Zadziwiający świat ptaków

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

WSTĘP

CZĘŚĆ I. Co ptaki mówią nam o świecie przyrody

ROZDZIAŁ 1. Ptaki: dinozaury, które przetrwały

ROZDZIAŁ 2. Kolibry: magia latania

ROZDZIAŁ 3. Kanarki i dzięcioły: ptaki jako skrzydlate czujki

ROZDZIAŁ 4. Podniebne formacje ptaków: niezwykła architektura stada

CZĘŚĆ II. Ptasie dary

ROZDZIAŁ 5. Potęga pióra

ROZDZIAŁ 6. Od jaja do stołu I

ROZDZIAŁ 7. Od jaja do stołu II

ROZDZIAŁ 8. Cudowne guano

ROZDZIAŁ 9. Ekipa sprzątająca

CZĘŚĆ III. Poznawanie siebie dzięki ptakom

ROZDZIAŁ 10. Ptasi mózg, ludzki mózg

ROZDZIAŁ 11. Zadziwiająco przebiegłe umysły kruków i wron

ROZDZIAŁ 12. Sekret ptasiego języka

ROZDZIAŁ 13. Żołny: nowoczesna rodzina

ROZDZIAŁ 14. Ekstremalna fizjologia: ptasi supersportowcy

CZĘŚĆ IV. Ptaki i nadzieja na lepszą przyszłość

ROZDZIAŁ 15. Naturalni sprzymierzeńcy: zaprzęganie ptaków do pracy

ROZDZIAŁ 16. Ptactwo miejskie: od chodnika po niebo

ROZDZIAŁ 17. Transformująca moc ptaków

ROZDZIAŁ 18. Ptaki jako pracownicy socjalni

ROZDZIAŁ 19. Poszerzanie zmysłów

EPILOG. Przyszłość ptaków

PODZIĘKOWANIA

BIBLIOGRAFIA

Tytuł oryginału: Wonder of Birds

Redaktor prowadzący: Katarzyna Nawrocka, Maria Zalasa

Przekład: Anna Binder

Redakcja: Katarzyna Nawrocka

Korekta: Maria Zalasa

Projekt okładki: Joanna Wasilewska/Katakanasta

Copyright © 2017 by Jim Robbins

Illustrations copyright © 2017 by D.D. Dowden

This translation published by arrangement with Spiegel & Grau, an imprint of Random House, a division of Penguin Random House, LLC

Copyright for Polish edition and translation © Wydawnictwo JK, 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

ISBN 978-83-7229-748-8

Wydanie I, Łódź 2018

Wydawca: JK ul. Krokusowa 1-3 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 fax 42 676 49 29 www.wydawnictwofeeria.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.


Dla Chere

Dla Betty,

z wielką miłością i wdzięcznością

Dla Jima,

który został odwołany z tego świata

Dla Matthew i Anniki,

dzięki którym nie przestaję się śmiać

I dla ptaków,

które nigdy nie sprawiają mi zawodu

Wpatrz się głęboko w naturę,

a wtedy wszystko lepiej zrozumiesz.

– przypisywane Albertowi Einsteinowi



Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

WSTĘP

WSTĘP


Żadne inne dzikie zwierzęta nie czują się wśród ludzi tak swobodnie i nie występują w naszym otoczeniu tak licznie i w takiej różnorodności, jak ptaki. Choćby z tego względu nasz związek z ptakami różni się od relacji z wszelkimi innymi dzikimi stworzeniami. Ale są też inne powody. Z całego świata zwierząt właśnie umysł ptaków wydaje się najbliższy naszemu. Ptaki urzekają nas nieziemskim śpiewem, który różni się zupełnie od odgłosów innych zwierząt; co ciekawe, najpiękniejsze dźwięki natury zawdzięczamy najmniejszym z ptaków. Ptaki występują praktycznie wszędzie, w Arktyce i Antarktyce, w tropikach i na pustyniach, w betonowych labiryntach światowych metropolii i na zielonych skrawkach ziemi przed naszymi domami. Są wykrzyknikiem natury, wnoszą podmuch energii w nasze życie. Jak głosi australijska legenda, ptaki pojawiły się na Ziemi, kiedy roztrzaskała się tęcza. Odłamki kolorów pofrunęły wówczas na wszystkie strony. Tak powstały mieniące się niczym klejnoty czerwienie, zielenie i błękity kolibrów, jaskrawa czerwień, biel i czerń dzięciołów, głęboki błękit błękitników i łuszczyków indygowych, pręga czerwieni na ramionach epoletników krasnoskrzydłych i całkowicie czerwony strój kardynałów.

