale jesteś najcudowniejszą kobietą na świecie – powiedział ochrypłym głosem, a dłonią gładził moje pośladki.

Z zamkniętymi oczami uśmiechnęłam się i odwróciłam głowę w jego stronę.

– Dzięki tobie taka jestem, a chcę być jeszcze lepsza. – Nachyliłam się i pocałowałam go czule w usta. Były tak miękkie i gorące. Całe moje.

– Kocham cię – szepnął wręcz w nabożny sposób i przekręcił mnie na plecy, by zacząć rundę drugą. Rundę drugą naszej nieziemskiej poślubnej nocy.

***

Obudziłam się pierwszego poranka swojego nowego życia obok cudownego męża i to była najlepsza rzecz na świecie. Sedrick Mills leżał obok. Oddychał spokojnie i miałam wrażenie, że lekko się uśmiechał, mimo że nadal spał. Położyłam się na boku i zaczęłam delikatnie dotykać jego klatki piersiowej, by się upewnić, że to nie sen. To wszystko było prawdziwe, a on był w końcu cały mój. Tylko mój, już do końca świata. Wtedy wierzyłam, że nic złego już nie może się wydarzyć, że małżeństwo to świętość, którą oboje z Sedrickiem będziemy już zawsze szanować. Westchnęłam głośno, czując ogromną ulgę i wszechogarniające szczęście. Spojrzałam też na swoją dłoń. Zdobiła ją obrączka, której druga połowa była na palcu Sedricka. Opadłam na plecy i zamykając oczy, uśmiechnęłam się najszerzej, jak tylko potrafiłam. Przypomniałam sobie wczorajszy dzień. Idealny ślub, cudowne wesele i naszą noc poślubną… Na samą myśl o tym, jak bardzo otworzyłam się tej nocy przed Sedem, ogarnęła mnie euforia. Byłam tak dumna i szczęśliwa, że udało mi się przemóc te wszystkie lęki i obawy. No bo przy kim można zwalczać swoje paranoje, jeśli nie przy mężu? Spojrzałam na niego raz jeszcze i wtuliłam się w jego ramiona, a on odruchowo objął mnie i przyciągnął do siebie, mamrocząc przez sen moje imię.

Następną pobudkę pierwszego dnia małżeństwa zafundował mi właśnie mój cudowny mąż. Leżałam kompletnie naga na brzuchu i lekko drzemałam, gdy on wrócił spod prysznica. Już po chwili poczułam jego usta na mojej pupie. Byłam dość zaspana, ale uśmiechnęłam się lekko i mruknęłam, bo to było takie przyjemne.

– Dzień dobry, pani Mills – powiedział między pocałunkami i rozchylił mi delikatnie pośladki, by dobrać się do mojego tyłka.

To pierwszy raz, kiedy przy takim geście nie miałam ochoty uciec i nie spięłam się. Ponownie zamruczałam i wypchnęłam pupę, bo chyba znowu byłam napalona.

– Dzień dobry – odpowiedziałam, lekko chrypiąc, i obejrzałam się na Seda, który właśnie gładził moją skórę, a językiem wyznaczał mokrą ścieżkę od jednego pośladka do drugiego.

– Czas na małżeński obowiązek. – Uśmiechnął się bezczelnie i rozłożył szerzej moje uda, a ja wtuliłam twarz w poduszkę i próbowałam się nie roześmiać.

– Co to za obowiązek? – droczyłam się z nim.

– Poranny seks to obowiązek małżeński do końca życia – stwierdził, a jego język zaczął krążyć wokół mojej już spragnionej cipki.

Teraz, kiedy był moim mężem, pragnęłam go chyba jeszcze bardziej. To w ogóle możliwe?

– A gdzie tak napisali? – Zachichotałam, gdy delikatnie gładził językiem skórę moich ud.

– Możemy to sobie na tyłkach wytatuować, skoro chcesz mieć to na piśmie, pani Mills – odpowiedział i odwrócił mnie gwałtownie na plecy, a sam położył się na mnie, cudownie nagi i jeszcze lekko mokry po prysznicu.

– Ciebie mam już na piśmie i nic więcej mi nie potrzeba. – Objęłam go i uśmiechnęłam się szeroko. Sed nachylił się, by mnie pocałować. – Zębów nie umyłam – powiedziałam i skrzywiłam się, czując jego świeży oddech.

– Cipki też nie umyłaś, a i tak ci ją zaraz wyliżę – odpowiedział zadowolony i zszedł pocałunkami w dół przez szyję, dekolt, brzuch aż tam… po czym od razu zaczął mnie całować.

– Jesteś zboczony! – jęknęłam, wyginając plecy w łuk. Boże, uwielbiałam jego usta.

