Czar Lazurowego Wybrzeża

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ TRZECI

‒ Bastian! Co za niespodzianka! Nie miałem pojęcia, że jesteś we Francji! – Philip powitał go ciepło i entuzjastycznie, gdy Bastian zadzwonił, by poinformować o swoim przyjeździe.

‒ Jestem akurat w Monaco – doprecyzował, patrząc na port przez ogromne okna w swoim przestronnym apartamencie w Monte Carlo. Luksusowe jachty pyszniły się swoim bogactwem, czekając niecierpliwie na kolejne wyprawy. Sabina musi uwielbiać tego rodzaju rozrywki, pomyślał nagle.

‒ Ale odwiedzisz nas, prawda? Wspaniale będzie cię zobaczyć! – zachęcał żarliwie kuzyn.

‒ Szukasz rozrywek zamiast skupić się na swojej pracy magisterskiej? – spytał przekornie, wiedząc, że Philip miał już jedną. I to bardzo niebezpieczną. Natychmiast w jego myślach pojawił się obraz pięknej Sabiny Sablon. Prześladował go praktycznie bez przerwy, od kiedy wyszedł wczoraj z nocnego klubu. Był na tyle pociągający, że mógł zniewolić każdego. Nawet jego. Otrząsnął się wysiłkiem woli. Nadszedł czas, by się zorientować, jak głęboko zaangażował się Philip w romans z tą uroczą piosenkarką. – No cóż… akurat odwołano mi spotkanie, mógłbym więc przyjechać za godzinę, jeśli chcesz.

Nastąpiła krępująca chwila ciszy. Jego propozycja najwyraźniej zaskoczyła Philipa.

‒ A czy nie moglibyśmy się umówić trochę później? – spytał wreszcie.

‒ Aż tak ciężko pracujesz? – zażartował Bastian.

‒ Nie… akurat jestem… to znaczy, mam już prawie skończony jeden rozdział, ale muszę jeszcze coś zrobić przed obiadem.

Philip najwyraźniej był zmieszany, jakby coś ukrywał. Bastian wyczuł to w jego głosie. Ale nie zamierzał go teraz naciskać.

‒ Nie ma sprawy. Możemy się spotkać na obiedzie. Koło pierwszej? Pasuje ci? Mam zadzwonić do Paulette, że będę, czy ty jej przekażesz?

‒ A mógłbyś? – spytał Philip i Bastian zrozumiał, że jest poza willą.

‒ Nie ma sprawy ‒ zapewnił, starając się, by Philip nie wyczuł zaniepokojenia w jego głosie.

Jeśli Philip nie był w domu, żeby pisać swoją pracę, to gdzie był? Czy razem z nią? Czuł, jak ogarnia go gniew. Czy właśnie dlatego odrzuciła jego zaproszenie? Spieszyła się na spotkanie z jego kuzynem? Czy Philip spędził z nią noc? Jego mięśnie napinały się coraz bardziej, a wściekłość narastała. Może i prawda, że Philip był już na tyle dorosły, że mógł sam decydować o tym, z kim się spotykać. Ale nawet jeśli ta piosenkarka była bielsza niż śnieg, a jej moralność była niczym siostry z klasztoru, to na pewno nie nadawała się na pierwszą miłość dla tak bardzo młodego i niedoświadczonego mężczyzny. Nie miał wątpliwości, że była już bliżej trzydziestki niż dwudziestki.

‒ Świetnie – pożegnał się Philip. – A więc do zobaczenia. Muszę już lecieć.

Bastian zakończył rozmowę i powoli wsunął komórkę do kieszeni spodni, nadal wyglądając przez okno. Warte wiele milionów, wypieszczone jachty ogrzewało coraz cieplejsze słońce przedpołudnia. Bajkowy pałac książęcy panującej rodziny wydawał się coraz bardziej osaczony przez luksusowe wysokie budynki, przeznaczone na hotele i kasyna. Jego apartament okazał się doskonałą inwestycją. Koszt zwracał się wielokrotnie, gdy wynajmował go podczas Monaco Grand Prix. Musiał jednak przyznać, że Monte Carlo nie było jego ulubionym miejscem. O wiele lepiej czuł się w willi na Cap Pierre, gdzie teraz mieszkał Philip. A już najlepiej na własnej prywatnej greckiej wyspie. Tam właśnie wyjeżdżał, gdy chciał pobyć sam. Pewnego dnia zabierze tam kobietę, która zostanie jego żoną. Kobietę, z którą spędzi resztę życia. Choć, jak na razie, nie miał pojęcia, kim ona będzie. To prawda, że miał bogate doświadczenie z kobietami, ale żadna z tych, które poznał do tej pory, nie zainteresowała go na tyle, żeby chciał się z nią związać na dłużej. Jednego był pewien, gdy ją spotka, będzie wiedział od razu, że to ta jedyna. Co do tego nie miał najmniejszych wątpliwości.

