ListyTekst

Z serii: Tolkien
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


J.R.R. Tolkien

Listy


Tytuł oryginału

The Letters of J.R.R Tolkien ISBN 978-83-8202-087-8 Edited by Humphrey Carpenter Copyright © 1981 George Allen & Unwin Ltd. All rights reserved Originally published in the English language by HarperCollins Publishers Ltd. TOLKIEN and are registered trademarks of The J.R.R. Tolkien Estate Limited Humphrey Carpenter asserts the moral right to be acknowledged as the author of this work. Copyright © for the Polish edition by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Poznań 2020 Copyright © for the Polish translation by Agnieszka Sylwanowicz 2020 Ilustracja na okładce Jędrzej Chełmiński Redaktor prowadzący Dariusz Wojtczak Opracowanie graficzne i techniczne Barbara i Przemysław Kida Wydanie I w tej edycji Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90 sklep@zysk.com.pl www.zysk.com.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.


Od tłumaczki

Wszelkie cytaty oraz numeracja stron odsyłają do następujących polskich wydań podstawowych dzieł Tolkiena:

Władca Pierścieni, t. I-III, przeł. M. Skibniewska, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2003 (nowa redakcja tłumaczenia, dlatego m.in. tytuł tomu I brzmi Drużyna Pierścienia, a nie Wyprawa, jak to było w wydaniach z 1961, 1981 i 1990 r.);

Hobbit, czyli tam i z powrotem, przeł. M. Skibniewska, Państwowe Wydawnictwo „Iskry”, Warszawa 1985;

Niedokończone opowieści, przeł. P. Braiter, A. Sylwanowicz, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2019.

Uważny czytelnik dostrzeże, że pisownia niektórych słów i nazw własnych (np. mâmuk, Kirith) różni się od tej, którą znamy z opublikowanych dzieł J.R.R. Tolkiena. Nie jest to jednak błąd tłumaczki czy redaktora, lecz świadectwo ewoluowania językowych koncepcji autora. Podobne są powody tego, że niekiedy te same słowa (imiona bohaterów, nazwy geograficzne czy wyrazy w językach elfów) w listach z różnych okresów różnią się zapisem, m.in. użyciem znaków diakrytycznych. Została także zachowana niekonsekwencja autora w pisaniu tych samych wyrazów w jednych wypadkach wielką, a w innych małą literą.

Wstęp

Pod koniec życia J.R.R. Tolkien przez kilka tygodni nie mógł posługiwać się prawą ręką. Powiedział wtedy swemu wydawcy: „Okazuje się, że niemożność używania pióra lub ołówka jest równie nieznośna, jak utrata dzioba przez kurę”.

Tolkien poświęcał mnóstwo czasu na pisanie — nie tylko swych prac naukowych i opowieści o Śródziemiu, lecz także listów. Wiele z nich musiał pisać w sprawach zawodowych, lecz w większości przypadków czynił to, gdyż pisanie listów było po prostu jego ulubionym zajęciem. W rezultacie zachowała się ogromna liczba listów Tolkiena; kiedy z pomocą Christophera Tolkiena rozpocząłem pracę nad niniejszym wyborem, stało się oczywiste, że trzeba będzie pominąć olbrzymi materiał, publikując jedynie szczególnie interesujące fragmenty. Naturalnie pierwszeństwo otrzymały listy, w których Tolkien omawia własne książki, jednakże selekcja została dokonana z zamiarem ukazania rozległości horyzontów myślowych i zainteresowań pisarza oraz jego charakterystycznych, lecz zawsze klarownych poglądów na świat.

Wśród pominiętych listów znajduje się wiele napisanych w latach 1913-1918 do Edith Bratt, jego narzeczonej, a później żony; mają one bardzo osobisty charakter i wybrałem z nich tylko kilka fragmentów dotyczących utworów, którymi się wtedy Tolkien zajmował. Z lat 1918-1937 zachowało się niewiele listów, a te, które ocalały, nie wspominają (niestety) o pracy Tolkiena nad Silmarillionem i Hobbitem, które to dzieła wówczas tworzył. Natomiast istnieje nieprzerwany ciąg listów powstających od roku 1937 do końca jego życia, które opisują, czasami z najdrobniejszymi szczegółami, tworzenie Władcy Pierścieni oraz późniejszą pracę nad Silmarillionem i często szeroko omawiają znaczenie jego dzieł.

