Pokochaj poniedziałki. Jak poradzić sobie z wypaleniem zawodowym?Tekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 2 Przyczyny wypalenia zawodowego

Ewo, o czym ty w ogóle mówisz?! – Tomek szeroko otwartymi oczami patrzył na swoją narzeczoną, która z entuzjazmem opowiadała mu o pomyśle, na jaki wpadła z rodzeństwem. – Jakie wypalenie zawodowe?! Za kogo ty mnie masz?! Skąd pomysł, że ten problem mógłby mnie dotyczyć?! – W głosie mężczyzny słychać było silne emocje, będące mieszanką niedowierzania, złości i strachu.

– Tomuś, ja nie powiedziałam, że jesteś wypalony. Chodzi mi o to, że wypalenie zawodowe może dotknąć każdego, dlatego wspólnie z Justyną i Rafałem postanowiliśmy mu przeciwdziałać.

– I Rafał się na to zgodził? – zapytał z powątpiewaniem Tomek.

– No może nie wpadł w euforię, ale nie powiedział „nie”. Mamy to przegadać z naszymi połówkami i wrócić do tematu. Dlatego ci o tym mówię. Potrzebujemy silnego zespołu, w którym będą reprezentowane różne zawody, bo to nam da pogląd na sprawę z wielu stron.

– Nie wchodzę w to. Nie mam czasu na takie bzdury. Mam wystarczająco dużo poważnych rzeczy do zrobienia. I dlatego muszę już lecieć, bo się spóźnię na spotkanie z klientem. Kocham cię, pa! – powiedział Tomek, po czym dopił ostatni łyk porannej kawy i wyszedł z domu.

Tego dnia Ewa zaczynała pracę o dwunastej, więc nie spiesząc się, dalej jadła śniadanie, przerwane niespodziewanym wyjściem narzeczonego. Była zdziwiona reakcją Tomka. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego on tak emocjonalnie zareagował na jej propozycję. Miała wrażenie, że wręcz się zdenerwował, a przecież nie powiedziała nic, co mogłoby go tak poruszyć. Zastanawiała się, czy narzeczonemu nie spodobał się pomysł stworzenia rodzinnej grupy wsparcia, czy też hasło „wypalenie zawodowe” obudziło w nim jakieś głęboko skrywane lęki. „Czyżby Tomek był wypalony?” – przemknęło jej przez głowę. „Eee, na pewno nie. To silny facet, który jest mocno zaangażowany w to, co robi. Nie dopuściłby do wypalenia. Pewnie nie spodobał mu się pomysł zabawy w psychologów, ale go przekonam” – podsumowała swoje myśli Ewa i zabrała się za porządkowanie kuchni po posiłku. Przed wyjściem do pracy musiała jeszcze napisać sprawozdanie na zbliżającą się radę pedagogiczną. Przypomniała sobie też o konieczności przygotowania ćwiczeń dla Mateusza, z którym pracuje indywidualnie.

Tymczasem Tomek przedzierał się przez korki, pędząc na pierwsze tego dnia spotkanie. Choć wciąż czuł lekkie podenerwowanie, nie potrafił odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego propozycja Ewy wywołała w nim tak gwałtowną reakcję. Potrząsnął głową i skupił się na kliencie, do którego jechał. Zaczął powtarzać sobie informacje na jego temat: „Facet jest po pięćdziesiątce, właśnie wysłał na studia do Londynu jedyną córkę. Muszę pamiętać, by zapytać, czy córce podoba się uczelnia i jak on i żona radzą sobie sami w opuszczonym gnieździe. Zapytam też o uprawę pomidorów, która stała się jego hobby ostatniej wiosny. Chyba powinien mieć już pierwsze zbiory… Czy pomidory rosną tak szybko? Hm, muszę to sprawdzić jeszcze przed spotkaniem. I co to był za gatunek, którego szczepek przywiózł z Hiszpanii…? Kurczę, nie pamiętam nazwy, a dobrze by było ją znać” – zakończył nie do końca zadowolony.

