Mazepa

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Juliusz Słowacki

Mazepa

Tragedia w pięciu aktach

Warszawa 2017

Spis treści

Osoby

Akt I

Scena I

Scena II

Scena III

Scena IV

Scena V

Scena VI

Scena VII

Scena VIII

Scena IX

Scena X

Scena XI

Scena XII

Scena XIII

Scena XIV

Scena XV

Akt II

Scena I

Scena II

Scena III

Scena IV

Scena V

Scena VI

Scena VII

Scena VIII

Scena IX

Scena X

Scena XI

Scena XII

Akt III

Scena I

Scena II

Scena III

Scena IV

Akt IV

Scena I

Scena II

Scena III

Scena IV

Scena V

Scena VI

Scena VII

Scena VIII

Scena IX

Scena X

Akt V

Scena I

Scena II

Scena III

Scena IV

Scena V

Scena VI

Scena VII

Scena VIII

Scena IX

Osoby

KRÓL JAN KAZIMIERZ

MAZEPA – dworzanin Króla

WOJEWODA

AMELIA – żona Wojewody

ZBIGNIEW – syn Wojewody z pierwszego małżeństwa

CHMARA – dworzanin Wojewody

CHRZĄSTKA – dworzanin Wojewody

KASZTELANOWA

Pokojowi królewscy, szlachta, ludzie Wojewody, Ksiądz itd.

Scena w zamku Wojewody.

Akt I

Scena I

Sala oświecona jak na bal. WOJEWODA, ZBIGNIEW, potem KASZTELANOWA.

WOJEWODA

A przy moździerzach trzymać zapalone lonty.

Waść mi, panie Zbigniewie, synu, zajrzyj w kąty,

Czy wszystko jak potrzeba na królewskie gody?

Do wchodzącej Kasztelanowej.

Mościa kasztelanowo, mam wielkie powody

Cieszyć się, że cię widzę w zdrowiu i w świeżości.

KASZTELANOWA

Jakże mi pięknie zamek wygląda waszmości,

Co lamp! Co pozłotowin! – A gdzie aści żona?

WOJEWODA

Dotychczas nie gotowa i nie przystrojona –

A to mój syn zastąpi ją tu przy asindźce.

Pójdę tymczasem z wieży zajrzeć na gościńce,

Czy się już król nie toczy po drodze lipowej.

Zbigniewie, atentuj się waść kasztelanowej

I baw jaśnie wielmożną.

KASZTELANOWA

do Zbigniewa.

Waść przyjeżdżasz z Padwy?

ZBIGNIEW

Nie, mościa dobrodziejko, już z wojska.

KASZTELANOWA

Doprawdy?

Waść w wojsku?

ZBIGINIEW

Tak, rotmistrzem zostałem pancernym.

KASZTELANOWA

Strzeż mi się waść, bo zaraz zostaniesz niewiernym,

Płochym uwodzicielem, jak wszyscy rotmistrze.

ZBIGNIEW

Broń Boże!

KASZTELANOWA

Masz oczęta, co się błyszczą bystrze,

Ale coś trochę mgliste i afekcjonalne.

I cóż to jest waćpanu... ot, w pancerz cię palnę

Wachlarzykiem i wszystko serduszko wyśpiewa.

Mówże mi co o Włoszech asińdziej.

Słychać zgiełk za sceną.

WOJEWODA

Cholewa!

Panie Cholewa, co tam za wrzask? Panie Chmara!

Mości Chrząstko! Czy wszystkich diabli wzięli? – Wiara!

Szablice dzwonią, trzeba iść pacyfikować.

Wychodzi.

Scena II

ZBIGNIEW, KASZTELANOWA, PAN CHRZĄSTKA wchodząc innymi drzwiami.

CHRZĄSTKA

Gdzie Wojewoda?

KASZTELANOWA

Chciej nas waść zainformować,

Co to za krzyk?

CHRZĄSTKA

Zdarzenie, mościa dobrodziejko,

Bardzo smutne.

KASZTELANOWA

A powiedz że?

CHRZĄSTKA

Bryka za bryką

Wjechała na dziedziniec, mościa dobrodziejko.

