Odeszło, zostałoTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Motto

CZĘŚĆ PIERWSZA. LEFT/ODESZŁO

Mama przygotowuje dziewczynki na wszelkie możliwe katastrofy, które mogą się wydarzyć.

Amy z niecierpliwością czeka na tornada, chociaż wie, że nie powinna.

Pierwszy raz Zoe przestaje być Zoe rankiem w dniu zakończenia swojej edukacji przedszkolnej.

Po pewnym czasie lekarze odsyłają ich do domu.

Gdy tornado wieje i są w domu dziadków, dzień tak samo zmienia się w noc, a liście przekręcają się spodem do góry i znikają samochody, ale dziewczynki muszą się chować do składziku, który jest pełen starych gier taty z czasów, gdy był dzieckiem w ich wieku.

Amy zrobiła po jednym polaroidowym zdjęciu każdego pomieszczenia w domu dziadków, a także garażu, ogrodu od frontu i z tyłu oraz dwa zdjęcia schodów, bo nie mają takich u siebie.

Każdego lata dziewczynki jadą na obóz Waluhili z mamą, która pracuje tam jako wychowawczyni.

Amy robi zdjęcie czerwonej walizeczki, której Zoe używa, kiedy ucieka z domu.

Amy robi zdjęcia wszędzie, dokąd się wybierają.

W dniu poprzedzającym powrót dziewczynek do szkoły mama mówi im, co to jest seks, i czyta historię o kobiecie, która miała wypadek samochodowy i spadła z mostu.

Dziewczynki tańczą i tańczą bez końca do Graceland Paula Simona w jadalni, nakręcając się mocno, podczas gdy mama w kuchni robi ciastka owsiane, żeby je zabrały do szkoły na Święto Pracy.

Amy jest najwyższą uczennicą w klasie, najszybszą w biegach i najlepszą w matematyce.

W ambulansie jej siostrę opętał duch.

Jadą ambulansem do różowego szpitala obok domu dziadków.

Amy dokładnie wie, co by zrobiła, gdyby spadli autem z mostu.

Czasem mama śpiewa im kołysanki. Amy lubi jej głos, ale piosenek nie.

Nikt nie potrafi powiedzieć, co naprawdę dolega Zoe, nawet lekarze, i to przez długi czas.

Pewnego dnia Zoe i pies zostają zatrzymani przez sąsiadów dwa domy dalej.

Zoe zaczyna brać leki, po których moczy się w łóżku.

Pewnego razu na obozie był chłopiec, który lubił ryby.

Czasem, gdy wszyscy jadą do szpitala, tata zabiera Amy na oddział położniczy, żeby zobaczyła noworodki.

W domu Amy wyjmuje zdjęcia z szuflady ze skamielinami i przegląda wszystkie po kolei, wypatrując oznak guza.

Amy i Zoe mają wolne od szkoły.

Dzień przed operacją jadą wszyscy do dziadków, raczą się napojami lodowymi i oglądają telewizję i Śpiącą królewnę.

Gdy dzwoni telefon, ziemia usuwa się Amy spod nóg i Zoe znika.

Gdy Zoe leży w szpitalu, Amy zajmuje się psem.

Pewnego dnia w szpitalu Amy próbuje grać w Węże i Drabiny z umierającymi dziećmi, ale po chwili mówią, że oszukuje, więc musi znów tylko czekać i czekać.

Zoe wychodzi ze szpitala w dziesiąte urodziny Amy.

Amy robi zdjęcie Zoe na kanapie z psem i ośmiornicą z wielkimi, ogromnymi oczami.

Na Gwiazdkę dostają od dziadków identyczne tenisówki.

Dziewczynki lubią razem tańczyć, gdy rodziców nie ma w domu.

Amy i Zoe zakochują się po raz pierwszy w życiu – w tym samym czasie, w tym samym chłopcu.

Dziewczynki dostają pierwszej miesiączki prawie tego samego dnia.

