Na szczycieTekst

Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

***

– Ta czy ta? – zapytałam, przykładając do siebie dwie sukienki na wieczór.

– A jakie masz do tej buty? – zapytał, pokazując na klasyczną małą czarną.

– Takie – wygrzebałam z szafy czerwone platformy.

– Masz pończochy?

– Pewnie, że mam.

– To załóż. Sed odleci.

– Nie wiem, czy tego chcę.

– Oczywiście, że chcesz. Uwielbiasz kusić facetów.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem i pokręciłam głową.

– Zrób mi lepiej włosy – zmieniłam temat. Oprócz tego, że Trey to mój najlepszy przyjaciel, jest też moim stylistą i fryzjerem. Każda dziewczyna powinna mieć przyjaciela-geja. Zaplótł moje długie ciemne włosy w dobierany warkocz, by odsłonić ramiona. Czarna sukienka bez ramiączek, sięgająca do połowy uda ładnie podkreśliła moją figurę. Samonośne pończochy, czerwone szpilki i od razu czuję się seksowna. Włożyłam te różowe stringi, o których mówił. Sama nie wiem dlaczego. Makijaż ograniczyłam do kreski na oku, różu na policzkach i tuszu do rzęs. Spryskałam ciało mgiełką, bo nie przepadam za perfumami. Chwilę przed ósmą ktoś zapukał do drzwi. Nie ktoś, tylko Sed. Pobiegłam otworzyć dosłownie w podskokach. Czym ja się tak ekscytuję?

– Cześć – otworzyłam z bananem na twarzy. Reb, opanuj się! Sed stał w kompletnie innym wydaniu niż wczoraj. Miał na sobie czarne bojówki z niższym krokiem, czerwony podkoszulek z logo zespołu i czarne lacosty. Od razu zauważyłam tatuaże na rękach. Pod garniturem nie było ich wydać. Teraz nie odstaje od reszty zespołu, no, nie tak bardzo. Nie ma tylu kolczyków.

– Cholera, uprzedzaj mnie! – zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów.

– Przed czym?

– Że wyglądasz tak nieziemsko – posłał mi ten swój zabójczy uśmiech.

– Cześć, Sed! – krzyknął z salonu Trey.

– Cześć, Trey! – odpowiedział i wyciągnął do mnie dłoń. – Idziemy?

– Jasne, tylko wezmę torebkę – chwyciłam czerwoną kopertówkę z komody i pożegnałam się z Treyem.

– Bądź grzeczna i nie rób tego, co ja bym robił – powiedział na odchodne i puścił mi oczko. Cmoknęłam go w policzek i szybko zamknęłam za nami drzwi.

– Dużo masz samochodów? – zapytałam zaskoczona widokiem BMW.

– Wczoraj, gdy już weszłaś do środka, ktoś podbiegł i rozbił szybę w moim aucie.

– O rany! Przepraszam, to moja wina – spojrzałam na niego zażenowana, bo przecież to ja wczoraj rzuciłam plik banknotów na deskę rozdzielczą.

– Spokojnie, jestem ubezpieczony. A koleś dostał po pysku.

– Jezu, Sed, naprawdę cię przepraszam. Ale mi głupio.

Położył dłoń na samym dole moich pleców i szepnął mi do ucha:

– Na pewno mi to jakoś wynagrodzisz.

Aż zadrżałam, czując jego ciepły oddech na skórze.

– Jedźmy już – zapiszczałam, próbując nie zemdleć z wrażenia. Otworzył drzwi i pomógł mi wsiąść do dwuosobowego samochodu. Nigdy nawet nie otarłam się o takie auto, a teraz nie dość, że w nim siedzę, to jadę na kolację z Sedrickiem Millsem. Świat się skończył!

***

– Masz ochotę na coś konkretnego? – zapytał Sed, a ja myślałam o wszystkim, tylko nie o jedzeniu.

– Zdaję się na twój gust – odpowiedziałam, udając, że czytam menu. Nie mogę przestać się na niego gapić. W restauracji, do której nas przywiózł, panuje przyjemna, intymna atmosfera. Siedzimy w dużym boksie, nikt nas nie widzi. To bardzo ekscytujące.

– Jadłaś dziś, prawda?

– Oczywiście, że tak.