Z tych bryk wysiadło szlachty, panów co niemiara.

Jednych prowadził pan marszałek ziemski Szczara,

Lubomirszczyk zajadły, rokoszanin, śmiałek;

Drugim pan Olgopolski przywodził, marszałek,

Babińcowym nazwany, bo trzyma z królową.

Zeszli się, mościa pani, przed bramą zamkową

Owi dwaj marszałkowie, a każdy jak patron

Caudy swej przyjacielskiej, amicus i matron.

KASZTELANOWA

Proszę Waćpana, nie leź w łacinę jak w błoto.

CHRZĄSTKA

Obu więc tym marszałkom przeciwnym szło o to,

Który z nich krok najpierwszy ma mieć do przedsienia;

Lecz jako oba grzeczni, więc bez ubliżenia

Jeden drugiemu, oba, mając czapki w rękach,

Nuż się kłaniać, we dwoje giąć się, jak na mękach;

Próżno obu łysiny mroził księżyc chłodny,

Jeden krzyczał: niegodny – i drugi: niegodny!

I byłyby na wieki trwały te respekta,

Gdyby jeden z baczących na te kontrefekta

Jezuickiej grzeczności nie był krzyknął z brzucha:

A weźże, panie Szczara, krok i nakryj ucha.

Co słysząc Olgopolski, jak piorun z obłoku

W bramę – co widząc, równie accelerans kroku

I pan Szczara uczynił. – Waćpani się spytasz,

Co się stało? Jak razem wstąpili w korytarz,

Tak i razem ugrzęźli, brzuch z brzuchem, nos z nosem;

Próżno ich szlachta częstym szturchańcem i głosem

Podżega i na dalsze zaprasza pokoje –

 

Nie mogą – więc myśl wzięto seccare na dwoje

Zaciętych inimicos, więc błysnęły szable.

Jako więc w ciasnym porcie dwa wielkie korabie,

Które fortunam niosą przed burzliwym gromem...

WOJEWODA

za sceną.

Rozbić mur, niechaj wejdą Ichmoście wyłomem.

Panie Chmara! Rozwalić mur.

KASZTELANOWA

O! Krotochwila.

Chrząstka wychodzi.

Scena III

ZBIGNIEW, KASZTELANOWA, wchodzi AMELIA.

KASZTELANOWA

Cóż to jest za dzieweczka? Ze skrzydeł motyla

Trzewiczki ma; na głowie bez żadnego fiocha.

ZBIGNIEW

To, mościa dobrodziejko, jest moja macocha.

KASZTELANOWA

Ta młodziutka? To jeszcze dziecko!

Do Amelii.

A proszę cię,

Bądźże mi przyjaciółką, moje piękne dziecię.

Uważaj mnie jak swoją. – Cóż? Jaka ty ładna!

A to, panie Zbigniewie, cud! Z sąsiadek żadna

Nie wyrówna. Nie płoń się, starej wolno mówić.

Trzeba ci było muszek wiosennych nałowić,

Oberwać im skrzydełka i upstrzyć twarzyczkę.

Nadto białą we włosach zatknęłaś różyczkę,

Nadto białą. To jeszcze dzieciątko niewinne.

Panie Zbigniewie, czy masz respekta powinne

Dla takiej młodej matki? Jakże wy z nią razem?

To dziwnie, waszeć mi się zdajesz zimnym głazem,

Atentujże się wasze tej młodziutkiej matce.

Do Amelii

Tobie tu jak białemu gołębiowi w klatce:

Ten zamek bardzo smutny, tobie trzeba słońca.

Cóż – czy cię nudzi starej gawęda bez końca?

Powiem ci coś miłego: tu z królem przybywa

Pan Mazepa.

AMELIA

Któż to jest?

KASZTELANOWA

Jak to, nieszczęśliwa!

Ty nigdy nie słyszałaś o panu Mazepie?

AMELIA

Nie, mościa dobrodziejko.

KASZTELANOWA

Ja ciebie oślepię,

Jak ci zacznę o złotym mówić sowizdrzale,

A może twoje czyste serduszko rozpalę

Ogniem nieugaszonym. – Obaczysz go sama.