– Nazwisko zobowiązuje… pani Mills! – mruknął seksownie i spojrzał na mnie spomiędzy moich ud. Posłał mi to swoje spojrzenie, które sprawiało, że nie mogłam się oprzeć. Nie mogłam i nie chciałam. W końcu poranny seks to przecież małżeński obowiązek, prawda?

Zamknęłam oczy i oddałam się dłoniom i językowi mojego męża, który doskonale wiedział, jak ich używać. Wsunął palec w moją mokrą szparkę i mruknął z aprobatą, masując mnie delikatnie od środka. Zaczęłam się niecierpliwie wiercić i chciałam złapać go za głowę, ale Sed przytrzymał mi ręce i nie pozwalał się poruszyć. Wsunął we mnie drugi palec i obsypał moje uda mokrymi pocałunkami.

– Uwielbiam cię… – jęknęłam głośno, zakładając mu nogi na barki.

– Ja ciebie też, skarbie. – Całował mnie coraz wyżej, aż w końcu dotarł do cipki i od razu zaczął ją dodatkowo stymulować.

Krzyknęłam, mając gdzieś, że drzwi tarasowe były otwarte i zapewne wszyscy nas słyszeli. Chłopaki będą mieli niezły powód do drwin, ale się nie przejmowałam. Przyzwyczaiłam się chyba do ich dogryzania i docinania, a przy Sedzie tym bardziej nie miałam zamiaru się martwić.

– O tak! Sed! Tak! – Chwyciłam go za głowę, a on jeszcze mocniej wessał się w moją cipkę. Chwilę później szczytowałam intensywnie, wijąc się pod nim. Najlepsze było to, że wiedziałam, że to dopiero początek tego poranka. Sed mi nie da wyjść z łóżka na własnych nogach, a ja niczego innego w tym momencie nie pragnęłam. Zlizał moją wilgoć i podsunął się wyżej, by mnie pocałować.

– Zawsze będziesz moja – szepnął w moje usta i chwytając w dłoń swojego penisa, wsunął się we mnie delikatnie.

Ugryzłam jego wargę, czując to cudowne wypełnienie. Jego ciało w moim ciele – głęboko i do samego końca. Sed wtulił głowę w moje włosy i obejmując mnie mocno, zaczął się poruszać. Spragniony, napalony i taki, jakiego kochałam. Cały mój i cały dla mnie. Jak zawsze odnaleźliśmy ten wspólny rytm, który przenosił nas do innego świata. Świata miłości, namiętności i bezgranicznego zaufania. Ruchy jego bioder idealnie zsynchronizowane z moimi, jego dłonie błądzące po moim ciele, usta odbierające oddech… Boże, to facet, który sprawiał, że byłam szczęśliwa, bezpieczna. Tak jak powiedział, to nie był zwykły seks, to celebrowanie miłości. Chciałam dać mu wszystko, czego potrzebował. Wiedziałam, że w tym momencie do pełni szczęścia brakowało mu dziecka, a ja tak bardzo pragnęłam mu je dać. To dla mnie naprawdę nie do pomyślenia, bo nigdy nie chciałam mieć dzieci, a teraz zrobię wszystko, by je mieć. Wiedziałam, że Sed też chciał, bym zaszła w ciążę jak najszybciej, więc w najbliższym czasie pewnie rzadko będziemy wychodzić z łóżka. Wcale mi to nie przeszkadzało.

– Mocniej! – jęknęłam, by lekko przyśpieszył, ale on oczywiście miał inny plan. Po szalonej, namiętnej nocy teraz najwidoczniej będzie powoli i delikatnie. Och, wszystko mi jedno. Było mi tak cholernie dobrze, gdy czułam go w sobie.

Sed, widząc moją desperacko spragnioną minę, zwolnił jeszcze bardziej i w pewnym momencie zastygł, napawając się moim widokiem. Patrzyłam mu prosto w oczy i uśmiechałam się. On także i całował mnie namiętnie, nadal trwając w bezruchu.

– Kocham to uczucie – mruknął.

Oboje czuliśmy, jak jego penis drga we mnie, a ja zaciskałam się na nim mocno.

– Ja też – odpowiedziałam szeptem i wplotłam palce w jego włosy.

– Polecisz ze mną chociaż na pierwszy koncert po urlopie? – spytał.

No to wybrał sobie moment. Nie chciałam myśleć teraz o tym wszystkim, co mnie czekało. Studia, praca, opieka nad Charlotte, Jenną i Julką, hormonalne szaleństwa Jess…

– Polecę – zgodziłam się. Jak miałam odmówić mojemu cudownemu mężowi? Rzucę wszystko, jeśli tylko powie, że mnie potrzebuje, lub poprosi, bym przyleciała. Biorę Charlotte, wsiadam do samolotu i jestem. Nie widziałam innej opcji, a on nie musiał nawet tego ode mnie oczekiwać. Wiedziałam, że to mój obowiązek – być przy mężu.