Jestem oczarowany ptakami. Kiedy zabierałem się do pisania tej książki, miałem sporą wiedzę na temat ptaków i doceniałem ich rolę, ale po ponad dwóch latach czytania artykułów naukowych, rozmów z naukowcami i zwykłymi ludźmi oraz wizyt u winiarzy, hodowców, obserwatorów ptaków, sokolników, artystów, projektantów kostiumów, Indian i obrońców praw zwierząt odkryłem, że ptaki przenikają niemal każdą dziedzinę ludzkiego życia.

Interesuje mnie to, w jaki sposób rozumiemy ptaki i jak moglibyśmy wzbogacić naszą wiedzę, żeby lepiej rozumieć samych siebie i świat wokół nas. Przez wieki na przykład ptaki pomagały nam pojąć, na czym polega latanie, i tworzyć coraz doskonalsze machiny latające. Biegające i wspinające się pisklęta kuropatwy dają nam wyobrażenie, jak oderwały się od ziemi pierwsze latające dinozaury, a ślady molekularne w mózgu młodego ptaka śpiewającego pozwalają pośrednio zrozumieć biologię gaworzenia ludzkiego niemowlęcia. Chcecie dowiedzieć się, jak wyewoluowały makiaweliczne relacje władzy wśród ludzi? Przyjrzyjcie się oszustwom i sojuszom w stadzie przebiegłych kruków. Dlaczego ludzkie rodziny patchworkowe są bardziej narażone na ryzyko kazirodztwa i innych dysfunkcji niż rodziny biologiczne? W znalezieniu odpowiedzi na to pytanie pomóc mogą zamieszkujące pustynne tereny Kenii rodziny żołn białoczelnych, którym nieobce są występne pragnienia. Zagadkowe formacje szpaków, które hipnotyzują nas synchronicznym przetaczaniem się po niebie w jesienne popołudnia, mogą skrywać tajemnicę nieodkrytej podstawowej siły fizyki.

Przede wszystkim ptaki przypominają nam o naszej głębokiej i nieprzemijającej więzi emocjonalnej z naturą. W Waszyngtonie widziałem, jak myszołowce i orły bieliki zmieniają dilerów narkotykowych i nastolatków, którzy porzucili naukę, w zapalonych sokolników. Co dzieje się w naszych sercach i mózgach, kiedy patrzymy na te stworzenia? Co skłania ludzi do wydawania setek dolarów rocznie na dokarmianie ptaków w ogródku lub tysięcy na jeżdżenie po świecie, żeby je obserwować? Na przestrzeni dziejów ptakom przypisywano rozmaite właściwości mistyczne. Może więc mają nam one do powiedzenia coś, czego nie obejmuje jeszcze nauka? Ptaki przesuwają jej granice, zmuszając nas na przykład do postawienia wielkiego pytania, czy te bardzo złożone istoty mają swój własny umysł. Koncepcja istnienia czującego świata poza królestwem człowieka nie jest tak kuriozalna, jak sądzono. Panpsychizm (dosłownie: „dusza wszędzie”), czyli pogląd, że świat i wszystko, co się w nim znajduje, jest świadome, to jedna z najstarszych doktryn filozoficznych. Panował aż do XX wieku, kiedy górę wzięło myślenie „logiczne”, które wpoiło nam przekonanie o wyjątkowości człowieka. Niektórzy naukowcy poddają je jednak rewizji.

 

Jak możemy uzyskać wgląd w rozumienie takiego świadomego świata? W dużej mierze dzięki ptakom. Etnoornitologowie, którzy badają relacje rdzennych ludów świata z ptakami, oraz nieliczni naukowcy, którzy kwestionują podstawowe założenia na temat mechanizmów funkcjonowania naszego uniwersum, opowiadają nam o alternatywnych światach i radykalnie odmiennych sposobach postrzegania rzeczywistości, w których ludzie są wpleceni w kobierzec natury, a ptaki nie są jedynie przedmiotami, lecz towarzyszami, a niekiedy nawet rodziną.

Nasze społeczeństwo docenia rolę nauki, po mistrzowsku tworzy wiedzę materialną, wypełniając nią twarde dyski, chmury i katalogi. Ale wiedza dzieli świat na kawałki, podczas gdy mądrość go scala. Odnosząc się do lotu ptaka, można analizować prądy powietrzne, szybkość i obciążenie skrzydeł, ale można też widzieć w nim coś niewymiernego, coś transcendentnego i cudownego. Dotkliwie brakuje nam mądrości, nie wiemy, jak połączyć te wszystkie kawałki wiedzy, by uczynić świat lepszym.