Serce jego otwarte jak przejezdna brama,

Jedna wjeżdża, a druga wyjeżdża za wrota.

Spojrzenia jego na kształt kowalskiego młota,

Ciągle w biedne serduszka uderzają, tłuką

Na miazgę. Niech to będzie asińdźce nauką.

Walą z dział.

AMELIA

O Boże, król!

KASZTELANOWA

Nim wejdzie, mamy czasu dużo,

Tam na ganku pan Pasek, z powagą papużą

I z wielkim stał papierem – Ba! To mówca śliczny,

Przygotował dla króla wiersz makaroniczny.

O czym że ja mówiła, mościa dobrodziejko?

Ha – otóż paź Mazepa – jeszcze mu czuć mleko

Pod nosem, a już o nim tyle rzeczy plotą.

Scena IV

Ciż sami. Mazepa włazi oknem nie widziany przez aktorów.

KASZTELANOWA

Wystaw ty sobie, co to za sowizdrzał! Co to

Za urwis ten Mazepa.

MAZEPA

na stronie.

Ba, tu o mnie mowa.

KASZTELANOWA

Wystaw sobie, co to jest za przewrotna głowa!

Co to za wróg niewieści! Węża wziął za godło.

Paź kochanek włosami kazał wypchać siodło.

MAZEPA

kłaniając się kasztelanowej, nagle.

Fałsz, mościa dobrodziejko, proszę nie dać wiary.

KASZTELANOWA

Jakże tu pan przyszedłeś?

MAZEPA

Z księżycem przez szpary.

Lecz w czas przychodzę bronić własnego honoru.

KASZTELANOWA

Lecz jak tu pan przyszedłeś?

MAZEPA

Jak motylek dworu

Przez okno, mościa pani.

KASZTELANOWA

Ba, kłamcy masz minę;

Okno wysokie.

MAZEPA

Z włosów mam różnych drabinę.

KASZTELANOWA

Z włosów kochanek?

MAZEPA

Tak jest.

KASZTELANOWA

Lecz czemuż przez szyby,

Nie przez drzwi?

MAZEPA

Bo we drzwiach jest pan Pasek, niby

Cerber z trzema głowami – krew się w żyłach ścina,

Co jedna skończy mówić, to druga zaczyna.

Myśląc, że to się nigdy nie skończy – uciekłem.

KASZTELANOWA

Już ja widzę, że Waćpan ten dom zrobisz piekłem,

Że tu Waćpan przez okno wniesiesz niepokoje.

MAZEPA

Skądże tak zła opinia?

KASZTELANOWA

Ja bardzo się boję

Waszej niestateczności. – Niech nas Bóg ochrania,

Waszeć nigdy nie możesz być bez zakochania;

Lecz tutaj warto by się rozkochać ze skruchą.

Jak się zakochasz, to mi powiesz w kim na ucho,

Ja stara cię nie zdradzę.

MAZEPA

z ręką na sercu.

Paź aśćkę przekona.

Scena V

Ciż sami, KRÓL, WOJEWODA i wiele szlachty.

WOJEWODA

Oto jest, najjaśniejszy panie, moja żona,

Która ci się pokornie do kolan uniży.

A to – kasztelanowa Robroncka ze Spiży.

A to mój syn jedynak, twej potencji sługa.

KRÓL

Cóż to? Paź tu?

MAZEPA

Oracja była bardzo długa,

Nie chciałem się rozczulić, wnet mi oczy mokną,

Wszedłem przez okno...

KRÓL

Strzeż się wylecieć przez okno.

MAZEPA

W szczęśliwsze pozwól, królu, ufać horoskopy.

KRÓL

do Wojewodziny.

Pani, racz mi dać rękę. – Te ogniste stropy

Prawdziwie empirejskim zdają się obłokiem,

A ty, wojewodzino...

Kończy do ucha komplement.

WOJEWODA

Za królewskim krokiem,

Mości panowie, proszę – proszę – bardzo proszę.

Wychodzą wszyscy, oprócz Mazepy, na dalsze pokoje.