W listach wybranych do publikacji wszystkie pominięte fragmenty są sygnalizowane […]. W miejscach, gdzie pojawia się wielokropek bez kwadratowego nawiasu, pochodzi on od autora. Prawie we wszystkich przypadkach opuszczenia są związane po prostu z brakiem miejsca, a bardzo rzadko z koniecznością zachowania dyskrecji.

Oryginalny tekst pozostał niezmieniony z wyjątkiem adresów i dat, które w całej książce są podawane według jednego systemu, oraz tytułów dzieł Tolkiena. On sam posługiwał się tymi tytułami w wielu wariantach, na przykład: the Hobbit, the „Hobbit”, The Hobbit, „the Hobbit”, „The Hobbit”; podobnie jest przy Władcy Pierścieni. Ogólnie rzecz biorąc, tytuły zostały ujednolicone zgodnie z przyjętym zwyczajem, chociaż w pewnych sytuacjach zachowano formę oryginalną, użytą w korespondencji.

Niektóre listy to kopie, które zostały przechowane przez Tolkiena; zaczął on pisać listy przez kalkę dopiero pod koniec życia, co wyjaśnia brak wcześniejszej korespondencji, jeśli nie dało się odnaleźć oryginałów. Podstawą innych listów był brudnopis lub brudnopisy różniące się od wysłanego tekstu (jeśli w ogóle został on wysłany). Niekiedy przytaczany ciągły tekst został złożony z kilku fragmentów brudnopisów; w takich sytuacjach list ma nagłówek: [brudnopis]. Liczbę takich brudnopisów w korespondencji Tolkiena i długość wielu z nich częściowo wyjaśnia sam autor w liście do syna Michaela:

Słowa rodzą słowa, a myśli ześlizgują się na boczne tory… „Lakoniczność” jako „formę sztuki” osiągam tylko czasami przez wycięcie 3/4 lub więcej z tego, co napisałem, i jest to oczywiście o wiele bardziej czasochłonne i pracochłonne niż „dowolna długość”.

Jeśli został wydrukowany jedynie fragment listu, pominięto w nim adres i zwrot powitalny oraz zakończenie i podpis; w takich przypadkach tekst ma nagłówek „Z listu do…”. Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie przypisy do listów są autorstwa Tolkiena.

Tam, gdzie uznałem to za konieczne, listy są poprzedzone wyjaśnieniem treści korespondencji. Wszystkie inne przypisy znajdują się na końcu książki; istnienie przypisu sygnalizuje liczbowy odsyłacz w tekście. Przypisy otrzymały kolejne numery w ramach każdego listu i można je odnaleźć na podstawie numeru listu (a nie strony) na końcu książki. Przypisy zostały opracowane zgodnie z zasadą, że mają one dostarczyć informacji koniecznych do zrozumienia tekstu, lecz i tutaj istotna była zwięzłość. Zakładam też, że czytelnik dość dobrze orientuje się w treści Hobbita i Władcy Pierścieni. Mając na względzie dużą liczbę wydań tej ostatniej książki i różną numerację stron, odsyłacze Tolkiena do odpowiednich stron są wyjaśnione w przypisach wraz z cytatem odpowiedniego fragmentu, o którym jest mowa w liście.

W przypisach redakcyjnych cztery książki są wymienione pod skróconymi tytułami: Pictures, Niedokończone opowieści, Biografia oraz Inklingowie. Są to odpowiednio: Pictures by J.R.R. Tolkien ze wstępem i przypisami Christophera Tolkiena (1979); J.R.R. Tolkien Niedokończone opowieści opracowane przez Christophera Tolkiena (1980); Humphreya Carpentera J.R.R. Tolkien: A Biography[1] (1977) oraz tegoż The Inklings[2] (1978). Wszystkie cztery książki zostały wydane w Wielkiej Brytanii przez wydawnictwo George Allen & Unwin Ltd., a w Stanach Zjednoczonych przez Houghton Mifflin Company.

Praca została podzielona między mnie i Christophera Tolkiena w sposób następujący: ja zebrałem i przepisałem wszystkie listy oraz dokonałem ich wstępnej selekcji; on komentował wybór i opracowanie oraz wysuwał rozmaite sugestie zmian, które następnie szczegółowo omawialiśmy i z różnymi poprawkami wprowadzaliśmy w życie. Potem, z uwagi na brak miejsca, okazało się konieczne poważne skrócenie tekstu. Znów ja wstępnie zaproponowałem skróty, Christopher Tolkien zaś ustosunkowywał się do moich propozycji i razem uzgadnialiśmy ostateczne decyzje. Jeśli chodzi o przypisy, ja pisałem pierwszą ich wersję, a on ponownie komentował moje dzieło i podsuwał dodatkowe informacje. Książka w obecnym swoim kształcie odzwierciedla więc bardziej mój niż jego gust i ocenę, lecz jest także produktem naszej wspólnej pracy. Jestem mu bardzo wdzięczny za poświęcenie mi wielu godzin, za to, że był moim przewodnikiem, oraz za zachętę.

