Dzieci wdowy, czyli opowieści masońskie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dzieci wdowy, czyli opowieści masońskie
Dzieci wdowy, czyli opowieści masońskie
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 34,98  27,98 
Dzieci wdowy, czyli opowieści masońskie
Dzieci wdowy, czyli opowieści masońskie
Audiobook
Czyta Tomasz Ignaczak
19,99  14,39 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jerzy Siewierski

Dzieci wdowy, czyli opowieści masońskie

Saga

Dzieci wdowy, czyli opowieści masońskie

Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów, z których pochodzi.

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 1992, 2021 Jerzy Siewierski i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726950830

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

1
Bracia w haftowanych fartuchach

Ten fragment londyńskiego city na tyłach monumentalnej katedry świętego Pawła wygląda dziś zupełnie inaczej. Zmienił się układ przestrzenny, a na miejscu starej trzypiętrowej kamienicy, w której była piwiarnia, na miejscu obskurnego zaułka piętrzy się teraz nowoczesny biurowiec Juxon House.

24 czerwca roku 1717, w dzień świętego Jana Chrzciciela, przybyło w to miejsce kilkudziesięciu dżentelmenów. Większość z pewnością nosiła wielkie fryzowane peruki, oznakę przynależności do sfer wyższych, ale nie brakowało też wśród nich duchownych, kupców, przedsiębiorców, wojskowych, a nawet skromnych rzemieślników. Zebrali się w piwiarni „Pod Gęsią i Rusztem”. Wielki szyld nad wejściem do lokalu przedstawiał nadnaturalnej wielkości białą gęś oraz srebrzysty ruszt, a stosowne napisy oznajmiały, że napić się tu można porteru, ciemnego piwa „ale”, a „zwyczajny posiłek” kosztuje jednego szylinga.

Zgromadzeni panowie nie przybyli jednak „Pod Gęś i Ruszt”, aby raczyć się piwem i objadać ostrygami. Szczelnie zamknęli drzwi do piwiarni, przywdziali białe rękawiczki, przepasali się ozdobnymi fartuchami, przewodniczący zgromadzenia postukał w stół młotkiem i rozpoczęły się obrady, których rezultatem było powołanie do życia Wielkiej Loży Londynu.

Z pewnością uczestnicy zgromadzenia, delegaci czterech istniejących już lóż wolnomularskich, nie mieli poczucia historyczności chwili. Dla nich powołanie Wielkiej Loży było po prostu organizacyjnym zabiegiem, mającym ułatwić dalszą działalność. W rzeczywistości „Pod Gęsią i Rusztem” założono podwaliny współczesnej masonerii, organizacji wzbudzającej po dziś dzień ogromne emocje, spory i sprzeczne oceny. Jedni uznają ją za motor wszelkiej religii, autorytetu i porządku społecznego, inni za stowarzyszenie wzajemnego popierania się aferzystów, jeszcze inni mają masonów za nieszkodliwych dziwaków i fantastów.

Wybitny francuski mason osiemnastego wieku tak określił cele bractwa, do którego należał:

„Połączyć chcemy wszystkich ludzi umysłu światłego, obyczajów słodkich, humoru przyjemnego, nie tylko miłością do sztuk pięknych, lecz daleko bardziej wszelkimi zasadami cnoty, nauki i religii: interes towarzystwa staje się tu sprawą całego rodzaju ludzkiego: wszystkie narody mogą czerpać tutaj gruntowną wiedzę; poddani wszystkich państw nauczyć się mogą wzajemnej miłości, nie wyrzekając się swej ojczyzny...”

Brzmi to ładnie, ale bardzo ogólnikowo. Przyjrzyjmy się więc dokładniej, czym były wtedy loże i dlaczego odniosły tak oszałamiający sukces. Otóż w ówczesnej Anglii loża wolnomularska była jedynym miejscem, gdzie na zasadzie całkowitej równości nawiązać mogli przyjazny dialog ludzie rozdzieleni przez odmienne religie, wrogie sobie opcje polityczne, przynależni do różnych stanów, klas społecznych i zawodów. Spotykali się oni w lożach po to, aby doskonalić swą osobowość i w atmosferze braterstwa — podczas sugestywnych, trafiających do serc i wyobraźni obrządków — mówić o sprawach, które ich łączą.