– Nie mogłem spać, bo ciągle się zastanawiałem, czy masz co zjeść na śniadanie.

– Trey skusił mnie McDonaldem.

Sed się uśmiechnął i zawołał kelnera. Zamówił dla nas mnóstwo jedzenia: sałatki, makarony, mięsa.

– Czego się napijesz?

Cholera, ja nie piję wina. Nie jestem damą, więc nawet go nie lubię.

– Poproszę wodę.

– Nie pijesz alkoholu? – zapytał zaskoczony.

– Piję, ale nie do posiłków – wybrnęłam jakoś.

– Zdaj się na mnie, na pewno ci posmakuje – powiedział i domówił jakiegoś szampana. W życiu nie piłam szampana. Prawdziwego, bo tanie podróbki kupowane z Treyem w celu upicia się jak najmniejszym kosztem się nie liczą. Kelner przyniósł butelkę różowego trunku, nalał nam po kieliszku i wstawił butelkę do lodu.

– Za co pijemy? – zapytałam, unosząc kieliszek.

– Za owocną współpracę – stuknął delikatnie mój kieliszek.

– Za owocną współpracę – powtórzyłam i upiłam łyk. Zaskoczona musiałam zrobić dziwną minę.

– Nie smakuje?

– Przeciwnie, nigdy nie piłam czegoś tak pysznego – odpowiedziałam szczerze.

– To Bollinger.

– Nic mi to nie mówi – wzruszyłam ramionami, a on się uśmiechnął i chwycił moją dłoń.

– Wyglądasz naprawdę ładnie w tej sukience.

– Dziękuję, w tym wydaniu ty także jesteś miły dla oka – nauczyłam się przyjmować komplementy w pracy, więc tym mnie raczej nie zawstydzi.

– Chłopaki pytali, czy się zdecydowałaś.

– I co im powiedziałeś?

– Prawdę…

– Czyli?

– Że tak – znowu się uśmiechnął.

– Wszystko zależy od Tr…

– Trey się zgodzi. Jestem tego pewien – przerwał mi.

– Jeśli nie, to nie mamy o czym mówić.

– Wiem, ale się nie martwię – znowu uniósł kieliszek i stuknął nim w mój. Chce mnie upić? Hm, to interesujące, biedak nie wie, że pijana jestem bardziej niedostępna. Już po trzecim kieliszku poczułam przyjemny szum w głowie i ciepło w całym ciele. Najadłam się tak, że moja sukienka zaraz pęknie. O rany! Ponadto, gdy wstałam, poczułam moc szampana.

– Uuuu! – chwyciłam się brzegu stolika, by się nie zachwiać.

– Wszystko dobrze? – Sed podszedł i objął mnie delikatnie.

– Nie sądziłam, że szampan tak daje po głowie – chyba lekko zabełkotałam. O nie! Zaczyna się! Faza druga! Bełkot, potem jest chichot.

– Nie mów, że upiłaś się trzema kieliszkami szampana?

– Nie wiem – no i zaczął się chichot.

– O rany!

Nie wiem, czy był bardziej wkurzony, czy rozbawiony. Trudno wyczuć. Odzyskałam równowagę i jakoś wyszliśmy z restauracji. Gdzie teraz mnie zawiezie? W tym stanie powinnam wrócić do domu.

– Gdzie jedziemy? – wybełkotałam znowu.

– A gdzie chcesz jechać?

– Do ciebie, ty widziałeś, jak mieszkam, teraz chcę zobaczyć, jak mieszkasz ty – wypaliłam bez zastanowienia, wbijając mu palec w mostek.

– Jak pani sobie życzy – odpowiedział zadowolony. Czy ja się z nim dziś prześpię? Nie powinnam się do tego jakoś przygotować? Myśl, Reb! Myśl! Oj, nie jest to proste. Szampan krąży w żyłach i kompletnie odebrał mi trzeźwe myślenie. Nie wygląda to dobrze.

***

Właśnie stoję przed wielką willą w najmodniejszej dzielnicy Hollywood. Taksówka podwiozła nad na podjazd, gdzie stoją trzy auta. Dom jest ogromny, typowy dla tej okolicy. Wielkie okna, biała fasada i dach z prawdziwej dachówki.

