Przestań się zamartwiaćTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Projekt okładki: Pola i Daniel Rusiłowiczowie/KAV Studio

Redaktor prowadzący: Bożena Zasieczna

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Bogusława Jędrasik

Ilustracja wykorzystana na okładce powstała na podstawie rysunku © Evgenila Andronova/shutterstock

© for the text by Joanna Godecka

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-287-1327-7

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2020

Stwierdziłem, że w życiu jest tylko jedno niebezpieczeństwo – że człowiek podejmie zbyt wiele środków ostrożności.

Alfred Adler

Spis treści

Od Autorki

Wstęp

Rozdział 1: Trochę o lęku

Rozdział 2: Zauważ, że brak ci poczucia bezpieczeństwa

Rozdział 3: Tego nie powinieneś robić

Rozdział 4: Zmiana wzorców w naszej głowie, czyli co mamy na twardym dysku

Rozdział 5: Cechy naszego charakteru a poczucie bezpieczeństwa

Rozdział 6: Budowanie poczucia bezpieczeństwa w pięciu obszarach rozwojowych

Rozdział 7: Kodowanie poczucia bezpieczeństwa

Rozdział 8: Budowanie poczucia bezpieczeństwa w codziennym życiu, czyli tworzenie pozytywności

Bibliografia

Od Autorki

Kiedy spoglądam za siebie i patrzę na moje własne życie z tej perspektywy, widzę jasno, że jego trudne momenty przyniosły mi wiele nieocenionych korzyści. Kryzys zawodowy zainspirował mnie do pójścia inną drogą – teraz widzę, że o wiele lepszą. Dawny lęk przed wystąpieniami publicznymi był powodem ukończenia przeze mnie niezwykle rozwijającego kierunku studiów podyplomowych, stałam się także Praktykiem Integrującej Obecności, zaliczyłam program szkoły improwizacji aktorskiej, zagrałam w filmie fabularnym, wzięłam udział w mnóstwie innych zajęć i warsztatów, zainteresowałam się badaniami naukowymi eksplorującymi energetyczny wymiar naszego życia. Wszystko dlatego że postanowiłam podjąć wyzwanie. Nie żałuję. Piszę tę książkę nie z perspektywy teoretyka, lecz praktyka, który doświadczył i lęku, i wielu stresujących sytuacji, ale także zadowolenia z przetransformowania własnych słabości w siłę.

Kiedy zaczynałam pracę nad książką, zamierzałam nadać jej tytuł: Jak zmierzyć się z własnymi lękami lub Od lęku do spokoju, ale w czasie pracy cały czas czułam, że coś mi w tej koncepcji nie odpowiada. I wreszcie przyszło olśnienie. Powinnam położyć największy nacisk na to, jak budować w sobie poczucia bezpieczeństwa, bo albo z czymś walczymy, albo coś budujemy. Nie wiem jak wy, ale ja stanowczo wolę to drugie rozwiązanie. Co jest odwrotnością lęku? Bezpieczeństwo, poczucie tego, że świat nam nie zagraża.

Wstęp

Każdy z nas ma dwie rzeczy do wyboru. Jesteśmy albo pełni miłości… albo pełni lęku.

Albert Einstein

Myślę, że ten wybór istotnie ma fundamentalne znaczenie. Od niego zależy, jak przeżyjemy życie. Kiedy wybieramy miłość, jej pozytywny wpływ nas chroni.

Kiedy jednak uznamy, że świat jest dla nas zagrażający, nasze działania stają się defensywne, a w ich tle pojawia się lęk. Przyjmuje on czasem postać nieprzyjemnego napięcia, dyskomfortu, zamartwiania się, aż po objawy psychosomatyczne sygnalizujące nerwicę lękową. Niekiedy mogą nawet pojawiać się oznaki fobii i ataki paniki.

W książce omówię sposoby działania, które pomagają zbudować poczucie bezpieczeństwa. Gdy je posiadamy, lęk nie ma do nas dostępu. To niemożliwe, by w tym samym czasie się zamartwiać i czuć bezpiecznie.

Znajdziecie tu inspirację do zmiany myślenia, co sprawi, że stare wzorce przestaną was ograniczać. Przybliżę także metody, które mogą wspierać leczenie farmakologiczne, niekiedy niezbędne przy zaburzeniach lękowych, oraz ułatwić przestawienie się na autoterapię pomagającą w osiągnięciu równowagi emocjonalnej.