Spotkanie wypadło świetnie i po dwóch godzinach Tomek wracał do biura z podpisanym kontraktem. Klient był bardzo podekscytowany rozmową o swojej małej uprawie, zwłaszcza że – jak powiedział – nigdy wcześniej niczego nie wyhodował. Opowiadał, jak bardzo go to relaksuje i pozwala zapomnieć o opustoszałym domu. A na koniec, bez specjalnego namawiania ze strony Tomka, złożył zamówienie na kolejne oprogramowanie dla swojej firmy. Nowaczyk miał powód do dumy. Kiedy wrócił do biura, w holu spotkał szefa, który zapytał o wynik spotkania. Usłyszawszy, że kontrakt został podpisany, szef zapytał jedynie o jego wartość, po czym klepnął Tomka w ramię, dodając: „Dobra robota, kolego. Premia murowana”, i oddalił się do swojego gabinetu.

Tomek po raz kolejny tego dnia poczuł ucisk w żołądku. Z przykrym i trudnym do nazwania uczuciem zasiadł za swoim biurkiem. Włączył komputer, by przejrzeć bazę i sprawdzić, co ma jeszcze na dziś zaplanowane. O czternastej był umówiony z panią Sarnowską, właścicielką sieci salonów kosmetycznych. To było ich pierwsze spotkanie, ale mimo to chciał się wcześniej czegoś dowiedzieć o klientce, by nawiązać z nią lepszą relację. Spojrzał na koleżankę siedzącą w boksie obok i to u niej postanowił zasięgnąć języka.

– Izo, mogę ci na chwilę przerwać? – zagaił.

– Pewnie. O co chodzi?

– Czy wiesz, z jakich usług najchętniej korzystają obecnie kobiety w salonach kosmetycznych? Mam dziś spotkanie z właścicielką salonów i chciałbym się czegoś dowiedzieć o jej branży. Możesz mi podpowiedzieć jakieś nowinki?

– Oj, Tomku, gdybyś miał kobietę, nie musiałabym mówić ci takich rzeczy – koleżanka teatralnie pokręciła głową, a Tomek znów poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku.

– Skąd wiesz, że nie mam?! – zapytał z tłumionym gniewem.

– A masz? Byłam przekonana, że jesteś zatwardziałym kawalerem, nastawionym tylko na sukces i zarabianie pieniędzy.

Tomek już miał otworzyć usta, by powiedzieć Izie o swojej narzeczonej, ale koleżanka straciła zainteresowanie jego prywatnym życiem i zaczęła opowiadać, z jakich zabiegów najczęściej korzysta w salonach kosmetycznych. Jednak Nowaczyk, choć była to dla niego cenna wiedza, nie potrafił skupić się na słowach koleżanki. Anonimowość. To słowo wyświetlało mu się przed oczami niczym neon w nocnym klubie. „Nikt w mojej pracy mnie nie zna, podczas gdy ja wiem wszystko o wszystkich. Nawet o tym, jakie cholerne pomidory uprawia mój klient! Czy szef wie, jak się nazywam i jakie mam hobby? Raczej nie. Najczęściej mówi do mnie »kolego«. Ale za to doskonale zna moje wyniki. Współpracownicy kojarzą mnie jako chodzącą encyklopedię technik sprzedaży, lecz czy wiedzą coś o moim życiu prywatnym? Nie. Ja o klientach wiem na tyle dużo, że dla większości mógłbym być osobistym asystentem. A co oni wiedzą o mnie? Nic. Większość pewnie nawet nie pamięta mojego imienia, tylko kojarzy twarz z logo firmy. Kurczę, gdyby ktoś z mojej pracy miał wygłosić mowę pożegnalną na moim pogrzebie, to najwięcej mógłby w niej powiedzieć o sobie samym” – Tomek gorzko podsumował swoje przemyślenia. Poczuł się jak maszynka do robienia pieniędzy.