Sed nie odpowiedział, tylko znowu zaczął się poruszać. Coraz szybciej i mocniej. Odchyliłam głowę, krzycząc z rozkoszy, a on całował moją szyję i wsunął mi dłoń pod pupę, by wypełnić mnie jeszcze głębiej. Kurwa! Rozpadłam się pod nim na kawałki przy kolejnym pchnięciu, a orgazm trwał i trwał. Nagle Sed objął mnie w pasie i podciągnął na siebie, a sam wstał i ledwo utrzymywał równowagę na łóżku.

– Złap się! – powiedział, pokazując na ramę baldachimu.

Ja, nadal oszołomiona, złapałam się mocno drewnianej ramy, a on chwycił mnie za pośladki, by było mi łatwiej. No tak to się jeszcze nie kochaliśmy. Ja wisiałam w powietrzu, a on wbijał się we mnie mocno i szybko. Boże! Nie mogłam się skupić na niczym, tylko na tym, by nie puścić tej pieprzonej ramy. Sed zaczął dodatkowo całować moje piersi, które przez uniesione ręce były bardziej wyeksponowane. Wessał się w jedną, a drugą ścisnął tak mocno, aż krzyknęłam.

 

– Sed, zaraz dojdę!

– Tak, mała! – odpowiedział, również będąc na granicy, i jeszcze bardziej przyśpieszył.

– Ach! – jęknęłam i przy kolejnym pchnięciu znowu poczułam tę gorącą falę, która rozpływała się po moim ciele.

– O tak, skarbie! Tak! – krzyknął Sedrick, a ja w tym momencie puściłam ramę. – Kurwa, mała, nie puszczaj! – Próbował nas ratować i chciał się złapać… czegokolwiek, ale stracił równowagę i ze mną na biodrach gruchnął na brzeg łóżka, a potem na podłogę.

Pisnęłam przerażona, ale Sed osłonił moją głowę i sam walnął z całą siłą o drewniane deski, chroniąc mnie przed uderzeniem. Otworzyłam oczy, próbując sobie uświadomić, czy w ogóle jeszcze żyjemy. Ustaliłam, że Sed nadal obejmuje mnie mocno, a ja siedzę na nim okrakiem, przytulona do jego klatki piersiowej. Oddechy mieliśmy przyśpieszone, a nasze serca waliły jak szalone.

– Żyjemy? – spytałam cicho.

Sed uśmiechał się szeroko i gładził mnie po plecach.

– Mówiłem, że masz się nie puszczać – odpowiedział, a ja czułam, że jego penis nadal we mnie pulsował.

Och! Musiałam mieć w tym momencie komiczną minę, bo Sedrick wybuchnął śmiechem, a w dodatku do naszej sypialni wpadł Simon… z kamerą w ręku.

– Kurwa, za późno wszedłem! – Zaśmiał się w głos, widząc nas na podłodze, i podszedł bliżej, by nas nakręcić.

– Oj, spieprzaj stąd! – Próbowałam zasłonić ręką obiektyw, nadal wtulając się w Seda.

Zaraz za Simonem wpadł Trey, który również pokładał się ze śmiechu, widząc ten komiczny obrazek.

– Wynocha stąd, kurwa mać! – wrzasnął na nich Sed i ściągnął z łóżka narzutę, by nas okryć.

– Daj spokój, stary. Noc poślubna już się skończyła, więc może byśmy się w końcu zabawili?! – odpowiedział Simon i odłożył kamerę, po czym od razu chciał zdjąć spodnie.

– Spierdalaj, idioto! Jeszcze się nasza noc poślubna nie skończyła, ja właśnie dochodziłem, ale moja żona puściła ramę! – Sed spojrzał na mnie, a ja, cała czerwona, schowałam głowę w jego ramiona. Boże, teraz będą ze mnie drwić do końca życia.

– Musisz ćwiczyć biceps, mała! – Trey zerwał ze mnie pościel, a ja miałam ochotę go zabić. W dodatku Simon chwycił mnie w pasie i gwałtownie pocałował. Przez moment nawet nie wiedziałam, co się dokładnie dzieje. Sed trzymał moje biodra i zaczął nimi poruszać, a Simon, nadal całując mnie namiętnie, błądził dłońmi po moich nagich piersiach. Zaczęłam ujeżdżać mojego męża przy Simonie i Treyu. No, skoro mamy się tak zabawić, to powinnam się przyzwyczajać. Odepchnęłam Simona i skupiłam się wyłącznie na Sedricku. Nachyliłam się i nadal ujeżdżając, pocałowałam go i wyjęczałam mu do ust, jak bardzo go kocham.

