Chachary. Sceny sądowe w StalinogradzieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Imperialistyczny jad

— Wiecie, skuli czego zawrzyli starego Zorychty, kiery terozki siedzi na ube — szepnął Kopiec Zeflikowi do ucha na targu w Rybniku.

— Nie, nie wiem, dyć Zorychta to jest taki chłop co by muchy nie zabił. Cóż też mógł takiego zrobić? Przy powstańcach nie był ani przy AK, bo za Niemca go na dół wzieni, a potym obowiązkowe dostawy odstawioł dlo Państwa, a nawet przestoł na suma do kościoła chodzić jak go za sołtysa wybrali, jeno na ranno mszo go baba do kościoła posyłała.

— A widzisz Zeflik — powiedział Kopiec — a terozki jest tam, o tam — tu Kopiec wskazał palcem kierunek ulicy, przy której mieścił się Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. — I trza by mu jako pomóc, ale na to trza dużo pijędzy, a jo, sona wiesz, nie bardzo, bo to i do chałupy babie trza dować i powiem ci jeszcze jedno: ta pierońsko zowitka szarpie za kapsa. Wmówiła sądowi, że to dziecko jest moje i musza płacić, chocioż wtedy to nos było u nij trzech na noc. Noc, jak wiesz som, to jest przeca wiela godzin i nie powiem, coś sie wypiło gorzołki no i kożdymu dała. Antek był pierwszy, jak poszoł z nią koza wydoić. Potym Alojz kole północy na szezlągu, jak jo z Antkiem poszoł do Dudkuli kupić jeszcze sztwiertka gorzołki, bo sklepy przeca były już downo zawrzyte, a ta pierońsko zowitkula już nic nie miała w chałupie. Joch był dopiero trzeci i to nad ranym, jak Antek i Alojz wzieni swoje klamoty 22 — bo szli prosto z roboty — i zadnimi dwiyrzami* sie wynieśli z chałupy.

Czamu se ona mie wybrała, to rychtyk nie wiem, ale ludzie padali, że na łojca tego dziecka se wybrała tego najszwarniejszego, to jest mie. Powiedziała mi na sieni, przed salą rozpraw: „Kopiec, dziecko jest po tobie, bo przeca ta szwarnota* ni może mieć ani po Alojzie, a tym bardziej po Antku, jeno to dziecko jest szwarne po tobie.” No i jak żech sie mioł bronić przed sądym, jak jo sie nieroz do zdrzadła podziwom *, to se dycki pomyślą: „Szwarnoto, szwarnoto, skąd się bieresz.” Ale jeno wtedy jak się Śmieja i to chocioż z przodku nie mom tego zymba, bo mi go tatulek wybili, boch mu cosik gupiego pedzioł. Skuli tego zymba żech poszoł z chałupy i śpiewoł bez cało wieś:

Jeszczeście mi końska chleba nie podali

A już byście mi wszystkie zymby powybijali.

Idzie pedzieć, że skuli szwarnoty jo tej zowitce musza płacić alimenty i teroz ni mom grosza, żeby Zorychty z ube wyciągnąć. Tam go przekonają, że chcioł ustrój socjalistyczny łobalić i sie do tego przyzno. A wtedy to se go Pon Bóczek weźmie za swe, a i to jest niepewne, bo jak był sołtysem, to sie boł do kościoła chodzić.

— Ale Kopiec powiedzcie, skuli czego go wzieni tam na ube?

— To sie nie liczy skuli czego, jeno to, że go wzieni, bo jak go wzieni to już jest to. Czy ty tego Zeflik nie rozumisz? Widać, żeś ni ma uświadomiony ideologicznie, chocioż to jest tak proste jak droga do socjalizmu. Bo ty byś jeno kręcił i kręcił, a to jest ganc normalne.

Państwo sie nie myli i jak kierego Urząd zawrze, to przeca musi to udowodnić, że sie nie omylił i toż na tym ube takimu tłumaczą, żeby po obywatelsku postąpił i sie przyznoł, bo tego wymago racja stanu. Taki co to zrozumi to jest lepij. Jeno jest też tak, że oni chcą, coby im taki co go zawrzyli godoł więcej niż pedzieć umie, bo przeca nie wszyscy są ideologicznie uświadomieni tak jak jo. Wtedy oni go uczą jak mogą. Jak żech był u Andersa, to tam godali, że w Anglii w szkole rechtory 23 pomogają dzieciom sie uczyć tym, że ich po rzici kijem leją. Beztóż te dzieci tela wiedzą.

