3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Paweł z Tarsu. Uczeń-misjonarz

Tekst
Z serii: Metanoia
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Paweł z Tarsu. Uczeń-misjonarz
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


WPRO­WA­DZE­NIE

Do­kument koń­co­wy V Kon­fe­ren­cji Epi­sko­pa­tu Ame­ryki Ła­ciń­skiej (CE­LAM) z 2007 roku, zna­ny jako „Apa­re­ci­da”, któ­re­go re­dak­to­rem był Jor­ge Kar­dynał Ber­go­glio, dzi­siaj po­ja­wia się w wie­lu na­ukach obec­ne­go Bi­skupa Rzymu dla ca­łe­go Ko­ścio­ła. To dzie­ło roz­wi­ja się w opar­ciu o krę­go­słup, któ­ry rów­no­cze­śnie jest ser­cem i krwią krą­żą­cą na każ­dej stro­ni­cy: „Być ucznia­mi-mi­sjo­na­rza­mi Je­zusa Chrystusa”.

Pod wpływem im­pul­su Ruah Du­cha po­sta­no­wi­li­śmy dzia­łać na dwa fron­ty: jako ucznio­wie i jako mi­sjo­na­rze. Nie na­le­ży tego ro­zu­mieć jako ma­te­rii studiów czy przed­mio­tu ja­kie­goś roz­po­rzą­dze­nia. Z tego po­wo­du wo­le­li­śmy przed­sta­wić dwóch bra­ci bliź­nia­ków, któ­rzy mają mi­sję prze­obra­ża­nia tego świa­ta zgod­nie z pla­nem Bo­żym.

I tak wy­bra­li­śmy po­sta­cie Szymo­na Pio­tra i Paw­ła z Tar­su, aby po­ka­zać, na czym po­le­ga ten ide­ał chrze­ści­jań­skie­go życia.

Su­ge­ruje­my za­tem lek­turę książ­ki Szymon Piotr, uczeń-mi­sjo­narz[1], któ­ra jest kom­ple­men­tar­na w sto­sun­ku do ni­niej­szej publi­ka­cji. Po­zwo­li to na uzyska­nie wy­raź­niej­szej i ob­szer­niej­szej pa­no­ra­my tego, co ozna­cza życie w cha­rak­te­rze ucznia-mi­sjo­na­rza.

Je­że­li uczeń po­zo­sta­je w bez­po­śred­niej re­la­cji z na­uczycie­lem, apo­stoł i mi­sja sta­pia­ją się w jed­no.

Ce­lem Do­kumen­tu Bi­skupów zgro­ma­dzo­nych w Apa­re­ci­da jest „bycie ucznia­mi i mi­sjo­na­rza­mi Je­zusa Chrystusa”. Nie­mniej w żad­nym z ty­tułów roz­dzia­łów nie mówi się o uczniach „i” mi­sjo­na­rzach, tyl­ko po pro­stu o uczniach-mi­sjo­na­rzach, łą­cząc oba aspek­ty w je­den. Dla­te­go na tych stro­ni­cach rów­nież nie bę­dzie­my dzie­lić życia ani po­sługi Paw­ła na ucznia „i” mi­sjo­na­rza, jak­by cho­dzi­ło o dwa róż­ne eta­py, tyl­ko bę­dzie­my mó­wić o „uczniu-mi­sjo­na­rzu”, po­nie­waż cho­dzi o nie­po­dziel­ną jed­ność. Po­łą­cze­nie obu aspek­tów jest bo­gat­sze i bar­dziej zna­czą­ce.

Już w Da­masz­ku do­strze­gli­śmy w owym sza­lo­nym prze­śla­dow­cy oba te wy­mia­ry. Za mu­ra­mi zgło­sił ak­ces do szko­ły uczniów Je­zusa, kie­dy uznał Go za „Pana” i za­pytał: „Co mam czynić, Pa­nie?” (por. Dz 22,10). W mie­ście Ana­niasz ob­ja­wił mu jego mi­sję: „…abyś po­znał Jego wolę i uj­rzał Spra­wie­dli­we­go, i Jego wła­sny głos usłyszał. Bo wo­bec wszyst­kich lu­dzi bę­dziesz świad­czył o tym, co wi­dzia­łeś i słysza­łeś” (Dz 22,14–15).

„Mi­sja ro­dzi się wła­śnie z tej fa­scyna­cji Bo­giem, z tego za­dzi­wie­nia spo­tka­niem” – tak mó­wił Pa­pież Fran­ci­szek pod­czas Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży w Rio de Ja­ne­iro w lip­cu 2013 roku.

Przed­sta­wi­my dzie­sięć ob­ra­zów, na któ­rych po­ja­wia się za­rów­no za­pach ucznia, jak i bar­wy mi­sjo­na­rza, ja­kim stał się ów fa­ryze­usz, któ­ry opu­ścił swo­ich współ­wyznaw­ców i zre­zygno­wał z mie­cza prze­śla­dow­cy, żeby za­mie­nić się w świad­ka gło­szą­ce­go Ewan­ge­lię poza kon­wen­cjo­nal­nym gra­ni­ca­mi. Na ko­niec stwo­rzymy bo­ga­tą ga­le­rię ob­ra­zów, któ­ra przed­sta­wi nam pa­no­ra­micz­ną wi­zję ucznia-mi­sjo­na­rza. Nie jest to jed­nak do­kument, tyl­ko wi­zja wcie­lo­na w życie czło­wie­ka, któ­ra ze­sta­wia świa­tła i cie­nie z jego życia.

