Godzina myśliTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Pierwsza godzina myśli

opuszczają cudzoziemcy miasto wuhan

marzenie

dzisiaj

e come quei che con lena affannata...

on i ona

święta panna nad pannami

zdanie

do jutra

wdzięczność

dzieje żydów polskich

krzysztof boczkowski

zmyłka

komórka

stopy

modlitewka bezradna

wierzchołek niedosięgły świętej góry syzyf

porządkując książki julii hartwig z dedykacją

konsekwencje modlitwy

noe pijany

trzeciomajowa rozmowa z nieobecnym

* * * (świat się mną najadł...)

liczba

zdzisiek

godzina myśli

światowy dzień prozy

* * * (nie rób rzeczy w ogniu)

przeklęta stopniowość

niesprzeczność

lekcja metafory

Słodko wraca w aucie tonacja Cyrana

życzenie

chimera (manzoni)

myśl bliska daleka

wariat

stan epidemii

sto lat ale po co

życiowi znajomi

wierność

bezsenność

dzień zwycięstwa

list

okulary

biały kruk

Druga godzina myśli

dukla

ja wam to spróbuję wyjaśnić

faszystowski marsz

wybieraj

nocny zegar

jądro jasności

wspomnienie ojca przy wigilijnym stole

przebudzenie

stopy

zaoczny (pasolini)

po trzech królach

myśl o śmierci

los

drzewo co powraca

telefon od proroka

głowa

boska komedia

hermes

rozdzióbią nas

miałem sen

Opieka redakcyjna: EWELINA KOROSTYŃSKA

Korekta: ANNA DOBOSZ, ANNA RUDNICKA, ANETA TKACZYK

Projekt okładki, stron tytułowych oraz zdjęcie na okładce: ROBERT KLEEMANN

Zdjęcie autora na skrzydle okładki: JACEK POREMBA

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

© Copyright by Jarosław Mikołajewski

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2021

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07247-9

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Pierwsza godzina myśli

.

Dochodziły jakieś wieści o epidemii w Chinach. Potem wiadomość, że cudzoziemcy stamtąd wyjeżdżają. I zrobiło się smutno na myśl o Chińczykach, od których świat uciekał jak od umierającego starca.

opuszczają cudzoziemcy miasto wuhan

opuszczają cudzoziemcy miasto wuhan

wyjeżdżają anglicy

francuzi

i włosi

nie można mieć tego

za złe cudzoziemcom

a przecież

gdyby patrzeć na miasto wuhan

z tajemnicy nieba przez lupę bosmana

widać by było przedwieczorny pejzaż

świateł rozproszenia pod granitem chmury

lub odlot bocianów z jesiennych mazowszy

w innym czasie i miejscu

idą barbarzyńcy

z miasta wuhan

cudzoziemcy odchodzą

mają rację

i święte prawo do odejścia

mieszkańcy wuhanu nie mają pretensji

odchodzą cudzoziemcy i nic w tym dziwnego

a przecież smutno jest temu co patrzy

przez ogromną lupę gościnnego nieba

na cudzoziemski odlot przyspieszony

z gniazda zastygłego nad powolną jangcy

nad piękną i modrą

nad wielką i czystą

jak wstążka błękitna minionych dynastii

.

Z bezsennej nocy wychodzę z ostatnią deską ratunku.

marzenie

nie ma wolnej woli

tylko przymus pieprzony który zbawi

bo skazał

.

Nikt mi się dziś nie odkłania, jak w moim dawnym wierszu nikt mi się dziś nie odkłania.