O celach i zadaniach masonerii mówi przekonywująco regulamin warszawskiej loży masońskiej „Tarcza Północna”, spisany w latach osiemdziesiątych osiemnastego wieku. Czytamy w nim, że celem wolnomularstwa jest „udoskonalenie człowieka pod każdym względem: w porządku społecznym, ćwicząc go w cnotach obywatelskich i naginając jego wolę do przyzwoitej i rozsądnej karności; w porządku moralnym, rozwijając jego zdolności umysłowe i zmysłowe. Świateł, których jest skarbnicą, udziela stopniowo z przyborem alegorii, pożytecznej tajemniczości i z majestatem symboliki”.

W polskim druku wolnomularskim z roku 1777 czytamy, iż celem masonerii jest „przywieść ludzi do ducha pokoju i braterstwa bez mieszania godności i majątku” i „zjednoczyć podzielone siły do czynienia dobrze z większą skutecznością i sposobem trwalszym i gruntowniejszym”; zaś gorliwy mason i patriota, pisarz, poeta i polityk Julian Ursyn Niemcewicz napisał po prostu: „Cel główny Towarzystwa Mularskiego jest dobro i pomyślność narodu”. Inny polski wolnomularz z tamtych czasów tak określił cechy przynależne prawemu masonowi: „Wolność od wszelkiego rodzaju przesądów i uprzedzeń. Wyrozumiałość i przychylność dla wszystkich ludzi bez różnicy. Wolne i swobodne używanie darów przyrodzenia bez nadwerężania szczęścia drugich. Uszanowanie w każdym człowieku równej godności bez względu na religię, stan lub miejsce urodzenia. Godność i przystojność w postępowaniu. Zupełna i najwyższa w każdym czynie bezinteresowność”.

Aby pojąć dlaczego proste hasła i idee, wokół których skupili się osiemnastowieczni wolnomularze, były tak atrakcyjne dla wielu ludzie, trzeba uświadomić sobie w jakim to świecie i w jakim kontekście społecznym były głoszone.

Wiek XVIII nie zapisał się w historii jako okres spokojny i bezpieczny. Dopiero skończyły się straszliwe, pustoszące Europę wojny religijne. We Włoszech, w Hiszpanii i Portugalii pełną parą pracowały inkwizycyjne trybunały i, choć nie tak często jak w poprzednich stuleciach, to jednak i teraz na stosach płonęli heretycy oraz czarownice. Swoje odpowiedniki trybunałów inkwizycyjnych mieli także protestanci. Nosiły one inne nazwy, ale nie były mniej okrutne od katolickich.

Były kraje, w których prześladowano protestantów, w innych los katolików nie był godny pozazdroszczenia. I tak na przykład w Anglii katolicy przez kilka stuleci pozostawali obywatelami drugiej kategorii. Wzbroniony był im dostęp do wielu państwowych stanowisk oraz narażeni byli na dyskryminację i nieustanne szykany. Warto zauważyć, że właśnie loża masońska była przez dziesięciolecia w Anglii jedynym miejscem, gdzie katolik miał identyczne prawa jak protestant i nie podejrzewano go o udział w papistowskich spiskach.

Z biegiem czasu kultywowane w lożach proste i ogólne zasady braterstwa i równości rozwinęły się w cały system poglądów stanowiących wyraz oświeceniowej wiary w rozum i postęp. Modna oświeceniowa ideologia ubrana w atrakcyjny kostium pięknych i tajemniczych obrzędów, wyrażona nie tylko słowami, ale całym systemem przemawiających do wyobraźni i serca symboli, stała się czynnikiem, który sprawił, że do masonerii garnęli się ludzie, nie mogący odnaleźć się w świecie zdominowanym przez nienawiści polityczne i spory religijne. Aby różnice w poglądach, w kwestiach wiary i polityki nie waśniły masonów, zastosowano prostą, ale jak się okazało skuteczną metodę — po prostu zabroniono w lożach wszelkich dyskusji na tematy polityczne i religijne. I zakazu tego starano się w miarę możności przestrzegać.

Zanim przedstawimy oszałamiającą karierę ruchu zrodzonego „Pod Gęsią i Rusztem”, cofnijmy sie do jego korzeni. Uczestnicy pamiętnego zebrania w piwiarni londyńskiej reprezentowali bowiem nie tylko siebie, ale cztery z wielu już wówczas istniejących w Londynie lóż.

Geneza ich nie była nawet dla współczesnych zupełnie jasna. Masoni byli jednak ludźmi obdarzonymi wyobraźnią, a że na ogół uważa się, że to, co istnieje od bardzo dawna, jest zazwyczaj godne szacunku, tworzyli więc legendy odsuwające narodziny masonerii w zamierzchłą przeszłość. Niektórzy wywodzili masonów od wytępionego w średniowieczu rycerskiego Zakonu Templariuszy, inni sięgali jeszcze śmielej w otchłań czasu. Wyrażano więc i takie poglądy, że wolnomularstwo założył ocalały z potopu Noe, a nawet głoszono, iż pierwszym wolnomularzem był po prostu Adam ulepiony z gliny przez Wielkiego Budowniczego Wszechświata.