– Łał – zadarłam głowę, by spojrzeć na drugie piętro.

– Zapraszam – pokazał gestem na szklane wejściowe drzwi w złotej ramie.

– Mieszkasz tu sam?

– Od dwóch dni.

– Naprawdę miałeś się wczoraj ożenić? – zapytałam z ciekawości.

– Naprawdę.

– I co? Tak nic cię to nie rusza? Nie masz wyrzutów sumienia ani nic? – cholerny szampan! Po co ja pytam o takie rzeczy?

– A dlaczego mam mieć? Uratowałem nas oboje od nieszczęśliwego życia.

– Ona nie ma pretensji?

– Ma, ale przejdzie jej i kiedyś zrozumie.

– No tak, facet zawsze wie lepiej – skrzywiłam się.

– Nie znasz nas, więc nie oceniaj – rzucił zimno.

– Nie oceniam. Po prostu nie rozumiem, ale to nie moja sprawa – ruszyłam w głąb domu przecinając olbrzymi hol. Wszystko jest takie duże i jasne. Czy on ma jakiś kompleks? Zaczęłam chichotać sama do siebie.

– Powiedz mi, co cię tak bawi, Reb? – zapytał, gdy weszliśmy do ogromnej kuchni. Większej w życiu nie widziałam. Ciemne drewniane szafki fajnie kontrastują z jasną piaskową podłogą.

– Wybacz, to przez tego szampana – próbowałam się opanować. Pomyśli, że jestem kompletną idiotką.

– Masz ochotę na więcej?

– Chyba tak – wiem, że nie powinnam, ale co mi tam. Jeśli mam stracić dziewictwo, to dlaczego nie z tym pięknym i bogatym facetem? Sedrickiem Millsem.

– Powinienem mieć jeszcze butelkę. Poczekaj, zaraz wrócę – zniknął gdzieś za drewnianymi masywnymi drzwiami obok ogromnej lodówki. Po co jednemu człowiekowi tyle miejsca? W sumie do wczoraj miał to być dom dla dwojga, ale to i tak za dużo. Ma pewnie z tysiąc metrów. Przeszłam dalej i zobaczyłam ogromny taras, a zaraz za nim basen. O rany! Basen. Nie wiem, co mnie naszło, ale wyszłam na taras, zsunęłam buty, pończochy i zanurzyłam stopy w wodzie. Och, jak przyjemnie. Usiadłam na brzegu basenu i zanurzyłam nogi do kolan. To musi być życie. Rozejrzałam się po ogrodzie. Cholera! Obok basenu jest jacuzzi, niedaleko altanka na grilla i imprezy pod dachem, w oddali widzę chyba kort tenisowy. Jezu! Ile coś takiego musi kosztować?

– Myślałem, że uciekłaś – usłyszałam zza pleców głos Seda.

– Wybacz, nie mogłam się powstrzymać – uśmiechnęłam się i pomachałam nogami w przyjemnie chłodnej wodzie.

– Nie krępuj się, jeśli masz ochotę – pokazał gestem na basen.

– Nie mam stroju.

– Możesz wskoczyć nago.

– Oczywiście – roześmiałam się.

– Zresztą nie pamiętam, kiedy ostatnio się w nim ktokolwiek kąpał.

– Nie korzystasz z niego? – uniosłam brew.

– Nie mam czasu.

– A twoja narzeczona? Nie korzystała?

Spojrzał na mnie, jakbym powiedziała coś złego.

– Nie.

– Nie chcesz o niej rozmawiać? – Rany Reb! To oczywiste, że nie chce!

– A po co?

– No nie wiem – wzruszyłam ramionami. – Pomyślałam, że może potrzebujesz się komuś wygadać albo coś… – dodałam, a on się uśmiechnął.

– Dzięki, ale naprawdę nie mam doła z tego powodu. Dziś rano, pierwszy raz od trzech lat obudziłem się i stwierdziłem, że jestem szczęśliwy.

 

– Czemu od trzech lat?

– Tyle byłem z Karą.

– To przykre, że byłeś z nią trzy lata i cały czas byłeś nieszczęśliwy. Czemu wcześniej tego nie zakończyłeś? Wiesz, zostawić dziewczynę przed ołtarzem to dość… okrutne.