Tymczasem w drugiej części miasta Ryszard Wolski, mąż Justyny, bez większego entuzjazmu sięgnął po kolejny segregator z zeznaniami podatkowymi szarych obywateli. Bolały go plecy i czuł nieprzyjemny ucisk w skroniach. Potarł czoło i westchnął. Był sam w pokoju, gdyż jedna z koleżanek od ponad miesiąca była na zwolnieniu lekarskim, a druga kilka dni wcześniej wyjechała na urlop. Choć bywały dni, kiedy niełatwo mu było wytrzymać z trajkoczącymi bez przerwy paniami, to panująca obecnie cisza okazała się jeszcze trudniejsza do zniesienia. Rysiek przeglądał segregator strona po stronie, lecz po jakimś czasie zreflektował się, że nie wie, co przeczytał. Westchnął i wrócił do początku. Zamiast jednak wczytać się w dokumenty, postanowił zrobić sobie przerwę na papierosa. Choć zganił się za to – ponieważ od pewnego czasu odczuwał negatywny wpływ nikotyny na zdrowie – nie miał innego pomysłu, jak oderwać się od monotonnej pracy. A czuł, że koniecznie potrzebuje przerwy.

W tajnej palarni urzędników skarbówki, znajdującej się na prawo od głównego wejścia dla klientów, Rysiek spotkał swoją szefową Anitę, atrakcyjną brunetkę w wieku około czterdziestu lat. Lubił ją, bo była dobrą i sprawiedliwą przełożoną. Na co dzień mieli jednak ograniczony kontakt, gdyż Anita była szefową jeszcze trzynaściorga pracowników i pracowała na innym piętrze niż Rysiek.

– Jak miło, że nie muszę palić sama – uśmiechnęła się na widok swojego podwładnego.

– Też się cieszę, że widzę żywą duszę, bo w pokoju mam tylko teki nazwisk i żadnego śladu życia.

– Czyżbym słyszała w twoim głosie frustrację? – Anita życzliwie spojrzała na Ryśka.

– Może trochę – odpowiedział mężczyzna. – Mam już po dziurki w nosie przeglądania zeznań podatkowych statystycznych Kowalskich. Tam nic nie ma, a ja czuję się, jakbym wykonywał sztukę dla sztuki. Moja praca jest nikomu niepotrzebna i ta świadomość skutecznie mnie demotywuje. Kiedy siedziałem w okienku w biurze obsługi interesanta, miałem chociaż poczucie, że pomagam ludziom, którzy przychodzą do urzędu. Coś im wytłumaczyłem, sprawdziłem, podpowiedziałem. Tamta praca, choć często niewdzięczna, miała sens. Teraz, przeglądając stosy segregatorów w dziale kontroli, mam poczucie totalnego bezsensu. Zdaję sobie sprawę, że wykrywając nieprawidłowości, zyskuję dodatkowe złotóweczki dla naszego państwa, ale często to naprawdę rozbija się o złotówkę lub dwie, co niczego nie zmienia w budżecie krajowym. W niczyim budżecie zresztą.

