Dynastia MiziołkówTekst

Z serii: To lubię
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka


Karta tytułowa



Miziołek – to ja. To idiotyczne przezwisko przylgnęło do mnie we wczesnym dzieciństwie. Nie miałem jeszcze dwóch lat, kiedy wyklepałem przed zdumioną rodziną pierwszą rymowaną wyliczankę: „Aniołek, MIZIOŁEK, róża, bez, konwalia, balia, wściekły pies…”. Fiołek… miziołek… – wtedy wydawało mi się, że to żadna różnica… Nikt mnie w domu nie nazywa inaczej. Czasem myślę, że starzy musieliby zajrzeć do metryki, żeby przypomnieć sobie, jak mi dali naprawdę na imię!


Mamiszon Są takie dni, kiedy wydaje mi się, że to mama ma dwanaście lat, a ja trzydzieści z hakiem. Jak gra z nami w Czarnego Piotrusia, to zagląda w karty i kantuje. Gotuje jak nieudolny dwunastolatek – to pewne! Płacze w kinie. Gubi rękawiczki. Poza tym czyta ciągle od nowa Chatkę Puchatka. Czasami wolałbym, żeby mama była bardziej przytomna. Ostatnio wylali ją z komitetu rodzicielskiego, bo w obecności całego grona nazwała naszego dyra „śledziowym łebkiem”. Dam głowę, że Mamiszon nadal zastanawia się, kim zostanie, kiedy dorośnie.


Papiszon – ukochany zięć mojej babci. Maniak techniki komputerowej. Łakomczuch.

Wiele lat temu mama poprosiła o rękę pewnego faceta. Kupiła bukiet i – trach! – oświadczyła się.

– Ślub w maju – powiedziała. – Cieszysz się?

Narzeczony nazywał się Grześ, studiował matematykę i był potwornie roztargniony. Pewnie dlatego zgodził się, zanim zrozumiał, w co się pakuje.

Nie minął rok, a już został Papiszonem. Przez chwilę my, mężczyźni, mieliśmy w domu liczebną przewagę nad Mamiszonem, który wbrew pozorom jest kobietą. Ta sytuacja była dla mamy nie do zniesienia, toteż po namyśle urodziła jeszcze dwie dziewczynki i tym samym położyła kres męskiej dominacji w naszym domu.


Kaszydło – młodsza siostra, czyli diabelski wynalazek. Lat cztery i trochę. Kłamczucha i skarżypyta. Kiedy nie śpi, przebiera się za królewnę albo grzebie w moich szufladach. Inteligencja jak u strunowca – wstyd powiedzieć – wierzy w Świętego Mikołaja!


Mały Potwór – samiczka gatunku homo sapiens. Trojga imion: Anna Klementyna Natalia. Jesienią skończyła rok. Pierwszą świeczkę na urodzinowym torcie najpierw zdmuchnęła, potem zjadła. Ma siedem zębów i nie zawaha się ich użyć. Dowody?… Ślady mleczaków na meblach. W celach taktycznych udaje głupszą, niż jest w rzeczywistości – leje w majtki, pije z butelki i odmawia mówienia w ludzkim narzeczu, a wszystko po to, żeby utrzymać posadę Ukochanego Dzidziusia Mamusi.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Dziennik Miziołka

WTOREK, 1.04

GRAŻYNY, ZBIGNIEWA, PRIMA APRILIS

Przykro mi to mówić, ale zauważam u moich starych pierwsze objawy spierniczenia. Zawodzi ich poczucie humoru. Nie śmieszą ich moje kapitalne dowcipy.

Wczoraj przestawiłem wszystkie domowe zegary. Budzik nie zadzwonił i mogliśmy wreszcie pospać dłużej, jupiiii! No, ale rodzice nie znają się na żartach. O ósmej Papiszon zerwał się z łóżka na równe nogi i w pośpiechu próbował naciągnąć dżinsy na piżamę. Nic z tego – wyloty nogawek zaszyłem porządnie podwójną fastrygą. Mały Potwór krzyczał: „Pima pilis!”, ale starzy nie byli rozbawieni. Tata kicał na jednej nodze i używał brzydkich wyrazów, a Mamiszon zrobił tę swoją słynną minę, która nie wróży nic dobrego. I rzeczywiście – kiedy mama odkryła, że napełniłem cukiernicę solą – opuściło ją poczucie humoru i przylała mi ścierką.