Ale nasza władza nie bydzie przeca brać przykładu od imperialistów, bo mo własne socjalistyczne metody, a jak już biere przykład to z kraju, kiery już jest ho, ho... daleko do przodku w budownictwie lepszej, socjalistycznej przyszłości. Toż wiesz, skuli tego boja sie o Zorychty co by go dopiyro tam uczyć nie musieli, że władzy trza pomóc i to nawet wtedy, jak cie zawrzą. Kto tego nie rozumie, tyn jest durch gupi* i ni może liczyć nie jeno na lepsze jutro, ale i na lepszy dzisiok. Bo ani dzisiok, ani jutro Zorychta ku babie nie bydzie puszczony. A jak by go puścili ku nij, to sie bydzie mógł jeno na nia dziwać, bo w tych sprawach, o kierych sie nie godo..., to chocioż by i mógł to nie bydzie chcioł..., bo mu to do głowy nie przyjdzie...

— Ale Kopiec skąd wy to tak wszystko wiecie?

— Bo jo tam już przeszoł to przeszkolynie.

— Kaj, kaj Kopiec?

— No tam — tu Kopiec znów wskazał palcem na wystający nad innymi budynkami dach Urzędu.

— Za co żeście też tam wy Kopiec trefili?

— Za radio.

— Liczą, żeście go Kopiec człowiekowi nie wzieni, jeno, no wiecie, mienie społeczne. Ze sklepu abo kaj w firmie coście, jak żech sie dowiedzioł, za strażnika byli?

— Żeby choć za to, to trudno sie godo, pech przy robocie, ale to było za radio!

— Ale Kopiec, co też to godocie, dyć to ni ma żodno zbrodnia!

— Zeflik, widza żeś ty rychtyk ni ma jeszcze uświadomiony, bo nie wiesz co jest teroz, za Ludowej, nojgorsze.

— Co?

— Nojgorsze w Ludowej to jest to jak mosz radio.

— Ja, Kopiec mosz prowda, powiem wom, ni ma jak przed wojną.

— Jezus Maryjo Zeflik, cicho, jeszcze cie kiery usłyszy, co też to godosz. Przeca wiesz jak w gazetach piszą i w radiu godają, że przed wojną było nojgorzyj, a ty fanzolisz 24 , że ni ma jak przed wojną. Zapamiętej se to dobrze Zeflik, przed wojną wszystko było do luftu *, do szkoły sie źle chodziło, bo trza było iść pod kympa, a teroz nom sie tam dobrze chodzi.

— Co, kympa u wos przekopali?

— Nie, jeno w socjalizmie sie lepij chodzi pod ta sama kympa, bo ona już nie noleży na przykłod do kułaka, jeno do sztyrech biednych, co budują.

— Co chałupa?

— Nie, jeszcze coś lepszego, socjalizm abo, jak to jest w gazecie napisane, lepsze jutro.

— Czamu nie pojutrze?

— Jutro i pojutrze i jeszcze tak dalij i jeno bydymy budować.

— Aż wybudujemy?

— Zeflik, dyć to nie chodzi o to, żeby wybudować, jeno żeby budować.

— Nic tego nie rozumia Kopiec.

— Zaroz żech poznoł, ale to wszystko skuli tego, żeś ni ma uświadomiony, bo jak byś był uświadomiony, to byś nigdy nie pedzioł: ni ma jak przed wojną.

— Ale Kopiec jo tak nie myśloł jak wy myślicie, jeno to, że przed wojną my radia ni mieli i skuli tego człowiek sie do haresztu skuli gupiego „Pioniera” ni móg dostać. I tak se Kopiec myśla, że dlotego, że przed wojną było tak źle, to było dobrze, a teroz to skuli tego, że momy tak dobrze, momy sie tak źle.

Ale powiedzcie Kopiec, coście z tym radiem zrobili, że wos skuli niego zawrzyli i to na ube? Zepsuliście go? No powiedzcie, byliście łożarci i żeście go w świetlicy ściepli?

— Skuli radia, ale nie skuli tego coś pedzioł, jeno za to żech radia słuchoł.

— Kopiec dyć za to ni może być haresztu!

— Ja, ale jo nie słuchoł tego, co nadowo w Warszawie abo w Katowicach, jeno, jak to padają — radia Mikołów.

— Aha, radio Mikołów, to teroz już żech jest w doma i to jest co inkszego i sie im już nie dziwia, że cie zawrzyli.

— Zeflik ni miej mie za gupiego, jo radia dycki słuchoł i wszystko było w porządku, boch go słuchoł pod pierzyną.

— A toż co sie wtedy stało?

— No zaś ta moja staro! Godom dycki: „Baba to jest dobro do warzechy, a jak chłop godo, to mo słuchać jak Świnia w owsie, a nie wyrychlać sie 25 .”

Poszoł żech do roboty, a ona wyciągła to radio z łóżka i postawiła na oknie. Okno otwarła i aby sie pochwolić przed sąsiodami, że momy radio, puściła go na cały karpyntel *. Na popzątku, nie idzie pedzieć, grała jakoś muzyka, ale potym jakiś bom bom bom i jadom na Sztalina jak na chudej świni. Jak sie nie wyśmiewają z tej naszej demokracji...!