Póki co usiadł przy stole, otworzył laptop i zabrał się do pracy. Musiał sprawdzić jeszcze kilka spraw, zanim uda się na spotkanie z Philipem i przekona się na własne oczy, jakich spustoszeń dokonał czar piosenkarki z nocnego klubu.

Królestwo za kawę! – wyszeptała błagalnie Sarah, siadając przy stoliku obok Philipa. Max dał jej chwilę odpocząć, podczas gdy sam zajął się partią małego chóru. Philip nie opuścił żadnej z ich prób, a Sarah nie miała serca go wyganiać. Był słodkim chłopcem, ten Philip Markiotis, i przywiązał się do ich małego, operowego zespołu, pełniąc z własnych chęci funkcję chłopca na posyłki – przynosił kawę, pomagał przy kopiowaniu nut oraz przy sprzątaniu po próbach. Sarah nie mogła nie widzieć, z mięknącym sercem, błysku młodzieńczego zakochania, ilekroć na nią spojrzał. Jego uwielbienie momentami bywało dla niej krępujące. Wiedziała, że w żadnym momencie nie zachowała się w sposób, który pozwalałby mu mieć najmniejszą nadzieję, ale z drugiej strony nie chciała zranić jego młodzieńczych uczuć.

Sarah pamiętała doskonale, jak to jest. Wiedziała, co musiał czuć Philip. Teraz oczywiście mogła się z tego śmiać, ale gdy była młodą studentką, zakochała się bez pamięci w przystojnym nauczycielu śpiewu. To była jej pierwsza wielka miłość, ale przede wszystkim z rozczuleniem wspomniała tę pełną współczucia tolerancję nauczyciela dla jej żywiołowych uczuć. Najprawdopodobniej nie była ani pierwszą, ani ostatnią zakochaną studentką, z którą musiał sobie radzić, ale zawsze będzie mu wdzięczna za jego wrażliwe podejście pełne taktu, dzięki któremu w żadnym momencie nie czuła się jak żałosna idiotka.

Tak samo chciała teraz postąpić z Philipem. Wiedziała, że jego zakochanie nie przetrwa dłużej niż letnie miesiące. Było najprawdopodobniej wynikiem jego osamotnienia, żadnych atrakcji poza pisaniem pracy. Domyślała się, że przebywanie z młodym operowym zespołem sprawiało, że czuł się częścią ich artystycznej bohemy. Czuł się potrzebny i bardziej dorosły, niż był w rzeczywistości.

Nagle, zupełnie znikąd, inny obraz pojawił się w jej myślach. Mężczyzny, który poprzedniego dnia wtargnął do jej garderoby. Jego spojrzenie nie miało nic wspólnego z młodzieńczym zakochaniem Philipa. To było coś o wiele bardziej intensywnego, prawie prymitywnego. Wiedziała, że ma do czynienia z prawdziwym mężczyzną, pewnym siebie i wrażenia, jakie robił na kobietach. Przeszył ją dreszcz pożądania. Jego ciemne oczy brały we władanie jej zmysły, a ona nie mogła się bronić. Wcale nie chciała…

Sarah potrząsnęła głową. Musiała przestać o nim myśleć. Zaprosił ją na kolację. Odmówiła. To wszystko. Nigdy więcej go nie zobaczy.

A poza tym, przypomniała sobie przytomnie, tak naprawdę to nie ją, Sarah, zaprosił na kolację, tylko Sabinę Sablon, wyrafinowaną, seksowną i czarującą piosenkarkę z nocnego klubu. Dałaby dowód niezmiernej naiwności, gdyby choć przez chwilę myślała, że taki mężczyzna, jak on, mógłby się zainteresować prawdziwą Sarah. Było dla niej oczywiste, czego oczekiwał, zapraszając Sabinę na kolację. Widziała to w intensywności jego spojrzenia, w jego głosie i gestach. Nie mogła nie zrozumieć przesłania.

Chciałabym, aby nasz wspólny wieczór skończył się w ten sposób? Gdybym była Sabiną…?

Pytanie pojawiło się w jej myślach, zanim zdążyła je powstrzymać. Odsunęła je natychmiast, nie zastanawiając się nad odpowiedzią. Nie była Sabiną, była Sarah Fareham. Kimkolwiek był ten mężczyzna i jakkolwiek silne było wrażenie, jakie robił, nie zamierzała tego zgłębiać. Za kilka tygodni miało mieć miejsce najważniejsze wydarzenie, które zadecyduje o jej zawodowej przyszłości. To temu powinna teraz poświęcić całą energię, na tym się skoncentrować i na niczym innym.

