Sekretne życie introwertykówTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tytuł oryginału: The Secret Lives of Introverts. Inside Our Hidden World


Przekład: Natalia Mętrak-Ruda

Opieka redakcyjna: Maria Zalasa

Redakcja: Anna Strożek

Korekta: Natalia Jóźwiak, Justyna Techmańska


Ilustracja na okładce, projekt okładki i stron tytułowych: Joanna Wasilewska/KATAKANASTA

Ilustracje: Adrianne Lee


Copyright © Skyhorse Publishing, Inc., 2017. All rights reserved.

Published by agreement with Book/Lab Literary Agency, Poland

Copyright for the Polish edition and translation

© JK Wydawnictwo sp. z o.o. sp. k.


Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.


ISBN 978-83-8225-017-6

Wydanie I, Łódź 2020


JK Wydawnictwo Sp. z o.o. sp. k., ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź

tel. 42 676 49 69

www.wydawnictwofeeria.pl


Wersję elektroniczną wykonano w systemie Zecer firmy Elibri

Książkę tę dedykuję mojemu dziadkowi Johnowi Grannemanowi i mojemu wujowi Dave’owi Grannemanowi, którzy zmarli w czasie, gdy nad nią pracowałam. Dziadek John uwielbiał czytać o Dzikim Zachodzie, pijał czarną kawę, czytał gazety od deski do deski i skręcał sobie papierosy przy kuchennym stole. Był cichym mężczyzną, który mówił niewiele, a kiedyś zdradził mi, że zawsze uważał się za introwertyka. Wujek Dave był fanem teorii spiskowych i historii o UFO, a kiedy się rozkręcił, potrafił mówić i mówić. Po części był ekstrawertykiem, po części – po prostu legendą.

John Granneman

23 kwietnia 1925 – 23 stycznia 2017

David Granneman

12 kwietnia 1949 – 25 lutego 2017



Wstęp

Drogi introwertyku,

w jednym z moich najwcześniejszych wspomnień tata przystawia mi mikrofon do ust i prosi, żebym opowiedziała jakąś historię. „OK – pomyślałam sobie wtedy – to nie powinno być nic trudnego”. Chociaż byłam za mała, by umieć czytać i pisać, codziennie przed snem sama opowiadałam sobie w myślach różne historie.

Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie klacz bawiącą się z przyjaciółmi na słonecznej łące. Jak wiele introwertycznych dzieci miałam bardzo żywy i kolorowy wewnętrzny świat. Wymyślona historia wydawała mi się niemal równie rzeczywista, co otaczający mnie świat – zabawki, rodzice i zwierzęta. Klacz i jej przyjaciele ścigali się, żeby sprawdzić, kto jest najszybszy. Pędzili przez pola pełne kwiatów i przeskakiwali przez błyszczący strumień, kiedy nagle jedna z klaczy zaczęła machać swoimi ukrytymi skrzydełkami i pofrunęła…

Tata wyrwał mnie z zamyślenia. „Musisz opowiedzieć swoją historię na głos” – powiedział, wskazując głową mikrofon. „Żebym mógł ją nagrać”.

Spojrzałam na mikrofon, potem na tatę, ale nie wiedziałam, jak zareagować. To, co żyło w moim wnętrzu, musiało zostać wypowiedziane? Jak zwykłe słowa miały opisać niezwykłe obrazy, które widziałam w myślach, i to, jak się wtedy czułam?

Wyczuwając moje wahanie, tata mnie zachęcił: „Powiedz po prostu, o czym myślisz” – rzekł, jakby to było bardzo proste.

Ale ja nie umiałam. Dalej wpatrywałam się w niego w milczeniu. Mój sekretny świat nie chciał wydostać się na zewnątrz. Tata tracił cierpliwość, myśląc pewnie, że jego jedyna córka jest uparta albo niezbyt kreatywna. Tak naprawdę nie miałam pojęcia, jak przełożyć moje wewnętrzne doświadczenie na słowa. Jakimś cudem sądziłam, że dzięki swojej niezwykłej inteligencji tata po prostu domyśli się, co chcę powiedzieć. Ale on nie umiał czytać mi w myślach. A mikrofon przyczepiony do prymitywnego dyktafonu z lat osiemdziesiątych ich nie słyszał. Wreszcie tata poddał się i schował sprzęt.