Było to we wieczór, kole jedynastej. Ida ku chałupie z drugiej zmiany, a tu pełno ludzi pod naszym oknym. Pierwszo ku mnie przyleciała Stazyja i godo: „Kopiec dej mucku *, bo już Rusów u nos nie bydzie i Amerykony przyjadą z Andersem i bydymy zaś mogli Boże coś Polskę w kościele śpiewać, a na 3 maja Witaj majowa jutrzenko i na dodatek nos za to nie zawrzą.”

Jednym uchem słuchom Stazyja, a drugim to co w tym pionierze nadowają i już żech był w doma: baba radio włączyła, ale drugą gałką nie przekręciła na Warszawa abo Katowice. Zrobiło mi sie zima, nogi toch mioł jak z galertu * abo jak po dwóch szychtach abo sztyrech z młodą dziołchą, co ci byda godoł. Tyn kąsek drogi od furtki do okna żech przelecioł jeszcze gibcij, niż wtedy na dole jak tompnyło i coch ledwo uciek. Francika wtedy przytrzasło i jak jego baba dostała piykne odszkodowanie, to moja i powiedziała: „A tyn moj pieron to uciek.” To niby do mnie sie to odnosiło, za to żech uciek baba na mnie pieroniła...

Toż tak jak żech ci pedzioł, skoczyłech do tego radia i ściepoł z łokna i wszystkich sąsiadów przegonił.

— Toście Kopiec dobrze zrobili, jeno szkoda radia.

— Radio, radio! Zeflik to sie o to nie rozchodzi, jeno o mie, bo mie potym skuli tego zawrzyli na tym ube, kaj teroz Zorychta siedzi.

— A co z radiem?

— Radio żech sprzedoł Zorychcie za grosze, bo miało szybka strzaskano i jo liczył, że go już puścić nigdy nie pójdzie, bo sie też gałka zakrzywiła.

Ale syn Zorychty, co chodzi do technikum, kole tego majstrowoł, majstrowoł i zaś mu to zagrało, a terozki Zorychcie gro, ale tam na ube. I bezmać to tyn som co mie przesłuchiwoł.

Nojprzód mie obmacali i to tak jak moja baba kury maco, potym zakludzili do wielkiej izby, co w niej był taki długi stół. Mie posadzili na jednym końcu, a na drugi koniec tego stołu to se siod taki jedyn, co mioł oficerki, a galoty i oberhymda, czyli koszula, jak u wojoka, no i jakla 26 jak taki normalny z miasta.

 

„Opowiedzcie swój życiorys” — mi powiedzioł.

To jo mu wszystko godom kiedy i kaj żech sie urodził i to wszystko co sie przy życiorysie noleży pedzieć. Jak żech skończył, to on zaś mi godo: „Opowiedzcie swój życiorys”. Jak żech już piąty roz zaczynoł tyn życiorys, to mu godom, żech sie nigdy nie liczył, że tak piyknie umia godać. Boch se myśloł, że mu sie ta moja godka tak podobo. A wtedy jak on nie ryknie na mie, że nie godom prowdy, prowda zatajom, bo nie godom, na przykład, że moigo ujca w 1939 roku wzieni ku wojokom i bezmać dostoł krzyż w tej przegranej wojnie polskich burżujów.

Nojpierw stawio mi zarzut skuli tego radia, bez kiere lżono demokracyjo i że jo ją, no ta dymokracyjo, mom w pogardzie, bo puszczom bez to radio imperialistyczny jad, czyli po naszymu gift abo trucizna. Pedzioł mi, że to podpada pod artykuł 29 em ka ka.

— Ale Kopiec, dyć wyście nie byli winni jeno wasza baba.

— Zeflik, jaki żech jest taki jest ale na baba, chocioż swoja, cis nie byda i żech tymu śledczymu coś tam godoł: że sie ta stacyjo w tym radiu z Zachodu sama wcisła, jak to u imperialistów, i że jo ni moga za to. To on mi wtedy padoł dokładnie kiedy jo rychtyk słuchoł stacyji Mikołów, i jo był fertig *, boch nie wiedzioł, kto mu to móg pedzieć, czy aby nie moja baba skuli tego, że mie podejrzewała, że do Hyjdli na noc chodza, a godom żech zostoł na noc w robocie, coby kopalnia plan mogła wykonać.