‒ A więc – spytała, uśmiechając się do Philipa, który nalewał jej kawy – jako nasza jednoosobowa widownia, co myślisz o występie?

‒ Jesteś wspaniała – zapewnił żarliwie, ze spojrzeniem wiernego psa.

No proszę, sama się wpakowała.

– Dzięki, jesteś nazbyt łaskawy – zażartowała. – A co myślisz o innych?

‒ Na pewno świetnie sobie radzą – stwierdził bez entuzjazmu, zarezerwowanego najwyraźniej wyłącznie dla Sarah. – Max bardzo źle cię traktuje – zauważył, marszcząc brwi. – Nie powinien cię tak krytykować.

Sarah uśmiechnęła się rozbawiona.

– Och, Philipie, na tym polega właśnie jego praca. Zresztą nie chodzi tylko o mnie. Musi się upewnić, że wszyscy dajemy z siebie co najlepsze, tworząc jedną, harmonijną całość. To niełatwe. On musi słyszeć wszystkie głosy razem, podczas gdy każde z nas koncentruje się wyłącznie na swoim.

‒ Ale ty śpiewasz wspaniale! – upierał się Philip, przekonany o swojej racji.

Sarah roześmiała się i nie odpowiedziała, wypijając ostatni łyk kawy, a potem płucząc gardło wodą, by oczyścić struny głosowe. Postanowiła ostatecznie uwolnić się od męczącego wspomnienia tajemniczego mężczyzny. Towarzystwo Philipa było świeże, ożywcze i tak prostolinijne w porównaniu z tym, którego doświadczyła poprzedniego dnia. Philip pozwalał jej się zrelaksować podczas intensywnych prób i presji, jakiej nieustannie poddawał ich Max. Starała się jedynie uważać na swoje zachowanie, by nie było w nim nic, co Philip mógłby odczytać jako zachętę.

Miał tak przystępną i słoneczną osobowość. Do wszystkiego podchodził z młodzieńczym entuzjazmem, zafascynowany swoim pierwszym doświadczeniem w artystycznym towarzystwie. Nic dziwnego, że wszyscy bardzo go lubili. Co ją jednak zaskoczyło, to fakt, że Max nie miał nic przeciwko temu, by przychodził na ich próby. Zresztą jego wytłumaczenie wcale jej nie uspokoiło.

‒ Moja droga, każdy, kto mieszka w willi na Cap Pierre, jest nadziany. Chłopak może na takiego nie wygląda i nie szasta pieniędzmi, ale uwierz mi, sprawdziłem, to bardzo bogaty dzieciak. Jeśli odpowiednio się nim zajmiesz, chérie, możesz liczyć na bardzo bogatego sponsora – dodał, znacząco się uśmiechając.

 

Reakcja Sarah była ostra i jednoznaczna.

– Nawet nie próbuj wyłudzać od niego pieniędzy, Max! – ostrzegła.

Nie było mowy, by miała wykorzystać swojego młodego wielbiciela, niezależnie od tego, kim był i ile miał pieniędzy. Zastanawiała się, czy przypadkiem nie ostrzec Philipa, że Max może zwrócić się do niego o pieniądze, ale ostatecznie tego nie zrobiła. Efekt mógłby być odwrotny ‒ Philip sam zaoferowałby finansowe wsparcie.

Sarah westchnęła. Zajmować się uczuciami wrażliwego Philipa, wkładać całą duszę i serce oraz talent w doskonalenie występu pod krytycznym okiem Maxa, który był jej przepustką do świetlanej, zawodowej przyszłości, jak również wytrzymać wysiłek wieczornych występów w klubie jako Sabina, nie było łatwo. A na pewno już ostatnia rzecz, jakiej potrzebowała, to prześladujący ją obraz pociągającego nieznajomego, napinający jej zmysły do granic możliwości.

Siedzący obok niej Philip nerwowo spoglądał na zegarek.

‒ Musisz już wracać do pisania pracy? – zapytała ze zrozumieniem w głosie.

‒ Nie, muszę iść, żeby spotkać się z kuzynem. Z tym, który jest właścicielem willi na Cap, gdzie mieszkam. Przyjechał właśnie na Riwierę i mamy się spotkać na obiedzie.

‒ Na pewno przyjechał dopilnować, czy przykładnie pracujesz i nie szalejesz w nocnych klubach – zażartowała, choć doskonale wiedziała, że to nie w stylu Philipa. – A może sam przyjechał zaszaleć?

‒ On nie jest taki. – Philip pokręcił głową. – Bastian ma już trzydzieści lat. Mówi, że jest na to za stary. Poza tym cały czas zabiera mu praca. No i opędzanie się od tabunów uganiających się za nim kobiet.