Jestem też oczywiście głęboko wdzięczny tym wszystkim, którzy pożyczali mi listy J.R.R. Tolkiena. Większość z tych osób pojawia się w książce, ponieważ są wymienione z nazwiska jako adresaci. W tych nielicznych wypadkach, w których udostępnione mi listy nie zostały wykorzystane, chcę podziękować i przeprosić zainteresowanych za to, że ich list lub listy z braku miejsca pominięto. Chciałbym także podziękować rozmaitym organizacjom i osobom, które mi pomogły: członkom Tolkien Society z Wielkiej Brytanii, American Tolkien Society i Mythopoeic Society — którzy nadali rozgłos naszym apelom o odnajdywanie listów Tolkiena, a w niektórych wypadkach skontaktowali nas z ich właścicielami — a także BBC Written Archives, Bodleian Library, wydawnictwu Oxford University Press i jego działowi słowników, Ośrodkowi Badań Studiów Humanistycznych Uniwersytetu Teksańskiego w Austin oraz Wade Collection w Kolegium Wheaton w stanie Illinois, które to instytucje udostępniły nam pozostające w ich zbiorach listy. Dziękuję również różnym wykonawcom testamentów (wśród nich zwłaszcza wielebnemu Walterowi Hooperowi), którzy pomogli nam dotrzeć do listów skierowanych do osób już nieżyjących, a na koniec Douglasowi Andersonowi, który na wiele sposobów bardzo mi pomógł w przygotowaniu niniejszej książki. On i Charles Noad zechcieli ją przeczytać i wnieść poprawki do tekstu.

 

Mimo objętości tego tomu i wielkiej liczby zebranych przez nas listów nie ma wątpliwości, że duża część korespondencji Tolkiena wciąż pozostaje nieodkryta. Zachęcamy wszystkich czytelników, którzy wiedzą o innych listach mogących zasługiwać na publikację do skontaktowania się z wydawcą niniejszej książki — w nadziei, że odnalezioną korespondencją można będzie uzupełnić drugie wydanie.

Humphrey Carpenter

[1] Humphrey Carpenter, J.R.R. Tolkien. Biografia, wyd. 3, tłum. Agnieszka Sylwanowicz, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2016.

[2] Tenże: Inklingowie. C.S. Lewis, J.R.R. Tolkien, Charles Williams i ich przyjaciele, tłum. Zbigniew A. Królicki, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 1999.

Listy

1. Do Edith Bratt

[Tolkien zaręczył się z Edith Bratt, którą poznał w latach młodości w Birmingham, w styczniu 1913 r., gdy skończył dwadzieścia jeden lat. Poniższy list napisał podczas ostatniego roku studiów anglistycznych w Oksfordzie, kiedy przechodził szkolenie w uniwersyteckim Oficerskim Korpusie Szkoleniowym, przygotowując się do wstąpienia do armii.]

Kolegium Exeter, Oksford

[Bez daty; październik 1914]

Moja kochana Edith!

Owszem, Twoja kartka z sob[oty] rano zaskoczyła mnie i zasmuciła, bo zrozumiałem, że mój list będzie musiał wędrować za Tobą. Piszesz do mnie wspaniałe listy, maleńka, a ja zachowuję się względem Ciebie jak prosię. Wydaje się, że nie pisałem do Ciebie całe wieki. Miałem pracowity (i bardzo mokry!) weekend.

W piątek nie działo się zupełnie nic, podobnie w sobotę, choć przez całe popołudnie mieliśmy ćwiczenia i kilka razy przemokłem, a karabiny zabrudziły się i potem trzeba było je czyścić godzinami.

Większość wolnego czasu spędziłem w domu na czytaniu; jak Ci mówiłem, miałem do napisania esej, ale nie skończyłem go, ponieważ pojawił się Shakespeare, a po nim (porucznik) Thompson1 (świetnie wyglądający w nowym mundurze), który nie pozwolił mi pracować w niedzielę, tak jak planowałem […]. Poszedłem na sumę do Świętego Alojzego — bardzo mi się podobała — a dawno nie byłem na sumie, bo kiedy w zeszłym tygodniu odwiedziłem w Oratorium, O.F.2 nie pozwolił mi pójść.