Scena VI

MAZEPA

sam.

O! Dziwny świat! Ten młody rotmistrz, przy macosze

Tak cudownej, a zimny jak lód się wydaje,

Gdy ja, ledwom ją ujrzał, już mi serce taje...

Już chciałbym albo żyć z nią, albo umrzeć dla niej.

Mościa kasztelanowo, o! Zgadłaś waćpani,

Że tu przyjdzie w miłości zapisać się wiecznik.

Zacznę jak słońce, może skończę jak słonecznik,

Ona mi będzie serce obracać oczyma.

Wojewoda wchodzi.

WOJEWODA

Cóż to – czy mój stół żadnych względów nie otrzyma,

Proszę, wielmożny panie, nie pogardzaj strawą.

Mazepa kłania się i odchodzi.

Scena VII

WOJEWODA, CHMARA.

WOJEWODA

Panie Chmara, w ogrodzie czy od lamp jaskrawo?

CHMARA

Już się palą.

WOJEWODA

Wyłamać zaraz tę przegrodę.

Niechaj król zobaczy dobrze w zamku Wojewodę.

Niechaj mu będzie jasno – cóż – wyjąć tę ścianę.

Ludzie wyjmują ścianę w głębi teatru, pokazuje się ogród iluminowany.

To pięknie? Czy tam wszystkie rozkazy wydane?

Czy włość pije, mospanie, czy upiekli wołu?

CHMARA

Wszystko, panie.

Wchodzi p. Pasek.

PAN PASEK

Jegomość król wstaje od stołu,

Już kazał sobie podać z nalewką miednicę.

WOJEWODA

Panie Pasek, każ urżnąć polskiego muzyce.

Rozchodzą się w różne strony, wojewoda idzie do króla.

Scena VIII

Muzyka gra poloneza – Król wchodzi w pierwszej parze, prowadząc Wojewodzinę – Za nim paź Mazepa z Kasztelanową, potem opodal Zbigniew z jakąś panią. – Wojewoda na końcu.

KRÓL

do Amelii.

Pani Wojewodzino, to królewskie gody.

Jeśli wola, pójdziemy kołem przez ogrody?

AMELIA

Sługa waszej królewskiej mości.

KRÓL

Proszę w ślady.

Polonez wychodzi do ogrodu.

KASZTELANOWA

przechodząc, do Mazepy.

A Waćpan się już kochasz?

MAZEPA

Już.

PIERWSZA Z PAŃ

do Zbigniewa.

Jak Waszmość blady.

ZBIGNIEW

Mościa pani, zapewne takim byłem wczora.

Wychodzą. Polonez wraca z ogrodu. Król puszcza rękę Wojewodziny, wszystkie pary rozłączają się.

KRÓL

Wielmożne panie, proszę iść same, gąsiora.

A teraz nowym wszystkich wyborem zaszczycić.

Kasztelanowa bierze rękę Króla – inne panie wybierają tancerzy – Amelia zostaje na przodzie sceny, a paź z boku – polonez cały wychodzi – i bal przenosi się do sal dalszych.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Scena IX

AMELIA, MAZEPA.

MAZEPA

na stronie.

Udało mi się żadnej ręki nie uchwycić

I zostać z nią sam na sam... Piękności cudowna!

Owiała mnie przy tobie trwoga niewymowna,

Jak w miejscu świętym.

AMELIA

do siebie.

Tak mi coś na sercu smutno!

MAZEPA

na stronie.

Niespokojnością jestem dręczony okrutną.

Jak tu zacząć?

Do Amelii.

Czy wolno panią prosić w tany?

AMELIA

Niech pan wybaczy.

MAZEPA

Więc nie?

AMELIA

Nie.

MAZEPA

Głosek twój szklany

Wyuczył się harmonii od leśnych słowików;

Oczy twoje z błękitów całe i z promyków

Od gwiazd się nauczyły być tak błękitnymi,

I tak zawsze, tak prosto zlatywać ku ziemi.