Niech Sło­wo Je­zusa, któ­ry wzywa do bycia uczniem, i Duch Świę­ty, któ­ry jest du­szą mi­sji, będą na­szą in­spi­ra­cją i mo­tywa­cją.

Gua­da­la­ja­ra, stan Ja­li­sco,

1 stycz­nia 2014 r.

[1] José H. Pra­do Flo­res, Szymon Piotr. Uczeń-mi­sjo­narz, tłum. Bro­ni­sław Krzysz­tof Ja­kubow­ski, Wy­daw­nic­two Świę­ty Woj­ciech, Po­znań 2015.

I. UCZEŃ MI­SJO­NARZ

Dwa ty­sią­ce lat temu w Izra­elu re­la­cja mistrz-uczeń była bar­dzo od­mien­na od tego, do cze­go je­ste­śmy przy­zwycza­je­ni dzi­siaj w przy­pad­ku na­uczycie­li lub wy­kła­dow­ców uni­wer­sy­tec­kich. Aby to zro­zu­mieć, mu­si­my zre­zygno­wać z na­uko­wych kon­cep­cji i wkro­czyć w tunel cza­su, któ­ry prze­nie­sie nas na Wschód i wpro­wa­dzi w men­tal­ność rzą­dzą­cą dwa­dzie­ścia wie­ków temu.

Nie cho­dzi­ło o wy­cho­waw­cę po­wta­rza­ją­ce­go wy­uczo­ne lek­cje albo prze­ka­zują­ce­go owoc swo­ich ba­dań, ale o kom­pe­tent­nych świec­kich, któ­rzy szko­li­li in­nych w od­naj­dywa­niu i wy­ko­nywa­niu pla­nu Bo­że­go, o uczo­nych Sło­wa uła­twia­ją­cych od­na­le­zie­nie sen­su ist­nie­nia i spo­sób re­ali­za­cji wła­sne­go po­wo­ła­nia.

Dla­te­go na­uczyciel sta­wał się waż­niej­szy niż sam oj­ciec, po­nie­waż dla Żyda istot­niej­sza była umie­jęt­ność życia niż samo życie, a za­tem na­uczyciel był waż­niej­szy niż sam oj­ciec.

Hil­lel, Szam­maj czy Ga­ma­liel nie mie­li szko­ły ani obiek­tów, w któ­rych mo­gli­by pro­wa­dzić swo­je na­uki, tyl­ko na­ucza­li swo­je­go stylu życia. Ich au­to­rytet nie opie­rał się na ty­tułach na­uko­wych albo spe­cja­li­stycz­nych studiach, tyl­ko na spo­so­bie, w jaki się za­cho­wywa­li. To uwo­dzi­ło i przy­cią­ga­ło in­nych. Ich przy­kład po­cią­gał i prze­ko­nywał bar­dziej niż sło­wa. Dla­te­go ucznio­wie mu­sie­li miesz­kać ra­zem ze swo­im na­uczycie­lem, po­nie­waż wła­śnie ob­ser­wując go, uczyli się żyć[2].

A. Róż­ne ro­dza­je uczniów

W No­wym Te­sta­men­cie znaj­dzie­my róż­ne ro­dza­je uczniów. Wszyscy ucznio­wie mają je­den wspól­ny mia­now­nik: po­dą­ża­ją za mo­de­lem życia swo­ich na­uczycie­li.

a. Ucznio­wie Jana Chrzci­cie­la, asce­ty z pustyni

Ucznio­wie Po­przed­ni­ka Pań­skie­go znad Jor­da­nu na­śla­du­ją swo­je­go na­uczycie­la w pro­sto­cie i asce­zie Jana Chrzci­cie­la (por. Mk 2,18). Tak jak on po­szczą, ale sta­ra­ją się, żeby wszyscy inni rów­nież to ro­bi­li (por. Mt 9,14).

Ich styl życia i ob­rzę­dy chrztu były bar­dzo po­pular­ne w Izra­elu. Do tego stop­nia, że prze­kro­czyły gra­ni­ce i mamy o tym wie­ści aż z Efe­zu (por. Dz 19,1–3).

b. Ucznio­wie Moj­że­sza, pra­wo­daw­cy z Sy­na­ju

Ci ucznio­wie przy­łą­cza­ją się do pra­wo­daw­cy z Sy­na­ju i chro­nią się w jego cie­niu, nie utoż­sa­mia­jąc się z żad­nym in­nym ty­pem ucznia. Dla nich bycie uczniem Moj­że­sza unie­moż­li­wia­ło bycie na­śla­dow­ca­mi Je­zusa. Wia­ra w Ka­zno­dzie­ję z Ga­li­lei jako Me­sja­sza była prze­szko­dą w na­śla­do­wa­niu tego, któ­ry uwol­nił ich z Egip­tu (por. J 9,28).

c. Ucznio­wie fa­ryze­uszy wy­peł­nia­ją­cy Pra­wo

Fa­ryze­usze two­rzyli nie­wiel­ką i za­mknię­tą gru­pę. Skupia­li się na rygo­rystycz­nym wy­peł­nia­niu każ­de­go de­ta­lu Pra­wa i uwa­ża­li, że bycie uczniem to spo­sób kon­tynua­cji tra­dycji przod­ków (por. Mk 7,5). Jed­nym z dok­trynal­nych bie­gunów była wia­ra w zmar­twych­wsta­nie zmar­łych.

d. Ucznio­wie Je­zusa albo Kró­le­stwa, któ­rzy są jak ich Mistrz

Ta gru­pa rów­nież na­śla­du­je swo­je­go Mi­strza w spo­so­bie życia, ale ich toż­sa­mość róż­ni się od toż­sa­mo­ści in­nych uczniów. Je­zus musi być je­dynym Mi­strzem, za któ­rym się po­dą­ża i któ­re­go się na­śla­du­je nie tyl­ko na okre­ślo­nym eta­pie życia, ale w ca­łym życiu (por. Mt 13,52).