W przypadku łagodniejszych form odczuwania lęku, czyli martwienia się, niepokoju, napięcia, wskazówki powinny okazać się wystarczające, aby sobie z nimi samodzielnie poradzić.

Dla osób dopiero wkraczających w życie okażą się przydatne do przyswojenia sobie stylu myślenia, który sprzyja zbudowaniu komfortowej i bezstresowej przyszłości.

► Niemożliwe jest, by jednocześnie się martwić i czuć bezpiecznie.

Rozdział 1
Trochę o lęku

Liczby

Światowa Organizacja Zdrowia już w 2001 roku sygnalizowała, że aż 25% ludności na świecie doznaje lub dozna w trakcie całego życia zaburzeń psychicznych lub neurologicznych. Co wydaje się ważne, choroby częściej doświadczają obywatele krajów rozwiniętych niż rozwijających się; mieszkańcy dużych miast w różnym wieku, zaś w szczególności kobiety.

W raporcie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego z roku 2016 roku czytamy, że w samej tylko Europie ponad 38% mieszkańców podjęło leczenie najczęściej z powodu zaburzeń lękowych i dotyczących nastroju.

W Polsce liczba osób szukających pomocy w tych obszarach rośnie i aż 24% odnosi się do zaburzeń nerwicowych. W niektórych grupach społecznych czy zawodowych zachorowalność na nerwicę sięga aż 30–40%.

W ostatnich latach jest to więc temat szczególnie istotny, również między innymi ze względu na niepokojące wyniki badań odnotowywane w coraz młodszych grupach wiekowych. W 2018 roku miałam okazję współpracować w ramach projektu „Improve the youth” realizowanego przez Fundację Instytutu Matki i Dziecka przy tworzeniu materiałów szkoleniowych dla nauczycieli i osób pracujących z młodzieżą. Podstawą do analiz były badania przeprowadzone przez międzynarodowy zespół naukowców i ekspertów w zakresie zdrowia psychicznego młodzieży. Wyniki raportu dają wiele do myślenia. Złe samopoczucie, brak oczekiwanego wsparcia ze strony środowiska oraz poczucia sensu życia stają się codziennym tłem dorastania młodych ludzi.

Badania, które przeprowadzono w różnorodnych wiekowo grupach młodzieży, wskazują, że już w okresie nastoletnim zaznacza się indywidualna tendencja wzrostowa oceny niezadowolenia z życia. Występują duże różnice pomiędzy grupami wiekowymi 13–14 lat, 15–16 lat, a 17–19 lat. Zwiększająca się wraz z wiekiem liczba osób subiektywnie niezadowolonych z życia jest sygnałem wzrostu stresu[1].

Jednym słowem, gdy w naszym życiu zwiększają się obciążenia, a my nie nabieramy umiejętności radzenia sobie z nimi, słabną nasza odporność psychiczna i poczucie bezpieczeństwa.

Wśród osób dorosłych, również według badań, najbardziej podatne na stany lękowe są kobiety między 25. a 34. rokiem życia.

Wszystkie te dane dają do myślenia. Czy to nie dziwne, że w świecie, w którym rozwój tak wielu dziedzin nauki i techniki ułatwia nam codzienne funkcjonowanie, zamiast zbliżać się do bezstresowego modelu życia, oddalamy się od niego? A może popełniamy jakieś poważne błędy w sposobie myślenia?

Czym jest lęk

Pamiętajmy, że lęk sam w sobie jest atawizmem, czyli prostym mechanizmem ułatwiającym nam życie w czasach, gdy przetrwanie na poziomie fizycznym było sprawą pierwszoplanową. Człowiek uczył się rozpoznawać obszary i sytuacje bezpieczne, zaś w obliczu nowych wyzwań czuł lęk, który mobilizował go do zachowania czujności i zwiększał szanse przeżycia poprzez aktywizację na planie fizycznym. I nadal pełni taką funkcję.

Gdybyśmy nie czuli obawy przed nocnymi spacerami w ciemnych zaułkach albo wspinaniem się na strome skały, moglibyśmy zapłacić za to wysoką cenę. Warto dodać, że całkowity brak lęku to pewna patologia, więc nie powinniśmy stawiać sobie tego za cel.