Początków masonerii doszukiwano się także w starożytnym Egipcie, jako że wyłaniające się z piasków pustyni monumentalne ruiny, piramidy, Sfinks i frapująca zagadka hieroglifów mocno oddziaływały na wyobraźnię wykształconych ludzi tamtych czasów. Sięgano także do starożytnej Grecji, do tajemniczych misteriów pitagorejskich, i do dalekich a bajkowych Indii.

Przykładem wyobraźni twórców tych legend niech będzie jedna z popularnych wówczas wersji narodzin wolnomularstwa. Legenda ta za twórców masońskiego zakonu uznaje synów niejakiego Lamacha, o którym wspomina się w Biblii. Starszy, imieniem Jabal, miał stworzyć geometrię, a młodszy Tubalkain — sztukę kowalską. Wyniki swych odkryć spisali na dwóch kamiennych kolumnach. Po potopie Hermes (chodzi zapewne o legendarnego twórcę alchemii) „odnalazł jedną z kolumn, przestudiował wskazówki, które zawierała, i nauczył innych czego się sam dowiedział. Od czasów wzniesienia wieży Babel sztuka mularska zaczęła nabierać coraz większego znaczenia, sam król Nemrod był mularzem i ukazał wielkie upodobanie do tej sztuki. A gdy postanowiono zbudować miasto Niniwę i inne miasta na Wschodzie, Nemrod posłał tam trzydziestu mularzy...”.Nemrod nakazał wysłannikom: „Bądźcie sobie wzajemnie wierni i oddani, kochajcie się szczerze i służcie swoim zwierzchnikom, abyście przynieśli zaszczyt mnie, mistrzowi waszemu”.

 

Kolejnym ogniwem w wolnomularskiej genezie był Abraham. „Nauczył on Egipcjan siedmiu nauk i wykształcił ucznia imieniem Euklides (...) został on nauczycielem owych siedmiu nauk, uczył geometrii” i sformułował następujące zasady: „mularze winni być wierni królowi i krajowi, do którego należą, kochać się nawzajem i być względem siebie wierni i oddani; powinni nazywać się nawzajem imieniem brata i czeladnika; najmądrzejszego z braci powinni obrać mistrzem, a w wyborze nie powinni kierować się przyjaźnią, urodzeniem albo majątkiem i nie powinni pozwolić, by wybrano kogo innego, jeno tylko najzdolniejszego; pod przysięgą zobowiążą się przestrzegać tych wszystkich przepisów...”.

Następcami Euklidesa byli biblijni królowie Dawid i Salomon oraz Hiram z Tyru, postać kluczowa dla mitologii wolnomularskiej, do której później powrócimy. Te pełne niezwykłych fantazji legendy nie miały nic wspólnego z rzeczywistością, dawały tylko świadectwo nieskrępowanej wyobraźni i swoistej erudycji ich twórców. Początki bractwa wolnych mularzy nie sięgały w aż tak odległe czasy. Obecnie rozpowszechniony jest pogląd, że wszystko zaczęło się od średniowiecznych wędrownych muratorów, budowniczych gotyckich katedr, których koronkowa i strzelista, zapierająca dech w piersiach swą śmiałością architektura budzi do dzisiaj niekłamany podziw.

Tworzenie takich wspaniałych budowli i to w warunkach posługiwania się bardzo prymitywną techniką było sztuką trudną, wymagającą ogromnej wiedzy i wykształcenia. Tej wiedzy nikt nie spisywał. Przekazywana była ustnie, ujmowana ze względów mnemotechnicznych i z konieczności zachowania tajemnicy (budowniczowie katedr zazdrośnie strzegli sekretów swego zawodu) w system symboli, umownych znaków, zaszyfrowanych haseł.

Wolni mularze (budowniczowie katedr nazywali się tak dla odróżnienia od „zwykłych”, cechowych murarzy) tworzyli bractwa, na zebraniach których omawiali sprawy zawodowe, wymieniali doświadczenia itp. Jak zwykle w takich wypadkach wytworzyła się pewna obrzędowość obowiązująca w trakcie tych spotkań.