Padoł żech se: „Z Kopcem wom to nie pójdzie tak lekko” i padom mu, że jo musza wiedzieć, co wróg godo i wtedy to nie może być przestępstwo. On wyskoczył i mi doł taki wylizek 27 że sie mi głowa obróciła dołokołka. No może nie tak ganc * dołokołka, ale szrank * co stoł za moimi plecami toch widzioł. Potym wloz na inkszo sprawa, na pobudki kontrarewolucyjne, boch państwu nie oddoł wieprzka, czyli prosie, na obowiązkowe dostawy. No wiesz Zeflik, żech se wzion baba co po łojcu erbnyła* niby tako mało gospodarka, ale rychtyk to było psinco *. I skuli takiego psinca trza oddować państwu świnie, jajca, mlyko, resz, pszynica i jeszcze coś tam. Tłumacza mu: „Panie”... a on wtedy na mie: „Panowie wyjechali do Londynu, mówcie dlaczego bojkotujecie obowiązkowe dostawy?”

„Nie bojkotuja — mu tłumacza — jeno tego wieprzka żech ni mógł oddać, bo dostoł czerwonki. Zachorowoł na świńsko choroba i zdech i trza go było zakopać.” Wtedy on mi pedzioł, że my to prosie świadomie zarazili chorobą, aby tylko nie dać państwu na obowiązkowe dostawy, że oni takich dobrze znają co z wrogami weszli w kontakt, że również z tą stonką, co ją ściepli Amerykanie, też sie wyjaśni te powiązania, a i tą czerwonkę, to się zbada, czy to nie grozi ludziom.

Jo mu na to, że sie ni ma co boć, bo wieś sie nie do czerwonką zarazić. Wtedy tyn z ube sie mie pyto, co mom na myśli? I jo mu tłumacza, że to jest choroba świńsko, a nie ludzko i sie ni ma co boć, że aktyw wiejski padnie. Jo mu to godom, a on to wszystko pisze i lewą ręką ta kartka, na kierej pisze, tak zakrywo, jakby sie boł, co bych mu tam nie zaglądoł, chocioż tyn stół był z pięć metrów długi. Taki to był stół jak na weselu, ale takiego wielkiego pamponia*, a nie żodnego biedoka co mo dwie abo trzy juterki pola.

Potym mi pedzioł, abych sie namyślił i czy chca pedzieć prowda.

„Jo chca pedzieć prowda” — żech odpowiedzioł.

„A więc czy sie przyznajecie do winy, iż z pobudek wrogich ustroju odmówiliście oddania żywca w ramach obowiązkowych dostaw?”

„Nie, bo prosie zdechło na czerwonka i żech go musioł zakopać do ziemie.”

I wtedy — powiem ci Zeflik — wyskoczył ci tak, jakby go szerszyń w rzić ugryź i do mie, prask, prask mie w pysk i ryczy: „Ty sukinsynie, gnido imperialistyczna, wiemy wszystko o tobie i o tym, żeś był u parobka imperializmu, tego Andersa co nie jest godnym, aby go nazwać Polakiem i dlatego odebraliśmy mu polskie obywatelstwo.”

Chciołech mu pedzieć, że jo pod Andersem był krótko i żech u niego siedzioł w hareszcie, ale nie dopuścił mie do głosu. Wpadło dwóch i anich sie nie naspodzioł, jak żech był w piwnicy na dole, kaj szczury człowiekowi po brzuchu skokały. Ale to jeszcze nie było nic, jak potym po mie po brzuchu skokoł taki inkszy śledczy i pedzioł, że zadepeze mnie, boch jest reakcja, kiero trza wytępić. Już żech se pomyśloł: „Kopiec, koniec z tobą, po co żeś też tu przyjechoł, lepszy by było nawet w tym hareszcie u imperialisty niż w hareszcie naszym, ludowym.” Ale mi przyszło do głowy, żeby pedzieć, że jo im pomogą wykryć wroga klasowego. Wtedy mie wzieni do góry, umyli, dali zjeść coch jeno chcioł. Był wuszt 28 i jak to padają... szynka. Coś żech im tam obiecoł, ale tak rychtyk to mie wyciągnął z haresztu Tonik Brzoza, co robił w komitecie w partyji i baba mu tam cosik zaniosła, to on pedzioł, żech za sanacji był podejrzany politycznie o komuna. Pomogło też i to, że moja baba kupiła we Bziu, od swojigo szwagra, dwa wieprzki i oba oddała państwu na obowiązkowe dostawy. Wyprosiła też od siostry pszynicy i plan obowiązkowych dostaw przekroczyła. Bezmać to też pomogło, chocioż jo liczą, że nojwięcyj pomogło to, że jo im teroz też musza pomogać...