„Tym, co obserwujemy, nie jest przyroda sama w sobie – ostrzegał fizyk Werner Heisenberg – lecz przyroda, jaka nam się jawi, gdy zadajemy jej pytania we właściwy nam sposób”. W ujęciu etnoornitologicznym ptaki mówią nam, że zachodni model naukowy jest jedynie maleńkim okienkiem, przez które patrzymy, wyobrażając sobie cały sobie świat; istnieje wiele skrajnie odmiennych perspektyw, które mają swoją rację bytu. Jak sugeruje Heisenberg, wydaje się nam, że wiemy, jak działa świat, ale przekonanie to jest niebezpieczną iluzją. Najwyższa pora, byśmy przestali pracować i dyskutować wyłącznie w ramach naszej własnej kultury, naszego własnego modelu. Czas, abyśmy stali się bardziej otwarci i twórczy, abyśmy zajrzeli pod powierzchnię, zdecydowanie poszerzyli swój horyzont, uwzględnili inne sposoby patrzenia na świat i bycia w świecie oraz zrewidowali swój pogląd na naturę, co ostatecznie uczyni nas dużo bardziej odpornym gatunkiem.

„W ostatecznym rozrachunku będziemy chronić tylko to, co kochamy. Będziemy kochać tylko to, co rozumiemy. Będziemy rozumieć tylko to, co poznamy” – napisał Baba Dioum, leśnik z Senegalu. Niniejsza książka jest skromną próbą opisu tego, jak różne grupy ludzi ujmują ptaki, i przedstawienia kilku moich własnych interpretacji, przekazania czegoś na temat tej wspaniałej planety, którą nazywamy swoim domem, oraz istot, z którymi ją dzielimy, stworzeń, które potrafią przelecieć pół świata bez postoju, nurkować w oceanie dziesięć razy głębiej niż człowiek lub latać do tyłu i do góry nogami i robić wiele innych rzeczy, które wymykają się naszemu pojęciu.

Książka ta ma w zamierzeniu przyczynić się do zmiany naszego sposobu postrzegania ptaków, wydobyć je z tła na pierwszy plan naszego życia, z powszedniości do cudowności. Mam przy tym nadzieję podzielić się swoim własnym wzruszającym zachwytem i liczę, że okaże się on zaraźliwy. Właśnie wspólny zachwyt nad cudowną naturą ptaków może stać się przyczynkiem do nadania nowego kształtu naszej relacji z tymi stworzeniami, z Ziemią i samymi sobą.

CZĘŚĆ I. Co ptaki mówią nam o świecie przyrody

CZĘŚĆ I


Co ptaki mówią nam o świecie przyrody


ROZDZIAŁ 1. Ptaki: dinozaury, które przetrwały

ROZDZIAŁ 1


Ptaki: dinozaury, które przetrwały

Jaki jest pożytek z połowy skrzydła?

St. George Jackson Mivart

Skąd wziął się pierwszy latający ptak? Czy zrodził się – w pełni ukształtowany, z doskonałymi skrzydłami – z zamysłu Boga? A może było inaczej: jakiś mały, pierzasty dinozaur odważył się zeskoczyć z drzewa, łagodnie poszybował w powietrzu i wylądował na ziemi jak dziecięcy samolocik z balsy? Jest też możliwe, że pierzasty dinozaur gnał w podskokach za brzęczącym owadem, chcąc go połknąć, aż w pewnej chwili znalazł się w powietrzu… Okoliczności pierwszego lotu pozostają zagadką. Właśnie w żyjących wokół nas ptakach, które są jedyną ocalałą linią dinozaurów, szuka się jednak czasem odpowiedzi na pytanie, jak dinozaury nauczyły się latać i jak wyglądały te pradawne stworzenia.

Hipotezy na temat tego, jak pierwsze zwierzę wykształciło zdolność latania – wysunięte w XIX wieku i utrzymujące się do dzisiaj – dzielą się na arborealne i kursorialne. Według teorii arborealnej (od łacińskiego słowa arbor oznaczającego drzewo) około 125 milionów lat temu żyły małe, gadopodobne stworzenia z czterema kończynami, pokryte czymś w rodzaju piór. Pierzasta okrywa nie służyła im do latania, lecz była płaszczem zapewniającym ciepło lub czymś, co miało przyciągnąć partnerów seksualnych bądź pomóc w kamuflażu, a może wszystkim naraz. Prawdopodobnie zwierzęta te przeskakiwały z drzewa na drzewo w gęstym lesie deszczowym w taki sposób, jak czyni to latająca wiewiórka polatucha – nie było to prawdziwe latanie, tylko raczej ślizg.