Pozwól mi głos usłyszeć i zobaczyć oczy,

Bo pomyślę, żeś gniewna. Ty drżysz? Nikt nie wkroczy,

Wszyscy za królem ciągną po zamku. My sami.

O! To kraj dziwny! Tu są niebianek ustami

Róże zamknięte, nie chcą otworzyć się całe...

Widzę na ustach uśmiech... Muszę oczy śmiałe

Odwrócić, bo mnie twoich brwi mignienie zgubi.

AMELIA

Nie wiem, czy Waszmość wiejską prostotę polubi,

 

Ale muszę mu wyznać, że ta jego mowa

Wcale mi się nie zdaje...

MAZEPA

Bywaj pani zdrowa,

Jeślim obraził...

AMELIA

O! Nie.

MAZEPA

Idę – i w łeb strzelę.

AMELIA

Tak żartować!

MAZEPA

Bynajmniej – jak sobie podchmielę,

Gotów jestem na wszystko, idę pić z rozpaczy.

AMELIA

A potem?

MAZEPA

Potem pani z okna mnie zobaczy

Strzelającego sobie w łeb.

AMELIA

Pan stroi żarty.

MAZEPA

Cóż mam robić na świecie? co? – czy grać drużbarty,

Albo z królem odmawiać litanije smętne?

Ot – nie mam już w nic wiary, serce moje mętne –

Ciebie bym jeszcze, pani, wziął za spowiednika,

Boś podobna do świętej – ty słuchasz słowika,

A ja mam więcej, pani, z tobą do mówienia.

A ty mnie słuchać nie chcesz.

Do siebie.

Już się zarumienia,

Dobry znak.

Głośno.

O! Niebieska, bądź świętą osobą!

Tylko mi się ty pozwól spowiadać przed sobą;

Ja mam wiele na sercu ciążącej spowiedzi.

Pod oknem twem pewnie jaki ptaszek siedzi

I przez całą noc śpiewa piosnkę nieudolną;

Czyliż mi dziś słowika zastąpić nie wolno?

Czy to gniew twój obudzi?

AMELIA

O, Boże! O, Boże!

MAZEPA

Jam się rozpytał dobrze o wszystko we dworze.

Wiem, że twój balkon brzozą płaczącą okryty.

Lilijami ubrany.

AMEMIA

Pan nie jesteś skryty,

Gdy się do roli szpiega przyznajesz tak snadnie.

MAZEPA

Tak, jestem bez honoru.

AMELIA

Pan tu w przepaść wpadnie.

Ja mam obrońcę, ja tu będę obroniona.

MAZEPA

Lecz pani będziesz tego żałować, kto skona.

AMELIA

Próżne słowa, tak błaho nikt życia nie traci

I bez żadnej nadziei.

MAZEPA

W twej drżącej postaci

Wiele dla mnie nadziei.

AMELIA

Żadnej nie ma – żadnej.

Odchodzi.

Scena X

MAZEPA, potem KASZTELANOWA.

MAZEPA

Już się jak rybka wędki uchwyciła zdradnej,

Przysięgnę, że się z okna dziś do mnie wychyli.

Resztę uczyni diabeł.

Wchodzi Kasztelanowa.

KASZTELANOWA

A gdzież to wy byli,

Mój panie dworzaninie? Z kim się to gwarzyło?

MAZEPA

Z nikim, wielmożna pani.

KASZTELANOWA

Serduszko się wpiło

Jak kleszcz! Ja ci coś powiem – jestem tu na oku.

Widziałam, jak was Zbigniew wypatrywał z boku;

Strupiałbyś, panie paziu, gdybyś go zobaczył,

Bo tak wyglądał, jak trup. – Żeby Waszmość raczył

Podać mi do powozu rękę.

MAZEPA

Już cię tracę,

Mościa kasztelanowo?

Daje rękę i wyprowadza Kasztelanową.

Scena XI

ZBIGNIEW i WOJEWODA, który przez cały ciąg sceny wyprowadza gości z czapką w ręku i kłania się nisko.

ZBIGNIEW

Serce mi kołace,

Jakbym miał omdleć. – Tutaj stała nieruchoma –

On gadał do niej, trwoga w niej była widoma.