No cóż, pomyślała Sarah, jeśli kuzyn miał w sobie choć trochę rodzinnego uroku, który dostrzegła u Philipa, to nie było się czemu dziwić. Nie mówiąc już o tym, że bogactwo zwykle przyciągało piękne kobiety. Zanim zdążyła je powstrzymać, wspomnienia poprzedniego wieczoru znów się pojawiły.

Mężczyzna, który wszedł do jej garderoby, nie miał najmniejszego problemu z udowodnieniem swojego bogactwa. Rzucił od niechcenia zaproszenie do najdroższej i najbardziej luksusowej restauracji na Lazurowym Wybrzeżu, przekonany, że nie można mu odmówić. Z drugiej jednak strony, zreflektowała się, nie potrzebował afiszować się pieniędzmi, by wywrzeć na niej tak silne wrażenie. Wystarczyło, że na nią spojrzał… Musiała natychmiast przestać do tego wracać! Ile jeszcze razy miała to sobie powtarzać?

‒ Sarah! – krzyk Maxa wyrwał ją z zamyślenia. Zerwała się na równe nogi, a Philip razem z nią.

‒ Muszę wracać! Miłego spotkania z kuzynem – uśmiechnęła się i pomachała mu na pożegnanie idąc w kierunku sceny.

Chwilę później była już w pełni pochłonięta swoją rolą. Cały zewnętrzny świat przestał dla niej istnieć.

‒ A więc – zaczął Bastian, krojąc krwisty stek i starając się, by jego głos brzmiał niefrasobliwie ‒ widziałem, że zacząłeś już czerpać środki z funduszu?

Siedzieli na tarasie pod ogromnym parasolem i zajadali się pysznym obiadem, przygotowanym przez Paulette. Bastian starał się wyglądać na zrelaksowanego, ale był coraz bardziej zaniepokojony. Jego młody kuzyn właśnie przed chwilą podniósł temat swoich zbliżających się urodzin i spytał, kiedy wreszcie będzie mógł swobodnie dysponować swoimi pieniędzmi. W głowie Bastiana rozdzwoniły się wszystkie dzwonki ostrzegawcze.

‒ To chyba nie jest żaden problem, prawda? – spytał Philip, prostując się na krześle. Jego głos brzmiał pewnie, ale Bastian nie dał się oszukać. Philip coś ukrywał. Znał dobrze swojego kuzyna. Prawy aż do szpiku kości i niezdolny do kłamstwa.

‒ To zależy – odpowiedział, wychylając kieliszek wybornego Saint-Emilion. – A wiesz już, na co zamierzasz przeznaczyć te pieniądze?

Philip uciekł spojrzeniem w kierunku ogrodu i lśniącej tafli basenu. Nalał sobie filiżankę kawy i sięgnął po cukiernicę.

– Czy to ma jakieś znaczenie? To znaczy, chodzi mi o to, że to przecież są moje pieniądze.

‒ Zgadza się – przyznał Bastian. – Ale moim zadaniem jest nimi zarządzać. W twoim najlepiej pojętym interesie – dodał znacząco.

‒ A może w twoim? – rzucił Philip wyzywająco, sprawiając, że Bastian nie na żarty się zaniepokoił.

‒ Zarówno w moim, jak i w twoim interesie powinno być unikanie popełniania głupstw – zawyrokował, patrząc kuzynowi prosto w oczy.

‒ Nie jestem głupcem! – zaprzeczył Philip.

‒ Ale ktoś mógłby chcieć zrobić z ciebie głupca – zauważył trzeźwo Bastian. Obraz czarującej piosenkarki z nocnego klubu pojawił się w jego głowie jak na zawołanie. Jej długie czarne rzęsy, obcisła suknia, urzekający głos… Musiał się zmusić, by z powrotem skupić się na rozmowie z Philipem. Rozdrażniło go, że zabrało mu to o wiele więcej energii, niż powinno. Powiedział jasno kuzynowi, czego się obawia, ale może należało zastosować bardziej przyjazne podejście. – Zwróć uwagę, że jak tylko skończysz dwadzieścia jeden lat, staniesz się bardzo, ale to bardzo popularny. Nagle okaże się, że masz całe mnóstwo przyjaciół, którym jednak, tak naprawdę, zależy na przyjaźni jedynie z twoim portfelem.

‒ Wiem o tym – przyznał cicho Philip i Bastian uznał to za dobry znak. – Nie jestem naiwny. I jestem ci wdzięczny za to, co dla mnie robisz. Doceniam, że martwisz się o mnie, skoro… ‒ Jego głos załamał się nagle.

‒ Skoro twój ojciec już nie może – dokończył Bastian ciepło. – Masz jeszcze matkę, która bardzo się o ciebie martwi – zaznaczył. – Jesteś jej jedynym synem.

‒ Tak, wiem. – Młodzieńczy uśmiech Philipa był na nowo na jego twarzy. – Ale proszę cię, Bastianie, przekonaj ją, że naprawdę nie ma się o co martwić.