O braku poczucia bezpieczeństwa stanowi ten lęk, który nie jest funkcjonalny, gdyż nie ma konkretnego źródła albo którego przyczyna jest niewspółmierna do odczuwanych objawów. Przykładem mogą być: przejmowanie się drobiazgami, czarnowidztwo, stale towarzyszące nam uczucie niepokoju, tak jakby wydarzenie się czegoś niedobrego było tylko kwestią czasu. To uniemożliwia cieszenie się sukcesami i przejście w tryb „automatycznego pilota”, choćby na chwilę. Część osób, z którymi pracuję, przyznaje się do tego, że gdy przychodzi dobra passa, od razu dopuszczają do siebie myśl: „Ciekawe, jak długo to potrwa i kiedy pojawią się kłopoty”, więc radość szybko zmienia się w czujność.

 

Mogą to być również: zbyt częste zamartwianie się o dzieci, partnera, innych członków rodziny lub też o przyszłość, utratę pracy, doświadczenie poważnej choroby, a także napięcie i bezsenność w momentach, w których mamy przed sobą wyzwania i potrzebujemy być w dobrej formie. To wszystko stanowi sygnał, że nie czujemy się bezpiecznie w naszej rzeczywistości.

■ Lęk to atawizm, a jego zadaniem jest powstrzymywać nas przed podejmowaniem groźnego ryzyka.

■ Problemem jest lęk nieadekwatny do zagrożenia lub/i niemający realnej przyczyny.

Objawy psychosomatyczne

Ponieważ lęk jest atawistycznym mechanizmem powstającym w obliczu zagrożenia i w swoim pierwotnym celu przygotowuje nas do walki lub ucieczki, towarzyszą mu objawy związane z aktywizacją pracy całego organizmu. Możemy więc doświadczyć pojawienia się:

• przyspieszonego oddechu;

• przyspieszonej pracy serca;

• napięcia mięśni;

• pocenia się;

• suchości w ustach.

Występują także objawy w obrębie naszej psychiki, czyli:

• zawężenie pola uwagi;

• napięcie;

• skoncentrowanie na sytuacji/problemie.

Objawy te są pożyteczne krótkoterminowo, gdyż całą uwagę i energię skupiamy na rozwiązaniu problemu. Jednak gdy nie mamy możliwości zareagowania ucieczką ani walką, a tak się dzieje w przeważającej liczbie sytuacji, stają się obciążeniem. Słowem, to co w ciemnej uliczce może uratować nam życie dzięki błyskawicznej reakcji, okazuje się całkiem nieprzydatne w czasie występu scenicznego, egzaminu lub lotu samolotem. W takich momentach przedłużające się napięcie prowadzi do: drżenia ciała, szczególnie rąk i nóg, trudności z oddychaniem, zawrotów głowy, bólu mięśni, brzucha, parcia na pęcherz, bladości lub wypieków, szumu w uszach i podobnych nieprzyjemnych objawów stresu.

Nasza psychika także nie radzi sobie z przedłużającym się stanem pobudzenia, więc pojawia się problem z koncentracją lub nadmierne skupienie się na niefortunnej sytuacji, co wywołuje poczucie bezradności. Zaczynamy się zamartwiać i tracić dostęp do tego, co mogłoby nam przynieść rozwiązanie, czyli do naszej kreatywności i umiejętności tworzenia dystansu.

Rodzaje stanów lękowych

Nie ma jednego wzorca przeżywanego lęku, gdyż na ten stan psychiczny składają się: doświadczenia, sposoby myślenia i reagowania oraz interpretowania rzeczywistości. Lęk może pojawić się na wczesnym etapie rozwoju lub też w późniejszym czasie, na przykład: na skutek utraty stabilności materialnej albo emocjonalnej, doznanej straty, niesprawiedliwości, która zachwieje naszym systemem wartości i tak dalej. Jednakże możemy wyróżnić kilka typów przeżywanych stanów mających swoją charakterystykę. Są to:

■ Uogólniony stan lękowy – uczucie nieustającego napięcia, poczucia zagrożenia niemające konkretnego źródła, zamartwianie się. W istocie jego przyczyną bywają przeciągający się stres, brak poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. W tym modelu pojawiają się: kłopoty ze snem, zmęczenie, bóle głowy, kłopoty z koncentracją.

■ Fobia społeczna – wywołująca lęk przed oceną, potencjalną krytyką, sytuacją powodującą zawstydzenie czy upokorzenie. Może pojawiać się w takich momentach jak: przemawianie, jedzenie w miejscu publicznym, inicjowanie rozmowy. Wśród objawów występują: pocenie się, uczucie czerwienienia się, kołatania serca, napięcia, przyśpieszony oddech.