Moje milczenie niepokoiło i frustrowało innych ludzi jeszcze wiele razy. Przez większość życia towarzyszyło mi poczucie rozłączenia mojego wewnętrznego świata z tym, co na zewnątrz.

Jeśli, tak jak ja, jesteś introwertykiem, być może również skrywasz w sobie sekrety. Trudno ci znaleźć słowa, by wyrazić swoje myśli, i masz pomysły, których nikt inny nie rozumie. Być może czujesz się samotny, chociaż otaczają cię inni ludzie. Być może robisz pewne rzeczy i zachowujesz się w określony sposób tylko dlatego, że „tak wypada”. Być może tęsknisz za tą jedną osobą, która dostrzeże prawdziwego ciebie – i zrozumie, co dzieje się w twoim umyśle.

To książka o sekretach. O tym, kim naprawdę są introwertycy. O tym, że wreszcie chcemy poczuć się zrozumiani.

Dziękuję za dołączenie do mnie w tej podróży. Jeśli skrywasz jeden z sekretów, które właśnie opisałam, mam nadzieję, że dzięki tej książce poczujesz się mniej samotnie.

Z cichym pozdrowieniem
Jenn
Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym
20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Rozdział 1
OTO COŚ DLA WSZYSTKICH CICHYCH

Kiedy byłam w szóstej klasie, miałam szczęście zostać dostrzeżoną przez wspaniałą grupę dziewczyn, które stały się moimi przyjaciółkami na całe życie. Nocowałyśmy u siebie nawzajem i po ciemku zdradzałyśmy sobie sekrety. Szpiegowałyśmy mieszkającego w sąsiedztwie chłopaka i jego kolegów i chichotałyśmy, plotkując o tym, kto się komu podoba. Zapełniałyśmy kolejne zeszyty naszymi planami na przyszłość. Obiecywałyśmy sobie nawet, że kiedyś co roku czwartego lipca będziemy spotykać się na wzgórzu obok naszej szkoły i że nigdy o sobie nie zapomnimy.

Każdy, kto patrzył na nas z boku, mógł pomyśleć, że jestem po prostu jedną z dziewczyn. Prawie wszystko robiłyśmy wspólnie. Ludzie mawiali nawet, że jesteśmy do siebie podobne. A jednak w głębi serca czułam się odmienna. Nie byłam jedną z nich. Byłam inna.

Podczas gdy one czytały pismo „Seventeen” i plotkowały o gwiazdach, ja siedziałam z boku w milczeniu, zastanawiając się, czy na innych planetach jest życie. Kiedy one cieszyły się, że kolejny rok szkolny dobiegł końca i zaczęły się wakacje, ja przeżywałam głęboki egzystencjalny kryzys z powodu mijającego czasu. Podczas gdy one chciały spędzać razem cały wieczór, potem następny dzień i jeszcze następny, ja rozpaczliwie szukałam wymówki, żeby pobyć sama. („Mamo, powiedz im, że jestem chora. Albo że muszę iść do kościoła!”). Z wielu powodów byłam „tą dziwną”.

Moje przyjaciółki stanowiły centrum mojego nastoletniego życia. Uwielbiałam je. Robiłam więc coś, co robią wszyscy, którym wydaje się czasem, że są obcymi zrzuconymi na tę planetę z kosmosu: udawałam. Zachowywałam swoje sekretne myśli dla siebie. Nie dawałam po sobie poznać, że wolałabym być sama w swoim pokoju zamiast w centrum handlowym, otoczona ludźmi. Próbowałam być osobą, którą, jak mi się wydawało, być powinnam – wesołą i zawsze gotową do zabawy.

Całe to udawanie bywało męczące. Ale robiłam to, bo sądziłam, że wszyscy inni też udają. Uznałam po prostu, że znacznie lepiej ode mnie ukrywają swoje prawdziwe uczucia.