Musiałem po południu odwiedzić rektora3, co było bardzo nudne. Jego żona jest przerażająca! Wyszedłem, gdy tylko udało mi się wymówić, i uciekłem w deszczu do moich książek. Potem poszedłem zobaczyć się z p. Sisamem4 i powiedziałem mu, że zdążę napisać esej dopiero na śr[odę]; zostałem u niego i chwilę rozmawialiśmy, a po wyjściu odbyłem ciekawą rozmowę z tym dziwnym Earpem5, o którym ci mówiłem; opowiedziałem mu (ku jego zachwytowi) o Kalevali i fińskich balladach.

Wśród innych prac próbuję przetworzyć jedną z opowieści — która jest naprawdę wspaniałą i bardzo tragiczną historią — na opowiadanie nieco podobne do romansów Morrisa z dorzuconymi kawałkami poetyckimi6 […].

Muszę już iść do biblioteki kolegium i umorusać się zakurzonymi księgami — a potem się powałęsać i spotkać z kwestorem […].

R.7

2. Z listu do Edith Bratt

27 listopada 1914

Przed południem pracowałem jakieś 4 godz., od 9.20 do 13, czy coś koło tego; miałem szkolenie przez całe popołudnie, byłem na wykładzie od 17 do 18, a po kolacji (z gościem nazwiskiem Earp) musiałem pójść na spotkanie Klubu Eseistów — nieformalne ostatnie podrygi [?]. Był kiepski referat, ale ciekawa dyskusja. Było to także spotkanie poświęcone własnej twórczości; przeczytałem Earendela, który został porządnie skrytykowany1.

3. Z listu do Edith Bratt

[Po zakończeniu studiów anglistycznych w Oksfordzie — z pierwszą lokatą — Tolkien dostał przydział oficerski do Pułku Strzelców z Lancashire. List ten napisał w obozie Rugeley w Staffordshire, gdzie odbywał szkolenie. Tymczasem pracował nad wierszem Kortirion among the Trees, do którego inspiracji dostarczyło miasteczko Warwick, gdzie mieszkała Edith Bratt. Wiersz opisuje „zanikające miasta na pagórku”, gdzie „jeszcze przetrwały Samotne Kompanie… Święte duszki i nieśmiertelne elfy”. Jeśli chodzi o TCBS, patrz list nr 5.]

26 listopada 1915

Zwykły poranek stania, zamarzania, potem biegania dla rozgrzewki, żeby potem znów zamarzać. Zakończyliśmy godzinnym rzucaniem atrap granatów. Obiad i zimne popołudnie. Przez wszystkie gorące dni lata biegaliśmy w kółko oblani potem, a teraz stoimy w zlodowaciałych grupkach na dworze i słuchamy przemówień! Herbata i kolejna przepychanka; wywalczyłem sobie miejsce przy piecyku i zrobiłem grzankę na końcu noża — co za czasy! Zrobiłem ołówkową kopię Kortirionu. Mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciw temu, że wyślę ją do TCBS. Chcę im coś wysłać: wszystkim należą się długie listy. Zaraz zacznę przepisywać starannie atramentem tekst dla Ciebie, maleńka, i wyślę go jutro wieczorem, bo chyba nie uda mi się zrobić więcej niż jedną kopię (takie to jest długie). Nie, właściwie wyślę ci egzemplarz ołówkowy (który jest bardzo schludny), a TCBS zaczeka, aż uda mi się zrobić następną kopię.

4. Z listu do Edith Bratt

2 marca 1916

Tego smutnego dżdżystego popołudnia znów czytałem stare notatki z wojskowych wykładów — znudziły mnie po półtorej godziny. Trochę ulepszyłem mój nonsensowny język duszków1.

Często ciągnie mnie do pracy nad nim, lecz nie pozwalam sobie na to, bo chociaż bardzo lubię tę robotę, rzeczywiście chyba to wariackie hobby!