Skupiska wolnych mularzy, czyli ich loże, cieszyły się dużym społecznym prestiżem. Z biegiem czasu zaczęto do nich przyjmować w charakterze członków honorowych wybitne miejscowe osobistości zupełnie nie związane z żadną formą budownictwa. Wolni mularze szukali wśród nich protektorów, a fakt przynależności ludzi możnych i majętnych dodawał łożom splendoru. Przybysze z zewnątrz szukali natomiast w lożach towarzystwa ludzi wykształconych i bywałych w świecie. Zainteresowanie budziły też najrozmaitsze obyczaje i rytuały, fascynowała atmosfera tajemniczości i symbolika ukrywająca pod obrazami i znakami niedostępne profanom sekrety zawodowe.

Członków loży zajmujących się budowaniem nazywano wolnomularzami operatywnymi, członków honorowych — spekulatywnymi. Z biegiem czasu wolnomularzy spekulatywnych, czyli, według ówczesnej terminologii, „przyjętych”, w lożach przybywało, zwłaszcza że budowle gotyckie zaczęły wychodzić z mody i zapotrzebowanie na mularzy operatywnych szybko spadało. Wiedza sekretna budowniczych katedr stawała się nikomu niepotrzebna. Wkrótce zawód budowniczych katedr zaginął i powstała paradoksalna sytuacja — bractwa wolnych mularzy przestały zrzeszać ludzi zajmujących się sztuką budowlaną a niepostrzeżenie przekształciły się w swego rodzaju kluby towarzyskie zachowujące starą mularską obrzędowość, stroje i insygnia. Szybko też zatarło się pierwotne znaczenie rytuałów i symboli skrywających sekrety zawodowe budowniczych. Stało się to tym łatwiej, że w czasach kiedy mularze operatywni współistnieli w lożach ze spekulatywnymi, ci ostatni nie zawsze i nie w pełnym zakresie dopuszczani byli do zawodowych sekretów budowniczych, zakodowanych w symbolach i rytuałach. Jednak dawnych symboli i rytuałów w nowych warunkach nie zarzucono, członkowie lóż byli bowiem do nich zbyt przywiązani, zaczęto tylko doszukiwać się w nich nowych, głębszych znaczeń.

Stowarzyszenia, czyli loże wolnomularskie, nie były w ówczesnej Anglii jedynymi organizacjami skupiającymi ludzi zainteresowanych czymś więcej, niż tylko przyziemnym bytowaniem. Na początku wieku osiemnastego rodzą się tam męskie kluby towarzyskie stanowiące specyficzny wytwór wyspiarskiej obyczajowości. Kluby te, odgrywające do dzisiaj dużą rolę społeczną i polityczną, wówczas zrzeszały przeważnie ludzi wykształconych i zajmujących w społeczeństwie jakieś znaczące miejsce, choć zdarzały się też i stowarzyszenia gromadzące przedstawicieli warstw niższych.

Oblicza klubów bywały bardzo różne, zależne od upodobań członków i celów jakie przyświecały organizatorom. Niektóre miały charakter polityczny, inne oświatowo-naukowy, towarzyski czy wręcz zabawowy. Istniały więc kluby literackie, kluby muzyczne, kluby polityczne zrzeszające torysów i wigów, kluby miłośników ogrodów i kluby, w których grano hazardowo w karty. Istniał Klub Matematyków, a nawet założony w roku 1763 Klub Lunatyków, którego członkowie spotykali się raz w miesiącu w dniu księżycowej pełni. Znany jest Klub Wysokich i Klub Brzydkich. Działały też mniej lub bardziej sekretne kluby mające zaspokajać różnorakie apetyty erotyczne swoich członków. Sławny w tym zakresie był libertyński Klub Piekielnego Ognia, stanowiący coś w rodzaju ekskluzywnego burdelu dostępnego tylko dla wtajemniczonych. W klubie The Mollies spotykali się bogaci homoseksualiści i transwestyci, co nawet jak na ówczesną swobodę obyczajową było czymś niebywałym.

Loże wolnomularskie wyróżniały się z tej masy stowarzyszeń ciekawą i tajemniczą obrzędowością oraz głoszonymi i w praktyce realizowanymi zasadami równości wszystkich członków, a także całkowitą tolerancją wobec ich przekonań religijnych i politycznych. Członków loży obowiązywał też nakaz bezwzględnej solidarności. Loże zajmowały się szeroko rozwiniętą działalnością charytatywną. Warto zauważyć, że w ówczesnej Anglii, w warunkach trwającej właśnie burzliwej rewolucji przemysłowej, zapotrzebowanie na wszelką działalność dobroczynną było ogromne, jako że nędza nieprzebranych mas ludzi, którzy nie potrafili się znaleźć w nowej sytuacji gospodarczej i społecznej, dla dzisiejszego Europejczyka była wręcz niewyobrażalna.