– Wiem, ale nie cofnę czasu – otworzył szampana i rozlał do dwóch kieliszków, po czym podał mi jeden z nich.

– Dzięki. Jakby mnie facet zostawił przed ołtarzem, to chyba bym go zabiła – podrapałam się po głowie.

– Taka z ciebie psychopatka? – zaśmiał się.

– Nawet nie wiesz jaka – puściłam oczko i upiłam łyk. Mmm… pyszny. – Kochałeś ją chociaż? – wypaliłam nagle, a Sed prawie udławił się szampanem. Zerwałam się z basenu, by poklepać go po plecach. – Przepraszam, nie powinnam pytać.

– Nie szkodzi. Tak, kochałem ją na swój sposób, ale to nie kobieta dla mnie – Sed jakby zamyślił się na chwilę, więc miałam okazję mu się przyjrzeć. W luźnym wydaniu wygląda seksownie. Sama nie wiem, czy bardziej podoba mi się w garniturze, czy na luzie? Cholera, jest naprawdę boski. Wydatne usta, prosty nos, choć widać, że kiedyś był złamany, idealne kości policzkowe, no i te oczy. Szmaragdowe. Gdy spojrzał na mnie, przestałam oddychać. – A ty? – zapytał.

– Co ja?

– Kochałaś kiedyś kogoś?

– Nie.

– To też przykre.

– Możliwe. Mam Treya, on jest dla mnie najważniejszy i jego kocham, ale to inny rodzaj miłości.

– Nie masz rodzeństwa?

– Nie.

– A rodzice?

– Moja matka to alkoholiczka, ojca nie znam.

– Przykro mi – powiedział szczerze.

– A mnie nie, zostawił ją, gdy dowiedział się o ciąży. Dał jej pieniądze na usunięcie ciąży, ale tego nie zrobiła, zresztą wypomina mi to do dnia dzisiejszego.

Sed zrobił wielkie oczy.

– Trey mówił, że do niego dzwoniła pożalić się na ciebie – powiedział.

– Jak zawsze, ona ode mnie chce tylko pieniędzy. Wysyłałam jej przez ostatnie dwa lata kasę kilka razy w miesiącu. Gdyby nie to, już dawno miałabym własne mieszkanie i samochód.

– Dlaczego jej pomagasz?

– Bo to moja matka, Sed, co mam zrobić? Pozwolić, żeby umarła na ulicy albo w jakiejś melinie?

– Ile ty właściwie masz lat, Reb?

– Dwadzieścia jeden.

Uśmiechnął się dziwnie.

– Pracowałaś zamiast się uczyć?

– Nie miałam wyjścia. Gdy postanowiliśmy z Treyem o przyjeździe do LA, musiałam znaleźć pracę, aby się utrzymać. Trey miał stypendium, razem daliśmy sobie radę.

– Ale on studiuje, a ty nie.

– Bo nie jestem taka mądra jak on.

Zmierzył mnie wzrokiem.

– Nie próbowałaś nawet, więc nie wiesz.

– Próbowałam, byłam przez jeden semestr na… – urwałam w pół zdania, gryząc się w język.

– Na?

– Nieważne.

– Powiedz. Co studiowałaś?

– Nie. Daj spokój, i tak ci nie powiem.

– Wstydzisz się?

Zmarszczyłam brwi.

– Nie. Po prostu nie lubię się przyznawać do porażek.

– Dlaczego zrezygnowałaś ze studiów?

– Już ci mówiłam.

– Nie wierzę, że nie dałaś rady zaliczyć roku.

– Zaliczyłam semestr – powiedziałam oburzona.

– No właśnie, więc dlaczego?

Spojrzałam na niego i zrobiło mi się smutno. Nie wiem dlaczego.

– Nie było mnie stać na te studia. W następnym semestrze miał być obowiązkowy wyjazd na wymianę do Europy, nie mogłabym pojechać, więc i tak to nie miało sensu…

– Mogłaś postarać się o stypendium, tak jak Trey.

– Miałam stypendium, byłam najlepsza w swojej grupie, ale ono nie pokrywało nawet połowy moich wydatków.

– A jakaś pomoc ze strony uczelni? Nie masz ojca, nie należały ci się za to jakieś dodatkowe pieniądze?