– Ja ciebie też, skarbie. – Przycisnął mnie do swoich bioder i doszedł intensywnie, aż poczułam to cudowne ciepło w środku. Zapomniałam o tym, że są przy nas chłopaki, bo w takich chwilach zawsze byliśmy tylko ja i Sed. Ten intymny moment zawsze będzie należał tylko do nas, niezależnie od tego, kto i kiedy nas jeszcze przyłapie podczas seksu.

– Samoluby jedne. Chodź, Trey! – odezwał się oburzony Simon i zarzucił na nas kołdrę, po czym prawie zagonił Treya do sypialni dla gości.

– On jest wiecznie napalony. To chyba jakaś choroba – stwierdziłam, opierając się dłońmi o pierś Seda, i uśmiechnęłam się, widząc jego zrelaksowaną minę po orgazmie.

– Tak. Choroba o nazwie „ciągle swędzi mnie kutas i muszę go gdzieś wsadzić” – odpowiedział mój cudowny mąż i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

– No tak. Trey mu nie pozwala, to szuka gdzie indziej – stwierdziłam.

– Niech szuka. My to zrobimy, jak będziesz gotowa, i nic na siłę, mała. – Pocałował mnie w czubek nosa i usiadł, wychodząc ze mnie delikatnie. – Idziemy pod prysznic?

– Jasne! – Wyciągnęłam dłoń, by pomógł mi wstać. Skrzywiłam się. – Cholera, chyba wszystko mnie boli – powiedziałam, czując obolały tyłek i cipkę.

– No tak powinno być po nocy poślubnej – odpowiedział zadowolony Sed i wziął mnie na ręce.

– Będziesz mnie teraz nosił? – droczyłam się i objęłam go za szyję.

– Zawsze i wszędzie, Reb… i do końca życia! – Pocałował mnie i zaniósł do łazienki, gdzie wszedł ze mną do pustej wanny i usiadł, po czym odkręcił wodę i dolał ogromnej ilości olejku. Przyjemnie ciepła woda z pianą otuliła nasze ciała.

– Och, jak mi dobrze – mruknęłam, leżąc między jego nogami, a on gładził moje piersi i brzuch.

– Mnie też, żono.

Uśmiechnęłam się jak głupia i oparłam głowę o jego klatkę piersiową. Nie byłam w stanie myśleć o czymkolwiek innym niż o tym, jacy byliśmy szczęśliwi. Czekało nas teraz tyle miłych chwil i nie była mi straszna nawet trasa koncertowa, w którą wyjedzie Sed zaraz po naszym miodowym tygodniu. Poradzimy sobie ze wszystkim. Musiałam w to wierzyć. Chciałam w to wierzyć, bo tak bardzo go kochałam. Nie sądziłam, że jestem zdolna pokochać kogoś tak mocno, dlatego wiedziałam, że Sedrick to ten jedyny. Jedyny na całe życie i albo on… albo nikt.

Spędziliśmy w wannie dobrą godzinę, relaksując się. Wiedziałam, że dziś wieczorem lecieliśmy do Aspen, a nie byliśmy nawet spakowani. Właśnie ubieraliśmy się, by zejść na śniadanie. Nawet nie wiedziałam, kto dokładnie jest w domu. Patrzyłam zadowolona, jak Sedrick z gracją wciągał na tyłek bokserki.

– Co się gapisz, mała? – spytał złośliwie, widząc, że nie mogłam oderwać wzroku.

– Podziwiam swojego męża. A co? Nie wolno? – Podeszłam i objęłam go, po czym wsunęłam dłonie w jego majtki i mocno ścisnęłam pośladki.

– Będziesz tak na mnie patrzeć już zawsze? – On również mnie objął, a między nami znowu było czuć tę energię. To coś naprawdę wyjątkowego.

– Zawsze… – Przygryzłam wargę i pocałowałam go w nagi tors.

– To dobrze. Chodźmy na dół, bo wszyscy pewnie już na nas czekają.

Sed pomógł mi włożyć sukienkę wiązaną na szyi, a sam włożył jeansy i luźną koszulkę bez rękawów. Chyba w takim wydaniu lubiłam go najbardziej. Rockowy, zły chłopak… Och, Boże! Na sam widok znowu mi się zachciało. Potrząsnęłam głową, by wybić sobie pomysł pieprzenia w garderobie. Była prawie dwunasta w południe, a musieliśmy pobyć jeszcze z naszymi gośćmi. Już na schodach usłyszeliśmy, że w domu jest mnóstwo osób.