5. Do G.B. Smitha

[Będąc w Szkole Króla Edwarda w Birmingham w 1911 r., Tolkien i jego trzej przyjaciele, Rob Gilson, Geoffrey Smith i Christopher Wiseman, stworzyli nieoficjalne i na wpół tajne stowarzyszenie, które nazwali TCBS. Był to skrót nazwy Tea Club and Barrovian Society, stanowiącej aluzję do ich zwyczaju picia herbaty w szkolnej bibliotece wbrew przepisom i w Barrow’s Stores w pobliżu szkoły. Po ukończeniu Szkoły Króla Edwarda członkowie TCBS utrzymywali ze sobą bliski kontakt, a w grudniu 1914 r. w londyńskim domu Wisemana odbyła się tzw. Narada, po której Tolkien zaczął poświęcać dużo energii pisaniu poezji — uważał, że stanowi to rezultat podzielania przez członków TCBS wspólnych ideałów i skutek wzajemnych zachęt. Wiseman służył teraz w marynarce wojennej, Gilson i Smith zostali wysłani nad Sommę, a Tolkien przybył na to pole bitwy jako oficer sygnalizacyjny w 11. Batalionie Fizylierów z Lancashire w momencie rozpoczęcia czerwcowej ofensywy sprzymierzonych. 1 czerwca Rob Gilson zginął w akcji, ale wiadomość o jego śmierci dotarła do pozostałych członków TCBS dopiero po kilku tygodniach. Geoffrey Smith zawiadomił Tolkiena krótką notką, a potem przesłał mu list Christophera Wisemana.]

11. Batalion Fizylierów z Lancashire

Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, Francja

12 sierpnia 1916

Mój drogi stary Geoffreyu!

Serdecznie Ci dziękuję za list Christophera. Wiele myślałem o różnych sprawach — większość z tego to myśli niedające się przekazać, dopóki Bóg znów nas choćby na chwilę nie połączy.

Nie zgadzam się z Chrisem — chociaż oczywiście on sam niewiele mówi. To prawda, całym sercem akceptuję część podkreśloną przez Ciebie — lecz, co dziwne, wcale nie tę część, którą sam zaznaczyłem i opatrzyłem uwagami. Wczoraj i przedwczoraj wieczorem poszedłem do lasu — po drugim pobycie w okopach znów jesteśmy w obozie, w tym samym starym miejscu, gdzie Cię spotkałem — usiadłem i myślałem.

Nie potrafię opędzić się od myśli, że nie można mylić wielkości, którą osiągnął Rob, z wielkością, w którą wątpił. On będzie wiedział, że mówię całkowicie szczerze i w żaden sposób nie sprzeniewierzam się mojej miłości do niego — dopiero teraz, z każdym dniem bardziej, zdaję sobie sprawę, że opuścił naszą czwórkę — kiedy wyrażam swoje obecne przekonanie, że jeśli wielkość, którą z całą pewnością nasza trójka miała na myśli (rozumiejąc przez to coś więcej niż samą świętość czy szlachetność), rzeczywiście jest udziałem TCBS, to śmierć któregokolwiek z jego członków stanowi jedynie gorzki odsiew tych, którym wielkość nie była przeznaczona, przynajmniej bezpośrednio. Niech Bóg sprawi, by nie zabrzmiało to arogancko — teraz naprawdę czuję się pokorniejszy, a także niepomiernie słabszy i uboższy. Wielkość, którą miałem na myśli, to wielkość wielkiego narzędzia w rękach Boga — wielkość kogoś, kto porusza innych, robi coś, nawet osiąga wielkie rzeczy, a przynajmniej je rozpoczyna.

Wielkość, jaką odnalazł Rob, w żadnym wypadku nie jest mniejsza — wielkość bowiem, którą mam na myśli i co do której z drżeniem żywię nadzieję, że nam przypadnie, jest bezwartościowa, jeśli nie przenika jej ta sama świętość odwagi, cierpienia i ofiary — lecz innego rodzaju. Innymi słowy, jego wielkość jest teraz naszą kwestią osobistą — taką, która sprawi, że 1 czerwca będzie dla nas specjalnym dniem przez wszystkie lata, jakie Bóg zachce nam zesłać — lecz zaledwie dotyka TCBS w tym aspekcie, który, być może, jeśli to w ogóle osiągalne — stanowił jedyny aspekt naprawdę odczuwany przez Roba: „Przyjaźń do n-tej potęgi”. Myślę — a sądzę, że to samo miał na myśli Chris i jestem prawie pewien, że Ty też — że TCBS zostało obdarzone jakąś iskrą — z pewnością jako wspólnota, jeśli nie każdy indywidualnie — i że jego przeznaczeniem było rozpalić nowe światło lub, co jest tym samym, ponownie rozpalić na świecie stare światło; że przeznaczeniem TCBS było świadczenie o Bogu i Prawdzie w nawet bardziej bezpośredni sposób niż przez fakt oddania życia kilku jego członków w tej wojnie (która mimo całego zła po naszej stronie jest zmaganiem się dobra ze złem).