B. Mi­sjo­na­rze lub apo­sto­ło­wie: po­wo­ła­nie, mi­sja i re­pre­zen­ta­cja

Sło­wo „mi­sjo­narz” nie wy­stę­puje w No­wym Te­sta­men­cie. Ist­nie­je jed­nak od­po­wied­nik, któ­ry ma to samo zna­cze­nie: apo­stoł, po­cho­dzą­cy od cza­sow­ni­ka ἀποστέλλω [apo­stél­lo], któ­ry ozna­cza po­sła­nie przed­sta­wi­cie­la ma­ją­ce­go wła­dzę do wy­peł­nie­nia ja­kiejś mi­sji.

Dla­te­go apo­sto­łem jest ktoś, kto zo­stał wy­bra­ny i po­sła­ny przez inną oso­bę, sto­ją­cą wy­żej w hie­rar­chii. Jego pro­fil opie­ra się na trzech fi­la­rach, są nimi: po­wo­ła­nie, mi­sja i re­pre­zen­to­wa­nie.

Choć uczeń jest po­wo­ływa­ny przez Na­uczycie­la, to jed­nak mia­na mi­sjo­na­rza nie moż­na zdo­być ani przy­znać so­bie z wła­snej ini­cja­tywy. Nie moż­na go uzyskać ani na nie za­służyć. Mi­sjo­narz zo­stał wy­bra­ny przez Boga w wol­no­ści, któ­ra czyni mi­ło­sier­dzie w sto­sun­ku do tego, do kogo chce (por. Rz 9,18). Przez wzgląd na to Je­zus ob­ja­śnia swo­im uczniom:

Nie wy­ście Mnie wy­bra­li, ale Ja was wy­bra­łem (J 15,16a).

Po wy­bo­rze i po­wo­ła­niu po­wie­rzo­no mu mi­sję lub za­da­nie, któ­re po­wi­nien wy­peł­nić:

Jak Oj­ciec Mnie po­słał, tak i Ja was po­sy­łam (J 20,21b).

Apo­stoł re­pre­zen­tuje tego, kto go wy­zna­czył. Nie ma wła­sne­go au­to­ryte­tu, dzia­ła w imie­niu oso­by, któ­ra go po­sła­ła. Z tego po­wo­du naj­pierw skupi­my się na Tym, kto po­sy­ła apo­sto­łów – na Je­zusie – mi­sjo­na­rzu mi­ło­ści Ojca.

C. Je­zus – apo­stoł mi­ło­ści Ojca

Dla­te­go, bra­cia świę­ci, uczest­ni­cy po­wo­ła­nia nie­bie­skie­go, zwróć­cie uwa­gę na Apo­sto­ła i Ar­cy­ka­pła­na na­sze­go wy­zna­nia, Je­zusa (Hbr 3,1).

W ję­zyku grec­kim cza­sow­nik ἐξετάζω [eks­e­tázo] ozna­cza „ba­dać za po­mo­cą pytań” i od­wo­łuje się do in­ne­go wy­ra­że­nia tego sa­me­go au­to­ra: „pa­trzeć na Je­zusa” (por. Hbr 12,2). A za­tem je­ste­śmy za­pro­sze­ni do skupie­nia na­sze­go spoj­rze­nia i uwa­gi na wi­ze­run­ku Je­zusa jako „Apo­sto­ła”, od któ­re­go po­cho­dzi i bie­rze pod­sta­wę każ­dy inny ro­dzaj apo­stol­stwa. Tyl­ko w Nim mo­że­my od­na­leźć praw­dzi­wy sens tego ter­mi­nu, po­nie­waż to On jest mi­sjo­na­rzem do­brych no­win.

W ten spo­sób przed­sta­wi­my naj­pierw Je­zusa Apo­sto­ła – źró­dło apo­stol­stwa Paw­ła z Tar­su, ale rów­nież źró­dło na­sze­go życia apo­stol­skie­go. Świa­tło Je­zusa oświe­tla na­szą mi­sję, do któ­rej zo­sta­li­śmy po­wo­ła­ni i po­sła­ni.

 

Je­zus jest pierw­szym mi­sjo­na­rzem Ojca, wy­bra­nym i po­sła­nym ze zbaw­czą mi­sją, któ­rą moż­na stre­ścić w na­stę­pują­cych sło­wach:

Tak bo­wiem Bóg umi­ło­wał świat, że Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby każ­dy, kto w Nie­go wie­rzy, nie zgi­nął, ale miał życie wiecz­ne (J 3,16).