Ale teroz to jo musza pomóc Zorychcie, bo jego baba wczora była u mie i pedziała, że jeji chłop siedzi skuli mie, boch mu to radio sprzedoł. Pedziała, że jak nie wyciągną tego chłopa z haresztu, to ona pojedzie do powiatówki i powie, że jo naumyślnie nasztelowoł to radio na Londyn i go potym jeji mężowi, to jest Zorychcie, sprzedoł, i że jeno Londyn szło chycić na tym radiu, a nie jak chcioł jeji chłop — Warszawa abo Moskwa. Pedziała, że postawi na to świadków, bo ona musi retować chłopa co ani przed wojną, ani za Niemca nigdy nie siedzioł, to i teraz w socjalizmie też siedzieć nie powinien, chocioż se zdowo sprawa z tego, że wiela siedzieć musi.

I widzisz Zeflik, w jakim żech jest położeniu. Powiem ci, liczą na ciebie!

— Coż jo wom też moga pomóc, Kopiec?

— Potrzebuja dużo pijędzy na dobrego adwokata, co urzęduje w Katowicach. Nazywo sie Rozenkranc i on dużo może, bo jeszcze niedawno był prokuratorem we wojsku i taki to wie, jak takiego nieboroka jak Zorychta trza retować. Musisz mi pomóc, bo wiesz, że jo też wiem wiela o tobie. No som wiesz, jak było za okupacyje. Nosiłeś jakieś papióry dlo tych z AK.

— Ale jo mioł wtedy szternoście lot i byłech dziecko.

— Dziecko nie dziecko, tam sie bydziesz tłumaczył. Myśla, że tego siwka możesz jeszcze dzisiek na targu sprzedać, a po tym sie po wieczerzy do mie zgłoś, bo trza retować Zorychty, kierymu jak widzisz nie pomogło nawet to, że przestoł na suma i nieszpory chodzić.

No, Zeflik gibej sie 29 , bo handlyrze odjadą, a wtedy skąd weźmiesz tela pijędzy. Muszymy sie śpiychać *, bo Zorychta tego nie wytrzimo i sie przyzno, że chcioł ustrój obalić, a wtedy to już całej twoij gospodarki nie styknie na adwokata.

Mały kodeks — wielko zbrodnia

— Wysoki Sądzie — rozpoczął prokurator — oskarżam Józefa Kopca o to, że w dniu 29 maja na trasie Rybnik — Stalinogród przewoził wizerunek mogący obniżyć powagę naczelnych organów państwowych i spowodował tym wielką szkodę dla Państwa, to jest o zbrodnię z artykułu dwudziestego trzeciego paragrafu trzeciego dekretu z dnia 13 czerwca 1946 roku o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa.

— Czy oskarżony zrozumiał treść oskarżenia, czy przyzna je się do winy i jakie chce złożyć wyjaśnienia — wyrecytował beznamiętnie przewodniczący składu orzekającego.

— Wysoki Sądzie, jo wos uslyszoł, ale żech tego, o co mie prokurator oskarżoł, nie zrozumioł, ale wyjaśnić bych chcioł.

— To proszę, niech oskarżony powie, jak to było.

— Panie sędzio, to było tak. Maryjka, to jest moja baba, prosiła mie, abych pojechoł do Katowic, przepraszom, przepraszom — do Sztalinogrodu, i abych kupił łańcuch, kierego w Rybniku nie szło kupić. Cieliczka już momy pobiegano 30 i trza ją na łańcuchu uwiązać, bo sie bezkuryjo gzi i gzi. Sie i zdo, że sie i wszystko noleży, że se na wszystko pozwolić może. Pedzioł żech se: „Na łańcuch ją i mlyko dować, a nie gzić się!” Ale po łańcuch to trza jechać do Sztalinogrodu. Miołech to już downij zrobić, ale wiecie, panie sędzio, jak to jest z tym czasem co nigdy go ni ma... tela aby babskie zachcianki mógł człowiek wykonać.

Toż wiecie, aby tego butlu 31 nie słuchać, kupiłech bilet na banhofie abo inakszy: na dworcu kolejowym. Chciołech jechać tym rańszym, co do Katowic, przepraszom — do Sztalinogrodu, przychodzi kole dziewiątej. Skuli tego na banhofie jużech był o siódmej. Stoją kole kasy, a tu widza Antka z Rymeru, co — jak mi pedzioł — przyjechoł, do Rybnika na sprawa skuli bumelki.