Aż pewnego dnia, jak wyobrażają sobie arborealiści, pierwsze latające zwierzę, z wysuniętymi do przodu przednimi kończynami i rozciągniętą po bokach pierzastą okrywą, poszybowało lotem ślizgowym z drzewa na ziemię, machając kończynami, aby zwiększyć siłę ciągu. Możliwe, że zwierzę to było dość szczególne. Przypadkowa mutacja genetyczna obdarzyła je większymi niż u innych kończynami przednimi, dając dodatkowy napęd. Tu teoria „z drzew na ziemię” ujawnia jednak pewne słabości, które dyskwalifikują ją w oczach krytyków, na przykład to, że nie istnieją dzisiaj zwierzęta poruszające się lotem ślizgowym, które machałyby kończynami, aby nabrać rozpędu.

Zwolennicy teorii kursorialnej, czyli „z ziemi w górę”, genezy lotu upatrują w zdolności zwierząt do biegania. W tym scenariuszu pierwsze latacze były znakomitymi biegaczami, które pragnęły wzbić się w niebo i unosić w powietrzu. Śmigając po ziemi i wykonując serie podskoków, na przykład żeby złapać ważkę lub przeskoczyć strumyk, istoty te zaczęły w końcu unosić się w powietrzu dzięki upierzonym kończynom przednim, które – być może w rezultacie przypadkowych mutacji – stały się tak duże i lekkie, że były w stanie utrzymać zwierzęta w górze. Nie wyjaśniono, skąd ciężki dinozaur miałby czerpać energię do biegu z prędkością trzy razy większą niż prędkość poruszania się współczesnych ptaków, aby zerwać więzy grawitacji i wzlecieć do góry, machając kończynami, które zaczynały przypominać skrzydła. Może, jak sądzą niektórzy, były to zaczątkowe skrzydła na dwunożnej istocie, ale po co jakieś zwierzę miałoby mieć pół skrzydła, skoro tylko pełne skrzydło pozwoliłoby mu latać?

To dobre pytanie, zadawane często w kontekście rozważania genezy lotu. „Jaki jest pożytek z połowy skrzydła?” – zapytał w 1871 roku angielski biolog St. George Jackson Mivart. Na początku był on zwolennikiem Darwinowskiej teorii doboru naturalnego, zgodnie z którą w toku ewolucji przeżywały tylko stworzenia najlepiej przystosowane. Z czasem zwrócił się jednak przeciwko swojemu mentorowi i stał się jednym z najzagorzalszych krytyków jego koncepcji, a wszystko za sprawą ptasiego skrzydła. Nie ma powodów, by jakiekolwiek zwierzę na całym Bożym świecie miało zaczątkowe skrzydła. Takie skrzydła byłyby bowiem bezużyteczne. A skoro tak, teoria ewolucji nie ma sensu – Bóg musiał stworzyć ptaki już w pełni ukształtowane. Do dziś kreacjoniści niezłomnie twierdzą, że pół ptasiego skrzydła obala ewolucję.

Spory o pierwszą latającą istotę utknęły w tym miejscu na jakiś czas – dwie główne szkoły toczyły ze sobą spór o zasadność wyznawanych koncepcji, a przedstawiciele trzeciego, odrębnego kierunku wyrażali przekonanie, że ptasie skrzydło jest rezultatem aktu Bożego stworzenia, a nie misternego i stopniowego formowania przez eony ewolucji.

Na początku XXI wieku Ken Dial zaproponował nowe ujęcie, łączące aspekty obu teorii ewolucyjnych. Ten wybitny specjalista w dziedzinie badań nad mechaniką ptasiego lotu zdał sobie sprawę, że jego podejście stwarza szczególną możliwość zgłębiania ewolucji lotu. „Badajcie dinozaury, które przetrwały, czyli ptaki” – apelował. Dzięki studiowaniu żyjących zwierząt możemy lepiej zrozumieć ewolucję latania, z nowej perspektywy spojrzeć na ekologię i biologię ptaków i dinozaurów, uzyskać informacje, których nie da się zdobyć w inny sposób. „Takich rzeczy – mówi Dial – nigdy nie dowiedzielibyśmy się z badań nad skamieniałościami”.