Sam Je­zus ogło­sił jako za­sa­dę swo­jej po­sługi:

Duch Pań­ski spo­czywa na Mnie, po­nie­waż Mnie na­ma­ścił i po­słał Mnie, abym ubo­gim niósł do­brą no­wi­nę, więź­niom gło­sił wol­ność, a nie­wi­do­mym przej­rze­nie; abym uci­śnio­nych od­sy­łał wol­nymi, abym ob­wo­ływał rok ła­ski Pana (Łk 4,18–19).

Je­zus po­wo­łał uczniów i pro­wa­dził for­ma­cję apo­sto­łów, któ­rych po­słał jako mi­sjo­na­rzy.

Po­tem wszedł na górę i przy­wo­łał do sie­bie tych, któ­rych sam chciał, a oni przy­szli do Nie­go. I usta­no­wił Dwuna­stu, aby Mu to­wa­rzyszyli, by mógł wy­sy­łać ich na gło­sze­nie na­uki (Mk 3,13–14).

Zgro­ma­dził uczniów, wy­brał spo­śród nich Dwuna­stu i usta­no­wił ich apo­sto­ła­mi, żeby roz­sze­rzać Kró­le­stwo Boże w cza­sie i prze­strze­ni. Zo­sta­li wy­bra­ni wcze­śniej, żeby być z Nim i gło­sić Do­brą No­wi­nę.

Je­że­li Je­zus zo­stał po­sła­ny przez Boga, żeby usta­no­wić Jego Kró­le­stwo spra­wie­dli­wo­ści, po­ko­ju i ra­do­ści w Du­chu Świę­tym (por. Rz 14,17), to On z ko­lei po­słał swo­ich uczniów z po­dwój­ną mi­sją:

I rzekł do nich: „Idź­cie na cały świat i gło­ście Ewan­ge­lię wszel­kie­mu stwo­rze­niu! Na­uczaj­cie wszyst­kie na­ro­dy, udzie­la­jąc im chrztu w imię Ojca i Syna, i Du­cha Świę­te­go” (Mk 16,15; Mt 28,19).

D. Pa­weł z Tar­su – uczeń-mi­sjo­narz

a. Uczeń fa­ryze­uszy: le­ga­lizm i nie­ustę­pli­wość

Sza­weł z Tar­su chlu­bił się tym, że jest fa­ryze­uszem i sy­nem fa­ryze­uszy (por. Dz 23,6) – su­ro­wej sek­ty, któ­ra sta­ła się nie­wol­ni­kiem Pra­wa.

Był gor­li­wym uczniem tych, któ­rzy uwa­ża­li się za lep­szych od in­nych, w związ­ku z czym nie to­le­ro­wa­li naj­mniej­szych od­stępstw od prze­pi­sów pra­wa czy tra­dycji przod­ków.

Tam Sza­weł na­uczył się dzier­żyć miecz or­to­dok­sji, aby ści­gać tych, któ­rzy od­ma­wia­li osią­ga­nia zba­wie­nia po­przez wy­peł­nia­nie przy­ka­zań z Sy­na­ju, po­nie­waż za­pew­nia­li, że uzyskuje się je za po­śred­nic­twem Ukrzyżo­wa­ne­go pod Je­ro­zo­li­mą.

b. Uczeń Ga­ma­lie­la: po­zna­nie i mi­łość Sło­wa

Ja je­stem Żydem (…), uro­dzo­nym w Tar­sie w Cyli­cji. Wy­cho­wa­łem się jed­nak w tym mie­ście, u stóp Ga­ma­lie­la otrzyma­łem sta­ran­ne wy­kształ­ce­nie w Pra­wie oj­czystym (Dz 22, 3a).

Sza­weł miał przy­wi­lej bycia uczniem jed­ne­go z wiel­kich na­uczycie­li swo­ich cza­sów, rab­bie­go Ga­ma­lie­la, od któ­re­go na­uczył się Pi­sma, spo­so­bu jego in­ter­pre­to­wa­nia i uza­sad­nia­nia. Na­uczyciel Paw­ła od­ci­snął trwa­ły ślad na ca­łym jego życiu.

c. Uczeń Je­zusa

Jed­nak w dniu, kie­dy zo­stał po­chwyco­ny przez Je­zusa w Da­masz­ku, zgło­sił swój ak­ces na ucznia, pyta­jąc: „Co mam czynić, Pa­nie?” (por. Dz 22,10). Ce­lem Paw­ła było na­śla­do­wa­nie Chrystusa (por. 1 Kor 11,1), jego uczuć i myśli, kryte­riów i prio­ryte­tów.

Jego po­wo­ła­nie ma tak duże zna­cze­nie dla chrze­ści­jań­stwa, że opo­wieść o nim prze­ka­zywa­na jest trzykrot­nie w księ­dze Dzie­jów Apo­stol­skich. W tych trzech opo­wie­ściach łą­czy się jego oso­bi­ste spo­tka­nie z Je­zusem zmar­twych­wsta­łym z po­wie­rzo­ną mu mi­sją: „Bo wo­bec wszyst­kich lu­dzi bę­dziesz świad­czył o tym, co wi­dzia­łeś i słysza­łeś” (Dz 22,15). Uj­rze­nie Je­zusa w Da­masz­ku jest pod­sta­wą jego życia jako ucznia i punk­tem wyj­ścia jako mi­sjo­na­rza.