– Pójdę przywitać się z ojcem – powiedziałam do Seda.

On chyba miał zamiar iść do Briana i Ericka.

– Znajdę cię za chwilę. – Pocałował mnie w usta i jak zawsze dał klapsa na rozpęd.

Poszłam szybko do ojca, który właśnie rozmawiał z kimś przez telefon na tarasie. Zauważył mnie i pokazał, bym poczekała. Pomachałam do Alice i dziewczynek jedzących śniadanie kawałek dalej razem z Simonem i Treyem. Alex, Nicki i Clark siedzieli na sofach w salonie z Lilly i Jenną. Nie widziałam ani Sandry, ani Jess. Siadłam na leżaku i czekałam, aż tata skończy rozmawiać.

– Witaj, córeczko! – Dosiadł się obok i przytulił mnie mocno.

– Cześć, tato. Jak ci się podobało wesele? – zagaiłam i zaczęłam się śmiać.

– Na takim jeszcze nie byłem, ale czego się można było innego spodziewać po twoim szalonym mężu i jego kolegach. – Uśmiechnął się i czule pogładził moje ramię.

– A jak matka? – spytałam niepewnie.

– Właśnie z nią rozmawiałem. – Pokazał na telefon, a ja uniosłam brew.

Chyba nie mieli zamiaru odnawiać kontaktów?

– I?

– Chcę się z nią spotkać na spokojnie i porozmawiać…– Uśmiechnął się pocieszająco, ale wcale nie poczułam się od tego lepiej. Nie chciałam, by się kontaktowali. Nie wiedziałam czemu, ale po prostu nie chciałam.

– Tato, ale po co?

– Rebeko, no jak to: po co? Chyba mamy sobie co wyjaśniać, prawda?

– Ale po co? No oszukała cię, i tyle. Teraz to już tyle czasu minęło… nie ma co tego roztrząsać! – Zdenerwowałam się, choć nie wiem czemu. Może nie chciałam dręczyć matki? A może bałam się, że sekrety mojego dzieciństwa wyjdą na jaw? Nie chciałam, by ojciec dowiedział się o Gregu, o tym, co mi robił. Boże, nie chciałam!

– To twoja matka, skarbie, muszę z nią porozmawiać, czy tego chcesz, czy nie – powiedział stanowczo.

Westchnęłam głośno, starając się nie okazać zdenerwowania.

– Jak chcesz, tato. – Wstałam szybko. – Idę coś zjeść. Pójdziesz ze mną? – dodałam.

– Nie, już jadłem.

– To ja pójdę. – Cmoknęłam ojca w policzek i wróciłam do domu, gdzie przy stole wszyscy wspominali wczorajszą bitwę na jedzenie.

Przysiadłam się do Treya i Simona, którzy patrzyli na mnie zadowoleni.

– Mała, Simon cholernie się napalił na ten nasz umówiony czworokącik – szepnął mi do ucha Trey, gdy nakładałam sobie do miseczki musli i zalewałam je mlekiem.

– Wiem, na każdym kroku to podkreśla – odpowiedziałam, będąc myślami zupełnie gdzie indziej.

Rozmowa z ojcem przypomniała mi o tym wszystkim. Wystarczyło, że Seda nie było przy mnie pięć minut, a ja od razu myślałam o problemach i przeszłości. Grzebałam łyżką w misce i nawet nie słuchałam, co mówili do mnie chłopcy. Odpowiadałam automatycznie do momentu, aż Trey zwrócił mi uwagę.

– Reb, co ty, jeszcze z nocy poślubnej nie wróciłaś? – spytał żartobliwie i uśmiechnął się szeroko.

– Co?

– Jajco! Millsowa jeszcze nie ogarnia rzeczywistości!

Simon trącił mnie ze śmiechem, a ja rzuciłam mu nieprzytomne spojrzenie. Chyba się trochę wkurzył, że jeszcze się nie zdecydowaliśmy z Sedem na to, na co on tak czeka, ale nie miałam zamiaru mu się tłumaczyć. Jeśli będzie tak nalegał i wpychał nam się do łóżka na siłę, to poczeka sobie jeszcze dłużej. Nie odpowiedziałam, tylko wstałam od stołu i poszłam się przytulić do mojego męża.

– Co tam, mała? – Sed objął mnie i pocałował w czubek głowy.

– Nic. Przyszłam się przytulić. – Podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się do niego.

– Boże, jesteście tacy słodcy, że porzygać się można – wtrącił się Erick, wywracając oczami. Nadal był nie w humorze, co wyjaśniało, dlaczego nie ma z nim Jess. Chyba się naprawdę ostro pokłócili.

– A co, zazdrościsz? – spytałam wrednie. Mój humor też się popsuł.

