Basso continuoTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Motto

chwila stworzenia

stokrotka i zwierzę

marmur

przesłuchuję naszą muzykę kiedy ciebie nie ma

pisane na skórze

wiersz najlepszy

to życie

jak w domu pasoliniego

prawda banalna ale prawda prawdziwa

snu spalenie

szwajcaria kaszubska 1978 albo 1979

niewygodny świadek

babuino

ripeness is all

wyspy najszczęśliwsze

raj

lód

oda o naczyniu

ona

pieśń dziadowska własnych przemoczonych butów dziś wieczorem w okolicach tesco

umrzeć z miłości

kamień króla salomona

sokrates w metrze pomiędzy stacjami imielin a służew

doczekanie

bajka o przeglądaniu na oczy

wiesz?

z nieczytelnych zapisków gdzieś na obrusiku

kochankowie z hasanlu

łatwa przepowiednia

szczelina

po rozmowie

w raju

pogrążenie

kwestia początku

horoskop po całości

wśród nocnej ciszy

plac płaczących mężczyzn

zazdrość

ukryte myśli

przymiarka

dwa anioły

naprawdę

pożegnanie

ćwiczenie z eschatologii

dziecko we mgle

m

Opieka redakcyjna: WALDEMAR POPEK

Korekta: EWELINA KOROSTYŃSKA, ANETA TKACZYK

Fotografia na okładce i projekt graficzny: ROBERT KLEEMANN

Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ

Skład i łamanie: Infomarket

© Copyright by Jarosław Mikołajewski

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2018

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-06675-1

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

W swojej niecierpliwości

nie oskarżaj go, serce. Pomyśl: jest sam,

ma trudne zadanie, ma życie

nie za, ale przed sobą. Ty przyspiesz

własną śmierć, jeśli możesz. Albo zapomnij.

Umberto Saba, Stary i młody

chwila stworzenia

długo po świcie

plaża wygląda jak przed stworzeniem

świata

światła

na piasku nie ma śladów

niestworzonych jeszcze stóp

ani łapek

powiewy ducha

wyrzeźbiły płytkie doliny

w których się zatapia mój cień

a więc jednak

ktoś jest

ja

choć cień to znikomy

dowód na istnienie

jest jeszcze pióro a więc są

też ptaki

jest łyżka podpisana cyrylicą czyli

ktoś był tutaj

i znał język sąsiadów

zapomniał

więc istnieje siostra

nasza niebaczność

o świcie

świata

w niepewności światła

lepi się we mnie nierozumne

zwierzę

wciągam nosem zapach

bułek z porannego

wypieku

nieostrożnie odwróciłem kolejność

działania

zamiast stanąć w kolejce poszedłem

na plażę

stąd świat cały

stąd światło i świt

i ta postać co żyje

w swoim własnym słońcu

niezależna od tego

co niczego nie stworzył

i od tego co patrzy

niech jej błogosławi początek

bez końca

niech jej myje stopy mój cień

stokrotka i zwierzę

leżało zwierzę na podleśnej

łące

i piło oczami wodę ze stokrotki

nikt

nawet słońce

nie domyślał się walki

jaką serce zwierzęcia toczyło ze sobą

ze zwierzęcym ciałem

i zwierzęcym głodem

wczesnym popołudniem wiatr

powiał tak dziwnie

niebywałym wirem

z niesłychanym drżeniem

że skłonił stokrotkę do policzka

zwierzęcia

jesienne słońce które raz do roku

żegna się z ziemią na szczególny sposób

tego dnia właśnie bawiło się wiatrem

tak

że buszował co chwilę wśród kwiatów

na łące

na której z wiatrem drżało zwierzę

stokrotka musnęła je kiedyś po miejscu

w którym nigdy nikt nie chciałby

skończyć

tym

którym zwierzę zjada polne kwiaty

pije wodę i wsysa

tęczowe motyle

trudno uwierzyć znawcom dzikich

zwierząt

lecz zwierzę nie chciało

już podnieść się z łąki

pomyślało mniej głową

niż ciałem i skórą

że losem najlepszym

dla zwierzęcia które

zostało dotknięte przez stokrotkę na wietrze

jest wtopić się w ziemię i karmić

jej siostry

nie ją samą już chyba

bo nadciąga zima

marmur

w wigilię pogrzebu brzechwa

bajkopisarz stanął obok dory nad trumną

kuzyna

który ochrzcił go kiedyś literackim

imieniem

dora której leśmian

nie chciał widzieć przed

śmiercią

albo chciał lecz nie wtedy

kiedy patrzy rodzina

pocałowała martwego z namiętnością której

gramatykę znała już od lat dwudziestu

i było to zdarzenie z gatunku

tak dziwnych

że do dzisiaj nosi smak

 

sezamowej legendy

jak gdyby nie całować nie było

dziwniejsze

w świecie w którym nikt już nie

smakuje niczego

ani słodkiej śmierci

ani cierpkiej krwi

dora

to imię biło o sklepienie

dora

to imię przemykało po ścianach

dora

czy w nieżywych ustach

szukała języka?

słowa na rozstanie

czy świadectwa dziejby

spoza szarej ściany, która przepuszcza

tylko w jedną stronę?