dzisiaj

zdarza się jak dzisiaj że z chwili na chwilę

codzienna pustka

wchodzi w fazę pustki tylko przeciw tobie

nie zwiastują jej anioły

trąby

ani gromy

nie można jej odmówić

łagodności przypływu

 

nastaje w uprzejmym

nienatrętnym milczeniu

przypomina chwilę z dawnych górskich wędrówek

kiedy za drzewami czułeś czarną otchłań

zimny wiatr co wypychał z zarośniętej jaskini

a jednocześnie gwałtownie w nią wciągał

ma ta pustka coś wspólnego z solidarną i szczelną

zmową ludzi

i słońca

stworzeń których przyjaźń

cieszy od dzieciństwa lecz nagle ich bliskość

ubiera się w chłodne

mafijne wspólnictwo

omawiające plemienną wendetę

nie wiesz za co ta zemsta

bo wszyscy zamilkli

te dawne głosy

ta czeluść

i wnętrze ziemi w której biło serce

tak musi czuć się król

przed operacją

pacjent przed zamachem

wołasz

nie ma echa

nawet w tej jaskini

jedyne dwie drogi to ziemia

pod tobą

i niebo bez ptaków

wybrałbyś którąś ale nie masz łopaty

ani skrzydeł

nie masz krwi

w ramionach

wołasz by cokolwiek

usłyszeć w tej studni

lecz nikt nie odpowie czy jest wszystko naprawdę

czy ty sam jesteś pustką

i bezdenną ciszą

wszystko rozjaśnić mógłby dzień następny

gdyby mimo wszystko zaczekał

na ciebie

.

Często wierzchołek góry skrywa kolejny wierzchołek tej samej góry. Nie inaczej wierzchołek dołu skrywa kolejny wierzchołek tego samego dołu. U Dantego człowiek wychodzi na brzeg oszalałego morza, i tam dopiero czeka go piekło.

e come quei che con lena affannata...

dobrnąłem do krawędzi nowego czasu

jak się dopływa do bezpiecznego brzegu

i tutaj dopiero

pod pogodnym niebem

na łagodnym piasku

dopadły mnie burze

skatowały pioruny

.

On – wirus. Ona – choroba. Ona – miłość. W innych językach, choćby po włosku, ona to on.

on i ona

lekarz mówi w telewizji że to straszna choroba

że przez nią

która jest nim

lekkie płuca co normalnie

mogłyby unosić się na wodzie jak rybi pęcherz

stają się ciężkie i twarde

buty z cementu

zakute przez mafię

ta przemiana

myślę

to jest ludzka sprawa

podobnie ta

która w innych językach bywa tym

zmienia serce lekkie

jak wnuczka beztroskiej jaskółki

w kamień owinięty szmatą

i przywiązany do szyi

szmata jest po to by się ukryć przed wzrokiem

tych którzy mają własne szmaty

na kanciastych kamieniach

.

Nie mogę przychodzić do mamy, żeby jej nie zarazić. Ma 86 lat. Jeżdżę pod jej dom, staję pod oknem, rozmawiamy przez telefon, widząc się przez podwójną szybę.

święta panna nad pannami

nie przychodź mówi mama ale jak tu

nie przyjść

za mało zostało

za bardzo stopniało

żeby się nie widzieć

jadę więc parkuję pod amboną

okna i dzwonię za szybkę

na jej pierwszym piętrze

mama się pojawia w odblaskach zajączków

niewyraźna

zamglona

trochę prześwietlona

w świętości świętej co na mszę

nie chodzi

z czarnym atrybutem przenośnej

słuchawki

halo jak się czujesz

wysłuchaj mnie pani

bez wstydu że sąsiadki

chodzą między nami

ze śmieciami

i psami

zmiłuj się nad nami

.

Przyśniło się zdanie.

zdanie

będziesz całym sobą przy swej własnej śmierci

.

Jeździliśmy jeszcze do pracy i nagle zwykłe słowa pożegnania w tunelu metra zabrzmiały inaczej.

do jutra

brzmi ładnie dziękuję ale jutra

ma nie być

nie będzie jutra

i nigdy nie było

było wczoraj i pamiętam

że było w nim dzisiaj

zimno suchej wody

i jest ta rzeka

do której nie wchodzę

bo jestem w niej już od wczoraj

przedwczoraj

a ona mi płynie

do źródła

na przekór i skroś

.