– Mam matkę, uczelnia uznała, że muszą najpierw sponsorować wyjazdy tym studentom, którzy w ogóle nie mają rodziców, ja byłam w drugiej kolejności.

– Kurwa, to chore. – Sed przeczesał dłonią swoje czarne, lśniące włosy. Od razu miałam ochotę zrobić to samo.

– Zrezygnowałam i zajęłam się tańcem w klubie – dodałam.

– Musiało ci być bardzo ciężko.

O nie! Nie potrzebuję litości! Zawsze mnie wkurza, gdy ktoś tak gada.

– Nie byłam sama. Zresztą nie jestem jakimś delikatnym kwiatuszkiem, choć może nie wyglądam. Jestem silna. Mam silny charakter.

– Wyglądasz właśnie jak taki delikatny kwiatuszek.

Skrzywiłam się.

– To, że jestem mała, nie świadczy o braku siły.

– Oj, wiem, droczę się z tobą tylko, głuptasie.

Głuptasie? A to ci dopiero.

– Nawet nie wiesz, jaka jestem silna. Taniec na rurze wymaga ogromnej siły i koordynacji ciała.

– Mogę się tylko domyślać. Pokażesz mi, jak tańczysz?

– A to nie widziałeś? – uniosłam brwi.

– Przez jakąś minutę czy dwie, zanim wszedłem na salę. Potem przestałaś, jakby cię coś zahipnotyzowało.

– No tak – pokiwałam głową, ale przecież się nie przyznam, że to była jego sprawka.

– Więc?

– Dobra, zatańczę, ale jesteś bardzo nieodpowiedzialnym menadżerem, jeśli zatrudniasz dziewczynę do tańca, nie mając pojęcia, jakie są jej umiejętności.

– Mam intuicję.

– A jeśli jestem beznadziejna?

Zaśmiał się.

– Chodź. Rurę mam w sypialni – pociągnął mnie za dłoń do domu.

Co???

***

Kiedy wchodziłam na piętro wielkimi krętymi schodami, serce próbowało wyskoczyć mi z piersi. Czemu się tak denerwuję? Przecież tańczyłam prawie co wieczór przez ostatnie dwa lata i jestem naprawdę niezła. Wiem to.

– Musisz się jakoś przygotować? – zapytał, otwierając drzwi swojej sypialni. Od razu poczułam zapach damskich perfum i zauważyłam na toaletce chyba z pięćdziesiąt buteleczek. Chyba ta cała Kara jeszcze nie zdążyła zabrać swoich rzeczy. Głupio tak tu wchodzić ze świadomością, że jeszcze dwa dni temu spała tu jako jego przyszła żona.

Tak jak się spodziewałam, sypialnia także była ogromna i seksownie urządzona. Nie chodzi już o rurę na środku pokoju, ale te kolory. Czerwień i czerń, mnóstwo dywanów, rzeźb w bardzo seksownych pozach, i łóżko. Łał. Królewskich rozmiarów, z baldachimem.

– Chwilę się rozciągnę. Możesz mi załatwić jakieś szorty?

– W sensie majtki?

– Tak.

– Nie masz na sobie majtek? – zapytał zainteresowany.

– Mam, ale stringi.

– W klubie tańczyłaś w stringach.

– Ale to nie jest klub. Chcę ci tylko pokazać, co potrafię, a nie robić erotyczne show – zganiłam go wzrokiem.

– Kara zabrała ubrania i bieliznę, a moje będą na ciebie za duże…

– Dobra, nieważne – machnęłam ręką. W sumie czemu mam się krępować? To moja praca, była praca.

– Mam wyjść na tę rozgrzewkę?

– Nie, pomóż mi zdjąć sukienkę – odwróciłam się i zdjęłam buty. Od razu zrobiłam się jakieś piętnaście centymetrów niższa. Sed podszedł bardzo powoli. Robi to specjalnie? To jakaś gra?

– Tak dobrze? – zapytał, delikatnie rozsuwając suwak. Zaśmiałam się.

– Tak. Dziękuję – sukienka upadła na podłogę, zostawiając mnie w samej bieliźnie. Sed zrobił wielkie oczy, widząc mnie prawie nago.

– Założyłaś je jednak – stwierdził, patrząc na moje różowe stringi.