Do szkoły dotarłem na trzecią lekcję. Pani Barszcz zignorowała prima aprilis i wpisała mi nieusprawiedliwioną nieobecność. Obawiam się, że pani Barszcz kompletnie nie ma poczucia humoru – nie śmiała się wcale, siadając na podłożonym przeze mnie serku topionym.


ŚRODA, 2.04

FRANCISZKA, URBANA

Stanowczo odmówiłem pójścia do szkoły. Wszystko przez mamę. Akurat przyszedł Kuczmierowski, żeby pożyczyć wentyl do roweru, kiedy do pokoju wkroczyła mama i nazwała mnie Miziołkiem. Powiedziała ni mniej, ni więcej, tylko: „Miziołku, nie zapomnij, że masz dzisiaj angielski…”. Kuczmierowski mało się nie udusił ze śmiechu, zaczął chrząkać, zabrał wentyl i wybiegł bez pożegnania. Jak go znam, to zwierzę rozgada kolesiom, a jutro cała szkoła będzie wołać za mną: „Miziołku, nie zapomnij, że masz dzisiaj angielski…”.

O rany, ten Mamiszon to czasem strasznie tępy. Jak mogła mi narobić takiego obciachu! Mamiszon się tłumaczy, że przez całe życie tak mnie nazywa! No dobra, ale Kuczmierowski nie musi o tym wiedzieć!



CZWARTEK, 3.04

PANKRACEGO, RYSZARDA

Starzy doprowadzili mnie do szkoły pod eskortą. Kuczmierowski nie przyszedł, bo ma anginę ropną. Niech żyje angina ropna!


PIĄTEK, 4.04

BENEDYKTA, IZYDORA

Pała z zachowania.


Fifa przyniósł dziś do szkoły swojego białego szczura.Nazywa się Gutek. Jest bardzo inteligentny (Gutek, nie Fifa). Aportuje kawałki sera i zjada je dopiero za pozwoleniem.

Na matmie, kiedy pani Barszcz pisała na tablicy, umoczyliśmy mu łapki w poduszce do stempli, nasączonej zielonym tuszem. Gutek ucieszył się, kiedy go wypuściliśmy na biurko pani Barszcz! Trzeba było widzieć jej minę, kiedy zobaczyła BIAŁEGO szczura z CZERWONYMI oczami, który gania po otwartym dzienniku, zostawiając ZIELONE ślady łapek!

SOBOTA, 5.04

IRENY, WINCENTEGO

Mamiszon już dawno nie miał żadnego ze swoich słynnych napadów rozrzutności, które zdarzają się, ilekroć tata dostaje premię. Może dlatego, że dawno nie było premii. Jeśli się w porę rozpozna ten stan u mamy, można ją naciągnąć na różne pożyteczne rzeczy – na przykład kapslownicę, krawat na gumce, sztuczną brodę albo gadającą popielniczkę.


Na co dzień mama jest straszną chytruską. Nie pozwala zjeść naraz więcej niż jeden torcik wedlowski i żałuje nam coca-coli, posługując się kłamliwym argumentem, że cola rozpuszcza zęby. Szczęśliwie czasami Mamiszon odpuszcza i wtedy idziemy na wielkie zakupy. Tata mówi wówczas, że „rozum jej odjęło”. Na razie rozum Mamiszona jest na swoim miejscu, co mi się wcale nie podoba. Zapytałem, czy dostanę nowy rower. Gdyby „milczenie było znakiem zgody”, jak mawiali starożytni Rzymianie, mógłbym już się cieszyć.

NIEDZIELA, 6.04

CELESTYNY, WILHELMA


Mama podparła drzwi do kuchni krzesłem i nie wpuszcza nikogo. Postanowiła nie kupować ciast w cukierni – piecze sama! Pierwsza próba zakończyła się klapą. Na parapecie studzi się nieforemny gniot z dziurą w środku. Mama polała go obficie lukrem i twierdzi, że to drożdżowa babka. Niemożliwe! Widywałem drożdżowe babki, wyglądały zupełnie inaczej – nie były CZARNE!