– Nie mam czego – odpowiedział, mrużąc oczy, i odszedł.

Brian patrzył na mnie niepewnie, ale na szczęście nic nie mówił.

– Odwieziecie nas na lotnisko? – spytał po chwili.

– Oczywiście. O której macie lot?

– Musimy zaraz wychodzić, Reb. Zobaczymy się najszybciej, jak się da.

Podeszłam do brata Seda i uścisnęłam go mocno, po czym poszłam szybko na górę, by wziąć torebkę. Zgarnęłam swoje rzeczy i pierwszy raz od wczoraj sprawdziłam komórkę. Zobaczyłam mnóstwo nieodebranych połączeń od mojej matki oraz kilka od… Thomasa. „A ten czego chce?” – pomyślałam. Kompletnie zapomniałam o nim i o tym, że zobowiązałam się dla niego pracować. Muszę obgadać to z Sedem w sensowny sposób. W dodatku ten pocałunek… Kurwa mać! Tak mi było źle z tym, że Sed o niczym nie wiedział, ale to dla mnie nic nie znaczyło, a on by cierpiał. Nie chciałam go ranić. On zasługiwał na wszystko, co najlepsze. Boże, chciałam być dla niego najlepsza, a przecież taka nie byłam. Gdy emocje związane ze ślubem i weselem opadły, trzeba było zmierzyć się z rzeczywistością. Nie chciałam o tym myśleć, dopóki Sed nie wyjedzie, a to samo przyszło. Powinnam mu, cholera, powiedzieć, ale byłam takim pieprzonym tchórzem. Nie chciałam niszczyć naszego szczęścia.

Wzięłam się w garść, by i jemu nie psuć humoru, i wróciłam na dół. Brian i dzieciaki czekali już w samochodzie, pożegnali się ze wszystkimi. Sed właśnie ustalał coś ze swoim ojcem, a ja podeszłam do Ericka.

– Czemu nie ma z tobą Jess? – spytałam spokojnie. Nie chciałam się z nim kłócić.

– Nie chce mnie widzieć – odpowiedział beznamiętnie i wypuścił dym z papierosa.

– Jest aż tak źle?

– Wkurzyła się za wczoraj. Mówiłem ci zresztą, że hormony jej buzują, a ja nie mam zamiaru tego znosić.

– Ale, Erick, ona jest w ciąży… – próbowałam nadal spokojnie, ale widziałam, że on nie był zbyt przyjaźnie nastawiony.

– Co nie znaczy, że muszę być na każde jej zawołanie i udawać kogoś, kim nie jestem – rzucił zimno.

– Jeśli chcesz pogadać, to wiesz, że ze mną zawsze możesz… – Chciałam złapać jego dłoń, ale mnie odtrącił.

– Jasne – przerwał mi opryskliwie i przeszedł do kuchni.

„Co ja mu takiego zrobiłam? Ma zamiar się tak teraz zachowywać?” – zastanawiałam się.

– Erick! – krzyknęłam za nim, ale on nie zareagował. Cholera, no!

– Jest zazdrosny. – Najpierw usłyszałam głos Simona, a następnie poczułam na sobie jego dłonie. Objął mnie w pasie, a ja skrzywiłam się i odwróciłam, by na niego spojrzeć.

– Zazdrosny? A o co? – zapytałam, starając się nie wpuścić tej myśli do głowy.

– O ciebie. Przecież wiesz, że on nadal cię kocha.

Westchnęłam, gdy Simon wypowiedział te słowa na głos.

– Ale ja nie chcę go krzywdzić. To nie moja wina, że…

 

– Mała, nie musisz mi tego tłumaczyć. Nie pamiętasz, co było, a to, że chociaż Sed trafił z powrotem do twojego serca, to bardzo dużo. Nie możesz się obwiniać. – Odwrócił mnie przodem do siebie i uśmiechnął się szczerze.

– Nie mogę patrzeć, jak jest taki nieszczęśliwy.

– Ma Jess i dziecko w drodze. Niech się ogarnie, bo straci wszystko, co ma najlepszego.

Nie ukrywałam, że byłam zaskoczona jego słowami. Przytuliłam go i pocałowałam w policzek za to, co powiedział.

– Dzięki, Simon.

– Nie ma za co, Reb. – Uśmiechnął się i nachylił, by szepnąć mi do ucha: – A co z tym naszym układem?

– Simon, ty zboku! – Trąciłam go, a on roześmiał się w głos i bezczelnie złapał mnie za tyłek.

– No co?! Wiesz, jak się napaliłem, skoro już wiem, że ty jesteś chętna?

– Daj mi się mężem nacieszyć! – Próbowałam go odepchnąć, ale on lubił sobie mnie tak po prostu poobmacywać. Chyba powinnam się już do tego przyzwyczaić.