– Gdzie mogę się rozciągnąć? – zapytałam, udając, że nie słyszałam.

– Gdzie chcesz, masz całą sypialnię do dyspozycji – podeszłam więc do łóżka i zaczęłam krążenia biodrami, wymachy nóg, rąk. Potem usiadłam i z szeroko rozłożonymi nogami rozciągałam plecy i nogi. Na końcu szyja.

– Ok, jestem gotowa – powiedziałam, a on stał jak zaczarowany. Gapił się na mnie przez cały ten czas? Nawet nie zauważyłam, tak skupiłam się na rozgrzewce.

– Włączyć jakąś muzykę?

– Tak, poproszę – podeszłam do rury i zakręciłam się na niej zgrabnie. To profesjonalna rura do tańca. Po co mu ona w sypialni? Czyżby przyszła była pani Mills tańczyła dla swojego boskiego byłego narzeczonego? Nagle usłyszałam wolną, seksowną melodię z saksofonem w tle. Idealnie. Pokazałam, aby usiadł i znowu się zakręciłam, by przyjąć pozycję. Nie wiem jakim cudem światło przygasło tak, że prawie go nie widzę. Może to i lepiej, nie będę się krępowała. Wczułam się w muzykę, Suzanne zawsze się wkurzała, gdy improwizowałam na scenie zamiast tańczyć układ, ale to wygląda lepiej.

Zamknęłam oczy i dałam się ponieść. Znałam tę melodię, z łatwością wybrałam figury, które wykonam podczas tańca. Najbardziej spektakularne jest oczywiście szerokie rozłożenie nóg, więc od tego zaczęłam. Trochę żałuje, że nie widzę Seda. Ciekawe, czy mu się podoba? Kilka obrotów, wspięłam się wysoko i zjechałam aż na samą podłogę, trochę się potarzałam i znowu się wspięłam. Trzymając się samymi udami, wykonałam kilka figur i zjechałam z szeroko rozłożonymi nogami, by zakończyć taniec. Piosenka trwała jeszcze kilka sekund, więc idealnie wyważyłam czas. Wstałam z podłogi i stanęłam przy rurze jak sierotka Marysia. Zmrużyłam oczy, by wypatrzeć w mroku Seda.

– Sed? – zapytałam wpatrując się w stronę łóżka, na którym siedzi, a przynajmniej siedział, gdy zaczynałam tańczyć.

– Tak, jestem – odpowiedział, ale dalej go nie widziałam.

– I jak? – przekręciłam głowę, a on wyłonił się z tej ciemności jak wampir i chwycił mnie w ramiona. Zdębiałam.

– Jesteś nieziemska… – zobaczyłam jego błyszczące zachwytem oczy i miałam ochotę podskoczyć z radości: podobało mu się!

– Dziękuję, ale możesz mnie już teraz puścić – złapałam go za ramiona, by się odepchnąć.

– Wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Od razu, gdy cię zobaczyłem – musnął delikatnie moje nagie ramie. O rany! Czy on chce to zrobić? Gdy poczułam coś twardego na swoim brzuchu, nie miałam wątpliwości, że chce. Cholera!

– Puść mnie, Sed – wyszeptałam mało przekonująco.

– Mam na ciebie taką ochotę. Proszę, spędź ze mną tą noc – wypalił prosto z mostu. Rany! Nie mogę.

– Ja… – nie dał mi dokończyć. Pocałował mnie. O mój Boże, ależ on mnie pocałował! Instynktownie owinęłam się wokół jego ciała, gdy podciągnął mnie na swoje biodra i przyparł mnie do ściany, aż jęknęłam.

– Och, kurwa! – zasyczał w moich ustach, podgryzając mi dolną wargę.

– Sed… – wydyszałam tylko jego imię, a chciałam powiedzieć, że nie mogę tego zrobić.

– Jesteś. Taka. Słodka – powtarzał między namiętnymi pocałunkami, każdy z nich odbierał mi oddech. Ściągnął koszulkę przez głowę i rzucił gdzieś na podłogę. Gdy nasze ciała się zetknęły, znowu jęknęłam. Moje piersi stwardniały momentalnie, jednym ruchem pozbył się mojego stanika i łapczywie zaczął je ssać, całować i pieścić. Obie, na zmianę.