‒ Robię, co mogę – uśmiechnął się. – Powiedz, gdzie chciałbyś zjeść dziś kolację? – spytał, zmieniając temat. – La Fleur Bleu ci odpowiada?

Na dźwięk nazwy restauracji powróciło wspomnienie odrzuconego zaproszenia. Ale odpowiedź Philipa rozdrażniła go jeszcze bardziej.

‒ Och, Bastianie, bardzo mi przykro, ale dziś nie mogę.

‒ Gorąca randka? – spytał z porozumiewawczym mrugnięciem, starając się wyciągnąć prawdę z Philipa.

‒ Coś w tym rodzaju – wymamrotał młodzieniec, rumieniąc się po korzonki włosów.

‒ W rodzaju gorącej czy w rodzaju randki? – dopytywał się Bastian żartobliwie, czując się w duchu coraz bardziej zaniepokojony. Wczoraj nie natknął się na Philipa w nocnym klubie i było to dla niego dużą ulgą. Może jednak sprawy nie zaszły zbyt daleko. Ale teraz…

‒ Coś w rodzaju randki – przyznał Philip zawstydzony coraz bardziej.

Bastian postanowił nie drążyć dalej tematu. Wiedział, że poruszał się po polu minowym i nie chciał, żeby jedna z min wybuchła mu przedwcześnie prosto w twarz. Musiał zachować zaufanie kuzyna, jeśli chciał mu pomóc. Inaczej mógł wszystko zniszczyć i pozwolić na triumf łowczyni fortun.

Philip odezwał się nagle.

– Bastianie, czy mógłbym… to znaczy, czy chciałbyś… chodzi o to, że chciałbym, żebyś kogoś poznał.

‒ Twoją gorącą randkę? – spytał Bastian niefrasobliwie, starając się nie spłoszyć kuzyna, który ponownie się zarumienił.

‒ Zgodziłbyś się? – spytał z nieśmiałym błaganiem w głosie.

‒ Oczywiście – zapewnił Bastian lekko. – Jak chciałbyś to zorganizować? Może zaprosimy ją tutaj na kolację? – spróbował, obawiając się jednak, że może się spotkać z odmową.

‒ Nie… ‒ zaczął Philip zakłopotany. – Jest taka mała restauracja w Les Pins. Wiem, że to nie jest miejsce, do jakich jesteś przyzwyczajony, ale jest zupełnie w porządku…

‒ Jasne – uspokoił go Bastian. – Żaden problem. – Philip dokładnie realizował plan, jaki Bastian obmyślił. Gdy zobaczy go z piosenkarką, będzie w stanie ocenić, jak daleko sprawy zaszły między nimi.

‒ Wspaniale! – ucieszył się Philip. Szczęście i ulga w jego głosie udowodniły Bastianowi, jak bardzo jest jeszcze młody i bezbronny, a „te sprawy” zaszły już, przynajmniej dla niego, o wiele za daleko…

ROZDZIAŁ CZWARTY

Zza mocnych, nakierowanych na nią świateł, Sarah mogła dostrzec Philipa, siedzącego przy stoliku najbliżej sceny i wpatrzonego w nią niczym w obrazek. W przerwie, jak zwykle, podeszła do niego, a Philip natychmiast wstał i podsunął jej krzesło.

‒ Myślałam, że spędzasz dziś wieczór ze swoim kuzynem – uśmiechnęła się.

‒ Och, nie. – Philip machnął ręką. – Ale jeśli już mówimy o moim kuzynie… ‒ przerwał na chwilę, zakłopotany. – Mam nadzieję, że nie miałabyś nic przeciwko temu, żeby go poznać? Prawda? – pytał z wyraźnym niepokojem w głosie.

Sarah nie chciała go rozczarować, ale zależało jej też, by jak najmniej osób wiedziało, że wieczorami zamienia się w uwodzicielską Sabinę Sablon. Tym bardziej, jeśli znali Sarah Foreham jako śpiewaczkę operową. Philip był miłym młodzieńcem, ale jego kuzyn, Bastian, jak się domyślała, musiał się obracać wśród miejscowej elity, w najbogatszych kręgach, i mógł znać wielu wpływowych ludzi, w tym tych, którzy zajmowali się operą… Nie chciała, by jakiś nieopatrzny błąd zniweczył wszystkie jej wysiłki. Od wyniku festiwalu zależała cała jej przyszła kariera i nie mogła ryzykować.

‒ Słuchaj, Philip, jeśli chodzi o twojego kuzyna… wiem, że to brzmi dziwnie, ale czy mógłbyś mnie przedstawić jako Sabinę Sablon i nie wspominać, że jestem śpiewaczką operową, która przygotowuje się do festiwalu? W innym przypadku to by było dla mnie dość skomplikowane.