Mały Potwór wypił waniliowy aromat do ciast. Odbija mu się prostacko, ale aromatycznie.

PONIEDZIAŁEK, 7.04

KAZIMIERZA, WINCENTEGO

Po lekcjach poszliśmy z Piromanem do Fify, żeby pogapić się na Gutka. Szczury to podobno inteligentne zwierzęta, ale Gutek ma dziwne hobby – wykrada pety z popielniczek. Kiedy go zostawiamy samego w pokoju, on – hyc! – na stół i już się dobiera do pecików. Obserwujemy go w lustrze, bo łatwo go spłoszyć. Wchodzimy do pokoju… Gutek udaje głupiego. Gładzi sobie ogonek jak gdyby nigdy nic. Co on z tymi petami robi? Zjada? Zanosi je do szafki pod zlewem i tu trop się urywa.

Zauważyłem, że Fifa ma w szufladzie zdjęcie Beaty. Całkiem mu odbiło?!


WTOREK, 8.04

 

DIONIZEGO, JANUAREGO

Przyleciał Fifa w panice, że jego szczur, Gutek, zachorował.

Gutek zwykle wykradał z popielniczek pety, ale tym razem się naciął, bo trafił na niedopałek cygara po wujku Fify. No i cygaro Gutkowi zaszkodziło. Wlazł do srebrnej patery na regale, nie je, nie pije, wygląda marnie. Kuczmierowski, który akurat był u mnie, zaproponował, że jak już Gutek wykituje, to on mu zrobi sekcję zwłok. Fifa wściekł się i miał ochotę zrobić Kuczmierowskiemu sekcję, choćby natychmiast.


Zapakowaliśmy Gutka do futrzanej czapki i zawieźliśmy do weterynarza. Psy i koty, które czekały w poczekalni, były bardzo zainteresowane szczurem. Właściciele jakoś się od nas odsuwali. Rasiści!

Weterynarz odtruł Gutka, przepisał dietę, no i postawił warunek: Gutek musi zerwać z nałogiem – koniec z petami!

ŚRODA, 9.04

MARII, DYMITRA

Rozmiękczyłem serce mamy, pomagając przy zmywaniu, po czym po raz drugi zapytałem o rower. No i zaczęło się! Mama okropnie się zezłościła. Mamrotała pod nosem, że nie jesteśmy Rockefellerami (jakbym tego nie wiedział), że rower nie jest artykułem pierwszej potrzeby (tutaj się nie zgodzę) i że oczywiście nie pomyślałem, co będzie, jak Papiszona zredukują (fakt, nie pomyślałem, może dlatego, że nie mam pojęcia, jak się redukuje Papiszona). Kobiety są okropnie gadatliwe. Mamie bardzo dużo czasu zajęło powiedzenie mi, że nie dostanę roweru, jakby nie wystarczyło zwykłe NIE.

Przyszedł Papiszon. Przyjrzałem mu się – nie wygląda na zredukowanego, niczego mu nie brakuje!

CZWARTEK, 10.04

MICHAŁA, MAKAREGO

Dziewczyny wszystkie przerwy spędzają na murku przed szkołą, wystawiając twarze do słońca. Beacie wyszły piegi. Wygląda super!


Wiosną nawet pani Barszcz wydaje się poczciwą kobietą. Chociaż Klakson jest pewnie innego zdania. Na matmie pani Barszcz wysłała go po dziennik do pokoju nauczycielskiego. No i Klakson zboczył z dziennikiem do kibla, gdzie przeprawił swoje pałki na czwórki. Na tej intymnej czynności nakryła go woźna. Całą biologię przesiedział u dyra na mękach.

Dyro ma pełne ręce roboty – od kiedy się ociepliło, co chwila doprowadzają mu nowych wagarowiczów do przykładnego ukarania. Woźna jak pies gończy lustruje krzaki wokół szkoły i wyławia z nich szczawi z młodszych klas.

PIĄTEK, 11.04

FILIPA, LEONA

Po południu wpadła Balbina – nasza sąsiadka i „najlepsza przyjaciółka” Kaszydła. (Kaszydło ma dwa tuziny „najlepszych przyjaciółek”).

Balbina jest w zerówce i wczoraj wypadł jej mleczny ząb. Włożyła go pod poduszkę („dla Wróżki Zębuszki”), a rano pod poduszką leżał nowy pamiętnik z zezowatym krasnoludkiem na okładce. Balbina, rzecz jasna, zachwycona!