Na razie odnoszę wrażenie, że coś pękło. Czuję wciąż to samo do Was obu — a nawet jesteście mi jeszcze bliżsi i bardzo Was potrzebuję — jestem oczywiście spragniony i samotny — ale nie czuję się już członkiem tej małej, kompletnej wspólnoty. Szczerze uważam, że TCBS się skończyło; nie jestem jednak wcale pewien, że nie jest to mylne wrażenie, które zniknie, jak pod wpływem magii, kiedy znów się spotkamy. Mimo wszystko w tej chwili czuję się zaledwie jednostką — pozostającą raczej pod wpływem głębokich uczuć niż idei, lecz bardzo bezradną.

Jest oczywiście możliwe, że TCBS było wszystkim tym, o czym marzyliśmy — i że przeznaczona mu praca zostanie w końcu wykonana przez trzech, dwóch czy jednego ocalałego, a jej część przewidziana dla innych zostanie zawierzona przez Boga tej inspiracji, którą czerpaliśmy i czerpiemy z siebie nawzajem. Na tym buduję teraz moje nadzieje i modlę się do Boga, by dzieło TCBS kontynuowało nie mniej niż nas trzech…

Boję się jednak i żałuję tego — oprócz moich osobistych pragnień — ponieważ nie potrafię jeszcze porzucić nadziei i ambicji (wiem, że są niesprecyzowane i mętne), które po raz pierwszy ujawniły się podczas Narady w Londynie. Jak wiesz, po Naradzie znalazłem wyraz dla wszystkich nagromadzonych spraw i wszystko się przede mną otworzyło: zawsze przypisywałem to natchnieniu, które spływało na nas wszystkich nawet po kilku spędzonych wspólnie godzinach.

No i proszę — siedzę bardzo solenny i próbuję Ci sucho przekazać, co myślę. W moim wykonaniu brzmi to bardzo zimno i wyniośle — a jeśli jest niespójne, to dlatego że piszę to w różnych miejscach, otoczony gwarem bardzo nudnego kompanijnego kasyna.

Jeśli uważasz, że warto, to wyślij to Chrisowi. Nie wiem, jaki ma być nasz następny manewr ani co nas czeka. Plotki krążą na tyle żwawo, na ile pozwala im ogólne znużenie całą tą wojną. Chciałbym wiedzieć, gdzie jesteś. Oczywiście się domyślam.

Mógłbym napisać długi list, ale mam dużo zajęć. Oficer sygnałowy brygady chce ze mną porozmawiać na osobności, muszę odbyć dwie awantury z kwatermistrzem i mam paskudny apel o 18.30 — o 18.30 w słoneczne niedzielne popołudnie.

Napisz do mnie, jeśli tylko nadarzy Ci się okazja.

Twój John Ronald

6. Do pani E.M. Wright

[W roku 1920 Tolkien otrzymał stanowisko starszego wykładowcy anglistyki na Uniwersytecie w Leeds, które później zamieniono na profesurę; w liście nr 46 opisał rozmowę, w wyniku której otrzymał tę posadę. Tolkien ożenił się już z Edith Bratt; w 1923 r. miał dwoje dzieci, Johna i Michaela. W 1922 r. opublikował glosariusz do wypisów z języka średnioangielskiego opracowanych przez jego byłego opiekuna akademickiego Kennetha Sisama. Wraz z E.V. Gordonem rozpoczął także pracę nad wydaniem Pana Gawena i Zielonego Rycerza[3]. Poniższy list, w którym Tolkien dziękuje za przysłanie artykułu o tym poemacie, jest zaadresowany do żony Josepha Wrighta, redaktora English Dialect Dictionary (EDD). W Oksfordzie Tolkien studiował u Wrighta filologię.]

 

Uniwersytet w Leeds

13 lutego 1923

Szanowna Pani Wright!

Jestem Pani bardzo wdzięczny za odbitkę, a także za pani miłe uwagi na temat glosariusza. Poświęciłem mu mnóstwo czasu, co wspominam jako koszmar; poważnie opóźnił wydanie wypisów i ściągnął na moją głowę gromy; było to jednak pouczające doświadczenie.

Nie muszę mówić, że Pani artykuł zupełnie mnie przekonał; mam też radosną pewność, że w końcu wygładziła Pani następny niejasny ustęp w Panu G.