Skomplikowane było słowem-wytrychem, jakie przyszło jej na myśl, choć powinna raczej powiedzieć „ryzykowne”.

Philip wyglądał na zaskoczonego.

– Czy naprawdę musimy? – zaprotestował. – Chciałbym, żeby Bastian wiedział, jak jesteś wspaniała i utalentowana – uwielbienie i całkowite oddanie zabrzmiało w jego głosie.

Sarah zaśmiała się lekko.

– Och, Philipie, to bardzo miłe z twojej strony, ale…

Nagle zdała sobie sprawę, że spojrzenie Philipa powędrowało nad jej głową.

– To właśnie on – oświadczył. – Już do nas idzie.

Sarah odwróciła lekko głowę i zamarła. Wysoka postać, która zmierzała w stronę ich stolika, była jej znajoma. Nie miała co do tego wątpliwości. Cóż to miało oznaczać? Nie zdążyła jednak zadać pytania, gdy Philip już wstał i witał się z kuzynem.

‒ Bastian! Tak się cieszę, że mogłeś do nas dołączyć! – odezwał się po francusku, w języku, w którym rozmawiał z Sarah. – Akurat trafiłeś na przerwę – dodał po grecku.

‒ Ja także się cieszę – odpowiedział Bastian, starając się, by jego głos brzmiał neutralnie. Jego spojrzenie natychmiast obiegło kobietę siedzącą przy stoliku. W jego głowie pojawiło się mnóstwo myśli, ale ta, która wygrała walkę z innymi o pierwszeństwo, nie była mu najmilsza. Pierwotna, samcza reakcja na widok kobiety, tej konkretnej kobiety. Całe dwadzieścia cztery godziny, które minęły od momentu, gdy rozmawiał z nią w garderobie, nie zatarły wrażenia, jakie na nim wówczas wywarła. Wręcz odwrotnie. Z jeszcze większą zachłannością przyglądał się jej głębokim oczom, pięknej twarzy, idealnej figurze w kolejnej obcisłej sukni. A więc nie było już wątpliwości, że to ona zarzuciła sieci na Philipa, który wpatrywał się w nią wzrokiem pełnym uwielbienia, niczym wierny pies.

‒ Bastianie, chciałbym przedstawić ci kogoś naprawdę szczególnego. To jest… ‒ zawahał się chwilę ‒ …to jest Sabina. A to mój kuzyn, Bastian Karavalas – przedstawił ich sobie, rumieniąc się z młodzieńczego zakłopotania.

Sarah nie miała wątpliwości, jak powinna postąpić. Powinna natychmiast powiedzieć Philipowi, że miała już okazję „poznać” jego kuzyna. Zresztą, powinna też tak postąpić ze względu na Bastiana. Nie mieli przecież nic do ukrycia. Zanim jednak zdążyła coś powiedzieć, Bastian usiadł z nimi przy stoliku i nie spuszczał z niej wzroku. A ona, zupełnie jak poprzedniego wieczoru, poczuła, jak jej wszystkie zmysły zostały zniewolone samą tylko jego obecnością. Ale nie tylko to było dla niej niepokojące. Bardziej przeraziło ją, jak nagle stawał się jedyną osobą na całym świecie, przyciągającą ją do siebie bezpowrotnie, niczym magnetyczny kompas. Nie mogła nawet odwrócić od niego wzroku, tylko zatapiać się coraz głębiej i głębiej w sile jego przyciągania, której nie mogła i nie chciała wytłumaczyć.

Dalej, nakazywała sobie w myśli, powiedz, że już go znasz, że zaprosił cię już raz na kolację. Ale nie była w stanie nawet otworzyć ust. Co tu się dzieje, u licha? Zastanawiała się, bo szóstym zmysłem wyczuła, że coś tu się dziwnego przed nią odgrywa. Była tego pewna. Mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziała na oczy, pojawia się w klubie, gdzie ona śpiewa, przekupuje kelnerkę, by dosiadła się do jego stolika, a potem przychodzi do jej garderoby i zaprasza się na kolację… A po niedługim czasie okazuje się, że jest kuzynem Philipa, który nieoczekiwanie przyjechał do Francji…

 

Ale teraz nie miała czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Nie miała czasu na nic więcej, jak tylko na to, żeby zdać sobie sprawę, że musi sobie radzić na bieżąco z sytuacją, a odpowiedzi szukać później.