Kaszydło pozieleniało z zazdrości, a potem zaczęło szarpać i tarmosić swoje mleczne uzębienie. Oto skutki pielęgnowania zabobonów – wystarczy, że jakaś nieodpowiedzialna babcia wciśnie dziecku kit o Wróżce Zębuszce, która zamienia mleczne zęby w pamiętniki z krasnoludkiem, a już omamiona wnuczka wyrywa sobie zęby gołymi rękami!


Nie koniec na tym. Kaśka wykombinowała sobie – jeden ząb = jeden prezent. A dużo zębów = dużo prezentów. I dawaaaj dzwonić do babci Pelci, żeby pożyczyła swoją sztuczną szczękę „dla Wróżki Zębuszki”. O matko! Co za matoł! Chciałbym widzieć tę wróżkę, jak biega po kuchni i kłapie sztuczną szczęką babci Pelci!

SOBOTA, 12.04

JULIUSZA, LUBOSŁAWA

Wysłaliśmy z Klaksonem zgłoszenia do teleturnieju Wiem Wszystko. Lada dzień spodziewamy się zaproszenia na eliminacje. Rodzinie oko zbieleje, kiedy wrócę do domu wygranym samochodem.

Wypożyczyłem z biblioteki Księgę przysłów polskich. Klakson studiuje Słownik wyrazów obcych. Łazi po pokoju i powtarza: „aborygen-albinos zaadoptował agresywnego adepta alchemii… Banalny balneolog wręczył bakszysz barmanowi i odpłynął bejdewindem na Bermudy…”.

Martwię się o Klaksona. Jego mózg nie przywykł do takiego potwornego wysiłku.


NIEDZIELA, 13.04

PRZEMYSŁAWA, HERMENEGILDY

Wiosna rozleniwiła Papiszona. Wieczorami nie zamyka się w swojej norze z dodatkową robotą, tylko gra w pchełki z Potworami. Na dodatek daje się ogrywać jak dziecko.

Z powodu wiosny moi starzy dziecinnieją – w zeszłym tygodniu przyłapałem ich w kuchni, jak się całowali. A dzisiaj widziałem, jak szli po zakupy, trzymając się za ręce. Wstydu nie mają… Co do mnie, to prędzej zjem własny kapeć, niż będę spacerował po osiedlu z dziewczyną za rękę!

PONIEDZIAŁEK,14.04

JUSTYNY, WALERIANA

Hurrra! Pokazałem Papiszonowi szóstkę z historii za konfederację barską. Obiecał mi rower, jak się podciągnę z geografii. Jasne, że się podciągnę – facetka od geografii lada dzień idzie na urlop macierzyński, a na zastępstwo przyjdzie jak zwykle pan od robót. Wszyscy go lubią, bo podczas klasówek nie biega po klasie jak głupi i nie zagląda pod ławki, tylko wyjmuje „Przegląd Sportowy” i czyta.

Podobno odwołali redukcję u Papiszona w pracy. Mama upiekła szarlotkę i kupiła dużą colę. Wspomniała coś o zakupach…


WTOREK, 15.04

ANASTAZJI, BAZYLEGO

Fifa spóźnił się na matmę, bo Gutek się okocił. Czy o szczurze można powiedzieć „okocił”? No bo przecież nie „oszczurzył”? W każdym razie domniemany samiec Gutek został matką i to kompletnie załamało Fifę. Nie wie, jak się do niego (to znaczy do Gutka) zwracać. Poza tym rodzina Fify nie chce słyszeć o hodowli szczurów, z trudem toleruje jednego. Zarazek, Klakson i Krośkiewicz od razu wyrazili chęć wychowywania szczurków, ale ich starzy jeszcze nic o tym nie wiedzą. Zapytałem mamę, co myśli o małych zwierzątkach domowych. Powiedziała, że nic nie myśli i mnie też nie radzi. Wystarczą jej trzy małe zwierzęta domowe (że niby ja, Kaśka i Potwór?).