■ Fobia – jest skoncentrowaniem lęku w odniesieniu do jakichś konkretnych sytuacji. Możemy bać się: choroby, wypadku, utraty bliskich, tłumu, dentysty, burzy i tak dalej. Gdy zaczynamy zdecydowanie unikać wszelkich sytuacji związanych z naszą obawą, lęk zamienia się w fobię. Oto przykład: jeśli boimy się przejeżdżać przez mosty, gdyż obawiamy się zawalenia konstrukcji i w rezultacie rezygnujemy z każdej podróży, która wymaga przejechania przez most, wyzwalamy w sobie fobię. Jest w niej spory element irracjonalności. Stany lękowe występują za każdym razem, gdy stykamy się z przedmiotem naszej fobii. Może przybrać formę obsesji, na przykład nieustającego strachu przed śmiercią, chociaż nie cierpimy na żadne dolegliwości fizyczne.

■ Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (nerwica natręctw) – charakteryzują się obsesyjnym myśleniem o czymś i przymusem powtarzania pewnych czynności nazywanych kompulsjami. Może to być na przykład obsesyjna obawa przed bakteriami. Dotknięcie czegoś może uwolnić lęk przed zarażeniem się i konieczność natychmiastowego umycia rąk. Wówczas chorzy podporządkowują swoje całe życie niepotrzebnym czynnościom. Zaburzenia tego typu niekiedy występują już u małych dzieci i mogą być dziedziczone.

■ Zespół lęku napadowego – czyli nagłych ataków paniki i silnego stresu bez wyraźnego powodu. Panika może się pojawić spontanicznie, a człowiek żyje w obawie przed kolejnymi, co zdecydowanie nasila stan lęku. Ten wzorzec może pojawiać się u osób, które żyją na co dzień w dużym stresie.

■ Zespół stresu pourazowego – jest rezultatem traumatycznych przeżyć. Przeżyte doświadczenia (udział w katastrofie, napaść, gwałt, wojna i tym podobne) powracają w codziennych sytuacjach i powodują pojawienie się bardzo gwałtownych reakcji. Mogą je wyzwolić charakterystyczny dźwięk, jakieś skojarzenie. Występują także problemy ze snem i nocne koszmary. W leczeniu stresu pourazowego niezbędna jest pomoc psychoterapeuty.

► Mimo że każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, możemy wyróżnić kilka podstawowych typów zaburzeń lękowych.

Rozdział 2
Zauważ, że brak ci poczucia bezpieczeństwa

Pierwszym krokiem do zbudowania lub też odbudowania utraconego poczucia bezpieczeństwa jest zauważenie faktu, że go nie posiadamy. To brzmi jak truizm? Być może, ale w zbyt wielu przypadkach uznajemy swój stan za normę, żeby nie zwrócić na to uwagi. Myślimy w kategoriach: „Taki już jestem nerwus”, „Ja od zawsze tak reagowałam”, „Teraz wszyscy się stresują”, „Takie jest życie” i tym podobne. Albo cierpimy z powodu braku harmonii, spokoju, wewnętrznego luzu, beztroski, umiejętności wyłączenia się lub cieszenia chwilą, i zazdrościmy tym, którzy posiadają takie zdolności. Czujemy się przez to gorsi, wybrakowani, jednak z góry zakładamy, że nie da się z tym nic zrobić. Na szczęście nie jest to prawda.