– Rysiu, czy ty mi się nie wypalasz? – Anita popatrzyła z troską na swojego pracownika. – Słyszę, co mówisz, i chyba wiem, o co ci chodzi. Zdaję sobie sprawę, że może być ci trudno wykonywać bieżące zadania, jeśli nie wiesz, czemu służą. Tak bardzo się ucieszyłam, że pozyskałam cię do zespołu, że chyba cię trochę zaniedbałam. Chcę, byś wiedział, że zależało mi na tym, abyś to właśnie ty był odpowiedzialny za kontrolę w naszym dziale. Bardzo cenię twoją skrupulatność. Nigdy nie znalazłam żadnych nieprawidłowości w dokumentach, które przeszły twoją wstępną kontrolę. Dlatego najbardziej się cieszę, kiedy dokumenty przechodzą przez ciebie. Nie muszę ich wtedy bardzo dokładnie przeglądać, bo mam przekonanie, że ty już to zrobiłeś. To bardzo mi pomaga i skraca pracę, której – jak wiesz – mam niemało. Nie chcę, byś myślał, że biorę cię pod włos, ale gdy będziesz przeglądać kolejny segregator, pamiętaj, że kiedy on później trafia do mnie, mam banana na twarzy, bo wiem, że szybko mi pójdzie jego sprawdzenie i będę mogła o czasie wyjść do domu. Uwierz, że nie każdy zapewnia mi taki komfort pracy jak ty. Dziękuję ci za to.

 

– Jejku… – Rysiek był wyraźnie poruszony słowami szefowej. – Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że moja praca komuś służy, a teraz wiem, ile ona daje tobie. Dzięki, że mi o tym powiedziałaś. Myślę, że teraz będzie mi łatwiej. Może wciąż nudno, ale łatwiej.

Kiedy wieczorem Rafał z Martyną zasiedli przy lampce wina, w salonie zapanowała cisza. Każde z małżonków pogrążyło się w swoich myślach, które nie były wesołe. Rafał przypomniał sobie, jak względnie niedawno picie wina z żoną przy dźwiękach jazzu było jedną z przyjemniejszych chwil w ciągu dnia. Teraz, choć Martyna siedziała obok, a wino było wysokiej klasy, nie czuł zadowolenia. W jego głowie kłębiły się myśli związane z minionym dniem w pracy, który był wyjątkowo paskudny. Na ostatnim posiedzeniu zarządu Rafał zobowiązał się do przygotowania planu realizacji dwóch projektów, za które odpowiadał jego dział. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że oba są bardzo rozbudowane i obarczone poważnym ryzykiem. Do głowy mu jednak nie przyszło oddać którykolwiek. Innego zdania był jego zespół, z którym omawiał przygotowane przez siebie plany. Szczepan, główny specjalista od logistyki, na forum grupy podważył pomysły Rafała, wprost przyznając, że nie podejmie się tak ryzykownych działań jednocześnie w dwóch różnych projektach. Zażądał od Rafała, by ten wskazał mu, w który projekt ma się zaangażować, a kiedy usłyszał, że w oba, roześmiał się nieprzyjemnie i w niecenzuralnych słowach odmówił. Najgorsze jednak było to, że w ślady Szczepana poszli inni członkowie zespołu. W zasadzie wszyscy byli na „nie”. Rafał poczuł się jak w pułapce. Zamiast jednak pozwolić opaść emocjom i na spokojnie powrócić do rozmowy, zarzucił swoim ludziom, że są nielojalni, leniwi i pozbawieni ambicji. Tyle zapamiętał ze swojego gorzkiego monologu, choć obawiał się, że padło w nim znacznie więcej słów, których jego zespół nigdy nie powinien od niego usłyszeć. Wciąż czuł napięcie i ogromny żal do osób, z którymi przyszło mu pracować. „Poradzę sobie bez nich” – usłyszał gdzieś w swojej głowie, po czym uśmiechnął się ironicznie, wiedząc, że to nie jest prawda.