Cztery z istniejących w Londynie lóż wolnomularskich łącząc się w dniu świętego Jana 1717 roku w Wielką Lożę Londynu nadały ruchowi wolnomularskiemu nową jakość, stworzyły podstawy jego dalszego rozwoju. Niektóre z pozostałych lóż angielskich podporządkowały się Wielkiej Loży, inne zachowały samodzielność; wreszcie w 1813 roku powstała jednolita Wielka Loża Anglii.

Wszystkie istniejące obecnie „sprawiedliwe i doskonałe” loże wolnomularskie, czyli takie, którym inni wolnomularze nie odmawiają „masońskości”, w taki czy inny sposób pochodzą od Wielkiej Loży Londynu. Oczywiście w ogromnej większości nie jest to pochodzenie bezpośrednie. Między jakąś lożą działającą teraz, powiedzmy w Tokio, a osiemnastowieczną Wielką Lożą Londynu rozciąga się łańcuch kilkunastu nawet ogniw pośrednich, ale w przypadku każdej loży „doskonałej i sprawiedliwej” filiacje takie można prześledzić.

Wielka Loża Londynu, która wkrótce stała się Wielką Lożą Anglii, zaczęła wydawać papiery założycielskie innym lożom. Nigdy nie tworzono nowych lóż „na surowym korzeniu”. Zawsze komórkę założycielską nowej loży stanowiło co najmniej siedmiu masonów inicjowanych już uprzednio w jakiejś innej loży „doskonałej i sprawiedliwej” i zawsze papiery założycielskie wystawić musiała jakaś „doskonała i sprawiedliwa” loża. Reguła ta obowiązuje do dzisiaj.

Wielka Loża Londynu zajęła się skodyfikowaniem wolnomularskich zasad, rytuałów i struktur organizacyjnych. Ustalono podział braci na uczniów i czeladników; po jakimś czasie powstał też stopień mistrza. Wprowadzono zasadę, że „światowy profan” wstępując do loży uzyskuje stopień ucznia, potem może zostać czeladnikiem, a wreszcie mistrzem. Później wprowadzono, zależnie od tego w jakim obrządku pracowała dana struktura wolnomularska, nowe, wyższe stopnie wtajemniczenia. Ich ilość oraz piękne nazwy świadczące o dużej fantazji tych, którzy te stopnie wymyślili, mogą przyprawić o zawrót głowy. Rodzące się stopniowo różne obrządki czyli ryty wolnomularskie bardzo się pod tym względem od siebie różnią. Pierwsze stopnie wtajemniczenia, to jest stopnie ucznia, czeladnika i mistrza, pozostały jednak niezmienne we wszystkich rytach i obrządkach, a bracia je posiadający tworzą wspólnie lożę „symboliczną”, zwaną także „świętojańską”, stanowiącą podstawową komórkę wszystkich nurtów wolnomularstwa.

Ustalono też strój obrzędowy obowiązujący w czasie prac lożowych. Składał się na niego fartuch, na którym haftowano odpowiednie dla każdego stopnia znaki i ozdoby, szarfa, specjalne oznaki stopni wtajemniczenia oraz białe rękawiczki. Niektóre fartuchy i szarfy były bogato zdobione. Możemy sobie wyobrazić, jak pięknie w tych strojach wyglądali bracia ubrani poza tym w pyszne, kolorowe fraki, koronkowe żaboty, pudrowane peruki, białe pończochy i trzewiki ozdobione złotymi klamrami. Oczywiście nieodzownym uzupełnieniem stroju osiemnastowiecznych masonów były stalowe szpady z ozdobnym furdymentem. W odpowiednim momencie bracia tworzyli z nich stalowe sklepienie, pod którym przechodziły osoby, kiedy wedle scenariusza obrzędów czynić to im wypadało.

Wielka Loża Londynu powierzyła trud skodyfikowania zasad wolnomularskich czcigodnemu pastorowi Jamesowi Andersonowi. Wielebny przyłożył się do pracy i napisał Konstytucje masońskie zawierające Przepisy, Statuty tego Najbardziej starożytnego i Prawego Bractwa. Autor twierdził, że uczynił swe Konstytucje „wiernym i sprawiedliwym opisem Masonerii od początku świata”.