Nie mamy żad­ne­go wy­raź­ne­go od­nie­sie­nia do Paw­ła z Tar­su jako ucznia Je­zusa. Wie­my, że żył i pra­co­wał jak praw­dzi­wy uczeń, któ­ry osią­gnął szczyt tego pro­ce­su, kie­dy po­wie­dział: „Bądź­cie na­śla­dow­ca­mi mo­imi, tak jak ja je­stem na­śla­dow­cą Chrystusa” (por. 1 Kor 11,1), „dla mnie bo­wiem żyć – to Chrystus” (por. Flp 1,21a) oraz: „Te­raz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20a). Nie mogą ist­nieć bar­dziej wia­rygod­ne li­sty uwie­rzytel­nia­ją­ce dla ucznia niż ta­kie stwier­dze­nia.

Po­sługa Paw­ła była po­waż­nie kwe­stio­no­wa­na i oskar­ża­no go o to, że jest „oszustem”, po­nie­waż ka­zał się na­zywać apo­sto­łem, cho­ciaż nie na­le­żał do pier­wot­nej gru­py Dwuna­stu (por. 2 Kor 6,8). Jed­nak za­miast się wy­co­fać, prze­ko­na­ny mi­sjo­narz twier­dzi za­cie­kle, że za­służył na ten ty­tuł na­wet bar­dziej niż inni, po­nie­waż speł­nił wszyst­kie wy­ma­ga­nia:

Pa­weł, sługa Chrystusa Je­zusa, κλητός ἀπόστολος [kle­tós apó­sto­los], z po­wo­ła­nia apo­stoł, prze­zna­czo­ny do gło­sze­nia Ewan­ge­lii Bo­żej (Rz 1,1).

Ów żar­li­wy „fa­ryze­usz”, co ozna­cza „odłą­czo­ny”, zo­stał oso­bi­ście odłą­czo­ny dla Ewan­ge­lii Bo­żej. Było to bez­po­śred­nie po­wo­ła­nie, bez żad­ne­go po­śred­ni­ka.

Pa­weł, apo­stoł nie z ludz­kie­go usta­no­wie­nia czy zle­ce­nia, lecz z usta­no­wie­nia Je­zusa Chrystusa i Boga Ojca, któ­ry Go wskrze­sił z mar­twych (…) któ­ry wy­brał mnie jesz­cze w ło­nie mat­ki mo­jej i po­wo­łał ła­ską swo­ją (Ga 1,1.15).

Miał dwa nie­od­par­te ar­gumen­ty, aby po­twier­dzić, że jest au­ten­tycz­nym mi­sjo­na­rzem. Po pierw­sze: „Czyż nie wi­dzia­łem Je­zusa, Pana na­sze­go?” (por. 1 Kor 9,1b). To jest gwa­ran­cja jego apo­stol­stwa. Po drugie: po owo­cach po­zna­je się drze­wo, dla­te­go pi­sał do Ko­ryn­tian: Je­że­li na­wet nie je­stem apo­sto­łem dla in­nych, dla was na pew­no nim je­stem. Al­bo­wiem wy je­ste­ście pie­czę­cią mego apo­sto­ło­wa­nia w Panu (1 Kor 9,2).

d. Po­sła­ny na mi­sję: być świad­kiem

Ów daw­ny fa­ryze­usz zo­stał na nowo wy­bra­ny, aby te­raz być świad­kiem Ewan­ge­lii Bo­żej. To zda­nie każe myśleć za­rów­no o oso­bi­stym do­świad­cze­niu, jak i o po­świę­ce­niu wy­klu­cza­ją­cym wszel­ką inną dzia­łal­ność.

Chwa­lił się, że nie jest niż­szy od tych na­zywa­nych „wiel­ki­mi apo­sto­ła­mi”, a na­wet oświad­czył, że pra­co­wał wię­cej niż inni (por. 2 Kor 11,5). Na­wet w tym przy­pad­ku Pa­weł nie stra­cił pew­no­ści sie­bie.

Uwa­żał się za naj­mniej­sze­go ze wszyst­kich i nie­god­ne­go tego mia­na, dla­te­go że prze­śla­do­wał Ko­ściół (por. 1 Kor 15,9), ale Bóg oka­zał mu mi­ło­sier­dzie i po­wie­rzył gło­sze­nie Do­brej No­wi­ny (por. Ef 3,8).

Aby nie wbił się w dumę z po­wo­du wznio­sło­ści tak wiel­kie­go przy­wi­le­ju, cier­piał z po­wo­du cier­nia w cie­le, któ­ry drę­czył go i po­ni­żał (por. 2 Kor 12,7).

e. Dwie współ­rzęd­ne apo­stol­stwa Paw­ła

Jego apo­stol­stwo mia­ło punkt wyj­ścia i metę:

Roz­po­czął jako „apo­stoł Je­zusa Chrystusa” (Ef 1,1), po­nie­waż zo­stał po­chwyco­ny i po­rwa­ny na dro­dze do Da­masz­ku (por. Flp 3,12).

Zo­stał po­wo­ła­ny, żeby być „apo­sto­łem po­gan” (por. Ga 2,8), nieść Do­brą No­wi­nę wia­ry i prze­kra­czać gra­ni­ce ra­so­we i re­li­gij­ne.

Aby słuchać Pana, trze­ba Go kon­tem­plo­wać (Pa­pież Fran­ci­szek, 11 wrze­śnia 2013 r.).