Amy wysyła tajne wiadomości, których Zoe nie umie odczytać.

Latem Amy doskonali wiązanie węzłów.

W MedExie jest alejka, do której dziewczynki nigdy dotąd nie zaglądały.

Z niewyczerpanej masy zachwytów przeżywanych dzięki wypadom do ogrodu rosyjskiej gramatyki najbardziej fascynujące wydaje się Amy to, że w czasie teraźniejszym czasownik „być” jest pomijany, dorozumiany, więc żeby wyrazić na przykład to, że Amy jest zakochana, wystarczy powiedzieć: „Amy zakochana” albo w najgorszym razie użyć myślnika: „Amy – zakochana”.

Podczas zimowych igrzysk w Lillehammer dziewczynki nie robią nic poza oglądaniem telewizji.

Zoe wciąż ma napady, ale rzadziej niż kiedyś, poza tym nie są tak silne.

W 1995 roku wydarzają się trzy rzeczy.

Sasha i Amy zbliżają się do końca podręcznika dla pierwszej klasy.

Amy ma świadomość, że gdy Zoe wreszcie wypuszcza wiewiórki na wolność, to w głębi ducha ma nadzieję, że pewnego dnia postanowią wrócić, lecz Amy wie, że tak się nie stanie.

Amy perfumuje się z okazji występu Sashy.

Wszyscy w rodzinie są świadomi, że Sasha niedługo skończy studia.

Niewielu ludzi tak robi, ale do college’u można pójść wcześniej, nawet nie mając dyplomu ukończenia szkoły średniej.

W tygodniu, w którym Sasha kończy studia, mają razem ostatnią lekcję.

Amy nie mówi Zoe o tym, co się wydarzyło między nią a Sashą.

To mama przekazuje im nowinę, kolejno, najpierw Amy.

Aby uciec od Zoe, Amy przenosi się ze wszystkimi działaniami pod gruszę między ogrodem od frontu i na tyłach.

Sasha strzelił sobie w usta, a nie w skroń, więc będzie wystawienie zwłok.

Dziesiątego sierpnia 1997 roku Amy wprowadza się do akademika.

Amy mieszka w akademiku dla wyróżniających się studentów, na środku kampusu.

Nazajutrz Amy zawiera nowe znajomości.

Nazajutrz Amy staje się sławna.

Na zdjęciu w gazecie długie, jasne włosy Amy spływają gładko na ramiona jak pojedynczy kawałek jedwabiu.

Zoe i rodzice zgarniają ją o szóstej, żeby świętować.

Po powrocie do swojego pokoju Amy wygląda przez okno, zasłuchana w muzykę dobiegającą z dołu.

Amy nie wie, jak się zachowywać na zajęciach.

 

Wśród zajęć na uczelni jest fotografia.

W dniu święta Lambda Chi Luau Amy robi zdjęcie swojej paczce.

Pewnej środy w połowie listopada Amy wraca z zajęć do akademika i w swoim pokoju zastaje Zoe w trakcie budowania fortu z biurka.

Odkąd Zoe uciekła z domu, tata przyjeżdża na kampus i próbuje wynegocjować porozumienie między nią a mamą.

Z okazji Święta Dziękczynienia jedzą nadziewanego indyka i płatki ziemniaczane z sosem żurawinowym wytrząśniętym prosto z puszki, na którym odcisnęły się wgłębienia.

Wystawiają dom na sprzedaż.

Pozbywają się wielu rzeczy, których już nie potrzebują.

W semestrze wiosennym Amy wybiera konwersacje z rosyjskiego, poezję rosyjską, literaturę angielską do roku 1800, historię rewolucji francuskiej i fotografię, którą lubi najbardziej.

Następnego dnia robi się odbitki, a najwspanialszym etapem jest wsunięcie czystego białego papieru pod powierzchnię roztworu w kuwecie i patrzenie, jak delikatne fale obmywają go raz po raz, raz po raz, aż powoli, bardzo powoli wyłania się obraz.