– O Boże! – odrzuciłam głowę do tyłu, uderzając z impetem o drewniane panele na ścianie.

– Uważaj – wydyszał i już po sekundzie leżałam na łóżku, on między moimi nogami, całujący moje piersi, dekolt i brzuch.

– Sed! – krzyknęłam, gdy delikatnie musnął palcami o materiał majtek. Moja cipka zacisnęła się i zaczęła pulsować. Jezu, czy to się dzieje naprawdę? Sed zszedł niżej w okolice pępka i zanurzył w nim język. Krzyknęłam ponownie i opadłam, jakbym miała zaraz zemdleć. W nogach czułam mrowienie, a przed oczami widziałam mroczki. Gdy pocałował mnie TAM przez majki, moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Wygięłam się w łuk i ścisnęłam kurczowo pościel, próbując to powstrzymać. To cudowne uczucie rozlało się gorącą falą po całym ciele, momentalnie pokryłam się potem, a moje serce waliło jak szalone. Czy to był orgazm? Nigdy w życiu go nie przeżyłam, żaden facet nie potrafił mnie do niego doprowadzić. Sed jednym ruchem ściągnął mi majtki, a ja nie miałam siły nic powiedzieć.

– Ale słodka! – musnął palcem moje płatki, rozprowadzając wilgoć, i wsadził ten palec do swoich ust. O matko! Dyszałam, patrząc na niego jak zahipnotyzowana. Gdy wsunął we mnie jeden palec, znowu krzyknęłam. O Chryste! – Boże, ale jesteś ciasna – zamruczał i zaczął całować moją łechtaczkę. Wessał ją i szaleńczo pieścił językiem. Już po chwili szczytowałam ponownie, wijąc się w spazmatycznym orgazmie. Przytkało mi uszy i z trudnością łapałam oddech. Z tego wszystkiego nawet nie zauważyłam, kiedy zdjął spodnie i bokserki. O rany! Ale wielki! – pomyślałam, widząc jego sterczącego penisa, ciężkie jądra, nabrzmiałe i pełne. To z pewnością nieodpowiedni rozmiar na pierwszy raz. Co ja mam zrobić? Reb, myśl. Sed sięgnął do szafki nocnej po prezerwatywę i zaczął ją nakładać, nie odrywając ode mnie wzroku. Jestem taka rozpalona, że nawet nie potrafię myśleć. Chcę to zrobić, ale, cholera, faktycznie powinnam go uprzedzić! Jezu.

– Sed ja… – wyszeptałam z zamiarem przyznania się do tego, że jestem dziewicą.

– Spokojnie, będzie ci dobrze. Obiecuję – zamknął mi usta pocałunkiem i czule pogładził po udzie, by rozsunąć je szerzej. Drugą dłonią chwycił moje dłonie i unieruchomił nad głową. Nie mogę na to patrzeć! Cholera! Zacisnęłam powieki podobnie, jak moja cipka. Zaczął całować mnie po szyi, czułam jak układa się między moimi udami. Chwycił swojego ogromnego penisa w dłoń i nakierował we mnie. Zaczęłam panikować, oddech ugrzęzł mi w gardle i gdy poczułam, jak ociera się szeroką główką o wejście w moją kobiecość, krzyknęłam:

 

– Nie! Nie!

Sed zamarł, zepchnęłam go z siebie i w panice uciekłam do łazienki.

– Reb, co się stało? – zawołał za mną, a po sekundzie pukał do drzwi.

– Nic, przepraszam. Nie mogę tego zrobić – wydukałam, próbując opanować atak paniki.

– Otwórz, proszę.

Minęła chwila, nim się uspokoiłam. Owinęłam się ręcznikiem i kompletnie zażenowana otworzyłam.

– Przepraszam. Chyba już pójdę – spuściłam wzrok, nie chcę na niego patrzeć. Nadal jest nagi. O matko.

– Poczekaj. Zrobiłem coś źle? – zatrzymał mnie, delikatnie łapiąc za ramię.

– Nie. To ze mną coś jest nie tak – odburknęłam, a do oczu napłynęły mi łzy. O nie! Tylko nie teraz! Błagam.