O czym on do niej mówił? Jakimi wyrazy?

Ona się odwróciła, widziałem, dwa razy,

Jakby z niespokojności – trzebaż mi się było

Pokazać? – Ten dom będzie paziowi mogiłą.

WOJEWODA

Gasić światła! Król się pan ma ku spoczynkowi.

Wychodzi.

ZBIGNIEW

I niktże mi tu z duchów litosnych nie powie,

O czym oni gadali. Nie, ja spać nie będę;

Pójdę, aż się tych myśli dręczących pozbędę,

Ukołysany nocną cichością w ogrodzie.

Jeśli usłyszy – ona mnie pozna po chodzie

I przypomni, że jestem na świecie. O! Męka.

Wychodzi.

Scena XII

Inny pokój w zamku. KRÓL, WOJEWODA z pochodnią, MAZEPA, POKOJOWI KRÓLEWSCY.

KRÓL

A niechże Waszmość przecie przede mną nie klęka.

WOJEWODA

Król się pozwoli rozzuć.

KRÓL

podnosząc go z ziemi.

Waść zanadto czyni,

Prosimy cię, zostaw nas nocnej monarchini

Dyjanie, co w te szyby zamierzchłe zagląda,

Sam się ku spoczynkowi miej; Morfeusz żąda

Ofiary po ofierze Bachusa.

Wojewoda kłania się i odchodzi.

Bóg z wami.

Pokojowce królewscy odchodzą.

Scena XIII

KRÓL, MAZEPA.

KRÓL

Podaj mi brewiarz. Niebo iskrzy się gwiazdami.

Ave Maria gratias plena. – Mazo!

MAZEPA

Panie!

KRÓL

Czy wiesz acan, gdzie tutaj śpią moi dworzanie?

MAZEPA

Na lewo.

KRÓL

A pan zamku?

MAZEPA

Nie wiem.

KRÓL

Toś kiep.

MAZEPA

Zgoda.

KRÓL

Ave Maria. – Nie wiesz, gdzie śpi wojewoda?

MAZEPA

Nie wiem.

KRÓL

Toś wielki dureń.

MAZEPA

Już drugi raz słyszę.

KRÓL

A ty gdzie śpisz?

MAZEPA

Ja nie śpię.

KRÓL

A coż robisz?

MAZEPA

Piszę

Dzieje twe, miłościwy panie.

KRÓL

Sowizdrzale,

Historiografie.

MAZEPA

na stronie.

Bogdajś pękł, ekskardynale.

KRÓL

Co waść mruczysz?

MAZEPA

Nic, wiersze.

KRÓL

Ba, ja się założę,

Że ty masz jaką schadzkę po nocy.

MAZEPA

Być może.

KRÓL

Ja wiem pewnie. Waść gadał już z wojewodziną.

MAZEPA

Chwaliłem przed nią waszą królewską mość.

KRÓL

Ino

Mów prawdę. Waść ją będziesz widział dzisiaj jeszcze?

MAZEPA

Jak tylko serce moje gdziekolwiek umieszczę,

To mi król miłościwy wnet zajrzysz.

KRÓL

Nie zajrzę

Bynajmniej.

MAZEPA

Wnet przeszkadzasz mi, królu...

KRÓL

A dajże

Mi święty pokój, głupcze! Tak mi trąbisz w uszy,

Że aż uciekam...

Bierze na siebie płaszcz Mazepy zostawiony na krześle, i kapelusz Mazepy kładzie na głowę.

MAZEPA

Królu! To mój płaszcz.

KRÓL

Bez duszy!

Chcesz, żebym dostał febry, bez płaszcza, po rosie.

MAZEPA

Król miłościwy, wszakże masz swój.

KRÓL

Co? Młokosie,

Chcesz, żeby mnie po nocy, w królewskiej odzieży,

Poznało zaraz całe wojsko nietoperzy

I oddawało winne królewskie honory?

Cóż, Mazo, waść nie jesteś na gorączkę chory;

Jeśli mnie płaszcz zarazi czym, to głupstwem chyba.

Czekaj tu waść.

Wychodzi do ogrodu.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?