To nie ludzie umierają, lecz światy w ludziach.

Amy zgadza się pójść z Katie na zebranie grupy młodzieżowej, choć właściwie nie wie, czym jest zebranie grupy młodzieżowej.

U Zoe diagnozują toczeń rumieniowaty układowy, co wyjaśnia przyczynę bólu, a także hemochromatozę, chorobę genetyczną, która nie pozwala organizmowi przetwarzać wchłanianego żelaza; mówią też, że guz mózgu może znowu rosnąć.

Amy nigdy nie lubiła brać prysznica w akademiku, a teraz w dodatku sprawia jej to ból.

Zdaniem mamy samobójstwo to najbardziej samolubna rzecz, jaką człowiek może zrobić.

W środku nocy Amy przemyka na dół do świetlicy po syrop na kaszel.

Amy zdaje sobie sprawę, że pora wracać do pokoju, ale się boi.

Amy już dawno temu porzuciła myśl o utracie dziewictwa lub o pierwszym pocałunku.

Nazajutrz o świcie Amy dzwoni do dziadków. Są zirytowani, że ich obudziła, ale przyjeżdżają i zabierają ją ze sobą do domu.

W środku nocy Amy zakrada się na dół, z dużej ceramicznej misy w korytarzu bierze kluczyki do auta dziadka i rusza na wschód.

W poniedziałek Amy nie potrafi już mówić po rosyjsku.

Próbuje napisać list do siostry.

Amy budzi się w białym pokoju; obok siedzi duchowny i trzyma ją za rękę.

Amy chce wstać z łóżka, lecz orientuje się, że jest przypięta do jakiegoś urządzenia.

Budzi się, widzi nad sobą mamę i się wzdryga, a wtedy mama zaczyna wrzeszczeć.

Pielęgniarka zwozi ją na trzynaste piętro.

Zaczyna od pracy domowej z rosyjskiego, którą jest jej ulubiony wiersz Jewgienija Jewtuszenki; u góry przypięto karteczkę z króciutkim poleceniem: „Przetłumaczyć na angielski”.

Na świecie nieciekawych ludzi brak...

CZĘŚĆ DRUGA. LEFT/ZOSTAŁO

Ludzie mówią, że 31 grudnia 1999 roku z wybiciem północy nastąpi koniec świata, lecz Amy ma nadzieję, że tak się nie stanie. Świat faktycznie się nie kończy, ona natomiast kończy naukę na uniwersytecie w Tulsie i leci do Berlina.

Pewnego dnia Amy budzi się z niedosytem.

Na Tempelhofie wieje lekki wiaterek.

Jest wśród tych fotografii zdjęcie owada na żółtych pręcikach w środku dużego białego kwiatu; w tle kilkanaście ogromnych, mokrych, zielonych liści, płaskich, tu i tam postrzępionych na krawędziach.

Każde zdjęcie jest portretem Zoe, ponieważ intencje Amy jako fotografa nigdy się nie zmieniły, chociaż ona sama dotąd sobie tego nie uświadamiała.

Gdy Amy kończy, słońce stoi nisko nad widnokręgiem.

Ostatni portret, jaki Amy zrobiła siostrze, to zdjęcie kilku mocno różowych liter na grubej, przezroczystej balustradzie Pont des Arts.

Podziękowania

Przypisy

Tytuł oryginału: Homesick

Opieka redakcyjna: ANITA KASPEREK, LUCYNA KOWALIK

Redakcja: ANNA MILEWSKA

Korekta: KAMIL BOGUSIEWICZ, EWA KOCHANOWICZ, MARIA WOLAŃCZYK

Projekt okładki: JAYA NICELY

Opracowanie graficzne wersji papierowej na podstawie oryginału: MAREK PAWŁOWSKI

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

Copyright © 2019 Jennifer Croft

Zdjęcia © Jennifer Croft i Laurie Croft

© Copyright for Polish translation by Robert Sudół

© Copyright for Polish edition by Wydawnictwo Literackie, 2021

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07249-3

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dla mojej siostry

My, fotografowie, zajmujemy się rzeczami,

które nieustannie znikają, a gdy już znikną,

nie ma na świecie takiego mechanizmu,

który mógłby przywołać je z powrotem.