Ze mną musi być coś nie tak

W dorosłym życiu wciąż nie potrafiłam pozbyć się wrażenia inności. Przez kilka lat pracowałam jako dziennikarka, po czym wróciłam na studia, żeby zostać nauczycielką – wydawało mi się, że to ważniejsza praca. Było tam mnóstwo ekstrawertycznych przyszłych nauczycieli, którzy zawsze mieli coś do powiedzenia. Na przerwach siadali w małych grupkach, energicznie dyskutując, nawet jeśli chwilę wcześniej skończyliśmy wspólną naukę czy debatę. Ja z kolei wybiegałam z sali tak szybko, jak tylko umiałam – kręciło mi się w głowie od całego tego hałasu i aktywności, a mój poziom energii spadał do zera. Inni studenci nie mieli też problemu z wypowiadaniem się na forum czy natychmiastowym odpowiadaniem na pytanie. Ja z kolei unikałam tego, jak tylko mogłam. Zawsze, kiedy miałam przedstawić plan swojej lekcji, czułam się w obowiązku ćwiczyć go tak długo, aż będzie „idealny”. A potem i tak trzęsły mi się ręce.

Wzięłam też ślub. Mój mąż (teraz już były) był pewnym siebie, towarzyskim facetem, który z każdym potrafił się dogadać. Jego duża rodzina była pod tym względem podobna. Uwielbiali spędzać razem czas pośród głośnych dzieci, krewnych i znajomych. Często wpadali do naszego małego mieszkania, uprzedzając mnie o tym dopiero, kiedy byli już w drodze. Spędzali długie godziny w naszym ciasnym salonie, opowiadając sobie historie, żartując i wymieniając się sarkastycznymi uwagami w tempie, w jakim Venus i Serena Williams przerzucają się piłeczką. Ja znów siedziałam cicho w kącie, nie wiedząc nigdy, jak wtrącić się do rozmowy. Z biegiem czasu mój mózg coraz częściej zasnuwała mgła, przez co jeszcze trudniej było mi brać w niej udział. Zazwyczaj miałam ochotę poczytać, zagrać w grę wideo albo po prostu pobyć ze swoim mężem.

Kiedy porównywałam się ze swoimi ekstrawertycznymi teściami i kolegami ze studiów, wypadałam blado. Znów myślałam o sobie z pogardą. Czemu nie mogłam się po prostu rozluźnić? Czemu nigdy nie wiedziałam, co powiedzieć, kiedy byłam w grupie, a podczas spotkań w cztery oczy nie miałam z tym problemu? Czemu miałam ochotę robić coś zupełnie innego niż pozostali?

Coś musiało być ze mną nie tak.

Wydawało mi się, że sytuacja nigdy nie zmieni się na lepsze. W pewnym momencie kompletnie się załamałam. W środku nocy usiadłam przed komputerem i, histerycznie płacząc, zapisałam wszystko, co jest ze mną nie w porządku. Nie mogłam tego dłużej znieść. Byłam zbyt odmienna, zbyt pokręcona. Świat był dla mnie zbyt głośny, zbyt intensywny. Myślę, że uratowało mnie właśnie to, że szczerze wyraziłam skrywane dotąd uczucia, które we mnie buzowały. Kiedy przeczytałam zapisane słowa, zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dłużej żyć.

 

Jakimś cudem udało mi się przetrwać tę okropną noc. Niewiele później odkryłam coś, co zmieniło moje życie.

Magiczne słowo: introwertyczka

Pewnego popołudnia w dziale „Psychologia” w antykwariacie znalazłam książkę Marti Olsen Laney pod tytułem Introwertyzm to zaleta. Kupiłam ją i przeczytałam od deski do deski. Kiedy skończyłam, rozpłakałam się. Nigdy wcześniej nie poczułam się tak dogłębnie zrozumiana.

Dzięki tej pięknej książce dowiedziałam się, że jestem introwertyczką. To magiczne słowo stanowiło wyjaśnienie wielu spraw, z którymi się dotąd męczyłam i przez które miałam o sobie tak złe zdanie. A co najlepsze, oznaczało ono, że nie jestem sama. Istnieli inni podobni do mnie ludzie. Inni introwertycy.

Przeczytałam wszystkie książki o introwersji, jakie udało mi się znaleźć: Ciszej, proszę Susan Cain, Introvert Power Laurie Helgoe, The Introvert’s Way Sophii Dembling i inne. Zainteresowały mnie też typy osobowości i wysoka wrażliwość. Okazało się, że jestem nie tylko introwertyczką, ale też osobą wysoko wrażliwą (ten temat zostawię sobie jednak na inną okazję). Kiedy już przeczytałam tuziny książek o introwersji, przeniosłam się do internetu. Dołączyłam do grup dla introwertyków na Facebooku i wsiąkłam w blogi. Moi przyjaciele mieli już serdecznie dość mojego gadania o introwersji: „Wiecie, że introwertycy potrzebują chwili na zastanowienie, zanim odpowiedzą na pytanie?” – mówiłam. Albo: „Nie mogę dzisiaj wyjść, introwertycy potrzebują czasu dla siebie”.