Ogolony na łyso Dial, który nosi kozią bródkę i błyszczące awiatorki, gra na gitarze i lata jako pilot odrzutowcami, znakomicie nadaje się do roli renegata. Ma bzika na punkcie ptaków. Jak wielu ludzi zajmujących się ornitologią, z wielkim ożywieniem i entuzjazmem opowiada o swoich badaniach. Nie przejmuje się, że jako biolog jest intruzem na terytorium zdominowanym przez paleontologów. Teoretycy zajmujący się genezą lotu opierają swoją wiedzę na badaniach skamieniałych kości dinozaurów. Z konieczności zdani są więc w dużej mierze na domysły, ponieważ zwierzęta te wyginęły bardzo dawno, a ich zastygłe w kamieniu szczątki pod względem anatomicznym zupełnie nie przypominają dzisiejszych ptaków. Podstawą pracy Diala są nagrania wideo setek żyjących ptaków (robią one w jego laboratorium rzeczy, o które nikt ich nie podejrzewał) oraz badania mięśni, kończyn i innych elementów układu ruchu. Obejrzałem kilka takich filmów razem z Dialem w jego gabinecie w laboratorium lotu na University of Montana w Missouli i zapytałem go, jak jego zdaniem doszło do pierwszego ptasiego lotu. Fascynująca koncepcja Diala opiera się częściowo na wskrzeszonej przez niego teorii rekapitulacji, która jest w dużej mierze odrzucana przez naukę.

Korzenie teorii rekapitulacji sięgają starożytnego Egiptu, ale formalny kształt zyskała ona dopiero w XIX wieku za sprawą niemieckiego biologa Ernsta Haeckela. Teoria ta głosi, że wczesny rozwój osobniczy zwierzęcia odzwierciedla ewolucyjną historię gatunku. Na przykład bardzo młody embrion człowieka wygląda jak ryba, ponieważ tak wyglądali odlegli przodkowie naszego gatunku. Dial nie uważa, by teoria ta miała charakter uniwersalny, niemniej jednak sądzi, że w niektórych przypadkach się sprawdza.

Do wstąpienia na drogę badań nad genezą lotu zachęcili Diala uczestnicy seminarium, które prowadził pod koniec lat dziewięćdziesiątych. W ramach przydzielonego zadania studenci badali historię lotu i przeprowadzali wywiady z autorami artykułów naukowych ze szkoły arborealnej i kursorialnej. Ostatecznie doszli do wniosku, że obie te teorie cierpią na niedostatek rzetelnych danych. Na zakończenie seminarium rzucili więc Dialowi wyzwanie. Dlaczego on, morfolog funkcjonalny, nie przeprowadzi badań, by zaproponować nowe ujęcie kwestii pochodzenia lotu? Dial uznał to za dobry pomysł, bo badania poświęcone temu zagadnieniu rzeczywiście są „bardzo ograniczone przez to, że zamiast zwierzęcia mamy kamień, a ten się nie porusza. Zostaje nam więc jedynie anatomia, na podstawie której możemy podejmować próby interpretacji”. Dwie teorie, oparte na skamieniałościach i bardzo nielicznych namacalnych dowodach, stanowią zdaniem Diala „dużo gołosłowia i mało danych”. „Łatwo wymyślić hipotezę na podstawie prostej martwej struktury, którą chcemy dopasować do swojej opowieści. To tylko snucie przypuszczeń. Musimy głębiej zrozumieć anatomię i fizjologię żywych istot”. Dial wierzył, że bardzo szybkie kamery i inne wyrafinowane urządzenia pomogą mu wysunąć nowe koncepcje na temat pochodzenia lotu.

Dial ma wszelkie podstawy ku temu, by podejść do tej kwestii z innej strony. Od kilkudziesięciu lat obserwuje setki gatunków dzikich ptaków, prowadzi też kursy terenowe na temat ptaków w Afryce. Jako naukowiec od dawna szczegółowo bada anatomię ptaków – każdą część składową, mięsień, nerw i kość – jak i fizjologię, czyli to, jak owo wyposażenie determinuje sposób latania i biegania. Jako gospodarz cenionego programu dokumentalnego All Bird TV na Discovery Channel podróżował też po Ameryce Północnej i Środkowej, filmując ptaki w terenie i prowadząc wywiady z rozmaitymi ptasimi ekspertami.