Po­wo­ła­nie nie jest przy­wi­le­jem, tyl­ko od­po­wie­dzial­no­ścią, któ­ra jest po­wie­rza­na rów­no­cze­śnie: trze­ba nieść imię Je­zusa i być Jego świad­kiem (por. Dz 9,15). Są to dwie stro­ny tego sa­me­go me­da­lu.

Mi­syj­ność ma wy­miar pa­ra­dyg­ma­tycz­ny, któ­ry do­tyczy wszyst­kich aspek­tów życia chrze­ści­jań­skie­go (Pa­pież Fran­ci­szek, 19 maja 2013 r.).

E. My – ucznio­wie-mi­sjo­na­rze

Przez nasz chrzest zo­sta­li­śmy wsz­cze­pie­ni w Je­zusa Chrystusa, aby wspól­nie pro­wa­dzić mi­sję, jaką Oj­ciec po­wie­rzył Sy­no­wi, jak rów­nież mi­sję, któ­rą Je­zus po­wie­rzył apo­sto­łom.

Wszyscy je­ste­śmy po­sła­ni na dro­gi świa­ta, aby kro­czyć z na­szymi brać­mi, wy­zna­jąc i świad­cząc o na­szej wie­rze w Chrystusa i bę­dąc gło­si­cie­la­mi Jego Ewan­ge­lii (Pa­pież Fran­ci­szek, 19 maja 2013 r.).

Za­koń­cze­nie

W apo­sto­le Je­zusa Chrystusa i apo­sto­le po­gan nie roz­róż­nia się ucznia od mi­sjo­na­rza, przez co my rów­nież nie pró­bu­je­my roz­dzie­lać tych funk­cji. W każ­dym z dzie­się­ciu ob­ra­zów, któ­re przed­sta­wi­my, bę­dzie moż­na do­strzec oba wy­mia­ry, po­nie­waż są one nie­roz­łącz­ne: życie i po­sługa, uczeń i mi­sjo­narz sta­pia­ją się w jed­ną rze­czywi­stość. Nie ist­nie­je uczeń bez mi­sji i nie­moż­li­wo­ścią jest być mi­sjo­na­rzem, nie bę­dąc uczniem Kró­le­stwa.

[2] Pierw­sze aka­pi­ty tego roz­dzia­łu po­cho­dzą z książ­ki José Pra­do Flo­re­sa For­ma­ción de di­scípulos, Rema, Mek­syk 2012 [wy­da­nie pol­skie: For­ma­cja uczniów, tłum. Ma­riusz Bi­giel, Die­ce­zjal­ne Wy­daw­nic­two Łódz­kie, Łódź 1992].

II. AR­CHI­TEKT

Pierw­szy ob­raz z tej ga­le­rii ucznia-mi­sjo­na­rza uka­zuje, jak Pa­weł z Tar­su upo­dab­nia ten nie­roz­łącz­ny dwumian do ar­chi­tek­ta, któ­ry two­rzy plan bu­dyn­ku i kła­dzie jego fun­da­men­ty, dba­jąc o bu­do­wa­nie na twar­dej ska­le, a nie na kruchym pia­sku.

A. Kim jest i co robi ar­chi­tekt?

Ar­chi­tekt re­ali­zuje sztukę i tech­ni­kę za­bu­do­wy prze­strze­ni, w któ­rej lu­dzie mogą żyć przy­jem­nie i wy­god­nie. Nie tyl­ko wzno­si bu­dow­le, mo­sty lub mia­sta, ale robi to w wy­mia­rze ludz­kim i w wy­mia­rze spo­łecz­nym. Do­bry ar­chi­tekt po­szukuje rów­nież pięk­na i es­te­tyki w eko­lo­gicz­nej har­mo­nii.

Naj­pierw do­ko­nuje w swo­im umyśle wi­zua­li­za­cji bu­do­wy, któ­rą chce wznieść, po­tem for­mu­je ją na pla­nie, aby pro­wa­dzić ze­spół bu­dow­ni­czych, a na­stęp­nie nad­zo­ruje bu­do­wę, aby zo­sta­ła zre­ali­zo­wa­na zgod­nie z pier­wot­nym pro­jek­tem. Wszyst­ko roz­po­czyna się od pro­jek­tu, któ­ry po­ja­wia się w jego ser­cu.

Twór­cze jest to, że za po­mo­cą wy­obraź­ni roz­rywa pa­ra­dyg­ma­ty, jak w przy­pad­ku ta­kich dzieł ar­chi­tek­to­nicz­nych, jak: świą­tynia Sa­gra­da Fa­mi­lia An­to­nio Gau­die­go w Bar­ce­lo­nie, mia­sto Ma­chu Pic­chu w Peru, pa­ła­ce Krem­la w Mo­skwie czy Tadż Ma­hal w In­diach.

B. Je­zus – ar­chi­tekt pla­nu zba­wie­nia

Sko­ro uczeń ma być jak jego Na­uczyciel, w ta­kim ra­zie bę­dzie­my roz­wa­żać pro­fil Je­zusa jako ar­chi­tek­ta, któ­ry to pro­fil każ­dy uczeń-mi­sjo­narz po­wi­nien od­two­rzyć w swo­im życiu i w swo­jej po­słudze apo­sto­ła.

Je­zus jest ar­chi­tek­tem, któ­re­mu Bóg po­wie­rzył bu­do­wę swo­je­go Kró­le­stwa spra­wie­dli­wo­ści, po­ko­ju i ra­do­ści w Du­chu Świę­tym (por. Rz 14,17). Nie tyl­ko po­ło­żył fun­da­men­ty, ale to On sam jest ka­mie­niem wę­giel­nym (por. Ef 2,20), na któ­rym wzno­si się i na­bie­ra jed­no­ści całe dzie­ło.