Bez przerwy gadałam o tym samym. Czułam się tak, jakbym całe życie czytała niewłaściwy scenariusz i próbowała odgrywać rolę osoby, którą – jak sądziłam – powinnam być, zamiast być tym, kim jestem naprawdę.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie rozwiązałam wszystkich swoich problemów. Sytuacja poprawiła się dopiero po kilku latach, podczas których ciężko nad sobą pracowałam, oraz po podjęciu świadomej decyzji, że wprowadzę w swoje życie rzeczywiste zmiany. Jednak akceptacja mojej introwersji i zaprzestanie udawania, że jestem ekstrawertyczką, to był mój pierwszy krok. W miarę jak coraz więcej dowiadywałam się o introwersji, zyskiwałam pewność siebie. Zaakceptowałam swoją potrzebę przebywania w samotności. Dostrzegłam siłę w swojej cichej, refleksyjnej naturze. Zaczęłam też pracować nad swoimi kompetencjami towarzyskimi, widząc w nich właśnie kompetencje, które można wykorzystać na swoją korzyść. A co najważniejsze, po raz pierwszy w życiu naprawdę polubiłam siebie.

Nie byłam już inna. Byłam introwertyczką.

Moja misja

Stworzyłam popularną internetową społeczność dla introwertyków Introvert, Dear. Nigdy nie planowałam, że stanę się ich rzeczniczką, ale kiedy coś się w twoim życiu zmienia, często chcesz o tym opowiedzieć innym. W 2013 roku zaczęłam pisać bloga. Pracowałam wtedy jako nauczycielka, mieszkałam ze współlokatorami i po raz pierwszy w dorosłym życiu chodziłam na randki. Postanowiłam stworzyć kronikę życia introwertyczki w świecie, który wydawał się stworzony dla ekstrawertyków. Blog był anonimowy, żebym mogła pisać, co tylko chciałam, nie obawiając się oceny innych (było to bardzo introwertyczne z mojej strony). W swoim biogramie wykorzystałam zdjęcie, na którym widać było tylko moje ramię i nowy tatuaż z pięcioma ptakami. Twarz była schowana.

Pewnego wieczoru, siedząc samotnie przed komputerem, nadałam swojemu blogowi tytuł: Introvert, Dear. Wyobraziłam sobie starszą, mądrą kobietę, która doradza młodej introwertyczce. Dziewczyna leży na szezlongu, starsza pani siedzi obok na krześle – jak w filmowej scenie przedstawiającej psychoterapię. Starsza kobieta zaczyna swoją poradę od słów: „Introwertycy, moja droga…”.

Większość komentarzy pod moim pierwszym wpisem dotyczyła mojego tatuażu, a nie tego, co napisałam. Pisałam jednak dalej, głównie sama dla siebie. A ludzie czytali. Wtedy nie zdawałam sobie jeszcze z tego sprawy, ale Introvert, Dear był następnym krokiem na mojej drodze do uzdrowienia. Po raz kolejny poczułam ulgę, pisząc szczerze o tym, co czułam. Nawiązanie kontaktu z innymi introwertykami pomogło mi też mniej przejmować się moimi „dziwnymi” zachowaniami.

Dzisiaj Introvert, Dear jest nie tyle blogiem, co platformą internetową, na której rozbrzmiewa głos nie tylko mój, ale też setek introwertyków z całego świata. Pisałam o introwersji dla „Huffington Post”, „Thought Catalog”, „The Mighty”, w książce Quiet Revolution Susan Cain i innych publikacjach. Mam misję: pragnę, żeby wszyscy introwertycy na świecie wiedzieli, że wszystko z nimi w porządku. Nie chcę, by ktokolwiek czuł się tak, jak czułam się ja, kiedy byłam młodsza.

Czy jesteś introwertykiem?

A ty? Czy zawsze czułeś się inny? Czy w szkole byłeś najcichszy? Czy ludzie pytali cię: „Dlaczego się nie odzywasz?”. Czy wciąż o to pytają?