Beata, 34-letnia copywriterka, po rozstaniu z narzeczonym zaczęła bardzo głęboko analizować przyczyny rozpadu związku. Była załamana takim obrotem spraw, gdyż na początku wszystko w ich relacjach układało się idealnie. Z czasem jednak partner zaczął jej zarzucać, że nigdy nie wrzuca na luz, że ciągle się czymś martwi, że jest czarnowidzem. „Wkurzałam się na to, mówiłam, że po prostu taka jestem i nie czuję lekkości bytu. Bo to prawda. Zawsze podchodziłam bardzo serio do życia. Podobno już jako dziecko zachowywałam się na swój wiek zbyt poważnie i nadodpowiedzialnie. Na studiach też nie szalałam, tylko się uczyłam, a od kiedy zaczęłam pracować w reklamie, stresów mi jeszcze przybyło. Niektórzy się nawet dziwią, że wybrałam sobie taki zawód, gdzie tempo jest szalone i ciągle pojawiają się jakieś wyzwania, ale zawsze mnie to interesowało i jestem dobra w tworzeniu tekstów. Faktem jest, że przenosiłam pracę do domu, szczególnie swoje obawy, i potrafiłam zepsuć Michałowi wieczór przewidywaniami klęsk i porażek, nie sądziłam jednak, że to jest aż tak toksyczne. Myślałam, że to wręcz naturalne, że gdy człowiek się czymś denerwuje, to o tym mówi. To prawda, że czasami czułam się jakoś dziwnie odseparowana od innych, na przykład na imprezach. Ludzie się bawili, pili drinki, tańczyli, a mnie się to nie udawało. Byłam obok i potrafiłam myśleć o rzeczach, które mogę mi się przydarzyć. Na ostatnim wspólnym urlopie codziennie powracałam myślą do pracy, prześladowała mnie myśl, że będę musiała niedługo wrócić i na zapas denerwowałam się tym, co mnie czeka. Po powrocie Michał powiedział mi, że nie jest w stanie nieustająco mnie wspierać, wciąż wysłuchiwać moich czarnych scenariuszy, że to go męczy i ma dość. No więc teraz wciąż myślę, że to ja zepsułam ten związek, że trzeba było coś z tym zrobić”.

Jak widzicie, przechodzenie do porządku nad własnym czarnowidztwem, zamartwianiem się i tym podobnych jest ciężkim doświadczeniem nie tylko dla osób doświadczających takich stanów…

Znajdź swój wzorzec

Częstym powodem braku poczucia bezpieczeństwa jest przejęcie wzorca od rodziców…

Jeśli oni mieli deficyt w tym obszarze, czyli nie czuli się spokojni i brak im było zaufania do siebie oraz świata, najpewniej przekazali nam swój model myślenia.

Ma to związek z funkcjonowaniem neuronów lustrzanych. Co to takiego? Otóż, w naszym mózgu istnieją pewne neurony, które aktywizują się, gdy obserwujemy cudze działania. Zauważcie, że dzieci chętnie naśladują zachowania dorosłych i w ten sposób nabywają wiele umiejętności. To jest bardzo pozytywna funkcja tych komórek nerwowych. Niestety, odnosi się również do działań niepożądanych. Notoryczne zamartwianie się, ostrzeganie przed grożącymi niebezpieczeństwami lub nerwowe reakcje rodziców albo opiekunów na jakieś określone sytuacje staną się dla nas wzorcem, który z czasem przyjmiemy jako własny. Wyobraźmy sobie, że małe dziecko biegnie i nagle upada na podłogę. Zakładając, że nie odczuło bólu i nic mu się nie stało, to właśnie reakcja otoczenia wpłynie na to, jak zapamięta ten moment. Gdy rodzice się śmieją i uważają to za zabawny incydent, dziecko najczęściej podnosi się ze śmiechem. Kiedy jednak wydają się przerażeni i krzyczą, ono również czuje się wystraszone i płacze. W podobny sposób może ukształtować się obawa przed kontaktem z obcymi osobami, ze zwierzętami, z wodą i wiele innych uprzedzeń wywołujących napięcie.

Dzieci, które często otrzymują komunikat nieadekwatny do sytuacji, że są w niebezpieczeństwie, uczą się postawy lękliwej i częściej uważają świat za zagrażający.

Moja mama zawsze była i jest spięta, nerwowa, niespokojna – kontynuuje Beata. Kiedy odwiedzam rodziców i opowiadam, co słychać, każdą informację mama komentuje tak, jakby działo się coś strasznego. Mówię, na przykład, że ostatnio pracuję do późna, bo mam do zrealizowania ważny projekt. Mama: „I wracasz sama? To takie niebezpieczne”. Odpowiadam, że jeżdżę przecież samochodem, a mama wyskakuje z jakimiś tragicznymi wypadkami, o których czytała. Co nie powiesz, zawsze źle. Michał, który poznał moich rodziców, zwracał mi na to uwagę. Złościłam się, bo nie lubiłam, kiedy porównywał mnie do mamy. Chyba żadna kobieta nie przepada za sytuacjami, w których mężczyzna mówi jej coś takiego. Więc źle reagowałam. Jednak to prawda. Ojciec ma bardziej swobodny stosunek do życia, ale zawsze dużo pracował, dlatego przebywałam głównie z mamą. Jestem jedynaczką, więc na mnie skupiły się jej „metody wychowawcze”. A to było najpierw wiele obaw, żeby nic mi się nie stało, czyli nie biegaj, nie podskakuj, bo się poślizgniesz i złamiesz nogę, potem oczekiwanie, że zawsze będę posłuszna, czysta, „bo ludzie patrzą”. Mama bardzo zwraca uwagę na to, aby nie być przedmiotem krytyki. Potem doszedł nacisk na dobre wyniki w szkole „bo będziesz nikim” i tak dalej. Dużo tego było. No i ciągle: „A co będzie, jeśli ci się nie uda?”, „Nie ryzykuj, bo stracisz to, co masz”, „Z wysokiego stołka łatwo spaść…” i tym podobne.