Siedząca obok Martyna zauważyła, że mąż uśmiechnął się pod nosem. Poczuła ogromną złość na myśl o tym, jaki jest wyluzowany. Siedział zrelaksowany w fotelu i z uśmieszkiem sączył wino. Był tak skupiony na sobie, że nawet nie przyszło mu do głowy zapytać, jak żonie minął dzień, a ona bardzo potrzebowała z kimś pogadać. Była zmęczona i sfrustrowana. Do południa przez ponad cztery godziny pracowała nad pilnym tłumaczeniem, które choć było małym zleceniem, to dawało szansę na dalszą współpracę. Ponieważ kilkakrotnie przerywała pracę, by zająć się obowiązkami domowymi, zupełnie zapomniała na bieżąco zapisywać zmiany. I kiedy po raz kolejny odeszła od laptopa, Smutas, ich biały pers, usadowił się na klawiaturze, co spowodowało zawieszenie pliku tekstowego. W efekcie Martyna straciła całą pracę. A gdyby tego było mało, chwilę później dostała wiadomość z kancelarii prawnej, której zaoferowała swoje usługi. Poinformowano ją, że kancelaria zdecydowała się na innego tłumacza, który zaproponował niższe stawki. Brzozowska się wściekła, ponieważ bardzo długo zabiegała o ten kontrakt, zaniedbując innych klientów. Wydawało się jej, że dobrze robi, gdyż właściciel kancelarii był nią oczarowany i sprawiał wrażenie zdecydowanego na współpracę. A jednak podjął inną decyzję.

Ani się spostrzegła, gdy minęła szesnasta i musiała pójść po córkę do przedszkola. Choć cieszyła się, że za chwilę przytuli swoją królewnę, była też podenerwowana tym, że przy małej trudniej jej będzie dokończyć pracę. Nie pomyliła się. Ola, szczęśliwa, że wróciła do domu, szczebiotała bez ustanku. Opowiadała o tym, co narysowała, z kim się bawiła, o czym rozmawiały „ciocie” w przedszkolu – istny potok słów. A Martyna, jednym okiem patrząc w monitor, starała się kiwać głową i okazywać córce zainteresowanie. Dziewczynka jednak nie dała się zwieść i w pewnej chwili wypaliła:

– Wiesz, mamusiu, ty bardziej kochasz swój komputer niż Olę, bo się cały czas na niego patrzysz i patrzysz. A Oli jest smutno – na potwierdzenie słów wygięła usta w podkówkę.

Martynę, która miała wystarczająco duże wyrzuty sumienia, słowa córki zabolały mocniej, niżby podejrzewała. Odruchowo zamknęła klapę laptopa i usiadła na dywanie, pociągając małą za sobą.

– Przepraszam, słoneczko. Mamusia musiała po prostu trochę popracować. Ale teraz już jestem cała twoja.

– Ty cały czas pracujesz, mamusiu. A ja chcę się bawić.

Chwilę później obie były zajęte budowaniem zamku z klocków, choć myśli Martyny cały czas powracały do niedokończonej pracy. Wróciła do przekładu dopiero koło osiemnastej, kiedy córka wyraziła chęć obejrzenia bajki. Niedługo potem przesłała klientowi tłumaczenie, o które prosił. Niemal natychmiast dostała e-mail zwrotny ze zgryźliwym komentarzem dotyczącym jej rozumienia słowa „pilne”. Gdyby nie siedząca obok na kanapie córka, Martyna dosadnie skomentowałaby całą sytuację, a tak tylko ciężko westchnęła. Dzień chylił się ku końcowi, a ona miała poczucie, że choć dużo pracowała, to efektów jej pracy w ogóle nie było widać. Niby wiele się wydarzyło, a tak niewiele z tego zostało. „Jak zatem czerpać satysfakcję z takiej pracy?” – pomyślała.


Powodów wypalenia zawodowego jest tyle, ilu jest ludzi. Każdy z nas ma bardzo indywidualne potrzeby i oczekiwania względem swojej pracy. Niezaspokojenie tych potrzeb i niespełnienie oczekiwań może prowadzić do wypalenia. To jednak nie oznacza, że przyczyn wypalenia zawodowego nie da się sklasyfikować.

W literaturze przedmiotu popularny jest podział na trzy grupy czynników, które mogą prowadzić do wypalenia zawodowego. Czynniki te wynikają z:

• konstrukcji psychicznej człowieka, jego samooceny i odporności na stres;

• relacji pracownika z otoczeniem zawodowym (szefem, współpracownikami, klientami);

• organizacji pracy.