Być może, jak ja, jesteś introwertykiem. Stanowimy od 30 do 50 procent populacji i pomagamy kształtować świat, w którym żyjemy. Być może jesteśmy twoim rodzicem, przyjaciółką, małżonkiem, partnerem, dzieckiem czy współpracowniczką. Kierujemy, tworzymy, uczymy, wynajdujemy, robimy interesy, rozwiązujemy problemy, czarujemy, uzdrawiamy i kochamy. Introwersja to temperament, a temperament to coś innego niż osobowość – temperament odnosi się do wrodzonych cech, które organizują twoje postrzeganie świata, podczas gdy osobowość można zdefiniować jako wzór postępowania, myśli i emocji, które czynią z ciebie osobę. Stworzenie osobowości może trwać latami, podczas gdy z określonym temperamentem się rodzisz.

Najważniejsze jest jednak to, żebyś wiedział, że wszystko z tobą w porządku. Twoje milczenie nie oznacza, że coś jest z tobą nie tak. Nie ma nic złego w siedzeniu w domu w piątkowy wieczór. Bycie introwertykiem jest absolutnie normalne.

Czy jesteś introwertykiem? Oto dwadzieścia dwa znaki sugerujące, że możesz znajdować się po introwertycznej stronie spektrum. Z iloma się utożsamiasz? Nie muszą one dotyczyć każdego introwertyka, ale wydaje mi się, że generalnie się sprawdzają.

1. Lubisz spędzać czas samotnie. Nie przeszkadza ci sobotni wieczór spędzony w samotności. Przeciwnie: nie możesz się go doczekać. Hasło Netflix and chill naprawdę oznacza dla ciebie oglądanie Netflixa i relaks. Albo może wolisz czytać, grać w gry komputerowe, rysować, gotować, pisać, dziergać czapeczki dla kotów albo po prostu się wylegiwać. Cokolwiek by to było, rób to jak najczęściej. Dobrze się czujesz w samotności. Samotność daje ci wolność.

2. W samotności najlepiej ci się myśli. Kiedy jesteśmy sami, nie tylko dobrze się bawimy. To także czas na „rozprężenie”. W towarzystwie innych ludzi czujesz czasem, że twój mózg jest zbyt przeciążony, by pracować tak, jak powinien. W samotności możesz spokojnie wsłuchać się w swój wewnętrzny monolog, zamiast skupiać się na tym, co dzieje się wokół ciebie. Możesz wtedy obudzić w sobie kreatywność i wejrzeć głębiej.

3. Twój wewnętrzny monolog nigdy nie cichnie. Twój wyraźny, wewnętrzny głos nieustannie coś do ciebie mówi. Gdyby inni ludzie usłyszeli twoje myśli, mogliby być zaskoczeni, zdziwieni, może nawet przerażeni. Niezależnie od ich reakcji, twojego wewnętrznego narratora trudno uciszyć. Czasem nie możesz w nocy spać, bo twój umysł nie chce się zatrzymać. Prześladują cię myśli z przeszłości. „Nie mogę uwierzyć, że powiedziałam coś tak głupiego… pięć lat temu!”.

4. Często czujesz się bardziej samotnie w tłumie niż sam na sam ze sobą. Kiedy spędzasz czas w grupie, odłączasz się od siebie. Może to dlatego, że trudno ci usłyszeć swój wewnętrzny głos, kiedy wokół jest tyle hałasu. Albo może czujesz się jak odmieniec – ja właśnie tak się czułam. Niezależnie od przyczyny, introwertycy pragną intymności i głębokich relacji – a te trudno znaleźć w tłumie.

5. Kiedy musisz nawiązywać relacje służbowe, czujesz, że udajesz. Wolałbyś wbić sobie gwoździe pod paznokcie, niż podejść do kogoś i się przedstawić. Czasem jednak wiesz, że warto, więc to robisz – tyle że cały czas czujesz się jak oszust. Jeśli jesteś w pewnym stopniu podobny do mnie, musiałeś się tego nauczyć. Być może czytałeś poradniki o tym, jak lepiej konwersować czy wykazywać się większą charyzmą. Gdy musisz obudzić swój „publiczny wizerunek”, być może mówisz sobie na przykład: „Uśmiechaj się, nawiązuj kontakt wzrokowy, mów głośnym, pewnym siebie tonem!”. A po wszystkim jesteś wykończony i potrzebujesz czasu, żeby odzyskać siły. I zastanawiasz się: „Czy wszyscy muszą się tak męczyć, kiedy poznają kogoś nowego?”.