Księga ta została zatwierdzona przez Wielką Lożę i wydrukowana „na użytek lóż” w Londynie w roku 5723 wedle kalendarza masońskiego. Sekret najczęściej używanego kalendarza masońskiego jest prosty. Do aktualnej daty dodajemy cztery tysiące. W rezultacie rok 1723 widnieje w kalendarzu masońskim jako 5723. Odczytując daty zapisane w ten sposób, pamiętać musimy o jeszcze jednej komplikacji. Otóż, żeby było oryginalniej, rok masoński nie zaczyna się 1 stycznia, ale 1 marca. W rezultacie daty ze stycznia i lutego należą wedle rachuby masońskiej jeszcze do roku ubiegłego.

Konstytucje Andersona stały się podstawową masońską księgą zasad, obowiązującą z pewnymi stosunkowo drobnymi uściśleniami do dzisiaj we wszystkich lożach „regularnych i sprawiedliwych”. Poszczególne statuty oraz regulaminy lóż i struktur wolnomularskich stanowią w zasadzie rozmaite wersje konstytucji czcigodnego brata Andersona, dostosowane do aktualnych wymogów czasu i sytuacji.

W Konstytucjach1 czytamy: „Loża jest miejscem zebrań i pracy masonów; przeto zgromadzenie, czyli właściwie zorganizowana społeczność masońska nazywana jest Lożą; każdy z Braci winien należeć do jednej z nich i podlegać jej statutom (...). Osoby dopuszczone do członkostwa muszą być dobrymi i prawymi ludźmi, rozsądnymi i w dojrzałym wieku, nie mogą być niewolnikami ani też kobietami, ludźmi niemoralnymi lub skandalicznego prowadzenia się — przeciwnie, cieszyć się muszą dobrą sławą (...). Mason stosownie do swego stanu winien być posłuszny prawu moralnemu. Jeśli prawdziwie pojmuje Sztukę 2, nie będzie nigdy głupim ateistą ani niereligijnym libertynem. Jakkolwiek w dawnych czasach Masoni zobowiązani byli wyznawać religię swojego kraju lub swojego narodu, jaką by ona nie była, uważa się dziś za bardzo stosowne, by wyznawać religię, co do której zgadzają się wszyscy ludzie, poszczególne sądy zachowując dla siebie. Wystarczy więc by byli dobrymi i prawymi ludźmi honoru i uczciwości, nie zważającymi na dzielące ich wyznania i wierzenia”.

Ten fragment Konstytucji budzi czasem nieporozumienia. Przeciwnicy wolnomularstwa zarzucają, że Konstytucje nakazują masonom, aby swą religijność ograniczyli do deizmu, czyli do uznania Najwyższej Istoty, stworzyciela wszechświata, któremu Wolter w swojej posiadłości w Ferney wystawił mały pomniczek z napisem „Najwyższej Istocie — Wolter”.

Tymczasem nic takiego z tekstu Konstytucji ani z praktyki obowiązującej w lożach nie wynika. Deistyczna formuła Istoty Najwyższej jest częścią składową wszystkich religii i jest tym minimum, które obowiązuje wolnomularzy niezależnie od różnic dzielących ich wierzenia. Konstytucje Andersona nie nakazują deizmu, nie zalecają też żadnej konkretnej religii. Pozostawiają adeptowi zupełną wolność sumienia.

Pozytywny stosunek do przekonań religijnych (jakiekolwiek by one nie były) sprawia, że wszystkie oficjalne druki i dokumenty masońskie zaczynają się formułą: „Na chwałę Wielkiego Budowniczego Świata”, a w czasie wolnomularskich obrzędów przed Czcigodnym (tak masoni tytułują mistrza katedry, czyli przewodniczącego loży) leży otwarta Biblia, a w krajach Islamu — Koran. Konstytucje określają też obowiązki masona wobec państwa: „Mason — gdziekolwiek by nie przebywał lub pracował — jest pokojowym i zgodnym poddanym władz państwowych; nigdy nie jest zainteresowany spiskami i konspiracjami przeciwko pokojowi i dobrobytowi Narodu. (...) jeśli któryś z Braci zbuntuje się przeciw państwu, nie powinien być popierany w swym buncie, jakkolwiek mógłby być żałowany jako człowiek nieszczęśliwy”.

 

Zobaczmy, jakie odbicie znalazły wskazania Andersona w regulaminach lóż polskich w wieku osiemnastym.