„Ty i skuli bumelki? Dyć żeś był za przodownika na grubie.” — „Ja, mosz recht *, jo był za przodownika, ale teraz mom sprawa skuli bumelki, co bumelką nie była. Powiem ci: jo sie żynił, a jużech urlop wybroł. Na drugi rok żech czekać nie móg, bo by mi sie ta moja rozsypała, a wtedy to bych nie chcioł być w jeji skórze. Nie było co, jeno gibko do farorza, kierymu żech pedzioł, że mie za tydzień do wojska bierą i co by mi książoszek byli tacy dobrzy i ślub dali. Z naszego farorza, nie idzie pedzieć, jest fajny chłop i pedzioł — zrobiymy to w poniedziałek, bo po tym wyjeżdżom na rekolekcje do Kokoszyc. Leca z tym do personalnego i godom, że sie żynia i chca jedyn dzień na ślub. On mie sie pyto, czy kościelny, czy cywilny. Jo mu na to, że dyć kościelny, a potym cywilny, bo w sztandysamcie — no Urzędzie Stanu Cywilnego — żodnego ni ma. Na to personalny, że na kościelny to wolnego mi dać nie może. To jo sie znerwowoł, trzasnołech dwiyrzami i do roboty żech nie przyszoł ani w pondziałek, ani we wtorek. Roz sie człowiek żyni! No i teroz przyjechołech na wezwanie na sprawa.”

A potym, Wysoki Sądzie, Antek sie mie pyto: „Kaj jedziesz?” — „A dyć do Sztalinogrodu” — mu odpowiadom. — A to ci coś pokoża” — pedzioł i wyciągnął z kapsy * w galotach jakosi kartka i pado: „Jak jedziesz do Sztalinogrodu, to se to łobejrz.”

Tak my sie zgodali, żech ani nie wiedzioł, kiedy bez megafon podowali, że pociąg z Raciborza do Katowic, przepraszom do Sztalinogrodu wjeżdżo na peron trzeci. Anich sie nie pożegnoł z Antkiem jeno fuk z banhofu i już nie leca bez tyn tunel, jeno bez glajzy — wy na to prawicie tory — na tyn trzeci peron. Miołech szczęście. Skoczył żech jeszcze do ostatniego wagonu, bo cug * już ruszoł. Teroz to se tak myślą i myśla, że szkoda, że mnie tyn cug nie odjechoł, bo bych ani jo z wami, ani Wysoki Sąd ze mną nie mioł utropy. Ale taki jużech jest, ze jak mom jechać, i to na dodatek do Sztalinogrodu, to dojechać musza.

— Stalinogrodu — poprawił sędzia.

— Ja, ja — Sztalinogrodu. To jak miołech jechać do tych Katowic, co my z radością zmienili na Sztalinogrod, toch chcioł tam dojechać. Skuli tego żech bez glazjy lecioł z językiem wyciągniętym jak u mojego burka jak go za zającem puszcza.

I tak, Wysoki Sądzie, w tym ostatnim wagonie żech se siod na ławce i jak my przejeżdżali Paruszowiec, toch se przypomnioł o tej kartce, co mi ją doł Antek na banhofie. Jo ta kartka wyciągnął, bo żech był ciekawy, co mi to też tyn Antek doł. Nie zaś żeby — jak to prokurator napisoł — rozpowszechniać.

Oglądom se ta kartka i na niej widza taki obrozek: dwa chłopy, jedyn to był tyn co na kożdym obrozku sie na nos dziwo, to jest Bolesław Bierut. Drugi, tyn ważniejszy, z chrubym fonsym 32 — Jozef Sztalin, no można pedzieć na niego dobroczyńca, chocioż już nie żyje. Oba te karlusy stoją w takiej wielkiej zegrodzie otoczonej sztalowymi żerdziami. Ta zegroda-ogród mo furtka, przy kierej stoją se Sztalin i Bierut.

— Czy oskarżony tę ulotkę pokazywał pasażerom jadącym w wagonie — zapytał prokurator.

— Nie, jo żodnymu tego nie pokazywoł, ale jedyn, co kole mie siedzioł to możnej to widzioł. Ale to nie była żodno ulotka jeno taki malunek.

— Czy na tej ulotce-wizerunku widnieje napis: Stalinowy ogród.

— Coś tam dołokoła tego malunku było napisane, ale jo myśla, że to była jeno wypisano ta nazwa tych Katowic, że to przechścili na Sztalinogrod, Wysoki Sądzie.

 

— Czy na tym rysunku wewnątrz są przedstawieni ludzie?

— Tak, Wysoki Sądzie.

— Czy ci ludzie pokazani są w nędznych ubraniach, w podartych spodniach, ludzie wychudzeni, po prostu niegodziwi?

— Panie prokuratorze...

— Do sądu proszę odpowiadać.

— Wysoki Sądzie, godziwi niegodziwi, ci ludzie są pokazani normalnie tak jak wszyscy wyglądomy. No tyn jedyn to rychtyk wyglądo na takiego jakby go z Oświęcimio wypuścili, ale te inksze ludzie to — nie idzie pedzieć — jak my tu wszyscy.

— A towarzysz Stalin jak został przedstawiony?

— Też normalnie.

— Też normalnie. A czy w ręce trzymał bat?

— Coś mioł w ręce, ale dyć przed wojną marszałek Piłsudski też trzymoł w ręce takie coś, co na to godali buława.