Dial znalazł zaskakujące źródło informacji na temat prawdopodobnego pochodzenia lotu: pisklęta. Ich pierwsze tygodnie życia dają nam jego zdaniem szczegółowy wgląd w miliony lat, w trakcie których ewoluowała zdolność latania. To tylko jeden z przykładów, jak współczesne ptaki poszerzają naszą wiedzę na temat zamierzchłej przeszłości.

 

Trudno sobie wyobrazić, że te pierzaste stworzonka, które przylatują do naszych karmników, są współczesnymi dinozaurami, ale tak właśnie jest. Wszystkie ptaki nimi są, choć kury i indyki należą do najbliżej spokrewnionych. Naukowcy za pomocą manipulacji genetycznych wyhodowali nawet kurczaki z dziobami, stopami i nogami dinozaura. Aby obalić pogląd, że dinozaury były gadami, potrzebna była rewolucja naukowa, która zrodziła się ponoć pewnego wieczora 1868 roku, kiedy biolog Thomas Henry Huxley, gorliwy wyznawca koncepcji doboru naturalnego nazywany buldogiem Darwina, jadł kolację pogrążony w rozmyślaniach nad kością dinozaura, którą zajmował się tego dnia w laboratorium. Kończąc obgryzanie pałki indyka, dostrzegł jej uderzające podobieństwo do kości skokowej dinozaura.

Nie bez znaczenia było też szczególne niemieckie znalezisko paleontologiczne z 1861 roku: odkrycie archeopteryksa. To osobliwe stworzenie wielkości kruka miało szerokie skrzydła oraz długie pióra i potrafiło latać albo przynajmniej szybować ślizgiem. Mimo tych ptasich cech w rzeczywistości archeopteryks miał więcej wspólnego z małym dinozaurem niż z ptakiem, był na przykład wyposażony w ostre zęby i długi kostny ogon. Archeopteryksy zalicza się do teropodów – nazwa ta wywodzi się z greki i oznacza „stopę bestii” – grupy, do której należą rozmaitej wielkości dinozaury, w tym Tyrannosaurus rex, ze stopami podobnymi do ptasich. Teropody odznaczały się wieloma innymi cechami ptasimi: wysiadywały jaja, miały puste kości z workami powietrznymi, co zmniejszało ich wagę, ciała wielu z nich pokryte były piórami, a ich układ kostny zawierał typowe dla ptaków widełki (łac. furcula).

Huxley uznał, że ptaki i dinozaury łączy pokrewieństwo. Było to wyraźne odejście od dominującej w XIX wieku koncepcji, że ptaki wywodzą się od gada sprzed epoki dinozaurów. Oznaczało to również, że przodkowie ptaków byli stało-, a nie zmiennocieplni. Pomysł Huxleya wzbudził pewne kontrowersje i tym samym koncepcja związku ptaków z dinozaurami popadła w zapomnienie. Jednak w latach sześćdziesiątych XX wieku John Ostrom z Yale University dopatrzył się w szkieletach dinozaurów dwudziestu dwóch cech wspólnych z ptakami i wysunął raz jeszcze dawną hipotezę. W tym czasie trwała już tzw. wojna dinozaurowa, której kulminacja nastąpiła w latach osiemdziesiątych. Eksperci toczyli wówczas batalie o to, czy dinozaury miały cechy ptasie czy gadzie. W latach dziewięćdziesiątych sprawa była już w dużej mierze przesądzona.

Naukowcy wykorzystują spokrewnione z dinozaurami ptaki, aby dowiedzieć się czegoś o ich przodkach. Dial wybrał zaskakujący obiekt badań – pisklęta kuropatwy górskiej. „Pracowałem w laboratorium ze wszystkim ptakami, od gołębi, przez szpaki, papużki, sroki, zięby, kaczki, po gęsi i łabędzie – mówi – ale kuropatwy górskie nadają się najlepiej”.

Ptaki można podzielić na dwie grupy pod względem stopnia ich samodzielności po wykluciu z jaja. Pierwsza grupa to gniazdowniki. Ptaki gniazdownicze, takie jak na przykład drozd, są słabe, nagie i bezradne po opuszczeniu jaja i potrzebują wielu dni, aby wykształcić upierzenie i umiejętność latania pod czułą opieką rodziców, którzy zapewniają im ciepło i wkładają pokarm do stale otwartych szeroko dziobów. Zupełnie inaczej rzecz ma się z zagniazdownikami, które po pojawieniu się na świecie są zdumiewająco dojrzałe, potrafią chodzić lub biegać, uciekać przed drapieżnikami i samodzielnie szukać pokarmu. Zagniazdownictwo ma różne stopnie nasilenia i jest szczególnie wyraźne wśród ptaków gniazdujących na ziemi, które są najbardziej narażone na ataki drapieżników. Pewne niezwykłe ptaki, takie jak nogale z Australii i Nowej Zelandii, są superzagniazdownikami, co oznacza, że po wykluciu są wyjątkowo dojrzałe. Mistrzami zachowań superzagniazdowniczych są nogale brunatne.