– Oj, kurwa, ile można? Jeśli się szybko nie zdecydujesz, to przelecę jedną z twoich sióstr! – odpowiedział i, kurde, nie wiedziałam, czy żartuje, czy mówi serio.

– Nawet się nie waż! – Pogroziłam mu palcem.

– Nie no, żartowałem.

Odetchnęłam z ulgą, a on po chwili dodał:

– Przelecę obie naraz!

– Simon! – Chciałam go trzepnąć w ramię, ale uciekł mi szybko do kuchni. – Zabraniam ci, słyszysz?! – wrzasnęłam za nim.

Ten zbok był zdolny do wszystkiego, a ojciec by nas chyba ukatrupił, gdyby się dowiedział, że któryś z chłopaków ruszył Soph lub Gabi. Albo obie…

– Simon nadal cię molestuje? – Podszedł do mnie rozbawiony Trey.

– Tak! Boże, weź mu daj w końcu się w tyłek przelecieć, bo mu mózg paruje od samego obciągania – odpowiedziałam, a Trey wybuchnął śmiechem.

– Mała, wiesz, że ja nie z tych…

– Oj, mógłbyś się poświęcić dla ukochanego. Jeśli on nie umoczy w czyjejś dupie albo cipce, to na dniach oszaleje – stwierdziłam i parsknęłam śmiechem.

– No liczy na ciebie. – Trey trącił mnie żartobliwie i objął.

– Przecież jak się dorwie, to mnie zajeździ! – powiedziałam z przerażeniem w oczach. Wyposzczony Simon to zagrożenie dla wszystkich otworów mojego ciała.

– Spoko, ja tam będę i go przypilnuję, by się nie zagalopował. Sed też nie da mu grać pierwszych skrzypiec…

– Niech najpierw przeleci kilka fanek i spuści z kija, to wtedy pogadamy. Nie dam mu się dotknąć, gdy jest taki napalony!

– Umówiliśmy się dziś na imprezę z Laną, to sobie poużywa.

Spojrzałam na Treya, który już szukał wzrokiem Simona. Jezu, oni działali na siebie jak ja z Sedem, a nawet jeszcze bardziej.

– Z tą tancerką?

– Tak.

– Wy tak często? – spytałam niepewnie.

W sumie dobrze, że zainteresowała się Simonem i Treyem, a nie moim Sedem albo którymkolwiek z chłopaków. Wszyscy byli przecież zajęci, ale Simon i Trey to kompletnie co innego.

– No nie powiem, że nie. Lana to niezła agentka… – Ten błysk w oku Treya był niepokojący. Nie chciałam znać szczegółów, więc nie pytałam o nic więcej.

Po chwili Sed pośpieszył mnie, bym wsiadała do samochodu. Jechali wszyscy, tylko nie Erick, a mnie serce się ścisnęło. Nie chciałam, by się tak izolował, ale skoro on nie zamierzał ze mną gadać… Chyba nikt mu teraz nie był w stanie przemówić do rozumu. Sed na pewno rozmawiał z nim wczoraj, chłopaki chyba też. Wyszedł jedynie przed dom i patrzył, jak całą zgrają pakujemy się do aut. Spojrzałam na niego z parkingu i zrobiło mi się tak cholernie przykro. Ścisnęłam mocno dłoń Seda, czując się w jakiś sposób nielojalna wobec niego. Ja wiedziałam, że z Erickiem łączyło nas coś… coś innego, wyjątkowego, ale… Boże, no nie pamiętałam. I chyba nie chciałam pamiętać, by tego nie komplikować.

Na lotnisku polały się łzy. Nie wiedziałam, dlaczego tak się wzruszyłam, żegnając Briana i dzieciaki. Doszczętnie rozczuliły mnie szklane oczy mojego męża, gdy ściskał brata. Jill była teraz mniej więcej w szóstym miesiącu ciąży, a on tak bardzo się przejmował. To było urocze i słodkie. Tworzyli cudowną rodzinę i naprawdę im zazdrościłam, że mieli czwórkę dzieci. Chyba też bym chciała mieć dużą rodzinę. Cudownie jest usiąść do stołu w dużym gronie. W sumie to już ze wszystkimi tworzyliśmy jedną wielką rodzinę, ale chciałabym z Sedem mieć taką naszą małą… malutką rodzinkę. Małego Sedricka z dołeczkami i szmaragdowymi oczami, malutką Reb z moimi kośćmi policzkowymi i niebieskimi oczkami. Kupować malutkie, słodkie ubranka i buciki, mebelki i grzechotki. Boże! Od tych ciąż naokoło sama zaczynałam wariować. Jeśli w najbliższym czasie nie zajdę w ciążę, stanie się to chyba moją obsesją. Plaster odkleiłam już jakiś czas temu, ale nadal nic. Zamierzałam zrobić test po naszym tygodniu miodowym i miałam nadzieję, że zobaczę na nim dwie kreseczki. Zaczęłam sobie wyobrażać, jak mówię Sedowi, że będziemy mieć dziecko. Jego cudowną, wzruszoną minę i to, jak chwyta mnie w ramiona z radości. Jak ogłaszamy to całemu światu. Szczęście naszych ojców, którzy zostaną dziadkami, radość chłopaków z zespołu, Treya, Taylera i dziewczyn.