6. Nie jesteś uczniem, który podnosi rękę za każdym razem, kiedy nauczyciel zadaje pytanie. Nie potrzebujesz zwracać na siebie uwagi. Wystarczy ci świadomość, że znasz odpowiedź – nic nikomu nie musisz udowadniać. W pracy może to oznaczać, że rzadko odzywasz się na spotkaniach. Wolisz odciągnąć szefa na bok i porozmawiać z nim w cztery oczy albo wysłać swoje pomysły mejlem, zamiast opowiadać o nich w sali pełnej ludzi. Wyjątkiem jest sytuacja, w której naprawdę ci na czymś zależy. Rzadko się to zdarza, ale nawet nieśmiali introwertycy czasem przeobrażają się w siłę, której nie sposób zatrzymać. Wszystko zależy od tego, jak dużą wagę do czegoś przywiązujesz: zaryzykujesz przeciążenie, jeśli uważasz, że naprawdę możesz coś zmienić.

7. Lepiej ci wychodzi zapisywanie swoich myśli, niż ich wypowiadanie. Wolisz pisanie esemesów od dzwonienia i wysyłanie mejli od spotkań w cztery oczy. Pisanie daje ci czas na zastanowienie się, co chcesz powiedzieć i w jaki sposób. Dzięki temu możesz „wyedytować” swoje myśli i dopracować przekaz. Poza tym kiedy piszesz coś na telefonie, czujesz mniejszą presję, niż kiedy do kogoś mówisz. Nie chodzi jednak tylko o mejle i esemesy. Wielu introwertyków lubi pisać dziennik, co pozwala im lepiej wyrażać i odkrywać siebie. Inni, jak autor bestsellerowej powieści dla młodzieży Gwiazd naszych wina John Green, zaczynają pisać zawodowo. W swoim filmiku na YouTube pod tytułem Thoughts from Places: The Tour, Green mówi: „Pisze się w samotności. To zawód dla introwertyków, którzy chcą opowiedzieć ci historię, ale wolą nie nawiązywać z tobą kontaktu wzrokowego”.

8. Rozmowy telefoniczne też nie są dla ciebie idealnym sposobem na spędzanie czasu. Jedna z moich ekstrawertycznych przyjaciółek zawsze do mnie dzwoni, kiedy jedzie sama samochodem. Uważa, że chociaż jej oczy, dłonie i stopy są akurat zajęte, jej usta nie. Poza tym wokół nie ma nikogo – co za nudy! Sięga więc po telefon. (Drogie dzieci, pamiętajcie, że to niebezpieczne). Ja tak nie robię. Kiedy mam akurat parę chwil, które mogę spędzić w spokoju i milczeniu, nie trwonię go na czcze pogaduszki.

9. Wolisz nie wchodzić w interakcje z osobami, które są wściekłe. Psycholożka Marta Ponari i jej współpracownicy odkryli, że u ludzi o wysokim stopniu introwersji nie występuje tak zwany efekt poprzedzania spojrzeniem. Zazwyczaj kiedy widzisz na ekranie komputera osobę, która patrzy w jakimś kierunku, podążasz za jej wzrokiem. W konsekwencji szybciej reagujesz na obiekt znajdujący się po tej stronie ekranu niż na taki, na który postać nie patrzy. Dotyczy to zarówno ekstrawertyków, jak i introwertyków, z jednym wyjątkiem: jeśli dana osoba wydaje się wkurzona, u introwertyków efekt poprzedzania spojrzeniem nie występuje. Można wysnuć z tego wniosek, że ludzie bardzo introwertyczni nie chcą patrzeć na kogoś, kto wydaje się wkurzony. Ponari i jej zespół sądzą, że to dlatego, że są oni bardziej wrażliwi na potencjalnie negatywną ocenę. Chodzi o to, że jeśli obawiasz się, że czyjaś złość ma jakiś związek z tobą, nawet spojrzenie staje się zagrożeniem.

10. Kiedy tylko możesz, unikasz small talku. Być może kiedy kolega z pracy idzie w twoją stronę korytarzem, zdarza ci się skręcić i schować w pokoju, żeby uniknąć pytania: „Hej, co u ciebie słychać?”. Albo może zdarzyło ci się kiedyś przy wychodzeniu z domu odczekać kilka minut w mieszkaniu, kiedy usłyszałeś sąsiadów na klatce? Jeśli tak, być może jesteś introwertykiem – introwertycy bowiem nie znoszą small talku. Wolimy rozmawiać o czymś ważnym, niż wypełniać powietrze dźwiękiem tylko po to, żeby usłyszeć swój głos. Uważamy, że small talk jest sztuczny i większość z nas czuje się podczas takich pogaduszek niezręcznie.