Na sześćdziesiąte urodziny, w czasie epidemii, dostałem 222 płyty z muzyką Bacha.

wdzięczność

potrzebna jest nie bogu

lecz nam

spróbujmy napisać wiersz

na samej wdzięczności

będzie piękny

zapatrzony w jej skromne praźródło

nie będą potrzebne

uszy do słuchania

palce do pisania

muzyka i poezja

wessą nas

cali będziemy muzyką

poezją

jej kroplą

.

W telewizji człowiek z żółtym żonkilem i rocznica, w którą byłbym dziś w dzielnicy porośniętej leniwymi blokami.

dzieje żydów polskich

znałem ich

niewielu

już

od podstawówki

z twarzy

i z imienia

o każdym

słyszałem

to

co najważniejsze

że to

żyd

żydówka

niekiedy

żydówa

ale tak mówiono

tylko

o tych starych

i grubych

nie

sądzie najwyższy

o ich córkach

inaczej

chyba

żydóweczka

nie całkiem

pamiętam

.

Na Antologię poetów najbliższych. Od Safony do Sylvii Plath Krzysztofa Boczkowskiego natrafiłem, porządkując książki. Zabrałem do łóżka. Pozostała ze mną na cały ten czas.

krzysztof boczkowski

jesteśmy we dwoje

ja i to maleńkie

oko morza w zatoce

w jego ciepłym oddechu tańczą

ciała wszystkich

którzy kiedykolwiek

weszli do jego przedwieczornej krwi

czuwali na piaskach

jego samotności

z nas dwóch albo dwojga

zostało tylko ono

kiedy go nie widzę

czy ma jeszcze dla mnie

to swoje spojrzenie

powolne jak pies

co przeciąga się w słońcu

.

Być może dowodem na tamten świat jest poczucie, że na tym nie rozstaniemy się z wyrzutami sumienia, wstydem i poczuciem winy.

zmyłka

najpierw myślałem że wyrzuty sumienia

nie starzeją się wcale

że kłują w każdej porze

jak przydrożne osty

a one więdną i wzlatują

jak liście

wysoko aż nikną za bliskimi drzewami

lecz wtedy wchodzą w swoje drugie życie

i wiosną wracają

z soczystą siłą wiecznej zieleni

.

Zosia napisała rano esemesa: „Ja nie chcę przegapić tej wiosny”.

komórka

na cały dzień wyłączyłem telefon

złożyłem do szuflady jak do ciemnej

trumny

myślałem potem jak o człowieku

którego zostawili

tamci żałobnicy

na trzy dni przed pustym świętem

zmartwychwstania

rozkładał mi się w myślach

żył wolnym życiem pokarmu dla ziemi

wieczorem

kiedy wyjąłem go z trumny

w tych moich rękach przemienił się

w łunę

nie było śmierci

tylko niebo i gwiazda

migocąca łagodnie

ja nie chcę przegapić tej wiosny

perskie oko córki

w czasie epidemii

.

Pragnienie jednak przypomina o sobie. Może pod wpływem fresków z Mantui, które oglądałem poprzedniego wieczoru.

stopy

w czasach nowej surowości gdzie moralizm porannych

programów próbuje się z greckim ogniem

chciałbym ciebie poznać od najczystszej strony

usiąść w twoich stopach

wziąć na dłonie olejek

i powoli nacierać twoje odwieczne podstawy

te święte

którymi mierzymy wędrówkę

do ostatecznego celu wędrowania

chciałbym żeby było

to całkiem na miejscu

całkiem upragnione

potem

niekoniecznie

wejść w miejsca rozświetlone tym moim dotykiem

wystarczy że w sobie poczujesz

race mojego oddechu

reszta jest językiem

przecież jestem niemłody

mam tylko usta

i niewiele więcej

mowę szeptaną na granicy

przypływu

wolę nie ugasić ciebie

niż nie zbudzić

tyle może kto skończył

swoje dobre lata

.