Do tej pory całą winę chętnie zrzucano na pracownika. W słabości jego charakteru upatrywano przyczyny wypalenia i żadna organizacja nie czuła się temu winna. Christina Maslach i Michael P. Leiter w książce Prawda o wypaleniu zawodowym przytaczają jednak badania, które jednoznacznie wskazują, że to, jak zorganizowana jest praca w firmie i jakie panują w niej relacje, ma ogromny wpływ na to, czy omawiany problem wystąpi, czy też nie1. Zanim jednak wzruszysz ramionami i obarczysz pracodawcę winą za to, że nie lubisz swojej pracy, odpowiedz na następujące pytanie: czy twoi współpracownicy myślą podobnie? Czy zauważyłeś, że nigdy nie jest tak, iż w jednej pracy wypalają się wszyscy? A przecież mają tego samego szefa, porównywalne zadania, takie same biurka, brzęczące klimatyzatory i nieprzyjemne dla oczu jarzeniówki… Dlaczego zatem niektórych to nie rusza?

Moim zdaniem wypalenie zawodowe powstaje wskutek oddziaływania wielu czynników, których rozkład jest sprawą bardzo indywidualną. Nie jest tajemnicą, że często wypalają się ludzie ambitni i zaangażowani. Znam wiele takich osób i uważam, że twierdzenie o ich słabej konstrukcji psychicznej lub niskiej samoocenie jest krzywdzące. Kwestia ta przedstawia się zupełnie odwrotnie.

Patrick Lencioni, amerykański autor książek biznesowych, pokusił się o wskazanie trzech czynników, które według niego sprawiają, że ludzie czują się nieszczęśliwi w pracy. Są to:

• anonimowość;

• brak świadomości, komu służy wykonywana praca;

• brak możliwości samodzielnego zmierzenia wyników pracy2.

Ta koncepcja jest mi zdecydowanie bliższa, choć nie uważam, że wyczerpuje temat. Zgadzam się jednak, że będąc bezimiennym pionkiem w korporacyjnej machinie, można mieć ogromne poczucie dyskomfortu, które może pociągnąć za sobą dalsze konsekwencje. Każdy człowiek ma swoje życie, rodzinę, często pasje – i chce być również przez ich pryzmat oceniany. Każdy chce czuć się ważny nie tylko ze względu na to, co osiąga, ale również ze względu na to, kim jest. I w tym uznaniu nie chodzi o pieniądze. Większą wartość ma to, że ktoś ważny uściśnie nam dłoń i zwróci się do nas po imieniu, dziękując za konkretną pracę. Ten problem świetnie widać na przykładzie Tomka: jego wynik jest zauważalny, ale on sam, jako człowiek, już nie.

Lencioni kieruje swoje postulaty do menedżerów, których zachęca do tego, by lepiej poznawali swoich ludzi. I to jest słuszne podejście. Nie mamy pewności, że nasi zwierzchnicy się do tej rady zastosują. Nie oznacza to jednak, że nie mamy wpływu na to, co będą wiedzieć o nas inni ludzie. Sami możemy zawalczyć z anonimowością w swoim otoczeniu zawodowym, otwierając się na innych. Jest to o tyle ważne, że w pracy spędzamy co najmniej jedną trzecią dorosłego życia. Praca często jest, oprócz snu, jedyną regularną aktywnością człowieka. W związku z tym ten czas jest ważny nie tylko dlatego, że zapewnia nam bezpieczeństwo finansowe, ale także dlatego, że stanowi główne źródło kontaktu z innymi ludźmi. Czy tego chcemy, czy nie, to w miejscu pracy mamy najwięcej relacji, których jakość jest niezwykle ważna dla naszego samopoczucia. Warto zatem bliżej poznać to środowisko. Najlepiej zacząć od zaciekawienia się innymi ludźmi. Można do tego wykorzystać wspólny posiłek czy parzenie kawy w pokoju socjalnym. Jeśli czujesz, że niewiele wiesz o ludziach, którzy pracują obok ciebie, podejmij wyzwanie i poznaj ich. Dowiedz się, czy mają rodziny, czy są singlami, czym się interesują, jak spędzają wolny czas. Przekonasz się, że kiedy poświęcisz im trochę swojej uwagi, oni z przyjemnością otworzą się na ciebie. Więc otwórz się na ludzi!