11. Mówiono ci, że „za dużo w tobie intensywności”. To wynik twojej niechęci do small talku. Gdyby to zależało od ciebie, czcze pogawędki byłyby zakazane. Zdecydowanie wolisz dyskutować o sensie życia – a przynajmniej porozmawiać uczciwie i szczerze. Czy zdarza ci się, że po poważnej rozmowie zamiast zmęczenia czujesz przypływ energii? O to mi właśnie chodzi. Znaczące interakcje to dla introwertyków antidotum na wypalenie.

 

12. Nie chodzisz na imprezy po to, żeby poznawać nowych ludzi. Przyjęcia urodzinowe, wesela, imprezy służbowe – jasne, od czasu do czasu bierzesz w nich udział. Ale kiedy to robisz, twoim celem raczej nie jest nawiązanie nowych przyjaźni; wolisz spędzać czas z ludźmi, których już znasz. To dlatego, że ich towarzystwo ci pasuje – tak jak pasują na ciebie znoszone trampki. Przyjaciele znają twoje dziwactwa i czujesz się przy nich swobodnie. Poza tym nowi znajomi oznaczaliby konieczność prowadzenia small talku.

13. Nadmiar towarzystwa sprawia, że się wyłączasz. Badanie fińskich naukowców Sointu Leikas i Ville-Juhaniego Ilmarinena wykazało, że życie towarzyskie prędzej czy później męczy zarówno introwertyków, jak i ekstrawertyków. To pewnie dlatego, że zmusza do wydatkowania energii. Przebywanie w towarzystwie wymaga nie tylko mówienia, ale też słuchania i przetwarzania tego, o czym się mówi. Poza tym zmusza też do przyjmowania całej masy informacji zmysłowych, takich jak ton głosu i język ciała – a przy okazji filtrowania hałasów rozbrzmiewających w tle i wizualnych zakłóceń. Nic dziwnego, że ludzi to męczy. Istnieją jednak bardzo wyraźne różnice między introwertykami i ekstrawertykami – introwertycy generalnie naprawdę wolą samotność i ciszę. Jeśli jesteś introwertykiem, być może doświadczasz nawet czegoś, co nazwano „introwertycznym kacem”. Po zbyt długim przebywaniu w towarzystwie czujesz się niezdarny i ospały – jak po zbyt wielu margaritach. Twój mózg zdaje się działać wolniej, a tobie trudno jest podtrzymać rozmowę i powiedzieć cokolwiek sensownego. Masz ochotę położyć się w cichym, ciemnym pokoju i przez dłuższą chwilę w ogóle się nie odzywać ani nie ruszać. To dlatego, że nadmiar towarzystwa przeciąża introwertyków i ich blokuje (więcej o introwertycznym kacu piszę w dalszej części książki).

14. Zauważasz detale, których inni nie dostrzegają. To prawda, że introwertycy (zwłaszcza ci wysoko wrażliwi) bywają czasem przeciążeni nadmiarem bodźców. Nasza wrażliwość ma jednak swoje zalety – dostrzegamy szczegóły, których inni nie widzą. Możesz na przykład zauważyć subtelną zmianę w zachowaniu twojej przyjaciółki, sugerującą, że jest jej przykro (chociaż, o dziwo, nikt inny tego nie dostrzegł). A może jesteś bardzo wyczulony na kolor, przestrzeń czy teksturę, co czyni z ciebie fantastycznego artystę.

15. Potrafisz przez dłuższy czas koncentrować się na tym, co dla ciebie ważne. Mogę pisać godzinami. Wpadam w trans i po prostu piszę. Nie potrzebuję innych rozrywek – kiedy piszę, jestem stuprocentowo skupiona. Nie rozpraszam się i pozostaję skoncentrowana na tym, co mam osiągnąć. Jeśli jesteś introwertykiem, pewnie masz takie zajęcia i ulubione projekty, nad którymi mógłbyś pracować godzinami. To dlatego, że introwertycy potrafią skupić się przez długi czas. Gdyby nie my i nasza niezwykła umiejętność koncentracji, prawdopodobnie nie mielibyśmy teorii względności, Google’a czy Harry’ego Pottera (tak, Einstein, Larry Page i J.K. Rowling są najprawdopodobniej introwertykami). Drogie społeczeństwo, jak byś bez nas wyglądało? Nie ma za co. Z miłością, introwertycy.