Nogale brunatne są odważne, w ogóle nie boją się ludzi. Można je dzisiaj spotkać w parkach, w pobliżu centrów handlowych i na terenach podmiejskich. Przypominają nieco dzikie indyki żyjące w Ameryce Północnej – granatowo-czarne z jaskrawą czerwono-żółtą głową i płaskim ogonem. Grzebią w ściółce, poszukując wśród listowia nasion, owoców, myszy, żab i innych małych zwierząt. Z liści i gałązek budują ogromne wspólne gniazda – o szerokości nawet 3,5 metra i wysokości prawie 2 metrów. Gniazda te są swoistymi inkubatorami, bo gdy samice złożą swoje duże białe jaja – zazwyczaj w liczbie od osiemnastu do dwudziestu czterech sztuk – ogrzewa je ciepło wydzielane przez zgromadzony pod spodem kompost. Samce ostrożnie doglądają jajek, sprawdzają dziobem temperaturę kompostu i w razie potrzeby rozkopują go lub przysypują, aby schłodzić jaja lub je ogrzać.

Zaraz po opuszczeniu skorupki pisklę nogala jest gotowe do działania. Osiągnąwszy wiek jednego dnia – jednego dnia! – jest już w pełni upierzone i z szeroko otwartymi oczami energicznie zabiera się do eksplorowania otoczenia. Wyposażone w niezwykle silne nogi i stopy potrafi fruwać i wspinać się pionowo po drzewach i skałach, dzięki czemu może uciec przed wężami, dingo i innymi drapieżnikami. „Pisklęta świetnie sobie radzą na znacznych pochyłościach, wspinają się na nie wciąż od nowa zupełnie bez wysiłku” – mówi Dial. Tego pierwszego magicznego dnia młody nogal potrafi wlatywać i wbiegać na strome i skaliste urwiska lepiej niż osobnik dorosły.

Badane przez Diala kuropatwy górskie też są zagniazdownikami – choć nie superzagniazdownikami – składającymi jaja na ziemi. Dorosłe osobniki są małe i przysadziste. Należą do rzędu grzebiących, który obejmuje również kury i bażanty. Mają charakterystyczną białą twarz z czarną kryzą (kołnierzem). Zamieszkują suche tereny o surowym klimacie, a na ich mieszaną dietę składają się między innymi owady, nasiona traw i korzenie roślin. Do Stanów Zjednoczonych sprowadzono je z pustyń i gór Pakistanu, ponieważ są szybkie i zaciekle machają skrzydłami podczas podrywania się do lotu, co czyni je atrakcyjnym łupem dla myśliwych.

Kuropatwy górskie, podobnie jak bażanty i strusie, składają jaja w zagłębieniach w ziemi. Po paru tygodniach wykluwają się młode, które dwanaście godzin później biegają i samodzielnie szukają pożywienia, choć rodzice nadal ich sporadycznie doglądają. Dial dostrzegł w kuropatwach cechę wspólną z dinozaurami – sposób używania czterech kończyn, który nazywa „kooperacyjnym wykorzystywaniem skrzydeł i nóg”. Poza tym ptaki te zachowują dzikość w laboratorium. Przepiórki japońskie, które są popularnymi zwierzętami laboratoryjnymi, były dla odmiany potulne i spokojnie pozwalały mu się brać do rąk i głaskać. Kuropatwy, choć dawały się hodować, pozostawały płochliwe i uciekały, kiedy się do nich zbliżał – to połączenie cech czyni je idealnym modelem do badania nauki lotu i wyciągania wniosków, jak sztukę latania mogły opanować dinozaury.