Drugim czynnikiem, który według Lencioniego obniża satysfakcję z pracy, jest brak świadomości, komu wykonywana praca służy. To jest przypadek Ryśka, który czuł bezsens przeglądania segregatorów pełnych zeznań podatkowych, gdyż miał wrażenie, że jego praca jest nikomu niepotrzebna. Tymczasem krótka rozmowa z przełożoną uświadomiła mu, że to, co robi, wpływa bezpośrednio na działania szefowej, a jego skrupulatność daje jej duże poczucie bezpieczeństwa. Szefowa Ryśka okazała się bardzo dojrzałą i mądrą kobietą, która potrafi otwarcie powiedzieć, że praca podwładnego służy bezpośrednio jej. Wielu menedżerów nie jest gotowych tego przyznać. Prawda ta stanowi pewien rodzaj tabu, a to niestety wpływa na jakość zadań wykonywanych przez pracowników. Osoby pracujące w niektórych zawodach, takich jak pielęgniarka, nauczyciel czy pracownik obsługi klienta, dość łatwo mogą określić, komu służy ich praca. Natomiast całe rzesze osób, które wykonują tylko małą część większego projektu, mogą mieć trudności ze wskazaniem, komu jest potrzebne to, co robią. Warto porozmawiać na ten temat ze swoimi współpracownikami czy przełożonymi. Poczucie przydatności własnej pracy jest jedną z kluczowych potrzeb człowieka, dlatego dobrze jest zadbać o jej zaspokojenie. Znajdź tego, któremu pomagasz. Uwierz, że nawet jeśli odbiorcą twojej pracy okaże się osoba, którą niezbyt lubisz, i tak będzie ci łatwiej pracować niż wtedy, gdy masz poczucie, że nikt nie czeka na twoje rezultaty.

Trzecim wyznacznikiem pracy, która nie daje szczęścia, jest brak możliwości samodzielnego zmierzenia jej wyników. Przykład Martyny pokazuje, że ma ona kłopot z tym pomiarem, między innymi dlatego, że sama dokładnie nie wie, ile pracuje. Jest to częsta pułapka ludzi, których dom pełni jednocześnie funkcję biura. Jeśli historia Martyny jest podobna do twojej, to wyznacz sobie sztywne godziny na pracę i zobowiąż się przed sobą, że w tym czasie nie będziesz wykonywać innych obowiązków. To pozwoli ci realnie ocenić wynik twojej pracy i jej rentowność. A jeśli pracujesz w biurze, miernikiem może być na przykład liczba przygotowanych dokumentów, odpowiedzi na listy, załatwionych reklamacji, wysłanych ofert i tym podobnych zadań. W bezpośrednim kontakcie z klientami takim kryterium może być na przykład ich zadowolenie mierzone uśmiechem lub serdecznym pożegnaniem. Rozumiesz mechanizm? Starasz się wykonać pracę jak najlepiej, by dostać ten jeden uśmiech. On ci mówi, że dobrze wykonałeś swoje zadanie. Ciekawy przelicznik, prawda?