Przed snem wyszedłem na spacer z Luną, suczką kochaną. Sama przyszła do głowy modlitewka, przez nogi i przez oczy. Omdlewała, ledwo doniosłem do domu.

modlitewka bezradna

mój aniele stróżu

aniołku stróżeczku

połóż się dziś przy mnie w pachnącym łóżeczku

mój aniele stróżu

aniołku stróżyno

posiedź tu przez chwilę z dobrotliwą miną

mój aniele stróżu

w pościelowych różach

daj mi się ułożyć u twego weznóża

mój aniele stróżu

niołku stróżycielu

upij się dziś ze mną na białym weselu

mój aniele stróżu

aniołku stróżełku

pozwól złożyć głowę na miękkim skrzydełku

mój aniele stróżu

zasnąłeś przede mną

znowu jest mi zimno znowu jest mi ciemno

.

We włoskiej telewizji, na pasku, wiadomość, że pomiędzy Libią a Maltą utonęło kilkadziesiąt, może dwieście osób. Zaczął się nowy sezon.

wierzchołek niedosięgły świętej góry syzyf

znowu

jak mówią

utonęli ludzie

to tak jak gdyby to byli ci sami

niezmordowanie się rodzą

i toną

rodzą się

by tonąć

lub nie żeby tonąć

ale i tak toną

latem

mówi prasa

będzie szczyt utonięć

czy mają pamięć poprzednich

czy jest to dla nich

wciąż nowa przygoda

.

Czas pamięci i czas pamiętającego to dwa różne czasy, jeden nie powinien przypominać o sobie drugiemu.

porządkując książki julii hartwig z dedykacją

Ona: „Nie chcę, żeby ktoś je czytał, i na pewno zniszczę tę korespondencję /.../.

Ja: A może ktoś dowiedziałby się z tych listów czegoś ważnego?

Ona: Chyba tylko tego, jak dwoje ludzi może się kochać.

To jest ciekawe, ale tę wiedzę najlepiej zdobywać na własny rachunek...”.

kiedy julia powiedziała że spali listy

od ksawerego

spytałem dlaczego

na co ona

z delikatną dystynkcją ludzi którzy wiedzą

co najważniejsze

bo przestali kłócić się

z losem

co najwyżej próbowali w nim wytrwać

odpowiedziała więc julia pytaniem

z porządku brzmiących ostatecznie

co miałaby powiedzieć cudza

dawna miłość

tym co po latach ich miłość czytają

ze stronic zapisanych bezimienną ręką

takie jej słowa brzmią mi dzisiaj w domu

pamięci i w mieszkaniu serca

w jej wdzięcznej tonacji

poważnie kresowej

pożegnalnej

 

skrzypcowej

choć potem w wywiadzie powiedziała inaczej

a i ja zadałem nieco inne pytanie

ale z tego wątku naszej dobrej przyjaźni

pozostała mi zgoda ubrana w muzykę

istotnego głosu

który podłączony był pod boże źródło

przepuszczone przez struny czechowicza

miłosza

arthura

guillaume’a

starych fotografii

kwestia była więc taka czy ktoś z zewnątrz zrozumie

coś co z natury może być jedynie

wewnętrzne

nieprzenośne

niepodpatrywalne

ktoś z zewnątrz czasu

albo z zewnątrz myśli

lecz my sami którzy

nie jesteśmy już sobą

czy my nie jesteśmy dla siebie

kimś z zewnątrz?

po tym wiemy że człowiek nie jest jedną osobą

że oburza się sobą z całkiem innej przygody

czasami wydaje się nie do zniesienia

ten ja który nie jest już mną

ani nikim

albo mną i nikim

i wszystkim we wszystkich

w ludziach

zwierzętach

i wiosennych pąkach

.

Bóg zawsze nas łapie za język.

konsekwencje modlitwy

nie wódź na pokuszenie

i bóg zesłał starość

.