‒ Mademoiselle…

Jego głos był dokładnie taki, jak zapamiętała. Głęboki, z greckim akcentem jak u Philipa. Ale to było jedyne podobieństwo. Głos Philipa był świetlisty, młodzieńczy, a ton pełen uwielbienia i podziwu, często niepewny siebie i wahający. Natomiast jego kuzyn jednym słowem potrafił przekazać Sarah o wiele więcej. Oceniający, ostrożny, sardoniczny. Nie do końca kpiący, ale prawie… Czuła przeszywający ją dreszcz. Czy z jego strony to było wyzwanie? Chciał sprawdzić, czy przyzna, że już się spotkali?

‒ Monsieur… ‒ przywitała się, starając się zachować neutralne brzmienie głosu. Kelner podszedł do ich stolika i Bastian zamówił wytrawne martini. To dało jej cenną chwilę oddechu, by mogła dojść do siebie. Bardzo tego potrzebowała. Niezależnie od tego, w co grał Bastian Karavalas, jego fizyczna obecność brała we władanie jej zmysły, z czym musiała się uporać. Co takiego w nim było? Skąd to poczucie jego władzy, siły, magnetycznego przyciągania? To ciemne spojrzenie, zmysłowe usta…?

Nigdy wcześniej nie była tak świadoma mężczyzny. Nigdy jeszcze jej ciało nie reagowało w ten sposób.

‒ Czego sobie pani życzy, mademoiselle? – Głęboki głos zwracał się do niej, najwyraźniej chcąc się dowiedzieć, co chce do picia.

Potrząsnęła głową.

– Dziękuję. Gdy śpiewam, piję tylko wodę.

Bastian odprawił kelnera ruchem dłoni. Był bardzo skoncentrowany. Zastanawiał się, czy Sabina przyzna, że poznali się poprzedniego wieczora, a skoro tego nie zrobiła, to szukał odpowiedzi, dlaczego, i co to mogło oznaczać na przyszłość. Wiedział już o niej niemało. Przede wszystkim zdawał sobie sprawę, jak na nią działa jego fizyczna obecność. Nawet jeśli w tej sytuacji nie miało to większego znaczenia.

A może jednak?

Ta myśl pojawiła się w jego głowie, zanim zdążył ją zatrzymać. Widział, jak mocno na niego reaguje. Dawało mu to niemałą satysfakcję. A może to właśnie było coś, co bez wątpienia mógł wykorzystać… Co prawda odrzuciła jego pierwsze zaproszenie na kolację, co do którego był przekonany, że je przyjmie. Ale przecież ta gra, mademoiselle Sabine, dopiero się zaczęła…

I to on ją wygra!

‒ Sa… Sabina jest zawodową śpiewaczką – poinformował Philip, głosem pełnym zachwytu, z uwielbieniem wpatrując się w Sarah.

‒ Naprawdę? – spytał z lekką ironią.

‒ Naprawdę – odpowiedziała Sarah lekko i obojętnie. Widziała, że mu się to nie spodobało.

‒ Jaki repertuar?

Chansons d’amour, cóżby innego – wymruczała Sarah, uśmiechając się zdawkowo.

‒ Szkoda, że nie zdążyłeś na pierwszą piosenkę – ciągnął Philip, zwracając się do kuzyna, ale najwyraźniej nie mogąc oderwać oczu od śpiewaczki.

Zupełnie jak on.

‒ Na szczęście jeszcze będzie śpiewać, więc będziesz mógł jej posłuchać – dorzucił entuzjastycznie.

‒ Za nic w świecie nie chciałbym tego stracić. – Czyżby usłyszała sarkazm w jego głosie?

‒ Jest pan doprawdy zbyt miły, monsieur. – W jej szarych oczach na chwilę zalśniła kocia zieleń. Chciał zobaczyć więcej! A gdybym ją pocałował…

‒ Sa… Sabina ma przepiękny głos – usłyszał znów Philipa. Zastanawiał się, czemu zawsze zacina się na imieniu śpiewaczki.

‒ A więc, monsieur Karavalas, przyjechał pan, by odwiedzić Philipa? Willa, w której mieszka, należy do pana, prawda?

Nie, żeby ją szczególnie interesowało, po co przyjechał, czy ile willi posiadał w okolicy. Odezwała się tylko po to, by powstrzymać Philipa, zanim powie coś, co mogłoby ją zdemaskować, mimo że prosiła go o dyskrecję. Nie chciała, żeby wspomniał niechcący o tym, co naprawdę śpiewa. Coś, co pozwoliłoby zrozumieć Bastianowi, że nie jest prawdziwą Sabiną! Nie poradzę sobie z nim jako Sarah. Muszę stać się Sabiną. Sabina doskonale sobie radzi z mężczyznami takimi jak on. To światowa i wyrafinowana kobieta, na której tacy mężczyźni nie robią większego wrażenia. Mężczyźni, którzy są przekonani, że kobiety jedzą im z ręki i przyjmują bez mrugnięcia zaproszenia na kolację w najdroższych restauracjach.

Entuzjastyczny głos Philipa był dla niej ulgą.