Właśnie przeszliśmy nieco katastrofalne Boże Narodzenie, jako że dzieci wybrały sobie ten czas, by zachorować na odrę — na początku stycznia tylko ja nie leżałem w łóżku, a do pacjentów zaliczała się także moja żona i niania. Praca, którą miałem wykonać w czasie ferii, legła w gruzach; chorzy jednak mają się już znacznie lepiej. Ja ocalałem. Mam nadzieję, że dobrze się Pani czuje, podobnie jak profesor Wright — ostatnio nie miałem o nim żadnych wiadomości, co uznałem za dobry znak.

Średnioangielski to ekscytująca dziedzina — zaczynam myśleć, że prawie niezbadana, ponieważ gdy tylko zwraca się szczegółową uwagę na jakikolwiek jej drobny aspekt, obiegowe pojęcia i poglądy zdają się kruszyć i walić w gruzy — przynajmniej jeśli chodzi o język. EDD jest na pewno niezbędny lub unentbehrlich[4], co naprawdę jest o wiele bardziej naturalne dla filologicznego umysłu, i zachęcam studentów, by go przeglądali.

Moja żona pragnie się Państwu przypomnieć i dołącza swoje życzenia do moich.

Z poważaniem

J.R.R. Tolkien

Filologia robi tu postępy. Procent studentów „języka” jest bardzo wysoki i nie ma ani śladu werbowników! JRRT

7. Do grona wybierającego profesora języka staroangielskiego na katedrę Rawlinsona i Boswortha na Uniwersytecie w Oksfordzie

[Latem 1925 r., po rezygnacji W.A. Craigiego, ogłoszono wakat na stanowisku profesora w katedrze języka staroangielskiego w Oksfordzie. Tolkien postanowił złożyć podanie, choć miał zaledwie trzydzieści trzy lata. Jest to oficjalne zgłoszenie jego kandydatury, datowane 27 czerwca 1925 r.]

Szanowni Panowie!

Pragnę zaproponować siebie jako kandydata na stanowisko profesora języka staroangielskiego.

Katedra dająca takie możliwości wyrażenia i przekazania naukowego entuzjazmu dla studiów nad staroangielskim oraz innymi językami starogermańskimi jest dla mnie atrakcyjna z samej swojej natury, nie mógłbym też życzyć sobie niczego lepszego niż takie ponowne związanie się z oksfordzką anglistyką. Poprzednio byłem na niej studentem, a potem wykładowcą, a podczas mojego pięcioletniego pobytu w Leeds z przyjemnością utrzymywałem z nią stosunki, szczególnie w ciągu ostatnich dwóch lat jako egzaminator studentów ostatniego roku.

Wstąpiłem do Kolegium Exeter jako stypendysta Stapledon Exhibition w roku 1911. Po zdaniu egzaminów Moderations z filologii klasycznej w roku 1913 (specjalizowałem się w filologii greckiej) zdałem egzaminy z pierwszą lokatą z anglistyki w roku 1915, za przedmiot specjalny mając staroislandzki. Do końca roku 1918 służyłem jako oficer w Pułku Fizylierów z Lancashire, po czym przyłączyłem się do prac nad Oxford English Dictionary. Byłem jednym z asystentów dr. Bradleya1 do wiosny 1920 r., kiedy moje własne zajęcia i coraz więcej obowiązków związanych z posadą wykładowcy uniemożliwiły mi dalszą współpracę.

W październiku 1920 r. udałem się do Leeds jako wykładowca języka angielskiego dysponujący swobodą w rozwijaniu lingwistycznej strony dużego i wciąż rosnącego tamtejszego wydziału anglistyki, na którym nie było jeszcze miejsca dla językoznawcy. Zacząłem, mając pięciu ostrożnych pionierów z wydziału (bez pierwszego roku) liczącego sobie około sześćdziesięciu studentów. Obecna proporcja wynosi 43 studentów literatury i 20 języka. Lingwiści w żaden sposób nie są odizolowani ani oderwani od ogólnego życia czy pracy wydziału i biorą udział w licznych zajęciach literackich na anglistyce; poczynając jednak od 1922 r., ich czysto językowa praca odbywa się na specjalnych zajęciach, a egzaminy egzekwowane są w formie prac pisemnych o wyraźnie określonym standardzie i założeniach. Zakres kształcenia jest stopniowo rozszerzany i obejmuje obecnie dużą część filologii angielskiej oraz germańskiej. Odbywają się zajęcia ze staroangielskich poematów heroicznych, historii języka angielskiego+, różnych tekstów staroangielskich i średnioangielskich+, filologii staro- i średnioangielskiej+, podstaw filologii germańskiej+, języka gockiego, staroislandzkiego (na drugim+ i trzecim roku) oraz średniowiecznego walijskiego+. Wszystkie te zajęcia od czasu do czasu sam prowadziłem; te, które prowadziłem osobiście w minionym roku, oznaczyłem+. Podczas ostatniego trymestru zajęcia fakultatywne z czytania tekstów nieobjętych bieżącym programem przyciągnęły ponad piętnastu studentów, z których nie wszyscy wywodzili się z językowej części wydziału.