– Za bardzo nalegałem? – zapytał spokojnie.

– Nie.

– Więc o co chodzi?

– O nic. Chcę już wracać. Odwieziesz mnie? – otarłam wierzchem dłoni łzę.

– Ej, nie płacz. Nic się przecież nie stało – przyciągnął mnie do siebie i przytulił. No właśnie! Nic się nie stało! Przeze mnie! Przez moje głupie dziewictwo. Teraz pomyśli, że jestem jakaś nienormalna.

– Chciałabym wrócić, naprawdę – pociągnęłam nosem.

– Nie zostaniesz na noc?

– Nie.

– Dlaczego?

– Nie mogę. Proszę, odwieź mnie do domu – rozpłakałam się. Boże, dlaczego ja się rozpłakałam? To do mnie niepodobne! Co się ze mną dzieje?

– Spójrz na mnie – chwycił mnie za ramiona. – Reb, spójrz na mnie! – powtórzył głośniej i delikatnie mną potrząsnął. Udręczonym wzrokiem spojrzałam w jego smutne oczy.

– Co?

– Czy ktoś cię skrzywdził? – zapytał nagle i nie wiem dlaczego, ale zachciało mi się śmiać. No tak. Tylko ja potrafię płakać, a zaraz potem histerycznie się śmiać.

– O mój Boże, nie! – pisnęłam wycierając mokre oczy.

– Na pewno?

– Jezu, na pewno! Daj już spokój – warknęłam.

– Wybacz, ale zareagowałaś dość specyficznie.

– Specyficznie?

– No, jak osoba, która kiedyś została skrzywdzona.

– Nie zostałam skrzywdzona, a na pewno nie w taki sposób, jak pomyślałeś. Ja po prostu…

– Co po prostu?

Cholera, no!

– Po prostu nigdy tego nie robiłam.

– Czego? – zapytał z dziwną miną.

– No, nie uprawiałam seksu – wydusiłam z siebie.

– Co? – zapytał z oburzeniem.

– To, co słyszałeś.

– Jesteś dziewicą?!

Znowu ten ton. Nie podoba mi się to.

– Jezu, Sed taki z ciebie tępak? – warknęłam, a on odsunął się ode mnie, jakbym była trędowata.

– Nie no, kurwa, nie wierzę! – wrzasnął na mnie jak na małe dziecko. – Dlaczego mi nie powiedziałaś?!

– No wybacz, nie opowiadam wszystkim o takich sprawach – nerwowo poprawiłam ręcznik, a on wsunął bokserki na tyłek.

– Kurwa, przecież wiedziałaś, po co tu przychodzisz!

– Co?!

– Wiedziałaś, na co się piszesz. Od wczoraj między nami iskrzy! – znowu wrzasnął.

– Nie, Sed, nie zakładałam, że pójdę dziś z tobą do łóżka! Nie miałam takiego zamiaru! – odwarknęłam.

– Więc czemu dopuściłaś do sytuacji przed chwilą? – przeczesał nerwowo włosy.

– Nie wiem, było mi dobrze, straciłam rozum – wzruszyłam ramionami. Poczułam się okropnie. Faktycznie, to moja wina, powinnam była go uprzedzić.

– Mogłem zrobić ci krzywdę, idiotko! – huknął na mnie kompletnie wkurwiony.

– Idiotko?! – wciągnęłam powietrze nosem.

– Powinnaś była mi powiedzieć, do cholery! Gdybym wiedział, nigdy bym cię nie dotknął!

Aż mnie zatkało. A więc to tak? Teraz się mnie brzydzi? Bo jestem dziewicą?

– Ale z ciebie dupek. Nie chcę cię więcej widzieć! – chwyciłam swoją sukienkę i pobiegłam do łazienki. Ubrałam się w nią, ale bielizna została w sypialni. Cholera! Powycierałam rozmazany tusz i poprawiłam włosy. Co za palant! Dupek! Cham! Jezu, nienawidzę go. Czy zawsze muszę się czuć jak kretynka? To nie pierwsza sytuacja, gdy facet ucieka, dowiadując się, że jestem dziewicą! To jakaś choroba?

Wyszłam z łazienki, na szczęście Sedricka nie było w sypialni. Założyłam bieliznę, buty i zeszłam na dół.