– Co tam, skarbie? – wyszeptał mi do ucha Sed, gdy staliśmy na tarasie widokowym, czekając, aż samolot Briana zacznie kołować.

– A, tak się rozmarzyłam… – Westchnęłam i uśmiechnęłam się szeroko.

– O czym? – Objął mnie mocno od tyłu i położył głowę na moim ramieniu.

– Wyobrażałam sobie moment, jak mówię ci, że jestem w ciąży – odpowiedziałam, a stojący obok nas Nicki i Alex aż krzyknęli z radości.

– Reb, nie chwaliłaś się! – Pierwszy podszedł Nicki.

– Dark, weź nie pij tyle, bo się głuchy robisz! – Sed trącił go żartobliwie, bo najwidoczniej razem z Alexem usłyszeli tylko ostatnią część zdania.

– Nie jesteś w ciąży? – spytał dla pewności Alex.

– Jeszcze nie… – odpowiedziałam, patrząc na nich.

– Ale pracujemy nad tym bardzo intensywnie! – dodał Sed i ponownie objął mnie w pasie.

– Wiecie, co wam powiem? – odezwał się Nicki, chcąc przekazać nam jakąś swoją mądrość życiową.

Od razu zachciało mi się śmiać.

– No, słuchamy! – Sed wywrócił oczami, również rozbawiony.

– Rok temu żaden nie miał ani laski, ani dzieci, a teraz? Ty, stary, masz hot żonę, Walter żonkę i dziecko w drodze, Alex dowiedział się, że ma syna, Simon ma córkę i woli kutasy… – Nicki podrapał się po głowie, bo chyba nadal to do niego nie docierało. – Ja się zakochałem w Sandrze… No chyba tak miało być, co nie? – Patrzył na nas, jakby szukał odpowiedzi.

– Zapomniałeś dodać, że Sandra to siostra Waltera, a jego żonka to moja siostra… – wtrącił Sed.

– To już w ogóle patologia! – dodał Alex i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

– Patologia czy nie, najważniejsze, że ze sobą wytrzymujemy, a ja jeszcze nikogo nie zabiłem! – Sed wybuchnął swoim szyderczym śmiechem, a ja przytuliłam się do niego.

– Skoro zniosłeś fakt, że Erick zapylił ci siostrę, to chyba nic gorszego stać się nie może – stwierdził Nicki.

– Bez przesady. To wybór Ericka i Jess, że są razem! – wtrąciłam lekko oburzona. Wkurzało mnie, że robią z Seda tyrana w takich sprawach. No zdenerwował się, i co z tego? Najważniejsze, że teraz wszystko było dobrze. No, prawie dobrze…

– Oj, mała, to są żarty, a my znamy Seda trochę dłużej niż ty i wiemy, jaki potrafi być wkurwiony, gdy coś jest nie po jego myśli. – Alex objął mnie, widząc moją minę.

– Ale ja doskonale wiem, jak potrafi zachować się mój mąż. – Spojrzałam na Seda i uśmiechnęłam się. – I kocham go za to jeszcze bardziej!

– No i to się nazywa lojalna żona! – Sed odepchnął Alexa i wziął mnie w ramiona.

– Wiecie, że chyba też bym się chciał ożenić – powiedział nagle Alex.

Spojrzeliśmy na niego zaskoczeni.

– Serio? – spytał z niedowierzaniem Nicki.

– Myślę, że tak. Lilly jest matką mojego syna, kocham ją, mimo że było między nami różnie. A teraz, gdy wszystko się wyjaśniło… Myślisz, Reb, że to dobry pomysł? – zwrócił się do mnie.

Cholera, no i co ja miałam mu powiedzieć? Przecież specjalistką w związkach to ja nie byłam.

– Nie wiem, Alex. Jeśli tak czujesz, to się jej oświadcz… – odpowiedziałam wymijająco.

– Ale ona chyba nie chce. Jest jej dobrze tak jak teraz, a ja nie chcę się zbłaźnić. – Alex skrzywił się słodko, a ja się uśmiechnęłam.