Jak widać, robiąc wycieczkę w przeszłość, przyglądając się osobom, które miały na nas wpływ i analizując ich osobowość, metody wychowawcze możemy dostrzec mechanizm, który przejął nad nami kontrolę.

Czy można zbudować w sobie poczucie bezpieczeństwa, chłonąc codziennie takie komunikaty?

Nie mam zamiaru oskarżać rodziców i wy także tego nie róbcie, gdyż przekazywali wam swoje obawy z lęku, abyście byli szczęśliwi. Tyle że lęk jest niczym chmura przysłaniająca piękne słońce…

Jakie niekorzystne wzorce

mogliśmy przejąć

Z pewnością nie wystarczy tu miejsca, aby omówić wszystkie szczegółowo, ale spróbuję je podzielić na pięć grup, stanowiących model naszego harmonijnego rozwoju i scharakteryzować. Sprawnie funkcjonujące wszystkie wymienione poniżej obszary dają nam poczucie bezpieczeństwa w życiu.

I. Wiedza o tym, kim jestem i co mam do zaoferowania

Jest to obszar osobisty. W jego skład wchodzą:

• fizyczność/wygląd;

• emocjonalność;

• przekonania.

Obszar osobisty jest silnie związany z samooceną i sposobem, w jaki patrzymy na siebie samych, a w rezultacie na swoje życie, czujemy się w nim jako człowiek, jednostka. To bardzo ważna sfera, bo od niej zależy jakość pozostałych obszarów. Negatywne wzorce budują w nas kompleksy, poczucie, że jesteśmy w czymś gorsi, że się do czegoś nie nadajemy, a wtedy nie czujemy się bezpiecznie w wielu sytuacjach. Odczuwamy napięcie, przymus ukrywania swoich niedoskonałości, więc nasze relacje są nieautentyczne, działania asekuracyjne, i mamy wielki problem z przekraczaniem granic komfortu.

 

Wychowawcy, którzy dewaluują wartość fizyczną dzieci („Co się tak stroisz, ładniejsza nie będziesz”, „Mógłbyś schudnąć”, „Wyglądasz jak wieszak na ubrania”, „Ale z ciebie niezgraba” i tym podobne), rujnują ich samoocenę, nawet gdy intencją są rozwijanie skromności albo motywowanie do wysiłku.

Wzorce tworzą się również przez dawanie przykładu. Matki i córki w ramach więzi emocjonalnej zwracają uwagę na wzajemne podobieństwo fizyczne. Tę tendencję wzmacnia fakt, że często również otoczenie doszukuje się go i podkreśla je. Mamy uważające się za niezbyt atrakcyjne wywołują podobny sposób myślenia u córek. Jeśli nie czują się dobrze w swoim ciele i komentują jego niedoskonałości lub też w inny sposób przekazują ten wzorzec córkom, uczą je postrzegania własnej osoby przez pryzmat słabych stron.

Podobnie ojcowie i synowie. Ojciec, który nie czuje się dostatecznie sprawny, atrakcyjny jako mężczyzna i ma kompleksy, przeniesie je na syna.

Ten sam schemat działa w kwestiach intelektualnych. Rodzice mający deficyty w kwestii wykształcenia, uważający siebie za niezbyt mądrych, będą projektować swoją samoocenę na dzieci.

W sferze emocjonalnej możemy odziedziczyć między innymi: poczucie własnej słabości, niezaradności, braku odporności na stresy, skłonność do histeryzowania, ale także brak umiejętności wglądu we własne emocje. Z domu, w którym nie rozmawia się o nich, nie okazuje uczuć, wychodzimy bez umiejętności określenia, co się dzieje w naszych sercach. A to podstawa wewnętrznej nawigacji.