HENRI CARTIER-BRESSON

Zdjęcie to tajemnica tajemnicy.

Im więcej mówi, tym mniej wiemy.

DIANE ARBUS



Pamiętasz, jak uczyłam Cię wymawiać słowa?


Mówiłam wtedy: powtarzaj za mną. „Jajko”. Odchylałaś się nieznacznie, jakbyś chciała zerwać się do ucieczki. „Jejko!” Zawsze z wyraźnym oklahomskim akcentem.


Za każdym razem na ułamek sekundy (niemieckie Augenblick, a więc dosłownie „okamgnienie”, angielskie blink of an eye, zgodnie z najstarszym znaczeniem blink jako „migot światła”) zastygałaś i czekałaś, aby moja mina wyraziła, czy dobrze wywiązałaś się z zadania.


Wtedy patrzyłam z niezadowoleniem, a Ty odwracałaś wzrok.

CZĘŚĆ PIERWSZA

LEFT/ODESZŁO

Mama przygotowuje dziewczynki na wszelkie możliwe katastrofy, które mogą się wydarzyć.

Dlatego gdy Amy i Zoe jedzą cheeriosy na śniadanie, mama czyta im nagłówki z „Tulsa World”. Siedzą cicho, kiedy ona mówi, lecz tak naprawdę nie słuchają. Wiedzą tylko, że gdzieś zawsze rozgrywa się jakaś tragedia. Oprócz tornad są trzęsienia ziemi, katastrofy lotnicze i wojny. Panuje epidemia AIDS, choć ani Amy, ani Zoe nie wiedzą, co to jest AIDS. Wiedzą tylko, że powinny myć ręce.

Znalazła się tam też opowieść o szybolecie, a to określenie oznacza, że gdy ktoś niewłaściwie wymawia słowa, wtedy nie może przejść rzeki i zostaje zabity.


Kiedy mama się kąpie, czyta im z „Good Housekeeping”. Nigdy, przenigdy nie bierze prysznica, bo pewnego razu widziała film, w którym główna bohaterka została zamordowana pod prysznicem, a potem wszędzie była krew. Mama lubi, jak dziewczynki dotrzymują jej towarzystwa w trakcie kąpieli w wannie.

Czasem opowiada rodzinne historie. Każdemu wspomina o szalonym sąsiedzie, który mieszkał nieco dalej, przy tej ulicy bez wyjazdu, i powystrzelał swoją rodzinę, a potem ukrył się na dużym drzewie na podwórku. Tata był wtedy w Stillwater, prowadził jeden z tych swoich kursów z geografii. Mama poszła i wzięła jego sztucer, bo chciała się przygotować, zrobić wszystko, co konieczne, żeby ochronić córki. Kazała Amy wejść pod łóżko i siedzieć tam, choćby nie wiem co, cichutko jak trusia. Choćby nie wiem co, powtórzyła, i za każdym razem, gdy opowiada tę historię, głos jej matowieje.

Zoe była wtedy malutka, trzeba ją było nosić na rękach. Ale wyczuła, że dzieje się coś niedobrego, bo płakała bez końca, a to, mówi mama, przywodzi na myśl te wszystkie kobiety z czasu Holokaustu, które musiały udusić swoje dzieci, żeby ich nie wykryto.

Amy i Zoe wiedzą, że Holokaust był wtedy, gdy wszyscy Żydzi zostali wymordowani bez powodu i wrzuceni do wielkiego dołu w lesie.