16. Mieszkasz w swojej głowie. Tak często zdarza ci się zatapiać w marzeniach, że ludzie każą ci „zejść na ziemię”. A wszystko dlatego, że twój wewnętrzny świat jest tak bogaty i żywy. Nie wszyscy introwertycy mają rozwiniętą wyobraźnię (w modelu osobowości opartym na Wielkiej Piątce ta cecha nie jest związana z opozycją „ekstrawersja vs. introwersja”, ale z „otwartością na doświadczenie”), ale wielu z nas – jak najbardziej.

17. Lubisz obserwować ludzi. A w zasadzie wszystko lubisz obserwować – ludzi, przyrodę i tak dalej. Introwertycy są urodzonymi obserwatorami. Na przyjęciach czy imprezach często tylko się przyglądają, zamiast brać udział w zabawie.

18. Często słyszysz, że jesteś dobrym słuchaczem. Nie masz nic przeciwko temu, żeby oddać pole drugiej osobie i jej wysłuchać. Nie czujesz potrzeby wypowiadania każdej myśli, bo nie musisz „wyrażać myśli na głos” ani wokalizować wszystkiego, co przyjdzie ci do głowy, tak jak to czynią niektórzy ekstrawertycy. Słuchanie – prawdziwe słuchanie – oznacza, że czegoś nowego się dowiadujesz albo zaczynasz lepiej rozumieć, co kim powoduje.

19. Masz małą grupkę przyjaciół. Jedna, dwie czy trzy osoby są ci bliskie, a wszyscy pozostali to tylko znajomi. Introwertycy mają ograniczoną ilość energii, którą mogą poświęcić ludziom, dlatego uważnie wybierają ludzi, z którymi nawiązują relacje. To kwestia planowania wydatków.

20. Otoczenie cię „nie nakręca”. Istnieje powód, dla którego nieszczególnie lubisz tłumy, imprezy i nawiązywanie kontaktów: introwertycy i ekstrawertycy różnią się co do sposobu, w jaki ich umysły przetwarzają doświadczenia w układzie nagrody. Neurobiolodzy Yu Fu i Richard Depue zademonstrowali ten fenomen, podając introwertycznym i ekstrawertycznym studentom Ritalin (jest to lek stosowany w kuracji ADHD, który stymuluje w mózgu produkcję poprawiającego humor neuroprzekaźnika dopaminy). Odkryli, że ekstrawertycy częściej łączyli uczucie rozkoszy z otoczeniem, w którym się znajdowali. Introwertycy z kolei nie łączyli nagrody z tym, co działo się wokół nich. Możemy z tego wnioskować, że introwertycy różnią się fundamentalnie, jeśli chodzi o sposób przetwarzania nagród pochodzących z ich otoczenia (do tematu introwertyków i nagród jeszcze powrócę). Według badaczy dla introwertyków wewnętrzne sygnały znaczą więcej niż zewnętrzne. Innymi słowy, otoczenie „nie nakręca” introwertyków: większą uwagę zwracamy na to, co dzieje się w środku.

21. Jesteś „starą duszą”. Introwertycy zazwyczaj obserwują, długo przetwarzają informacje i zastanawiają się, zanim się odezwą. Z natury analityczni, często chcemy odkryć głębsze znaczenie zdarzeń czy wzór, w jaki się układają. Dzięki temu introwertycy wydają się mądrzy, często już w młodym wieku.

22. Na przemian przebywasz z ludźmi i w samotności. Introwertycy bardzo cenią samotność. Możemy wtedy swobodnie wsłuchiwać się w nasz wewnętrzny głos i stłumić otaczający nas hałas; robiąc to, zyskujemy energię i jasność. Ale to nie znaczy, że zawsze chcemy być sami. Jako ludzie jesteśmy zaprogramowani na nawiązywanie relacji, a jako introwertycy chcemy, by były one głębokie. Introwertycy żyją więc w dwóch światach: odwiedzamy krainę innych ludzi, ale naszym domem zawsze będzie samotność i nasze wnętrze.