Sporo takich obciążeń odkryła u siebie Beata, a jej brak „lekkości bytu” sprowadzał się do uznania świata za miejsce nieprzyjazne, w którym nie można czuć się wyluzowanym i bezpiecznym.

Patrząc przez pryzmat własnej niedoskonałości i słabości, często nabieramy nieufności do samych siebie, co zamyka nas w kręgu generalizujących i ograniczających przekonań, takich jak:

• coś jest ze mną nie tak;

• nie chcą mnie tu;

• nie jestem mile widziany;

• nie jestem akceptowany;

• nie pasuję tu;

• jestem inny.

Powiedzcie sami, czy te przekonania wpływają na nas budująco i czynią nasze życie lepszym?

W sferze osobistej pojawiają się także obawy egzystencjalne związane z fizycznością, czyli niezwiązana z istniejącymi przesłankami obawa przed chorobą, wypadkiem, a także utratą młodości, atrakcyjności z powodu upływu czasu, starością. Stany emocjonalne, które się z tym wiążą, tworzą wiele napięć.

II. Umiejętność komunikowania się ze światem, czyli relacje

Nasze życie to nieustająca interakcja. Można powiedzieć, że budujemy relacje ze wszystkim, co nas otacza. Dlatego kolejnym filarem budowania poczucia bezpieczeństwa jest…

Obszar relacji:

• prywatnych;

• romantycznych;

• rodzicielskich;

• zawodowych.

Wzorce w tym obszarze, które obniżają poczucie bezpieczeństwa:

■ Postrzeganie otoczenia jako nieżyczliwego, zawistnego

Uważamy, idąc za przykładem rodzinnym/wychowawczym, że ludzie są z natury nieżyczliwi, a nawet wrogo nastawieni, zazdrośni i chętni, by podstawić nam nogę. Niekiedy sami mamy okazję obserwować opiekunów, którzy źle mówią o innych, są mało empatyczni wobec otoczenia. Dlatego w codziennych sytuacjach, gdy na przykład zdarzy się nam trochę marudzić przy kasie sklepowej w poszukiwaniu portfela, od razu czujemy na sobie piętnujący wzrok osób z kolejki. Zakładamy, że wszyscy są na nas wściekli. Gdy otrzymujemy awans, podwyżkę, premię, znajdujemy się na celowniku zazdrośników. Podejrzliwie patrzymy również na kogoś, kto na przykład oferuje nam pomoc. Bezinteresowność nas peszy. Zastanawiamy się od razu, co się za tym kryje? Co możemy stracić? Boimy się wszelkiego typu oszustów, tak jakby stanowili oni najliczniejszą grupę w społeczeństwie. To oczywiste, że brak nam poczucia bezpieczeństwa w życiu społecznym.

■ Nieufność w stosunku do nieznanych osób

Jeśli nasi opiekunowie okazywali daleko idącą obawę przed kontaktem z nieznanymi osobami, to zapewne my także będziemy się czuli niekomfortowo wśród obcych. Nie mam tu na myśli zdrowego dystansu, który sprawia, że nie opowiadamy każdemu spotkanemu człowiekowi swojego życiorysu, ale rezerwę, która utrudnia przełamanie pierwszych lodów, a zapewne także uczynienie kolejnych kroków. Brak poczucia bezpieczeństwa w sytuacjach relacyjnych utrudni nam nawiązywanie kontaktów w szkole, w miejscu pracy, nowym towarzystwie.

■ Obawa przed tworzeniem stałych związków

Obserwowanie relacji tworzonych przez osoby dorosłe, pozbawionych bliskości (od obojętnych aż do wrogich) czasem wpływa na tworzenie w nas przekonania, że stały związek jest nudny, nieatrakcyjny, nieprzyjemny.

III. Satysfakcjonująca aktywność i osiąganie celów

To kolejny bardzo ważny element kształtowania poczucia bezpieczeństwa. Gdy nasza aktywność jest celowa i wynika z prawdziwych potrzeb, czujemy się spełnieni, bezpieczni. Mamy odwagę i radzimy sobie w życiu.

To obszar działania:

• poczucie sprawczości;

• poczucie sensu i celu naszych działań;

• zdolność do brania odpowiedzialności.

