Jak na Świętego Jana figura doradzała MarysiTekst

Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Noc świętego Jana to noc w całym roku najkrótsza, ale też najniezwyklejsza. Jedni zwą ją Sobótką, inni Nocą Świętojańską, inni Kupałnocką, albo i kto wie jak jeszcze… To noc śpiewów, tańców, ognisk i czarów.

Spotykają się tu i mieszają różne dziwy i cuda, jak w magicznym rondlu. Święci z kościoła w zgodzie i życzliwości witają się tej nocy ze starymi, pogańskimi jeszcze bóstwami, co z dawnych czasów pozostały. Zakwita kwiat paproci, choć każdy pan od przyrody zapewnia, że taki kwiat nie istnieje; wianki płyną z nurtem rzek, płoną ogniska i przeskakują przez nie odważni chłopcy, żeby ich podziwiały dziewczyny.

Ale jak to w rondlu – jednemu wpadnie smakowity kąsek, a kto inny ziarno pieprzu rozgryźć musi.

Tak to już bywa i nieraz jakaś niespodzianka się trafi.

Była więc jedna Marysia, dobra i pracowita, tyle że szczęścia nie miała. Niezbyt urodziwa, miała chłopca grzecznego, Antka, to jej go odbiła inna panna i jeszcze ją przed koleżankami obgadywała, wyśmiewała, a taka była wymowna ta Aniela, że jej dziewczyny zawsze wierzyły i od Marysi się odsunęły.

Poszła tego wieczoru Marysia na kupałnockę, bo miała nadzieję, że się może jakoś jej los odwróci, że jej swoją jasną stronę pokaże. Patrzy, a tu inne dziewczyny – z Anielą na czele – siedzą na łące, wianki sobie plotą, śpiewają do każdego kwiatka:

 
Rumianku, rumianku, kwitnij w moim wianku;