‒ Powinieneś pomieszkać trochę w willi, Bast! To przepiękne miejsce. Paulette mówiła, że rzadko kiedy masz czas zostać dłużej niż kilka godzin.

‒ Faktycznie, może powinienem na jakiś czas przenieść się z Monaco i spędzić z tobą trochę czasu. Przypilnować cię.

Uśmiechnął się do Philipa i Sarah nagle zobaczyła zupełnie innego mężczyznę. W miejsce zimnego uwodziciela pojawił się troskliwy, starszy brat. Gdyby do mnie się tak uśmiechnął… Ale szybko przegoniła tę myśl. Już i bez takiego uśmiechu sprawiał jej wystarczająco dużo kłopotów.

‒ Żebym skończył pracę magisterską, masz na myśli? – dopytywał się Philip.

‒ Właśnie po to tu przyjechałeś – przypomniał mu Bastian. – I też, żeby się schować. ‒ Jego ciemne oczy spojrzały znów na Sarah i pojawiło się w nich coś nowego, coś, co ją głęboko zaniepokoiło. – Zaproponowałem Philipowi, by przeniósł się tutaj na jakiś czas – poinformował ją niezobowiązująco. – Pewna bardzo natarczywa kobieta nie dawała mu spokoju. Nie chciała dać za wygraną, prawda?

‒ Miałem jej już naprawdę dosyć – przyznał Philip. – Elena Constantis miała całą masę wielbicieli, ale za wszelką cenę i mnie chciała dołączyć do tego grona. Jest taka dziecinna – dodał z wyższością.

Delikatny uśmiech błądził po ustach Sarah. Przez chwilę miała wrażenie, że i Bastian uśmiechnął się w ten sposób. Instynktownie poszukała jego wzroku. Dwoje dorosłych, którzy wymienią porozumiewawcze spojrzenia nad głową słodkiego w swojej młodzieńczej naiwności Philipa…

Ale zanim zdążyła, Philip spojrzał na nią wymownie.

– Ty to zupełnie co innego – powiedział ciepło.

Spojrzenie Bastiana pociemniało i Sarah uświadomiła sobie, że to on skierował rozmowę w tę właśnie stronę swoimi pozornie neutralnymi stwierdzeniami. Chyba nie myśli, że nie zdaję sobie sprawy, że Philip jest mną zauroczony?

‒ Sabina jest faktycznie o wiele starsza ‒ zaznaczył. Spojrzał na nią i Sarah wiedziała, że czeka na reakcję na jego, bądź co bądź, niedelikatną uwagę. Czy chciał ją ostrzec? Aby zdała sobie sprawę, jak bardzo Philip jest nieobiektywny? Jak miała na to odpowiedzieć?

‒ Mam już swoje lata – zaśmiała się lekko. – Ale nie boję się starości.

‒ Nie jesteś stara! – zaprotestował Philip natychmiast. – Czy zgodziłabyś się ze mną zatańczyć? Proszę… Sabino…

Zawahała się. Nigdy wcześniej nie tańczyła z Philipem. Starała się nie robić nic, co mogłoby go zachęcić w jakikolwiek sposób. Ale akurat w tej chwili to by jej pozwoliło wyzwolić się spod wszechogarniającego uroku Bastiana Karavalasa.

‒ Jeśli chcesz… ‒ odpowiedziała.

Wstała i dała się poprowadzić na parkiet przez uszczęśliwionego Philipa. Na szczęście muzyka nie była ani za szybka, bo nie dałaby rady tańczyć w swojej obcisłej sukience, ani na tyle wolna, że wymagałaby krępującego, bliższego objęcia. Większość par tańczyła w tradycyjny sposób, w przyzwoitej odległości, i Sarah bardzo to odpowiadało. Philip starał się jak mógł, ale nie miała wątpliwości, że taniec nie jest jego najmocniejszą stroną. Miała wrażenie, że piosenka ciągnęła się w nieskończoność. Postanowiła uwolnić się od Philipa, mówiąc mu, że musi odpocząć przed drugą częścią swojego występu, ale zanim zdążyła się odezwać, jej myśli przerwał głęboki głos.

‒ Mademoiselle Sabina, czy i ja mógłbym liczyć na przyjemność zatańczenia z panią?

Bez słowa pozwoliła się poprowadzić, zdając sobie sprawę, że kolejna piosenka jest o wiele wolniejsza. Zanim zdążyła się zorientować, przyciągnął jej ciało tak blisko, jak tylko możliwe. Czuła jego mocne ramię, obejmujące ją w talii. Starała się zachować największy możliwie dystans, ale w odpowiedzi poczuła tylko, jak mocniej ją przyciąga, uśmiechając się z miną właściciela. Sarah starała się opanować przyspieszone bicie serca.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?