Po południu byliśmy u Fify obejrzeć szczurki. Są cztery. Fifa zignorował fakt, że Gutek okazał się samiczką, i nadal nazywa go Gutkiem. Powiedziałem Fifie, że jeśli Mamiszon pęknie i zgodzi się na zwierzątko, to ja zaklepuję samczyka.

ŚRODA, 16.04

JULII, KSENI

W sprawie szczurka mam w Papiszonie sojusznika. Tata gdzieś czytał, że szczury są bardzo inteligentne, a poza tym nie brudzą, nie szczekają, więc w zasadzie tata jest za. Problem w tym, że to mama jest szefem. Gdyby w naszym domu panowała demokracja, tobyśmy mamę przegłosowali i po krzyku. Niestety – to jest monarchia absolutna, autokracja i tyrania…

Kaszydło obiecało oddać szczurkowi swój domek dla lalek. W razie odmowy cała nadzieja w tym, że Kaśka się efektownie rozpłacze.

CZWARTEK, 17.04

ROBERTA, RUDOLFA

Mamiszon się zgodził! Oczywiście nie od razu. Negocjacje trwały od rana, a kapitulacja nastąpiła dopiero po dobranocce. Zawiadomiłem Fifę. Odbierzemy szczurka, jak tylko się usamodzielni. Nazywa się Czesiek i jest najmądrzejszy z całej czwórki. Kaśka chciała go nazwać Ken – niedoczekanie!


PIĄTEK, 18.04

BOGUSŁAWY, APOLONIUSZA

O mało nie dostałem zawału! Mama otworzyła mi drzwi z wiosenną maseczką na twarzy. Wyglądała jak Frankenstein. Nigdy bym się nie domyślił, że twarożek rozdziabany z mrożonymi truskawkami może służyć do innych celów niż jedzenie. Okazuje się, że upiększa.

SOBOTA, 19.04

ADOLFA, TYMONA

Na bazarku koło domu spotkaliśmy Kuczmierowskiego – miał rozkładany stolik i handlował beretami. Fantastycznie mu szło. (Kuczmierowski zbiera na skórzaną kurtkę z bajerami).

Fifa pojechał do dziadka po rozkładany stolik, Piroman kupił gazetę i szuka ogłoszenia o hurtowni beretów. Nie czuję w sobie powołania do handlu ulicznego. Wygląda na to, że nici z roweru górskiego.


NIEDZIELA, 20.04

CZESŁAWA, AGNIESZKI

Mamy w domu własnego szczurka. Mama próbowała protestować, ale Papiszon przypomniał jej, że „słowo się rzekło, szczurek u płota”. Chciałem go nazwać Czesiek, ale rodzina upierała się, że też ma w tej sprawie coś do powiedzenia. Mama nalegała na „Pompejusza”, Kaśka powtarzała: „tylko Ken”, a ja forsowałem „Czesława”.

W końcu każdy napisał na kartce swoją propozycję, kartki wrzuciliśmy do kapelusza i Mały Potwór wylosował. W ten sposób szczurek został OGRYZKIEM. To był pomysł Papiszona. Dziewczyny próbowały unieważnić losowanie, kiedy tata oznajmił, że Ogryzek to… nazwisko, a naprawdę nasze zwierzę nazywa się Pompejusz Czesław Ken Ogryzek.

Szczurek wykorzystał zamieszanie i ogryzł izolację z kabla od internetu. Czy to znaczy, że nowe nazwisko mu się podoba?


PONIEDZIAŁEK, 21.04

FELIKSA, ANZELMA


Przyłapałem Kaśkę, jak próbowała wcisnąć Ogryzka w kostium plażowy Barbie. Wczoraj dzielnie zniósł wożenie w wózku dla lalek, ale na kostium się nie zgodził. W końcu to facet, nie? (Przynajmniej taką mam nadzieję, chociaż po doświadczeniu z Gutkiem niczego nie można być pewnym). Mama pytała mnie dziś po raz trzeci, czy na pewno nic się nie da zrobić z łysym ogonem Ogryzka – jej się wydaje, że gdyby mu ten ogon posmarować maścią na porost włosów, Ogryzek mógłby uchodzić za wiewiórkę. Na razie niedoszła wiewiórka spompowała się na dywan. Wniosek – imię Pompejusz nie było pozbawione sensu.