 

Do tych trzech czynników, które zmniejszają zadowolenie z pracy, można dodać kolejne. Nadmierne ambicje i potrzeba nieustannej kontroli to poważny problem Rafała. Brzozowski zarówno sobie, jak i swoim pracownikom zawiesza wysoko poprzeczkę, co skutkuje ciągłym napięciem i wynikającym z tego stresem. Zwłaszcza dla samego Rafała, gdyż jego młodzi pracownicy, którzy reprezentują już nowy model podchodzenia do obowiązków służbowych, przechodzą pod poprzeczką, zamiast próbować ją pokonać. To powoduje, że mężczyzna wplątuje się w zastawione przez siebie sidła. Przyjrzyj się krytycznie sobie i pomyśl, gdzie ty umieściłeś swoją poprzeczkę. Czy jest możliwa do przeskoczenia? Jeśli nie, to opuść ją trochę. Zadbaj o to, aby twoje cele były realne do osiągnięcia, w przeciwnym razie szybko się zniechęcisz. A może twoja poprzeczka leży na ziemi? Jeśli tak, to podnieś ją i zawieś na ambitnej wysokości. Nie idź na łatwiznę, gdyż nuda też może być przyczyną wypalenia.

Poważnym problemem, który nierozwiązany może doprowadzić do wypalenia zawodowego, jest brak asertywności. Ewa, choć na razie tego nie widzi, ma trudności ze stawianiem granic. Chcąc przypodobać się starszym koleżankom, wykonuje za nie pracę, nie dopuszczając do siebie myśli, że jest wykorzystywana. Ewa jest młodą nauczycielką, pełną ideałów i gotową poświęcić się dla innych. Bez najmniejszego oporu godzi się zostawać po lekcjach, by pomóc słabszym uczniom; namawiana przez rodziców organizuje swoim podopiecznym coraz to nowe zajęcia dodatkowe, na które poświęca swój czas wolny. Nie bierze pod uwagę tego, że wszystkie te działania odbierają jej przestrzeń przeznaczoną na odpoczynek i relacje z bliskimi. Za kilka miesięcy kobieta zostanie żoną, może później mamą i na pewno zmienią się jej priorytety. Ale świat zewnętrzny, który przyzwyczaiła do tego, że zawsze jest dyspozycyjna, nie będzie tym zachwycony i da jej to odczuć. Kiedy Ewa będzie musiała lawirować pomiędzy nadmiernymi obowiązkami w pracy a życiem rodzinnym, może w żadnym obszarze nie czuć się spełniona. A to łatwo prowadzi do wypalenia zawodowego. Dlatego jeśli odnosisz wrażenie, że w imię dobrych relacji zawsze jesteś do dyspozycji wszystkich wokół, zacznij stawiać granice.

Historie naszych bohaterów pokazują, że istnieje kilka powodów wypalenia zawodowego, a mianowicie:

• anonimowość w miejscu pracy;

• brak poczucia sensu pracy, to znaczy brak świadomości, komu jest ona potrzebna;

• trudność ze zmierzeniem efektywności własnej pracy;

• zła organizacja pracy;

• nadmierne ambicje;

• zaburzone relacje z otoczeniem, konflikty, niejasność intencji;

• brak umiejętności wyznaczania priorytetów;

• brak asertywności.

Do powyższych czynników można dodać jeszcze:

• stres;

• zaburzoną równowagę między pracą a życiem rodzinnym/prywatnym;

• toksyczne relacje ze współpracownikami, przełożonymi czy podwładnymi;

• pracę niezgodną z ważnymi dla nas wartościami;

• niejasne cele;

• sprzeczne polecenia i oczekiwania;

• brak autonomii i poczucia kontroli;

• monotonne zajęcia;

• brak docenienia przez przełożonych;

• brak wsparcia.

Czy niektóre punkty tej listy dotyczą ciebie? Jeśli tak, to masz dwa wyjścia. Możesz podjąć się misji znalezienia pracy idealnej albo wziąć się z życiem za bary i nauczyć się radzić sobie w każdym środowisku zawodowym, bez względu na to, jak będzie ono trudne. Jeżeli wybierasz to drugie wyjście, ta książka dostarczy ci wielu cennych wskazówek. Zatem czytaj dalej!