Wzorcem osłabiającym poczucie bezpieczeństwa w tej sferze jest na przykład:

■ Brak poczucia bezpieczeństwa materialnego

Bywa skutkiem niedostatku w domu rodzinnym, ale nie musi być. Postawa opiekunów w tym względzie może zależeć nie od poziomu dochodów, ale od wewnętrznego przekonania dotyczącego przyszłości i stabilizacji. Czym innym jest bowiem zdroworozsądkowe gospodarowanie zasobami, aby mieć rezerwy na tak zwaną czarną godzinę, a czym innym zakładanie, że jej nadejście jest nieuchronne. Mając niewiele, bywamy niekiedy spokojniejsi niż wtedy, kiedy mamy dużo, ale stale obawiamy się straty i pogorszenia koniunktury.

Nie chodzi więc o to, że gdy mamy dużo pieniędzy, zyskujemy automatycznie poczucie materialnego bezpieczeństwa. Okazuje się, że zmiana poziomu życia polegająca na podwyższeniu standardu bywa również źródłem napięć i ostatecznej utraty bezpieczeństwa (a w konsekwencji straty finansowej), co znają osoby, które nagle odziedziczyły lub wygrały sporą sumę i doświadczyły związanego z tym stresu.

Innym powodem problematycznego nastawienia do pieniędzy są wzorce związane z rozrzutnością lub brakiem praktycznego myślenia. Gdy jeden z opiekunów tracił pieniądze lub inwestował je bezsensownie, możemy sami sobie nie ufać, że potrafimy nimi gospodarować i nakładamy sobie różne ograniczenia, mamy poczucie winy, dokonując zakupu czegoś, co nie jest niezbędne lub obawiamy się jakiejkolwiek inwestycji w obawie, iż przyniesie stratę.

Inne wzorce to na przykład:

■ Brak zaufania do własnych umiejętności, kompetencji, wiedzy

Gdy towarzyszy nam przekonanie, że nie mamy niezbędnych umiejętności, by działać odważnie, boimy się wspiąć wyżej. Tłumaczymy sobie, że z wysokiego stołka łatwo spaść i nie realizujemy swoich ambicji.

■ Przekonanie, że w życiu ma się szczęście lub pecha, więc niewiele od nas zależy

Gdy tłumaczymy sukcesy otoczenia szczęściem, zaś własne porażki pechem, nie czujemy się podmiotowo. Świat jawi się jako nieprzewidywalny i kapryśny. Taki wzorzec pozbawia nas poczucia sprawczości.

■ Lęk przed wzięciem odpowiedzialności za realizację planów

Nie mając zaufania do swojej sprawczości, obawiamy się podpisać pod zobowiązaniem, które czyniłoby nas odpowiedzialnymi za coś. Wolimy mieszać się z tłumem, siadać w drugim rzędzie i tak dalej.

IV. Umiejętność pokonywania ograniczeń i tworzenia nowej jakości, czyli rozwój

Bez umiejętności pokonywania przeszkód, wychodzenia ze strefy komfortu, by nauczyć się czegoś nowego, z czymś się zmierzyć, trudno mówić o poczuciu bezpieczeństwa, a zarazem zdolności rozwijania się. To nasz czwarty filar, czyli…

Obszar kreatywności:

• zarządzanie zmianą;

• kreatywność;

• pokonywanie ograniczeń.

■ Obawa przed zmianami i związanym z nimi ryzykiem

Jeśli nauczyliśmy się, że opuszczanie strefy komfortu jest bardzo ryzykowne, będziemy kurczowo trzymać się nawet tych sytuacji, w których nie czujemy się dobrze (toksyczny lub nudny związek, słabo płatna i nieciekawa praca, znajomi, którzy nas wykorzystują i tym podobne) uznając, że lepsze jest znane zło niż ryzyko związane z podjęciem wyzwania. Opiekunowie wyznający zasadę: lepszy rydz niż nic wpoją nam przekonanie, że łatwo jest pogorszyć swoje położenie. Trudno nam będzie również adaptować się do nowych warunków i możemy być mało elastyczni w sytuacjach, w których warto byłoby po prostu dać się ponieść nurtowi. Mamy skłonność do zakładania, że zmiana jest trudna, a przecież może ona stanowić wstęp do znacznie bardziej korzystnej fazy życia.

Kiedy choć jeden z tych obszarów nie działa jak należy, trudno nam mieć pełne poczucie bezpieczeństwa w życiu.