— A jak na tej ulotce przedstawiony został Bolesław Bierut?

— Wysoki Sądzie, też normalnie.

— Normalnie, a czy nie był podobny do pieska?

— Jo sie mu dobrze nie przyjrzoł.

— A w którym miejscu został Bierut namalowany? Jak został umiejscowiony na tej kartce?

— No, kole Sztalina.

— Ale jak?

— No, przeca nie móg być tak jak Sztalin, bo kożdy mo swoje miejsce. Tyn co bronił pokoju świata — to musi stoć wyżej, a tyn co jeno broni nos — stoi nad nami, ale trocha niżej.

— Proszę oskarżonego, czy Bolesław Bierut nie został tam pokazany jak warczący pies u stóp Marszałka Stalina?

— Wysoki Sądzie, nie słyszoł żech, bo na papiorze nic nie warczało. Jo bych ich tam do psów nie porównywoł, jak to chce pan prokurator. Jo moga jeno tak pedzieć, że tymu, co to malowoł, tak ganc dokładnie sie ani Sztalina, ani Bieruta namalować nie udało, ale żeby tak zaroz godać, że ich do psów przyrównoł, to mi sie bardzo nie zdo. Jo tego tak nie odebroł, no tego obrozka.

— To dlaczego po rozwinięciu tego wizerunku w pociągu oskarżony zaczął się głośno śmiać?

— Panie prokuratorze, przepraszom, Wysoki Sądzie, skuli tego, że się tymu malyrzowi co to namalowoł, nie udoł tyn obrozek. Można pedzieć, że go spaproł.

— A nie dlatego, że tam obniżono powagę naczelnych organów państwowych?

— Skuli tego nie, bo to jest niemożliwe.

— Dlaczego zdaniem oskarżonego to jest niemożliwe?

— Bo oni tam na obrozku, te dwa, byli poważni, a ci ludzie w tej zegródce to jeszcze bardziej. Moga pedzieć, że wyglądali bardzo poważnie. Jak na pogrzebie w Moszczenicy, kiedy moja starka Śliwinka, co ją wszyscy mieli radzi 33 , byli chowani.

— Czy ten wizerunek, no ten obrzydliwy paszkwil, wzbudzał zainteresowanie waszego otoczenia w pociągu?

— Otoczynia nie było jeno ci co w tym przedziale siedzieli abo stoli, to mi przez ramie na to zaglądali.

— I oskarżony im na to pozwalał?

— Jo tu ni mom nic do pozwolania jak sie kiery chce podziwać. Panu prokuratorowi też bych nie mioł nic przeciwko... jak by sie podziwoł.

— Proszę, niech oskarżony powie, co pod tym wizerunkiem było napisane.

— Coś było, ale to było pisane handszryftym *, a nie na maszynie. Bryli żech nie wzion, toż odczytać żech tego nie umiol.

— To znaczy, że oskarżony jednak wie, że tam było coś napisane, a czy oskarżony tego nie odczytał współpasażerowi?

— Tak, cosik tam było napisane, ale jo ni ma taki gupi, żeby takie coś odczytować.

— To ja oskarżonemu przypomnę, co tam było napisane.

Wnoszę, aby Wysoki Sąd odczytał notatkę sporządzoną przez funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa, karta trzydziesta czwarta, tom pierwszy akt.

— Notatka służbowa:

Po historycznej decyzji przemianowania Katowic na Stalinogród wrogie ośrodki zagraniczne i rodzime przystąpiły do wzmożonej działalności oszczerczej. Pojawiły się ulotki i napisy wrogie ustrojowi socjalistycznemu. Niektóre z tych działań miały charakter poważnych przestępstw, wymierzonych w byt socjalistycznego Państwa i jego zbawczych sojuszy ze Związkiem Radzieckim. Obniżanie powagi naczelnych organów połączone z wyśmiewaniem towarzysza marszałka Józefa Stalina stanowi wielką szkodę dla naszego Państwa. Z tego względu organa Urzędu Bezpieczeństwa województwa stalinogrodzkiego na wezwanie mas ludowych budujących jeszcze lepsze jutro nie mogły pozostać obojętne i przystąpiły do zdecydowanego działania. Wzmożona działania profilaktyczne na dworcach, w pociągach wychwytując podżegaczy, którym marzy się powrót do Polski Andersa, i to na białym koniu.

W dniu 29 maja akcje podjęte przez siły operacyjne dały pozytywny wynik. Oto na trasie Rybnik — Stalinogród obserwowany osobnik przewoził niezwykle niebezpieczny wizerunek przedstawiający w niewłaściwym świetle marszałka Stalina i tow. Bieruta, z wierszem, który ten osobnik śmiejąc się odczytał dwukrotnie na wysokości stacji kolejowej Orzesze, a potem Stalinogród — Ligota. Treść tego wiersza według naszego informatora była następująca:

Jeśliś ojciec i dobrodziej

Czemu jesteś kat i złodziej .