Tak więc na jednym ręku mama trzymała kwilącą Zoe, a w drugim broń. Policja już wtedy przyjechała i otoczyła mężczyznę. Wiedziały o tym z telewizji, bo choć wszystko rozgrywało się w ogrodzie tuż obok, mama zdawała sobie sprawę, że trzeba się trzymać z dala od okien na wypadek zbłąkanej kuli. Szalony sąsiad strzelał i strzelał, zranił nawet innego sąsiada, bo miejscowi zjawili się, żeby pomóc policji.

Mama przerywa historię i rozgląda się dokoła. Robi tak za każdym razem, gdy opowiada.

Sąsiad, który został postrzelony, lubił żuć tytoń. I żuł akurat w tamtym momencie. Kula przebiła policzek pod kątem, o, tak – mama wskazuje na swoją twarz, używając wyprostowanego palca jako lufy pistoletu – ale zamiast trafić w gardło i go wykończyć, ugrzęzła w tytoniu!

Wszyscy lubią tę część opowieści, lecz dziewczynki jej nie rozumieją, bo przecież wiedzą, że tytoń też powoduje śmierć, a poza tym ciągle widują tego sąsiada siedzącego na werandzie i wypluwającego ciemny sok do wielkiego blaszanego wiadra – sama skóra i kości, niechlujny wygląd, paskudna, stara szrama na twarzy.

Amy nie cierpi tej historii. Nie pamięta, jak leżała sama pod łóżkiem, ale słyszała o tym tak często, że potrafi to sobie wyobrazić, i to do tego stopnia, że czasami o tym śni: Zoe orbituje dokoła, płacze, jest poza zasięgiem.

 

W końcu szalony sąsiad strzelił do siebie i potem umarł.

Amy z niecierpliwością czeka na tornada, chociaż wie, że nie powinna.

Nawet za dnia niebo robi się czarne i pustoszeją ulice. Wiatr zrywa z klonu liście, które połyskują od spodu.

Jeśli jest ostrzegawcza prognoza, dziewczynki nic nie robią, ale gdy pojawia się alert, idą do spiżarni, wchodzą do środka, wciskają się między puszki, pojemniki i kartony i czekają, aż mama albo tata powiedzą, że można wyjść. Spiżarnia to jedyne pomieszczenie bez okien w całym domu. Kiedy nadchodzi tornado, trzeba się trzymać z dala od okien, bo najbardziej ze wszystkiego tornado lubi wybijać szyby, a jeśli tak się dzieje, podczas gdy człowiek na przykład siedzi w wannie pod oknem, to prawie nieuchronnie zrobi sobie kuku.

Kiedy rozbrzmiewają syreny, to Amy wszystkim kieruje. Opracowała system. Dziewczynkom wolno wziąć po trzy zabawki, nie więcej, i to Amy operuje latarką, bo Zoe mogłaby ją rozbić. Zoe zawsze marudzi nad lalkami, gdyż czuje się winna, że faworyzuje jedne kosztem drugich. Amy tłumaczy jej, że w życiu trzeba dokonywać wyborów, więc koniec końców Zoe się decyduje, choć czasem próbuje coś schować w kieszonkach spodni.

Gdy zostaje przyłapana, wybucha śmiechem albo płaczem – w zależności od miny Amy. W każdym razie zawsze zostaje przyłapana. Potem Amy ucisza Zoe, klękają obie na pomarszczonym linoleum, zamykają drzwi i czekają.

Za zamkniętymi drzwiami lalki Zoe toczą rozmowy. Często o pogodzie. Amy tylko słucha, pozwala odpocząć swoim lalkom, czuje na szyi szybki, gorący oddech siostry. Jeśli nawet prąd nie jest wyłączony, Amy upiera się, żeby zgasić światło. Powoli robi się senna, tak jak w aucie, jak wtedy, gdy dokądś jadą; Amy, w przeciwieństwie do Zoe, wolałaby nie dotrzeć do celu, wolałaby wciąż jechać, wolałaby, żeby alert nigdy nie minął. Ale potem drzwi spiżarni otwierają się na oścież i w głębi domu widać błyszczące się noże, patelnię i durszlak, wszystkie rozkołysane, jakby chciały pospadać. Mama wyciąga ręce, bierze Zoe i niesie ją.