W konstytucji z roku 1769 „Cnotliwego Sarmaty”, loży warszawskiej (czyli wedle terminologii masońskiej „na Wschodzie Warszawy”), stwierdza się, że: „każdy Mason powinien być chrześcijaninem jakiego bądź wyznania. Każdy ateusz wyłączony na zawsze. Ponieważ cnota jest podstawą wszelkiej Masonii, dlatego Mason powinien wyznawać Wielkiego Budownika Świata, który go stworzył i w którym mieszka wszelka mądrość. Każdy notoryczny rozpustnik i występny człowiek lub napiętnowany jakimkolwiek czynem hańbiącym, każdy człowiek afiszujący się z dewocją skrupulatną a obłudną, albo uznany bezbożnik — wykluczony na zawsze z lóż wszystkich (...) każdy satyryk gryzący i oszczerca, autor pism bezecnych i szkalujących, każdy intrygant nie będzie przyjęty”. Wykluczano też przyjęcie do loży osobników „profesji podłej albo bardzo pospolitej”. Konstytucja nakazuje masonowi cześć i posłuszeństwo dla panującego władcy, jako że „jest obowiązkiem masonów poświęcić swe życie na usługę króla i ojczyzny”.

Interpretacja andersonowskiej zasady wykluczającej z lóż bezbożników jest w tej konstytucji wyraźnie zawężona. Bracia z „Cnotliwego Sarmaty” nie życzyli sobie widzieć w swoim gronie nie tylko ateuszy, ale także wyznawców religii niechrześcijańskich.

Uchwalony w kilkanaście lat później, w roku 1784 regulamin loży „Tarcza Północna” na Wschodzie Warszawy nie zna już tych ograniczeń: „Zakon masoński stara się połączyć wszystkich ludzi węzłami ludzkości i pokoju; każdy kto wierzy w jakiegoś Boga, jakąkolwiek by Go nazwą mianował i jakikolwiek by Mu kult oddawał — ma prawo aspirować do szczęścia być przyjętym (...)”. W innym miejscu regulaminu, w ustępie poświęconym cechom kandydata na masona napisano, że powinien „uważać się związanym przysięgą i wierzyć w nieśmiertelność duszy i istnienie Boga, mściciela krzywd wyrządzonych Jego imieniu zbezczeszczonemu. Każdy niedowiarek wykluczony z zakonu, bo i jakąż da gwarancję wierności swoich obietnic?”.

Pozostałe warunki przyjęcia w poczet masońskiego bractwa były takie same jak w Konstytucjach Andersona. To samo dotyczyło innych masońskich pryncypiów skodyfikowanych przez londyńskiego duchownego. Andersonowska formuła zrzeszenia wolnomularskiego okazała się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Trafiała idealnie w zapotrzebowanie społeczne, współgrała doskonale z duchem czasu.

Rozpoczął się burzliwy rozwój masonerii, którego skali masoni-założyciele zgromadzeni w czerwcowy dzień w piwiarni przy londyńskim zaułku nie mogli przewidzieć w najśmielszych marzeniach. Loże nowego typu (mnożące się, jak już pisałem, przez pączkowanie) zaczęły powstawać w całej Anglii. I nie tylko. Dwudziestowieczny francuski katolicki historyk Luis J. Rogier tak opisuje ten proces: „Rozwój masonerii był zdumiewająco gwałtowny: w ciągu kilku lat w Anglii powstało mnóstwo lóż, w Szkocji i w Irlandii proces ten był wolniejszy. W koloniach przebiegał natomiast dużo szybciej: w 1730 roku powstała pierwsza loża w Kalkucie; zaś po utworzeniu pierwszej loży w Bostonie w roku 1730 loże stały się ośrodkami życia intelektualnego i politycznego w całej Ameryce Północnej. Ruch ten rozwinął się niezwykle w innych krajach Europy. Pierwsza loża w Dunkierce w 1721, w Paryżu w 1725, w Madrycie w 1728. W latach 1730 — 1750 masoneria podbiła cały kontynent europejski: istniały już loże w Hadze, Amsterdamie, Brukseli, Namur, Liege, Lizbonie, we Florencji, w Sztokholmie, Hamburgu, Berlinie, Wiedniu. Później też powstawały nowe ośrodki, zwłaszcza w Anglii, we Francji, w Niemczech i w obu częściach Niderlandów”. Uzupełnijmy tę wyliczankę stwierdzeniem, że w tym czasie loże pojawiły się także i w Polsce.

Cytowany wyżej historyk tak objaśnia przyczynę zjawiska:

„Świadczy to o tym, że cały ruch wychodził naprzeciw mentalności epoki. Z jednej strony żądał od każdego człowieka prawa do wyrażania poglądów osobistych i do swobody myśli, z drugiej był otwarty na aspiracje społeczne i kosmopolityczne. W pierwszej połowie XVIII stulecia (...) we wszystkich krajach narastało pragnienie utrwalenia pokoju i przekonanie, że świat jest bardzo zainteresowany w zjednoczeniu duchowym narodów (...) Coraz częściej zaczęło dominować przekonanie, że interesy ekonomiczne nie powinny dzielić narodów, lecz je łączyć. Dochodzi doń także inne: że nie tylko skończyła się epoka wojen religijnych, lecz co więcej, różnice poglądów religijnych nie mogą już być podstawą podziałów. Masoneria jest dzieckiem tej epoki. Motywem jej działania było pragnienie zbratania pomiędzy narodami i wyznaniami...”