Wziąłeś Lwów, wschodnie stanice

Po co ci jeszcze nasze Katowice.

Osobnik był przez nasze służby obserwowany i w momencie, gdy usiłowano go na peronie wylegitymować, w/w ulotkę włożył do ust. Próby wyjęcia mu tej ulotki nie dały rezultatu, bo osobnik ulotkę połknął. Próby odzyskania tej ulotki jako dowodu rzeczowego nie powiodły się bo, jak to wynika z ekspertyzy Zakładu Medycyny Sądowej, po 24 godzinach od momentu połknięcia tego papieru odzyskanie go poprzez zabieg operacji żołądka byłoby bezprzedmiotowe. Ustaliliśmy że w/w osobnikiem był niepoprawny recydywista Józef Kopiec, którego zatrzymano. Podejrzany Józef Kopiec w śledztwie przyznał się do winy, iż spowodował wielką szkodę dla Państwa Polskiego, przez to, że wszedł w porozumienie z grupą przestępczą i przewoził pisma, których treść obniżyć mogła powagę jego naczelnych organów państwowych.

— Czy oskarżony przyznaje się teraz do winy — zapytał prokurator.

— Ni moga, boch do żodnej grupy nie należoł, jeno roz żech wiózł tyn list — abo taki jakiś rysunek, kiery według mie, Wysoki Sądzie, ni mioł nic złego na myśli. Bo podziwejcie sie: jest dwóch, nie, Sztalin i Bierut. Są w takim kółku z roztomańtymi ludziami, no w tym ogrodzie...

— Z obdartusami — dodał prokurator.

— Z roztomańtymi, ale to znaczy, że są to fajne chłopy i gańba ich ni ma se stanąć z ludem pracującym miast i wsi, a nie jak hań downij za starej burżuazynej Polski co sie wom taki pon jeno w landałerze 34 pokozoł, a na głowie mioł cylinder jak kominiorz.

A czy to ni ma piyknie, że oni byli razym w tym kółku, w tym ogrodzie, otoczonym takim płotem. To jest prowda, że to nie był płot ze sztachet jeno z takich chrubych żerdzi z żelazo, ale dyć to jest tak dobrze, bo w tyn sposób do nos sie imperialisty nie dostaną. My tu takich przeca nie potrzebujemy ani nie chcemy. UNRA, ja, to jeszcze mogymy wpuścić, ale żodnego wroga, co by nom chcioł nasz ustrój obalić abo popsuć — to o co my tela lot walczyli, co to, to nie. Jo na tyn przykłod aż w Italiji z tym Andersem walczył o lepszy ustrój.

— A ta treść wiersza to co, to też uważa oskarżony, że nic złego?

— Tego to wom nie wiem pedzieć, boch tam nic nie przeczytoł, boch był bez bryli*. U nos padają: „Bez bryli chłop sie myli.”

— Ale w śledztwie oskarżony się przyznał.

— Jak żech tydzień nie społ, a żebych nie społ to mie wodą polywali, toch sie przyznowoł do wszystkiego. Panie prokuratorze, dyć jo był w stanie pedzieć, żeście wy mi ta kartka podciepli *. I dobrze, że my sie jeszcze wtedy nie znali, bo by my tu oba na tej ławie obskarżonych siedzieli.

— Nie gadajcie tyle, tylko powiedzcie wobec tego, dlaczegoście tę ulotkę zjedli.

— Wysoki Sądzie, jako mom tako mom, ale mom baba co o moje zdrowie dbo. I wtedy mi dwie sznytki z fetym* chrubo pomazanym dała. Sznytki miołech zawinięte w gazecie. Tyn obrozek, abo jak wy to padocie ulotka, przed Katowicami, przeproszom — Sztalinogrodem, żech wsadził do tej kapsy, w kierej żech mioł chleb. W prawej kapsie żech mioł szmutychla 35 . Jak żech wysiadoł toch se padoł: „A dyć se ugryza trocha tej sznytki, bo potym kaj se co kupia zjeść, no kaj?” Ta sznytka chleba sie odwinyła z tej gazety i do nij sie przylepiła ta ulotka. Jak żech zrobił jedyn bajs toch poczuł, że jym z chlelbym jakiś papior. Chciołech to świństwo wypluć, ale to było w tym momencie, jak ci z tajnej mie wzieni pod ręce i jo to ze strachu zjod. No i tak to było, a nie jak mi to w śledztwie wmowiano, żech w tyn sposób chcioł ukryć „dowody rzeczowe przestępstwa”. W śledztwie mi za to jakisik paragraf chcieli wlepić.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?