a może po prostu już dojrzała

do śmierci

i jak kiedyś wyczuwała ją w dawnym wzburzeniu

tak teraz nie czuła różnicy

pomiędzy zmarłą wargą a żywym

wspomnieniem?

nie wiem

rzecz się działa na placu trzech

krzyży

jeden krzyż był dory drugi

był leśmiana trzeci

ich rodaka który leży w grobie

w lewej nawie

zapomniany kochanek którego

cała nieskończoność

w bieli sinego marmuru

w kruchości

ucha i śmiertelnym łuku

piersi

w pękniętej cięciwie

opuchniętej stopy

w lilii ust rozchylonych których

nikt nie całuje

i tylko można w nich domyślać się słowa

leżeli do siebie

bolesław i jezus zwróceni twarzami

jak do wielkiej rozmowy

ponad pozorami wektorów spojrzenia

rozmowy o triumfie

bożej tautologii z której dora

słyszała co najbardziej istotne

słowa jednego jestem

który jestem

przy wtórze drugiego w życiu nic

prócz życia

z tej właśnie rozmowy wieczorna

wiadomość w której jedno słowo

lapidarne

jesteś

lapis kamień biały

lapidarium

milczący do świtu

wyświetlacz

lecz po wschodzie gwaru

na pustym podwórku

trąba mechaniczna

i zmartwychpowstanie

i dopiero wieczorem śmierć

innego człowieka

w tym powszechnym wołaniu

dora

dora

dora

dora

syrena nocnych ambulansów

przesłuchuję naszą muzykę kiedy ciebie nie ma

kiedy ciebie nie ma moja

niepowszednia

zachowują wartość dawne nasze

sprawy i rzeczy

bez których

nie byłoby świata

ani duchów z którymi mieszkamy

nie co dzień

nie uwierzysz na przykład

że nina simone śpiewa znowu dzisiaj

głosem julii hartwig

zwłaszcza piosenki o miłości samotnej

w chwilach kiedy słowa

proszą się zbyt wolno jak na temperament

bluesowej szamanki

ma wtedy na wargach smak

lubelskich tęsknot dumę

oceanów którym śpiewa julia

niepotrzebni poeci ani kruche słowa

nigdy nie mówiłem ci tego bo nie

lubisz pochwał ale mówię teraz bo szukam

języka że i ty masz w mówieniu

ten jedyny akcent który wybudził

moje serce do życia ze stanu w którym

nie wiem jak przetrwałem

do wjazdu na parking przy

skrajnych dzielnicach

pisane na skórze

kto przetłumaczy wiersze pisane ustami na skórze?

czy moja mowa będzie zrozumiała?

czytelna?

i na co przetłumaczy?

na język obcy czy wciąż mój w całkiem nowym wydaniu?

wiersz najlepszy

a jeśli na skórze

wypiszę ci wiersz nieznany

który powstaje właśnie w chwili

mówienia

w chwili mrowienia

języka i kartki?

i jeśli

czysta kartko

będzie wiersz to najlepszy

z wszystkich które ludzki

język wypowiedział

we wszystkich językach

i w każdym klimacie

co wiedzieć będziemy po bezładzie

pisma

i beznadziejnym stanie pergaminu

co potem się stanie z naszym

arcydziełem?

co po mnie?

powiedz

ach powiedz

gdzie ten wiersz przechowasz

w jakiej szkatułce

i na którym strychu

na której półce

romańskich szpargałów?

to życie

to życie takie dziwne

jakby całkiem nie moje

w tej chwili kiedy moje

jest bardziej niż zawsze

jak w domu pasoliniego

napisał pasolini o swoim mieszkaniu że

w kuchni ciążyła postać

ojca

który ogromniał jak każdy

przed śmiercią

jakoś tak napisał albo

bardzo blisko

jeśli więc jest mnie w twoim życiu

za dużo

pomyśl o tej scenie w kuchni

pier paola

nie żeby wybaczyć

niewygoda podlega

nie odpuszczeniu lecz uldze

tylko po to najdroższa żeby

zapamiętać i

ewentualnie zrozumieć kiedy

będzie maleńko

tyle co nic

ale to jeszcze

szkoda gadać daleko

jestem i jestem ja

i ciągle ja

jestem

prawda banalna ale prawda prawdziwa

lepiej by umarł człowiek niż

gdyby miało umrzeć

jego serce

zwłaszcza

na smutek

martwy człowiek jest

trupem

nigdy niczym więcej

inni się martwią jak go ubrać

w krawat

on sam nie może

wygłupić się ani

spuścić z tonu

nie dobrać wyrazu do spinek

lecz taki któremu umrze

serce jest zwyczajnie śmieszny

jak na własną prośbę

nie ma serca a on musi stroić miny

na miarę tego

które jeszcze przed chwilą

było wielkie i szczodre

pewne siebie nawet

nadmiernie

człowiek w którym umrze serce

jest jak chłopiec

który po omacku ćwiczy

dyscyplinę

jak pojemnik bez

pojęcia

jak bezradny obserwator cudzego

pojemnego żebra

ewy

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?