Ja­kie byłyby fun­da­men­ty Je­zusa jako ar­chi­tek­ta?

 • Bóg jest Oj­cem i tak bar­dzo mi­łuje ten świat, że po­słał Je­zusa nie po to, żeby po­tę­pić świat, ale żeby świat zo­stał zba­wio­ny (por. J 3,16).

 • Je­zus nie przy­szedł do spra­wie­dli­wych, lecz do grzesz­ni­ków (por. Mk 2,17).

 • Duch Świę­ty ob­ja­wi całą praw­dę (por. J 16,13).

 • Okre­ślił prio­ryte­ty: naj­pierw po­szukuje Kró­le­stwa Bo­że­go i jego spra­wie­dli­wo­ści. Cała resz­ta przyj­dzie póź­niej (por. Mt 6,33).

 • W tym roz­po­zna­je się tych, co do Nie­go na­le­żą – je­że­li mi­łują się wza­jem­nie.

C. Pa­weł z Tar­su – ar­chi­tekt

Pa­weł jako uczeń, któ­ry na­śla­du­je Chrystusa (por. 1 Kor 11,1), jest wiel­kim ar­chi­tek­tem chrze­ści­jań­stwa, któ­ry usta­lał za­sa­dy i struk­tury, osią­ga­jąc har­mo­nij­ną i es­te­tycz­ną ca­łość. On sam przy­zna­je, że jego mi­sją jest po­ło­że­nie fun­da­men­tów chrze­ści­jań­skiej wspól­no­ty. Stwier­dza mia­no­wi­cie:

Jako roz­trop­ny bu­dow­ni­czy po­ło­żyłem fun­da­ment (1 Kor 3,10a).

Być może te sło­wa od­no­szą się do uka­za­nia ca­łe­go pla­nu Bo­że­go, jak mówi to przy­wód­com z Efe­zu:

Bo nie uchyla­łem się tchórz­li­wie od gło­sze­nia wam ca­łej woli Bo­żej (Dz 20,27b).

Kie­dy Świę­ty Pa­weł mówi o „pla­nie” lub „za­myśle” Bo­żym, używa grec­kie­go sło­wa βουλή [bulé], od­wo­łują­ce­go się do za­mia­ru lub ogól­ne­go pro­jek­tu ja­kie­goś dzie­ła – tutaj cho­dzi o po­ło­że­nie fun­da­men­tów bu­do­wy.

My usta­na­wia­my czte­ry ko­lum­ny:

a. Cel: po­wszech­ne zba­wie­nie

Pa­weł znał ogól­ny plan dzie­ła:

 

Bóg pra­gnie, by wszyscy lu­dzie zo­sta­li zba­wie­ni i do­szli do po­zna­nia praw­dy (1 Tm 2,4).

W związ­ku z tym Bóg dał naj­wyż­szy do­wód mi­ło­ści, po­sy­ła­jąc swo­je­go Syna, kie­dy byli­śmy jesz­cze grzesz­ni­ka­mi (por. Rz 5,8).

Ta ro­dzi­na zba­wio­nych two­rzy dom wznie­sio­ny na ko­lum­nach in­stytucji oraz cha­ryzmat:

Zbu­do­wa­ni na fun­da­men­cie apo­sto­łów i pro­ro­ków, gdzie gło­wi­cą wę­gła jest sam Chrystus Je­zus. W Nim ze­spa­la­na cała bu­dow­la ro­śnie na świę­tą w Panu świą­tynię (Ef 2,20–21).

b. Śro­dek zba­wie­nia: je­dyny Zba­wi­ciel i Pan

Ar­chi­tekt Pa­weł nie tyl­ko znał cel. Znał rów­nież śro­dek zba­wie­nia: je­dynym Zba­wi­cie­lem, Pa­nem (por. 1 Kor 12,3) i Po­śred­ni­kiem mię­dzy Bo­giem a ludź­mi (por. 1 Tm 2,5) jest Je­zus Chrystus, któ­ry umarł za na­sze grze­chy, zmar­twych­wstał i żyje (por. 1 Kor 15,3b-4).

c. Do­bra No­wi­na: dar­mo­we zba­wie­nie, któ­re czyni­my na­szym przez wia­rę

Ser­cem Paw­ło­we­go prze­sła­nia jest Ewan­ge­lia ła­ski Bo­żej (por. Dz 20,24), któ­rej isto­ta po­le­ga na tym, że zba­wie­nie jest dar­mo­we i że do­stę­puje­my go za po­śred­nic­twem wia­ry:

Ła­ską bo­wiem je­ste­ście zba­wie­ni przez wia­rę. A to po­cho­dzi nie od was, lecz jest da­rem Boga (Ef 2,8).

Dar­mo­wy dar nie za­le­ży od nas, ale mo­że­my go otrzymać, kie­dy wie­rzymy; albo ści­ślej rzecz bio­rąc, kie­dy wie­rzymy Bogu.

Każ­dy, kto uwie­rzy, jest przez Nie­go uspra­wie­dli­wio­ny ze wszyst­kich grze­chów, z któ­rych nie mo­gli­ście zo­stać uspra­wie­dli­wie­ni w Pra­wie Moj­że­szo­wym (Dz 13,39).