Zoe, zastanawiasz się czasem, skąd się biorą słowa?

Pierwszy raz Zoe przestaje być Zoe rankiem w dniu zakończenia swojej edukacji przedszkolnej.

Amy właśnie ukończyła drugą klasę.

Babcia i dziadek nieczęsto przychodzą do szkoły, więc teraz dziewczynki się przekrzykują, mając nadzieję, że przyciągną ich uwagę; Zoe popiskuje jak ta sójka w ogrodzie, która pikuje dziobem na kota i wyrywa mu kępy sierści. Wreszcie dziadek się nachyla, ukazując w całej okazałości łysinę na czubku głowy, podnosi wnuczkę i zabiera ją na plac zabaw.

W ciszy, która zapada dzięki temu, Amy pokazuje babci swoje prace. Ostatnio zapełniła cały kołonotatnik, słowa układają się w znaczenia; wystarczy zmrużyć oczy i motyl staje się prawdziwym motylem, przestaje być zwykłymi bazgrołami na delikatnym papierze, frunie, to jest jak magia.

Babcia mruży oczy, wydaje ochy i achy, lecz nagle wraca dziadek.

Dziadek mówi, że Zoe chyba uderzyła się w główkę. Babcia na to: Oj, Zoe, nie bądź takim maleństwem, i przewraca kolejną kartkę w zeszycie Amy.

Amy zerka na stronę i widzi, że wszystkie istoty z jej historyjek rozpadły się z powrotem na bazgroły, kreski urywają się niedokończone. Kleksy nad „i” oraz „j” nadymają się ohydnie, to na pewno błędy.

Amy wie, że najgorsze, co można zrobić Zoe, to powiedzieć jej, że jest maleństwem. Wtedy Zoe często wyje. Czasem rzuca przedmiotami.

Ale teraz nie robi nic. Nawet nie spojrzy. Amy obserwuje ją i czuje, jak sama odzyskuje siły i się czerwieni. Podchodzi do siostry, stawiając jak najmniejsze kroki, próbuje złowić jej wzrok. Kiedy jej się to nie udaje, szepcze: Chodź ze mną. Zoe nie odpowiada.

Więc Amy wyciąga ręce i powoli, bardzo powoli bierze siostrzyczkę i niesie ją przez trawnik na parking; przystaje tylko na chwilę, żeby pokazać jej miejsce, w którym są klatki z królikami. Ale Zoe to nie obchodzi.

W aucie zaczyna płakać. Mama otwiera drzwi i pochyla się, żeby spytać Zoe, czy siostra powiedziała coś, co ją zdenerwowało. Amy i Zoe nie zwracają na nią uwagi.

Gdy mama z powrotem zamyka drzwi, nie słychać żadnego dźwięku. Są tylko rączki Zoe na klamrze od pasa bezpieczeństwa, drżą. Z bliska widać, że paluszki dygoczą.

Amy wpatruje się w jej buzię. Spływają po niej łzy, a oczy, zawsze duże i brązowe, i roziskrzone jak ognisko, są przygasłe. Ledwo widoczne malutkie okruszki życia znieruchomiały w kącikach oczu jak wskazówki zepsutego zegara. Zoe nigdzie nie patrzy, bo wzrok ma pociemniały.

Głosem bardziej stanowczym niż kiedykolwiek by się po sobie spodziewała, Amy mówi dziadkowi, żeby ruszał.

Jedziemy do lekarza, dodaje, a jej słowa przywracają brzmienie świata.

Silnik zaskakuje. Babcia pstryka zapalniczką i wciąga dym ustami. Osuwa się szyba w oknie po jej stronie.

Dziadek zerka na Amy w lusterku wstecznym i rusza.

Drzewa, domy i ulice przesuwają się do tyłu, a Amy szuka Zoe w twarzyczce Zoe. Ale Zoe nie ma.


Albo dokąd dążą?