WTOREK, 22.04

LEONA, ŁUKASZA

Ogryzek zjadł obcas od maminego buta. Na razie nikt nie zauważył – oba buty wrzuciłem za lodówkę. Biedne zwierzątko gryzie, bo mu zęby rosną. Jutro pójdę do psiego sklepu po gumową kość. Myślę też o smyczy – gdyby Ogryzek miał smycz, moglibyśmy wiosną zabierać go na działkę cioci Ani. Bez tego nie da rady. Bobik – ta psia kreatura – zeżarłby go jednym kłapnięciem.

ŚRODA, 23.04

JERZEGO, WOJCIECHA

W psim sklepie jest wszystko – psie piłki, psie konserwy, psie ciasteczka, psie czapki i kalosze, nawet psia pozytywka. Nie ma tylko smyczy dla szczurów. Sprzedawca był bardzo natrętny, koniecznie chciał wiedzieć, jakiej rasy jest mój pies. Powiedziałem mu na odczepnego, że chudy ratlerek. Usiłował mnie namówić na różową obróżkę z pomponami. Rozmiar mini. Ładne mi MINI – Ogryzek mógłby przez nią skakać jak przez płonącą obręcz. Pozostaje mi uderzyć do Mamiszona – może zgodzi się zrobić obróżkę szydełkiem? Nasz Pompejusz jest jedyną istotą, która może docenić mamine rękodzieło artystyczne.


CZWARTEK, 24.04

HORACEGO, GRZEGORZA

Cały dzień uczyłem Ogryzka aportować. Niestety, bystrzak to on nie jest! Patrzył ospale, jak rzucam gumową kość, pędzę po nią i przynoszę w zębach. I nic, zero reakcji. Ożywił się, dopiero kiedy mama wyjęła zza lodówki nieszczęsne buty. Była niezła afera! Stanęło na tym, że mama zrobi Ogryzkowi włóczkową obróżkę, smycz i kaganiec.


PIĄTEK, 25.04

MARKA, JAROSŁAWA

Nadal nie ma odpowiedzi z z teleturnieju Wiem Wszystko. Teraz żałuję, że nie posłuchałem Klaksona – on do swojego zgłoszenia przypiął zdjęcie. Na zdjęciu ma wąsy i baki domalowane flamastrem. Wygląda jak trzydziestolatek. No, powiedzmy raczej: jak trzydziestoletni krasnal, bo Klakson jest najniższy w klasie. Nigdy go nie wpuszczają na filmy od osiemnastu lat, chociaż staje na palcach i awanturuje się grubym głosem w tej jesionce pożyczonej od ojca.

 

SOBOTA, 26.04

MARZENY, KLAUDIUSZA

Dzisiaj po raz pierwszy wyprowadziłem Ogryzka na spacer. Mamiszon upierał się, żeby założyć mu kubraczek, taki jaki nosi jamnik naszej sąsiadki – że niby Ogryzkowi zimno… Kubraczek jest zielony, ma cztery czerwone nogawki, dziurkę na ogon i zapina się na zatrzaski. Mama robiła go dwa dni. Wybitne rękodzieło, ale niedoczekanie, żeby Ogryzek w to się ubrał na podwórko. Żadna szczurza samiczka nie zechce pajaca w kubraczku.

Fifa wyszedł z Gutkiem, Zarazek przyniósł Matyldę – córkę Gutka, czyli siostrę Ogryzka. No i zrobił się zlot rodzinny gryzoni. Jak facet z parteru zobaczył trzy szczury, to poszczuł nas swoim kotem. Ten kot to mięczak, od razu się zorientował, że nie ma szans, i dał nogę na drzewo.

NIEDZIELA, 27.04

ZYTY, TEOFILA

Mama była dziś bliska eksmitowania Ogryzka. I to z powodu jakichś głupich flanc. Całe parapety są zastawione kubkami po kefirach, w każdym kubku zielsko przeznaczone na działkę cioci Ani. A ponieważ mama zajęła ulubiony parapet Ogryzka, na którym wygrzewa się w słoneczne dni – inteligentne zwierzę upomniało się o swoje. Szczurek pozrzucał wszystkie flance na podłogę. Gdyby to zrobił Mały Potwór – nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby go wystawić na klatkę…

Na razie eksmisja odroczona. W imieniu Ogryzka złożyłem obietnicę poprawy.