Do­stę­puje­my zba­wie­nia, kie­dy wie­rzymy w ser­ce, któ­re Je­zus wskrze­sił z mar­twych i wy­zna­je­my na­szymi usta­mi, że On jest Pa­nem (por. Rz 10,9).

Ten pro­ces jest przy­pie­czę­to­wa­ny w chwi­li, w któ­rej otrzymu­je się Du­cha Świę­te­go (por. Ef 1,13), któ­ry spra­wia, że wo­ła­my: Abba, Oj­cze! (por. Rz 8,15) i gło­si­my, że Je­zus jest Pa­nem albo ści­ślej moim Pa­nem (por. 1 Kor 12,3b).

d. Drugie chwa­leb­ne przy­bycie, aby wy­peł­ni­ło się Kró­le­stwo

I jak każ­da sym­fo­nia, ma wiel­ki fi­nał: Plan Boży osią­ga szczyt wraz z drugim chwa­leb­nym przyj­ściem Je­zusa. Cho­dzi o zwycię­stwo nad każ­dym wro­giem (por. 1 Kor 15,25), żeby Bóg był wszyst­kim we wszyst­kich (1 Kor 15,28), kie­dy Je­zus prze­ka­że speł­nio­ne Kró­le­stwo Ojcu (por. 1 Kor 15,24). To bę­dzie dzień, kie­dy zo­ba­czymy Go twa­rzą w twarz, bez za­słon i za­mglo­nych zwier­cia­deł. Bę­dzie to osta­tecz­na re­ali­za­cja za­mysłu Boga, „aby wszyst­ko na nowo zjed­no­czyć w Chrystusie jako Gło­wie: to, co w nie­bio­sach, i to, co na zie­mi” (por. KPK, kan. 1043).

Świę­ty Pa­weł jest wiel­kim ar­chi­tek­tem chrze­ści­jań­stwa, któ­ry po­bu­dza każ­de­go apo­sto­ła, aby po­znał plan Boga i po­ło­żył fun­da­men­ty, gdzie każ­da oso­ba znaj­dzie swo­je miej­sce dla do­bra wspól­ne­go.

Świa­dec­two SZKO­ŁY EWAN­GE­LI­ZA­CJI ŚWIĘ­TE­GO AN­DRZE­JA:

Szko­ła Ewan­ge­li­za­cji Świę­te­go An­drze­ja po 33 la­tach in­ten­syw­nej i nie­prze­rwa­nej pra­cy usta­no­wi­ła już ar­chi­tek­turę pro­gra­mu for­ma­cji, któ­ry na­zywa­my „PEP­SI” (PErma­nent­ny, Pro­gre­syw­ny, Syste­ma­tycz­ny i Inte­gral­ny), żeby for­mo­wać no­wych ewan­ge­li­za­to­rów dla no­wej ewan­ge­li­za­cji.

D. My – ar­chi­tek­ci ma­ją­cy zbu­do­wać pań­stwo Boże

Ar­chi­tekt zaj­mu­je się wszyst­ki­mi szcze­gó­ła­mi bu­dow­li, ale też na­da­je jej jed­ność i pięk­no, two­rząc ogól­ny i szcze­gó­ło­wy plan. „Bu­do­wa­nie Cia­ła Chrystusa” (por. Ef 2,14–16), two­rzo­ne­go przez każ­de­go z nas za po­mo­cą róż­no­rod­nych cha­ryzma­tów i po­sług, ale w jed­no­ści Du­cha (por. 1 Kor 12,4).

My je­ste­śmy po­wo­ła­ni rów­nież do współ­pra­cy, ale nie tyl­ko jako urzęd­ni­cy lub mu­ra­rze przy bu­do­wa­niu pań­stwa Bo­że­go, lecz tak­że jako ar­chi­tek­ci, któ­rzy wie­dzą, co się robi i dla­cze­go od­bywa się to wła­śnie w ta­kiej for­mie. Nie dzia­ła­my jak ro­bo­ty, tyl­ko mamy się otwo­rzyć na tchnie­nie Du­cha, któ­ry wska­że nam, jak używać ro­zu­mu, aby roz­wi­nąć na­szą kre­atyw­ność, dzię­ki któ­rej wznie­sie­my har­mo­nij­ną, pięk­ną i es­te­tycz­ną bu­dow­lę.

Co wię­cej, to my je­ste­śmy tą bu­dow­lą za­pla­no­wa­ną przez wiel­kie­go Bo­że­go ar­chi­tek­ta i two­rzymy Ko­ściół, któ­ry jest Do­mem Bo­żym (por. 1 Tm 3,15), ni­czym żywe ka­mie­nie (por. 1 P 2,5). W związ­ku z tym sta­no­wi­my część Bo­że­go pro­jek­tu ar­chi­tek­to­nicz­ne­go.

Za­koń­cze­nie

W tym ob­ra­zie ucznia-mi­sjo­na­rza Pa­weł po­ka­zał nam ar­chi­tek­ta kre­ślą­ce­go plan, na któ­rym usta­na­wia fun­da­men­ty życia chrze­ści­jań­skie­go, roz­po­czyna­jąc od sa­me­go sie­bie.

Bycie uczniem ozna­cza mi­sję, ale rów­no­cze­śnie sprzecz­ność samą w so­bie sta­no­wił­by mi­sjo­narz nie­bę­dą­cy uczniem.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?