Myślę tylko wierszem, mówię tylko wierszem. To nie jest zasługa. To defekt. Inaczej nie umiem. Trudno powiedzieć, dlaczego myślę o Krzyśku Bednarskim i przeglądam jego katalogi.

noe pijany

od kiedy wyszydziła go młodość

mówił już tylko wierszem

odkrył że mówienie wierszem jest językiem

starości która słyszy

głównie szmery źródła

że mówienie wierszem jest językiem

odwiecznym

skierowanym

do historii bez czasu

tylko jeszcze ta twardość

słowa niepotrzebna

że nie jest wirującym gdzieś pyłem stworzenia

który nie potrafi zakłócić porządku

stąd ta złość na siebie

i synów

to przekleństwo

.

Nie mam nienawiści. Nie znam jej. Ale pokusa nienawiści zakrada się czasem i zagęszcza. Próbuję przetworzyć jej cień na rozmowę.

trzeciomajowa rozmowa z nieobecnym

„koszary, seminarium, dzika plaża, burdel”.

Pier Paolo Pasolini, Do mojego narodu

muszę cię zmartwić lecz nie jesteś mesjaszem

i nie jest chrystusem ten kraj i to imię

zostanie po tobie szczęk słoneczka z blachy

tłoczonej przez sztance wczesnych peerelów

setka doktoratów wokół mrocznej kwestii

jak to się stało że w ogóle byłeś

dwie habilitacje o naturze kota

co ma się za boga obracając myszką

trzy słabe nowele o służalstwie dworu

i kod genetyczny lizusowskiej śliny

będą pomniki które trzeba strącić

lub wymienić na nowe by uniknąć pytań

co kiedyś stało na dawnym cokole

starzy będą szydzić z samozawstydzenia

a młodzi nie wiedzieć z kogo to szyderstwo

będą wielkie torsje na brzęk słów dostojnych

i obły dylemat komu podać rękę

kiedy patrzę na twoje nieżyczliwe miny

myślę że mogłeś kojarzyć się lepiej

choćby z cynicznym lecz mądrym cesarzem

którego spojrzenie co dwa dni rozjaśnia

bardzo kapryśne lecz szczere współczucie

przyznaj nieobecny: wiedziałeś od dawna

kto pierwszy się wzbije ponad wspólne imię

ocierając usta sobą i historią

przyznaj że cię bawi własna przenikliwość

i to że potrafisz odegrać ofiarę

szkoda gadać jest święto trzeba iść na spacer

gdybyś czytał wiersze przesłałbym ci słowa

bluźniercy z kraju dojrzałej cytryny

który swojemu narodowi miał czelność

zalecić by zstąpił do pięknego morza

a ja tobie życzę pogodnej kąpieli

z widokiem na plażę pełną pięknych ludzi

w tęczowych kostiumach na słonecznej skórze

zażyj morskiej piany i wróć afrodytą

jeśli jest możliwe to co niemożliwe

.

Pewność, która atakuje za każdym razem, kiedy ktoś nie odpowiada albo nie jest – w moim odczuciu – dość serdeczny.

* * *

świat się mną najadł

zdradza skłonność do torsji

.

Odzywa się nerwica. Nigdy nie opuszcza. To jest liczbą, to znów dotykiem, spojrzeniem, oddechem. Czasem wszystkim naraz.

liczba

jak jubileusz który dawno minął

ale nie on

jak wpół przecięty znak doskonałości

ale nie ona

jak wiek ojca kiedy poszedł na pierwszą

moją wywiadówkę

lecz nie on

jak wiek mamy w roku morderstwa świętego księdza

ale też nie on

jak na oko liczba ptaków na dzisiejszym drzewie

z tym że nie ona

czym jesteś

liczbo która chodzisz dzisiaj za mną

czemu chodzisz za mną liczbo

dziś ta jutro inna

lub ta sama zawsze

która coś tam znaczysz

.

Przychodzą do mnie zmarli, którym za życia nie spłaciłem długu.

zdzisiek

za którymś razem kiedy do mnie zadzwonił

a ja nie odebrałem

bo byłem w czasie kiedy nie odbieram

(prócz tego mówił szybko

i bardzo nieskładnie)

kolega który żył z tego

że pisał doktoraty dla gorszych od siebie

wysłał esemesa

czy myślisz że ty nigdy nie umrzesz

to nie było pytanie

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?