Wydaje się, że dla tych studentów filologia przestała być przerażająca, choć wciąż jest tajemnicza. Odbywają się konwersatoria prowadzone na zasadach bliższych raczej zajęciom z literatury, co przyniosło owoce w postaci przyjaznej rywalizacji i otwartej dyskusji z równorzędną grupą literacką. Powstał nawet Klub Wikingów utworzony przez byłych i obecnych studentów języka staroislandzkiego, który rokuje nadzieje na kontynuowanie tej działalności niezależnie od patronatu pracowników naukowych. Nauczanie staroislandzkiego rozwinęło się w sposób szczególny i osiągnęło wyższy poziom niż inne przedmioty fakultatywne, jako że język ten studiuje się przez dwa lata i właściwie równie szczegółowo, jak staroangielski […].

Wydatek czasu na nauczanie i opiekę naukową nad studentami związaną z moim stanowiskiem w połączeniu z czynnym administrowaniem rosnącym wydziałem, a ostatnio z obowiązkami członka senatu w okresie szczególnie trudnym dla polityki Uniwersytetu, poważnie zakłócił moje plany dotyczące publikacji; dołączam jednak wykaz prac, na napisanie których czas udało mi się znaleźć. Jeśli zostanę wybrany na stanowisko kierownika katedry, będę dążył do produktywnego wykorzystania związanych z tym możliwości badawczych; do zacieśniania, w miarę moich umiejętności, rosnących więzów między studiami językoznawczymi i literackimi, które nigdy nie mogą być sobie wrogie, chyba że w rezultacie nieporozumień, pod groźbą obustronnych strat; będę też nadal rozbudzać wśród młodzieży filologiczny entuzjazm na szerszym i żyźniejszym polu.

Pozostaję uniżonym sługą

J.R.R. Tolkien

8. Z listu do rektora Uniwersytetu w Leeds

22 lipca 1925

Właśnie oznajmiono mi, że zostałem wybrany na stanowisko profesora języka staroangielskiego w Oksfordzie. Przyjąłem tę ofertę — wchodzi ona w życie z dniem 1 października — z wielkim żalem z powodu tak nagłego rozstania, choć dla mnie osobiście oznacza to pomyślną odmianę losu.

Jedynie nagła rezygnacja mojego poprzednika narzuciła mi takie tempo — nieśmiało marzyłem o tym stanowisku w dalszej przyszłości, lecz teraz, po doświadczeniu przychylności tego Uniwersytetu oraz wielkiej satysfakcji, jaką dał mi krótki okres pracy w jego murach, czuję się niewdzięcznikiem, prosząc o tak nagłe zwolnienie z moich obowiązków. Żywię nadzieję, że zostanie mi to wybaczone.

9. Do Susan Dagnall z wydawnictwa George Allen & Unwin Ltd.

[Tolkien napisał większą część Hobbita podczas pierwszych siedmiu lat pracy na stanowisku profesora języka staroangielskiego w Oksfordzie. Tekst istniał już zimą 1932 r., kiedy to przeczytał go C.S. Lewis, chociaż wtedy w maszynopisie najwyraźniej brakowało ostatnich rozdziałów — urywał się on zaraz po opisie śmierci smoka Smauga. Maszynopis przeczytała w końcu Susan Dagnall, absolwentka Oksfordu, pracująca dla londyńskiego wydawnictwa Allen & Unwin, która zachęciła Tolkiena do zakończenia dzieła i złożenia go do publikacji. Opis jej udziału w wydaniu tej książki można znaleźć w listach nr 163, 257 i 294, choć dwa z późniejszych listów błędnie sugerują, że kiedy Susan Dagnall czytała maszynopis, była jeszcze studentką. Patrz także Biografia, s. 256. Tolkien wysłał ukończony maszynopis do wydawnictwa Allen & Unwin 3 października 1936 r. Stanley Unwin, założyciel i prezes firmy, odpowiedział 5 października, że poświęcą książce „natychmiastową i należytą uwagę”. Nie przetrwała żadna korespondencja poprzedzająca poniższy list. Zanim Tolkien go napisał, książka została przyjęta do publikacji, a on sam przygotowywał już mapy i ilustracje.]