Dial i jego współpracownicy umieścili gromadkę pokrytych puchem piskląt kuropatwy górskiej na podłodze i jedno z nich odsunęli nieco od pozostałych. Za pomocą szybkich kamer – tych samych, które służyły Dialowi i Bretowi Tobalske, dyrektorowi laboratorium lotu, do badania kolibrów – filmowali kuropatwę instynktownie gramolącą się w stronę sióstr i braci, aby przeanalizować, w jaki sposób ptak posługuje się nogami oraz krótkimi, kształtującymi się dopiero skrzydłami. Z czasem odsuwano ptaka coraz dalej od rodzeństwa. Pewnego dnia eksperymentom przyglądał się hodowca, który sprzedawał Dialowi pisklęta. „Co u licha one robią na podłodze? – zapytał farmer, kręcąc w osłupieniu głową. – I pan nazywa się doktorem? One lubią być nad ziemią”. Był to kolejny element układanki. Ptaki musiały mieć możliwość – tak jak to jest w naturalnych warunkach – wspinania się na różne wysokości po szorstkich powierzchniach zapewniających przyczepność. Być może to właśnie była podstawowa sprawa w nauce latania. Dial pozbył się więc używanych dotychczas gładkich desek i sprowadził do laboratorium bele siana. Codziennie odsuwał bele trochę dalej i wyłożywszy na wszelki wypadek podłogę pianką, obserwował i filmował, jak ptaki pokonują drogę między nimi. Pierwszego dnia bele siana znajdowały się w odległości pięciu centymetrów, po tygodniu zaś dzieliły je trzy metry. „Staraliśmy się codziennie dokumentować postępy tych zwierząt w nabywaniu umiejętności latania” – mówi Dial.

Najbardziej nieoczekiwaną obserwację przemawiającą za teorią Diala, że pisklęta są idealnym obiektem zastępczym do badania dinozaurów, poczynił czternastoletni syn naukowca. Chłopak pracował u taty w laboratorium lotu w Missouli, wypełnionym w owym czasie przez Diala seniora belami siana. Pewnego razu ojciec musiał w sprawach zawodowych udać się do Harvardu. Zadzwonił stamtąd do syna, który pod jego nieobecność obsługiwał kamerę filmującą kuropatwy. „Jak idzie?” – zapytał Terry’ego. „Robi się słabo – odparł syn. – One już nie latają, tato. Oszukują”.

„Oszukują?” – zdziwił się Dial. Syn przytaknął, tłumacząc, że ptaki nie próbują przelatywać między stertami siana, ale wbiegają pionowo po bokach bel. Dial podrapał się po ogolonej głowie. Jak to możliwe? Nikt wcześniej nie udokumentował tego typu zachowań u ptaków.

Stało się to osią jego teorii i centralnym zagadnieniem badawczym: odpowiedź na pytanie, jak ptaki wykształciły umiejętność latania, kryje się w bieganiu po pionowych powierzchniach. Dial sprowadził do laboratorium z sianem inne gatunki, które poddał szczegółowym testom, i okazało się, że wiele różnych ptaków z łatwością wbiega pionowo po tego typu przeszkodach.

Dial filmował też różne gatunki ptaków wspinających się po drzewach, skałach, sprasowanym sianie i innych pochyłościach – pisklęta, osobniki młode i dojrzałe, nawet sowę, która chodziła pionowo po pniu drzewa. To właśnie podczas obserwacji tego niezwykłego zachowania „doznał olśnienia, dlaczego ptaki mają pół skrzydła”.

Podczas biegu młode kuropatwy machają krótkimi, rozwijającymi się skrzydełkami – wyjaśnił Dial – w sposób, który poprawia przyczepność ich nóg, czyli kończyn tylnych. Dzięki temu mogą wspinać się po stromej pochyłości, goniąc za pasikonikiem lub uciekając przed lisem. Uciekające zwierzę usiłuje schronić się wyżej, ale jeśli pochyłość terenu przekracza sześćdziesiąt stopni, spada. Rozwijające się protoskrzydło pełni jednak podobną funkcję jak spojler w samochodzie wyścigowym i w połączeniu z silnymi nogami pozwala ptakowi utrzymać pozycję. Dzięki temu może on wspinać się nawet po pionowych zboczach, a nawet chodzić z głową na dół po przewieszeniach. Niezależnie od tego, co robi, utrzymuje skrzydło pod kątem około dwudziestu stopni, zarówno zwiększa ono bowiem prędkość poruszania się, jak i zapewnia stabilność. Potem, kiedy ptak dorasta i zaczyna latać, ustawia skrzydło pod takim samym kątem. Dial uważa, że „wspomagane skrzydłami bieganie po pochyłości” (wing-assisted incline running) jest fundamentalnym i spektakularnym zachowaniem ptasim, które do tej pory uchodziło uwadze przyrodników i ornitologów.