Loże masońskie w Europie bezpośrednio lub pośrednio wywodziły się od angielskiej „loży matki”, która aspirowała do przywództwa ruchu. Z ambicji tych Wielka Loża Anglii właściwie nie zrezygnowała nigdy, ale na apetycie się skończyło. Loże europejskie bardzo szybko poczęły się uniezależniać i rychło stały się zupełnie samodzielne. Poszczególne loże na danym terenie łączyły się w obediencje, na czele których stały suwerenne Wielkie Loże lub Wielkie Wschody, kierowane przez demokratycznie wybieranych Wielkich Mistrzów i towarzyszących im Wielkich Urzędników zwanych często Wielkimi Światłami. Poszczególne obediencje nawiązywały ze sobą kontakty, wymieniały pisma i wizyty oraz „poręczenia przyjaźni”, a niekiedy, co jest w takiej sytuacji nieuniknione, konkurowały ze sobą, a nawet popadały we wzajemne konflikty.

Początkowo wszystkie loże pracowały w trójstopniowym systemie wtajemniczeń (uczeń, czeladnik, mistrz), ale szybko wielu braciom przestało to wystarczać. Zaczęły więc powstawać nowe obrządki i ryty o wielu stopniach wtajemniczenia. Każdy ryt tworzył w zasadzie na danym terenie samodzielną obediencję, choć nie wykluczone bywały sytuacje wzajemnego przenikania. I tak, ktoś należący do loży pracującej w systemie siedmiostopniowym (Ryt Różanego Krzyża) mógł uzyskać wyższe niż siódme wtajemniczenie w rycie odmiennym. W ten sposób postąpił Stanisław Kostka Potocki, Wielki Mistrz masonerii polskiej, działającej w systemie siedmiostopniowym, który w pewnym momencie uzyskał we Francji trzydziesty stopień wtajemniczenia Obrządku Szkockiego Dawnego Uznanego.

Zachowany dokument potwierdzający ten fakt brzmi następująco: „Ja, Stanisław Kostka Potocki, Kaw ∴ R ∴ + ∴ 3 Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Narodowego Polskiego, udowodniwszy dopełnieniem IX warunków, pod którymi otrzymać mogę świetny stopień Kaw ∴ K ∴ St ∴ 4 — Przysięgam Wielkiemu Budownikowi Świata, który jest prawdziwym Stworzycielem wszystkiego i moim, iż byłem wiernym i prawdziwym w udowodnieniu, że jestem godnym być przypuszczonym do stopnia K ∴ St ∴, którego pragnę i przyrzekam przepisać moją własną ręką, i podpisać tę przysięgę i wcisnąwszy moją rodowitą pieczęć, i złożyć w ręce Wielkiego Kaw ∴ K ∴ St ∴ i więcej, który tę przysięgę na sekret stopni wykonaną Bogu, świadkowi wszystkiego, ode mnie odbiera!

Niechaj Bóg będzie mi ku pomocy — Amen”.

Wyliczanie wszystkich rytów i obrządków, które ukształtowały się w wolnomularstwie, byłoby zajęciem dosyć nużącym. Ograniczmy się więc tylko do kilku przykładów. Istniał więc Ryt Różanego Krzyża, popularny zwłaszcza we Francji. W obrządku tym od roku 1784 aż po rok 1821 pracowała masoneria polska. Od początku wieku dziewiętnastego dużą rolę odegrał trzydziestotrzystopniowy Obrządek Szkocki Dawny Uznany (obowiązywał w lożach działających w Polsce w okresie dwudziestolecia międzywojennego). Masoński Zakon Ścisłej Obserwy (loże tego typu przez jakiś czas działały także w osiemnastowiecznej Polsce), podobnie jak Ryt Różanego Krzyża, liczył siedem stopni wtajemniczenia. Siedmiostopniowy był także Zakon Budowniczych Afrykańskich. System obowiązujący w Szwecji miał dziesięć stopni, a wszelkie rekordy pobiła chyba utworzona przez hrabiego Cagliostra Masoneria Egipska dająca swym członkom możność uzyskania kolejno aż dziewięćdziesięciu stopni!